niedziela, 27 października 2024

UDZIAŁY część XIV

 - O moją część? A co z nią nie tak? - dopytywał wydawało się dość spokojnie na ten moment. Jednak czuł, że robi mu się gorąco. 
- Chcę byś oddał mi ją - odparła. 
- Że co? Niby to z jakiej racji? Jak dobrze pamiętam... - nie dała mu dokończyć. 
- Ja też dobrze pamięta, że dałam ci swoją część udziałów firmy. W tym przypadku nie sądzisz, że należy mi się rekompensata? 
- Sama mi je dałaś. Ja nie prosiłem cię o to. 
- Rozumiem, że nie oddasz mi swojej części? - dociekała. 
- Doskonale rozumiesz - odpowiedział. Paulina wstała z fotela i będąc już przy drzwiach odwróciła się w stronę Aleksa mówiąc. 
- To się jeszcze okaże - Febo nie przejął się jej gadaniem. A to wielki błąd, gdyby tylko wiedział co ta kobieta zamierza, co planuje bardziej by się zastanowił. 

- Kochanie co byś powiedziała na wspólny weekend? - zaproponował Marek kiedy wracali z lunchu do firmy.
- Marek nie mamy teraz czasu. Coraz bliżej pokaz, a po nim też jest mnóstwo pracy - mówiła Cieplak, chociaż taki wspólny wypad za miasto byłby cudowny. Dobrzański zrobił minę nieszczęśliwego małego pieska czym wywołał jak zawsze uśmiech na twarzy swojej dziewczynie. 
- W porządku - odparł mało przekonywująco. 
- Skarbie nie bądź smutny. Myślę, że po pokazie i całym tym rozgardiaszu będziemy mogli wyjechać. 
- Trzymam cię za słowo kochanie - rzekł. 
Dochodzili do firmy kiedy ujrzeli wsiadającą do taksówki dobrze znajomą postać. A ich miny wyglądały jakby zobaczyli ducha. Spojrzeli na siebie i pierwsza odezwała się Ula. 
- Czy ty widziałeś to samo co ja? 
- Tak mi się wydaje. Zastanawiam się co ona może tu robić.
- W końcu ma tu brata. 
Taksówka odjechała a oni zdawali się więcej nie zastanawiać na tą wizytą. Marek faktycznie uznał, że mogła odwiedzić brata, w końcu nikt jej tego nie może zabronić. Jednak Ula miała jakieś niejasne przeczucie, że może coś być nie tak. Lecz nie potrafiła samej sobie tego wytłumaczyć, dlatego też nie mówiła o tym Markowi. 
Paulina wyleciała do Włoch jeszcze tego samego dnia, a oni zapomnieli o jej wizycie. No może nie wszyscy, bo Aleks był tak wściekły, że wystarczyła tylko iskra a mógłby wybuchnąć. Nie umiał zrozumieć zachowania swojej siostry. Byli rodzeństwem a miał wrażenie jakby mieli różnych rodziców. Paulina była podła i mściwa, pazerna i skąpa. I tak można by wymieniać jeszcze wiele złych cech jej charakteru. Za to tych dobrych nie można było doszukać się ani jednej. Jednak wracając pamięcią do lat kiedy to byli dziećmi jego młodsza siostra była całkowitym przeciwieństwem tej dorosłej już kobiety. 
Nadszedł dzień pokazu Marek pełen obaw i niepokoju witał gości przy wejściu wraz z Aleksem. 
- Nie wiesz czy Paula przyjedzie na pokaz? Ula kiedy rozsyłała zaproszenia to również i do Pauliny wysyłała - mówił młody Dobrzański kiedy mieli chwilę. 
- Nic mi nie wiadomo - odparł Febo - chociaż szczerze mówiąc jest mi to obojętne. Ale nie rozmawiajmy o ty teraz - dodał. Marek skinął głową ze zrozumieniem. 
Cały pokaz okazał się tak jak poprzednie ogromnym sukcesem. Również bankiet był udany. Bawili się wyśmienicie. Marek nie wypuszczał swojej ukochanej z ramion. Oboje wyglądali nieziemsko. 
- Marek usiądźmy - poprosiła kiedy ucichła muzyka. Mężczyzna nie protestował, poprowadził swoją partnerkę do stolika, który zajmowali wspólnie z seniorami Dobrzańskimi. Siedzieli już jakieś kilka minut, kiedy Ula usłyszała przychodzącą wiadomość. Wyjęła z torebki telefon, nacisnęła ikonę z wiadomościami i zamarła, a twarz wyglądała jakby krew jej odpłynęła. 
- Ula, wszystko w porządku? - zaniepokoiła się Helena, która jako pierwsza zauważyła coś niepokojącego. Cieplak miała już skłamać lecz Marek nie długo myśląc wyjął z jej ręki telefon i odczytał to co tam pisze. 
" Twój czas jest policzony" 
Chciał sprawdzić od kogo, ale okazało się, że nie jest to możliwe. Postanowił zabrać Ulę do domu. Przeprosił rodziców i opuścili lokal. Dopiero w samochodzie Ula przyznała, że to nie jest pierwszy taki sms. 
- Dlaczego nic mi kochanie nie powiedziałaś? - dopytywał. 
- Nie chciałam zawracać ci głowy - odparła. 
- Od kiedy je dostajesz? 
- Od czasu jak wyszło, że jesteśmy razem - odparła zgodnie z prawdą. Marek w mgnieniu oka domyślił się kto może być autorem tych wiadomości. Lecz jak na razie nie miał dowodów na to, że to panna Febo. 
- Ula a może powinnaś wziąć kilka dni wolnego. Ja w tym czasie postaram się dowiedzieć a raczej upewnić co do autora tych wiadomości. 
- Czy ty masz kogoś konkretnego na myśli? - dociekała Ula. 
- Paulina - powiedzieli niemal jednocześnie. Marek skinął głową na tak. 
- Jednak muszę mieć stuprocentową pewność - dodał. 
- Lecz moje wolne nic tu nie da - próbowała przekonać go Cieplak, ale widząc jego niepewną minę użyła silnego argumentu - czuję się bardziej bezpiecznie kiedy jesteś obok - jak się okazało skutecznie. 
Przez następne kilkanaście dni mieli istne urwanie głowy po pokazie. Ale wreszcie mogli pomyśleć o wspólnym wyjeździe. Marek jednego popołudnia usiadł przed komputerem aby wyszukać jakieś fajne miejsce. Miejsce, które będzie miało w sobie to coś. Początkowo pomyślał o Toruniu, ale jednak junior Dobrzański szukał czegoś bardziej romantycznego. 
W końcu trafił na stronę Parku Romantycznego w Arkadii. Wszedł na stronę. To co tam wyczytał było tym czego szukał, wiedział jak Ula lubi takie miejsca. I po chwili już szukał noclegu w tej okolicy. Miał wiele szczęścia, bo udało się zabukować pokój w hotelu niedaleko parku. 
- Kochanie znalazłem wspaniałe miejsce na wspólny weekend za miastem. 
- Cudownie to kiedy wyjeżdżamy? I przede wszystkim gdzie? 
- Wyjazd teraz w piątek. A cała reszta to niespodzianka. Jednak myślę, że ci się spodoba - odparł. Nie chciał zdradzić celu, bo to miała być jedna z dwóch niespodzianek. Ula nie dociekała, znała swojego chłopaka aby wiedzieć, że niczego jej nie powie.
Na piątek oboje wzięli wolne, aby móc wyjechać z samego rana. 
- Długo będziemy jechać - dociekała. 
- Raptem osiemdziesiąt kilometrów - odparł. 
Tak jak myślał Ula była zachwycona. W ciągu tych paru dni obejrzeli Akwedukt, ceglaną budowlę wzorowaną na rzymskich wodociągach. Przybytek Arcykapłana oraz kilka innych ciekawych miejsc. Marek na niedzielne przedpołudnie miał w planach zobaczyć jeszcze Świątynię Diany, a tam miała nastąpić druga z niespodzianek. Ula pełna zachwytu nawet nie zauważyła napięcia jakie towarzyszyło młodemu Dobrzańskiemu. Kiedy kończyli  już zwiedzanie i wyszli na zewnątrz Marek nagle przystanął. 
- Ula - szepnął tak jakby bał się, że ją wystraszy. Kiedy ta spojrzała na swojego chłopaka ten runął na kolano. Cieplak chciała coś powiedzieć, ale nie była w stanie wykrztusić z siebie słowa, zorientowawszy się w czym rzecz. 
- Ula - zaczął, ale to wszystko co chciał powiedzieć nagle gdzieś umknęło - wiesz jak bardzo mocno cię kocham. I z tego też powodu klęczę tu teraz przez tobą prosząc cię abyś została moją żoną - ta przez chwilę milczała lecz on nie ponaglał. 
- Tak wyjdę za ciebie Marku Dobrzański - założył na jej palec pierścionek z niewielkim oczkiem mieniącym się kolorem jej oczu. 
Pod wieczór wracali jeszcze bardziej szczęśliwi niż jak wyjeżdżali. Pierwszą osobą, która dowiedziała się o ich zaręczynach był Józef Cieplak. 
- Gratuluję wam dzieci - mówił wzruszony starszy mężczyzna. 
Następnego dnia popołudniu taka sama była reakcja państwa Dobrzańskich. A kiedy o ich zaręczynach dowiedziano się w firmie ponownie zaczęto plotkować lecz tym razem Ula nie przejmowała się tym również Marek nie zwracał na to uwagi. Dwa tygodnie później doszło do spotkania obu rodzin a młodzi podali datę ślubu. Cała uroczystość miała się odbyć jedenastego października.
I niby wszystko było w jak najlepszym porządku, ale coś a raczej ktoś nie dawał Uli spokoju. Od kiedy podano datę ślubu ponownie zaczęły się pogróżki. Cieplak starała się je początkowo ignorować, nie mówiąc o nich nikomu nawet narzeczonemu. Lecz na kilka dni przed ślubem miała wrażenie jakby ktoś ją śledził. A dwa dni przed uroczystością miała wrażenie, że widziała Paulinę Febo. Chociaż kobieta, która siedziała w samochodzie w pobliżu jej domu miała blond włosy, ciemne okulary. Tym razem jednak powiedziała o tym Markowi kiedy ten przyjechał. 
- Ula może coś ci się przewidziało? 
- Może tak. Ale z drugiej strony jestem niemal pewna, że to była ona. Nie mówiłam ci, ale od czasu zaręczyn ponownie ktoś wysyła mi te pogróżki. 
- Dlaczego wcześniej mi nie powiedziałaś? - pytał z troską w głosie. 
- Nie chciałam cię martwić. 
Wreszcie nadszedł ten wymarzony dal nich obojga dzień. Wszystko było zapięte na ostatni guzik. Marek stał przy ołtarzu czekając na swoją ukochaną, którą prowadził Józef. Cała ceremonia niosła za sobą mnóstwo wzruszenia i była bardzo podniosła. Całość trwało nieco ponad godzinę. Wreszcie mogli opuścić niewielki kościółek w Rysiowie. W pewnej chwili usłyszeli pisk opon i ujrzeli pędzące w ich kierunku auto. Marek poczuł jak ktoś go odpycha w bok. Po chwili słyszy głos Uli. 
- Marek ocknij się - podniósł powieki.
- Ula? Co się stało? 
- Ktoś próbował nas rozjechać - mówiła. Po chwili usłyszeli sygnał pogotowia oraz policji. Markowi założono jedynie opatrunek. Następnie wstępnie przesłuchano. Niewiele mogli powiedzieć. Jednak był ktoś kto znał sprawcę, tym kimś był dyrektor finansowy Aleksander Febo. A który sam został ranny i wymagał hospitalizacji. 
- Czy jest pan pewny? -dopytywał policjant. 
- Tak, to była moja siostra Paulina Febo. Nie miałem pojęcia, że przyleciała do Polski. Nie rozmawiamy ze sobą od dość dawna - odparł. 
W tym samym czasie kiedy przesłuchiwano Aleksa karetka pogotowia przywiozła ofiarę wypadku samochodowego. Była to kobieta, która jadąc z dużą prędkością wpadła w poślizg i uderzyła w drzewo. Kobieta nie posiadała przy sobie żadnych dokumentów.  
- Marek to ta kobieta, która mnie obserwowała - odezwała się Ula kiedy czekali na Aleksa i w tym czasie przywieziono poszkodowaną. 
- Jesteś pewna? - Ula potwierdziła i dodała. 
- Tą samą widziałam dzisiaj przed kościołem. 
Marek podszedł do lekarza, który właśnie wyszedł z sali operacyjnej. 
- Panie doktorze co z tą kobietą? - wskazał na drzwi skąd wyszedł medyk - jestem jej przyrodnim bratem. 
- Niestety bardzo mi przykro nie udało nam się jej uratować. Obrażenia były zbyt rozległe - usłyszeli w odpowiedzi. 

