sobota, 16 lipca 2022

STRACH część VI

 


To już ostatni rozdział moi mili. Od jutra przerwa wakacyjna aż do 19 sierpnia. Wiem to trochę długo, ale mam nadzieję, że przez ten czas nie zapomnicie o mnie i wrócicie po tej przerwie. 
Pozdrawiam i zapraszam do lektury. 

Pocałunek trwał dosłownie ułamek sekundy, a po nim nastało pożegnanie i rozstanie. Marek wracał do siebie z uśmiechem na ustach. Jednym z powodów było, że wreszcie się spotkali i wyjaśnili wszystko co było do wyjaśnienia. Druga rzecz, że dała się pocałować, nie odepchnęła, nie strzeliła w twarz ani nie obraziła się z tego powodu. Dla młodego Dobrzańskiego wszystkie te rzeczy sprawiły iż miał wrażenie jakby zaczynał swoje życie od nowa. I bardzo pragnął aby ten początek rozpocząć wraz z kobietą, którą kocha ponad wszystko i za którą oddałby własne życie. Tuż przed snem wysłał wiadomość z życzeniami spokojnej nocy i  pięknych snów. 

Przez kolejne dni kilka razy dzwonili do siebie oraz spotkali się. 
- Wiesz chciałam poszukać jakieś pracy od przyszłego tygodnia. Już od ponad dwóch tygodni siedzę bezczynnie w domu - mówiła jednego razu Ula kiedy siedzieli w salonie u Marka. To była jej pierwsza wizyta w mieszkaniu młodego Dobrzańskiego. 
- Ale po co chcesz szukać? - dopytywał. 
- Jak to po co. Znasz mnie i wiesz, że nie lubię takiego siedzenia - wyjaśniła. 
- Nie to miałem kochanie na myśli. Chodziło mi, że zawsze możesz wrócić do firmy. Od kiedy Febo odeszli jest wolny etat dyrektora, ale równie dobrze możesz ponownie objąć stanowisko prezesa - mówił. 
- Czy ja wiem? 
- Ula proszę cię zastanów się. Znasz firmę i ludzi tam pracujących. Owszem jest kilka nowych osób, ale to przecież nie problem - prosił. 
- W porządku obiecuję zastanowić się. Dam ci odpowiedź pod koniec tygodnia - wyjaśniła - jutro jadę do Rysiowa i wrócę dopiero wieczorem. 
- Jeśli się zgodzisz to mogę po ciebie przyjechać. Do południa jestem umówiony z kontrahentem na podpisanie umowy na sprzedaż nowej kolekcji. Myślę, że spotkanie nie potrwa zbyt długo. Potem po pracy jeszcze podjadę na chwilę do rodziców a później mogę być tylko dla ciebie. 
- Nie chce robić ci kłopotów - zaczęła, jednak Marek jej przerwał.
- To żaden kłopot ani tym bardziej problem. Powiedz tylko, o której mam przyjechać - mówił. 
- Myślę, że jak przyjedziesz na siedemnastą to będzie dobrze - odparła wiedząc, że Marek i tak postawi na swoim. 
- Obiecuję być na czas. Zawiózłbym cię, ale nie dam rady - rzekł ze smutkiem w głosie.
- Nic się nie dzieje. Komunikacja miejska wciąż działa - wyjaśniła z uśmiechem na ustach. 

