niedziela, 27 września 2020

CZY TO JEST PRZYJAŹŃ...? część I

Było późno, gdy wracała do domu. Ale jej najlepszy przyjaciel w tym dniu potrzebował pomocy, wsparcia, kogoś kto z nim będzie.

Kiedyś miała z nim romans. Ona pokochała go całym sercem, a on zabawił się jej kosztem.

Ona kochała
On nie wiedział
Jej zależało
On się bawił
Ona olała
On zrozumiał

A jak zrozumiał, że sam się zakochał ona związała się z innym. Przez jakiś czas próbował udowodnić jak mu zależy, że się zmienił, odwołał ślub lecz ona zdawała się nie widzieć jego starań. W międzyczasie ona przeszła spektakularną przemianę. Z brzydkiego kaczątka w chodzącą piękność.

 

Objęła stanowisko prezesa, aby móc uratować firmę, w której pracowała najpierw jako asystentka prezesa następnie wygrała konkurs na dyrektora finansowego. Gdy wyszło na jaw, że jest tylko zabawką, rozstała się z kochankiem. Za namową koleżanek nie odeszła z firmy, ale zaczęła z czasem spotykać się z innym. Myślała, że w ten sposób się odkocha, ale to zdawało się być niewykonalne. Nowy chłopak Uli był trenerem osobistym w jednym z najlepszych klubów fitness w stolicy. Nic nie wskazywało aby między tą dwójką coś było nie tak. A sama Ula nie widziała niczego złego w zachowaniu chłopaka. Lecz przyjaciółki w pewnym momencie uważały, że ten mężczyzna staje się coraz bardziej zaborczy. Jednak ona to bagatelizowała. Nie pozwalał jej na nic. Przywoził ją do pracy, zabierał na lunche, odbierał z pracy. Rozstawał się z nią jedynie późnym wieczorem aby już o godzinie siódmej rano być ponownie w Rysiowie. Kilka razy nawet się pokłócili o Marka Dobrzańskiego. Andrzej Sas widać było, że jest zazdrosny o byłego kochanka Uli.
- Andrzej przestań krzyczeć, Marek jest współwłaścicielem firmy i ma prawo w niej przebywać – mówiła spokojnie Ula do swojego chłopaka.
- I w dodatku przesiadywać w twoim gabinecie – mówił podniesionym głosem.
- Tak nawet w gabinecie. Przypominam ci, że ja tylko pełnię obowiązki prezesa. A jemu albo innemu ze współwłaścicieli muszę zdawać relacje z tego jakie są postępy w pracy – mówiła wciąż nie podnosząc głosu.
- A ten pocałunek? – drążył temat dalej.
- Zwykły przyjacielski pocałunek w policzek na pożegnanie – odparła i dodała – Marek wrócił do Pauliny i zaczynają od nowa planować ślub. Te słowa widać było, że chyba uspokoiły mężczyznę.
Rzeczywistość była jednak nie do końca taka jak myślała Ula. Andrzej nie potrafił przyjąć tego, że Ula i Marek są tylko znajomymi z pracy. 
Marek był ponownie z Pauliną, ale to nie miało nic wspólnego z miłością.
- Przecież wiem, że wciąż ją kochasz – usłyszał jednego razu młody Dobrzański od matki.
- Tak kocham Ule i to się nie zmieni. Ale mówią, że jeśli się kocha trzeba pozwolić odejść – odpowiedział.
- To czemu o nią nie zawalczysz? – to pytanie kompletnie go zaskoczyło. Matka była ostatnią osobą, którą by podejrzewał o doradzanie mu aby walczył o Ulę. Dobrze pamiętał jej słowa, gdy mówiła, że pomylił miłość do Cieplak z czymś innym. A on jedynie co mógł wówczas zrobić to zaprzeczyć temu. W tamtym czasie nikt mu nie wierzył. Z czasem po jego zachowaniu kilka osób zrozumiało, że ta jego zmiana zachowania podyktowana jest miłością do panny Cieplak. Ale co z tego skoro ona sama nie wierzyła w tę jego miłość.
- Bo chcę aby była szczęśliwa. I wiem, że to nie ze mną będzie. Pocieszeniem jest, że zostaliśmy przyjaciółmi.
- A co z twoim szczęściem synku? – dalej dopytywała go matka.
- Będę szczęśliwy wiedząc, że ona jest szczęśliwa. Zawsze będę obok aby jej pomóc, wesprzeć jeśli taka zajdzie potrzeba -  mówił próbując przekonać matkę co do swoich przemyśleń, a może bardziej niż ją siebie samego chciał do tego przekonać.
Kilka dni temu Ula zaproponowała mu przyjaźń. Zgodził się, ale doskonale wiedział co to oznacza. Lecz wiedział również, że tylko tak może być obok.

