wtorek, 1 grudnia 2020

CZY TO JEST PRZYJAŹŃ...? część IX

Marek wracając z Rysiowa wstąpił jeszcze do pobliskiego sklepu, gdzie kupił zgrzewkę piwa. Zaparkował przed domem nie chciało mu się chować auta w garażu. Prawdę mówiąc nie miał w tym dniu ochoty już na nic. Wszedł do środka i poczuł samotność, jakąś pustkę wewnątrz. Ten dom wciąż budził w nim wspomnienia, o których chciał zapomnieć albo nie do końca o wszystkich. Było wiele złych, ale były i te dobre nawet wtedy gdy żyła Paulina. Lecz tych było mało żeby nie powiedzieć niewiele. Z tych, które wspomina dobrze miały miejsce tuż po tym jak kupili ten dom. Chociaż kupili to nad wyrost powiedziane, bo to on za wszystko płacił. A na samej umowie kupna widnieją tylko jego dane. Podczas meldunku nawet jej nie podawał na jej własną prośbę.

- Marco póki jesteśmy tylko parą ja pozostanę zameldowana u Aleksa – mówiła.

Marek nie widział w tym nic złego. Z początku nawet się im układało. Wydawało się, że są szczęśliwą parą. A przynajmniej tak odbierało to ich wspólne otoczenie. Lecz z czasem to wszystko  było grą pozorów. Wciąż przed znajomymi byli kochającą się parą, a za zamkniętymi drzwiami działy się sceny niemalże dantejskie. Wieczne kłótnie, wyzwiska to było na porządku dziennym. I jedynie tylko dwie osoby wiedziały jak jest między nimi. Jednym był Aleks, bo to jemu zwierzała się panna Febo.

- On mnie zdradza z każdą, którą spotka w klubie. Do którego wiecznie łazi z tym idiotą Olszańskim.

- Siostra przecież wiele razy mówiłem ci, że ten debil nie zasługuje na ciebie. Lecz ty uparłaś się. Kompletnie tego nie rozumiem – mówił jej brat.

- Braciszku ja to robię wyłącznie tylko dla ciebie – rzekła, ale widząc pytający wyraz twarzy Aleksa podążyła z wyjaśnieniami – jeśli zostanę jego żoną będę miała prawo do połowy jego udziałów. A może nawet więcej. Widzę, że wciąż nie rozumiesz. Jeśli po ślubie udowodnię mu zdradę i rozwiedziemy się z jego winy będę mogła zażądać alimenty albo jakieś zadośćuczynienie. Wówczas zażądać mogę części udziałów. W ten sposób to my będziemy mieć większą część udziałów – wyjaśniła swój chytry plan wzbogacenia się. Aleks uśmiechnął się pod nosem i pokiwał głową, że to niezły plan.

- Lecz w takim razie nie rozumiem twojego narzekania – mówił jej brat.

- Ja nie narzekam, ale mówię ci jak jest już teraz, po to abyś mógł zeznawać w sądzie – odparła.

Drugą osobą znającą prawdę o ich związku był Sebastian Olszański, długo letni przyjaciel Marka i jednocześnie dyrektor do spraw kadrowych w firmie. To jemu wiele razy zwierzał się Marek. Opowiadając jak wygląda ich wspólne życie.

- Chłopie nie ma dnia aby nie robiła mi awantury. Każdy powód jest dobry, a to że nie chciałem iść z nią na jakieś spotkanie. Bo nie poparłem pomysłu Aleksa. Teraz ma jeszcze jeden powód jakim jest Ula. Wiecznie ciosa mi kołki na głowie, że nie mam zamiaru jej zwolnić i staję w obronie. I takich powodów mógłbym wymieniać w nieskończoność.

Z czasem do tej dwójki dołączyła, chociaż to może źle powiedziane. Lepiej chyba brzmi została wtajemniczona sama Ula. Ale ona wiedziała dużo więcej. To ona poznała jego najskrytsze tajemnice. O ile Sebastian znał jakiś fragment kłótni z panną Febo tak Ula wiedziała wszystko. To ona również jako pierwsza dowiadywała się o nich, ale i innych problemach trapiących młodego Dobrzańskiego. Zawsze potrafiła wysłuchać i doradzić. Nawet nie wiedział kiedy, a Ula stała się największą powierniczką jego sekretów. Większą chyba niż sam Olszański. Ale mimo iż nie umiał dokładnie sprecyzować kiedy tak się wstało w tej dziedzinie życia tak już w sferze swoich uczyć wobec niej już potrafił.

- Marek co ty widzisz w tym brzydactwie – pamięta jak mówił do niego Sebastian. Ale ten nie zamierzał mu tego wyjaśniać, dopiero po kolejnym jak się wydawało Markowi głupim tekście – a może ty się w niej zakochałeś, tylko ciekawe kiedy to mogło nastąpić?

- Tak zakochałem się w niej i to już dość dawno. Ale dość nie dawno to sobie uświadomiłem – odparł.

- A to ciekawe co mówisz. A niby kiedy to miało nastąpić? – dociekał Olszański. Nie bardzo wierzył w słowa przyjaciela. I tym pytaniem chciał się upewnić.

- To było jak pojechałem razem z Ulą do SPA i spędziliśmy tam wspaniałe dwa dni i trzy noce – mówił rozmarzony Dobrzański na samo wspomnienia tego wyjazdu. Olszański już tego nie skomentował lecz najwyraźniej uwierzył w słowa przyjaciela.

Tak więc poza tymi kilkoma dobrymi wspomnieniami cała reszta nie jest warta pamięci. Jak się okazało najważniejsze i te, których nigdy nie zapomni są a raczej dotyczą czasu spędzonego wraz z Ulą. Teraz siedział na kanapie w salonie i czuł się samotny. Od zawsze był w tym wielkim domu z kimś. Nawet wtedy, gdy była to Paulina. A ostatnie dwa tygodnie były niczym spełniony sen, no może nie do końca, ale miał swoją ukochaną tak blisko. Spędzali czas wspólnie, z pracy wracał jak na skrzydłach wiedząc kto na niego czeka.

- Dobrzański ty skończony idioto – wyzywał sam siebie – dlaczego jej nie powiedziałeś prawdy. Jesteś debilem, kretynem. Może uda mi się z nią porozmawiać w poniedziałek. Teraz nie pozostaje mi nic innego jak czekać na odpowiedź w sprawie zamieszkania wraz ze mną.  A co jak się nie zgodzi? – To ostatnie pytanie najbardziej nie dawało mu spokoju.

 

Wziął do ręki telefon zauważył dopiero teraz nieodebrane połączenie oraz wiadomość od swojego przyjaciela. Spojrzał na stojący na komodzie zegar postanowił nie dzwonić ze względu na godzinę, ale porozmawia z nim w dniu jutrzejszym umawiając na spotkanie u niego w domu. W spisie telefonów znalazł ten jedyny numer zaczął nawet stukać w klawiaturę.

- Miałeś dać jej czas – upomniał sam siebie.



 Zrezygnowany odłożył urządzenie, położył się na łóżku nawet nie przebierając się i próbował zasnąć. Mimo usilnych prób sen nie nadchodził, był zły sam na siebie. Wiedział, że tymi wszystkimi wspomnieniami spowodował nie możliwość zaśnięcia.


W tym samym czasie kilkadziesiąt kilometrów od Warszawy Ula rozmawiała z ojcem opowiadając, wyjaśniając wszystko to co się wydarzyło.

- Ula możesz mi wytłumaczyć co się dzieje? – dopytywał Józef, gdy wieczorem siedzieli sami w kuchni.

- Może zacznę do tego, że rozstałam się z Andrzejem.

- Jak to? Kiedy? Dlaczego? – zasypał ją krótkimi pytaniami.

- Zacznę od początku. W krótkim czasie po tym jak zamieszkałam z nim zaczęły się kłótnie, a z czasem przemoc. Kilka razy mnie pobił tak, że musiałam wziąć wolne w pracy. Ostatni raz to zrobił dwa tygodnie temu. To było w dniu pogrzebu Pauliny. Tak mnie pobił, że wylądowałam w szpitalu, miałam poobijane żebra, ogólne stłuczenia. Pomogli mi Maciek i Marek. Oni zgłosili sprawę na policję – Józef siedział wręcz wbity w krzesło słysząc co mówi jego najstarsza z córek.

- To gdzie ty się podziewałaś przez ten czas?

- Zamieszkałam u Marka. Oboje z Maćkiem uznali, że tam będę bezpieczna, uważali, że Andrzej będzie mnie szukał.

- I jak widać mieli rację. On tu był, twierdził iż umówił się z tobą, że przyjedzie po ciebie – wszedł jej w słowo ojciec. Posiedzieli jeszcze chwilę rozmawiając aż w końcu każde z nich udało się do swojego pokoju. I o ile senior dość szybko zasnął tak Ula nie mogła. Rozmyślała nad tym co się wydarzyło w ostatnim czasie w jej życiu oraz o propozycji Marka.

CDN...

czwartek, 26 listopada 2020

CZY TO JEST PRZYJAŹŃ...? część VIII

Czas mijał a Ula wydawała się być zadomowiona w domu Marka. Rano zazwyczaj wstawała przed nim i w ramach podziękowań jak mawiała robiła im śniadanie oraz drugie dla niego.

- Ula nie musisz – mawiał w takich razach Dobrzański.

-  Może i nie muszę, ale chcę. To w ramach podziękowań za to wszystko co dla mnie robisz – odpowiadała.

- W końcu jesteśmy przyjaciółmi – ostatnie słowo coraz trudniej przechodziło mu przez gardło - ty kiedy ja potrzebowałem wsparcia również mi pomogłaś, byłaś ze mną. Tak chyba wygląda przyjaźń? A może się mylę – ciągnął dalej, mając wielką chęć powiedzenia jej prawdy o swojej wielkiej miłości jaką do niej czuje. Lecz kolejny raz pohamował się. Chociaż słowo pohamował nie było adekwatne on znowu stchórzył. Już parę razy próbował jej powiedzieć jak bardzo kocha, a jednak za każdym razem wycofywał się z tego. W duchu sam siebie wyzywał.

