piątek, 17 listopada 2017

PRZEZNACZENI część7

Następnego dnia już z rana jechał do szpitala. Bał się, nie wiedział co te dwie głupie mogły jeszcze nagadać Ulce. Do tego wszystkiego był zły na Sebastiana. Po tym jak tamten zadzwonił do niego z pretensjami. 
Ten drugi liczył na dobrą zabawę, a Marek swoim zachowaniem w klubie tylko wszystko zepsuł. Koniec końcem Sebastian został sam w klubie. Bo Marek nie mając ochoty na zabawę z nowo poznaną panną wrócił do domu. Co spowodowało, iż owe dziewczyny również opuściły lokal. Olszański już od jakiegoś czasu zauważył zmiany w zachowaniu się przyjaciela. I musiał przyznać sam przed sobą, że nie rozumie takiego zachowania. Przecież od rozwodu z Mirabellą nie odmówili sobie wspólnego wypadu. I dobrej zabawy. Gdy tylko Marek mu tłumaczył co jest powodem takiego zachowania ten się tylko uśmiechał.  
- Co ty bredzisz, źle ci gdy jesteś wolny - powtarzał  za każdym razem Olszański
- Po prostu jestem już w takim wieku, że najwyższy czas się ustatkować. Nie mam zamiaru całego życia przesiedzieć w klubach i zabawiać się z różnymi pannami. Marzy mi się aby mieć żonę, dzieci czyli najzwyczajniej w świecie być szczęśliwym. To coś złego - mówił w takich razach
W końcu dotarł do szpitala. Trzymając bukiet róż udał się na oddział gdzie leżała Ula. Wszedł po cichu do sali a ona leżała odwrócona w stronę okien. 
Ona przez niemal całą noc nie mogła zasnąć. Długo rozmyślała o tym co usłyszała od Doroty i Mirabelli. Nie wiedziała czy to co mówiły było całą prawdą czy też nie. Lecz to co mówił jej ojciec o Marku było tak inne. Inne niż to jak one go przedstawiły. Miała wrażenie jakby słyszała o dwóch jakże różnych osobach.  Nie miała pojęcia co dalej. Komu powinna zaufać. W efekcie postanowiła iż jeśli on przyjdzie to go wysłucha. Pozwoli mu powiedzieć wszystko a później go będzie mogła ocenić. 
- Witaj Ula - odezwał się niemal szeptem aby jej nie wystraszyć
Ulka odwróciła się w jego stronę 
- Witaj - odpowiedziała
- Ula  ja chciałem z tobą porozmawiać i wyjaśnić ci kilka rzeczy. Pozwolisz - rzekł patrząc w jej oczy
- Oczywiście - odparła. 
W jego oczach zobaczyła coś czego nie umiała nazwać. Lecz musiała przyznać, że miał piękne oczy. Te oczy kolorem przypominały górski lodowiec. A te dwa dołeczki ukazujące się w policzkach jeszcze bardziej dodawały mu uroku. 
Usiadł na metalowym krześle stojącym obok jej łóżka. Widać było jak zbiera się w sobie aby wszystko jej wyjaśnić.
- Ula nie wiem co obie ci na mnie naopowiadały. Ale chcę abyś usłyszała co ja mam do powiedzenia w tej sprawie. 
Prawdą jest to, że byłem dwukrotnie żonaty. I prawdą jest, że lubiłem się zabawić w klubie. Zgadza się również to iż zdradzałem ale nie zawsze tak było. Ale to już przeszłość. 
Pierwszy raz ożeniłem się w wieku  dwudziestu pięciu  lat. Myślałem, że się kochamy. A ona w kilka miesięcy po ślubie zaczęła mnie zdradzać. To  ja złożyłem pozew o rozwód bo dłużej tak nie mogłem. To właśnie była Mirabella. Do dziś dnia nie mogę  się od niej uwolnić. Ona widzi we mnie doskonałe źródło dochodowe, żywy chodzący bankomat mimo iż od rozwodu nie dałem jej nawet złamanego grosza. To właśnie po tym małżeństwie zacząłem wycierać się po klubach. I bawić się z przygodnie poznanymi pannami. Zawsze w takich wypadach towarzyszył mi przyjaciel Sebastian Olszański. Chwilę po rozwodzie zacząłem spotykać się z kimś. Ale to małżeństwo było raczej małżeństwem aranżowanym , biznesowym. Po pewnym czasie a raczej po wielu namowach mojej matki. Ożeniłem się ponownie. To była Paulina Febo, współwłaścicielka F&D. Z Paulą znamy się od dziecka. Moi rodzice po tragicznej śmierci jej rodziców postanowili zaopiekować się  Paulą i jej bratem Aleksem. I tu jest prawdą, że zdradzałem ja. Tak to ja byłem tym niewiernym. Paulinę zdradzałem jeszcze długo przed ślubem i robiłem to nawet gdy byliśmy już po ślubie. To małżeństwo nie miało racji bytu. W końcu moja druga żona nie wytrzymała i wniosła pozew. I tak skoczyło się moje drugie małżeństwo. I o ile pierwszy ślub brałem z miłości tak drugi z przymusu. Od dnia rozwodu z Paulą mam poprawne stosunki. No ale może to jest spowodowane dobrem wspólnej firmy.  
Tego wieczoru gdy tylko przyszedłem do klubu ujrzałem ciebie. Siedziałaś przy barze i od razu mi się spodobałaś. Wówczas przyszedłem do tego klubu po długich namowach Seby. Już wtedy przestały mnie bawić tak spędzane wieczory. Muszę przyznać, że te moje zmiany zaczęły się niedługo po moim drugim rozwodzie. Gdy podszedłem do ciebie i spojrzałem w twe oczy po prostu utonąłem. Po tym jak wyszłaś ja kilka razy przychodziłem do tego klubu. Ale tylko dlatego, że miałem nadzieję spotkać cię ponownie. Śniłem niemalże każdej nocy o tobie.
I gdy spotkaliśmy się przypadkiem w parku myślałem, że to jakiś cud. Resztę znasz - opowiedział jej wszystko jak na świętej spowiedzi nie ukrywał przed nią niczego
- Ula to co teraz powiem może wydać się dziwne. Ale ja się w tobie zakochałem już tego pierwszego wieczoru - powiedział widząc, że ona nic nie mówi. Chciał aby wiedziała co do niej czuje. 
Ona na wpół leżąc wpatrywała się w niego nie wiedząc co ma powiedzieć. Widziała, że mówił prawdę. 
- Marek, ja nie wiem co mam ci odpowiedzieć na to wyznanie. Ale bardzo szanuję to iż powiedziałeś mi o tym wszystkim. Wiem, że po tym wszystkim byłeś cały czas tu ze mną. Bardzo to doceniam. Lecz abym ja mogła się określić co do ciebie czuję muszę mieć więcej czasu - odparła
- Dziękuję ci Ula, że mimo wszystko nie odtrącasz mnie. Dam ci tyle czasu ile będziesz potrzebować - rzekł i chwycił jej dłoń w swoją i ucałował. 
Odetchnął z ulgą. Czuł się naprawdę szczęśliwym człowiekiem. Wierzył iż z czasem i ona obdarzy go takim samym uczuciem jak on ją. Siedzieli chwilę w ciszy i co dziwne żadnemu to nie przeszkadzało. W pewnym momencie tą ciszę przerwała Ula
- Wiesz Marek, zastanawiam się co one chciały osiągnąć mówiąc mi to wszystko
- Jeśli chodzi o moją byłą to ten sam scenariusz stosowała gdy byłem z Paulą. Po prostu ona w swoim mniemaniu sądzi iż jeszcze będziemy razem. Za to co chciała osiągnąć Dorota to nie wiem. Rozmawiałem z nią gdy byłaś w śpiączce. Mówiłem jej co do ciebie czuję. To od niej dowiedziałem się o tobie kilku rzeczy. Ale teraz zastanawiam się ile z tego było prawdy - mówił
Oboje zastanawiali się nad motywem postępowania obu kobiet. Ula postanowiła, że jak tylko Dorota przyjdzie do niej to postara się to wyjaśnić. Tego dnia Marek przesiedział prawie cały dzień u Ulki. Rozmawiali, śmiali się, żartowali widać było iż dobrze czują się we własnym towarzystwie. W końcu nastała pora aby się pożegnać. 
Podszedł i przytulił Ulę do siebie. Nie broniła się przed tym. Po czym ucałował ją delikatnie w usta. Tak samo delikatnie jak po jej wybudzenie. 
- Dobranoc Ula. Jutro przyjadę - rzekł i wyszedł. Będąc już na zewnątrz uniósł głowę do góry i spojrzał w niebo, które dziś wyjątkową było pięknie usłane gwiazdami. A z jego ust nie znikał uśmiech. Radość rozpierała mu serce. Ula nie powiedziała nie.  On jej wszystko wyjaśnił a ona mu uwierzyła. Te jego rozmyślania przerwał dźwięk telefonu. Spojrzał na wyświetlacz "Paula"
- Witaj Paulina, coś się stało? - mówił po odebraniu
- Cześć Marco. Słuchaj była u mnie twoja była żona - odparła Febo
- Mirabella, po co - pytał a jego złość na tą durną kobietę w nim aż kipiała
- Mówiła, że podobno masz jakąś nową kochankę i ja powinnam zrobić z tym porządek - mówiła 
- Paula a możemy się spotkać. Nie chcę rozmawiać przez telefon. Jesteś w domu? - rzekł junior
- Tak jestem w domu. Możesz wpaść i pogadamy - odparła Paula
Długo nie myśląc zadzwonił jeszcze do Mirabelli aby również przyjechała do Pauliny. Chciał ze swą byłą żoną porozmawiać. Ale wolał aby przy tej rozmowie ktoś był. Co by nie mówić Paulina nadawała się do tego. Po czym wsiadł do samochodu i ruszył w kierunku domu Pauli. Dotarł do niej na kilka minut przed Mirabellą. Dzięki temu zdążył ją powiadomić o jeszcze jednym gościu. Paulina widziała jaki był zły. Znała go dobrze. Również jego pierwszą żonę dobrze znała. Ona jej nie raz zaszła za skórę, gdy była z Markiem. Gdy tylko ta przekroczyła próg domu Pauliny Marek nie wytrzymał
CDN...