Było kilka minut po piętnastej kiedy podjechał pod dom rodzinny. Przyjechał na prośbę ojca. Krzysztof ostatnio czuł się słabo i nie mógł przyjechać do firmy. Wchodził do domu w dobrym nastroju i miał tylko nadzieję, że nikt tego nie zepsuje. Przywitał się z obojgiem rodziców i chwilę później wraz z ojcem zniknął w jego gabinecie. 
- Co ty taki synku rozradowany - dopytywał Krzysztof kiedy skończyli rozmawiać o sprawach firmowych. 
- Ula wróciła - odpowiedział, ale jakoś tak lakonicznie jak dla seniora Dobrzańskiego. 
- I co? Czy ciebie synu trzeba tak ciągnąć za język? Kiedy wróciła? Widzieliście się już? - zasypał go ojciec pytaniami. 
- Tak widzieliśmy się - odparł i widząc pytającą minę ojca kontynuował - spotkaliśmy się w tamtym tygodniu we wtorek. Rozmawialiśmy tego dnia bardzo długo, wyjaśniając sobie te wszystkie nieporozumienia. Nie mówiłem wcześniej, bo nie chciałem zapeszać. Od tej rozmowy widzieliśmy się już kilka razy. Wczoraj wieczorem kiedy rozmawialiśmy zaproponowałem jej powrót do firmy. Dzisiaj jadę po nią do Rysiowa - mówił kiedy wychodzili z gabinetu. 
- Po co jedziesz do Rysiowa? Przecież my nie mamy tam nikogo znajomego - mówiła Helena usłyszawszy ostatnie zdanie. 
- Jadę do Uli - odparł - niech mama nie zaczyna od nowa. Ja już swoje powiedziałem i zdania nie zmienię. 
- A ty znowu swoje - odparła. 
- To mama wiecznie swoje. Ja już powiedziałem swoje i zdania nie zamierzam zmieniać. Ale jak widać muszę bardziej postawić na swoim - odparł i zwrócił się już tylko ojca - będę się zbierał. Widzimy się następnym razem u mnie - Krzysztof pożegnał syna uściskiem dłoni i na koniec dodał. 
- Powodzenia synu - junior uśmiechnął się do ojca. To wsparcie ze strony ojca bardzo cieszyło Marka, ale upór matki był niepokojący. Miał obawy czy nie będzie próbowała w jakiś sposób zniszczyć to jego szczęście. 
Przez całą drogę zastanawiał się nad zachowaniem Heleny, będąc już na miejscu próbował poprzez uśmiech ukryć, że coś go trapi. Wydawać by się mogło, że świetnie mu to idzie jednak Ula nie dała się nabrać. Mimo tego przez czas pobytu w rodzinnym domu Cieplaków nie pytała co mogło być tego powodem. 
- Wiesz niezły z ciebie aktor, ale mnie nie udało ci się oszukać - rzekła jak tylko ruszyli w drogę. 
- Nie wiem o czym mówisz kochanie - Marek coraz częściej zwracał się do niej zwrotem kochanie i jak widać nie przeszkadzało jej to. Można było nawet pokusić się o stwierdzenie, że ten zwrot podobał się. 
- Wiem, że coś cię gnębi. Powiesz mi? - dopytywała. 
- To nic takiego. Trochę martwi mnie stan zdrowia taty - próbował tą odpowiedzią nieco zmienić temat. 
- Marek znam cię na tyle żeby wiedzieć kiedy mówisz prawdę a kiedy próbujesz coś ukryć. Pamiętasz obiecaliśmy sobie mówić prawdę. Więc? - Marek doskonale wiedział, że nie ma wyjścia i musi jej powiedzieć. 
- Porozmawiamy w domu - rzekł. Dla niej te trzy słowa wywołały jedynie niepokój. W głowie zaczęły się rodzić przeróżne czarne myśli. A jedna szczególnie nie pozwalała się uspokoić. 
- Zapewne chce się rozstać. 
- Jedziemy do ciebie czy do mnie? - wyrwał ją z zamyślenia. 
- Możemy do mnie. Mam w lodówce pierogi - odparła, a marek tylko skinął głową. 
Kiedy zjedli i usiedli w pokoju z filiżankami kawy Ula przypomniała mu o tym, że miał wyjaśnić co go trapi. 
- Kolejny już raz pokłóciłem się, chociaż to może mało powiedziane, wręcz dobitnie wyjaśniłem mojej matce jedną sprawę - widząc, że Ula chce zapytać o co chodzi pospieszył z wyjaśnieniem - moja mama przez te wszystkie lata nie przestała wierzyć, że kiedyś ponownie będę z Pauliną. Żadne moje argumenty do niej nie docierają. Nie dociera do niej, że ja kocham ciebie a nie jej pupilkę Paulinę - powiedział prawdę, która jak przypuszczał zaboli i tak właśnie było. Ula siedziała ze spuszczoną głową próbując ukryć łzy - Ula, skarbie proszę cię nie płacz. Dlatego nie chciałem mówić ci prawdy. To co mówi moja matka nie ma dla mnie znaczenia. Pokochałem cię i to się nigdy nie zmieni. Kocham tylko ciebie i tak pozostanie - próbował ją uspokoić, chociaż to nie było takie łatwe ani proste. 
- Może twoja mama ma rację - wychlipała przez łzy. 
- Ula co ty mówisz? W czym może mieć rację? 
- Że powinieneś związać się z Febo. 
- Kochanie przestań mówić takie głupoty. Nigdy nie wrócę do Febo i nie zwiążę się z żadną inną kobietą oprócz ciebie. Albo będziesz ty aby żadna inna - mówił zdenerwowany. Jego złość na matkę doprowadziła do tego, że podniósł głos na Ulę a czego nie chciał - przepraszam nie chciałem krzyczeć. 
- Proszę zostaw mnie samą - rzekła. 
- Ula.... - chciał coś powiedzieć.
- Marek proszę cię. Chcę zostać sama - wiedział, że musi posłuchać jej prośby. Wstał i skierował swoje kroki w kierunku wyjścia. Wrócił do siebie,  z barku wyjął butelkę wódki i jeden kieliszek, usiadł na wysokim stołku ustawionym przy kuchennej wyspie. Nalał jedne kieliszek, następny potem kolejny aż przyszło opamiętanie. 
- Chłopie co ty wyprawiasz? Ona właśnie usłyszała, że twoja matka jej nie akceptuje a ty zamiast ją wspierać to próbujesz się upić. Brawo panie Dobrzański - sam siebie ganił w myślach. Wziął prysznic i zadzwonił do Uli, a kiedy ta nie odebrała wysłał jej wiadomość zapewniając ją o swojej miłości i prośbą aby chociaż odpisała. Tak jak prosił odpisała tylko jednym krótkim słowem.
- Ok. 

Wszedł do firmy nie witając się z nikim. Odebrał klucze od Ani z recepcji od swojego biura i zniknął za jego drzwiami. Nie było mu dane być samemu dłużej jak około godziny, kiedy usłyszał pukanie a następnie ujrzał głowę swojego przyjaciela. 
- Coś ty taki nie w humorze? - dopytywał Olszański. 
- Wczoraj powiedziałem Uli, że moja matka jedynie kogo widzi u mego boku to Paula. 
- Zgłupiałeś? Po jaką cholerę jej to mówiłeś? - dopytywał kadrowy. Marek opowiedział Sebastianowi co było powodem takiego zachowania - to nie dobrze. Jak znam Ulkę to może chcieć odejść.
- No ty to potrafisz pomóc - odparł mu prezes. 
- Spróbuj z nią porozmawiać, wyjaśnić - mówił Sebastian. 
- Wczoraj to zrobiłem, ale ona tylko powiedziała, że chce zostać sama. Dzisiaj już dzwoniłem kilka razy, ale nie odbiera. Za godzinę jestem umówiony z Pshemko - mówił.
- Przez ten czas ja spróbuje się z nią skontaktować - zaproponował swoją pomoc, nie wiedząc, że Cieplak zamierza przyjść do firmy. 

- Dzień dobry Aniu - przywitała się po wyjściu z windy na piątym piętrze. 
- Ula? - odezwała się dziewczyna stojąca za ladą recepcyjną. 
- Tak to ja. Przyszłam do Marka, jest u siebie?
- Poszedł do pracowni mistrza - usłyszała w odpowiedzi - w takim razie może przejdźmy się do bufetu i tam przy kawie poczekasz na niego - zaproponowała Ania. 
- Wolę inne miejsce. Nie chcę spotkać Izy. Jakiś czas temu pokłóciłyśmy się - wyjaśniła Ula. Obie panie wyszły do pobliskiej kawiarenki. Tam panna Cieplak opowiedziała o rozmowie z główną krawcową. W zamian usłyszała to co samo co mówili jej Maciek oraz Alicja to chyba było jej potrzebne. Wyglądało to tak jakby słowa Ani były czymś w rodzaju kropki nad "i". Po niespełna dwóch kwadransach wróciły do firmy jednak okazało się iż Marka wciąż nie ma. 
- Wiesz co Ula zrób mu niespodziankę. Masz tu drugi klucz i poczekaj nie niego w gabinecie - Uli dwa razy nie trzeba było mówić. 
Usiadła na fotelu, odwracając się tyłem do drzwi i tak czekała na przyjście Marka. Długo nie musiała czekać, usłyszała otwieranie się drzwi i ten tak bardzo dobrze znany głos. 
- Przepraszam, co tu robisz? 
- Jak długo można czekać? - odpowiedziała pytaniem na pytanie powoli się odwracając. 
- Ula - zawołał z radością w głosie i już był tuż przy niej. Marek kolejny raz próbował wyjaśnić, wytłumaczyć lecz Ula mu przerwała. 
- Nie musisz mi tłumaczyć zachowania swojej mamy. Miałam dość czasu aby to przemyśleć i zrozumieć, że nie mogę kolejny raz cię stracić. Kocham cię - tym wyznaniem sprawiła, że w jego sercu rozlała się fala ciepła. 