Dzień, który miał być pełen szczęścia i radości stał się dniem bólu i rozpaczy. W związku z wydarzeniami młodzi postanowili odwołać uroczystość weselną. Przeprosili zgromadzonych i udali do swojego domu. 
Tydzień później odbył się pogrzeb Pauliny. Ula początkowo nie chciała iść. 
- Marek ciągle mam wyrzuty sumienia, że ona nie żyje z mojego powodu. 
- Kochanie nie ma w tym żadnej twojej winy - tłumaczył, lecz Ula nie mogła sobie dać z tym rady. Obarczała siebie za to co się wydarzyło. 
Nawet rozmowa z Aleksem, który nie ma żalu o to co się stało do nich żalu niewiele dała. w końcu pomyślała o wizycie u psychologa. To był bardzo dobry pomysł. Wreszcie mogli zacząć cieszyć się swoim szczęściem. A czego owocem był dziewięć miesięcy później synem. 
KONIEC!!!

niedziela, 20 października 2024

UDZIAŁY część XIII

 Aleks jeszcze kilka dni spędził we Włoszech, co bardzo nie podobało się jego siostrze. Słowa wujostwa wzięła zbyt do siebie uznając ten dom za swoją własność. 
- Długo zamierzasz siedzieć mi na głowie? - wysyczała jednego wieczoru. 
- Jestem tak samo u siebie jak i ty siostrzyczko - odparł czym wydawało się, że sprowadził Paulinę na ziemię. Ale był w wielkim błędzie. Ta już zaczęła układać w swojej głowie plan jak pozbyć się własnego brata. 
Jednak na początku musiała nieco ostudzić atmosferę i przeczekać jakiś czas. 

W tym samym czasie w Warszawie trwała niemalże istna sielanka. Marek zamówił ekipę remontową, aby przeprowadzili kompletny remont całego domu. Oczywiście nie zapominając o swojej dziewczynie. Wciąż nikt w firmie nie wiedział, że ta dwójka tworzy związek. Jednak to miało w krótce się skończyć i miał temu pomóc przypadek. Faktycznie liczyli się z tym, że ktoś może ich zobaczyć, przecież nie ukrywali się. Nie unikali publicznych miejsc i tak też było i tym razem. To sobotnie popołudnie mieli spędzić w kinie oraz na kolacji w restauracji Moskwa. 
Stali, czekając na otwarcie drzwi od jednej z sali kinowych. Widać było, że szczęście aż od nich promieniuje. Uśmiechnięci coś do siebie szeptali, nie zwracali uwagi na otoczenie. 

- Paulinko kochana - zaczęła szczebiotać do telefonu jakąś godzinę po skończonym seansie panna Kubasińska - mam dla ciebie niesamowitą wiadomość.
- Mam nadzieję, że to coś ważnego - wysyczała przez zęby panna Febo. 
- Myślę, że to bomba z krótkim zapłonem - jak zwykle przekręciła powiedzenie, ale nie zrażona komentarzem ze strony Pauliny kontynuowała - wyobraź sobie, że Marek ma nową dziewczynę. Nie zgadniesz kto to. 
- No mów że kim jest ta lafirynda, która zabrała mi Marka. 
- To Brzydula - rzuciła do słuchawki - Paulina jesteś tam? - dopytywała nie usłyszawszy żadnej odpowiedzi, a po chwili usłyszała jedynie dźwięk zakończonego połączenia. Wzruszyła tylko ramionami, odłożyła telefon na stół i jedynie sama sobie zadawała pytania. 
- Kiedy? Jak długo? Co teraz zrobi Paulina? - tych pytań było wiele i nie znała na żadne odpowiedzi. 

