piątek, 21 września 2018

ZAKAZANY OWOC część XI

Siedział w ogrodzie oczekując swego gościa. Musiał dowiedzieć się czegoś czego nie mówiła mu Ula, ani jego matka. Rozumiał, że ta druga nie miała pojęcia co się działo tu Warszawie. Przecież była wraz z ojcem w Szwajcarii bynajmniej tak mówiła. A on nie miał powodu aby nie wierzyć. Któryś już raz czytał list oraz wiadomość od Uli. Nic z tego nie rozumiał. 
- Witaj Marek - przywitał się Sebastian czym oderwał go od rozmyślań.
- Cześć Seba. Dzięki, że przyszedłeś. Chciałem z tobą porozmawiać i o coś zapytać.
- Jasne pytaj o co tylko chcesz
- Widzisz wczoraj gdy byłem w firmie...
- Byłeś w firmie, a po co? - przerwał mu Sebastian 
- Tak byłem, bo chciałem...myślałem, że może tam sobie zacznę przypominać. Ale to nie istotne. Więc jak byłem w firmie wszedłem do gabinetu, w którym siedzi Ula. I na biurku znalazłem to. Ta kartka papieru leżała dokładnie w moim kalendarzu. Otwierając go wypadła na podłogę - wyciągnął rękę w kierunku przyjaciela podając mu list napisany przez Ulę - a później w domu wieczorem przeglądałem telefon i tam znalazłem mnóstwo telefonów do Uli, ale żadnego nie odbierała aż w końcu znalazłem sms od niej spójrz - pokazał Sebastianowi telefon. 
Ten siedział przez chwilę milcząc co wykorzystał Marek.
- Seba powiedz mi czy między mną a Ulą coś było. Ona sama temu zaprzecza. Ale ten list, sms. Ja tego nie ogarniam. Widzę jak ona na mnie patrzy.
- To nie tak - odparł Olszański 
- To znaczy jak. Proszę powiedz mi - prosił junior Dobrzański
- Ale ja nie wiem czy Ula by tego chciała. Może lepiej jak poczekasz jeszcze trochę i sam sobie wszystko przypomnisz - tłumaczył 
- Trochę to znaczy ile tydzień, miesiąc, a może rok - mówił podniesionym tonem. Aż na zewnątrz wyszła Helena
- Marku, czy wszystko dobrze? - dopytywała
- Tak mamo, nic się nie dzieje - odpowiedział rodzicielce, po czym odwrócił twarz do przyjaciela i błagalnym spojrzeniem prosił 
- No dobrze, może ona mnie nie zabije - westchnął, widząc iż ten nie odpuści - Ten list... Nie zacznę może od początku. Z Ulą niemal od samego początku łączyła was przyjaźń. Ale ona tak naprawdę była w tobie zakochana. A ten list napisała ci gdy byłeś jeszcze w związku z Pauliną. Bodajże dzień wcześniej była świadkiem twojej kłótni z Febo, a jakiś czas później przyłapała na obściskiwaniu z jedną z modelek. Oddała ci prezent, który jej podarowałeś i również z nią się posprzeczałeś.
- Co to za prezent? I z jakiego powodu jej podarowałem? - przerwał Marek 
- Tego nie wiem. Wiem, że była na ciebie bardzo zła i nie chciała nawet rozmawiać. Wówczas poprosiłeś ją aby napisała ci w liście co o tobie sądzi. Stąd ten list. Następnego dnia wyjechała do swoich dziadków na miesiąc czasu, biorąc bezpłatny urlop. Ty następnego dnia rozstałeś się z Pauliną...
- Z powodu tego listu? - przerwał mu Marek
- Nie, nie z tego powodu. Oboje lubiliśmy się zabawić w klubie. Scenariusz zawsze był ten sam morze alkoholu i jakaś panna. A każdy nasz wypad kończył się potwornym kacem i bólem głowy dnia następnego. O rozstaniu z narzeczoną pomogli twoi rodzice, gdy kolejny raz musieli wysłuchiwać jej pretensji i narzekań na ciebie. I chwała im za to. Ten list pozwolił ci się opamiętać. Od wyjazdu Uli ty zacząłeś się zmieniać... Przestałeś włóczyć się po klubach, upijać, a dodatkowo pogoniłeś te wszystkie modelki z firmy...
- No dobrze to list, a wiadomość - znowu mu przerwał
- W pewnym momencie to ja podsunąłem ci myśl, że ten jej wyjazd do rodziny był tylko wymówką. Dodatkowo przez przypadek usłyszałeś jak Violetta, twoja sekretarka rozmawiała z Ulą i ta rozważała odejście z pracy. Co tylko mnie utwierdziło w tym. Bo kto rezygnuje z tak dobrej posady na parę dni po podpisaniu umowy na czas nieokreślony? Kilka razy próbowałeś do niej dzwonić, ale ona nie chciała rozmawiać i stąd ta wiadomość.
- To teraz rozumiem te jej spojrzenia - odparł
- Tylko, że to nie wszystko Marek - odezwał się Sebastian i pospieszył z wyjaśnieniem widząc zdziwioną minę przyjaciela - w ciągu tego miesiąca ty również zrozumiałeś, że to co do niej czujesz to miłość. Byłeś nawet gotów jechać do Rysiowa aby dowiedzieć się gdzie ona wyjechała. Lecz udało mi się powstrzymać te twoje zamiary, mówiąc iż ona prosiła cię abyś dał jej czas. Ula miała wrócić w poniedziałek do pracy, a ty nie mogłeś się tego doczekać. Gdy widzieliśmy się w piątek ty nie myślałeś już o niczym innym. 
- A ona wie o tym wszystkim? - pytał Dobrzański
- Wie ale od niedawna. Powiedziałem jej o tym gdy dowiedzieliśmy się o tym wypadku. 
Widać było, że te informacje go zaskoczyły. Było mu żal Uli i sam nie wiedział jak ma teraz postąpić. Próbować jakoś to wyjaśnić, a może faktycznie poczekać jeszcze. Tak bardzo chciał aby to wszystko się skończyło. 
- Może powinienem z nią porozmawiać. I powiedzieć o wszystkim - ni to stwierdził ni to zapytał.
- To nic nie da. Daj sobie czas. W końcu przypomnisz sobie. A Ula to mądra kobieta i wszystko doskonale rozumie - mówił Olszański.

Sebastian dopił kawę i pożegnawszy się z Markiem i Heleną wrócił do siebie było mu żal przyjaciela. Widział jak ten się męczy. Jak bardzo chciałby aby pamięć mu wróciła. Ale było mu również żal Uli oraz jego rodziców. Będąc już w domu postanowił zadzwonić do Uli i powiedzieć jej o tej rozmowie z Markiem. Co nie za bardzo jej się spodobało. Lecz już tego nie komentowała.
- A może to i lepiej, że już wie. Może dzięki temu zacznie sobie przypominać - rozmyślała leżąc w łóżku

W tym samym czasie na komendzie wciąż przesłuchiwano oboje Febo. Również doprowadzono pozostałych winnych za wypadek. Ci jak można było przewidzieć chcąc uniknąć wysokiej kary całą winą obarczyli Aleksandra Febo. Przyznali się do wynajęcia ich przez Febo, w celu doprowadzenia Marka Dobrzańskiego do opuszczenia domu. 
Paulina w kółko powtarzała, że ten dom jej się należał za zmarnowane kilka lat życia u boku Marka. Nie widziała nic złego w swoim postępowaniu. Na pytanie jaki miała udział w wynajęciu ludzi przez jej brata, to w tej kwestii panna Febo nie miała nic do powiedzenia. Twierdziła, że nic nie wiedziała o tym. Wszak wiedziała o problemach swojego brata i o stracie jego domu.
W końcu policja oraz prokurator mieli wszystko i można było składać pozwy do sądu. 


Ula wraz z Sebastianem nadal sprawowali w jakimś sensie władzę w F&D. Marek swój czas wypełniał na wizytach u psychologa, a później widywał się z Ulą bądź Sebastianem. Jednak najbardziej lubił spędzać czas z Ulą. Ale mimo iż wiedział od Olszańskiego co do niej czuł przed wypadkiem, to nie zdobył się na czulsze gesty w jej kierunku. Chciał najpierw wszystko sobie przypomnieć, wrócić całkiem do zdrowia. 

W końcu pewnego dnia nastąpił przełom i Marek zaczął powoli przypominać sobie swoje życie. Zaczął przypominać sobie czas kiedy był jeszcze dzieckiem. Powiedział o tym Helenie, której popłynęły łzy wzruszenia. Ucieszyła się i natychmiast dzwoniła do męża. 