sobota, 11 listopada 2017

PRZEZNACZENI część6


 Któregoś dnia spotkasz kogoś wyjątkowego, kogoś, kto rzuci cię na kolana jednym uśmiechem. Kogoś, kto zniewoli twoją duszę jednym spojrzeniem pięknych oczu. Nagle kula ziemska przechyli się na swojej osi i wskaże właśnie na nią. I będziesz wiedział, że spotkałeś swoje przeznaczenie.


W końcu nastał ten moment, że Ula całkowicie się wybudziła. Po przeprowadzeniu badań i sprawdzeniu wszystkich parametrów na aparaturze monitorującej lekarz stwierdził, że wszystko jest w porządku. I popołudniu przeniosą ją na normalną salę.
Rozejrzała po pomieszczeniu i ujrzała twarz ojca.
- Dlaczego tu jestem, co się stało? - pytała
- Jesteś w szpitalu, zostałaś ranna - pamiętasz córcia mówił Józef.
- Tak coś pamiętam - odparła. Widać było, że próbuje sobie przypomnieć co się wydarzyło
- Poszłam ze znajomym na kawę... o Boże, Marek, co z Markiem - nagle przypomniała sobie jak Marek szarpał się z jednym z bandytów
- Jestem, nic mi nie jest - doszedł do niej chwytając jej dłoń w swoją.
W jej oczach pokazała się słona ciecz. Ucieszyła się  na  jego widok.
- Nie płacz. Już wszystko w porządku - mówił Marek pochylając się nad nią.
Gdy tylko ta się uspokoiła przeprosił ich oboje.
- Bardzo was przepraszam ale muszę wyjść na jakieś dwie godziny. Po moim powrocie jak będzie pan chciał  to odwiozę pana do domu - pożegnał się z Józefem poprzez uścisk dłoni, a z Ulą delikatnym niczym muśnięcie motyla pocałunkiem.
Miał już wychodzić gdy zatrzymał go głos Uli
- Ale wrócisz tu? - pytała
- Oczywiście - odparł.
Wyszedł ze szpitala, musiał jechać do firmy. Dziś odbywało się posiedzenie zarządu. A on jako prezes musiał być. Nim ruszył spod szpitala zadzwonił jeszcze do Doroty z informacją iż Ulę już wybudzono. Owszem nie polubił dziewczyny, lecz nie mógł przecież odizolowywać Uli od jej znajomych. Lecz gdyby tylko wiedział co zamierza Dorota. Nie sądził aby chciała mu zaszkodzić w jakikolwiek sposób.
Zebranie zarządu zakończyło się pomyślnie. Raport finansowy został zatwierdzony. Poinformował rodziców iż Ula już jest wybudzona, a on od poniedziałku wraca do pracy. Dobrzańscy cieszyli się, że ich syn może wkrótce będzie szczęśliwy.
Jak na razie to jego życie wyglądało jak pasmo samych porażek. Najpierw jedno małżeństwo zakończone rozwodem, a później następne również nie udane.  I o ile zawodowo nie miał żadnych problemów. Spełniał się w tym co robił, a Krzysztof był bardzo dumny ze swego syna. Czego nie można było powiedzieć o jego przybranym synu Aleksandrze Febo. 
Ten drugi ciągle knuł i rzucał Markowi kłody pod nogi. Znacznie uspokoił się po rozwodzie Marka z Pauliną. Lecz nadal zdarzało się, że Febo coś kombinował.
Krzysztof nie chciał go usuwać z firmy tylko i wyłącznie przez wzgląd na pamięć jego rodziców. Postanowił tylko, że będzie go bardziej kontrolował. Co bardzo nie spodobało się Paulinie.
Wreszcie Marek po załatwieniu wszystkiego mógł wrócić do szpitala. Postanowił jeszcze dziś wyznać Uli co do niej czuje. Gdy tylko zostaną sami, on nie zmarnuje tej okazji. Musi jej to wyznać i dowiedzieć się co ona czuje do niego.
Wrócił do szpitala po tym jak już odwiózł ojca Uli do domu i jakie było jego zdziwienie gdy ujrzał u niej Dorotę wraz z Mirabellą.
Ula leżała na łóżku i słuchała co mają jej do powiedzenia obie dziewczyny.
- Marek nie jest stały w uczuciach, nie potrafi kochać, no chyba oprócz siebie samego. On był już dwukrotnie żonaty. Ja byłam jego pierwszą żoną ale rozwiodłam się z nim bo mnie zdradzał. To samo było z jego drugim małżeństwem - mówiła Mirabella
- Ulka mówię ci on nie jest wart tego aby z nim być. Wiele razy widywałam go z kilkoma kobietami w klubie. Potrafił przyjść do klubu z jedną, z drugą się bawić a jeszcze z trzecią wyjść z tego klubu - mówiła Dorota
On stał w drzwiach i nie mógł uwierzyć w to co słyszy. Jak one mogą tak mówić. I o ile był wstanie jakoś wytłumaczyć sobie swoją byłą, bo te same numery wykręcała gdy był z Pauliną. To już Doroty nie rozumiał w ogóle. Przecież rozmawiał z nią i myślał, że zrozumiała. A jednak się mylił.
- Dzień dobry -odezwał się 
Obie kobiety odwróciły się w jego stronę. Mirabella natychmiast ruszyła w jego stronę aby móc się z nim przywitać. Marek chwyciwszy ją za nadgarstki i tylko wysyczał przez zęby
- Daruj sobie
- Cześć Marek - odezwała się po chwili Dorota
Marek obrzucił ją tylko spojrzeniem, którym jakby mógł to by zabił. Nie odpowiedział jej. 
- Chciałbym porozmawiać z Ulą na osobności czy to możliwe - powiedział do obu dziewczyn
- Ale my dopiero co przyszłyśmy - odparła Dorota 
W tym czasie do Marka zadzwonił telefon. Nie chciał wychodzić w obawie, że te dwie mogą chcieć jeszcze bardziej namieszać. Odrzucił połączenie. Następne również ale ten ktoś nie przestawał. 
- Może odbierzesz - odezwała się dotychczas milcząca Ula
- Może to twoja była żona dzwoni - rzekła Dorota
W Marku aż kipiało ze złości. W końcu postanowił wyjść i ochłonąć. Wiedział, że dziś już nie ma szans aby móc z Ulą porozmawiać. 
- Pożegnam się już. Nic tu po mnie. Żegnam panie - rzekł i wyszedł. Nie mógł dłużej tam zostać. Wyszedł ze szpitala i zadzwonił do Sebastiana i umówił się z nim w klubie.
Nie miał zamiaru podrywać żadnych panien chciał tylko z kimś pogadać. 
Chwilę po Marku szpital opuściły Dorota z Mirabellą. Pierwsza z nich była zadowolona ze swego planu. Widziała, że zasiała ziarno niepewności w Ulce. Liczyła iż tych dwoje nigdy nie będzie razem. A wówczas ona będzie mogła zakręcić się wokół przystojnego Dobrzańskiego. Sądziła iż po tym co Ulka usłyszała od nich to nie będzie chciała znać Marka.
Jakże była w błędzie. Nie przyszło jej do głowy aby Ula chciała wysłuchać Marka i dać mu szansę.
Ulka została sama i mogła spokojnie pomyśleć nad tym co usłyszała od dziewczyn. Sama nie wiedziała co o tym wszystkim myśleć. Tata mówił jej, że Marek nie odchodził od jej łóżka przez cały czas jak była w śpiączce. Dzisiejszy pocałunek. Miała mętlik w głowie. Nie wiedziała czy on jeszcze przyjdzie. Lecz postanowiła, że jeśli Marek przyjdzie to pozwoli mu wyjaśnić. 
Tymczasem w klubie przy szklaneczce whisky siedział Marek wraz z Sebastianem i rozmawiali. Gdy do ich stolika doszły dwie dziewczyny. 
- Możemy się dosiąść - zapytały kokieteryjnie
- Oczywiście, zapraszamy - odezwał się Seba. Co nie bardzo spodobało się Markowi.
Dziewczyny przysiadły się do nich i na początku chwilę rozmawiali, po czym Sebastian jedną z nich porwał na parkiet. Zostawiając przyjaciela samego z drugą z dziewczyn. Ta liczyła również na dobrą zabawę. Lecz Marek nie miał na to najmniejszej ochoty. Cały czas myślał o Uli i o tym co usłyszała od dziewczyn.
Może i mówiły jej po części prawdę co do jego przebywania w klubach. I o tym że często zmieniał dziewczyny. Ale on już tak nie chciał żyć. Chciał w końcu ułożyć swoje życie. Mieć własną rodzinę. Wiedział już, że zakochał się w Uli. I to z nią chce być. 
Postanowił wrócić już do domu, a jutro pojedzie do niej i nawet jeśli nie będzie chciała go wysłuchać, on jej musi wyjaśnić wszystko. Nie podda się.
CDN...