W poniedziałek od samego rana jak tylko przekroczyli próg firmy Ula miała wrażenie jakby wszyscy się im baczniej przyglądali. 
- Marek czy coś jest nie tak? Coś się wydarzyło? - dopytywała Cieplak kiedy dotarli do biura. 
- Nic mi nie wiadomo. A czemu pytasz?  
- Bo mam wrażenie jakby wszyscy nam się przyglądali - odparła. 
- Muszę ci przyznać rację, że jest jakoś dziwnie. 
Tę ich rozmowę przerwało wejście do sekretariatu Violetty Kubasińskiej. 
- Witam zakochanych - wypaliła na dzień dobry. 
- Viola o czym tu mówisz? - odezwał się Dobrzański. 
- No już tak nie bądź taki tajemniczy widziałam was oboje w sobotę w kinie - zaczęła, ale przerwała jej Ula.
- A to co nie można się spotkać w tym samym miejscu. Jak zauważyłam ty również tam byłaś. 
- No niby tak. Ale to nie spijałam sobie z dziubków i to nie ja gruchałam ze swoim szefem jak dwa wróble - mówiła Kubasińska. Ula chciała już coś powiedzieć lecz ubiegł ją Marek. Najpierw zwrócił się do swojej dziewczyny. 
- Ula skoro już to wyszło, to nie ma sensu dalej tego ukrywać - po czym zwrócił się Violetty - a ciebie to nie powinno dziwić, że swoje ludzi może być parą. I jeśli już wiesz, to teraz zajmij się pracą, bo nie płacę ci za rozsiewanie plotek, a za solidną, konkretną i rzeczową pracę. 
Ula nie do końca była przekonana czy to dobry pomysł aby potwierdzić słowa sekretarki. 
Wracała z bufetu kiedy usłyszała jak rozmawiały ze sobą dwie modelki. Przyspieszyła kroku aby jak najszybciej móc zaszyć się w swoim kąciku zwanym miejscem pracy. 
- Ula, wszystko w porządku? - usłyszała tak dobrze znajomy głos. Głos, który niósł spokój. Podniosła głowę znad dokumentów - rany boskie Ula co się stało? - ujrzał zapłakaną twarz swojej dziewczyny. 
- Jest tak jak mówiłam - odparła. 
- To znaczy jak? - dociekał nie rozumiejąc co ma na myśli. 
- Że ludzie będą zarzucać mi, że jestem z tobą dla pieniędzy. 
- Kochanie a niech sobie gadają. My wiemy jaka jest prawda. A ludziom ust nie zamkniesz. Zawsze będą gadać. Kocham cię i to się liczy - mówił, ale w środku aż nim trzęsło jak można być takim podłym człowiekiem. Po chwili dodał - Skarbie a kto tak uważa? 
- Wracałam z bufetu i usłyszałam rozmowę modelek - Marek zacisnął aż pięści. Domyślał się o kim mowa. Tylko trzy były zdolne do takich insynuacji. 
- Ja to załatwię - rzekł i zamierzał załatwić sprawę natychmiast. Jednak Ula zdążyła chwycić go za rękaw. 
- Zostaw, nie warto.
- Warto Ula. Nie pozwolę aby ktokolwiek cię obrażał. Już jedne zwolniłem to i następne też mogą polecieć - odparł. Wyszedł z sekretariatu a swoje kroki skierował w kierunku pracowni mistrza. Wszedł do środka, nie siląc się na przywitanie z Pshemko zapytał. 
- Gdzie są modelki? 
- A które? - młody prezes wymienił imiona, a mistrz dodał - na przymiarkach i zaraz będą jechać w plener na sesję zdjęciową. 
- Za nim wyjadą mają przyjść do mnie - odpowiedział prezes. 
- Marco co się dzieje? Jakiś jesteś taki podminowany - zagadną mistrz zatrzymując tym Marka będącego już przy drzwiach. 
- Zapewne dotarły do ciebie najnowsze wieści firmowe? - starszy mężczyzna pokiwał twierdząco głową i po chwili odparł. 
- Nie bardzo w to wierzę. 
- A to niby dlaczego? - dociekał próbując nie wybuchnąć.
- Mareczku spójrz jak ona wygląda, a ja ty. Nie wspomnę o pochodzeniu - mówił Pshemko i chciał jeszcze coś powiedzieć, ale w tym momencie usłyszeli donośny głos. 
- Pshemko dość - odwrócili się, a w drzwiach ujrzeli Krzysztofa. 
- Szukałem cię synu i dopiero Urszula powiedziała, gdzie cię znajdę. Na górze czeka mama - zwrócił się do syna a następnie do Pshemko - ciekawe co mówisz. Nie rozumiem jak możesz być takim nietolerancyjnym człowiekiem. Zwłaszcza ty - po tym wszystkim obaj Dobrzańscy opuścili pracownię zostawiając Pshemko, dając mu do myślenia. 
W gabinecie zastali iście sielankowy widok. Obie panie rozmawiały, śmiejąc się przy tym. Taki widok tylko upewnił Marka, że rodzice w pełni akceptują Ulę jako jego dziewczynę. Przywitał się z rodzicielką. 
- Dzień dobry mamo. Co was sprowadza do firmy? 
- Synku chcieliśmy zaprosić was oboje w sobotę do nas - usłyszeli. 
- Myślę, że na pewno przyjedziemy - zwrócił się do rodziców a potem do Uli - dasz radę w sobotę kochanie? - Uli policzki pokryły się purpurą, spuściła głowę tak aby nikt tego nie zauważył. 
- Oczywiście, że dam - wyszeptała. 
Wszyscy zgromadzeni to zauważyli lecz nikt nie skomentował tej nieśmiałości panny Cieplak. 

Plotki wreszcie ucichły i ich związek stał się normalnością. A na kilka dni przed pokazem usłyszała słowa przeprosin od Pshemko. Chociaż nie rozumiała o co chodzi znając wybuchową naturę mistrza nie zaprotestowała.
- Miałam dziwne spotkanie z Pshemko, a bardziej rozmowę z nim - mówiła do Marka kiedy jechali po pracy do Rysiowa.
- A co takiego ci powiedział? - również Marek nie był świadomy o co mogło chodzić. 
- Przeprosił mnie za to jak mnie traktował - wyjaśniła.
- No nie sądziłem, że będzie go stać na taki krok. 
- Ty wiesz o co chodzi? - dociekała.
- Tak wiem - odparł, bo doskonale wiedział, że ta nie odpuści - ale to nie jest już ważne - próbował jakoś się wykręcić od wyjaśnień. Zdawał sobie sprawę, że tym co by usłyszała zrobiłoby się jej przykro. 

Firma funkcjonowała jak najlepiej. Kiedy kolejny o sobie dała znać panna Febo. Któregoś dnia zjawiła się w firmie. Początkowo planowała iść tylko do brata a potem ponownie wylecieć do Włoch. 
- Witaj braciszku - mówiła przesłodzonym głosem. 
- Witaj Paulino. Mogłaś dać znać, że przylatujesz, odebrałbym cię z lotniska. 
- Spokojnie długo nie zamierzam tu zabawiać. Przyjechałam do ciebie z pewną sprawą.
- To zamieniam się w słuch. 
- Chodzi o twoją część domu. 
CDN...

niedziela, 13 października 2024

UDZIAŁY część XII

 Oboje wrócili do pracy, ale na prośbę Uli nie afiszowali się tym co ich  łączy. 
- Marek mam prośbę - rzekła kiedy jechali do pracy. 
- Mianowicie. 
- Chcę abyś w firmie traktował mnie jak zwykłego pracownika. 
- Czy ty chcesz abym nie okazywał jakim jestem szczęśliwym człowiekiem, bo mam ciebie? - dociekał. 
- Przynajmniej na początku - odparła - po prostu nie chcę wywołać niepotrzebnego zamieszania i głupiego gadania - tłumaczyła. 
- W porządku, będzie tak jak tego chcesz. Chociaż osobiście nie widzę powodu aby to ukrywać. 
Cieszyła się, że zgodził się na jej prośbę. A on chyba nie zdawał sobie sprawy z tego jakie mogą być jeszcze inne powody jej prośby.  
Codziennie Marek przyjeżdżał po nią do Rysiowa i odwoził po pracy. Często też gdzieś wspólnie wychodzili. A to kino, czasem teatr albo jakaś wspólna kolacja. Do domu wracał późnymi wieczorami.

Wrócili do firmowej rzeczywistości, zajmując się wszystkimi zaległymi sprawami jakie nagromadziły się przez te kilka dni nieobecności. Upłynęło kilka godzin kiedy usłyszał pukanie do drzwi zaprosił gościa standardowym proszę, nie odrywając wzroku od monitora. 
- Witaj Marek - usłyszał i dopiero wtedy spojrzał w kierunku drzwi. 
- Witaj Aleks. Co cię sprowadza? 
- Potrzebuję wyjechać do Włoch na kilka dni - mówił. Ale coś było nie tak. Jego głos brzmiał jakoś tak dziwnie. Ni to zdenerwowany, ni to zmartwiony. 
- Oczywiście jedź, ja nie widzę problemu - mówił młody Dobrzański i dodał - czy coś się stało? 
- Jeszcze nie wiem - padło z ust Febo. 
- Jeszcze nie wiesz? - dopytywał Marek, bo odpowiedź dyrektora finansowego brzmiała dość niepokojąco. 
- Chodzi o Paulinę. Ale niczego więcej nie umiem powiedzieć, bo sam nie wiem. Dlatego też muszę wyjechać i spotkać się z nią oraz  naszą rodziną ze strony ojca - odparł. 
Prezes więcej nie dopytywał, zgodził się na wyjazd przyrodniego brata. 
- Aleks - zwrócił się jeszcze do wychodzącego mężczyzny - czy mam kogoś wyznaczyć na ten czas Adama na twojego zastępcę? 
- Nie ma takiej potrzeby. Wszystko co pilne jest pozamykane. Dorota ma zapisywać wszystkie telefony i mówić, że oddzwonię po powrocie - Marek skinął głową i już nie zatrzymywany Aleks wrócił do swojego gabinetu. Do końca dnia jeszcze skończył to co miał zaplanowane, pozamykał wszystko uprzątnął biurko i po godzinie siedemnastej wyszedł z firmy. 