W końcu doczekali się również spraw w sądzie. Pierwsza rozprawa miała odbyć się dwudziestego października, a druga tydzień później. Obie rozstrzygnięto na jego korzyść. Mężczyźni wynajęci przez Aleksa otrzymali po dziesięć lat. Sam Febo dostał pięć lat. Paulina za dokonanie oszustwa otrzymała wyrok wysokości dwóch lat.
Dobrzańscy mogli w końcu odetchnąć. Również Marek dostarczał swym rodzicom powodów do radości z dnia na dzień przypominał sobie coraz więcej. Z rehabilitacji wrócił Krzysztof.
- Posłuchajcie, będąc jeszcze w Szwajcarii postanowiłem odkupić udziały od Febo. Nie chcę ich więcej w firmie - mówił senior jednego wieczoru siedząc przy stole.
- Ale czy oni będą chcieli je sprzedać? - odezwała się Helena
- Sądzę, że tak. Tylko obawiam się ile za nie zawołają - mówił zmartwionym głosem Marek
- Tym będziemy się martwić po mojej rozmowie z nimi. Mam widzenie z nimi w przyszłym tygodniu - odparł Krzysztof
Tak jak powiedział prezes Dobrzański w następnym tygodniu udał się do więzień, w których zostali osadzeni Febo. Przedstawił im swoją propozycję odkupienia ich udziałów. Paulina wyraziła zgodę niemal natychmiast. Lecz Aleks próbował negocjować, sądząc że może coś ugrać dla siebie samego. 
- Posłuchaj nie dostaniesz więcej niż są warte. Chociaż powinienem odkupić je po niższej cenie, a nawet żądać ich zwrotu. Bo doprowadziłeś do kompromitacji firm - te słowa sprowadziły nie co Febo na ziemię. 
Dwa tygodnie później wszystkie udziały należały do Dobrzańskich. Seniorzy postanowili iż całość udziałów przekażą Markowi. Krzysztof wrócił do firmy. Ale swoją prezesurę postanowił przekazać synowi, gdy tylko ten całkowicie wróci do zdrowia. A ten nadzwyczaj szybko wracał do zdrowia. Któregoś dnia po raz już nie wiadomo, który czytał list od Uli próbując sobie przypomnieć co było dokładnie powodem napisania tego listu. Fakt wiedział od Sebastiana o ich sprzeczce, ale ten nie znał dokładnie szczegółów. Nawet kilka dni temu próbował z Ulą o tym rozmawiać.
CDN...

piątek, 14 września 2018

ZAKAZANY OWOC część X

Ula w sobotę popołudniu odwiedziła Marka lecz nie sama, towarzyszył jej Sebastian
- Dzień dobry Marek - rzekła na przywitanie 
- Witaj Ula - odpowiedział z uśmiechem na ustach. Widać było, że cieszy się z tej wizyty.
- Przyprowadziłam ci gościa. To Sebastian Olszański, twój serdeczny przyjaciel - mówiła
- Witaj - odezwał się Sebastian
- Cześć, przepraszam ale nie... - mówił Dobrzański, a zarazem przepraszał
- Tak wiem Ula mi mówiła, że nie pamiętasz. Ale nie musisz mnie przepraszać. Zobaczysz wszystko się jeszcze ułoży - odparł przyjaciel
Posiedzieli jeszcze we trójkę jakiś kwadrans po czym Olszański pożegnał się mówiąc o jakimś spotkaniu. Nie zatrzymywali go.
- Ula możesz mi opowiedzieć coś o mnie, o tym kim jestem, co robię w życiu - poprosił gdy tylko zostali sami 
- Nie wiem czy jestem odpowiednią osobą aby ci o tym opowiadać. A i nie znamy się na tyle długo bym wszystko wiedziała - próbowała wytłumaczyć się aby nie musieć nic mówić
- Ale lekarz mówił, że jesteśmy parą - nie ustępował
- To nie tak. Lekarz tak myśli bo zaraz po wypadku nie miał kto być przy tobie. Twoi rodzice byli w Szwajcarii więc jak przybyliśmy tu wraz z Sebastianem ten powiedział, że jest twoim przyjacielem a ja dziewczyną. Inaczej nie dowiedzielibyśmy się co ci jest. Później zadzwoniliśmy do twoich rodziców, a ja mogłam być tu cały czas - wyjaśniła 
- Ale mówiłaś, że jesteś moją asystentką - drążył dalej
- To jest prawda. Przyjąłeś mnie do pracy na stanowisko swojej asystentki - odpowiedziała
- Mimo to proszę opowiedz mi - prosił wpatrując się w jej oczy
- Dobrze opowiem ci tyle ile sama wiem - odparła widząc, że nie odpuści - nazywasz się Marek Dobrzański, masz trzydzieści lat, pracujesz w rodzinnej firmie - i tak popłynęła opowieść o nim samym. Mówiła mu o ojcu, Febo i o tym jak się poznali. Pominęła tylko o tym, że jest w nim zakochana, a i on sam darzy ją tym pięknym uczuciem.
- Wspominałaś o Paulinie Febo. Ona tu wczoraj była - odezwał się po chwili milczenia
- Była, a po co? - zapytała zdziwiona Ula
- Przyszła abym podpisał jakieś papiery o przekazaniu jej domu. Podobno się rozstaliśmy - wyjaśnił
- Tak wiem, że się rozstaliście, ale nie znam szczegółów - wyjaśniła 
- A możesz mi powiedzieć jakim byłem człowiekiem - padło kolejne pytanie 
- Dobrym, wrażliwym, szczerym z wiecznie uśmiechniętą twarzą. Ale i człowiekiem lubiącym korzystać z życia - odparła. 
- Mogę zapytać cię o coś jeszcze - mówił
- Jasne pytaj, jak tylko będę znała odpowiedź to odpowiem - mówiła, a podświadomie czuła o co chce zapytać
- Czy my byliśmy tylko szef - podwładny? - pytał, ale widać było, że wstydzi się
- Byliśmy przyjaciółmi. Zawsze mogliśmy na sobie polegać - odparła, chociaż w tym momencie chciała powiedzieć ile dla niej znaczy. Ale wiedziała iż to nie jest dobry moment.
Po wyjściu ze szpitala zastanawiała ją wizyta Paulina. Co ona mogła chcieć od Marka. Nie ufała tej kobiecie, a w dodatku mieli dowody przeciwko Aleksowi. Napisała do Sebastiana z prośbą o kontakt w dniu jutrzejszym, i że to pilne. Ten nie czekał tylko natychmiast zadzwonił. To co usłyszał zmroziło mu krew żyłach. Wyjaśnił, że Marek od samego początku nie zamierzał jej oddać domu. 
- Ula ten dom kupili jego rodzice, a po ich rozstaniu ona bardzo nalegała aby oddał jej dom w ramach rekompensaty. Nasza kobieta z klasą posunęła się do przestępstwa. Nie możemy tego tak zostawić.
- Małpa jedna wykorzystała fakt, że Marek nic nie pamięta i wmówiła mu, że miał jej oddać ten dom - odparła Ula, bardziej stwierdzając niż pytając
Umówili się na wspólne pójście na komisariat i zgłoszenie tego następnego dnia. Ula chciała poinformować również mamę Marka. Lecz Olszański odwiódł od tego pomysłu.
Upłynęły kolejne dwa tygodnie Marek fizycznie czuł się dobrze. Gorzej było w sferze psychicznej, wciąż nic nie pamiętał. W szpitalu codziennie odwiedzała go Ula wraz z Sebastianem oraz rzecz jasna Helena. To oni wciąż mu opowiadali o wszystkim. 
Helena Dobrzańska wyglądała jakby przybyło jej kilkanaście lat. Z jednej strony zamartwiała się o męża, który był ponad tysiąc kilometrów od domu z drugiej Marek, dodatkowo problemy z prawem mieli jej przyrodnie dzieci. Nie potrafiła i nie umiała zrozumieć dlaczego. Dlaczego ta dwójka tak postąpiła? Dlaczego tak nienawidzą Marka, a przez to i ich samych? W głowie miała tysiące takich pytań i na żadne odpowiedzi. Była tu kompletnie z tym sama. Chociaż nie do końca była sama, jest jeszcze Ula i Sebastian. Oni starali się jak mogli wspierać i pocieszać. I chyba tylko dzięki tej dwójce jeszcze jakoś się trzymała. Była wdzięczna im za to. 
- Pani Helenko proszę nam nie dziękować i czuć się zobowiązana, robimy to bo oboje uważamy, że tak trzeba - tłumaczyli 

Z Włoch wrócili oboje Febo. Niczego nie świadomi prosto z lotniska udali się do firmy. A tam czekała już policja. Fakt nie przyszli tylko w sprawie Aleksandra  Febo, ale również chcieli jeszcze raz porozmawiać z kilkoma innymi pracownikami. W związku z doniesieniem jakie wpłynęło dzień wcześniej. A dotyczyło Pauliny Febo. W między czasie na komisariat przywieziono notariusza w celu przesłuchania. Ten aby uniknąć wysokiego wyroku przyznał się do przyjęcia korzyści majątkowej w zamian za sporządzenie i poświadczenie nie prawdy. 
Policja oboje Febo zastała w gabinecie Aleksa.
- Dzień dobry państwu, mamy nakaz aresztowania w związku z podejrzeniem popełnienia przestępstwa - mówił jeden z policjantów 
- Ale to jakaś niedorzeczność. Nic na nas nie macie. My z bratem niczego złego nie zrobiliśmy - odezwała się panna Febo
- Zapewniam panią, iż mamy niezbite dowody aby sądzić inaczej. Więc albo pójdą państwo z nami grzecznie albo będziemy zmuszeni was skuć - rzekł funkcjonariusz. 
Ci aby nie wywołać skandalu udali się wraz z mundurowymi, a na twarze przyklejając sztuczne uśmiechy, niby że jadą wyjaśnić kilka rzeczy. 
I w ten oto sposób firma została bez kogokolwiek  decyzyjnego. 
Helena gdy tylko dowiedziała się o wszystkim zadzwoniła do męża, aby skonsultować to i coś zdecydować. 
We wtorek rano poprosiła Ulę i Sebastiana do konferencyjnej i wyłuszczyła w czym rzecz. I tak Ula została pełniącą obowiązki dyrektora do spraw promocji, a Sebastian miał do czasu powrotu Krzysztofa czyli przez jeszcze jakiś miesiąc zastępować prezesa. 