sobota, 4 listopada 2017

PRZEZNACZENI część5


Po złożeniu zamówienia Marek zaczął
- To o czym chciałaś rozmawiać 
- Chodzi mi o Ulę i ciebie. Trochę cię znam i wiem, że lubisz się bawić kobietami, a Ula taka nie jest.  Jeśli to ma być z twojej strony chwilowe to proszę odpuść. Ona już wiele w swoim życiu przeszła. I nie potrzeba jej kolejnego rozczarowania i później cierpienia - mówiła Dorota
- Twierdzisz, że mnie znasz. To ciekawe co mówisz - zadał pytanie 
- Nie raz widziałam cię jak bywałeś w tym klubie i jak się tam zachowywałeś - odparła
- Nie znasz mnie a oceniasz bo widziałaś kilka razy w klubie. Nie masz pojęcia jaki jestem a wydajesz opinie - mówił wyraźnie zdenerwowany tą rozmową.
- Wiem, że byłeś dwa razy żonaty, że zdradzałeś. Widywałam jak do klubu przychodziłeś z jedną panną a z drugą wychodziłeś - mówiła
- Tak owszem byłem dwa razy żonaty. Ale to co już dlatego jestem nie godzien bycia z kimkolwiek. Nie mam prawa do szczęścia. Nie znasz prawdy o tym a oceniasz. Ta cała rozmowa nie ma sensu - mówił coraz bardziej zirytowany tym wszystkim. Ta cała rozmowa zaczęła go bardzo irytować.
- Co ona sobie myśli. W ogóle mnie nie zna. Po co ja mam jej się tłumaczyć. Co ją to może obchodzić - myślał
- Marek zrozum ja się o nią martwię. Ona już raz cierpiała przez faceta. Okazał się podłym draniem, który twierdził, że ją kocha. Ale ta jego miłość kończyła się z chwilą gdy wydębił od niej kasę i zamykały się za nim drzwi. Nie raz dowiadywała się o tym, że ją zdradza z innymi. On się bawił za jej ciężko zarobione pieniądze a ona siedziała w domu. W klasie maturalnej straciła matkę - wyjaśniała spokojnie aby jeszcze bardziej go nie denerwować
- Ja nie zamierzam jej skrzywdzić. Spodobała mi się już tamtego wieczoru. Dziś chciałem prosić ją o możliwość kontynuowania naszej znajomości - odparł nieco spokojniej - zależy mi na tym i będę starał się zrobić wszystko aby tak było - dodał
Po skończonym posiłku każde z nich udało się w swoją stronę. Słowa Marka dały kobiecie dużo do myślenia. Widziała jak zachowuje się on wobec Uli i jej ojca.     Może ona faktycznie oceniła go zbyt pochopnie. Uznała iż nie będzie więcej się wtrącać ale i będzie trzymać rękę na pulsie.
Marek udał się do szpitala aby odwieźć ojca Ulki do domu i wrócić ponownie do szpitala. 
Nie chciał jej zostawiać samej na dużej niż to było konieczne. 
W czasie tej drogi obiecał Cieplakowi iż będzie go informował o wszystkim i da znać gdy będą mieli ją wybudzać.  
Następnego dnia pojechał do siebie aby się przebrać. Tego dnia miał jechać jeszcze do rodziców. Umówił się z nimi, że będzie u nich na obiedzie. Przed godziną trzynastą zaparkował przed willą swoich rodziców.
- Marek, synku nic ci się nie stało - zaczęła od progu Helena
- Nie nic mi nie jest - odparł
- Tak się z mamą przestraszyliśmy jak Sebastian nam powiedział o tym wydarzeniu z restauracji, gdy przyszliśmy do ciebie - rzekł senior
- No tak mogłem się tego spodziewać. On ma zbyt długi jęzor - odparł, był zły na przyjaciela.
- Podobno byłeś tam z jakąś kobietą - mówiła matka
- Tak poszliśmy na lunch i wówczas do środka weszło dwóch bandziorów. I o ile mnie nic się nie stało to Ula jest w ciężkim stanie w szpitalu - mówił a jego głos się załamywał
- Co to za Ula, znamy ją - dopytywała matka
- Nie, nie znacie, lecz mam nadzieję iż będzie ku temu okazja. Bo zakochałem się w tej dziewczynie i bardzo bym chciał aby ona poczuła to samo do mnie. Wczoraj w tej restauracji chciałem o tym z nią porozmawiać ale nie było nam dane. Teraz jest w szpitalu po tym jak ją postrzelił jeden z tych bandziorów. Mam nadzieję, że z tego wyjdzie - mówił
- Nie martw się synu, na pewno będzie dobrze - pocieszali go oboje Dobrzańscy.
- A wiesz byliśmy wczoraj w firmie bo mamy dla ciebie niespodziankę - rzekł Krzysztof 
Marek spojrzał na ojca 
- Niespodziankę, ale z jakiej to okazji - dopytywał
- Chcieliśmy wraz z mamą przepisać na ciebie nasze udziały - odparł senior
Marek nie dowierzał w to co słyszał. 
- Ale, kochani to jest przecież wasze zabezpieczenie - mówił
- My z mamą już podjęliśmy decyzję - odparł senior
- Dziękuję wam bardzo - odparł wzruszonym głosem
- Wiemy, że Paulina swoje udziały przepisała na Aleksa, a więc teraz będziecie równorzędnymi partnerami - mówiła matka
- Co? Paulina przepisała na Aleksa swoje udziały? - pytał z nie dowierzaniem. Teraz już był pewny, że jego była żona zrobiła to celowo.
Po zjedzonym obiedzie niezwłocznie udał się do szpitala. 
Czas płyną a on nie odstępował jej łóżka. Niejednokrotnie czy to pielęgniarki czy też lekarz mówili mu aby poszedł do domu. Aby przespał się on w takich razach powtarzał, że nie może a raczej nie chce jej zostawiać samej.
Siedział przy jej łóżku i trzymając ją za rękę opowiadał jej o firmie, o sobie i jak  to zakochał się w niej. Jak bardzo marzy aby i ona go pokochała.  
W końcu nadszedł ten dzień, w którym mieli ją wybudzać. Po tym jak uzyskał takie informacje od lekarza zaraz zadzwonił do jej taty. Pan Cieplak bardzo chciał być przy niej w takiej chwili.
- A to może ja po pana przyjadę - zapytał Marek
- Jeśli to nie będzie dla ciebie kłopot - odparł Józef
- Żaden kłopot, będę u pana do godziny. Lekarz powiedział, że gdy skończą obchód to dopiero wtedy zaczną ją wybudzać - odpowiedział Marek 
Cieszył się, że wreszcie będzie mógł jej wyznać całą prawdę. Ale gdzieś tam z tyłu głowy ogarniał go strach. Strach czy ona też go pokocha, a może najzwyczajniej w świecie go wyśmieje. To było dziwne, bo przy żadnej z innych kobiet tak się nie czuł. 
Przywiózł Józefa i wraz z nim oczekiwali aż Ula zacznie się wybudzać. W końcu nastąpił ten moment. Powoli zaczęła się wybudzać.
CDN...