Samolot planowo wylądował w Mediolanie. Przeszedł przez odprawę celną bez żadnych problemów. Wyszedł na zewnątrz, z wewnętrznej kieszeni marynarki wyjął telefon. Wybrał jeden z numerów w książce kontaktów. 
- Dzień dobry ciociu - mówił po włosku do swojej rozmówczyni. 
- Witaj Aleksie. Jesteś już na miejscu?
- Właśnie opuściłem lotnisko.
- W takim razie zanim dojedziesz do nas, chciałabym się spotkać z tobą, gdzieś poza. 
- Miałem o to samo poprosić. Bo nie bardzo rozumiem tego co się dzieje. 
- W takim razie jeśli możesz to przyjedź do Le Striatelle  zaraz wyślę ci dokładny adres. Będziesz mógł coś zjeść po podróży. A dodatkowo na spokojnie porozmawiamy. 
Niespełna trzy kwadranse później już witał się z ciotką. Zamówił dla siebie obiad. Ciotka odmówiła mówiąc, że jest po obiedzi. 
- Czy może ciocia mi powiedzieć co się tu dzieje? Nie rozumiem co miały znaczyć słowa twojego męża, że moi rodzice przewracają się w grobie? 
- Spokojnie synu, zaraz ci to wyjaśnię - w tym momencie kobieta opowiedziała o przyjeździe Pauliny. I o tym jaką historię opowiedziała im jego siostra. Aleks siedział słuchając z niedowierzaniem - ja w pewnym momencie przestałam wierzyć w te jej historyjkę.  
- To co usłyszeliście od Pauliny to nie do końca jest prawdą. Ale tak sobie myślę, że najlepiej byłoby abyście oboje usłyszeli prawdę jednocześnie i to w obecności Pauli - odparł. 
- Masz rację - rzekła i spojrzała na zegarek - ona zapewne niedługo wróci do domu. 
- W takim razie jedźmy - poprosił o rachunek, zapłacił i mogli ruszyć w drogę. Mieli przed sobą kilkanaście minut jazdy, co pozwoliło Aleksowi spróbować ułożyć sobie w głowie to wszystko czego dowiedział się od ciotki. 
- Co on tu robi? - usłyszeli doniosły męski głos tuż po tym jak przekroczyli próg domu. 
- Spokojnie mój mężu - uspakajała Giorgia Tomassa - Aleks przyleciał właśnie po to aby wyjaśnić pewne nieścisłości. Paulina już wróciła? - Tomass pokręcił przecząco głową - w takim razie ty Aleksie możesz iść odpocząć do tego pokoju na końcu korytarza po prawej stronie. Przygotowałam ci tam łóżko i komodę - zwróciła się do młodszego mężczyzny. 
Nie minęło więcej niż godzina, kiedy siedząc w pokoju dla niego przygotowanym usłyszał dobrze znajomy głos. I w pewnym momencie słowa wuja. 
- Paulinko mamy dla ciebie niespodziankę - ta z szerokim uśmiechem rzekła. 
- Co to takiego? 
- Aleks możesz tu przyjść? - usłyszał wołanie. Mina Pauliny była bezcenna. Wyrażała zdziwienie, poprzez obawę aż po zdenerwowanie. 
- Co ty tu robisz? - wydukała. 
- Mi również jest miło cię widzieć Sorella - rzekł i pospieszył z wyjaśnieniem - po pierwsze martwiłem się o moją siostrę a dwa chciałem wyjaśnić pewne nieścisłości - usiadł na fotelu. 
- Tu nie ma czego wyjaśniać - próbowała zakończyć rozmowę. 
- A ja myślę Paulinko, że jest. Otóż moja droga już od kilku dni coś mi mówi, że nie jesteś z nami do końca szczera - usłyszała głos Giorgi, która w tym momencie wniosła kawę. 
- Dokładnie tak siostrzyczko może wreszcie powiesz prawdę, jak to z tobą jest - zaczął Aleks lecz widząc milczenie Pauliny postanowił ją wyręczyć - otóż moi drodzy Paulina sama sobie zapracowała na swój los. Prawdą jest, że Marek ją wyrzucił z domu...- nie mógł dokończyć, bo usłyszał głos starszego mężczyzny.
- A jednak ci Dobrzańscy to podli ludzie a ich syn zwłaszcza. 
- Proszę cię wujku abyś mnie wysłuchał do końca i dopiero wtedy wydawał osąd - poprosił Aleks po czym kontynuował wyjaśniając krok po kroku co wyczyniała jego młodsza siostra będąc w związku z młodym Dobrzańskim. 
- Powiedzmy, że jest tak jak mówisz. Ale to nie jest powód abyś pozbywał własną siostrę udziałów - padło kolejne oskarżenie. 
- Niczego jej nie zabierałem. Sama mi je podarowała uznając, że czuję się pokrzywdzony mając tylko jedną czwartą. Bo Marek ma połowę po swoich rodzicach. 
- A co na to Dobrzańscy czy nie mogli tych wszystkich udziałów podzielić sprawiedliwiej? 
- Niby jak? My z Pauliną dostaliśmy tę część, która należała do naszego ojca, a Marek będąc jedynakiem dostał całość po nich. Według mnie postąpili bardzo sprawiedliwie i uczciwie. Równie dobrze mogli nas zostawić, oddając do sierocińca. A oni nie dość, że wzięli nas na wychowanie to jeszcze powiększali to co było i z ukończeniem przez nas pełnoletności przekazali nam tę część udziałów. I tylko Paulina nie umie tego zrozumieć i docenić tego co dla nas zrobili. Przykro mi to mówić, ale Paulina jest rozkapryszoną, roszczeniową kobietą, która widzi jedynie czubek własnego nosa. I tu po części zgadzam się z tobą wujku, że to wina Dobrzańskich, zwłaszcza Heleny. Zawsze na wszystko jej pozwalała, pobłażała zachowanie. Wiem, iż często z tego powodu dochodziło do sprzeczek między Heleną a Krzysztofem.  Wówczas słyszałem słowa Heleny. 
- Krzysiu ona jest taka biedna. Straciła matkę i w porównaniu do Aleksa ma tylko mnie. 
- Paulinko a ty co nam powiesz? - wreszcie odezwano się do Pauliny. Jednak ta siedziała ze spuszczoną głową. W końcu się odezwała. Podniosła głowę i wpatrując się w swojego brata rzekła. 
- I po co się wtrącasz? - wysyczała i dodała - zawsze musi być po twojej myśli. Co ty sobie wyobrażasz? Jesteś taki sam jak Marek i jego cała rodzinka - mówiła coraz bardziej podniesionym głosem. W końcu zwróciła się do wujostwa - jeszcze dzisiaj się wyprowadzę. 
- Ależ Paulino nie ma takiej potrzeby ani konieczności abyś musiała się wyprowadzać - mówiła ciotka - lecz wystarczyło powiedzieć prawdę jak jest. W końcu połowa tego domu należy się wam obojgu - dodała kobieta. 
- Dziękuję - odparła z udawaną wdzięcznością. 
CDN...