W czasie przesłuchań Aleks przyznał się dosyć szybko do tego, że wynajął ludzi.
- Mieli doprowadzić aby Marek wyprowadził się z domu i przekazał Paulinie. W tym celu najpierw były głuche telefony, zniszczenie samochodu, włamanie do domu. Lecz gdy to nie pomogło owi ludzie spowodowali ten wypadek - składał wyjaśnienia Febo
- Nazwiska tych ludzi - rzekł policjant gdy skończył zeznawać Aleks
Z początku aresztowany nie chciał podawać żadnych nazwisk. Dopiero jak policjant powiedział, że za współpracę będzie mógł liczyć na złagodzenie kary, ten wydał ludzi. Którym zlecił wszystko. 
Natomiast panna Febo już nie była taka skora do współpracy. Przez dłuższy czas zaprzeczała wszystkiemu co jej zarzucano. I o ile nie można było jej udowodnić współudziału w wypadku tak już o przywłaszczenie cudzej własności oraz przekupstwo już tak.
- Ja niczego takiego nie zrobiłam - mówiła oburzona 
- Proszę panią mamy niezbite dowody, że jest inaczej. Dysponujemy zeznaniami notariusza oraz dokumentem stwierdzającym iż nastąpiło przywłaszczenie - mówił funkcjonariusz
Ta nadal twierdziła, że to niemożliwe. Lecz gdy pokazano jej dokument stwierdzający iż Marek przekazuje jej dom przestała obstawać przy swoim.
Z obawy o matactwo oraz próbę ucieczki z kraju rodzeństwo zostało umieszczone w areszcie do czasu procesu.
W kilka dni później do aresztu trafili również ci, których wynajął Aleks. 

W trzy tygodnie po wybudzeniu Marka wypisano ze szpitala. Ale ze względu na dalszy brak pamięci zamieszkał u rodziców. Będąc już w domu Helena dużo z nim rozmawiała, opowiadała, pokazywała zdjęcia. To matka opowiedziała o powodach dla, których rozstał się Pauliną, również o tym jak oszukała w sprawie domu. Był zły sam na siebie, że dał się tak podejść. 
- Synku nie możesz się złościć, to nie ty jesteś temu winien - uspakajała matka
- A czy coś wiadomo o wypadku? - dopytywał 
Oni wszyscy przez cały jego pobyt w szpitalu nie rozmawiali o wypadku i kto jest temu winien.
- Policja już zna sprawców i z tego co mi wiadomo są już w areszcie. To Aleks wynajął tych ludzi - odpowiedziała . 
Często gdy bywał sam rozmyślał o tym wszystkim co się wydarzyło. Dzięki Uli i Sebastianowi wielu rzeczy się dowiedział, Helena również dużo opowiadała. 

Ale na Siennej pewna brunetka również rozmyślała nad tym co teraz. Mimo tego co się działo jeszcze jakieś dwa miesiące temu i co dzieje się teraz ona nadal kocha tego bruneta z oczami koloru górskiego lodowca, z dołeczkami w policzkach. Lecz nie miała pojęcia jak to będzie wyglądało teraz. Od Olszańskiego wiedziała, że Marek czekał na ten powrót aby móc wyznać jej miłość. A na obecną chwilę on niczego nie pamięta. Tak bardzo pragnęła aby ją objął, przytulił, pocałował. Ale to tylko jej marzenia, które nie wiadomo czy kiedyś się spełnią.
CDN...

piątek, 7 września 2018

ZAKAZANY OWOC część IX

- Proszę powiedzieć jak pan się nazywa - odezwał się lekarz 
Marek popatrzył na doktora jakby próbował sobie przypomnieć - nie pamiętam - odpowiedział - co się dzieje? Nie wiem kim jestem, jak się tu znalazłem. I kim są te dwie kobiety? - dopytywał 
- To pańska matka i dziewczyna - odpowiedział lekarz - zaraz skontaktuję się z neurologiem i przeprowadzimy jeszcze badanie EEG. Proszę się nie denerwować czasem tak się zdarza. Miał pan wypadek podczas, którego doszło do wstrząśnienia mózgu. I to może być przyczyną utraty pamięci. Ale zazwyczaj jest to tymczasowe - wyjaśnił lekarz. Po czym wyszedł z sali podchodząc do obu kobiet. 
One spojrzały na niego wzrokiem wyrażającym pytanie - jak on się czuje.
- Jeśli chodzi o czynności ruchowe wszystko jest jak należy. Lecz...mamy inny problem, pan Marek nic nie pamięta - mówił lekarz
- Ale jak to nie pamięta? Czego nie pamięta? - zasypała pytaniami Dobrzańska
- Niczego. Nie wie jak się nazywa, kim panie są - odparł - Ale to zapewne chwilowe i z czasem pamięć wróci. Trzeba być dobrej myśli. Jeszcze dzisiaj przeprowadzimy dodatkowe badania pod kątem neurologicznym - wyjaśnił i  pożegnał się. 
Helena usiadła na krześle i zakrywając twarz dłońmi rozpłakała się. Ula również miała łzy w oczach, ale czuła, że nie może się teraz rozkleić. 
- Pani Heleno wszystko będzie dobrze - próbowała pocieszać Ula - chodźmy do niego. Musimy być przy nim i go wspierać.
Helena była wdzięczna Cieplak, że była tu razem z nią. Po chwili obie weszły do sali. 
- Dzień dobry synku - odezwała się Helena i przysiadła obok łóżka syna 
- Dzień dobry, to pani jest moją matką - mówił z zakłopotaniem. Kobieta skinęła głową na potwierdzenie, a w oczach miała łzy 
- Witaj Marek - odezwała się również Ula
- A ty jesteś... - zaczął
- Twoją asystentką - powiedziała 
- Bardzo was przepraszam, ale nic nie pamiętam - mówił ze smutkiem w głosie
- Nie przepraszaj synku, to nie twoja wina. Pamięć z czasem wróci i znowu wszystko będzie dobrze - mówiła z przejęciem.
Posiedziały u niego do chwili gdy nie przyszedł lekarz z informacją o zabraniu pacjenta na badanie. 
- To my się dzisiaj już pożegnamy Marku. Ja przyjadę do ciebie jutro do południa - odezwała się Dobrzańska.
- Ja jeśli pozwolisz odwiedzę cię po siedemnastej - powiedziała Ula
- Oczywiście, że nie mam nic przeciwko, będzie mi bardzo miło. W takim razie do zobaczenia jutro - pożegnali się. Po czym młodego Dobrzańskiego zabrali na badania, a one udały się do wyjścia. 
- Ja jadę jeszcze do firmy - odezwała się Ula
- Dobrze kochanie, ja jadę do domu. Muszę zadzwonić do męża i powiedzieć mu o wszystkim - mówiła Helena - Ula chciałabym ci podziękować - dodała po chwili.
- Nie ma za co. Kocham Marka i zrobię wszystko aby pomóc w jego wyzdrowieniu - wyjaśniła Ula - Mam tylko nadzieję, że ta utrata pamięci nie potrwa długo - dodała.

Myślała, że zastanie w firmie Sebastiana. Lecz od dziewczyny z recepcji dowiedziała się o jego wyjściu. 
- A co z Markiem? - pytała dziewczyna 
- Wybudzili go, ale nic nie pamięta - odparła zgodnie z prawdą 
- Wybudzili go? - usłyszała za plecami głos Pauliny
- Tak - odparła krótko. Nie chciała się wdawać w dyskusje z Febo. 
Ta po otrzymaniu takiej informacji wpadła na w jej mniemaniu genialny pomysł. Natychmiast udała się do gabinetu swego brata.
- Aleks mam genialny pomysł - mówiła podekscytowania 
- Co to za pomysł. Zamieniam się w słuch - odparł
- Przed chwilą dowiedziałam się, iż Marka wybudzono ze śpiączki - Aleks popatrzył na siostrę nie rozumiejąc w czym rzecz - Lecz on kompletnie nic nie pamięta. Więc pomyślałam aby podstawić mu papiery do podpisu jako, że przepisuje dom na mnie - mówiła
- Paula jesteś genialna - odparł Febo 
Jeszcze tego samego dnia rodzeństwo zaczęło wdrażać swój plan w życie. Udali się do zaprzyjaźnionego notariusza. Jemu wyjaśnili, że potrzebują jego podpisu na papierze potwierdzającym przepisanie własności domu z Marka na Paulinę. Ten niezbyt chciał się zgodzić, lecz gdy Aleks wyciągnął białą kopertę i podsunął w kierunku mężczyzny ten złożył odpowiedni podpis. Następnym punktem była wizyta Pauliny w szpitalu. Dotarłszy na miejsce udała się pod wskazaną przez jedną z pielęgniarek salę. 
- Witaj Marco - odezwała się wchodząc do sali
- Czy my się znamy? - zapytał 
- Rzeczywiście nic nie pamięta - powiedziała do siebie w myślach - nazywam się Paulina Febo, jeszcze miesiąc temu byliśmy narzeczeństwem, ale rozstaliśmy się. Wiesz przyszłam w bardzo ważnej sprawie. W dniu kiedy stał się ten wypadek mieliśmy jechać do notariusza w celu przepisania na mnie domu, w którym mieszkaliśmy wspólnie. Ja mam przy sobie te dokumenty czy w takim wypadku mogę prosić abyś podpisał je. Wiesz jeśli nie będzie to załatwione jak potrzeba ja nie będę mogła tam mieszkać, a nie mam gdzie się podziać - mówiła udając smutek i coś w rodzaju przygnębienia. Ten nie doszukawszy się żadnego podstępu podpisał papiery. 
Ta schowała je do teczki i pożegnawszy się z Markiem opuściła szpital. 
- Mam, podpisał - mówiła przez telefon do Aleksa

Do końca dnia Ula nie widziała się z Sebastianem. Po pracy pojechała do Rysiowa aby zacząć się pakować. W końcu była umówiona z Olszańskim na sobotę, miał jej pomóc w przeprowadzce. 
O godzinie dziewiątej usłyszała pukanie do drzwi. 
- Jesteś bardzo punktualny - rzekła po przywitaniu się 
- Staram się jak mogę - usłyszała w odpowiedzi - Ula jest przełom w śledztwie - rzekł siedząc przy kuchennym stole w domu Cieplaków
- Tak? - pytała z niedowierzaniem 
- Tak. Wczoraj gdy byłaś w szpitalu ja przez przypadek usłyszałem rozmowę Aleksa z kimś przez telefon. Z rozmowy tej wynikało, że za tym wypadkiem stoi Aleks. On umówił się z tym kimś, a ja nie myśląc długo poszedłem za nim i udało mi się nagrać rozmowę z tego spotkania - przerwał na chwilę aby napić się kawy zrobionej przez panią Cieplak
- Trzeba to zgłosić na policję - mówiła zszokowana Ula
- I tak też uczyniłem - odparł - A co u Marka?
- No nie za dobrze. Sebastian on niczego i nikogo nie pamięta - powiedziała
- A co na to lekarze - dopytywał
- Mówią, że to tymczasowe. Że tak się dzieje czasami po takim urazie głowy - odparła
Sebastian próbował ją pocieszyć chociaż sam był w niemałym szoku. W końcu zapakowali Uli bagaże do  samochodu i odjechali. 