piątek, 27 października 2017

PRZEZNACZENI część4

Gdy Marek wyszedł już ze szpitala Dorota usiadła przy łóżku przyjaciółki. I zaczęła się zastanawiać nad słowami, które padły z ust mężczyzny. 
- Czy to w ogóle możliwe aby on zakochał się w Ulce. Przecież go trochę znała. Lecz czy na pewno? Owszem często widywała go w tym klubie. Ale nie wie tak naprawdę co było a raczej jest tego powodem. Przecież nigdy z nim nie rozmawiała. Ona miała swoje towarzystwo a on swoje. Ich światy różniły się od siebie. Pomyślała, że gdy on wróci do tego szpitala ona postara się z nim porozmawiać tak szczerze.
W tym samym czasie Marek po dotarciu pod firmę zabrał swoje auto i udał w kierunku Rysiowa. 
Ustawił jeszcze GPS aby nie błądzić raz bo nigdy tam nie był, a dwa było już późno. Jechał i zastanawiał jak ma to im powiedzieć. Miał również świadomość iż ojciec Uli jest chory na serce. Ale na przekazanie takich wiadomości nie ma złotego środka. Wiedział tylko, że musi zrobić to bardzo delikatnie. Dobre sobie.  A do tego wszystkiego dochodziły jakieś wyrzuty sumienia.
- Gdybym tylko nie szarpał się z tym bandziorem, Uli nic by nie było
Po niespełna czterdziestu minutach dotarł na miejsce. Miał już wysiadać gdy zadzwonił jego telefon, spojrzał na wyświetlacz "mama"
- Halo, mama
-...
- Nie nic mi nie jest
-...
- Dzisiaj nie dam rady. Postaram się przyjechać do was jutro
-...
- Dobrze przyjadę. 
Skończył rozmowę z matką i wysiadł z samochodu. Jego oczom ukazał się niewielkich rozmiarów dom. Wszedł na podwórze a z domu w tym czasie wyszedł mężczyzna mniej więcej w wieku jego ojca.
- Dzień dobry panu. W czymś mogę pomóc - odezwał się pierwszy Cieplak
- Dzień dobry. Ja nazywam się Marek Dobrzański i przyjechałem do pana w związku z Ulą - odpowiedział Marek
- Ale Ula tu już nie mieszka. Przyjeżdża tu tylko na weekendy - odparł mężczyzna
- Tak wiem. Ale czy możemy wejść do środka ja wówczas wszystko panu wyjaśnię - mówił młody Dobrzański
Cieplak przyjrzał się młodemu mężczyźnie po czym zaprosił go do środka. Gdy tylko usiedli przy kuchennym stole Cieplak najpierw zaproponował Markowi kawę po czym nie wytrzymał i zadał pytanie
- To co ma mi pan do powiedzenia
Po minie Marka można było wnioskować, że próbuje zebrać myśli 
- Panie Cieplak przyjechałem aby poinformować was, że Ula jest w szpitalu gdzie przeszła skomplikowaną  operację - mówił i obserwował Cieplaka. Strasznie się bał aby starszy mężczyzna nie przypłacił tego zdrowiem, które i tak nie było już w najlepszym stanie.
- Jak to w szpitalu, jak to operacja, co się stało - zadawał pytania z prędkością niemalże światła Cieplak
- Ula została ranna - odpowiedział junior
- Jak to ranna, kiedy, gdzie, czy możemy do niej jechać, w którym jest szpitalu - znowu cała seria pytań
- Byliśmy z Ulą w kawiarni gdy wpadło dwóch zamaskowanych bandziorów. Można do niej jechać chociaż w tej chwili jest w śpiączce farmakologicznej. Jeśli pan chce to mogę zawieźć was do niej. Sam miałem tam wrócić po wizycie u was. Teraz jest z nią Dorota jej przyjaciółka - odparł Marek
Józef poprosił Marka aby ten na niego poczekał. Dzieciakom powiedział aby zostały w domu. Z początku trochę się buntowały, lecz Józef im wytłumaczył iż nie ma sensu aby jechali wszyscy. On jak tylko wróci to im wszystko powie. 
Wsiedli do samochodu i udali się w kierunku Warszawy i szpitala gdzie leżała Ula.
- Panie Marku, czy mogę o coś zapytać? - odezwał się Cieplak w czasie jazdy
- Proszę mi mówić po imieniu - poprosił Marek - a i oczywiście może mnie pan pytać, ja postaram się odpowiedzieć na pańskie pytania
- Dobrze Marku. Czy możesz mi powiedzieć kim jesteś dla mojej córki - zapytał mężczyzna
- Ulę poznałem jakiś czas temu, a dzisiaj spotkaliśmy się po raz kolejny - nie chciał mówić konkretnie ile razy już się widzieli i jak długo się znają - do tej pory byliśmy tylko dobrymi znajomymi. Lecz będąc w tej restauracji chciałem poprosić Ulę aby została moją dziewczyną - gdy kończył swą wypowiedź jego głos zaczął się łamać
 - Czyli, jak rozumiem zakochałeś się niej - dopytywał Cieplak
Dokładnie tak. Panie Józefie ja zrobię wszystko co tylko możliwe aby ona wyzdrowiała i była szczęśliwa - odparł Marek
Józef o nic więcej nie pytał. Miał tylko nadzieję iż jego córka w końcu będzie szczęśliwa. A Marek na tą chwilę wydawał się odpowiednim kandydatem na chłopaka a może w przyszłości na męża dla jego najstarszej córki. Mimo iż nie znał  go jeszcze miał wrażenie, że to dobry i szlachetny człowiek. Bo przecież jak inaczej nazwać to co robił w tej chwili Marek.
Dotarli w końcu do szpitala gdzie Marek bez przeszkód zaprowadził Józefa na oddział intensywnej terapii. 