niedziela, 6 października 2024

UDZIAŁY część XI

 Wracali do hotelu. Tak jak myślał Marek coś było nie tak z tą szwalnią. Ale mimo to jego myśli krążyły zupełnie gdzie indziej. Jechali już kilka minut a wewnątrz panowała kompletna cisza, przerywana jedynie płynącymi dźwiękami z radia. Stanęli na jednym ze skrzyżowań, kiedy odezwała się Ula. 
- Królestwo za twoje myśli Marek - jednak ten nadal milczał, tak jakby nie usłyszał co mówiła. Dopiero dźwięk klaksonu oderwał go. 
- Przepraszam Ula, mówiłaś coś? 
- Chyba nieźle tobą wstrząsnęły te rewelacje o szwalni. Ale nie martw się wiesz dobrze, że jest wiele innych, które będą chciały współpracować - mówiła Cieplak. 
- To nie o to chodzi - odparł dość tajemniczo. 
- A o co? - dociekała. 
- Chciałem porozmawiać z tobą, ale nie tu. To znaczy nie w aucie. Myślę, że moglibyśmy zamówić sobie kawę do pokoju i tam porozmawiać. 
- Jesteś dość tajemniczy. 
- Uwierz mi Ula, że tak będzie najlepiej. A i będziemy mogli na spokojnie porozmawiać - Cieplak nie odezwała się więcej, kiwnęła głową. Ponownie zapanowała cisza. Dobrzański w skupieniu prowadził auto, jednocześnie próbując ułożyć sobie w głowie to co chce jej powiedzieć. 
Kilkanaście minut później usłyszał ciche pukanie do drzwi swojego pokoju. 
- Już jestem - usłyszał jej cichy głos. 
- Usiądź. Zamówiłem nam kawę, powinni zaraz...- nie skończył kiedy ponownie rozległo się pukanie do drzwi - jest i nasze zamówienie - postawił dwie filiżanki z parującą kawą, po czym przysiadł na fotelu po drugiej stronie niewielkiego stoliczka. 
- Ula, ja wiem, że moja prośba rozmowy może wydawać się dziwna. Jednak proszę abyś mnie wysłuchała - zaczął. 
- Nie powiem, że tak nie jest - odparła Cieplak. Za to Marek miał wrażenie jakby kompletnie zapomniał tego wszystkiego co miał już ułożone w głowie. 
- Kompletnie nie wiem jak mam zacząć - wydukał lecz ta nie zamierzała go poganiać - chyba zacznę od początku. Ten wyjazd tu był poniekąd pretekstem, abyśmy mogli spokojnie porozmawiać. Owszem miałem w planach przyjazd do tej szwalni. Widzisz już od jakiegoś czasu bardzo mnie nurtuje jedna rzecz. Otóż chodzi o twoją bezinteresowną pomoc dla mnie. Wiem, a nawet jestem pewien, że nie robisz tego aby uzyskać jakiekolwiek korzyści. Zwłaszcza te materialne. Zawsze mi pomagasz, nigdy nie odmówiłaś nawet w najdrobniejszej sprawie. Natomiast to co zrobiłaś biorąc kolejny kredyt upewniłaś mnie nie, że dla ciebie nie ma rzeczy nie możliwych. Lecz musisz sama przyznać iż to bardzo ryzykowne dla nas obojga. Proszę cię Ula powiedz dlaczego to robisz? Od kiedy zatrudniałaś się w firmie niemalże od samego początku stoisz po mojej stronie. Chociaż ja sam niewiele dawałem i nadal niewiele daję - przerwał aby zrobić łyk kawy. Ta siedziała milcząc i tak jak obiecała wysłuchać go nie przerywając - kiedy nie chciałaś przyjąć udziałów zacząłem zastawiać się co tobą kieruje. Również twoje wypowiedzenie, które mi dałaś o czymś mówi. Proszę cię Ula powiedz dlaczego - skończył. A między nimi można było wyczuć jakiś rodzaj napięcia. Cieplak wiedziała, że wreszcie nastał ten moment, aby wyznać prawdę. Prawdę, która może zmienić ich relacje. Tylko pytanie jak zmieni? Mieli już kilka takich sytuacji, kiedy coś albo ktoś im przeszkodził. I gdzieś tam w podświadomości liczyła, że i tym razem tak będzie. Chociaż dobrze wiedziała iż nic takiego się nie stanie. Przede wszystkim, bo byli wystarczająco daleko od domu. Wzięła głębszy oddech i zaczęła. 
- Początkowo moja pomoc była podyktowana tym, że wreszcie ktoś mimo mojego wyglądu dał mi pracę. Czyli jak się domyślasz było to z wdzięczności. Potem robiłam to z przyjaźni aż w końcu do głosu doszło coś zupełnie innego. Zapewne domyślasz się o czym mówię - chociaż nie powiedziała tego wprost jego serce rozpierała radość lecz nie przerywając jej słuchał dalej - wówczas wiedząc, że nie mam szans na coś więcej niż przyjaźń postanowiłam odejść. Ale po namyśle uznałam, że byłaby  to zła decyzja. Nigdy nie liczyłam na żadną wdzięczność ani tym bardziej na jakiekolwiek korzyści zwłaszcza materialne. W chwili kiedy wpadłam na pomysł kredytów nawet przez myśl mi nie przeszło aby próbować ugrać cokolwiek dla siebie. Nie chciałam brać tych udziałów, i nadal ich nie chcę. Jestem gotowa oddać ci je w każdej chwili. A to co ujrzałam na twoim biurku mnie zabolało. Moja pierwsza myśl, że tymi błyskotkami chcesz mnie zatrzymać abym nie przejęła tego co należy tylko do ciebie - mówiła, chociaż w jej głosie można było wyczuć coś w rodzaju smutku. Jednak gdyby tylko wiedziała co zaraz może usłyszeć ton jej wypowiedzi byłby inny. 
Znowu przez chwilę zapanowała cisza lecz nie na długo. 
- Ula czy ty chcesz mi powiedzieć, że mnie...- nie skończył, Ula na potwierdzenie jego słów skinęła głową. Dla młodego Dobrzańskiego to wystarczyło, wstał z fotela i podszedł do dziewczyny chwycił za dłonie, pociągnął tak aby stanęła. A on mógł patrzeć jej prosto w oczy i móc wyznać. 
- Jeśli to prawda Ula to jestem wielkim szczęściarzem. Bo ja też cię kocham. Owszem nie od razu to zrozumiałem, ale teraz jestem tego pewien. Widzisz początkowo nie umiałem tego pojąć co się dzieje. Zaczęło się od tego, że tęskniłem. Z czasem przyszła obawa czy ty również możesz mnie pokochać. Zwłaszcza, że wiesz jak żyłem dotychczas. 
- Jak widać pokochałam - wreszcie to usłyszał. Objął ją zamykając w swoich ramionach, tak jakby chciał ją ukryć przed całym światem.
- Słyszysz Ula jak bije? - przytaknęła a on dodał - ono bije tylko dla ciebie. 
Do Warszawy mieli wracać następnego dnia, co bardzo ich cieszyło. Dzięki temu mogli spędzić trochę czasu tylko ze sobą sam na sam. Postanowili wybrać się na wieczorny spacer po mieście. 

Tego samego dnia kiedy ta dwójka prowadziła tak ważną dla nich rozmowę, ktoś inny niemalże rwał sobie włosy z głowy. 
- Paulinko dzwonił Aleks - aż podskoczyła na fotelu na takie wieści. 
- Tak? A co chciał? - dociekała. 
- Chciał się dowiedzieć co  u ciebie. 
- No tak znowu gra dobrego braciszka, bo zapewne coś chce - mówiła udając oburzoną. Prawdą zaś było, że poczuła jak jej plan może nie wypalić. Musi coś wymyślić - zadzwonię później do niego. Dowiem się czego chce. 
Wuj jak widać nadal dawał się wodzić za nos swojej bratanicy. Lecz ciotka coraz bardziej podejrzewała, że coś tu jest nie tak. 
Ta tak jak obiecała wieczorem zadzwoniła do Aleksa. 
- No proszę, kto to się odezwał. 
- Nie kpij sobie. Po co dzwoniłeś do wujostwa? 
- Bo nie dzwoniłaś więc chciałem się dowiedzieć czy wszystko w porządku. 
- Nie udawaj dobrego brata. Skoro już wiesz co u mnie to więcej nie dzwoń - rzuciła do słuchawki i rozłączyła się. 

Wieczór i pół nocy wydawał się być spełnieniem marzeń. Zwłaszcza jeśli chodzi o pannę Cieplak. Żadne nie chciało niczego przyspieszać i resztę nocy spędzili w swoich pokojach. 
Byli już w pobliżu Rysiowa kiedy Marek zauważył, że jego asystentka jakby posmutniała. Zjechał na pobocze i odwróciwszy się w jej stronę zapytał.
- Ula, wszystko w porządku? 
- I tak i nie - odparła. 
- To znaczy? 
- Widzisz cieszę się, że wreszcie wyjaśniliśmy sobie co i jak. Że jesteśmy razem, ale obawiam się reakcji twoich rodziców oraz innych twoich bliskich - chwycił jej podbródek i patrząc jej prosto w oczy rzekł. 
- Dla mnie najważniejsza ty jesteś. Nie ważne co powiedzą ani co pomyślą inni. Kocham cię i nic tego nie zmieni. Ale powiem ci, że jeśli chodzi o moich rodziców to nie masz czym się przejmować. Oni od jakiegoś czasu nam kibicują - widział jak tym co powiedział sprawił, że jej ulżyło. 
CDN...

niedziela, 29 września 2024

UDZIAŁY część X

 Marek po kilku dniach namysłu znalazł sposób aby wyjechać gdzieś wspólnie z Ulą. Miał na to czas, bo Cieplak wzięła trzy dni urlopu. Pamięta doskonale jak dziwnie się poczuł, kiedy usłyszał te słowa. 
- Marek czy możesz mi dać trzy dni wolnego? Mam do załatwienia kilka spraw i nie dałabym rady tego ogarnąć będąc tu w firmie - mówiła. 
- Oczywiście, że możesz. Nawet nie musisz mi się tłumaczyć - odparł, a jego serce tak jakby nagle zaczęło bić znacznie wolniej. 
Przez ten czas wyglądał jakby mu czegoś brakowało. Pierwszego dnia jej nieobecności kilka razy łapał się na tym, że nie potrafi przestać myśleć o niej. Że coraz bardziej odczuwa coś w rodzaju tęsknoty. I już pod koniec dnia miał ułożony plan. Musiał tylko to wszystko jakoś sensownie poukładać. 
- Mam, na przyszły tydzień jadę do jednej ze szwalni więc zabiorę Ulę ze sobą - postanowił.
Cieplak wróciła z urlopu, a on odetchnął, że ma ją ponownie w pobliżu. 
Jeszcze tego samego dnia kiedy przekazywał jej co jest do zrobienia na teraz. 
- Ula mam dla ciebie jeszcze jedną informację. Otóż w poniedziałek wyjeżdżamy do Torunia, a mówiąc dokładnie niecałe trzy kilometry przed Toruniem. Znajduje się tam szwalnia i muszę sprawdzić tam kilka rzeczy. Bo coś mi mówi, że trzeba będzie chyba zerwać z nimi współpracę. Od jakiegoś czasu dostajemy wiele reklamacji i to właśnie z tej konkretnej szwalni. 
- Ale ja? - zaczęła, jednak ten widząc próbę odmowy z jej strony wysunął mocny argument. 
- Ula jesteś mi tam potrzebna, aby sprawdzić ich papiery. Potraktuj to jako polecenie służbowe. 
- Przecież nie da się tych dokumentów przejrzeć w jeden dzień - argumentowała. 
- Dlatego też zatrzymamy się w samym Toruniu na myślę cztery dni. Do południa będziemy mogli zająć się pracą a popołudniami trochę pozwiedzać - mówił. 