- Dobrzański ty skończony idioto, kretynie ile jeszcze masz zamiar to przed nią ukrywać. Masz, miałeś już tak wiele możliwości.

On po takim śniadaniu wychodził do pracy a ona zostawała w tym wielkim domu sama. A każdy dzień niemalże wyglądał tak samo. Trochę krzątała się, szła na zakupy, a po powrocie szykowała obiad. W końcu nastał dzień kiedy kończyło się Uli zwolnienie. Był piątek  Marek wrócił do domu i w przedpokoju zauważył spakowaną walizkę.

- Ula? – zawołał, lecz odpowiedziała mu kompletna cisza. Widział co oznacza ten widok. Po chwili zauważył wychodzącą z pokoju kobietę swojego życia. Istotę, którą kochał bardziej niż własne życie, dla której był gotów zrobić dosłownie wszystko.

- O Marek, jesteś już – rzekła – przepraszam, nie usłyszałam jak wszedłeś. Zaraz podam obiad – mówiła.

- Ula co ta walizka robi na przedpokoju? – zapytał, mimo że wiedział jak głupie to było. Wiedział, że ona wyprowadzi się od niego jak tylko wyzdrowieje. Nagle przez myśl przeszło mu, że ona wróci do tego typa, nawet chcąc upewnić się co do tego zapytał – zamierzasz do niego wrócić, zamieszkać ponownie? – Ula spojrzała na niego i przeczącą pokręciła głową i rzekła.

- Nie zamierzam nawet z nim rozmawiać – Dobrzański wypuścił powietrze z płuc jak to usłyszał – jedynie któregoś dnia będę musiała tam   podjechać aby zabrać swoje rzeczy.

- To co chcesz ponownie zamieszkać w Rysiowie?

 - Tak. Dzieciaki się ucieszą a i tacie przyda się moja pomoc – mówiła, lecz młody Dobrzański miał wrażenie iż ton jej głosu jest jakiś dziwny. Czyżby nie chciała wracać do rodzinnego domu, a może to coś innego.

- Ula a nie lepiej było by gdybyś poszukała czegoś w Warszawie… - pytał lecz Ula weszła mu w słowo.

- Marek nie stać mnie na wynajem a o kupnie nawet nie wspomnę. Zaraz po pokazie oddam ci stanowisko, a samej będę musiała poszukać jakieś pracy – ona mówiła  a on nie wierzył w to co słyszy – mam do ciebie jeszcze tylko jedną prośbę, gdy zjesz i weźmiesz prysznic mógłbyś mnie odwieź do Rysiowa? – dodała.

- Jeśli tak postanowiłaś to oczywiście odwiozę cię – odparł.

 

W tym samym czasie, gdy ta dwójka przyjaciół a raczej Ula podejmowała jedną z ważniejszych jak jej się wydawało na ten moment decyzji pod siedzibą działo się coś dziwnego.

Na parkingu nieopodal firmy Febo&Dobrzański stało zaparkowane auto. Niby nic szczególnego, sam parking nie należał tylko do firmy lecz był ogólnie dostępny. Lecz coś dziwnego przykuło uwagę pana Władka ochroniarza pracującego w tym miejscu. Widział jak ktoś parkuje tym autem, ale nie wysiada. Z początku nie było to nic dziwnego, lecz ów mężczyzna siedział tam już jakiś czas. Mówiąc dokładniej to ten czas miał ponad godzinę.

- Wszystko w porządku? – zapytał ochroniarz po tym jak podszedł do samochodu i przez odsłonięte okno zapytał. Rozpoznał go i wiedział, że to nie ciekawy typ. I gdy ten odpowiedział.

- Tak. Czekam tylko na kogoś – nie wdawał się w dyskusję. Wrócił na swoje stanowisko i chwycił za telefon jednocześnie nie spuszczając wzroku z auta.

- Panie dyrektorze może pan zjechać na dół?

- …

- Myślę, że to bardzo ważna sprawa.

Pięć minut później Władek wskazał kierunek w którym stało zaparkowane auto.

- Nie zła bryka – odezwał się Olszański nie mając pojęcia o co chodzi.

- Auto może i jest fajne, ale nie o to chodzi.

- A o co?

- W jego środku siedzi ten chłopak od pani Urszuli.

- Panie Władku jest pan tego pewny? – ten tylko skinął głową potwierdzając swoje słowa i dodał.

- Wiele razy widziałem tego faceta. Dodatkowo pan Marek pokazywał mi jego zdjęcie i zabronił wpuszczać do firmy.

Olszański przez chwilę zastanawiał się co zrobić. Wyjął w wewnętrznej kieszeni marynarki telefon i wybrał w pierwszej kolejności numer na posterunek policji prosząc o interwencję i wyjaśnił w czym rzecz. Kolejny telefon był do Dobrzańskiego lecz ten nie odbierał więc postanowił wysłać mu wiadomość.

 

„ Marek pod firmą od dłuższego czasu przebywa ten typ od Ulki. Powiadomiłem policję.”

 

Wystukał te kilka słów i wysłał wciąż obserwując pojazd zaparkowany pod firmą jednocześnie oczekując przybycia funkcjonariuszy.

- Już są – odezwał się ochroniarz widząc podjeżdżający radiowóz. Sebastian również ich zauważył postanowił podejść i objaśnić dokładnie dlaczego ich wezwał, dodatkowo chciał usłyszeć co takiego ma do powiedzenia ten typ spod ciemnej gwiazdy.

- To ja do was dzwoniłem – mówił po przedstawieniu się Olszański.

- Proszę nam powiedzieć co tu się wydarzyło – mówił jeden z policjantów.

- Ten facet, ten pan – poprawił się Olszański – od dłuższego czas przesiaduje w tym samochodzie pod naszą firmą.

- To chyba nie jest zakazane – odparł wyniośle Andrzej.

- Ma pan rację  - usłyszeli wszyscy zgromadzeni.

- Fakt to nie, ale na tego tu – wskazał dłonią na Andrzeja i zaczął kontynuować – dwa tygodnie temu mój przyjaciel wraz ze wspólnym znajomym złożyli doniesienie na komendzie o pobiciu nijakiej pani Urszuli Cieplak. Ta pani oraz mój przyjaciel pracują w tej firmie. Mówiąc bardziej dokładnie ona jest pełniącą obowiązki prezesa, on to jeden z trzech właścicieli. A ten odgrażał się kilka razy, że popamiętają go oboje za to doniesienie. Dodatkowo najwyraźniej szuka Uli, która odeszła od niego i wyprowadziła się, ukrywając – policjanci wysłuchali Sebastiana po czym jeden z nich zwrócił się do drugiego z mężczyzn. A drugi odszedłszy kawałek od zgromadzonych sprawdzał te informacje w bazie.

- Czy to prawda? – ten widać było, że nie zamierza odpowiadać na jakiekolwiek pytania.

- Zabieramy pana ze sobą – usłyszeli drugiego z funkcjonariuszy. Andrzej zaczął stawiać opór, ale tylko do chwili gdy został skuty i umieszczony w radiowozie.

 

Marek zjadł przygotowany jak co dzień przez Ulę obiad. Jedynym wyjątkiem był jeden szczegół. Zawsze jadali wspólnie, lecz w czasie jak on jadł panna Cieplak kończyła dopakowywać swoje rzeczy. Następnie wziął dość szybki prysznic. Wyszedł z łazienki gotowy do drogi. Drogi, której wyjątkowo nie chciał pokonać. Ula siedziała w salonie przy stole była zamyślona, do tego stopnia, że nie usłyszała jak ten wyszedł.

- Królestwo za twoje myśli – wyszeptał aby jej nie wystraszyć.

- O niczym szczególnym. Tak sobie rozmyślam jak to teraz będzie. Od poniedziałku mam zamiar wrócić do pracy.

- Żałujesz, że się rozstałaś z nim? – spytał, ale sam nie wiedział dlaczego. Przecież to nie jego sprawa.

- Nie, nie żałuję, bo nie mam czego. A nie skłamałabym z tym żałowaniem. Jedynie czego mi żal to tego czasu jaki spędziłam z tym człowiekiem. Wiesz za pierwszym razem, gdy mnie pobił a później tak żarliwie przepraszał i obiecywał, że się zmieni, że to się już nie powtórzy uwierzyłam mu. Jaka ja byłam głupia i naiwna. A z czasem było coraz gorzej, a on nie panował nad tym i stawał bardziej agresywny. Agresywny i zaborczy. Do domu wracał pod wpływem alkoholu, a może i jakiś narkotyków – mówiła. Marek siedział słuchając tego wszystkiego, a w jego wnętrzu aż się gotowało. Był zły na tego typa, ale i na siebie samego. Obwiniał się za to, że swoim postępowaniem wepchnął ukochaną w ramiona tej bestii. W końcu postanowił się odważyć i zapytać.

- Ula - zawahał się, przesunął dłonią po głowie w charakterystyczny dla siebie sposób. Ula spojrzała na niego wzrokiem, który wydawało się, że zachęca do kontynuowania. Odważył się w końcu i dokończył  swoją myśl - Ula, a może zamieszkałabyś w mnie. Masz tu swój pokój, nikt ci nie będzie przeszkadzać. Do Rysiowa jeśli tylko będziesz chciała będę cię zawozić - Ula słuchała tego wszystkiego i nie wiedziała co ma odpowiedzieć. W końcu odezwała się.

- Marek daj mi proszę czas na zastanowienie się. Powiedzmy do poniedziałku. Dziś pojadę do Rysiowa i zostanę tam przez weekend - Marek zgodził się bez zastanowienia. W końcu nie powiedziała nie.  Odwiózł ją tak jak obiecał, ale nie chciał zostawać dłużej niż to konieczne. 

CDN...

środa, 18 listopada 2020

CZY TO JEST PRZYJAŹŃ...? część VII

Wsiedli do samochodu wciąż rozmawiając a raczej wysłuchując jak Ula narzeka, że musi być na zwolnieniu.

- Ula nie marudź – usłyszała – odpoczniesz przez te dwa tygodnie, a ja wszystkim się zajmę – mówił młody Dobrzański.