- Co to się dzieje - mówiła Magda gdy już Ula odjechała
- Tyle zła na tym świecie - dodał Józef - a ty kochanie wiesz kim jest ten cały Aleks? - pytał żony
- Z tego co opowiadała mi Ula to współwłaściciel tej firmy. Drugimi są rodzice Marka - odpowiedziała
- To może on to zrobił aby w przyszłości móc samemu zarządzać - rzekł mężczyzna
- Wszystko możliwe - poparła go w tym żona 

Po tej rozmowie w piątkowe popołudnie oraz załatwieniu wszystkiego przez Paulinę. Rodzeństwo wsiadło w samolot lecący do Mediolanu na weekend. Przez to policja miała związane ręce, ale jak to mówią co się odwlecze to nie uciecze. Żadne z nich nie miało pojęcia co się obecne dzieje w sprawie wypadku. W sobotę natomiast policja zawitała w szpitalu u Marka. Lecz ze względu na jego stan zdrowia niewiele mogli. Po wyjściu z jego sali napotkali Helenę Dobrzańską. 
- Dzień dobry pani, czy możemy zadać pani kilka pytań? - mówili policjanci
- Tak oczywiście
- Czy zna pani Aleksandra i Paulinę Febo?
- Tak. To rodzeństwo i współwłaściciele firmy. Aleks jest dyrektorem finansowym, a Paulina ambasadorem firmy. Wraz z mężem wychowywaliśmy ich jak nasi przyjaciele, a ich rodzice zginęli w wypadku kilkanaście lat temu. A czemu panowie o nich pytają? - odpowiedziała i zapytała 
- Mamy podejrzenia iż pan Febo jest zamieszany w ten wypadek - odpowiedział jeden z funkcjonariuszy
- To nie może być prawda - Helena próbowała bronić swego przyrodniego syna
- Mamy niezaprzeczalne dowody proszę pani - mówił jeden - A czy nie wie pani gdzie oni mogą przebywać? - odezwał się drugi policjant
- Wyjechali do Włoch aby odwiedzić babcię i wracają w poniedziałek rano - odparła 
- W takim razie to wszystko. A i proszę o niczym nie informować państwa Febo - powiedzieli po czym pożegnali się i opuścili szpital.
CDN...

piątek, 31 sierpnia 2018

ZAKAZANY OWOC część VIII

Następnego dnia w szpitalu zjawiła się Helena Dobrzańska. 
- Pani Heleno, co pani tu robi? - zapytała Ula gdy tylko ujrzała matkę Marka na korytarzu
- Nie mogłam wysiedzieć. Mąż został aby dokończyć rehabilitacje - odpowiedziała kobieta jednocześnie rozglądając się w poszukiwaniu lekarza - Pani Urszulo gdzie znajdę lekarza zajmującego się Markiem? - dopytywała
- Proszę za mną - odpowiedziała i zaprowadziła do gabinetu lekarskiego - Ja wracam na salę do niego. To tam drugie drzwi po lewej na końcu korytarza - wyjaśniła Cieplak po czym udała się do sali, w której leżał junior Dobrzański.
Usiadła przy łóżku i chwyciwszy jego dłoń mówiła 
- Wszystko będzie dobrze, zobaczysz. Tylko wróć do nas. Tak bardzo się martwimy ja, Sebastian i rodzice również. Wiesz twoja mama przyleciała aby się z tobą spotkać. W firmie wszystko w porządku - nie słyszała jak Dobrzańska weszła do środka.
- Przepraszam pani Urszulo... - zaczęła 
- Ula, po prostu Ula - wtrąciła się panna Cieplak
- Dobrze jak sobie życzysz - odparła -czy mogę cię o coś zapytać?
- Oczywiście - odpowiedziała, ale przypuszczała o co może chcieć zapytać matka Marka
- Czy... was coś łączy? 
Przez krótką chwilę panowała cisza. Ulka zastanawiała się nad tym co odpowiedzieć Helenie.

Znała prawdę o uczuciach Marka względem jej samej, ona jego również kochała. Lecz nie byli parą. O tym, że Marek się w niej zakochał powiedział jej wczoraj Sebastian, gdy wyszli z gabinetu lekarza.
- Ula nie płacz on wyjdzie z tego. Zobaczysz jeszcze będziecie szczęśliwą parą - mówił pocieszająco
- Sebastian o czym ty mówisz. Jacy szczęśliwi? - mówiła zdziwiona 
- Tak jak ty kochasz jego, tak on kocha ciebie - rzekł - w ostatnim tygodniu to był nawet skory jechać do twoich rodziców i wręcz błagać o adres twojego pobytu - tłumaczył.
- Mówisz prawdę? - pytała niedowierzając w słowa dyrektora.
Sebastian tylko skinął głową potwierdzająco. A ona miała wrażenie jakby w jej sercu rozlała się jedna wielka dawka szczęścia. Aby po chwili jej uśmiech zniknął pod osłoną smutku, żalu i obawy co dalej. 

- To znaczy nie jesteśmy parą. Ja Marka kocham od jakiegoś czasu, a wczoraj dowiedziałam się również co on czuje do mnie - mówiła Ula - mogę obiecać, że to nie z mojej winy Marek rozstał się z Pauliną - próbowała się tłumaczyć
- To wiem moje dziecko. W dniu kiedy oni się rozstali byliśmy u nich w domu - pospieszyła z wyjaśnieniami Helena widząc zakłopotanie ze strony Cieplak
- Co powiedział lekarz, kiedy będą go wybudzać? - pytała Ula chcąc w ten sposób zmienić temat, a i chciała wiedzieć co dalej 
- Jeśli nic się złego nie będzie działo to najdalej w piątek będą wybudzać - odpowiedziała 
Ula widząc, że Dobrzańska chce zostać sama z synem pożegnała się i obiecała wrócić za około dwie do trzech godzin. Wyjaśniła iż ma zgodę lekarza aby móc być przy nim cały czas. Wyszła ze szpitala udając się na najbliższy postój taksówek aby jechać najpierw do firmy. Będąc na miejscu od razu udała się do gabinetu Sebastiana z informacją o przyjeździe mamy Marka, ale i miała do niego prośbę. 
- Czy mogę mieć do ciebie prośbę? 
- Jasne, mów o co chodzi - odparł kadrowy. W obecnej sytuacji Sebastian czuł, że Marek tego właśnie by chciał. Aby pomóc Uli jak tylko będzie taka potrzeba. 
- Jestem umówiona na godzinę siedemnastą w sprawie mieszkania. I chciałam cię prosić czy nie pojechałbyś razem ze mną - wyjaśniła
- Jasne. A gdzie?
- Na Sienną. Chciałam coś wynająć 
Na miejscu byli kilka minut przed czasem. Wjechali na ostanie piętro i po wyjściu z windy udali się do mieszkania z numerem dwudziestym gdzie czekał już właściciel. Obejrzeli całe mieszkanie, chociaż tak po prawdzie to był apartament. Ale największym atutem był widok z jednego z okiem, a mianowicie wstęga Wisły. Szybko podjęła decyzję o wynajmie. Podpisała umowę i już od następnego dnia mogła się wprowadzać. Lecz radość z tego przedsięwzięcia przysłaniał wypadek Marka i jego stan zdrowia. Sama przeprowadzka musiała jeszcze zaczekać. Postanowiła to uczynić jak Marka już wybudzą, a ona będzie spokojna o jego stan zdrowia. 

Za to w jednej z willi na ulicy Profesorskiej rodzeństwo Febo zaczęło się urządzać, nic nie robiąc sobie ze stanu w jakim znajduje się Marek. Aleks wreszcie mógł uwolnić się od kłopotów finansowych i  nawet przez moment nie pomyślał jakie jeszcze go czekają.

Ula wraz z Sebastianem przyjechała chwilę po osiemnastej do szpitala. Zmieniając Helenę i obiecując, że zadzwoni gdyby coś się działo. Dobrzańska podziękowała dziewczynie, miała zamiar zadzwonić po taksówkę, lecz Olszański zaproponował podwiezienie z czego skorzystała. Ula jeszcze będąc na Siennej zadzwoniła do swoich rodziców aby poinformować o wszystkim. 
Dni mijały, a dla niej były takie same. Nie odchodziła od jego łóżka. Wiele godzin przepłakała. Ale i przeprowadziła z nim mnóstwo rozmów. Chociaż tak naprawdę to były monologi. Kilka razy mówiła mu jak bardzo go kocha, jak tęskni.