W poniedziałek kilkanaście minut po godzinie siódmej młody Dobrzański parkował swój samochód pod domem Cieplaków. Wyjął telefon z kieszeni i puszczając krótki sygnał dał znać, że już jest. 
- Dzień dobry - usłyszał po kilku minutach. Wysiadł z auta, przywitał się tym samym zwrotem co ona. Pomógł Uli schować bagaż do auta. 
Jechali już jakiś czas kiedy do jego uszu dotarły słowa jego współpasażerki. 
- Długo będziemy jechać? - spojrzał na zegarek i odparł. 
- Przed nami jeszcze około trzech godzin jazdy. 
- A wiesz czego konkretnie musimy szukać? - dopytywała. 
- Wziąłem ze sobą specyfikację tych materiałów, jakie do nich trafiają i porównamy z tymi jakie mają w magazynie. Trzeba myślę sprawdzić też te wszystkie dodatki a raczej ich rodzaj. A jeśli tylko potwierdzą się moje przypuszczenia to nawet nie będę się zastanawiał. Rozwiążę z nimi umowę. 
- Podejrzewasz, że mogą kraść materiały? - pytała z niedowierzaniem Cielak. 
- Dokładnie tak Ula. Bo to jest wręcz nie możliwe aby takie ilości reklamacji były. Owszem zdarzają się, nie powiem. Wiadomo czasem coś może pójść nie tak. 
Przez resztę drogi rozmawiali o jeszcze innych różnych sprawach. Wreszcie dotarli na miejsce. Marek zaparkował przed dość okazałym budynkiem. Wysiadł z auta i pomógł wysiąść Uli. 
- Dzień dobry pani, nazywam się Marek Dobrzański i jestem umówiony z panem Adamem Dworczykiem - przedstawił się i wyłuszczył w jakiej sprawie tu przybył. 
Kobieta stojąca za ladą recepcji chwyciła za telefon, wybrała jakiś numer a po chwili rzekła. 
- Pan Dworczyk czeka na pana. Do końca tym korytarzem i drzwi po prawej stronie. 
Podziękował kobiecie a następnie wraz z Ulą udali się w skazanym kierunku. Po chwili obaj panowie przywitali się uściskiem dłoni a następnie Marek przedstawił Ulę. 
- To co takiego sprowadza państwa do nas. Przecież raporty będziemy dopiero składać za ponad dwa miesiące? - dociekał Dworczyk. 
Prezes Dobrzański kolejny raz tego dnia wyjaśniał w czym rzecz. 
- Czy państwo nas o coś podejrzewacie? - nieco oburzonym tonem odezwał się drugi mężczyzna. 
- My o nic was nie oskarżamy, ale chcemy sprawdzić co jest powodem tego wszystkiego - wyjaśniła Cieplak po tym jak zobaczyła minę swojego szefa i dodała - bardzo byśmy prosili o udostępnienie nam wszystkich dokumentacji jakie posiadacie. Chciałam też sprawdzić te materiały, które posiadacie w swoich magazynach. 
- Do czwartku zamierzamy się z tym uporać - odezwał się Dobrzański. 
Jeszcze tego samego dnia Uli pokazano specyfikację i przeszła z wyznaczoną osobą do magazynów. Tam porobiła zdjęcia tych  materiałów gdzie widniały jeszcze nie zerwane karty identyfikacyjne. 
Wreszcie mogli udać się do hotelu, w którym Marek zarezerwował dwa pokoje. Pomyślał, że tak będzie najlepiej. Nie chciał aby Ula poczuła się nieswojo albo odczuwała jakikolwiek dyskomfort. Podjechali pod hotel o nazwie Hotel Solaris. 
- Dzień dobry - przywitali się jednocześnie z młodą kobietą. 
- Rezerwowałem tu w ubiegłym tygodniu dwa pokoje na nazwisko Dobrzański - kobieta wstukała coś na klawiaturze komputera aby po chwili podać dwa klucze.
- Proszę bardzo pokoje są na drugim piętrze. 
Odebrali klucze i nie zatrzymywani przez nikogo spokojnie dotarli w wyznaczone miejsca. Widział, że Ula odetchnęła z ulgą, że ten zarezerwował dwa osobne pokoje. Faktycznie tak było Cieplak dziękowała mu w duchu za to.   
- Co dzisiaj masz jeszcze w planach? - zapytała. 
- Może co najwyżej jakiś krótki spacer po starym mieście - odparł i zapytał. 
- A ty co chcesz robić? Widziałem, że mają SPA może chciałabyś skorzystać? 
- Nie wiem, może skorzystam? Ale nie dzisiaj. Tak jak ty może jakiś spacer albo wezmę się za przeglądanie tych dokumentów - wskazała na trzymaną teczkę. 
- To w takim razie zapraszam cię na wspólny spacer, następnie na kolację - nie oponowała. W pewnym momencie ten wyjazd zaczął ją cieszyć chociaż był służbowy. Ale jakby nie patrzeć to z Markiem. 

W tym samym czasie kiedy ta dwójka przebywała w mieście pierników w Warszawie też działo się. 
Od wyjazdu Pauliny minęło już dość sporo czasu, a ta nie dawała znaków życia. I o ile większość nie zawracała sobie tym głowy tak już Aleks martwił się. Mimo wszystko była jego siostrą. Zaczął wydzwaniań po tych znajomych, których znał. Jednak ci za każdym razem mówili, że nie mieli pojęcia o jej przyjeździe do Mediolanu. Lecz on miał wrażenie, że nie mówią mu prawdy. W końcu dodzwonił się do Soni. 
- Sonia powiedz mi masz może kontakt z Pauliną? - dopytywał. 
- Mam, ale nie licz, że cokolwiek ci powiem. 
- Sonia to ważne - próbował jakoś przekonać kobietę aby powiedziała mu gdzie znajduje się jego siostra. Ale ta była nie ugięta. Zakończył rozmowę. Był zrezygnowany. Jednak miał nieco szczęścia. Szedł właśnie do bufetu kiedy usłyszał jak sekretarka Marka rozmawia z kimś przez telefon. 
- No mówię ci Paulinko wyjechali razem - trajkotała do słuchawki.
- ...
- Nie wiem gdzie.
- ...
Nie słuchał dalej. Poszedł do bufetu a kiedy wracał postanowił pogadać z Violettą. 
- Cześć Viola - przywitał się z kobietą. 
- O Aleks, ale Marka nie ma - rzekła. 
- Wiem pojechał do szwalni. Ale ja do ciebie. 
- Do mnie? 
- Tak. Nie wiesz może gdzie zatrzymała się Paulina? Bo chyba nie ma tam zasięgu i nie mogę się do niej dodzwonić a to bardzo ważna sprawa - Kubasińska nie widząc niczego złego rzekła. 
- Paula mieszka gdzieś u jakiegoś wujka. Brata twojego taty. 
- Dziękuję ci. Faktycznie tam często nie ma zasięgu, bo ta taka niewielka mieścina - dodał kłamiąc. 
Wrócił do swojego gabinetu. Chwycił za telefon i w spisie numerów wyszukał właściwy numer. Nacisnął zieloną słuchawkę a po kilku sygnałach usłyszał głos swojego wuja. Przywitał się, następnie wyłuszczył z czym dzwoni, ale to co usłyszał wprawiło go w osłupienie. 
- Ty masz jeszcze czelność tu dzwonić? Twój ojciec wraz z matką przewracają się w grobie, po tym co zrobiłeś. 
- A niby co takiego zrobiłem? Możesz mi wuju wyjaśnić? 
- To jak potraktowałeś swoją siostrę i na takie samo traktowanie pozwoliłeś innym - usłyszał w odpowiedzi. 
Febo zrozumiał, że to nie jest rozmowa na telefon, musi tam pojechać i wyjaśnić. Domyślił się a wręcz był pewien co takiego mogła nagadać jego siostra. Teraz rozumiał również zachowanie jej znajomych. Postanowił wyjechać jak tylko wróci Marek, bo firma nie może zostać bez żadnego z nich. Z drugiej strony równie dobrze mógłby poprosić Krzysztofa aby przyjechał do firmy na te kilka dni. Lecz nie chciał dodawać im zmartwień. 
CDN...

niedziela, 22 września 2024

UDZIAŁY część IX

 Paulina wyjechała i wreszcie mogli wszyscy odetchnąć. Ale czy na pewno? W jakimś sensie tak, bo każdy miał już serdecznie dość jej wyniosłości, robienia z siebie udzielnej księżnej, wiecznego zadzierania nosa. I nikomu nawet przez myśl nie przeszło, że ten wyjazd był tylko ciszą przed burzą. 