- Marek wiesz dobrze, że jest dużo, a nawet powiedziałabym bardzo dużo pracy – mówiła.

- Marek ma rację, a skoro lekarz dał ci zwolnienie to nie masz innego wyjścia – odezwał się dotychczas milczący Maciek.

- Niech wam będzie – odparła, chociaż nie podobała jej się perspektywa siedzenia przez tyle czasu w domu – mam tylko prośbę do ciebie – zwróciła się do Maćka – możesz mnie odwieź do Rysiowa? Nie mam zamiaru wracać do niego – nawet nie wypowiedziała jego imienia.

- Ula, gdy byłaś na badaniach rozmawialiśmy z Markiem i pomyśleliśmy, że najlepiej będzie jak na ten czas zamieszkasz u niego  - mówił Szymczyk.

- Ale ja nie chcę robić problemu – zaczęła, lecz Dobrzański wszedł jej w słowo.

- To nie będzie żaden kłopot. Posłuchaj ten damski bokser z całą pewnością będzie cię szukał w Rysiowie. To po pierwsze a dwa jeśli tato zobaczy w takim stanie zacznie się dopytywać i martwić, a to jest mu zupełnie nie potrzebne – próbował wyjaśnić jej spokojnie.

Te słowa dały jej do myślenia i z każdą kolejną sekundą dochodziła do wniosku, że obaj jej przyjaciele mają rację w tym wszystkim. Domyślała się, że ten będzie jej szukał i z całą pewnością pojawi się w Rysiowie, ale i zapewne zjawi się w firmie. Wiedziała też, że jej pojawienie się w domu będzie powodem do zmartwień ze strony ojca. A tego szczególnie chciała uniknąć, aby go nie denerwować.

- Ale nawet jeśli mnie nie znajdzie w Rysiowie to pojawi się w firmie – rzekła.

- Ula w firmie poinformuję ochronę aby go nie wpuszczali – mówił Marek.

W pewnym momencie panna Cieplak zorientowała się, że nie jadą w kierunku Rysiowa ani tym bardziej domu Marka.

- Marek gdzie my jedziemy?

- Jeszcze musimy najpierw załatwić jedną rzecz. Mianowicie musisz złożyć doniesienie na tego typa na policji. Nie może mu to ujść płazem. Mogę się mylić, ale nie sądzę abyś była pierwszą, którą tak potraktował – mówił kiedy to już podjeżdżali na parking obok posterunku policji – jesteśmy na miejscu rzekł odwracając się w kierunku siedzącej z tylu Uli. Widząc jej minę kontynuował – Ula musisz to zrobić, aby ta gnida więcej nikogo nie skrzywdziła. On musi ponieść karę. My ci pomożemy, zawsze możesz na nas liczyć – słowa, które słyszała wywołały wilgoć w jej oczach.

Wysiedli z samochodu całą trójką i poszli zgłosić całą sprawę. Podeszli do lady recepcyjnej, wyjaśnili w jakiej sprawie się tu znaleźli i kilka minut później już rozmawiali jednym z policjantów. W głównej mierze mówiła Ula opowiadając o przebiegu wydarzeń tego dnia. Na koniec podała funkcjonariuszowi wynik obdukcji ze szpitala. Z chwilą jak skończyła odezwał się Dobrzański mówiąc, że takie sytuacje miały miejsce kilkakrotnie.

- Czy to prawda? – zapytał policjant. Ula tylko skinęła głową na potwierdzenie słów Marka. Ten zanotował to w dokumentach i obiecał zająć się tą sprawą niezwłocznie.

- Ulka dlaczego niczego nie mówiłaś wcześniej? – dopytywał Szymczyk po tym jak już wyszli z komisariatu.

- Nie denerwuj się Maciuś nie mówiłam nikomu – odpowiedziała i wsiadła do Marka samochodu.

- Jak długo to trwa? – drążył temat dalej, gdy tylko znaleźli się w domu Dobrzańskiego.

Ulka milczała jakby zastanawiała się co ma powiedzieć. Lecz widząc pytającą minę przyjaciół odparła.

- Wszystko zaczęło się kilka dni po tym jak zamieszkaliśmy razem. On za każdym razem później przepraszał i obiecywał się zmienić.

- Ula to te wszystkie twoje zwolnienia z pracy oraz ostatnie chorobowe było spowodowane pobiciem? – odezwał się Marek. Ula skinęła głową na tak. A w nim aż się zagotowało. Zastanawiał się, chociaż raczej można powiedzieć, że był zły sam na siebie. Jak mógł nie zauważyć tego, że coś złego się dzieje. Gdzie on ma oczy.

- Ja będę się zbierał – odezwał się Maciek – a my widzimy się jutro w firmie – zwrócił się jeszcze do Dobrzańskiego będąc już przy drzwiach.

- Jasne będę na ciebie czekał w gabinecie Uli – odpowiedział mu Marek. Wrócił do salonu, ale nie zastał w nim Uli. Po chwili usłyszał szum wody dochodzący z łazienki. Uśmiechnął się pod nosem i poszedł do jednego z pokoi by przygotować świeżą pościel. Wiedział, że to nie czas ani pora aby mogli spać wspólnie w jednym łóżku.

 

- My do Uli – odezwał się Olszański, gdy tylko otworzyły się drzwi a w nich stanął nie kto inny jak Andrzej.

- Uli nie ma. Pojechała już do pracy – kłamał jak z nut.

- A to ciekawe co mówisz – odezwał się Marek.

- Sugerujesz, że kłamię? – mówił z głupim uśmieszkiem na twarzy.

- My to wiemy – usłyszał w odpowiedzi Olszańskiego.

- To widzę, że jesteście kolejni w tej teorii spiskowej. Już ta suka doniosła na mnie na psy, że rzekomo stosuję wobec niej przemoc – mówił. Lecz tymi słowami tylko jeszcze bardziej rozzłościł obu mężczyzn. Marek chwycił tego za barki i wepchnąwszy do środka przycisnął do ściany i wysyczał.

- Za to co zrobiłeś Uli możesz być pewny, że zapłacisz.

- Grozisz mi?

- Ja tylko ostrzegam – odparł i puściwszy go opuścili wraz z Sebastianem mieszkanie. I wrócili do firmy, gdzie czekał na nich już Maciek.

- Miałeś Marek rację ten dupek był wczoraj wieczorem w Rysiowie. Szukał Ulki. Był u Cieplaków i udawał, że niby umówił się z Ulą w ich domu albo coś musiał źle zrozumieć – mówił.

- A to gnida – odezwał się dyrektor.

- Złożyliśmy naszemu znajomemu – mówił Marek robiąc znak cudzysłowia przy ostatnim słowie – wizytę. Wiemy, że była u niego już policja i z nim rozmawiała. Na nasze pytanie gdzie jest Ula skłamał, że pojechała do pracy.

CDN...

 

czwartek, 12 listopada 2020

CZY TO JEST PRZYJAŹŃ...? część VI

Weszła do mieszkania i już miała wieszać kurtkę na wieszaku, gdy usłyszała.

- Gdzie byłaś tyle czasu? Pogrzeb był pięć godzin temu.

- Pojechałam do Marka. Gdybyś odebrał, chociaż jeden z moich telefonów to wiedziałbyś, gdzie jadę – odparła.

- A co on nie ma rodziny? – wysyczał przez zęby Andrzej. Widać było, że jest coraz bardziej zirytowany.

- Owszem ma. Ale w tej chwili potrzebował pobyć z kimś innym niż rodzina. Przypominam ci, że Marek stracił przyszłą żonę oraz dziecko – odparła.

- I co mnie to obchodzi, kogo ten koleś stracił. Ty jesteś moją dziewczyną i masz być ze mną a nie z nim – mówił już podniesionym głosem.

- Może i jestem twoją dziewczyną, ale nie własnością. I wiesz, coraz bardziej dochodzę do wniosku, aby nawet nie być twoją dziewczyną – tymi słowami jeszcze bardziej go rozwścieczyła. A kilka sekund później poczuła silne uderzenie w twarz i usłyszała.

- Nigdy nie pozwolę ci odejść. Mnie się nie zostawia.

- Powtarzam ci nie jestem twoją własnością – odparła przez łzy. To tylko spowodowało kolejne ciosy. Uderzał, gdzie popadnie przy tym wyzywając ją od najgorszych. W wyniku tego Ula straciła przytomność, ale tego człowieka to nie obeszło. Zostawił ją tak leżącą na podłodze w przedpokoju, wszedł do pokoju usiadł na kanapie i tak jakby nic się nie stało zaczął oglądać telewizję. Minęło kilka a może kilkanaście minut nim odzyskała przytomność. Podniosła się i mimo uczucia, że wciąż zawraca jej się w głowie chwyciła torebkę i opuściła mieszkanie. Z początku szła przed siebie bez żadnego konkretnego celu. Pragnęła tylko być jak najdalej od tego miejsca, tego człowieka. Tak też dotarła nad brzeg Wisły. Usiadła na zwalonym pniu zastanawiając się co teraz. Czego była pewna to, że nie zamierza wracać do tego damskiego boksera. Te jej rozmyślania przerwał dźwięk przychodzącego połączenia. Wyciągnęła telefon z torebki i odrzuciła połączeni, potem jeszcze kolejne. Była przerażona nie chciała wracać do tego człowieka. Zadzwoniła w końcu do swojego przyjaciela Maćka z prośbą.

- Cześć Maciuś. Mam prośbę możesz po mnie przyjechać? Ale nie do Andrzeja, ale nad Wisłę.

- …

- Tak dokładnie w to miejsce.

Maciek na widok Ulki aż się przeraził.

- Ula na litość Boską co ci się stało? – ta stała ze spuszczoną głową i nie wiedziała jak ma powiedzieć. Dobrze znała zdanie Maćka na temat tego człowieka.

- On mi się nie podoba. Jest jakiś taki śliski. Ula zastanów się czy chcesz brnąć w ten związek. Ja coś czuję, że będziesz jeszcze przez tego kolesia łzy wylewać – mówił. Domyślił się, że to ten mięśniak jak mawiał na niego Jasiek jest tego sprawcą.