Wreszcie nastał piątek i chwila gdy mieli wybudzać Marka. Do szpitala przyjechała również Helena. Poproszono aby obie kobiety zaczekały na korytarzu na czas trwania badania czy jest możliwość aby zacząć wybudzać Marka. 
- Jak się czujesz dziecko? Nie wyglądasz za dobrze. Powinnaś odpocząć. Cały czas tu siedzisz - mówiła zaniepokojona wyglądem Uli Helena
- Wszystko jest dobrze. Jak już go wybudzą wówczas odetchniemy wszyscy. A jak czuje się pan Krzysztof?
- Jak na to co się wydarzyło jest dobrze. Mam nadzieję, że gdy mąż wróci do domu nasz syn będzie już zdrowy. I będziemy mogli cieszyć się zdrowiem wszyscy - mówiła z nadzieją w głosie
- Na pewno tak będzie - próbowała dodać otuchy Ula
- Pani Heleno chciałam jeszcze o coś zapytać - odezwała się po chwili Cieplak.
- Słucham - odezwała się kobieta
- Czy Paulina bądź też Aleks kontaktowali się z państwem?
- Nie, żadne z nich się nie odezwało. Wiesz trochę to dziwne, ale myślałam iż Aleks jest tak zajęty firmą, a co do Pauliny kompletnie tego nie rozumiem. A czy, któreś z nich przyszło tu do szpitala? - mówiła Helena
- Nie, nie było ich tutaj - odpowiedziała
Chwilę później z sali, w której leżał młody Dobrzański wyszedł lekarz informując, że zaczęli wybudzać pacjenta.
- Ale proszę uzbroić się w cierpliwość. Sam proces wybudzania chwilę potrwa. 
- Czy możemy być przy nim? - pytała matka 
- Tak, oczywiście - odparł lekarz.
Obie weszły na salę. Helena przysiadła przy łóżku, a Ula stanęła z przodu łóżka. Obie czekały na ten moment gdy całkowicie się wybudzi. 
Nareszcie Marek zaczął się wybudzać. 

W tym samym czasie Sebastian będąc w firmie usłyszał pewną rozmowę, którą prowadził Febo w socjalnym 
- Przecież już wam zapłaciłem - mówił podniesionym głosem Aleks
- ...
- Ale on żyje
-...
- Dobrze spotkajmy się tam co zwykle o dwunastej- usłyszał jeszcze Olszański 
Kadrowiec pospiesznie udał się do swojego gabinetu. Był zszokowany tym co usłyszał. Nie do końca był pewny co powinien zrobić. Jednak postanowił zaryzykować i śledzić Febo. Miał nie jasne przeczucie, czy przypadkiem w ten wypadek nie jest zamieszany sam Febo. 
Gdy tylko Aleks opuścił budynek FD Sebastian w bezpiecznej odległości podążył jego śladem. W końcu dotarli w wyznaczone miejsce.Olszański uzbrojony w dyktafon ukrył się za jednym z drzew i próbował zdobyć dowód na dyrektora finansowego. To co usłyszał zmroziło mu krew w żyłach. Z rozmowy wynikało, że faktycznie Febo stoi za tym wypadkiem i tymi wszystkimi wydarzeniami jakie działy się w ostatnim czasie. 
- Ciekawe czy jego kochana siostrunia również maczała w tym palce - zastanawiał się Sebastian
Po tym jak zdobył dowody przeciwko sprawcom nie myśląc długo zadzwonił do jednego z policjantów i umówił się z nim na przekazanie nagrania. 

Marek wreszcie odzyskał całkowicie przytomność lecz jego spojrzenie było jakieś dziwne. Jakby obce. 
- Panie doktorze czy wszystko w porządku? - zapytała płaczliwym głosem Helena 
- Gdzie ja jestem? - usłyszeli Marka za nim lekarz zdążył odpowiedzieć
- Jest pan w szpitalu, miał pan wypadek. Proszę leżeć spokojnie zaraz przeprowadzimy wszelkie badania - zwrócił się do Marka, a po chwili zwrócił się z prośbą do obu kobiet - czy mogę panie prosić aby zaczekały na zewnątrz. Zawołam jak będzie już po wszystkim - posłusznie opuściły salę, a lekarz zaczął przeprowadzać badania.
Wyglądało, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. A jednak coś było nie tak.
CDN... 

piątek, 24 sierpnia 2018

ZAKAZANY OWOC część VII

Ula po rozmowie z Sebastianem wróciła do siebie i próbowała zająć się pracą. A mimo to czuła jakiś nie pokój. Miła wrażenie jakby coś się stało. Coś złego. Jeszcze kilka razy próbowała się skontaktować z Markiem. Olszański również się niepokoił o swojego przyjaciela. 
- Witaj Aleks, przyszedłem do ciebie bo nie wiem co się dzieje z Markiem. Nie ma go w pracy ani nie odbiera telefonów - mówił Sebastian do dyrektora finansowego po tym jak po raz kolejny nie dodzwonił się do juniora Dobrzańskiego. Wówczas postanowił porozmawiać z Febo. 
- Skąd ja mam wiedzieć gdzie podziewa się ten dupek. Zapewne zalał się w trupa i teraz odsypia - odparł Febo. 
Tę rozmowę przerwał dzwonek telefonu Aleksa. Pożegnał się z Sebastianem i gdy tylko zamknęły się drzwi Febo natychmiast odebrał
- Słucham. Mam nadzieję na pozytywne wieści - odezwał się bez zbędnego przywitania
- Panie Febo myślę, że to co mam do przekazania jest pozytywne. Lecz wolałbym się spotkać i wówczas wszystko wyjaśnię - usłyszał dyrektor
Febo zgodził się na spotkanie umawiając się ze swym rozmówcą za kwadrans w parku koło firmy. Z informacji jakie otrzymał był zadowolony. Sądził, że wreszcie coś się zadzieje. Po spotkaniu wrócił do firmy i udał się do gabinetu siostry. W międzyczasie w firmie odebrano niepokojący telefon, z którego wynikało iż w niedzielne popołudnie na jednej z ulic Warszawy miał miejsce groźny wypadek,  w którym jedną z ofiar jest Marek Dobrzański. A jego stan jest poważny. Taką informację otrzymał Sebastian. 
- Ulka Marek miał wypadek i jest w szpitalu na Banacha - mówił poddenerwowany kadrowy
- Ale jak to wypadek? Kiedy? Co z nim? - zaczęła zadawać pytania Sebastianowi
- Nie wiem. Jadę do szpitala dowiedzieć się czegoś więcej - odpowiedział
- Jadę z tobą - mówiła ubierając jednocześnie żakiet i wyłączając komputer
- To bez sensu abyś tam jechała wraz ze mną. Myślę, że lepiej przydasz się tu - próbował przekonać Ulę 
- Już postanowiłam i zdania nie zmienię - odparła
Widząc, że nie przekona jej w żaden sposób zrezygnował. We dwójkę dojechali do szpitala i niemal biegiem dotarli na oddział intensywnej opieki. Widok jaki ujrzeli przeraził ich. Marek leżał podpięty pod kilka urządzeń monitorujących jego czynności życiowe. Ten widok spowodował, że Ulka głośno zaczęła szlochać.
- Chodź poszukamy jakiegoś lekarza i dowiemy się co z nim - odezwał się Sebastian, który również był w szoku 
Lekarza zajmującego się Markiem odnaleźli w pokoju lekarskim. Ten z początku nie chciał. a raczej nie powinien udzielać jakichkolwiek informacji o chorym osobą nie spokrewnionym dopiero wyjaśnienie Sebastiana 
- Panie doktorze jestem przyjacielem Marka, a Ula jest jego dziewczyną - ta spojrzała zdziwiona na Olszańskiego, lecz nie odezwała się nic - jego rodzice są w Szwajcarii, bo ojciec jest chory na serce i tam próbuje podreperować swoje zdrowie. Dzięki temu, że będę wiedział co z nim będę mógł do nich zadzwonić i im przekazać co z Markiem.
Lekarz po krótkim namyśle zdecydował się udzielić im informacji.
- Pan Dobrzański miał złamaną rękę, krwotok wewnętrzny oraz wstrząśnienie mózgu. W obecnej sytuacji postanowiliśmy wprowadzić pacjenta w stan śpiączki farmakologicznej.
Podziękowali mu i mieli już wychodzić gdy odezwała się jeszcze Ula
- Panie doktorze czy ja mogę przy nim zostać? 
Ten nie widząc przeszkód zgodził się. Podziękowali mu jeszcze raz i opuścili gabinet. Pod salą spotkali dwóch policjantów, którzy próbowali dowiedzieć się czegoś od pielęgniarki. Ta zaś odesłała ich do lekarza prowadzącego. Sebastian wraz z Ulą podeszli do nich
- Dzień dobry panom nazywam się Sebastian Olszański przyjaciel Marka, a to Urszula Cieplak jego dziewczyna - wyjaśnił Sebastian
- Dzień dobry państwu starszy sierżant Piotr Nowak oraz sierżant Grzegorz Kupich. Jeśli można chcieliśmy z państwem porozmawiać o panu Marku - mówił policjant
- Czy wiadomo co się stało? - przerwała mu Ula
- Ze wstępnych badań wynika, że ktoś przeciął w samochodzie pana Dobrzańskiego przewody hamulcowe.
- Jak to przeciął hamulce - odezwała się przerażona Ula
- Czy mają państwo jakieś podejrzenia, kto mógłby coś takiego zrobić? - dopytywali funkcjonariusze
- Nikt mi nie przychodzi do głowy. Chociaż w ostatnim czasie miało miejsce kilka dziwnych rzeczy - mówił Sebastian. A jego ton głosu wydawał się jakby zastanawiał się nad czymś bardzo intensywnie
- Co ma pan na myśli - zapytał Kupich
- Od jakiegoś czasu Marek odbierał głuche telefony, ktoś przebił mu opony w samochodzie, a ostatnio było włamanie do jego domu - odpowiedział zgodnie z prawdą
- A może pan określić od kiedy to wszystko zaczęło się dziać? 
- Od jakiegoś miesiąca. Marek do czasu tego włamania wszystko bagatelizował. Sądził iż to nic takiego. Ale po tym włamaniu, zgłosił wszystko na policji - odpowiedział Sebastian
- A pani niczego nie zauważyła? - pytał policjant
- Mnie od miesiąca nie było. Przebywałam u moich dziadków w Pilcu na Mazurach - odparła Ula
Skończywszy rozmowę policjanci pożegnali się z Ulą i Sebastianem informując ich iż będą z nimi w kontakcie i gdyby coś sobie przypomnieli aby ich poinformować. 
- To co, wracasz ze mną do firmy? - odezwał się Olszański do Uli
- Nie, zostanę z nim. Zadzwonię tylko do rodziców aby ich poinformować - odpowiedziała - powinniśmy zadzwonić do  jego rodziców - dodała 
- Też tak sądzę, ale boję się o jego ojca - odparł Sebastian