- Marku ja chciałem porozmawiać z jej lekarzem nie wiesz może gdzie go znajdę - zapytał jej ojciec
- Już pana do niego zaprowadzę - odparł Marek 
Zaprowadził Józefa do gabinetu gdzie pełnił dyżur lekarz operujący Ulę.
- To ja was zostawiam panie Józefie i wracam do Uli na salę i tam na pana poczekam - rzekł Dobrzański
Wszedł po cichu na salę i szeptem rzekł do Doroty
- Dziękuję, że byłaś przy niej
- O Marek jesteś już. I jak pan Cieplak - odezwała się Dorota wyrwana z zamyślenia
- Tak już wróciłem. Pan Józef zaraz tu będzie, przywiozłem go tu, ale najpierw udał się do jej lekarza - odpowiedział - a tu co? -zapytał
- Bez zmian. Lecz lekarz tu był przed twoim przyjazdem i twierdzi, że jest dobrze i jak wszystko będzie w porządku to najdalej za cztery dni będą chcieli ją wybudzić - odparła, a w oczach Marka ujrzała iskierki radości
- A Marek, ja wiem już rozmawialiśmy o tym ale czy możesz mi poświęcić trochę czasu, chciałabym z tobą porozmawiać - rzekła z prośbą w głosie Dorota
- Dobrze nie ma problemu. Ale wiesz co może nie tu. Jak przyjdzie tata Uli to my wyjdziemy gdzieś na kawę. Co - odparł, ale o czym on ma z nią rozmawiać. Zaczęło go to trochę denerwować. Zamiast siedzieć przy Uli on będzie gadał z jakąś dziewczyną i tłumaczył się jej. Lecz przez grzeczność nie odmówił
Wkrótce na salę wszedł ojciec Uli. Widząc swoją córkę leżącą w plątaninie kabli i taką bladą, jemu samemu zrobiło się słabo, co nie uszło uwadze Marka.
- Panie Józefie niech pan usiądzie. Ja idę zawołać lekarza - mówił Marek
- Nie, nie trzeba zaraz mi przejdzie, to z emocji - odparł Józef
Józef usiadł na krześle, ujął dłoń Uli i płaczliwym głosem mówił do niej
- Witaj córciu, musisz walczyć, jesteś taka silna. Nie poddawaj się
- Panie Józefie ja muszę jeszcze na chwilę wyjść. Jeśli pan chce to jak wrócę odwiozę pana do domu. Powinienem wrócić do godziny czasu - rzekł Marek
Józef pokiwał tylko głową w geście zgody. Dorota pożegnała się z Cieplakiem i wyszła tuż za Markiem.
- To co idziemy na kawę i przy okazji porozmawiamy - rzekł Marek zaraz po opuszczeniu szpitala
- Wiesz trochę jestem głodna, może byśmy poszli coś zjeść i przy okazji porozmawiali - odparła Dorota
- No dobrze niech będzie - powiedział.
Udali się do jednej z restauracji w pobliżu szpitala. Chciał przeprowadzić tą rozmowę jak najszybciej i móc wrócić do szpitala do Uli. Miał też jeszcze odwieźć jej ojca do domu. Nie chciał aby Cieplak musiał tłuc się autobusem. 
CDN...

sobota, 21 października 2017

PRZEZNACZENI część3

Po wkroczeniu policji do środka i uwolnieniu zakładników pod jedną ze ścian siedziała Ula. I niby nic nie wskazywało aby coś jej było. Marek w tym czasie był przesłuchiwany przez policję i oczekiwano przyjazdu karetek pogotowia. Gdy tylko on skończył rozmowę z policją podszedł do dziewczyny
- Ula już po wszystkim - rzekł, lecz brak jakiejkolwiek reakcji z jej strony zaniepokoił go. Przykucnął przy niej i delikatnie potrząsnął ją za ramię a ona osunęła się.
- Na pomoc, niech mi ktoś pomoże - krzyknął Marek
Po chwili przy nim znalazł się lekarz
- Co panu jest? Został pan ranny? - pytał lekarz
- Nie, ja nie. Ale moja dziewczyna - odpowiedział. Nazwał Ulę swą dziewczyną aby tylko lekarz pozwolił mu zostać z nią. A w szpitalu mogli mu udzielić informacji o niej. Uznał iż tak małe kłamstewko nikomu nie zaszkodzi. Mimo iż znali się bardzo krótko miał jakieś nie jasne wrażenie, że ta znajomość może przerodzić się w coś więcej. Miał wrażenie, że chociaż nie zna Uli to zrobiłby dla niej wszystko. To było dziwne bo przecież był już dwukrotnie żonaty i do żadnej z nich tego nie czuł. Jego byłe żony nie potrzebowały aż takiej opieki. Gdyż one same potrafiły o siebie zadbać. A Ulka wydawała mu się taka delikatna i dla niej poświęciłby wszystko aby wyzdrowiała.
- Musimy ją zabrać do szpitala, została postrzelona - odparł lekarz
Marek wyprosił aby mógł pojechać z nimi karetką. Już na miejscu okazało się iż jest potrzeba krew dla Uli. Jakim szczęściem okazało się, że on ma taką samą grupę krwi co ona. Nawet się nie zastanawiał tylko natychmiast poszedł do pokoju zabiegowego aby oddać dla niej krew. Wyszedł z gabinetu i usiadł na krześle, i czekał na jakiekolwiek wiadomości. W międzyczasie zadzwonił do Sebastiana aby mu o wszystkim opowiedzieć. Poprosił również przyjaciela żeby ten zastąpił go w pracy do końca tygodnia. 
- Marek a tobie nic nie jest? - dopytywał Sebastian
- Nie, ze mną wszystko w porządku. Tylko Ula jest nadal operowana - odparł a jego głos się łamał. Czuł się taki bezradny, nie wiedział co z nią. Przecież operują ją już tyle czasu.