Od tego dnia ich życie zaczęło układać się jak najlepiej. Ula wróciła do firmy obejmując stanowisko dyrektora finansowego. Pół roku później w dniu Walentynek Marek zaprosił Ulę w pierwszej kolejności do Palmiarni, gdzie z całą pewnością w głosie poprosił swoją ukochaną o rękę. 
- Ula, jesteś dla mnie najważniejszą osobą na świecie, nie umiem żyć bez ciebie. Dlatego to klęczę tu przed tobą i proszę cię abyś zechciała zostać panią Dobrzańską - Ula w pierwszej chwili zaniemówiła lecz kiedy minął szok jakiego doznała odparła. 
- Z wielką przyjemnością zostanę twoją żoną Marku i zostanę przez resztę swoich dni u twego boku - młody Dobrzański wsunął na jej palec piękny, ale za razem skromny pierścionek. Wszystko to przypieczętowali namiętnym, długim pocałunkiem. 
Datę jaką ustalili na ten wyjątkowy dzień to ich ponowne spotkanie po latach. 
Na uroczystości zaślubin byli niemalże wszyscy zaproszeni. W kościele stawili się wszyscy, jednak już na weselu nie było Heleny. Ta wciąż nie potrafiła się pogodzić z wyborem syna. Marek już tracił nadzieję, że to się kiedykolwiek zmieni. A jednak nastał taki dzień. Stało się to jakieś dwa lata po ślubie. Młodzi Dobrzańscy doczekali się pierwszego dziecka i ten dzień kiedy Helena Dobrzańska zobaczyła wnuka stał się przełomowy. Kilka dni po tym jak Ula wraz z synkiem wrócili do domu odwiedziła ich Helena. W pierwszej kolejności przepraszając Ulę za swoje zachowanie następnie Marka. Po tej rozmowie było widać, że młody Dobrzański odetchnął z ulgą, miał wrażenie jakby ktoś zdjął z jego pleców ogromny ciężar. 
KONIEC