- Paula udało się - mówił podekscytowany Febo po wejściu do biura swojej siostry
- Udało się? Co się udało? - pytała zaskoczona Paulina
- Pozbyliśmy się Mareczka. Już nic nie stoi na przeszkodzie abyśmy mogli zamieszkać w domu po nim - tłumaczył
- Jak to pozbyliśmy się? Coś ty mu zrobił? - dopytywała 
- Ja nic. Nasz Mareczek miał wypadek i nie wiadomo czy z tego wyjdzie. Pakuj się siostra jeszcze dziś przenosimy się do ciebie - mówił zadowolony Febo
Paulina była w szoku
- Jak to miał wypadek? - dopytywała
- Po prostu miał wypadek - odparł jej brat
- I co z nim? - nie odpuszczała Paulina
- Nie wiem. Podobno jest w szpitalu, a jego stan jest ciężki. Tyle wiem od Olszańskiego - odparł Aleks
- Paula pomyśl, dzięki temu możemy zamieszkać w jego domu. W końcu nie będziemy musieli się martwić - dodał 
Po dłuższej chwili Paulina przyznała mu rację. Jej również zależało na tym domu. Nie biorąc pod uwagę, że Marek może wrócić do zdrowia i domu. Dla tej dwójki najwyraźniej nie liczyło się nic i nikt.

Sebastian zadzwonił do rodziców Marka z informacją o jego stanie. Poinformował ich iż ich jedyny syn miał wypadek. Wiedząc jaki jest stan zdrowia Krzysztofa Dobrzańskiego postanowił oszczędzić im szczegółów. Nie powiedział im również o tym co działo się przez ostatni miesiąc. 
- Proszę się nie martwić my z Ulą jesteśmy przy nim cały czas - tłumaczył
- Sebastian my najpóźniej jutro powinniśmy być w kraju - mówiła zmartwiona Helena
- Ale naprawdę nie ma takiej potrzeby. Państwo mają wykupiony pobyt na trzy miesiące zostały jeszcze dwa. My tu jesteśmy i będziemy was informować na bieżąco o wszystkim - wyjaśniał im Olszański
- Sebastian, czy możesz nam jeszcze wyjaśnić o co chodzi z panną Cieplak - usłyszał w telefonie głos seniora Dobrzańskiego
- To dosyć długa i skomplikowana historia. Ale mogę powiedzieć tylko tyle, że ta dwójka jest w sobie zakochana - odparł kadrowy
- I tyle nam wystarczy. Więc my zostajemy w Szwajcarii, ale bardzo cię proszę informujcie nas o wszystkim. A co z firmą? - mówił Krzysztof
- Panie Krzysztofie wszystko pod kontrolą w firmie jest Aleks i on się wszystkim zajmie - usłyszał w odpowiedzi. 

Ula poinformowała również swoją rodzinę, że przez jakiś czas jej nie będzie. Tłumacząc, iż Marek jest w szpitalu w ciężkim stanie i ona nie chce go tak samego zostawić.
- Nie rozumiem dlaczego ona musi przy nim być. To on nie ma rodziny? Rodziców, żony czy chociażby narzeczonej? - pytał nie co poirytowany Józef
- To nie tak - odparła mu Magda
- A jak? - dopytywał Cieplak
- Wiesz to dość skomplikowana i długa historia - odpowiedziała mu żona
- Ja mam czas. Więc - odparł
Magda widząc, że jej mąż nie odpuści i będzie ten temat drążył postanowiła mu wyjaśnić, a raczej opowiedzieć o tym co kiedyś powiedziała jej Ula. I tak popłynęła opowieść o zakochanej Uli, jej desperackiej próbie podjęcia pracy w FD. 
- To ona dlatego wyjechała na miesiąc do twoich rodziców - ni to stwierdził ni to spytał Józef
- Dokładnie tak - odparła Magda
- Ale zaraz, wspominałaś coś o jakiejś narzeczonej - rzekł mężczyzna
- To prawda, ale z tego co mówiła mi Ula oni ze sobą zerwali - odparła Ula
Ta opowieść trochę zaskoczyła pana Cieplaka, ale po tym jak żona mu wszystko wyjaśniła był już spokojny. I już nie oponował w tej kwestii. Lecz gdzieś w sercu czuł jakiś żal do córki. Było to podyktowane tym iż myślał, że Ula nie ma przed nim żadnych tajemnic. I tym co go tak zabolało podzielił się z żoną.
- To nie tak Józek. Czasem w życiu każdej dziewczyny czy też kobiety są takie rzeczy, o których łatwiej rozmawia się z matką niż z ojcem - wyjaśniła kobieta
Cieplak pokiwał głową na znak zrozumienia. Po czym wyszedł z domu i udał do garażu. 
CDN...

piątek, 17 sierpnia 2018

ZAKAZANY OWOC część VI

Czas płynął swoim rytmem. Chociaż Marek miał wrażenia jakby ten czas stał w miejscu. Od kiedy zrozumiał swe uczucia względem Uli nie mógł się doczekać kiedy ona wróci. Kilka razy nawet chwytał za telefon z zamiarem zadzwonienia do niej. Lecz szybko wracało opamiętanie
- Przecież mnie prosiła abym nie wydzwaniał. Ale ja tak bardzo chciałbym ją już zobaczyć, usłyszeć jej głos. A przede wszystkim  móc wyznać co do niej czuję. Tylko czy ona uwierzy w to wszystko? - rozmyślał - rany to jeszcze dziesięć dni do jej powrotu - rzekł do siebie spojrzawszy na stojący na biurku kalendarz 
To wyczekiwanie dobijało go. Nie umiał znaleźć sobie miejsca.  Swe myśli próbował zająć czymś innym. Jeszcze bardziej intensywnie zajął się pracą, a miał jej znacznie więcej niż zwykle. Od prawie dwóch tygodni oprócz swojego działu zastępował również ojca. Ten przecież wraz z Heleną wyleciał do kliniki w Szwajcarii. Po pracy zaś umawiał się z Sebastianem na tenisa lub kosza. Jednego razu nawet udało się Sebastianowi wyciągnąć go do klubu. Lecz o dziwo, żaden nie miał zamiaru skończyć tego wieczoru tak jak to zwykle bywało jeszcze jakieś dwa tygodnie temu. 
- Witaj przyjacielu - przywitał się Olszański z Markiem spotykając się pod firmą
- Cześć Seba - odparł Marek
- Słuchaj może wyskoczylibyśmy do klubu dziś po pracy - zaproponował Sebastian - po prostu chciałem posiedzieć napić się piwa - pospieszył z wyjaśnieniem widząc jak Marek chce już odmówić
- Wiesz, może to i dobry pomysł. Dawno już nie byłem w klubie - odparł po namyśle
Umówili się, że po pracy pojadą. I faktycznie żaden nie miał ochoty na nic więcej jak po prostu posłuchać muzyki i napić się piwa. W pewnym momencie nawet zaczęły się kręcić koło nich jakieś panny, ale żaden z nich nie był zainteresowany. Było to dość dziwne bo obaj byli znani z tego, że nie przepuścili żadnej. Jeśli chodzi o Marka to było zrozumiałe. Przecież on już od jakiegoś czasu unikał takich miejsc oraz kobiet. Ale Sebastian to już inna para kaloszy. Sam junior Dobrzański dziwił się zachowaniu swego przyjaciela.
- Seba, a ty dobrze się czujesz? - zapytał w pewnym momencie
- Tak. Dlaczego pytasz? - odparł
- Bo zachowujesz się jakoś dziwnie. Tyle tu pięknych kobiet, a ty siedzisz ze mną przy stole sącząc piwo - wyjaśnił
- Może i wyda ci się to dziwne, ale i mnie od jakiegoś czasu znudziło to wieczne upijanie się do nieprzytomności, a następnego dnia potworny kac i ból głowy - mówił blondyn
- No muszę przyznać, że zaskoczyłeś mnie - odparł przyglądając się przyjacielowi by po chwili dodać - a może ty też się zakochałeś
- A to aż tak widać? - mówił Olszański, a jego mina mówiła sama za siebie. Marek tylko skiną głową, że tak i zapytał
- Można wiedzieć jak nazywa się ta kobieta?
- To Violetta - odparł 
Marek z początku był zszokowany wyznaniem przyjaciela. Znał dobrze swą sekretarkę. Może i była ładna lecz nic poza. Dla niego Violetta była głupiutką blondynką, która poza gapieniem się w monitor komputera i przeglądaniem wyprzedaży w Internecie nie robiła nic. Zawsze to on albo Ula wyręczała ją w jej obowiązkach. A zwłaszcza Ula to robiła. Owszem on wiedząc o tym potrafił to docenić i często Uli pensja była wyższa od tej jaką powinna zarabiać. Ale widocznie Violetta miała coś więcej co ujęło jego przyjaciela. Nie zamierzał negować jego wyboru.  Posiedzieli jeszcze jakąś godzinę i każdy z nich wrócił do siebie. 
Marka coś zaniepokoiło gdy był już w pobliżu domu. Gdy tylko wjechał na podjazd ujrzał otwarte drzwi. 
- Czyżbym ich nie zamknął gdy wychodziłem rano? - zastanawiała się. Jednak szybko rozwiał swe wątpliwości, po tym jak wszedł do środka. Widok jaki ujrzał zwalił go z nóg. Z mieszkania znikło wiele rzeczy między innymi telewizor, laptop i inne sprzęty. wyciągnął z kieszeni telefon i wybrał numer na policję. Zgłosił włamanie. Policja przyjechała w miarę szybko, przeprowadzili wszelkie czynności związane z wydarzeniem. Następnego dnia Marek miał jeszcze stawić się na komisariacie aby uzupełnić zeznania o to czy nic więcej nie zginęło i jaka jest szacowana wartość skradzionych przedmiotów. 
Postanowił uczynić to z samego rana. Zadzwonił do Sebastiana z prośbą o zastępstwo przez jakieś dwie godziny. Nie chciał mówić przyjacielowi przez telefon o wydarzeniach z wczorajszego wieczora. Po wyjściu z komisariatu pojechał do firmy. Będąc już na miejscu poszedł do przyjaciela aby opowiedzieć mu o wszystkim. Gdy tylko skończył odezwał się Sebastian
- Marek to zaczyna być dość dziwne
- Dziwne? Co masz na myśli 
- Spójrz, najpierw te głuche telefony, przebite opony, a teraz to włamanie. Marek coś jest nie tak - wyjaśniał Olszański
Marek przez chwilę milczał tak jakby zastanawiał się nad tym co powiedział przyjaciel.
- Chyba masz rację. Tylko zastanawiam się komu tak bardzo się naraziłem - rzekł Marek
- Powinieneś to zgłosić na policji - powiedział Sebastian
- Już dzisiaj byłem na komisariacie ze względu na to włamanie. Ale w związku z tym w porze lunchu pojadę jeszcze raz i powiem również o tym wszystkim co miało miejsce wcześniej - jeszcze chwilę porozmawiali i każdy z nich zajął się swoją pracą. W porze lunchu Marek udał się po raz kolejny tego dnia na komendę aby powiedzieć również o tych głuchych telefonach i samochodzie.
- Czy wcześniej miewał pan takie sytuacje? - dopytywał policjant zajmujący się sprawą
- Nie nigdy wcześniej nic takiego nie miało miejsca. Wszystko zaczęło się jakieś dwa do trzech tygodni temu - tłumaczył młody Dobrzański
- A może to ktoś z konkurencji - nie odpuszczał komisarz
- Proszę pana to są poważni ludzie i na poziomie. Z całą pewnością nie posunęli by się do czegoś takiego - odparł pewny swego Marek
- To może komuś pan coś powiedział albo zrobił komuś - dopytywał policjant 
Marek zastanawiał się chwilę, ale jego odpowiedź była przecząca. On nadal nie łączył tych wszystkich rzeczy z jedną osobą. W dodatku z osobą jakże dobrze mu znaną.