W końcu zaczął od nowa spotykać się z Febo. Ten związek był jakiś dziwny. Już nie było tak jak sprzed romansu z Ulą. Wyglądało to tak jakby panna Febo złagodniała, nie podnosiła głosu, nie wywyższała się. A w pewnym momencie coraz rzadziej zaczęła pokazywać się w firmie. O tym co było tego powodem wiedziała tylko Ula.
- Marek, co ty taki niewyraźny? – zapytała, gdy ten wszedł do jej gabinetu z plikiem dokumentów.
- Wczoraj wieczorem dowiedziałem się…, że Paulina jest w ciąży – odpowiedział po chwili milczenia.
- Nie pozostaje mi nic innego jak wam pogratulować – usłyszał. Ale i wyczuł coś jakby w rodzaju smutku, jakiegoś żalu – lecz ty nie wyglądasz na zbyt zadowolonego – dodała.  Cóż miał jej powiedzieć, że tak właśnie się czuje? Że ta ciąża w jakimś sensie pokrzyżowała jego plany? Że a i owszem pragnął mieć dzieci, ale nie z Febo? Wiedział, że przez to już nigdy nie będą razem. A ta myśl bolała najbardziej.
- To nie tak Ula. Po prostu nie tak to sobie wyobrażałem. Myślałem, że najpierw się pobierzemy, a dziecko w następnej kolejności – wyjaśnił. I chciał jeszcze powiedzieć, że to z nią chciał mieć to dziecka, ale tego nie uczynił. Kolejny raz wolał coś przemilczać.
Ula miała coś mu powiedzieć, lecz pohamowała się. 
- I jak ona zareagowała, że zostaniesz tatusiem? - pytał kwadrans później go Olszański.
- Pogratulowała mi. A ja jakoś się nie cieszę na tę myśl - odparł przyjacielowi - ale jest coś co mnie zaniepokoiło w zachowaniu Uli  - dodał. 
- Co masz na myśli? - dopytywał blondyn.
- Jest jakaś przygaszona, nieobecna. Może mi się wydaje - wyjaśnił.
- Może coś z jej tatą albo z rodzeństwem? - gdybał Sebastian, ale również to widział. Widział to, ale i domyślał się przyczyny, lecz nie chciał mówić. Uznał, że to nie jego sprawa i nie chciał się mieszać.