sobota, 9 lipca 2022

STRACH część V

 Stała wpatrując się nurt płynącej rzeki jednocześnie zastanawiając się jak to będzie. Czy uda im się dojść do porozumienia? Czy Marek ją wysłucha? Była pełna lęku. Ten strach ją przytłaczał, miała wrażenie jakby miała się zaraz rozlecieć. 
Podjechał i zaparkował wydawało się jakby w dokładnie tym samym miejscu co sześć lat temu. Wysiadł, rozejrzał się aż w  końcu ją ujrzał. Jego serce zaczynało coraz szybciej bić i tak samo jak Ula i Marek miał te same wątpliwości. Skłamałby gdyby powiedział, że się nie boi. Te jego obawy były wręcz obezwładniające. Miał wrażenie jakby nogi zrobiły się jak z waty a po plecach czuł jak płynie pot. Lecz mimo tego strachu jaki odczuwał nie zamierzał się wycofać, odpuścić tak jak uczynił to tego ostatniego dnia kiedy odeszła oraz gdy na jaw wyszły te wszystkie złe rzeczy, i ona wyjechała, uciekła od niego wtedy na Mazury a potem jeszcze dalej, bo aż do Norwegii. 
- Dzień dobry Ula - niemalże wyszeptał aby jej nie przestraszyć, gdyż ta nawet nie drgnęła kiedy Marek się zbliżał. Usłyszała i odwróciła się w jego stronę. 
- Dzień dobry - odpowiedziała tym samym zwrotem grzecznościowym. 
- Na początku chciałem ci bardzo podziękować, że się odezwałaś i chciałaś spotkać - zaczął młody Dobrzański. Ula milczała więc ten postanowił to wykorzystać i przerwał tę chwilę milczenia - Ula ja wiem jak bardzo, ale to bardzo mocno cię skrzywdziłem swoim postępowaniem. Jak podle cię potraktowałem zabawiając się twoimi uczuciami. Jednak to było tylko na początku z czasem zaczynałem coraz bardziej pragnąć tych naszych spotkań. Owszem nie od razu rozumiałem sam siebie. Dochodziło do tego, że dzień bez ciebie był dniem straconym. W pewnym momencie, nawet nie wiem dokładnie kiedy, ale takie coś jak upijanie się w klubie straciło sens, nie bawiło mnie to już tak. Modelki też przestały mnie interesować. Z biegiem czasu widziałem coraz więcej rys na związku z Pauliną. Nie żebym ich nie widział wcześniej, ale zaczynało być ich znacznie więcej. Owszem większość tego co się działo między nami było z mojej winy. Do pewnego momentu żyłem jak Piotruś Pan, lekkoduch, który myśli, że tak można. Tego dnia kiedy wyjechaliśmy wspólnie do Poznania zacząłem coś rozumieć, ale musiało minąć jeszcze trochę czasu abym doszedł do tego co ważne. To tu nad Wisłą zrozumiałem, że to co się działo ze mną było niczym innym jak wielkim, prawdziwym uczuciem miłość. W tedy jakbym doznał olśnienia - mówił cały czas patrząc jej prosto w oczy, które robiły się mokre od łez. Wiedział, że tylko prawda może pozwolić na oczyszczenie tego co było - wtedy, gdy wyszłaś z mojego gabinetu, a ja nie mogłem się dodzwonić i nie wiedziałem co się z tobą dzieje myślałem, że oszaleję. Strasznie się o ciebie Ula martwiłem - ona słuchała tego wszystkiego a jej twarz zalewała słona ciecz. Wiedział, że sprawia jej ból. Jednak nie może się wycofać, bo to jedynie pogorszy sytuację. Musi być szczery i prawdziwy, aby to wszystko wyjaśnić - Ula z chwilą kiedy zrozumiałem co czuję nic i nikt inny się nie liczył. W dniu kiedy znalazłaś tę nieszczęsną kartkę był jednym z najgorszych dni w moim życiu, tak wiem w  twoim również. Zrobiłbym wówczas, ale i dziś wszystko abyś dała mi, nam kolejną szansę. Nawet gdybyś kazała oddać sobie czy komukolwiek nawet Febo te cholerne udziały to bym tak zrobił. Jeśli to byłby jedyny warunek abyś do mnie wróciła. Przez te wszystkie lata kocham cię tak samo, a może nawet jeszcze bardziej - skończył, poczuł jakąś lekkość, że wreszcie powiedział to co powinien uczynić tak dawano temu i kolejny już raz tego popołudnia zapanowała cisza. Wyglądało tak jakby każde z osobna analizowało to co było powiedziane. 
- Długo - zaczęła tym razem Ula - nie mogłam się pozbierać po tym co zobaczyłam, co przeczytałam. To było jak kubeł zimnej wody. Ból jaki poczułam był nie do zniesienia. Oszukana, wykorzystana do niecnych celów tak właśnie się czułam. Nie umiałam i chyba wciąż nie umiem sobie tego wyobrazić jak można być tak cynicznym i podłym wobec osoby, która kocha, wspiera. Mówisz, że pokochałeś i wciąż kochasz, ale kiedy miałeś wypadek to nawet nie chciałeś mnie widzieć, nawet nie zadzwoniłeś - Marek zrobił wielkie oczy, bo nie rozumiał o czym mówi Ula. 
- Ula o czym ty mówisz, jak nie chciałem. Owszem nie zadzwoniłem ze szpitala, bo gdzieś zaginął mój telefon. A na sali leżałem sam, nie miałem kogo poprosić o pożyczenie aparatu, twój numer znam na  pamięć do dziś. Nawet pytałem Seby, kiedy przyjechał dlaczego nie przyszłaś. Odparł mi, że widział się z tobą na korytarzu, ale nic więcej - tłumaczył - kto ci powiedział, że nie chcę cię widzieć? - dopytywał.
- Przyjechałam do szpitala razem z Piotrem. W szpitalu spotkałam Paulinę i to od niej usłyszałam, że wróciliście do siebie, a mnie nie chcesz widzieć. I poprosiłeś ją aby mi to przekazała jeśli tylko mnie spotka - wyjaśniła - wyszłam ze szpitala. 
- Ula to jedno wielkie kłamstwo, które wymyśliła Paulina. Faktycznie to ona przyjechała do szpitala, bo po nią zadzwonili. Mieliśmy tak dużo spraw na głowie przez ten pokaz, że nawet nie pomyślałem aby edytować nazwę przy jej numerze. Wiesz, że właśnie teraz zrozumiałem co się mogło stać z moim starym telefonem. No bo jak szpital wiedziałby do kogo zadzwonić? Musieli mieć mój telefon i wybrali jej numer. To ona odebrała wszystkie moje rzeczy z depozytu szpitalnego, zniszczyła telefon wraz z kartą sim. Owszem zgłosiłem zaginięcie telefonu jak wyszedłem ze szpitala i otrzymałem duplikat karty, ale to chwilę potrwało - mówił spokojnie, jednak w środku aż się gotował ze złości na Febo. 
- Tak jak ty mnie ja ciebie też chciałam przeprosić - zaczęła kontynuować po tym jak wyjaśnili sobie kwestię szpitala. Marek spojrzał na nią nie rozumiejąc za co jego ukochana może chcieć go przepraszać przecież to on winien temu wszystkiemu a nie ona. Lecz postanowił nie przerywać, widocznie czuła, że musi - nie byłam wobec ciebie do końca w porządku. Owszem zraniłeś mnie zabawiając się moimi uczuciami, ale powinnam pozwolić ci wyjaśnić wszystko, a nie tak traktować. Dodatkowo wierzyłam nie tym co powinnam, kiedy mówiono mi o tobie. Widziałam jak się starasz w pracy lecz uznawałam to za twoją kolejną grę, abym tylko nie odeszła przed uratowaniem firmy. Wierzyłam plotkom a nie prawdzie - mówiła przez łzy - teraz mi wstyd, że tak postępowałam. 
- Ula nie masz za co mnie przepraszam, należało mi się. Moje zachowanie było godne takiego traktowania. 
Stali tak jeszcze dłuższą chwilę milcząc, każde z osobna analizowało co usłyszało. Panna Cieplak była zła na siebie samą, że tak łatwo dała wiarę słowom Izabeli, nie przeczytała tego cholernego listu i nie zawalczyła o swoją miłość w dniu kiedy również zrozumiała kogo kocha. To przecież powiedziała Piotrowi, że kocha tylko Marka kiedy ten czekał na nią przed szpitalem po tym wypadku. Lecz ona uwierzyła Paulinie, która mówiła o powrocie Marka do niej. Z drugiej strony była wdzięczna Maćkowi za otwarcie jej oczu i pokazanie listu. 
Marek tak jak Ula wyrzucał sobie brak uporu w walce o ukochaną. Lecz wściekłość jaka go ogarniała wobec byłej narzeczonej była nie do opisania. Obiecał sobie, że załatwi tę sprawę raz na zawsze. Ale ta sprawa teraz musi poczekać, bo dziś musi załatwić tę najważniejszą sprawę. 
- Ula, a powiesz mi dlaczego wybrałaś ten konkretny dzień i godzinę? - zapytał. 
- I widzisz to jest kolejny powód moich przeprosin - Dobrzański zrobił wielkie oczy, wciąż nie rozumiejąc o  co chodzi - ja twój list przeczytałam dopiero niedawno. W dniu kiedy go napisałeś nawet nie zwróciłam na niego uwagi. Dodatkowo dzwoniła do mnie Iza aby podać adres ośrodka, chwyciłam leżącą na stoliku złożoną kartkę i zapisałam na niej ten adres. Potem wieczorem dzwonił i powiedział o tym liście. Kazałam zniszczyć, ale Szymczyk mnie nie posłuchał i nie zrobił tego. Za to zapewne wiesz, że około miesiąca temu był u mnie - prezes skinął potwierdzająco - zaraz pierwszego dnia się pokłóciliśmy i przed wyjściem ode mnie na stole położył mi ten list. A tam podałeś konkretną datę i godzinę ot cała tajemnica. Pomyślałam, że to może być... - urwała tak jakby zastanawiała się nad doborem odpowiednich słów. 
- Przełomowa data dla nas - dokończył Marek, a Ula pokiwała jedynie głową zgadzając się - a co takiego powiedział albo zrobił Maciek, że tak cię zdenerwował? Jeśli można zapytać. 
- Sama rozmowa zaczęła się w miarę spokojnie. Jednak kiedy zaczął mi mówić o Izie i o tym co mówiła, a ciebie bronić coś we mnie pękło. Po tym jak zostałam sama w końcu przeczytałam twój list. W kolejnych dniach miała sporo czasu na przemyślenia - mówiła. 
- Ula to co napisałem w liście było najszczerszą prawdą. Nie wiem co usłyszałaś od Izy, ale zapewniam cię, że nie ma w tym grama prawdy - próbował tłumaczyć młody Dobrzański. 
- Teraz to wiem. Rozmawiałam z Alą, kiedy wróciłam do domu - znowu ta krępująca cisza. Mimo tego iż tak wiele sobie wyjaśnili, to jednak nadal odczuwali strach przed tym co dalej. Mimo tak wielu wyjaśnień nie powiedzieli co dalej z nimi. Żadne nie określiło się jak to ma być teraz. 
Przez tę rozmowę nawet nie zauważyli kiedy zaczyna się ściemniać. Ula chciała chyba się pożegnać, a bynajmniej tak to odczytał z jej zachowania Dobrzański. 
- Ula co teraz będzie? - zapytał, a jej milczenie jakby dodało mu czegoś na wzór odwagi - Ula nie musisz mi teraz odpowiadać, czekałem na ten dzień jak i na ciebie samą tyle to mogę poczekać jeszcze. Jednak chce abyś wiedziała, że bardzo mocno cię kocham. 
- Marek to nie tak. W ostatnim czasie w moim życiu znów zaczyna się jakaś rewolucja, wszystko wywróciło się do góry nogami. Kolejny raz okazało się, że można grać na moich uczuciach, nie mówię tu teraz o tobie, ale o kimś innym. Tak jak mówiłam wcześniej miała dość sporo czasu na przemyślenia. Mogę zapewnić cię, że wybaczyłam ci to cale świństwo, jednak jeszcze nie umiem zapomnieć. Kocham cię - wyznała, a jego serce szybciej zabiło - i wiem z całą pewnością, że nigdy nie przestałam. Lecz wciąż się boję, że to może się powtórzyć - mówiła. A ostatnie zdanie wyszeptała, tak jakby nie chciała zapeszyć. 
- Ula jeśli tylko pozwolisz, zrobię dosłownie wszystko aby udowodnić ci jak bardzo się zmieniłem. Już nigdy nie spowoduję abyś miała przeze mnie płakać - mówił spokojnie. 
Zdjął marynarkę i dał Uli aby ta ją założyła, kiedy tylko zauważył, że ta zaczyna marznąć. 
- Chodźmy Ula robi się dość chłodno. Odwiozę cię do Rysiowa - zaproponował rodzinny dom Uli, aby nie wydać Szymczyka, że wie o jej mieszkaniu w Warszawie. Dodatkowo pomyślał, że ta może nie chcieć być dzisiaj sama, ale tego co usłyszał nie przewidział. 
- Nie mieszkam w Rysiowie. Jeszcze zanim wróciłam do kraju kupiłam sobie mieszkanie na Krakowskiej. Jeśli więc masz czas to zapraszam do siebie. Mam ciasto - mówiła. 
- Krakowska to zaraz koło mnie - rzekł. 
- Jak to koło ciebie? Z tego co wiem to nie ma tam w pobliżu domów jednorodzinnych tylko same bloki - rzekła. 
- Po tym jak rozstałem się z Pauliną ona wyprowadziła się najpierw do Aleksa a potem do Mediolanu. Ja  sprzedałem ten dom, dzięki temu część ze sprzedaży poszła na ich spłacenie. Za resztę kupiłem mieszkanie na Okulickiego - wyjaśnił. 
- To nie wiedziałam - odparła kiedy wsiadali do auta. Marek jeszcze zanim ruszył uruchomił klimatyzację aby nagrzać w środku. 
Nie minęło więcej jak około kwadransa kiedy podjeżdżał pod wskazany przez Ulę blok. 
- To na drugim piętrze - wskazała na okna - proszę rozgość się, a ja nastawię wodę na kawę i pokroję ciasto - zwróciła się do Marka. 
Tego wieczoru jeszcze długo rozmawiali. A kiedy doszło pożegnania Marek mimo obawy postanowił uczynić coś więcej niż tylko wyznanie miłości. Stanął tak blisko, że czuła jego oddech na swojej twarzy, zbliżył swoją twarz i delikatnie niczym muśnięcie motyla ucałował jej usta. 
CDN...