- Nie martw się, na pewno wszystko będzie dobrze - pocieszał go przyjaciel.
W końcu po kilku godzinach Marek usłyszał jakieś ruchy na sali operacyjnej. Spojrzał w tamtym kierunku. W tym momencie ujrzał jak otwierają się drzwi i wywożą Ulę.
- Panie doktorze co z nią? - pytał lekarza
- A kim pan jest dla pacjentki? - lekarz zadał pytanie, które dla Marka było bez znaczenia. On chciał wiedzieć jak czuje się Ula. A ten durny medyk zadaje jakieś głupie pytania.
- Jestem jej chłopakiem, prawie narzeczonym - odparł, znowu kłamiąc. Lecz on bardzo chciał zostać jej chłopakiem. Co do reszty no cóż czas by pokazał. A teraz ona leży w tym szpitalu i nie wiadomo co dalej.
- No cóż nie będę ukrywał, że jej stan jest poważny - odparł lekarz
- Ale wyjdzie z tego - mówił drżącym głosem Marek
- Miejmy nadzieję, że tak. Najbliższa doba pokaże co dalej. Pacjentka została postrzelona w brzuch ale na szczęście kula nie utkwiła w ciele. Lecz podczas operacji straciła dużo krwi. Proszę aby pan powiadomił rodzinę pacjentki o jej miejscu pobytu i stanie. - powiedział medyk. Marek zrobił nie wyraźną minę. Co nie uszło uwadze lekarza.  
- Wszystko w porządku - zapytał
- Tak - odparł Marek. Ale zastanawiał się jak ma przekazać takie informacje jej rodzinie. Mało tego, przecież ani oni jego ani on ich nie zna. On nawet nie ma numeru do nikogo z jej rodziny. Wtedy przypomniał sobie, że gdy spotkali się pierwszy raz to Sebastian bawił się z jej koleżanką. Postanowił do niego zadzwonić
- Sebastian, czy ty może masz kontakt z Dorotą -  mówił do przyjaciela przez telefon
- Z jaką Dorotą - pytał zdziwiony Sebastian
- Tą koleżanką Uli. Pamiętasz bawiliście się razem tego wieczora gdy poznałem Ulę. Włosy miała rude, lekko pokręcone. -mówił Marek
- A ta, to chyba mam. Poczekaj sprawdzę i oddzwonię - odparł i rozłączył się
Po kilku minutach Sebastian zadzwonił do Marka
- Mam, ale po co ci do niej telefon, przecież rude nie są w twoim typie - mówił zdziwiony Sebastian
- Muszę skontaktować się z rodziną Uli, i może Dorota będzie miała do nich jakiś numer - odparł, lecz słowa wypowiedziane przez Sebastiana irytowały go. 
- Jak on coś powie - pomyślał
Sebastian o nic więcej nie pytał tylko podyktował ten numer. Po czym Marek zadzwonił do Doroty. W jak najdelikatniejszy sposób poinformował ją o wydarzeniach jakie miały miejsce i poprosił o jakiś kontakt z rodziną Uli. 
Ta poinformowała go o tym gdzie mieszkają jej bliscy i podała numer do ojca.
- Marek, a w którym szpitalu jesteście - pytała
- Na Barskiej - odpowiedział
W niedługim czasie do szpitala dotarła Dorota. Zastała Marka siedzącego przy łóżku Uli i trzymającego jej dłoń w swojej. I coś szepczącego do niej.
- Co z nią - pytała przerażona.
- Jest w śpiączce farmakologicznej. Została postrzelona w brzuch. Przeszła już operację. Wiesz co nie chcę jej tak zostawiać samej. Mogłabyś tu posiedzieć a ja pojechałbym do jej rodziny. Nie chcę im tego mówić przez telefon - mówił Dobrzański
- Jasne jedź, ja tu z nią zostanę - odparła Dorota
- Marek a mogę się ciebie o coś spytać - powiedziała dziewczyna za nim ten opuścił salę 

- Jasne pytaj - odparł.
- Dlaczego tak się o nią martwisz, przecież z tego co wiem to było wasze drugie spotkanie - mówiła przyglądając się mu uważnie
- Może mi nie uwierzysz ale najzwyczajniej na świecie zakochałem się w niej - rzekł
- Tak wiem jak to wygląda - mówił dalej widząc, że ta chce coś powiedzieć - Lecz ja po tym pierwszym spotkaniu niemal każdego weekendu byłem w klubie i jej wypatrywałem. Niemal każdej nocy o niej śniłem. Jak spotkaliśmy się znów to myślałem, że to jakiś sen. Tak bardzo chciałem ją poprosić aby zgodziła się ze mną spotykać. A wówczas do tej restauracji wpadli ci dwaj bandyci. Resztę znasz - mówił a jego policzki były mokre od łez
Po tej rozmowie zrobiło się Dorocie żal ich obojga. Poniekąd znała Marka i jego reputację. Często sama bywała w tym klubie i nie raz widziała tu Dobrzańskiego. A często bywało tak, że przychodził z jedną, a z drugą wychodził. Lecz w tej chwili widziała człowieka, który naprawdę boi się o czyjeś życie. A dokładniej o życie jej przyjaciółki. A Ulkę znała od dawna i wiedziała co ją do tej pory spotkało w życiu. Najpierw śmierć matki, później oszukiwana przez jakiś czas przez Dąbrowskiego. Bała się aby ta po raz kolejny nie cierpiała.
- Marek znam cię i znam Ulę. Jeśli masz zamiar tylko się nią zabawić i porzucić jak to masz w zwyczaju, to daruj sobie. Ona już w życiu wiele wycierpiała - mówiła Dorota
- Mnie na niej naprawdę zależy. Nie mam zamiaru jej skrzywdzić. Zrobiłbym wszystko aby tylko wyzdrowiała, nawet mógłbym się zamienić z nią miejscami aby nie cierpiała - odparł Marek
Niby te jego słowa uspokoiły ją. Ale postanowiła iż przez jakiś czas będzie go obserwować.
- Ok. Jedź już do jej rodziny. A Marek jeszcze jedno. Gdy będziesz im to mówił bądź delikatny jej ojciec jest chory na serce. Z tego co wiem to nie dawno przeszedł jakiś zabieg - powiedziała
- Dziękuję, że mi powiedziałaś. Będę leciał - odparł po czym pochylił się nad Ulą i szeptem powiedział
- Kochanie teraz muszę wyjść, ale niedługo wrócę. Wszystko będzie dobrze. KOCHAM cię - po czym ucałował ją w policzek i udał się na postój taksówek. Przecież aby móc jechać do jej rodziny musi pojechać do firmy. Tam znajduje się jego auto.
CDN...