Tak jak u Maraka zaszły jakieś zmiany w życiu również i u Uli nastąpiła pewna zmiana. Po kolejnej już sprzeczce z Andrzejem jak zawsze o młodego Dobrzańskiego. I jego słowach.
- To udowodnij mi, że jest inaczej i zamieszkaj razem ze mną.
Zgodziła się, widziała w tym również swojego rodzaju korzyść dla siebie. Od jego mieszkania do firmy miała raptem dwa kwadranse spacerkiem. Józef nie był z tego zadowolony. Lecz nie chodziło o samą wyprowadzkę, ale o to, że zamieszka z chłopakiem. Z chłopakiem, do którego nie miał kompletnie zaufania. Mimo to nie powiedział o tym Uli, ale widać było zmartwienie.
- Co pan taki nieswój, panie Józefie – dopytywał Maciek, który przyszedł do Cieplaka.
- A, bo widzisz Ula wyprowadza się do Warszawy – rzekł.
- To chyba dobrze?
- I tak i nie – widząc zdziwioną minę młodego mężczyzny podążył z wyjaśnieniem – dobrze, że wreszcie zamieszka w Warszawie, ale nie z tym chłopakiem. On mi się nie podoba. Często słyszałem jak się kłócili. I za każdym razem chodziło o jej pracę oraz Marka.
- Powiem szczerze, że również nie przepadam za tym facetem. Jest jakiś taki dziwny. Źle mu z oczu patrzy – odparł Szymczyk.
- Czy ta moja córka musi trafiać na takich typów. Najpierw Bartek następnie Marek a teraz ten – żalił się Cieplak.
- Ja myślę, że jeśli chodzi o Marka to nie wszystko jest tak jak nam się wydaje – mówił młodszy mężczyzna.
- Jak to? Mało to Ula przez niego łez wylała? – mówił pytająco Cieplak.
- Bo widzi pan, Marek może i późno, ale w końcu zrozumiał wiele rzeczy i między innymi to, że zakochał się w Uli. Wiem, że kocha ją szczerze i prawdziwie. Tylko, że nasza Ula nie wierzy w to – tłumaczył Maciek.
- To dlaczego ze sobą szczerze nie porozmawiają? Nie spróbują wyjaśnić? – zastanawiał się starszy mężczyzna.
- Marek próbował, ale Ula zawsze ucinała ich rozmowę zaraz po tym jak on zaczynał. W końcu pozostali przyjaciółmi – odparł Szymczyk, po czym dodał - Marek uznając, że Ula już wybrała tego pana atletę - tak nazywał go Szymczyk - ponownie zszedł się z byłą narzeczoną.
Cieplak tylko wzruszył ramionami, sam nie wiedział jak to skomentować. A i miał wrażenie jakby nie nadążał za tym wszystkim. On pragnął tylko aby jego dzieci były szczęśliwe. Ale jak widać na razie najstarszą córką to szczęście mijało wielkim łukiem. 

Paulina wyleciała na jakiś czas do Włoch. Marek dzięki temu miał spokój w domu. Bo ta tak samo jak Andrzej Uli robiła wciąż awantury Markowi o Ulę.  Marek tłumaczył to sobie tym, że ta jest w ciąży. 
- Marek co jest z Pauliną? Ostatnio jej nie widuję - pytała Ula. 
- Wyleciała do Włoch. Ale wraca za niedługo - odpowiedział lecz nie było słychać radości w jego głosie. Najwyraźniej nie cieszył się z tego, że zostanie ojcem. Ula sama nie wiedziała co o tym wszystkim myśleć. Sądziła, że skoro są na powrót parą to powinien być zadowolony z faktu zostania ojcem. Kiedyś nawet chciała o tym z nim porozmawiać, ale ostatecznie zrezygnowała. Tłumaczyła się sama przed sobą, że nie chce być wścibska aby nie stracić jego przyjaźni.  Lecz pewnego dnia usłyszała fragment rozmowy Marka z jakimś znajomym. 
- Stary owszem cieszę, że będę ojcem. Nie cieszy mnie jedynie fakt kto zostanie jego matką. Ale czasu nie cofnę i mimo braku miłości z mojej strony do niej samej to dziecko będę kochał - mówił młody Dobrzański.

Ula kolejny raz w ciągu ostatnich tygodni brała urlop na żądanie. Nikt niczego nie podejrzewał. Dzwoniła zazwyczaj do Marka i prosiła o zastępstwo. Ten bez słowa zgadzał się, a gdy pytał czy wszystko w porządku, czy nie potrzebuje pomocy odpowiadała.
- Dziękuję za troskę, ale dam sobie radę.
CDN…