piątek, 1 lipca 2022

STRACH część IV

 Przeszła przez odprawę celną, odebrała bagaże i już witała się z Maćkiem. 
- To gdzie teraz? - zapytał przyjaciel kiedy doszli do samochodu. 
- Najpierw zawieź mnie domu, ale po drodze wstąpimy do jakiegoś sklepu - Maciek skinął głową i już jechali w stronę mieszkania Uli. Tak jak chciała weszli jeszcze do dyskontu spożywczego, który był niedaleko jej mieszkania. 
- Chodź jeszcze do tej cukierenki, którą widziałam w pobliżu - zwróciła się do przyjaciela - kupię jakieś ciasto do kawy. To napijemy się kawy, zjemy coś słodkiego i spokojnie będziemy mogli porozmawiać - mówiła Cieplak. 
Dwa kwadranse później Maciek pomógł Uli z bagażami oraz z zakupami, których było dość sporo. 
- Przytulne to mieszkanko - rzekł Szymczyk kiedy już wszystko wnieśli i Ula zajęła się robieniem kawy a przyjaciel w tym czasie rozejrzał się. Nie było to duże mieszkanie, bo raptem dwa pokoiki z kuchnią. Jeden miał służyć za sypialnie i wyposażony w zabudowaną szafę, a drugi jako gościnny. Tam stała komoda oraz narożnik, mały stoliczek kawowy i dwa fotele. Łazienka wyposażona w wannę, pralkę a cała była w kafelkach ciemnego koloru.