Za to Aleks coraz bardziej się niecierpliwił. Wierzyciele wciąż go nachodzili i domagali się spłaty należności. A ludzie, których wynajął nie wiele robili aby Marek opuścił dom. Tym włamaniem wiele nie zdziałali. Dobrzański junior nadal tam mieszkał i nawet nie myślał o opuszczeniu domu. Ponownie spotkał się z nimi i wyraził swoje niezadowolenie. Ci kolejny raz zapewniali go, że robią wszystko aby wykonać zlecenie, którego się podjęli. 

Przez następne dni nic się złego nie działo. Ale i w sprawie Marka również policja nie miała nic co by wyjaśniło te wszystkie sprawy. Marka to zaczęło denerwować, ale było też coś co poprawiało mu humor. Już nie długo miała wrócić Ula. Za kilka dni miał nastąpić dzień kiedy ją zobaczy i wyjaśni wszystko. 
Ula do Rysiowa wróciła w piątek. Przez ten miesiąc wiele przemyślała i już wiedziała co zrobi. Kilku godzinne rozmowy z babcią też pomogły. Stęskniła się za rodzicami i rodzeństwem. Całe piątkowe popołudnie spędziła z nimi opowiadając o dziadkach i jak spędzała czas, kiedy nie musiała pomagać w gospodarstwie. Natomiast wieczorem do jej pokoju weszła Magda Cieplak
- Ula możemy porozmawiać? - zapytała ją mama po wejściu do pokoju
- Oczywiście. Nawet chyba wiem o czym - odparła Ula
- I co postanowiłaś? - dopytywała Magda
- Wiesz mamo, będąc tam oderwana od wszystkiego miałam dużo czasu na rozmyślenia i postanowiłam wrócić do pracy - odpowiedziała matce
- A co z ... - zaczęła pani Cieplak, lecz Ula wiedząc o co chce ją zapytać Magda przerwała jej mówiąc
- Nadal go kocham i to się nie zmieni. Ale nie mogę wiecznie uciekać i żyć mrzonkami. Może jeszcze kiedyś będziemy mogli być razem. Lecz przecież pracować też muszę. A nie sądzę abym znalazła gdzieś lepiej płatną pracę - tłumaczyła, a po chwili powiedziała coś co zaskoczyło jej matkę - wiesz mamo pomyślałam sobie, że może powinnam poszukać sobie jakiegoś mieszkania w Warszawie i przeprowadzić się.
Magda przez chwilę milczała nie wiedząc co powiedzieć. Ta wiadomość zaskoczyła ją.
- Ula przemyślałaś to sobie dobrze? - odezwała się w końcu pani Cieplak
- Tak mamo. Powinna w końcu się usamodzielnić. Zarabiam na tyle, że stać mnie na wynajęcie jakiejś kawalerki - odparła jej Ula
O ile Ula była pewna swej decyzji tak już jej matka nie do końca. Gdy już skończyła rozmawiać z córką weszła do salonu gdzie siedział Józef oglądając jakiś film. 
- Coś ty taka milcząca - odezwał się Józef do żony, która zwykle miała coś do powiedzenia 
- Ula chce się wyprowadzić - odpowiedziała po chwili zastanowienia
- I co w tym takiego złego? - dopytywał ją mąż
- Niby nic, ale... - rzekła, i zamyśliła się co wykorzystał pan Cieplak
- Kochanie ona jest już dorosła i ma prawo zamieszkać sama. Nie możemy jej tego zabronić. Powinniśmy pozwolić jej żyć po swojemu. Popełniać błędy i uczyć się na nich. Możemy ją wspierać i pomagać gdy będzie tego potrzebowała - mówił przysiadając się obok żony
Pani Cieplak musiała przyznać mężowi rację. Przecież jak każdy i Ula powinna zacząć żyć samodzielnie. Przypomniała sobie słowa swej ciotki mówiącej, że dzieci chowamy nie dla siebie tylko dla innych. 
Następnego dnia podczas śniadania ojciec Uli poruszył temat jej przeprowadzki. Mała Beatka trochę się zmartwiła, była bardzo zżyta z siostrą. Ale już Jasiek nawet i się ucieszył. Widział w tej przeprowadzce korzyść w postaci własnego pokoju. 
Rodzice zaproponowali jej pomoc w znalezieniu jakiegoś mieszkania i umeblowania go. Była im bardzo wdzięczna, że ją wspierają i pomagają. W takich chwilach zawsze mogła na nich liczyć.  

W poniedziałek o ósmej rano wysiadła z windy i udała się wprost do swojego miejsca pracy. Chwilę po niej przyszła Violetta. Obie dziewczyny przywitały się. 
Było już po dziewiątej, a Marka wciąż nie było w pracy. O ile Violettę to niezbyt zmartwiło, to Ulę już tak. Owszem wiedziała, że czasem lubił zarwać noc w klubie, ale nigdy nie spóźniał się do pracy. 
- Viola nie wiesz czemu Marka jeszcze nie ma w pracy? - pytała Ula 
- Nie wiem. W piątek nic nie mówił aby miało go nie być - odpowiedziała Kubasińska
Ta odpowiedź tylko jeszcze bardziej zaniepokoiła Ulę. Postanowiła do niego zadzwonić, ale gdy Marek nie odbierał telefonu, poszła do Sebastiana. Po usłyszeniu zaproszenia weszła do gabinetu dyrektora HR i gdy przywitała się z nim zapytała
- Sebastian nie wiesz co się dzieje z Markiem? Jest już dziesiąta, a jego nie ma w pracy, ani nie odbiera telefonów.
Sebastian spojrzał  na Ulę i zaczął się nad czymś zastanawiać. 
- Sebastian czy coś się stało? Powiedz coś  - tymi słowami Ula przywołała Sebastiana 
- Nic nie wiem Ula - odparł dyrektor
- Sebastian proszę powiedz mi - prosiła go Ula widząc, że Olszański coś przed nią ukrywa
- Na prawdę nic nie wiem. Widziałem się z Markiem w piątek w pracy. Ale weekend spędziłem z Violettą - tłumaczył jej
Mimo tego ona miała jakieś złe przeczucie. 
CDN...