sobota, 14 października 2017

PRZEZNACZENI część2

Swoją papierkową robotę skończył wcześniej, ponieważ nikt mu nie przeszkadzał. Miał jeszcze godzinę do skończenia pracy i późnej będzie mógł wyjść do klubu. Postanowił, że zajrzy na chwilę do Marka. Wyszedł ze swojego gabinetu i zauważył przy recepcji piękną, zjawiskową kobietę. Od razu ją rozpoznał. Była to Marta. Szybko pobiegł do przyjaciela, aby go ostrzec przed niespodziewanym spotkaniem. Nie patrząc na sekretarkę szybko wparował do gabinetu prezesa.
- Nie widzisz, że tu są drzwi! Inni też pracują! - Marek musiał oderwać wzrok od ważnego kontraktu. Nie lubił jak ktoś przeszkadzał mu w pracy.
- Awaria!!- Sebastian zaczął krzyczeć i jednocześnie zamknął za sobą drzwi .
Marek się przeraził i zaczął chodzić po gabinecie.
- Pożar? O nie! Gdzie się pali? Trzeba wezwać pogotowie!- Zaczął panikować. Nie mógł sobie wyobrazić, że cała jego praca pójdzie na marne. Nie mógł pozwolić aby jego budynek się spalić - Czemu tak spokojnie stoisz?
- Przyszła twoja była żona. Nie wiem dlaczego tak non stop do ciebie przychodzi, ale na pewno ma jakiś interes - W tym momencie do gabinetu wpadła Mirabella.
- Witaj kochanie - Podeszła do niego i zaczęła go przytulać.
Sebastian wolał się usunąć i wyjść z gabinetu. Marek próbował jakoś zatrzymać przyjaciela, jednak ten udawał, że go nie widzi. Marta dalej próbowała pocałować go, jednak ją odepchnął.
- Co ty wyprawiasz? Rozwiedliśmy się półtora roku temu, a ty nadal myślisz, że jesteśmy razem? – Marek miał ją już dość. Prawie, co tydzień do niego przychodziła i grała te swoje scenki. A później tylko prosiła go o pieniądze. Zawsze słyszała odmowę, ale i tak się nie poddawała. Raz przyszła do niego do domu i chciała go uwieść. Jednak on się nie poddał. Nie uległ jej urokowi. Dziś ubrała się mniej wyzywająco. Czarna sukienka pasowała do niej. Bardzo podobał mu się ten ciuch, jednak jej tego nie powiedział.
Po półgodzinie mógł spokojnie odetchnąć. Pozbył się jej. Nie chciał wracać do przeszłości. Tyle razy próbował powiedzieć jej, że między nimi jest już koniec na zawsze. Lecz ona zawsze wracała i odgrywała te swoje scenki miłości. Usiadł przy biurko i dokończył swoją pracę .
Gdy wybiła siedemnasta Marek wyszedł z biura i udał się na spacer. Na zewnątrz święciło słonko i wszystko pachniało wiosną. Uwielbiał przebywać w parku w taką piękną pogodę. Mógł trochę odetchnąć od rzeczywistości. Szedł zamyślony i myślał o przyszłości. Chciał sobie ułożyć życie, jednak nie wychodziło mu to. Miał cudowną pracę. Mógł się zajmować tym, co kocha. Jednak w życiu prywatnym nie było tak kolorowo. Przez przypadek wpadł na jakąś kobietę i wszystkie jej papiery spadły na ziemię.
- Przepraszam – Zaczął pomagać jej zbierać wszystkie rzeczy. Gdy podniósł wzrok na nią, serce zaczęło mu szybciej bić - Nie wierzę
- Co? – dopiero teraz na niego spojrzała. Też nie mogła uwierzyć. Nie spodziewała się, że spotka go jeszcze. Miała nadzieję, że tak się stanie, ale nie w takich okolicznościach. Razem jednocześnie wstali.
- Cześć - uśmiechnęła się do niego - jestem Ula - Podała mu rękę, a on ją ucałował.
- Jak miło mi ciebie poznać. Marek.
- Mi również. Może pójdziemy na kawę? Jeśli masz ochotę - Markowi bardzo spodobał się pomysł. Lubił kobiety odważne. Poszli do najbliższej kawiarni. Marek z Ulą chcieli już usiąść, gdy w kawiarni pojawiły się dwie zamaskowane osoby, które wołały:
- Napad!!
Dwaj zamaskowani mężczyźni natychmiast zaczęli krzyczeć aby wszyscy oddali im swoje kosztowności. Ula na łańcuszku miała zawieszoną złotą obrączkę, pamiątkę po zmarłej matce. Gdy jeden z bandziorów próbował go jej zerwać ta z całej siły kopnęła go.
- Osz ty suko. Dawaj to -zaczął krzyczeć
- Nie, to pamiątka - zdążyła jeszcze odpowiedzieć nim poczuła silne uderzenie w twarz. 
W jej obronie stanął Marek.
W chwili gdy ci dwaj wtargnęli do restauracji ktoś z obsługi zdążył wcisnąć cichy alarm. Po niespełna kilku minutach wszyscy usłyszeli syreny policyjnych radiowozów. Co jeszcze bardziej rozdrażniło bandziorów. 
Ula siedziała z obolałą i zakrwawioną twarzą wtulona w ramiona Marka. Ten próbował ją uspokoić.
- Cicho tam - odezwał się jeden z bandytów
Marek chciał spróbować z nimi negocjacji. Co jak się okazało było złą decyzją. Przy kolejnej próbie rozmowy z nimi wywiązała się między Markiem a napastnikiem szarpanina w wyniku, której wszyscy w wewnątrz jak i na zewnątrz lokalu usłyszeli strzał.
Dla policji oznaczało iż muszą natychmiast zacząć działać. Nie czekając na negocjatora postanowili wkroczyć. 
Podczas tej akcji jeden z bandziorów został ranny a drugi zginął na miejscu.
Oprócz tych dwoje jeszcze jedna osoba została poważnie ranna od postrzału. 
CDN...

piątek, 6 października 2017

PRZEZNACZENI część1

Witajcie dziś dla odmiany wstawiam pierwszą część opowiadania autorstwa ulaimarek69 z jej bloga MARKU,SZEFIE,PREZESIE. Po tym jak koleżanka poprosiła czy nie mogłabym dokończyć to opowiadanie i kilku konsultacjach podjęłam się tego wyzwania. Ta część jest niemal cała jej autorstwa oraz druga część, lecz już nie cała. Będę to opowiadanie publikować na przemian z "Kopciuszkiem" Mam nadzieję, że się spodoba. 
Życzę miłej lektury.

PRZEZNACZENI część1

Stoi przed lustrem i zastanawia się nad swoim wyglądem. Nigdy nie była typem imprezowiczki, ale gdy zaczęła studiować wszystko w jej życiu się zmieniło.  Gdy wybrała się na studia, przeprowadziła się do Warszawy i wynajęła kawalerkę. Jej współlokatorka także chodziła do tej samej szkoły co ona, tylko była na drugim roku. Miała na imię Dorota. Gdy pierwszy raz ją spotkała, zwróciła uwagę na jej piękny uśmiech. Była wtedy ubrana w elegancką białą bluzkę na ramiączkach i długą jasnofioletową spódnicę. Włosy miała rude, lekko pokręcone. Niebieski cień na powiekach doskonale współgrał z kolorem jej oczu.