- O coś takiego mi właśnie chodziło. Dzięki temu, że nie wydawałam zbyt wiele na siebie tam w Norwegii mogłam pozwolić sobie na kupno tego mieszkanka - mówiła - w poniedziałek jestem umówiona jeszcze z notariuszem na sfinalizowanie całej reszty - dodała. 
- To co teraz Ula? Mieszkanie już masz - zaczął Maciek.
- Kolejnym krokiem jest znalezienie jakiejś pracy. Oszczędności jakie mam na długo nie wystarczą - zaczęła.
- Wiesz, że nie o to pytam - wszedł jej w słowo. Doskonale wiedział, że o pracę to Ulka nie musi się martwić. 
- Na jutro rano jestem umówiona z Izą muszę to wyjaśnić. Dowiedzieć się co nią kierowało mówiąc mi te wszystkie rzeczy. A było ich bardzo wiele. Popołudniu pojadę do Rysiowa. Wtedy też poinformuję ich o swoim powrocie i kupnie tego mieszkania. Na wtorek umówiona jestem z Markiem - widać było, że ta ostatnia informacja ucieszyła Maćka. 
- A on wie, że przylatujesz? - zapytał.
- Tak, dzwoniłam do niego dwa dni temu - odpowiedziała. Przyjaciel szybko pokojarzył fakty. To było dzień po tym jak wygadał się prezesowi, a następnego dnia kiedy rozmawiali ktoś właśnie dzwonił. 
- To dobrze Ula, że wreszcie wyjaśnicie sobie te wszystkie nieporozumienia i może nawet z czasem ponownie zaczniecie się spotykać. Będę trzymać za was kciuki. 
- Wiesz z jednej strony bardzo chcę tego spotkania i tej rozmowy. Ale z drugiej strony ogarnia mnie wielki strach, jak to będzie. 
- Jestem pewien, że wszystko się ułoży. Ja przez te sześć lat widywałem Marka niemalże każdego dnia. I mogę powiedzieć, że jego uczucie do ciebie jest tak samo duże aby nie powiedzieć wielkie jak te sześć lat temu. Ula on nawet przestał wychodzić z Sebastianem do klubów, a nawet jak już wyszli to zawsze wracał do domu trzeźwy. Nie umawiał się z żadną modelką czy jaką inną kobietą. Wiecznie powtarza, że albo ty, albo żadna inna - mówił jej przyjaciel. Niby po tym co powiedział Szymczyk Ula uspokoiła się. Ale czuła, że czegoś jej nie mówi, jednak nie chciała dopytywać. Uznała, że dowie się od Marka. 
- Dobra Ula ja będę się zbierał. Jestem umówiony z Anią i nie chcę się spóźnić - rzekł mężczyzna.
- Dziękuję ci Maciuś za twoją przyjaźń i dzisiejszą pomoc. Samej było by mi znacznie trudniej. 
- Nie masz za co mi dziękować Ula - odparł, pożegnał i już go nie było. 
Będąc w samochodzie wysłał krótką wiadomość. 

"Ula już jest w domu" 

Prawie natychmiast dostał zwrotną odpowiedź.

"Dziękuję za info" 