- Ula powinnaś pojechać do lekarza zrobić obdukcję i zgłosić sprawę pobicia na policji.

- Maciuś proszę zawieź mnie do domu albo nie – prosiła – nie chcę martwić taty – dodała. Wiedziała, że będzie musiała powiedzieć mu o wszystkim. Maciek nie zastanawiając się zbyt długo pomógł jej wsiąść do samochodu i rzekł.

- Usiądź a ja tylko zadzwonię w jedno miejsce i zaraz pojedziemy – ta zrobiła to co mówił Szymczyk.

- Cześć Marek. Ja wiem, że to nie najlepszy moment na telefon, ale potrzebuję twojej pomocy. A raczej nie ja tylko Ula. Czy możemy do ciebie przyjechać? – mówił.

- Wiesz jestem teraz u rodziców, ale jeśli to coś ważnego to mogę być w domu do trzydziestu minut – odparł, a przez skórę czuł, że stało się coś niedobrego. Dokończył kawę, przeprosił rodziców, że musi pilnie jechać do siebie.

- Marku czy coś się stało? – pytała go matka.

- Jeszcze nie wiem. Dzwonił do mnie Maciek i prosił o pomoc – odparł zgodnie z tym co powiedział mu Szymczyk.

Podjeżdżając pod bramę swojego domu ujrzał auto Maćka.

 

- Maciek gdzie ty mnie wieziesz? – pytała, a gdy już się zorientowała gdzie zaczęła – tylko nie do Marka. Proszę. Nie chcę, aby mnie widział w takim stanie – protestowała lecz mężczyzna jej nie słuchał tylko płynnie prowadził swoje auto w kierunku domu Dobrzańskiego.

 

Wysiadł i pewnym krokiem podszedł do znajomego pojazdu.

- Witajcie – rzekł, aby niemalże natychmiast zamilknąć na krótką chwilę – Ula, co ci się stało? Kto ci to zrobił? – pytał, lecz doskonale wiedział kto jest autorem tego jej stanu. Po czym rzekł – chodźmy do środka, nie będziemy rozmawiać tak na ulicy.

- Ale ja nie chcę robić ci kłopotu. Masz teraz inne sprawy na głowie – mówiła Cieplak.

- Ula nie gadaj głupot. Nie mam nic do robienia – odpowiedział i już otwierał drzwi od domu.

- Maciek możemy pogadać? – szepnął Marek. Maciek skinął głową na znak zgody.

- Ula usiądź sobie na kanapie albo jak chcesz możesz wziąć kąpiel. W łazience na półce leżą czyste ręczniki – mówił – jedynie czego nie mam to damskiego żelu oraz szlafroka, ale możesz użyć mojego jest świeżo po praniu – dodał robiąc głupią minę chcąc w ten sposób sprawić na jej twarzy chociaż delikatny uśmiech. I faktycznie udało mu się to. Ula delikatnie uniosła kącik ust. Postanowiła wziąć prysznic i zmyć z siebie trudy dzisiejszego dnia. Czuła się zmęczona tym całym dniem. Najpierw pogrzeb Pauliny i wspieranie Marka, ale to nie było nic w porównaniu do tego co stało się później. Próbowała wstać z kanapy, gdy poczuła ból i aż syknęła upadając ponownie w miejsce gdzie siedziała.

- Ula, co jest? – zapytał Maciek.

- Nie wiem. Bardzo mnie boli w okolicy żeber – odpowiedziała z bólem wymalowanym na twarzy. Widać było, że ma problem z mówieniem i poruszeniem się.

- Maciek pomóż mi. Przeniesiemy Ulę do mojego auta i jedziemy do szpitala – zareagował natychmiast Marek.

- Nie trzeba – mówiła Cieplak.

- Ula proszę cię nie dyskutuj ze mną. Jedziemy i już. W szpitalu na Banach pracuje mój dobry znajomy. Owszem jest on tak kardiochirurgiem, ale może pomoże nam dostać się szybciej do odpowiedniego lekarza – tłumaczył i jednocześnie wybierał już numer do znajomego lekarza.

- Piotr Sosnowski słucham.

- Cześć Piotr tu Marek Dobrzański.

- Witaj Marku czy coś z twoim tatą? – pytał lekarz.

- Nie z tatą wszystko w porządku. Ja dzwonię z całkiem inną sprawą i chciałem zapytać czy jesteś mi wstanie pomóc – wytłumaczył mu w czym rzecz a w odpowiedzi usłyszał.

- Jasne przyjedźcie. Mam właśnie dyżur i zaraz skontaktuję się z kim trzeba. Jak tylko będziecie na miejscu daj mi znać – usłyszał w odpowiedzi, podziękował mu Marek i już kierował się w stronę szpitala. Na miejscu byli kilkanaście może kilkadziesiąt minut później lecz dla samej Uli czas wydawał się jakby zwolnił a oni jechali nie wiadomo jak długo. Ból był coraz mocniejszy. Przed wejściem czekał już na nich Piotr Sosnowski wraz z drugim lekarzem. Widząc, że Ula może mieć problem z dojściem o własnych siłach zawołali pielęgniarkę, aby przyprowadziła wózek. Gdy tylko pielęgniarka pojawiła się umieścili Cieplak na wózek i zawieźli na salę, aby przeprowadzić stosowne badania. Podczas trwania wszystkich czynności ponownie przyszedł do Marka i Maćka Piotr.

- Panowie z tego co widziałem to ta wasza znajoma została pobita. Powinniście to zgłosić na policję. Doktor Mejer może przeprowadzić obdukcję i wówczas będziecie mieli niepodważalny dowód – oboje doskonale wiedzieli kto jest sprawcą tego jak wygląda Ula, ale też wiedzieli, że to do niej należeć będzie ostatnie słowo. I byli nawet gotowi sami obić mordę temu całemu Andrzejkowi.

- Dziękujemy ci Piotr, tak też zamierzamy zrobić. Poczekamy tylko na to co powie lekarz i wówczas udamy się na najbliższy komisariat – odparł mu Marek. Mówił zdawało się spokojnie, ale w środku aż się w nim gotowało.

- Maciek myślę, że jak tylko będzie Ula mogła wyjść ze szpitala to może zamieszałaby u mnie. Ten pajac jej tu nie znajdzie, a myślę wręcz jestem pewny, że będzie jej szukał i miedzy innymi pojawi się w Rysiowie – mówił Dobrzański w czasie jak czekali na wiadomości o niej.

- Sądzę, że to dobry pomysł. Lecz ja obawiam się, że będzie ją nachodził w firmie – mówił zmartwiony Szymczyk.

W końcu ujrzeli jak jakiś pielęgniarz wiezie Ulę na wózku.

- I co? – zapytali jednocześnie obaj panowie.

- Mam poobijane żebra, kilka siniaków i mogę wrócić do domu – odparła i po chwili dodała – zapomniałabym mam zwolnienie lekarskie na czternaście dni. Tylko, że ja nie mogę iść na to zwolnienie – mówiła zmartwiona.

CDN…

czwartek, 5 listopada 2020

CZY TO JEST PRZYJAŹŃ...? część V

 Wreszcie wszyscy żałobnicy opuścili cmentarz Marek wyszedł na samym końcu. Podszedł do stojącej Cieplak. 

- Ula? - szepnął aby jej nie przestraszyć, bo stała tyłem do niego. Ta odwróciła się usłyszawszy ten dobrze znajomy tembr głosu.

- Co takiego chciałeś? - zapytała.

- Ula chciałem...chciałem cię prosić jeśli to tylko możliwe, abyś została ze mną - mówił.

- A nie jedziesz do rodziców? 

- Nie chcę wciąż wysłuchiwać, jak jest im wszystkim mnie żal. A i nie mam ochoty wysłuchiwać ciągłych wyrzutów Aleksa - wyjaśnił. Ula przez moment zastanawiała się co powinna zrobić. Postanowiła, że pojedzie.

- Zadzwonię tylko do Andrzeja - rzekła i wyjęła telefon z torebki. Za pierwszym razem ten nie odebrał wybrała ponownie znany numer i tym razem cisza - możemy jechać - rzekła wsiadając do samochodu, w którym czekał na nią już Marek. 

- I co powiedział? - zapytał.

- Nie odbiera - odpowiedziała - a jak twoi rodzice? 

- Pożegnałem się z nimi i wytłumaczyłem, że wolę być już dzisiaj sam - odpowiedział, odpalił samochód i powoli wycofał z parkingu włączając się do ruchu. Całą drogę oboje milczeli pogrążeni we własnych myślach. Jechali już jakiś czas, gdy Marek skręcił w tylko sobie znanym kierunku.

- Podjedziemy do "Ogrodów Smaków" i weźmiemy coś na wynos - wyjaśnił i dodał po krótkiej chwili - w domu mam jedynie jakieś resztki. Od tamtego dnia byłem cały czas u rodziców, a musimy coś zjeść - Ula skinęła tylko głową. Podjechali pod restaurację Marek wysiadł zostawiając Ulę samą, ona nie chciała iść. 

- Ty idź zamów a ja poczekam w samochodzie - mówiła. Miała zamiar w międzyczasie spróbować dodzwonić się do swojego chłopaka. Próbowała kilka razy, ale bez skutecznie. Wiedziała, że jest w domu. Domyślała się również co będzie jak wróci do domu, lecz przecież Marek to jej przyjaciel, który potrzebuje teraz jej wsparcia. Tłumaczyła się sama przed sobą, że gdyby ona była w podobnej sytuacji to młody Dobrzański nie odmówił by pomocy. Jakieś trzydzieści minut później Marek wrócił niosąc ze sobą dania. 

- Tobie zamówiłem eskalopki drobiowe, a sobie rybę - mówił wsiadając do samochodu i już po chwili kierował się w stronę swojego domu. 

Siedzieli już jakiś czas w salonie milcząc. Ula nie chciała zaczynać rozmowy uważając, że Marek najwyraźniej potrzebuje tego. Potrafiła go zrozumieć, wciąż miała w pamięci to jak sama się czuła po śmierci matki. W pewnym momencie młody Dobrzański przerwał tę cieszę.