- Coś ty synku taki markotny? - dopytywała matka jednego razu kiedy był u rodziców na obiedzie. 
- A nie wiem, tak jakoś po prostu nie mam humoru - odparł. Helena tak jakby wyczuwała, że jej jedynak potrzebuje się wygadać. Jednak nie zamierzała na siłę wyciągać z niego cokolwiek. Znała swojego syna na tyle aby wiedzieć, że on sam musi chcieć zacząć. Ale kiedy zostali sami, bo  Krzysztof postanowił położyć się na trochę, ta nie wytrzymała i zapytała. 
- Marek co jest? Widzę, że coś się dzieje. Czyżby ten wyjazd Pauliny tak na ciebie działał? 
- Nie chodzi o Paulinę ani nawet o samą firmę. Lecz o zupełnie coś innego - mówił. 
- Powiedz o co, to może będę mogła jakoś ci pomóc - padło z ust matki. Siedział w fotelu i bawił się obracając w rękach szklaneczkę whisky zastanawiał się od czego zacząć. Było to dość dziwne, że dorosły facet ma zacząć zwierzać się własnej matce. Kiedyś umówił by się na pogawędkę z Sebastianem. Poszli by gdzieś do klubu i przy piwie opowiedziałby co swoich sprawach. Ale od tego dnia kiedy pokłócili się o jego asystentkę przestali ze sobą rozmawiać o prywatnym życiu. Obaj byli na siebie obrażeni. I po części każdy miał swój powód do takiego zachowania. 
- O Ulę - odpowiedział. 
- O Ulę? - powtórzyła Helena - a co z nią? Coś się stało? - zasypała go serią kilku pytań. 
- Raczej nic się nie stało - odparł, a widząc pytającą minę matki nagle poczuł, że wezbrała się w nim ogromna fala opowiedzenia swojej rodzicielce o wszystkim. Począwszy o jej pierwszej pomocy kiedy to stał się prezesem. Aż dotarł do tej ostatniej - mamo ona wzięła kolejny kredyt aby pomóc firmie a przede wszystkim mi - pani Dobrzańska siedziała i nie przeszkadzała mu, ale na jej twarzy malowało się zaskoczenie z przerażeniem. 
- Nie powinieneś go przyjmować a nawet zgadzać się na coś takiego synku. 
- Wiem mamo. Miałem nawet plan skąd wziąć te pieniądze aby uratować ten cały interes z reprezentacją. Ale dzięki Paulinie nic z tego  nie wyszło. Chciałem zastawić dom w tym celu, lecz jej zachowanie sprawiło, że cena była bardzo niska. Wówczas przyjąłem pomoc Uli. 
- A co synku jak nie będziesz mógł spłacić tych kredytów? 
- Dlatego też postanowiłem dać jej weksel na moje udziały - odpowiedział zgodnie z prawdą. 
- Co takiego? - zszokowała Helenę ta odpowiedź. Jednak zamiast wyjaśnień ze strony syna usłyszała za plecami głos swojego męża. 
- Helenko ja sam bym tak postąpił w tej sytuacji. 
- Ale...- chciała coś jeszcze powiedzieć jednak Krzysztof wszedł w słowo swojej żonie. 
- Kochanie, wiem co chcesz powiedzieć i po części zgadzam się z tobą. Owszem to zupełnie obca osoba, ale nie znam chyba bardziej uczciwej osoby. Samo to, że podjęła się czegoś takiego dużo mówi o niej samej. Dodatkowo poznałaś jej dobroć i szlachetność podczas festynu w fundacji. 
- Jednak mnie zastanawia dlaczego ona to zrobiła? - odezwał się milczący Marek, a zarazem wdzięczny ojcu za wsparcie oraz zrozumienie. Prawdę powiedziawszy obawiał się reakcji ojca na takie jego postępowanie. 
- No o to powinieneś ją samą zapytać? - rzekła Helena.
- Pytałem. A w odpowiedzi usłyszałem, że jesteśmy przyjaciółmi - i znowu to dziwne ukłucie w okolicy serca na słowo przyjaźń. 
- A ty nie wierzysz, że z tego powodu? - dociekała matka. 
- I tak, i nie. 
- To znaczy? 
- Poniekąd jej wierzę. Ale z drugiej strony kto tak robi? Jakby nie było to nie jest kwota kilku stówek a kilkadziesiąt. Owszem jestem jej wdzięczny za tę pomoc - mówił. 
- A może ona...- odezwał się senior i na moment zamilkł tak jakby zastanawiał się nad tym co chce powiedzieć i w końcu dodał - się w tobie zakochała? 
- No co ty tato - obruszył się. 
- Synku tata może mieć rację. Przecież sama przyjaźń to nie jest powód do takiej ofiarnej pomocy - oboje seniorzy zauważyli jak ich syn zareagował na słowo przyjaźń i niemalże byli pewni swego. Jednak żadne nie powiedziało tego na głos. Lecz kiedy tylko zostali sami odezwała się Helena. 
- Wiesz Krzysiu on sam jest zakochany w Uli, ale nie chce się do tego przyznać. Myślę jednak, że to może być spowodowane przejściami z Pauliną. I nasz syn po prostu asekuruje się. 
- Możliwe, że tak właśnie jest. Również zauważyłem jego reakcję na słowo przyjaźń. Mimo to, bardzo cię kochanie proszę abyś nie mieszała się. Oni muszą sami dojść do porozumienia między sobą - mówił Krzysztof. 
- Masz rację, nie będę się wtrącać. A jedynie przyglądać temu i w razie potrzeby coś doradzić - usłyszał w odpowiedzi od żony. 

Kolejny raz, ktoś zasiał w jego głowie ziarno wątpliwości. A on sam już gubił się w tym wszystkim. Coraz częściej łapał się na tym, że jeśli jej nie widzi, to tęskni, że pragnie spędzać z nią jak najwięcej czasu. Czyżby był aż tak ślepy i nie widział czegoś takiego oczywistego. Ani nie rozumiał własnych uczuć? Wrócił do siebie i niemal północy nie mógł zasnąć analizując wiele sytuacji związanych z Ulą. 
Postanowił, że w najbliższym czasie rozmówi się z nią. Tylko najlepiej gdyby mogli być z dala od firmy, a jeszcze lepiej jakby wyjechali gdzieś poza Warszawę. Musi coś wymyślić. Ale najpierw bardziej przyjrzy się jej zachowaniu. 

Kiedy wszystko powoli układało się w stolicy Polski to jakieś półtora tysiąca kilometrów dalej Paulina Febo układała sobie plan jak zemścić się na tych co ją zostawili. Kilka dni po przybyciu do Mediolanu spotkała się ze swoją dawno nie widzianą przyjaciółką.
- Pozostawili mnie samą sobie - żaliła się znajomej. 
- Ale jak to? - dociekała Sonia. Paulina opowiedziała jej o wydarzeniach jakie miały miejsce w Warszawie. Rzecz jasna pominęła to, że sama jest temu poniekąd winna. Za to zrobiła z siebie niewiniątko, które zostało skrzywdzone przez najbliższych - i co teraz zamierzasz zrobić? 
- Na razie mieszkam u wujostwa. U brata mojego ojca i jego żony oraz ich dzieci. Powiedziałam im o tym jak Aleks pozbawił mnie mojej części udziałów - skłamała bez mrugnięcia okiem. A przyjaciółka tak samo jak wujostwo uwierzyło jej. Nie przypuszczała, że to może wszystko się wydać. Faktycznie ci uwierzyli jej opowiadanie o Aleksie, ale i o tym jak to niby źle była traktowana przez Dobrzańskich. 
-  Dlaczego nie mówiłaś wcześniej? Przecież zabralibyśmy ciebie tu do nas - mówiła zatroskana i jednocześnie przerażona tym co słyszy ciotka. 
- Bo miałam zakaz mówienia cokolwiek - mówiła. 
Taką samą historyjkę opowiedziała swojej przyjaciółce. Doskonale wiedziała, że musi coś wymyślić aby móc gdzie mieszkać i nie musieć płacić. Liczyła, że jak nie rodzina we Włoszech, to przyjaciele. Dlatego wszem i wobec opowiadała jakie ciężkie miała życie tam w Polsce. Cieszyła się, że ci wszyscy jej wierzą. Aż któregoś wieczoru o mało co a ten cudowny plan wziąłby się posypał jak domek z kart. Musiała na szybko coś wymyślić. Wróciła z kolejnego spotkania, gdy do salonu poprosił ją wuj z ciotką. 
- Paulinko powinnaś w obecnej sytuacji zaskarżyć tych całych Dobrzańskich oraz swojego brata o przywłaszczenie swojej części udziałów. Nie może być tak, że ty nie masz nic. Twój ojciec przewraca się w grobie - mówił brat jej ojca. 
- Na pewno macie rację - odparła i dodała - ale ja nie mam na adwokata. 
- To my ci na niego damy - rzekła ciotka. 
- Kochani jesteście. Ale ja nie mogę przyjąć takich pieniędzy. Gdy tylko znajdę pracę to zrobię tak jak mówicie - próbowała jakoś wyperswadować im pomoc. I wydawało się, że tak właśnie jest.
Jednak coś nie spodobało się ciotce. A czym podzieliła się z mężem kiedy cały dom już spał. 
- Tomasso coś mi mówi, że nasza Paulinka nie do końca jest z nami szczera. 
- Giorgia dlaczego tak mówisz? 
- Spójrz, proponujemy jej pomoc a ona wymyśla coś o pracy. 
- Może się wstydzi? - zasugerował jej mąż. 
Giorgia nie była do tego przekonana, więc postanowiła nieco przyjrzeć się bratanicy swojego męża. 
CDN...