W pierwszej kolejności chciała się spotkać z Izą gdzieś na mieście jednak porzuciła ten pomysł. Nie miała pojęcia jak ta może się zachować, a nie chciała wzbudzać sensacji. Dlatego też zadzwoniła do krawcowej podając swój adres zaprosiła do siebie na godzinę dziesiątą. 
- Witaj kochana, pięknie wyglądasz - zaczęła Izabela niczego nie świadoma - wróciłaś na stałe? Stęskniłaś się za starymi przyjaciółkami? - dopytywała. 
- Tak wróciłam na dobre. I może się stęskniłam, ale nie to jest powodem naszego spotkania - usłyszała w odpowiedzi, kiedy Ula postawiła dwie filiżanki na stoliku, samej siadając na przeciwko gościa. 
- To o czym chciałaś rozmawiać - mówiła z dużą niepewnością w głosie kobieta. 
- Chce dowiedzieć się czegoś o Marku i jego życiu przez ten czas jak mnie tu nie było - zaczęła Ula dość podchwytliwie. W pierwszej kolejności chciała zobaczyć co powie jej główna krawcowa i skonfrontować to z tym co mówił Maciek. 
- Niewiele mi wiadomo na ten temat. Z całą pewnością wciąż chodzą razem z Olszańskim po klubach, ale nie przyprowadza żadnej do biura. 
- A co Pauliną nadal pracuje w firmie? - dopytywała Cieplak. 
- Nie ona po tym jak zostawiła Marka oraz została spłacona przez Krzysztofa wyjechała do Włoch. 
- A co z Klaudią? - ciągnęła dalej Ula.
- Czemu tak dopytujesz się o Marka, czyżbyś nadal go kochała? Myślałam, że przez te sześć lat wywiał ci z głowy. 
- Tak po prostu, jestem ciekawa. Czy wziął sobie do serca nasze rozmowy - odparła. 
- Chyba nie do końca - rzekła.
- Nie? - udała zdziwienie a po chwili przeszła do sedna sprawy i wyłożyła karty na stół - z tego co mi wiadomo to mijasz się z prawdą teraz, ale i sześć lat temu również minęłaś się z nią i to dość bardzo. 
- Czy ty chcesz powiedzieć, że to wszystko jest nie prawdą? 
- Dokładnie tak. Rozmawiałam z kimś innym na ten temat. 
- Jemu wierzysz, a nie własnej przyjaciółce? - mówiła w oburzeniem Izabela. 
- Nie przypominam sobie abym wspominała coś o Marku. Ale tak masz rację nie wierzę w twoje słowa, już nie. I nie nazywaj się moją przyjaciółką, bo nią nie jesteś. Jak pamiętam co wiecznie oczerniałaś Marka w moich oczach. Wtrącałaś się. Zastanawiam się jaki miałaś w tym cel. Nie wiem co chciałaś w ten sposób osiągnąć. A może ty tak po prostu mi zazdrościłaś, że zainteresował się mną. Jakoś dziwnie nie odradzałaś mi Piotra, za to usilnie starałaś się nas ze sobą połączyć. 
- Chciałam dla ciebie dobrze - wydukała krawcowa i po chwili dodała - nie tylko ja ci go odradzałam, ale i pozostałe dziewczyny - w ten sposób próbowała się bronić.
- Ciekawe co mówisz, bo jakoś żadna z nich nie mówiła mi kto z kim zerwał, co robiła Klaudia w jego gabinecie z wyjątkiem ciebie samej. 
- Wiem co widziałam - odburknęła.
- Nie zamierzam tego dłużej słuchać. To koniec naszej znajomości, nie potrzebuję takich doradców - rzekła - a teraz opuść moje mieszkanie. 
Izabela z obrażoną miną wyszła od Uli nawet nie mówiąc do widzenia. Niespełna godzinę po rozmowie z już byłą przyjaciółką jechała do Rysiowa. Z początku miała jechać komunikacją miejską lecz prezenty dla rodziny spowodowały, że zwróciła się o pomoc do przyjaciela. Poprzedniego dnia wieczorem zadzwoniła do Maćka z prośbą o pomoc ten nie widział powodu do odmowy. Umówili się na godzinę dwunastą. Uznała iż dwie godziny jej wystarczą aby rozmówić się z główną krawcową w firmie. A można by też nazwać największą, główną firmową plotkarą. Wierzyła słowom Maćka, ale chciała jeszcze skonfrontować swoją wiedzę z tym co może jej powiedzieć Ala. 
Pojawienie się jej w rodzinnym domu sprawiło wielką radość i mnóstwo wzruszeń. 
- Córcia czemu nic nie powiedziała, że przylecisz w odwiedziny przygotowali byśmy coś - mówił wzruszony Józef. 
- Nic nie mówiłam, bo to miała być niespodzianka, ale to nie jedyna - rzekła i widząc pytające miny najbliższych pospieszyła z wyjaśnieniami - wróciłam na stałe do Polski. Ale nie chcąc wam sprawiać kłopotu zamieszkam w Warszawie. Jeszcze przed moim przylotem kupiłam mieszkanie. 
- Żadnego problemu byś nie robiła dziecko, jednak szanuję twoją decyzję. Ale najważniejsze, że wróciłaś już nie będzie takiej wielkiej tęsknoty, bo jesteś tu na miejscu - mówił senior Cieplak. 
- Też tak myślę. Mnie samą bardzo dokuczała ta rozłąka, komunikatory nigdy nie dadzą tego co spotkanie w realny świecie - mówiła Ula, po czym zwróciła się do Alicji - chciałam z tobą porozmawiać, ale może dopiero wieczorem jak już będzie spokojnie. 
- Oczywiście. Po kolacji jeśli chcesz usiądziemy w twoim dawnym pokoiku z kawą i poplotkujemy - ostatnim czasy Ula dość mocno nie lubiła słowo plotkowanie. 
- Czy to oznacza, że zostaniesz Ula do niedzieli? - zapytała jej siostra. 
- A nawet do poniedziałku jeśli się zgodzicie - odparła.
- Nawet nie musisz pytać, to w końcu twój rodzinny dom - usłyszała od ojca. 
Nastał wieczór i obie panie usiadły w niewielkim pokoiku z filiżankami kawy. 
- To o czym chciałaś porozmawiać, bo jak się domyślam nie chodzi o rodzinę i dom - zwróciła się do Uli Alicja kiedy już usiadły. 
- Masz rację nie chodzi o nich. Chciałam porozmawiać o Marku - zaczęła Ula.
- O Marku? - dopytywała Ala a Cieplak tylko skinęła głową potwierdzając - czemu o niego pytasz? Czy coś się stało? 
- Widzisz - zaczęła Ula - wszystko zaczęło się przylotu do Norwegii Maćka. Tego dnia dość mocno się pokłóciliśmy. Przywiózł również list od Marka, gdzie ten pisze o rozstaniu z Pauliną. Ale od Izy słyszałam, że to Febo zerwała zaręczyny. Również od Izy dowiedziałam się, że gdy ja byłam na Mazurach to Marek spotykał się z Klaudią i nawet nie krył się z tym. Natomiast Maciek mówi całkiem co innego niż ona. Rozmawiałam z Izą dzisiaj przedpołudniem z początku zapierała się, że tak właśnie jest. Czy ty możesz mi powiedzieć coś więcej? 
- Ula to nie panna Febo zerwała zaręczyny tylko Marek i było to w dniu tego nieszczęsnego zarządu co wszystko wyszło na jaw. O spotkaniu z modelką wiem tylko, że to było ich zwykłe spotkanie i zwykłe pożegnanie, bo ta wylatywała do Mediolanu. Wiele razy widziałam dowody jak Marek się zmienił, zmienił na lepsze. Z dniem kiedy odeszłaś z firmy on przykłada się jak może aby nie zepsuć tego co wypracowałaś. Kilka a może i kilkanaście razy prosił między innymi mnie o twój adres albo chociażby numer telefonu. Wiem, że Krzysztof spłacił już oboje Febo i ci wyjechali do Włoch - mówiła Milewska - Ula skoro już wróciłaś to może powinnaś się spotkać z Markiem i wyjaśnić te wszystkie nieporozumienia - zasugerowała kobieta. 
- Już jesteśmy umówieni na wtorek - odpowiedziała Ula. 
Weekend Uli minął w bardzo radosnej, rodzinnej atmosferze. Było wiele wspomnień tych radosnych jak i tych nieco smutnych. Za to te kilka dni dla Marka było istną udręką. Najchętniej to pojechałby do Rysiowa aby się spotkać, ale obiecał, że spotkają się dopiero we wtorek. Nie chciał robić niczego wbrew jej. 
Przez ten czas próbował sobie przypomnieć o co chodzi z tą konkretną datą. Aż wreszcie uzmysłowił sobie o co chodzi i uśmiechnął się sam do siebie.

Wreszcie nastał dzień. Dzień, który miał okazać się przełomowym dniem dla nich obojga. Stała nad brzegiem Wisły czekając na przybicie Marka. 
CDN...