- Wiesz Ula rozważam sprzedaż tego domu - ta siedziała nie odzywając się tylko słuchając tego co jej najlepszy i jedyny przyjaciel ma do powiedzenia. A ten uznając to za pozwolenie mówił dalej - dla mnie samego jest ten dom za duży. Dodatkowo wszystko tu przypomina mi o Paulinie. A sama wiesz, że to nie są raczej dobre skojarzenia. Ale i przypomina mi o dziecku. Nie umiem sobie z tym wszystkim poradzić. Owszem nie kochałem jej, ale dziecko pokochałem, fakt nie od razu lecz z czasem tak. Ostatnio nawet zastanawiałem się nad wyborem wózka oraz łóżeczka. Chciałem zrobić Paulinie tym niespodziankę zanim całkiem wróci z tych Włoch. Teraz przyleciała na badania i zebranie zarządu a następnie miała wrócić jeszcze na jakiś czas do Mediolanu.

- Nie wiem co ci doradzić Marek, ale bez względu na podjętą decyzje ja zawsze będę. Doskonale rozumiem twój ból. Owszem ja nie straciłam narzeczonego ani dziecka lecz mamę. Jednak ból po stracie najbliższego jest nie do opisania - mówiła Cieplak. 

- Dziękuję ci Ula, że jesteś tu razem ze mną.  

- Nie musisz mi dziękować nie masz za co. Jesteśmy przyjaciółmi a to do czegoś zobowiązuje - odparła i postanowiła zadać pewne pytanie - Marek chciałam o coś jeszcze zapytać.

- Pytaj - usłyszała w odpowiedzi.

- Podobno ten wcześniejszy przylot Pauliny spowodowany był jakimś spotkaniem z detektywem.

- Tak mówił Aleks. Ale nie mam pojęcia o co chodzi i już się nie dowiem. Paula zabrała tę tajemnicę ze sobą. Ja nie mam sobie niczego do zarzucenia. Już od dawna jej nie zdradzałem. A to jest spowodowane pewnymi okolicznościami lecz nie chcę teraz o tym mówić. To nie czas ani miejsce - odpowiedział. Nie chciał jej mówić jaki jest powód tej niby wierności wobec Pauliny. Faktem jednak było, że nie zdradzał panny Febo. Uważał, że jeśli ma mieć kiedykolwiek jakieś szanse u Uli to nie może zdradzać Pauli. Wiedział, iż pokazując Uli, że potrafi się zmienić to i ona spojrzy na niego inaczej. Nie powiedział jej jeszcze jednego, ale czy to teraz ma znaczenie sądził, że nie. Kiedy Paulina była we Włoszech on jednego razu pojechał do rodziców, bo bardzo potrzebował rozmowy. Od jakiegoś czasu dużo lepiej dogadywał się z obojgiem rodziców.

- Synu chyba nie bardzo się cieszysz z pozostania ojcem? - usłyszał pytanie od ojca.

- Cieszę tato, cieszę - odpowiedział mało przekonywująco.

- To skąd ten cały smutek? - padło z ust matki.

- O ile bycie ojcem mnie cieszy, ba nawet kocham tego malca. Lecz jego matki już nie. Najchętniej to bym się z nią nie żenił - odparł i podniósł szklaneczkę z brunatnym trunkiem. Rodzice najpierw popatrzyli na siebie tak jakby porozumieli się bez słowa, by chwilę później Krzysztof mógł rzec.

- Marek jesteś dorosłym mężczyzną i my nie zamierzamy na ciebie naciskać na małżeństwo z Pauliną. Możemy jedynie powiedzieć, że jeśli nie czujesz niczego do niej samej to po co to małżeństwo. Przecież możecie żyć jak dotychczas i wspólnie wychowywać dziecko - te słowa ojca w pewnym sensie pomogły mu podjąć decyzję. Wiedział, że tymi słowami rodzice dali mu zielone światło. Dzięki tym słowom tylko utwierdził się, że nie zamierza poślubić panny Febo. O swojej decyzji postanowił poinformować Paulinę dopiero po porodzie. Nie chciał tego robić teraz ze względu na  jej stan. 

Było dość późno, gdy Ula żegnała się z Markiem. 

- Ula może cię odwiozę? - zaproponował.

- Nie trzeba. Zaraz podjedzie taksówka - odparła Cieplak. Nie chciała aby Marek ją odwoził, bała się aby Andrzej nie zauważył jak wysiada z jego auta. Kilka minut później przyjechała zamówiona taksówka, pożegnali się i Ula odjechała. Marek został sam w tym pustym, dużym domu i nie umiejąc sobie znaleźć miejsca pojechał do rodziców. 

CDN...

piątek, 30 października 2020

CZY TO JEST PRZYJAŹŃ...? część IV

Obaj siedzieli na krzesłach przed salą operacyjną i oczekiwali wiadomości o Paulinie. W międzyczasie dojechali seniorzy Dobrzańscy. 

- Marek co z Pauliną, co z dzieckiem? - dopytywali się.

- Nic jeszcze nie wiadomo. Cały czas razem z Aleksem czekamy aż ktoś wyjdzie i nam powie cokolwiek. 

- Nie martw się synku wszystko będzie dobrze - próbowała go pocieszać matka. 

Minęło jeszcze jakieś może pół godziny a może i nie. Siedząc na szpitalnym korytarzu ma się wrażenie jakby czas rządził się swoim własnym prawem. Wreszcie ujrzeli jakiegoś lekarza. Marek rozpoznał go, to ten sam, który rozmawiał z nim zaraz po przybyciu. 

- Co z nimi - zapytał Marek. Lekarz spojrzał na zgromadzone wokół siebie osoby wziął głęboki oddech i rzekł.

- Bardzo mi przykro, ale nie udało nam się uratować ani pani Febo ani dziecka. Czy wszystko w porządku - zwrócił się medyk do seniora Dobrzańskiego widząc jak mężczyzna łapie się za klatkę piersiową i ma problem z oddechem. 

- Mąż ma problemy z sercem - odezwała się za męża Helena. Lekarz nie zastanawiając się zawołał pielęgniarkę z wózkiem i przewiózł seniora Dobrzańskiego na badanie.  Pozostali byli w szoku, wyglądali tak jakby dostali czymś ciężkim w głowę. Każde z nich przeżywało to w inny sposób, ale i nie potrafili uwierzyć w to co się stało. Sam wypadek nie wyglądał na bardzo groźny. Lekarz wrócił, po tym jak przewiózł Krzysztofa na kardiologię. 

- Panie doktorze jak to możliwe, co się stało? - pytał Marek.

- Z powodu wypadku doszło do odklejenia się łożyska. Dodatkowo badanie KTG  wskazywało, że serce dziecka nie bije. Musieliśmy wykonać cesarskie cięcie, przykro mi lecz dziecko było już martwe. Podczas zabiegu doszło również do rozległego krwotoku, którego nie byliśmy wstanie opanować co przyczyniło się do śmierci pani Febo - mówił lekarz. Całą trójką stali jak wmurowani i nie umieli zrozumieć jak to możliwe. 

- Jeszcze wczoraj do południa z nią rozmawiałem - wyszeptał Aleks jakimś dziwnym tonem. 

- Mamo idź sprawdzić co z tatą - odezwał się junior Dobrzański. Helena  skinęła głową na znak zgody lecz za nim odeszła usłyszała jeszcze - będę na was czekał przed szpitalem.

- Aleks może ty wiesz dlaczego Paula mnie okłamała co do godziny  przylotu? - zapytał, gdy tylko opuścili szpital. 

- To ty sam powinieneś wiedzieć, dlaczego moja siostra postąpiła tak jak postąpiła - wysyczał przez zęby Febo. 

- Co masz na myśli? - dopytywał Marek.

- Wiem tylko, że była umówiona z jakimś detektywem - odparł brat Pauliny. Marek zrozumiał, że ta miała w planach wynająć kogoś do obserwowania go. Nie mieściło mu się to w głowie. Przecież od kiedy ponownie byli ze sobą nie zdradzał jej. Lecz powodem tego, że jej nie zdradzał nie była miłość do niej samej. Od kiedy zrozumiał jak bardzo kocha swoją byłą asystentkę a teraz panią prezes nie był z żadną inną. Owszem zdawał sobie sprawę, że ta ciąża przekreśliła szanse na powrót do niego Uli. 

Stali przed wejściem do szpitala i czekali na Heleną i Krzysztofa. Minęło jakieś kilkanaście a może kilkadziesiąt minut jak ujrzeli idących seniorów. 

- To co chłopcy jedźmy do nas - odezwała się Helena.

- Dziękuję Ci bardzo Helenko za zaproszenie, ale muszę, chcę zostać sam. Poukładać sobie to wszystko - rzekł Febo i pożegnał się z całą rodziną Dobrzańskich. Marek zabrał swoich rodziców do samochodu i ruszyli w kierunku ich domu. 

Siedzieli w salonie w milczeniu i zadumie. Każde na swój sposób przetwarzało w swojej głowie te straszną wieść, a raczej wieści. Marek wyjął z kieszeni dzwoniący telefon to był Olszański odrzucił połączenie, a na wyświetlaczu widniał komunikat o dwóch nieodebranych połączeniach  od Uli. Wysłał jej tylko krótką wiadomość. 

- Ula nie mogę teraz rozmawiać. Przez kilka dni nie będzie mnie w pracy. Wszystko wyjaśnię jak wrócę. 