piątek, 10 sierpnia 2018

ZAKAZANY OWOC część V

Od wyjazdu Uli minęły już dwa tygodnie, a Marek coraz bardziej uświadamiał sobie jak bardzo mu jej brakuje. Czasami łapał się na tym, że tęsknił. Ta cała sytuacja nie dawała mu spokoju. Do tego wszystkiego nie miał pojęcia czy Ula faktycznie odejdzie z firmy czy też nie. Wiele razy chciał do niej zadzwonić, ale przecież musiał uszanować jej prośbę. Jednego razu chodzącego go po biurze zastał Sebastian. Chociaż chodzącego to mało powiedziane, on się miotał jak dzikie zwierzę zamknięte w klatce. 
- Co ty tak chodzisz w te i z powrotem? - dopytywał kadrowy
- Bo to wszystko mnie zaczyna przerastać. Już sam nie wiem co mam robić i co o tym myśleć - mówił junior
- Możesz jaśniej. Bo nic nie rozumiem. O czym ty mówisz? - pytał Olszański nie bardzo mogąc pojąć zachowania przyjaciela. 
- Od kiedy Ulka poszła na ten urlop coś dziwnego zaczęło się dziać ze mną. Przestałem chodzić do klubu, upijać się, ba nawet nie pociągają mnie żadne panny. Ostatnio łapę się na tym, że tęsknię, a gdy zamykam oczy to widzę... - przerwał tak jakby zastanawiał się nad tym co chce powiedzieć
- Jak zamykam oczy to widzę... - powtórzył po nim Seba próbując wyciągnąć od Marka to czego sam był pewien
- To widzę Ulę. To staje się jakąś obsesją - mówił dyrektor
- Ja ci powiem co to jest. I mogę cię zapewnić, że to nie jest obsesja przyjacielu, tylko najzwyczajniej w świecie nazwa się to miłość - mówił pewien swego Sebastian - i nie zaprzeczaj bo wiem co mówię. To wszystko co opowiedziałeś jest objawem miłości. I jak mniemam prawdziwej miłości. Spójrz, a raczej przypomnij sobie jak zachowywałeś się będąc z Pauliną. Ciągłe zdrady, włóczenie się po pubach. I jakoś dziwnie zaprzestałeś tego wszystkiego gdy rozstałeś się z Febo, a Ulka wyjechała - mówił dalej Olszański nie pozwalając dojść do głosu Markowi, który najwyraźniej próbował zaprzeczyć temu co mówił przyjaciel .
Tę ich rozmowę przerwał dźwięk telefonu. Marek odebrał, ale tak jak i poprzednim razem nikt się nie odezwał.
- Kto to? - odezwał się Sebastian
- Nie wiem. Już od kilku dni ktoś dzwoni, a jak odbiorę to nikt się nie odzywa i po chwili się rozłącza - odpowiedział Marek.
Sebastian siedział i widać było, że nad czymś się zastanawia. 
- A od kiedy dokładnie są te telefony? - odezwał się kadrowy - pytam bo to jest dziwne - dodał 
- Od ... - próbował sobie przypomnieć Dobrzański - wiesz nie pamiętam, ale już od dłuższego czasu - odpowiedział - chyba pierwsze takie telefony zaczęły się jakiś tydzień temu. A czemu pytasz?
- Marek nie wydaje ci się to dziwne? Ktoś do ciebie wydzwania, ktoś inny niszczy ci auto przez przebicie dwóch opon. Coś tu jest nie tak - mówił wyraźnie zaniepokojony przyjaciel
- Nie, no co ty. Nie dorabiaj własnej ideologii do tego - mówił Marek, bagatelizując słowa Sebastiana. 
Dobrzański nie widział związku między tymi głuchymi telefonami, a uszkodzeniem auta. Lecz Sebastianowi  to nie dawało spokoju. Słowa przyjaciela nie co go zaniepokoiły. Miał jakieś nie jasne przeczucia, że może stać się coś złego.

- Aleks musimy coś zrobić. Bo za chwilę znajdziemy się na bruku. Dzisiaj znowu był u ciebie ten facet - mówiła Paulina siedząc w gabinecie swego brata

- Wiem sorella. Ale widzisz ten idiota nawet nie chce słyszeć o tym aby oddać ci ten dom - mówił Febo 
- Może ja z nim porozmawiam - zaproponowała panna Febo
- Jak chcesz, ale wątpię aby coś to dało. Sama słyszałaś co mówił - mówił niezbyt przekonywająco 

- Marek możemy porozmawiać? - zapytała Febo po wejściu do biura byłego narzeczonego. Jej ton głosu był jakiś dziwny, inny. Lecz Marek doskonale znał swą byłą i wiedział doskonale. Jeśli czegoś chce to potrafi być nad wyraz miła i uprzejma. Wręcz ociekająca miodem.

- Słucham - odezwał się 
- Wiesz jak jestem przywiązana do tego domu... - zaczęła, lecz Marek nie dał jej dokończyć mówiąc
- Nie, nie oddam ci tego domu. Sądziłem, że jasno się wyraziłem poprzednim razem. I zdania nie zmienię.
- Jesteś cham i prostak - odezwała się Paulina
- Może i tak. Ale uczyłem się od najlepszych. A teraz jeśli to koniec, to proszę abyś opuściła ten gabinet i pozwoliła mi popracować - odpowiedział Dobrzański 
Ta opuszczając jego gabinet jeszcze coś tam wyzywała pod nosem. On tego nie słuchał. 

Natomiast dwieście pięćdziesiąt kilometrów od Warszawy we wsi Pilec. Życie jakby zwolniło. Ula w końcu wyciszyła się. Zaczęła częściej się uśmiechać. Chociaż w jej głowie i sercu  wciąż był brunet o oczach górskiego lodowca. Po wielu godzinach rozmyślań zdecydowała nie zwalniać się z pracy. 

- Może i babcia ma rację. I moje marzenie się spełni. Tym bardziej, że Viola wspominała, że Marek rozstał się z Febo. A ta praca jest mi...nam potrzebna. Dzięki niej i mnie i mojej rodzinie żyje się lepiej - rozmyślała. 
Owszem związek z Markiem to było tylko jej marzenie. O pięknej, niczym nie zmąconej miłości. O szczęściu przy boku tego jednego jedynego. Do końca jej urlopu pozostały jeszcze nie całe dwa tygodnie. Postanowiła ten czas spędzić bardziej aktywnie. 
Zwiedziła Mrągowo gdzie obejrzała "Kamienicę rabina" - gdzie do 1938 roku mieszkał ostatni mrągowski rabin żydowski, "Wieżę Bismarck" oraz wiele innych atrakcji turystycznych. Trafiła nawet na festyn, który odbywa się tam co roku "Piknik Country", gromadząc wielu artystów. Tego dnia wróciła dosyć późno, lecz nie żałowała. Sama przed sobą potrafiła przyznać, iż świetnie się bawiła. Zwiedziła również Biskupiec i jego bogatą ofertę atrakcji turystycznych. Wszak wiele razy odwiedzała te wszystkie miejscowości mazurskie. Lecz za każdym razem odkrywała coś nowego. Odpoczęła i czuła, że właśnie tego potrzebowała. Mimo tak spędzanego czasu ona nadal myślała o Marku. Czasami była zła sama na siebie. Chociaż usilnie starała się nie myśleć, to miała wrażenie jakby w takich razach było odwrotnie i ze zdwojoną siłą powracają myśli o nim.

W stolicy czas płynął swoim rytmem. Każdy był zajęty swoimi sprawami i życiem. Chociaż nie do końca wyglądało to tak sielankowo. Bo był ktoś kto usilnie próbował zrealizować swój nikczemny plan. Mianowicie Aleksander Febo mając nóż na gardle, a do tego wielka chęć zemsty za przeszłość popychała go do tego wszystkiego. 

Okazało się bowiem, iż ten geniusz ekonomii jak mawiał o sobie sam Febo miał poważne problemy finansowe. Gra na giełdzie zawsze wiązała się z ryzykiem, które podjął Febo. Jego pycha i pewność siebie zgubiły go. Przez co stracił niemal cały dorobek swojego życia. To wszystko spowodowało, że stracił swój własny dom. Miał nie za wiele czasu aby opuścić dom, w którym mieszkał dotychczas. I doszedł do wniosku, że dom Marka będzie najlepszym miejscem do zamieszkania. Do tego dochodziła wielka chęć zemsty za to co zrobił mu młody Dobrzański przed laty. A to rozstanie jego siostry z juniorem było tylko mu na rękę. Nie przewidział tylko oporu ze strony swojego odwiecznego wroga.
Wszedł do jakiejś obskurnej knajpy gdzieś na obrzeżach Warszawy, rozejrzał się, po czym podszedł do jednego ze stolików 
- Witam panów. Jakoś nie widzę postępów w panów działaniu. On nadal nie zamierza opuścić tego domu - odezwał się Febo gdy tylko zajął miejsce obok jednego z nich
- Spokojnie. Proszę pozwolić nam działać po swojemu - mówił jeden z mężczyzn
- Ale ja nie mam czasu. Proszę tę sprawę załatwić w jak najkrótszym czasie - rzekł Febo wyciągając z wewnętrznej kieszeni marynarki kopertę i podając jednemu z nich - mam nadzieję, że to zmotywuje was do lepszej pracy. I w niedługim czasie zobaczę efekty tej pracy - dodał po czym pożegnał się i opuścił lokal.
Marek nieświadomy niczego postanowił wyremontować cały dom i jednocześnie pozbyć się wszystkiego co przypominałoby jego byłą narzeczoną. Wynajął ekipę mającą doprowadzić ten dom do takiego stanu jaki jemu odpowiadał. Meble, które pozostały postanowił sprzedać wystawiając je na portalach internetowych. Miał dosyć dużo szczęścia bo większość tych mebli sprzedała się niemalże od ręki. To co pozostało postanowił na jakiś czas umieścić w garażu. 
Od rozmowy Marka z Sebastianem minął niemal tydzień.Gdy ten pierwszy w końcu zrozumiał, że ta cała tęsknota to nic innego tylko miłość. Jak już doszedł do tego był gotów nawet jechać do Rysiowa i prosić państwa Cieplak o adres Uli. Chciał jej to wyznać. Zwierzył się z tego swojemu przyjacielowi lecz tamten próbował studzić te jego zapędu mówiąc
- Nie bądź w gorącej wodzie kąpany. Sam mi mówiłeś, że prosiła cię abyś dał jej spokój. Więc uszanuj to. Ona wraca już nie długo i wtedy wszystko sobie wyjaśnicie. 
- Może i masz rację - odparł Dobrzański
- A tak z innej beczki. Te dziwne telefony to ustały? - odezwał się kadrowy 
- Tak od kilku dni jest spokój - odpowiedział Marek. Co nie do końca było prawdą, rzeczywiście było ich znacznie mniej, ale jednak były. Skłamał aby przyjaciel znów nie wysnuwał dziwnych podejrzeń. 
CDN...