niedziela, 15 września 2024

UDZIAŁY część VIII

 Kiedy tylko skończyła odezwała się pierwsza Helena. 
- I czego ty od nas oczekujesz? - Febo zrobiła minę nieszczęśliwego małego dziecka a następnie odparła. 
- Abyście może porozmawiali z Markiem i spróbowali wpłynąć na niego. 
- Nie zamierzam w żaden sposób wpływać na decyzje mojego syna - odparła Helena i natychmiast odezwał się senior nie pozwalając dojść Paulinie do głosu. 
- Na to co spotkało cię ze strony naszego syna sama zapracowałaś. Nie umiałaś uszanować tego co miałaś. Mówisz o jakiś wydumanych wydatkach. Nikt nie kazał zrzekać ci się swojej części udziałów na rzecz brata. Nie rozumiem skąd u ciebie to przekonanie iż dom, który kupił Marek jest również twoją własnością. Wy nie jesteście małżeństwem co ja mówię, przecież nie doszło nawet do zaręczyn - młoda kobieta siedziała na fotelu z zaciśniętymi pięściami i tylko ona sama wiedziała co się działo w jej głowie. Jakie myśli się kołatały. Jej złość na przybranych rodziców chyba w tym momencie sięgnęła zenitu. 
- To ja się już pożegnam - tylko tyle powiedziała i wyszła. 

Dwa dni później w firmie wrzało od plotek. Owszem plotki były na porządku dziennym, ale te dotyczyły trzech zwolnionych modelek i poniekąd jednego ze współwłaścicieli. A dokładniej mówiąc o Paulinie. 
- Słyszałaś, że Marek zwolnił trzy modelki, bo tak kazała Paulina? - usłyszał jak rozmawiały ze sobą dwie kobiety z serwisu sprzątającego. Tego dnia przyszedł nieco wcześniej do firmy i będąc w pobliżu pomieszczenia socjalnego usłyszał rozmowę. Przystanął i postanowił posłuchać co takiego mają do powiedzenia. 
- Violetta ta jego sekretarka mówiła, że to był warunek aby mógł ponownie związać się z Febo - mówiły. 
- Widzę, że nie mają panie nic ciekawszego do roboty jak tylko plotkować - odezwał się kiedy ucichły.  
- To nie tak panie prezesie - odezwała się jedna z kobiet. 
Nie zamierzał słuchać co mają do powiedzenia kobiety, odwrócił na pięcie i powędrował do swojego gabinetu. 
- Już ja sobie porozmawiam z panną Kubasińską - był wściekły na swoją sekretarkę. Zastanawiał się skąd ona bierze te wszystkie niestworzone historie. 
W pewnym momencie usłyszał jakiś ruch w sekretariacie. 
- O Ula, ty już w pracy? - rzekł. 
- Cześć Marek - rzekła na przywitanie z lekkim niedowierzaniem - co ty tak wcześnie? Nie ma przecież niczego pilnego - mówiła lecz jego wyraz miny mówił, że coś się stało. 
- Ja miałem coś do zrobienia i stąd ta moja wczesna pora - odpowiedział, chociaż prawda była trochę inna. 
- Ale chyba coś jest nie tak - rzekła. Spojrzał na Ulę i chyba po raz pierwszy tego poranka  uśmiechnął się delikatnie. Po czym rzekł. 
- Panno Cieplak przed tobą chyba nic się nie ukryje. 
- Znam cię na tyle aby widzieć po tobie, że coś jest nie tak. Jednak jeśli nie masz ochoty, to nie musisz mi mówić - rzekła. 
- To nie tak Ula. Po prostu jestem wściekły na Violettę - Ula spojrzała na Marka z niemym pytaniem, bo nie bardzo rozumiała - chodźmy do mojego gabinetu tam pogadamy. 
- W porządku zrobię tylko kawy - odparła i niespełna kwadrans później siedziała w gabinecie prezesa. Marek podszedł do kanapy i położył się tak, że mógł patrzeć na twarz swojej asystentki, która pochylała się nad nim. 


- No to co się dzieje? - dociekała Cieplak. 
- Byłem wczoraj u rodziców - zaczął opowiadając o wizycie Pauliny aż wreszcie dotarł do dzisiejszego wydarzenia po przyjściu do firmy - Ula ja już nie mam siły. Nie mam pojęcia skąd Violka bierze te wyssane z palca informacje? 
- A ja chyba wiem? - odparła dość tajemniczo - wczoraj kiedy miałeś spotkanie z modelkami Violka dzwoniła do kogoś. Można się domyśleć do kogo. 
- Niby tak, ale jak mam to sprawdzić? 
- Z ostatniego wybieranego numeru - odparła, jednak nie sprecyzowała, ale widząc minę swojego przełożonego a raczej przyjaciela dodała - dzwoniła z telefonu na swoim biurku. 
Dobrzański nie zastanawiając się wyszedł do sekretariatu i chwyciwszy słuchawkę telefonu nacisnął na klawiaturze odpowiedni przycisk. Odczekał kilka sygnałów i już miał stu procentową pewność. 
- Violetta mam nadzieję, że to coś ważnego - usłyszał zaspany głos swojej byłej dziewczyny. Natychmiast się rozłączył. 
Kilka minut później do sekretariatu weszła panna Kubasińska. 
- Violka mamy do pogadania - usłyszała zanim zdążyła się rozebrać. 
Podniesiony głos Marka było słychać aż na korytarzu. Kubasińska próbowała coś powiedzieć, wyjaśnić lecz Dobrzański nie dopuszczał jej do głosu. 
- Ale Paulina mówiła...
- Nie interesuje mnie co mówiła Febo. A ty najwyraźniej chcesz podzielić los modelek. 
- Ależ skąd taki pomysł? 
- Domyśl się - usłyszała w odpowiedzi. 
- Marek, ale ja nie mogę stracić tej pracy - próbowała wziąć juniora Dobrzańskiego na litość mówiąc - wynajmuję mieszkanie, a to nie są małe koszty. 
- Wyjdź. Skończyłem rozmowę - sekretarka opuściła gabinet ze spuszczoną miną. 
Usiadła za biurkiem i zastanawiała się co teraz zrobić. W porze lunchu kiedy tylko została sama w sekretariacie chwyciła za telefon wybierając dobrze znany numer. 
- Paulinko on chce mnie zwolnić - wypiszczała do słuchawki, gdy tylko usłyszała głos swojej przyjaciółki. 
- A co ja mam z tym wspólnego? 
- No jak to co? Przecież jesteśmy przyjaciółkami - piszczała. 
- My nie jesteśmy żadnymi przyjaciółkami - odparła lecz Kubasińska chyba nie rozumiała i dalej próbowała wywołać coś w rodzaju żalu. 
- Ale Paulina przecież ja nic nie zrobiłam takiego. 
- Dobrze Viola zobaczę co da się zrobić. Ale to jak załatwię swoje sprawy - odparła aby tylko sekretarka jej byłego chłopaka się odczepiła. Ona potrzebowała tej głupiej dziewczyny, tak właśnie myślała o Kubasińskiej. Aby mieć kogoś w firmie, kto będzie donosił o tym co się tam dzieje. A najważniejsze aby donosiła na temat Marka.  

Niespełna tydzień później Aleks trzymając jakiś świstek zawitał w biurze Marka. 
- Dzień dobry - przywitał się z obiema paniami i kiedy tylko usłyszał odpowiedź zapytał - zastałem Marka. 
- Tak, jest u siebie - odpowiedziała mu Cieplak. 
- Witaj - przywitał się z prezesem. 
- Witaj. Co cię sprowadza? Raporty przecież dostałeś. 
- Spokojnie ja nie w sprawie raportów. Przyniosłem wniosek o urlop Pauliny. 
- Paulina wyjeżdża? A gdzie jeśli można zapytać. 
- Do Mediolanu, bo gdzie indziej ona może wyjechać - odparł dyrektor finansowy. 
Marek podpisał wniosek nawet nie zastanawiając się. Dzięki temu będzie mógł wreszcie odpocząć przynajmniej od tej kobiety. 
Szkoda tylko, że nie umiał przewidywać przyszłości. Wówczas na pewno nie cieszyłby się z jej wyjazdu. A jego sekretarka na pewno dostałaby wypowiedzenie umowy a nie naganę z wpisem do akt. 
Jednak ten wyjazd Pauliny z całą pewnością przyniósł im nieco oddechu.  
CDN...