Ula nie odpisała na tę wiadomość. Ale miała jakieś dziwne wrażenie, że coś jest nie tak. Marek jeszcze nigdy nie pisał do niej  takich wiadomości. Jednak postanowiła nie zamartwiać się na przyszłość, ale będąc już samej w swoim dawnym pokoju mogła spokojnie zastanowić się nad tym wszystkim co ją do tej pory spotkało, o związku z Andrzejem. Ta noc była niczym innym jak bilansem zysków i strat. Kiedy wreszcie zmęczenie wzięło nad nią górę wiedziała z całą pewnością, że więcej jest w tym jej życiu strat niż zysków. Najważniejszą ze strat była oczywiście śmierć mamy, drugą w kolejności była utrata Marka. Z tym, że Dobrzańskiego mogła widywać, rozmawiać. I mimo iż uważała, że straciła miłość swojego życia to w zamian za to zyskała przyjaciela. Jaka szkoda, że tylko ona tak uważa. Nie potrafiła, a może nie chciała dopuścić do siebie takich faktów jak to, że junior Dobrzański ją kocha. Rano wstała z postanowieniem, że musi zakończyć ten związek z Andrzejem. Była o tym przekonana. 

- Wolę być już samą niż z kimś takim jak on - rozmyślała, siedząc przy kuchennym stole. 

- O czym tak rozmyślasz Ula? - wyrwał ją z tego ojciec.

- O niczym szczególnym. Tak sobie myślę - odpowiedziała mało przekonywująco. Józef tylko wzruszył ramionami i nie dopytywał więcej. Dobrze wiedział, że ona musi chcieć samej powiedzieć. 

Zjedli wspólnie śniadanie po czym Ula pożegnała się z nimi wszystkimi obiecując, że w niedługim czasie ich odwiedzi i udała się do pracy. 

Weszła do firmy i już od portierni miała wrażenie jakby coś złego się wydarzyło. Władek, ochroniarz będący na swoim stanowisku wydawał się jakiś przygnębiony, nie swój. Wjechała na piąte piętro i tam również wszyscy byli dziwni jak dla niej. W swoim sekretariacie zastała płaczącą Violettę.

- Dzień dobry Viola - rzekła i  dodała - co się stało?

- To ty nie wiesz?  - pytała panna Kubasińska. 

- O czym niby? 

- Wczoraj w wypadku zginęła Paulina - odparła. Ula zrobiła wielkie oczy i miała wrażenie jakby się przesłyszała. 

- Viola o czym ty mówisz. Nawet tak nie żartuj - odparła Cieplak.

- Ula nie żartuję. Owszem tak jak i ty nie przepadam, przepadałam - poprawiła się kobieta - ale nigdy nie żartowałabym z czegoś takiego - Ula słuchała tego co mówiła jej sekretarka i w końcu dotarło do niej dlaczego wczoraj Marek wysłał jej taką wiadomość. 

- Viola, a co z Markiem i dzieckiem? - mówiła - pytam, bo Marek wczoraj miał ją odebrać z lotniska - wyjaśniła.

- Dziecko - otarła łzę z policzka Violetta i dokończyła - też nie żyje. Markowi nic nie jest. Podobno Paula przyleciała wcześniej i jechała w taksówce - mówiła Kubasińska. To było dziwne, ale Ula postanowiła poczekać na powrót Marka i od niego samego dowiedzieć się wszystkiego. 

Marek do firmy nie przyjechał jedynie co to zadzwonił i poinformował, że przez kilka dni go nie będzie. O samej śmierci panny Febo poinformował jej brat. Ula chciała zaraz po pracy jechać do Marka, ale ten odmówił mówiąc, że jest u rodziców, bo jego ojciec źle się czuje. 

- Coś ty taka zamyślona - usłyszała nagle głos swojego chłopaka - stoję w tych drzwiach już dobrą chwilę a ty nawet nie zareagowałaś na to. 

- O Andrzej, przepraszam zamyśliłam się. Dzisiaj dotarły do firmy złe wiadomości - odpowiedziała zgodnie z prawdą. Ten jednak nie zamierzał więcej wysłuchiwać tego co się tu dzieje, wszedł jej w słowo mówiąc.

- W takim razie zabieram cię stąd. 

- Ale... - chciała coś dodać.

- Nie ma żadnego "ale". W tej firmie zawsze coś złego się dzieje - Ula widząc, że nie ma sensu z nim dyskutować rzekła.

- Daj mi kilka minut. Muszę tylko uprzątnąć na biurku i możemy iść - skinął głową na tak i usiadł na kanapie. 

To co się stało, spowodowało, że Ula odłożyła w czasie rozmowę z Andrzejem na temat ich związku. Postanowiła, że zrobi to za kilka dni. Dokładniej mówiąc jak będzie już po pogrzebie Pauliny. Myślała, że przez te kilka dni jakoś uda się jej w spokoju przeczekać. Jakże była naiwna tak myśląc. Dzień w dzień Andrzej wyszukiwał powody do awantury, a ona znosiła to coraz trudniej. 

Trzy dni później miał się odbyć pogrzeb Pauliny, jak zawsze taka uroczystość jest bardzo przygnębiająca. Andrzej nie byłby sobą, gdyby nie zrobił jej awantury z tym związanej.

- Mam nadzieję, że nie pójdziesz na ten pogrzeb - wrzeszczał.

- Właśnie, że pójdę przez szacunek do zmarłej oraz jej rodziny - odparła i wyszła. 

Cała uroczystość była bardzo przygnębiająca, ale trudno żeby było inaczej. Każdy z przybyłych na swój sposób przeżywał tę tragedię. Widać było, że najgorzej znoszą to Dobrzańscy seniorzy oraz junior a także Aleks. W ciągu tych kilku dni wiele razy wyrzucał Markowi, że to jego wina. 

- Gdybyś był jej wierny, gdybyś ją kochał tak jak na to zasługiwała dziś by żyła - mówił.

- A ty myślisz, że mnie jest łatwo? Przypominam ci, że straciłam przyszłą żonę oraz dziecko, więc nie rób ze mnie skończonego drania, który nie ma uczuć - odpowiedział mu Marek.

Po mszy miała w domu Dobrzańskich odbyć się stypa. Ula nie zamierzała tam iść. Podeszła do seniorów, Aleksa oraz Marka i złożyła szczere kondolencje. Miała odejść, gdy usłyszała cichą prośbę młodego Dobrzańskiego. 

- Ula proszę poczekaj na mnie jeśli możesz - ona skinęła głową na tak i oddaliła się. Opuściła cmentarz i stanęła na uboczu czekając jak Marek wyjdzie. Zastanawiała się co takiego on chce od niej. 

CDN...

środa, 21 października 2020

CZY TO JEST PRZYJAŹŃ?... część III

 Olszański usiadł po drugiej stronie stołu i spojrzał na Marka i wyglądał tak jakby zastanawiał się jakich ma użyć słów. 

- Seba co jest? - ponaglił przyjaciela Dobrzański.

- Byłem w bufecie i podsłuchałem pewną dziwną rozmowę - zaczął, ale Marek wszedł mu w słowo.

- Wiesz, że nie zajmuję się plotkami.

- Tak wiem, ale to coś innego. Dziewczyny mówiły o Uli. Rozmowę tę zaczęła Violetta, która widziała jakieś dziwne ślady na ręce Ulki. Wówczas odezwały się jeszcze Ala i Iza mówiąc, że podejrzewają tego całego Andrzeja o przemoc wobec Uli - mówił a mina Marka wyrażała szok i niedowierzanie. 

- Seba co ty mówisz? - dopytywał jakby chciał usłyszeć, że ten żartuje. 

- Mówię, że tam jest coś nie tak. Nie sądzę aby Violka miała aż tak bujną wyobraźnię - Marek wiedział, że musi coś zrobić, ale nie wiedział jeszcze co i jak. Był jedynie pewien, że musi w pierwszej kolejności porozmawiać z Ulą i dowiedzieć się jak najwięcej od niej samej. Sebastian pożegnał się z przyjacielem i wrócił do swojego gabinetu, ale i on nie zamierzał w tej sprawie siedzieć cicho. Chwycił za telefon i wybrał numer swojej sekretarki Alicji. Wiedział, że ta jest najbliżej Uli i z całą pewnością może wiedzieć więcej niż inni. Lecz rozmowa z przyjaciółką Uli niewiele dała, bo tak wiedziała tyle samo co inni. 

- Sebastian chciałabym ci pomóc, ale nie umiem. Ula za każdym razem mówi jedno i to samo. Tłumaczy się zmęczeniem, ale myślę iż to nie to. 

W czasie rozmowy kadrowego z sekretarką Marek udał się do Uli w głowie miał ułożone coś na wzór rozmowy z nią. Wiedział, że nie może od tak zadać pytania w stylu.

- Czy on cię bije?

Lecz po przekroczeniu progu jej gabinetu miał wrażenie jakby utracił pamięć, jakby mu ktoś zrobił reset. 

- Cześć Ula - zaczął - jak się czujesz? Mam nadzieję, że już lepiej. Ale nadal wyglądasz na osłabioną.

- Cześć - odpowiedziała - czuję się lepiej. Tylko jakoś głowa mnie boli może stąd ten mój wygląd. 

- To może powinnaś jeszcze posiedzieć w domu? 

- Dziękuję za troskę - odparła i po chwili dodała - to od ciśnienia - chciała jeszcze coś powiedzieć, gdy usłyszeli pukanie a po chwili w drzwiach ujrzeli Andrzeja. Ula niemalże pobladła na jego widok, co zauważył Marek. 

- Ula wszystko w porządku? - zapytał.

- Tak, to ten ból głowy - odparła, ale ten nie do końca jej uwierzył. Z powodu wizyty tego faceta nie mógł porozmawiać i dowiedzieć się czegokolwiek lecz postanowił bardziej przyjrzeć się zachowaniu Uli. 


Mijały kolejne dni, a w związku Uli niewiele się zmieniło. Andrzej wciąż zachowywał się tak samo. Późne powroty, awantury i rękoczyny. 

Ula wraz z Markiem siedziała w biurze i uzgadniali szczegóły pokazu, który miał się odbyć za dwa tygodnie. 

- Marek, a ty nie miałeś jechać po Paulinę na lotnisko? - zapytała nagle Ula.

- Zapomniałem - odparł i już się zbierał.

- Spokojnie jeszcze zdążysz - mówiła spokojnym głosem Ula. 