Od pierwszego spotkania zaprzyjaźniły się. Gdy się do niej wprowadziła zmieniła jej życie o sto osiemdziesiąt stopni. Nigdy nie dbała o swój wygląd, miała na zębach aparat ortodontyczny i nosiła duże czerwone okulary. Nie przejmowała się nigdy wyglądem, chociaż w szkole każdy śmiał się z niej. Dorota pokazała jej jak powinna się ładnie ubierać i nauczyła malować. Z szarej myszki z Rysiowa stała się piękną i odważna kobietą. Miała krótkie ciemnobrązowe włosy z grzywką zaczesaną na lewą stronę. Jej oczy były koloru niebieskiego, a usta pomalowane czerwoną pomadką. Na jej twarzy widniał rozpromieniony tajemniczy uśmiech. Okulary zastąpiła soczewkami, a z zębów zniknął aparat. Miała na sobie małą czarną i biały żakiet.
- Jesteś gotowa?- Podeszła do niej przyjaciółka i spojrzała w lusterko- Wyglądasz cudownie.
- Naprawdę tak myślisz?
- Żaden mężczyzna nie oderwie od ciebie oczu, a teraz chodź - Dorota się uśmiechnęła i wzięła Ulę za rękę i pociągnęła w stronę drzwi wejściowych. Przy ich bloku stał już samochód Moniki, która po nie przyjechała. Trójka pań wybrała się do klubu 69. Była dopiero godzina dwudziesta jednak już w klubie było tłoczno. Dziewczyny najpierw poszły do baru, aby się czegoś napić. Po dziesięciu minutach znalazły się na parkiecie z nowo poznanymi mężczyznami. Monika i Dorota bardzo dobrze się bawiły, jednak Ula po pół godzinie zeszła z parkietu. Zasiadła za barem i poprosiła o drinka. Chciała z drinkiem wrócić do przyjaciółek. Gdy się odwróciła przez przypadek wpadł na nią jakiś mężczyzna i wylał na jej sukienkę drinka.
- O nie. Przepraszam – Ula popatrzyła się na swoją nową sukienkę, a później przeniosła wzrok na mężczyznę. Gdy popatrzyła się na niego przez jej ciało przeszedł dreszcz. Jeszcze nigdy w życiu nie widziała tak przystojnego faceta.  -Usiądź, ja przyniosę jakiś ręcznik - Podszedł do barmana i coś mu szepnął do ucha. On jedynie kiwnął głową i przyniósł mu ręcznik. Podszedł do niej i podał go.
- Proszę.
- Dziękuję, pójdę do łazienki to wyczyść.
- Czyli plan nie zadziałał - Ula popatrzyła się na niego dziwnie - specjalnie oblałem cię drinkiem.
Ula się zaśmiała. W tym momencie podbiegła do niej Monika i poprosiła o pomoc. Niechętnie pobiegła za nią. Bardzo dobrze jej się rozmawiało z nieznajomych, jednak przyjaciółka im przeszkodziła. Okazało się, że Dorota za dużo wypiła i nawet nie umiała utrzymać się na nogach. Nigdy nie miała mocnej głowy. Jedynym wyjściem z tej sytuacji było odwiezienie ją do mieszkania. Wzięły ją za ramiona i wyniosły z klubu. Ula na chwilę się obejrzała do tyłu, ale nie widziała nieznajomego. Później już znalazły się w mieszkanie. Położyły ją do łóżka. Monika pożegnała się z Ulą i wróciła na imprezę. Dla niej jeszcze impreza się nie skończyła. Ula zdjęła z siebie ubrania i poszła pod prysznic. Strumyki wody zmywały z niej zmęczenie. Jej myśli cały czas krążyły koło nieznajomego mężczyzny. Wydał jej się stuprocentowym mężczyzną. Miał idealny uśmiech i jeszcze dołeczki w policzkach. Jego oczy były koloru niebieskiego jak góra lodowa. Był ubrany w białą koszulę w paski i spodnie od garnituru. Okręciła się ręcznikiem i poszła do swojego pokoju. Z szafy wyjęła koszule nocną i założyła na siebie. Ręcznik rzuciła na krzesło i wśliznęła się na łóżku. Szybko zapada w sen.
                                                                    **********
Marek siedział jeszcze chwilę przy barze. Nie mógł zapomnieć o kobiecie, którą dzisiaj zobaczył. Specjalnie oblał ją drinkiem, aby ją poznać. Jednak przerwała im jej koleżanka. Nawet nie zapytał o jej imię czy numer telefonu. Ale czy podałaby mu numer? Przecież się jeszcze nie znali. Zanim wyszła, mógł ją chociaż zaprosić jutro na kawę. Ale wtedy nie myślał racjonalnie. Spotkał kobietę i wiedział, że musi poznać ją bliżej. Jednak jej widok sparaliżował go od stóp do głów. Była taka piękna i ten uśmiech. Gdy pił drinka podszedł do niego kumpel Sebastian, aby mu powiedzieć, że wychodzi z nowo poznaną kobietą. On jedynie się zaśmiał.  
Nie rozumiał go. Wcześniej lubił chodzić z panienkami na jedną noc, ale teraz mu się to znudziło. Musiał przeżyć dwa małżeństwa, które nie były oparte na prawdziwej miłości. Pierwszy związek z piosenkarką był z miłości. Kochał ją i to bardzo. Jednak po kilku miesiącach w ich małżeństwie zaczęło coś zgrzytać. Później okazało się , że zdradza go Mirabella. Albo nie wracała do domu na noc, albo wracała bardzo późno. Nie wytrzymał już trzeciej zdrady i złożył papiery rozwodowe w sądzie. Ona błagała go, żeby tego nie robił, ale on wiedział, że nic się nie zmieni. Nigdy nie zapomni jak zobaczył ją pierwszy raz. Od razu się w niej zakochał myślał, że z wzajemnością. Jednak nie. Wykorzystała go tylko dlatego, że nie miała pomysłu na siebie, a on mógł dać jej pieniądze i mieszkanie. Dzięki niemu stworzyła dwie nowe piosenki. Kolejne małżeństwo było zawarte głównie dzięki naciskom jego matki. Paulinę znał od dawna. Jej i jego rodzice się przyjaźnili i prowadzili firmę, którą on teraz odziedziczył. Matka bardzo go prosiła o to, aby wziął ślub z Pauliną. Po kilku namowach zgodził się. Po czterech miesiącach odbył się ślub w katedrze w Mediolanie. Nie tak wyobrażał sobie swój ślub. Wolał jakiś skromniejszy w gronie najbliższych przyjaciół i dobrych znajomych. Jednak jego matka i Paulina uparły się, że musi być to ślub z pompą i wielką ilością gości. Było, aż sześćset osób. To bardzo dużo. A ile pieniędzy poszło w przygotowania. Bardzo żałował tego związku. Niepotrzebnie się w niego pakował. Po rozstaniu z pierwszą żoną zaczął bywać częstym gościem Warszawskich klubów. Będąc już w związku z Pauliną również tam przebywał. Notorycznie ją zdradzając. Nawet gdy byli już po ślubie on się nie zmienił. W końcu Paulina mając tego dosyć złożyła wniosek rozwodowy. I tak jego drugie małżeństwo przetrwało zaledwie rok czasu.  Zadzwonił po taksówkę i dopił swojego drinka. Wyszedł na świeże powietrze. Jednak przed oczami non stop miał przepiękną kobietę, z którą rozmawiał. Po pięciu minutach podjechała taksówka. Gdy znalazł się na Siennej, wszedł do swojego mieszkania. Wziął szybki prysznic i położył się spać. Miał piękny sen. Śnił mu się jego ślub z tajemniczą kobietą. Tak jak sobie wyobrażał było mało osób. Gdy miała nadejść chwila przysięgi ze snu wyrwał go dźwięk telefonu. Już myślał, że pozna imię kobiety ze snu. Zaśmiał się i odebrał telefon.


                                                                   ***************
Jeszcze kilka godzin. I niedługo będzie mógł wyjść z tej firmy i pójść do klubu. Przez cały tydzień czekał na piątek. Miał nadzieje, że jak wybierze się do klubu, to znowu ją spotka. A jeśli to się stanie, nie odpuści sobie, żeby lepiej ją poznać. Czekał na to tydzień. W pracy nie umiał się na niczym innym skupić tylko myślał o niej. Nie wiedział, że jedna krótka rozmowa może wywołać u niego takie emocje. Nigdy jeszcze się tak nie zdarzyło. Kiedy poznał swoją pierwszą żonę sądził, że zakochał się w niej, ale teraz już wiedział, że to było zupełnie inne uczucie. To było pożądanie, a nie miłość. Zamknął laptop i wyszedł już z pracy. Poszedł do parku i usiadł na ławeczce. Zamyślił się. Nawet nie wiedział kiedy minęły trzy godziny. Wrócił do swojego mieszkania i przebrał się na imprezę. Dziś szedł sam, ponieważ jego kolega miał umówione spotkanie z jego sekretarką. Założył swoją ulubioną koszulę w kolorze różowym i czarne spodnie. Postanowił jechać swoim samochodem. Jak spotka kobietę, o której nie potrafi zapomnieć, zaproponuje jej wspólne spędzenie wieczoru, więc samochód będzie mu potrzebny. Gdy już był w klubie, usiadł przy barze i przez cały czas się rozglądał. Nigdzie nie widział jej. O godzinie dwudziestej trzeciej zrezygnował i wrócił do domu. W sobotę też wybrał się do klubu  z nadzieją, że ją tam spotka, ale nie pojawiła się. Miał złe przeczucia. Wiedział, że może jej już nie spotkać.
CDN...