Marek wyszedł z firmy, wsiadł do samochodu i ruszył w kierunku lotniska. Był już jakieś kilkaset metrów od lotniska, gdy mijał wypadek. Na lotnisku był, gdy wszyscy pasażerowie już wychodzili na halę przylotów. Wypatrywał matki swojego dziecka, ale jej nie było. W pewnym momencie usłyszał dźwięk telefonu, wyjął go z kieszeni i ujrzał jakiś nieznany numer. Nacisnął zieloną słuchawkę.

- Dzień dobry czy rozmawiam z panem Markiem Dobrzańskim? - usłyszał w słuchawce. 

- Tak to ja - odparł.

- Moje nazwisko to Adamkiewicz, Wiktor Adamkiewicz starszy aspirant. Dzwonię do pana w związku z wypadkiem jaki miał miejsce na ulicy Pawiej - mówił.

- A co ja mam z tym wspólnego? - pytał Dobrzański.

- W jednym z samochodów była pani Paulina Febo - usłyszał w odpowiedzi. 

- Czy z nią wszystko w porządku? Co z dzieckiem? - zaczął zadawać pytania.

- Pani Febo została przetransportowana do szpitala na Banacha - tyle usłyszał w odpowiedzi. Niemalże biegiem dopadł do auta i ruszył z piskiem opon w kierunku szpitala. Na miejscu był w kilka minut. Na miejscu najpierw dowiedział się, że ma czekać. Usiadł na jednym z wielu krzeseł, gdy poczuł się bezsilny. Nie wiedział co dalej, czy oni wyjdą z tego.  Wiedział, że powinien poinformować rodziców oraz Aleksa. W pierwszej kolejności postanowił zadzwonić do Aleksa. Ten przyjechał do szpitala w niedługim czasie.

- Jak to możliwe, że ona była w tej taksówce? Jak z nią rozmawiałem mówiła, że ją odbierzesz z lotniska? - dopytywał brat Pauliny. 

- Na lotniku byłem na czas. Dlatego jedynym wyjaśnieniem może być to, że przyleciała wcześniejszym lotem - odparł Marek.  

- Według moich informacji miała przylecieć tym lotem o godzinie jedenastej piętnaście - mówił Febo.

- To masz złe informacje. Jeszcze wczoraj pisała do mnie  przypominając mi, abym odebrał ją z lotniska o jedenastej trzydzieści - mówił jednocześnie sprawdzając treść wiadomości z dnia poprzedniego. Faktycznie miał rację. Zastanawiał się teraz po co Paulina podała mu tę godzinę, a rzeczywiście miała wykupiony bilet na wcześniejszy lot. W obecnej sytuacji nie pozostało nic innego jak czekać, aż będzie mógł spytać o to nią samą. 

Zadzwonił również do swoich rodziców, ale i do Uli. 

- Ula ja dzisiaj już nie wrócę do firmy, jestem w szpitalu.

- Co się stało? Miałeś wypadek? - zarzuciła go krótkimi pytaniami, ale takiej odpowiedzi się nie spodziewała.

- Ja jestem cały. To Paula jest w szpitalu, miała wypadek jak jechała taksówką z lotniska - wyjaśniał.

- Jak to jechała taksówką? Nie zdążyłeś? - padły z jej ust kolejne pytania. 

- Byłem na czas, ale ona przyleciała wcześniejszym lotem - odparł - Ula porozmawiamy jutro w pracy - dodał, pożegnał się i rozłączył.

Ula była w szoku, zastanawiała się co teraz. Było jej żal Pauliny tak po ludzku. Posprzątała na biurku, spakowała się i opuściła firmę. Wyszła na zewnątrz i zastanawiała się co ma ze sobą począć. Nie chciało jej się wracać do domu. Chociaż dom to dużo powiedziane to tylko cztery ściany. Ściany, które gdyby mogły mówić powiedziały by wiele o tym co się tu dzieje. Czuła, że dzisiejszy dzień może skończyć się kolejną awanturą. Szła przed siebie rozmyślając o Marku i Paulinie, o swoim związku a raczej o tych wszystkich dotychczasowych związkach. Nawet nie wiedziała kiedy a znalazła się na brzegu Wisły.  Usiadła na zwalonym pniu  i rozmyślała. 

- Co jest ze mną nie tak. Najpierw Bartek, który mnie oszukiwał, później Marek. A teraz Andrzej, ale ten jest najgorszy z nich wszystkich - te jej rozmyślenia przerwał dźwięk telefonu, spojrzała na wyświetlacz to był ten ostatni z jej listy. Odebrała i po usłyszeniu pytania gdzie jest skłamała.

- Jadę do Rysiowa. Jasiek zadzwonił, że tato źle się czuje - mówiła - nie wiem czy dzisiaj wrócę. Dam znać jak będę na miejscu - dodała. Ten najwyraźniej uwierzył, bo usłyszała tylko w odpowiedzi.

- Ale nie zapomnij - rozłączył się, a ona poszła w kierunku przystanku autobusowego. Miała szczęście, do autobusu miała raptem kilka minut. 

Przywitała się ze wszystkimi mówiąc, że stęskniła się za nimi. Cieszyli się, że przyjechała, a mała Betti dopytywała na jak długo. 

- Zostanę do jutra kochanie - odpowiedziała siostrze. Do chłopaka wysłała wiadomość, że musi zostać do dnia następnego i z Rysiowa pojedzie do pracy. Dostała bardzo krótką wiadomość składającą się z dosłownie dwóch liter "Ok". Nawet się ucieszyła. Chociaż jeden wieczór i noc będzie miała spokojną. 

- Ula możemy porozmawiać? - pytał Cieplak. 

- Porozmawiamy tato, ale jak już dzieciaki pójdą spać. Teraz poczytam Beatce, a później zadzwonię jeszcze do Marka - odpowiedziała ojcu.  Domyślała się, że jej pojawienie się w rodzinnym domu będzie skutkowało rozmową z ojcem. Zastanawiała się tylko co ma mu powiedzieć. Powiedzieć prawdę, że Andrzej ją bije czy może skłamać? Obawiała się reakcji ojca, a raczej tego co może się wydarzyć jeśli ten się zdenerwuje. Cały czas miała na uwadze chore serce. 

Pomogła Jaśkowi w nauce, poczytała małej kilka bajek, a na koniec próbowała dodzwonić się do Marka lecz ten nie odbierał. Próbowała dwukrotnie, ale kiedy ten nie odbierał uznała, że widocznie nie może. Martwiła się o niego, ale w obecnej sytuacji uznała, że widocznie nie może teraz rozmawiać. Zeszła na dół i weszła do kuchni. Usiadła przy stole gdzie siedział Józef i czytał jakieś czasopismo, nalała sobie herbaty po czym się odezwała.

- To o czym chciałeś porozmawiać? 

- O tobie córcia. Od kiedy wyprowadziłaś się do Warszawy - nie chciał powiedzieć, że do niego - bardzo rzadko nas odwiedzasz. Czy u ciebie wszystko w porządku? 

- Przepraszam tatusiu, ale mamy w firmie tak dużo pracy, że czasami późno wracam nawet do domu - mówiła - wszystko wróci do normy jak tylko skończy się to całe zamieszanie z pokazem - dodała.

- A jak ci się układa z Andrzejem? - padło kolejne pytanie z ust ojca.

- Jest dobrze - odparła dość wymijająco, ale widząc minę ojca kontynuowała - Bywają dni, gdy się widzimy dopiero późnym wieczorem albo rano następnego dnia - postanowiła nie mówić ojcu o tym jak jest naprawdę. Nie chciała go denerwować. Józef wysłuchał co mówiła jego najstarsza córka, ale nie do końca jej wierzył. Mimo to nie zamierzał drążyć, doskonale wiedział, że Ula jeśli będzie gotowa to sama mu powie - a ty jak się czujesz? - zmieniła temat, co tylko upewniło pana Cieplaka, że nie jest tak jak powinno być. Pamiętał jak potrafiła mówić o Marku, o pracy z nim. A o Andrzeju unikała tematu.

- Wszystko jest dobrze. Wyniki są w porządku - odpowiedział. Ucieszyła się z tej wiadomości, chociaż jedna pozytywna rzecz w dniu dzisiejszym. 

Kładła się spać, gdy usłyszała sygnał przychodzącej wiadomości.

- Ula jutro mnie nie będzie w firmie - odczytała wiadomość od Dobrzańskiego. Chciała odpisać, gdy przyszła kolejna  - porozmawiamy jak wrócę do pracy - to ostatnie zdanie zaniepokoiło ją, ale postanowiła nie dzwonić. 

CDN...

czwartek, 15 października 2020

CZY TO JEST PRZYJAŹŃ...? część II

 Ula zastanawiała się co dalej, miała już dość tego związku. Andrzej stawał się coraz bardziej nie do zniesienia. Zaczął później wracać z pracy, a wówczas często wyczuwała od niego woń alkoholu.  

- Znowu piłeś - po tych słowach on zachowywał się jak oszalały. 

- Co ciebie może to obchodzić - wrzeszczał i nie raz leciała mu ręka w jej kierunku. Po takim wieczorze następnego dnia Ula szła do pracy z mocno przesadzonym makijażem albo brała dzień wolego. Jak właśnie dzisiaj. 

Andrzej kolejny raz wrócił pijany i chyba nawet pod wpływem jakiś narkotyków. Ula widząc w jakim jest stanie chłopak chciała wyjść z domu nim zacznie się awantura.

- Gdzie się wybierasz suko - usłyszała tuż przy uchu. Nie odpowiedziała - chyba o coś pytałem. Co wybierasz się do tego swojego prezesika? - wrzasnął jej do ucha. 

- Chciałam pójść do sklepu - próbowała jakoś się wymigać, gdy poczuła silne szarpnięcie i zaraz uderzenie w twarz. Skutkiem tego miała rozciętą wargę oraz łuk brwiowy i podbite oko. Andrzej zazwyczaj kolejnego dnia przychodził z bukietem kwiatów i niemalże na kolanach przeprasza, błagając o wybaczenie i obiecując poprawę. Z początku Ula wierzyła w te jego zapewnienia o zmianie. On zazwyczaj tłumaczył się, że miał ciężki dzień w pracy, a to, że szef go zdenerwował albo miał innego rodzaju wymówienia. Ona po takich dniach zazwyczaj chodziła przygaszona i mało z kim rozmawiała. Na pytanie przyjaciółek co się dzieje odpowiadała wymijająco, że jest najzwyczajniej zmęczona. Tylko jakoś nie wszystkie w to do końca wierzyły. Zwłaszcza Ala i Iza prawa ręka mistrza. 

- Wiesz co Alu myślę, że w związku Uli i tego jej Andrzejka coś jest nie tak - mówiła jednego razu krawcowa do Alicji. 

- Też to zauważyłam - rzekła Alicja - raz nawet próbowałam z nią porozmawiać o tym. Chciałam wyciągnąć ją po pracy na kawę, ale usłyszałam, że się spieszy - dodała kobieta. 

- Powinnyśmy coś zrobić - rzekła Izabela.

- Iza, ale co ty chcesz zrobić. Ona nic ci nie powie. Znasz ją i dobrze wiesz, że trudno cokolwiek z niej wyciągnąć - odparła Milewska. Iza tylko pokiwała głową na potwierdzenie słów starszej koleżanki. Ula nigdy nie była zbyt wylewna. Nie lubiła się zwierzać ze swojego życia komukolwiek. Lecz Iza nie zamierzała tak tego zostawić i choćby miała użyć jakiegoś podstępu to dowie się jak wygląda sprawa związku jej przyjaciółki i tego osiłka z siłowni. Tak właśnie nazywała go większość ludzi z F&D.  A zwłaszcza właśnie jej przyjaciółki. To one pierwsze zauważyły, że ten facet jest jakiś dziwny. Od kiedy Ula zaczęła się z nim spotykać miała coraz mniej czasu na spotkania z przyjaciółkami. Ich spotkania zazwyczaj wyglądały tak, że Ulka co kilka minut miała wiadomość od swojego chłopaka z pytaniem za ile będzie, gdzie jest albo wiadomość w formie wręcz komunikatu, że za kilka minut będzie po nią.  Mimo tego żadna z dziewczyn jak na razie nie komentowała tego na głos. Lecz widać było, że dziewczynom zaczyna się to nie podobać.

Ula wróciła do pracy nie następnego dnia lecz po dwóch tygodniach. Kolejny raz Andrzej ją pobił. W pracy powiedziała, że złapała ją grypa. Kiedy to koleżanki, ale i Marek chcieli ją odwiedzić to wymigała się złym stanem. Żadne z nich nie naciskało. Marek na ten czas przejął obowiązki Uli. W ten sposób chociaż na jakiś czas mógł oderwać swoje myśli od Pauliny i jej wiecznego narzekania. Ta mimo przebywania nadal we Włoszech potrafiła w ciągu dosłownie pierwszej minuty rozmowy przez telefon popsuć mu humor. Czasami miał wrażenie, że jej to sprawia przyjemność. A jej ulubionym tematem była rzecz jasna Ula. Najczęściej swoją rozmowę z Markiem zaczynała.

- Jak tam twoja brzydulka? Jeszcze nie wróciła do ciebie? A no tak, przecież, która teraz cię zechce - tymi słowami potrafiła dobitnie zepsuć mu dzień. Ona doskonale wiedziała, że młody Dobrzański wciąż kocha Cieplak. A mimo to nie przeszkadzało jej to w dążeniu do ślubu. Sam Marek miał od jakiegoś czasu podejrzenia, że ta ciąża to taka zemsta oraz pokazanie Uli kto jest górą. On sam doskonale wiedział, że droga do panny Cieplak jest już zamknięta. Bywały momenty, gdy bardzo żałował, że nie posłuchał Olszańskiego jak ten mówił.

- Spróbuj z nią porozmawiać. Wyjaśnij wszystko na spokojnie. To jest Ulka, a nie jakaś tam modelica i tylko szczera rozmowa może coś zmienić - mówił mu przyjaciel.

- Seba nie znasz Uli. Ona czuje się bardzo zraniona i wcale mnie to nie dziwi. Bardzo ją zraniłem i teraz nie mam szans na wytłumaczenie. 

- Może jednak powinieneś spróbować... 

- Stary ja wiem, że to nic nie da. Ona na każdą taką próbę rozmowy o nas reaguje alergicznie. A ja nie chcę zepsuć tego co jest teraz między nami - mówił Dobrzański. 

 

Po każdej rozmowie z Pauliną czuł się okropnie. Kila razy nawet chciał zadzwonić do Uli, aby pogadać. Lecz zaraz rezygnował.

- I co miałbym jej powiedzieć. Że nie układa mi się z Paulą - wyrzucał sobie. 

Pamięta dzień kiedy chciał rozstać się z Febo, ale ta go uprzedziła mówiąc o ciąży. W pewnym momencie dojrzał do decyzji, że woli być sam, bo żadna nie zastąpi mu Uli. Podejrzewał nawet, że Paulina celowa odstawiła tabletki, aby w ten sposób zatrzymać go przy sobie. Można było wiele mu zarzucić, ale nie to, że porzuci własne dziecko. A panna Febo doskonale wiedziała, że dzięki ciąży zatrzyma go przy sobie i będzie triumfować. Wszyscy wiedzieli jak bardzo nie cierpi Uli. Wiele razy dawała temu dowód.  

Po powrocie Uli do pracy Iza postanowiła spróbować porozmawiać z przyjaciółką i dowiedzieć się czy wszystko jest w porządku. W porze, gdy wszyscy mieli przerwę na lunch do gabinetu pani prezes ktoś zapukał. Ula zaprosiła gościa do środka, w drzwiach ujrzała swoją przyjaciółkę.

- Cześć Ulka masz chwilkę chciałam pogadać - rzekła krawcowa.

- Cześć. Jasne, że mam. W prawdzie miałam iść do bufetu, ale możemy też zostać tu - odparła panna Cieplak. Krawcowa weszła do środka zamykając za sobą drzwi i usiadła na fotelu stojącego obok kanapy. Przez chwilę w gabinecie panowała cisza, którą przerwała Ula.

- To o czym chciałaś rozmawiać? Czy coś się stało? - dopytywała Cieplak.

- Ula... - zaczęła Iza, ale próbowała dobrać słowa tak aby nie urazić przyjaciółki - czy u Ciebie, to znaczy u was wszystko w porządku? - Ula patrzyła na przyjaciółkę i nie bardzo wiedziała co ta ma na myśli albo nie chciała wiedzieć.

- A co masz dokładnie na myśli - dopytywała Ula.

- Nic konkretnego. Ale od jakiegoś czasu dziwnie się Ula zachowujesz.

- Dziwnie? To znaczy jak - mówiła Cieplak, a jej głos był jakiś dziwny. 

- Chodzisz przygaszona, często zamyślona. Unikasz spotkań - mówiła Iza.

- Iza chyba przesadzasz. Dobrze wiesz, że mamy dużo pracy, stąd to moje dziwne zachowanie - mówiła.  Lecz przyjaciółka nie do końca uwierzyła w jej słowa. Wiedziała jednak, że nie warto drążyć tematu, bo Ulka z całą pewnością nic nie powie. Po tej krótkiej wymianie zdań panie pożegnały się każda wróciła do swoich zajęć. Ale Iza nie zamierzała odpuścić. Postanowiła coś z tym zrobić i w tym celu umówiła się z Maćkiem na mieście następnego dnia. Lecz nawet to spotkanie niewiele przyniosło odpowiedzi na nurtujące ją pytania. Jednak miało w najbliższym czasie nastąpić coś co rzuci więcej światła na to wszystko. 

Od tej rozmowy minęło kolejne kilka dni, ale w związku Uli i Andrzeja nic się nie zmieniło. Był czwartkowy wieczór Ula czekała z kolacją na swojego chłopaka lecz ten się kolejny raz spóźniał. Było grubo po północy, gdy usłyszała zgrzyt klucza w drzwiach a chwilę później jakiś rumor w przedpokoju. Wstała z łóżka i wyszła z sypialni aby sprawdzić co się dzieje. Wówczas ujrzała swojego chłopaka kompletnie pijanego, który coś mruczał pod nosem a raczej mamrotał. W pewnym momencie ujrzał stojącą w drzwiach Ulę i wysyczał przez zęby.

- Co się gapisz suko - Ula nic nie odpowiedziała tylko cofnęła się do sypialni. Myślała, że będzie mieć spokój, ale pomyliła się. Minęło może kilkanaście minut, gdy ten wparował do pomieszczenia, gdzie była Ula i zaczął na nią najpierw wrzeszczeć a w końcu przeszedł do rękoczynów. Ta odepchnęła go i uciekła do łazienki. Andrzej przez jakiś czas jeszcze dobijał się do drzwi, ale najwyraźniej zmęczony i upojony alkoholem odpuścił. Ula następnego dnia poszła do pracy zmęczona i niewyspana. Weszła do swojego sekretariatu, gdy rzuciła jej się na szyje Violetta.

- Ałć  - usłyszała jej sekretarka.

- Przepraszam. Ale jestem taka podekscytowana - szczebiotała kobieta.

- Nic się nie stało. Tylko boli mnie ramię - odparła i próbując rozmasować ramię podwinęła rękaw, a oczom sekretarki ukazał się potężny siniak. 

- Ulka co to? - pytała 

- Nic takiego. Uderzyłam się - odpowiedziała i zniknęła w swoim gabinecie. 

Violetta nie była by sobą gdyby nie podzieliła się tym co widziała z innymi dziewczynami. 

- Powiedziała, że się uderzyła? - pytała z niedowierzaniem Iza. 

- No przecież mówię - usłyszały dziewczyny.  

Żadna z rozmówczyń nie uwierzyły w historię z uderzeniem, ale żadna nie powiedziała tego na głos. Całej tej rozmowie przysłuchiwał się Olszański, który siedział w kącie sali. Odczekał jak wszystkie rozejdą się do swoich zajęć by samemu udać się do konferencyjnej, gdzie powinien znajdować się Marek.

- Cześć stary, możemy pogadać? Mam coś ważnego - mówił Olszański.

- Cześć Seba. Wchodź i mówi co to takiego - odparł Dobrzański. 

CDN...