niedziela, 26 czerwca 2022

STRACH część III

 Było dość późno, siedziała z telefonem w ręku, a na kanapie obok leżał niewielki notesik ze spisanymi numerami telefonów. Kiedy zmieniała numer na ten norweski to spisała wszystkie numery z tego polskiego. I nawet ten, o którym twierdziła, że chce zapomnieć. Zapomnieć nie tylko ten ciąg dziewięciu cyfr, ale i o ich właścicielu. Spojrzała na stojący na komodzie zegar i uznała, że jest zbyt późno aby dzwonić. Już miała się kłaść kiedy usłyszała dźwięk przychodzącej wiadomości na Messengera. 
- Zadzwoń jutro rano - odczytała wiadomość od przyjaciela.
- W porządku - odpisała. 
Tej nocy również jak i poprzedniej niewiele miała snu. Jedynym plusem było, że była sobota i dzień wolny od pracy. Wzięła prysznic aby zmyć ślady nieprzespanej nocy, ubrana w szlafrok nastawiła wodę na kawę i uruchomiła komputer. W głowie miała ułożony plan działań. Te niespełna kilka dni sprawiły iż wiele spraw przemyślała. Chociaż prawdę powiedziawszy to przyczynił się do tego w dużej mierze sam Maciek. Z początku była zła na przyjaciela, że nie stoi za nią murem, że nie zniszczył listu. Tego, który ona zna już na pamięć i mogłaby go powiedzieć nawet wyrwana ze snu. Dzięki tej rozmowie jeszcze kilka a może nawet kilkanaście razy analizowała wszystko to co miało miejsce tam w Warszawie. I po każdym takim rozmyślaniu była coraz bardziej zła na siebie samą. 
Zaczęła działać zgodnie z planem, najpierw napisała wypowiedzenie umowy o pracę. Wiedziała, że nie będzie z tym żadnego problemu. Kolejnym krokiem było kupienie biletu na samolot. Obawiała się, że nie kupi z takim terminem jaki chciała. Ale udało się i zabukowała. Zerknęła kątem oka na zegarek i sama do siebie rzekła.
- Teraz pora zadzwonić do Maćka. Oby tylko chciał rozmawiać - pomyślała z obawą. Uruchomiła Messengera i po kilku sygnałach usłyszała głos przyjaciela. 
- No co tam? Co takiego się podziało, że jednak postanowiłaś zadzwonić? - dopytywał po przywitaniu.
- Maciuś na początku chcę bardzo cię przeprosić za swoje zachowanie. Wiem, że chciałeś dobrze. 
- Zawsze chce dla ciebie dobrze. Ale chyba nie tylko z tego powodu dzwonisz? - mówił wyczuwając, że ta coś zrozumiała. 
- Masz rację, nie tylko z tego powodu. Chciałabym abyś opowiedział mi coś więcej. 
- Ula co ja mam ci jeszcze powiedzieć? Tamtego dnia powiedziałem wszystko co uznałem, że powinnaś wiedzieć. Mogę tylko potwierdzić, że Marek wciąż bardzo cię kocha. Lecz uważam iż powinnaś sama z nim porozmawiać i wyjaśnić wszystko co jest do wyjaśnienia. Nawet przez telefon, chociaż sądzę, że powinnaś przylecieć do kraju i umówić się z nim na spotkanie. Jeśli mielibyście nie być razem to jednak taka rozmowa pozwoliłaby wam obojgu oczyścić atmosferę i zacząć żyć. Bo z tego co ja widzę to i ty, i on strasznie się męczycie. Żadne z was nie ułożyło sobie dotychczas życia - mówił Szymczyk, zapanowała cisza, którą przerwał mężczyzna - Ula powiedz sama czy warto tak żyć? Żyć z dala od swojej miłości? Przecież ja wiem, jak bardzo go kochasz. 
- Maciuś masz rację w tym co mówisz. Ale ja się boję... - zaczęła.
- Czego ty się boisz? - wszedł jej w słowo. 
- Czy po tym jak potraktowałam Marka, czy on będzie chciał ze mną rozmawiać i czy mi to wszystko wybaczy. 
- Głupia jesteś. A ja nie mam już pomysłu jak mam ci mówić i tłumaczyć, że ten facet kocha cię. Powiedziałbym nawet, że kocha cię bardziej niż własne życie. Wystarczy abyś skinęła palcem a on byłby tuż przy tobie. 
- Mam do ciebie jeszcze jedną prośbę za tydzień przylatuję do Polski, mógłbyś mnie odebrać z lotniska? Samolot ląduje na Okęciu o godzinie dziesiątej dwadzieścia. 
- Nie ma problemu. A na jak długo przylatujesz? 
- Na stałe. Ale proszę nie mów tego nikomu ani moim, ani nawet Markowi. W pierwszej kolejności chcę  spotkać się z Izą a dopiero potem z Markiem - wyjaśniła przyjacielowi. 
- Super. Naprawdę się cieszę, że wracasz na stałe - odparł Szymczyk. 

Ten tydzień minął dość szybko Ula w ciągu tych kilku dni miała sporo spraw do załatwienia. Tak jak myślała w pracy nie robiono jej problemów. W tym czasie również intensywnie za pomocą internetu szukała mieszkania na wynajem w Warszawie nie chciała ponownie zamieszkać w Rysiowie. 

Siedział w swoim gabinecie oczekując jak Sebastian przyniesie mu raporty o zatrudnionych osobach kiedy usłyszał pukanie, a po chwili ujrzał w drzwiach swoją matkę. W momencie jego dobry nastrój uległ zmianie. Doskonale wiedział po co przyszła i się nie pomylił. 
- Synku przyszłam aby jeszcze raz z tobą porozmawiać o Paulince.
- A ja kolejny raz powtarzam mamie, że nie zamierzam wiązać się z tą podłą kobietą. Kocham inną i to się nie zmieni - odpowiedział. 
- Marku, ale pani Urszula nie pasuje do nas - tymi słowami jeszcze bardziej rozzłościła młodego prezesa. 
- Nie znasz jej a osądzasz. Jakim prawem? - mówił coraz bardziej podniesionym głosem. 
- Wystarczy mi, że wiem z jakiej rodziny się wywodzi. To nie to samo co Paulinka - kobieta nie dawała za wygraną. 
- No z jakiej? 
- Z biednej - usłyszał odpowiedź na swoje pytanie.
- A i to jest powód abym miał się związać z Pauliną, bo ta niby jest bogata? To moja droga mamo pragnę ci przypomnieć, że bogactwo jakie oboje Febo posiadają na dzień dzisiejszy zawdzięczają ciężkiej pracy ojca. A dodatkowo gdyby nie wy oboje ta dwójka całe swoje życie spędziłaby w sierocińcu. W przeciwieństwie do Uli nie dorobili się niczego. Ula to co osiągnęła zawdzięcza swojej ciężkiej pracy. 
- Tak ją kochasz, a ona ciebie chyba nie. Skoro jej tu niema. Z tego co mi wiadomo to nie dzwoni, nie pisze. Za to Paulinka prawie codziennie próbuje się do ciebie dodzwonić lecz ty nie odbierasz, a ona naprawdę się o ciebie martwi, bo cię kocha - na te ostatnie słowo Marek parsknął śmiechem a potem odparł.
- Ta Włoska furiatka nigdy mnie nie kochała i z całą pewnością nie kocha. Ona kocha tylko siebie oraz Aleksa. We mnie widziała jedynie korzyści materialne i pozycję społeczną. Jestem pewien, że już się obojgu Febo skończyły pieniądze więc nasza rodzina jest bardzo dobrą partią. Jak widać, gdyby nie wasz majątek to nie posiadali by nic. A co do Uli, gdybym nie był takim sukinsynem to dzisiaj bylibyśmy razem. Powtórzę mamie jeszcze raz, bo chyba mama zapomniała. Właśnie dzięki Uli ta firma ponownie stanęła na nogi, po tym jak pupilka mamy wraz ze swoim braciszkiem o mały włos a nie doprowadziły do upadku. Ona mnie zawsze wspierała, dodawała otuchy. A ja kiedy dowiedziałem się o jej uczuciu do mnie wykorzystałem to. Okłamywałem, dawałem nadzieję, wraz z Olszańskim uknuliśmy intrygę. Krzywdziłem Ulę i teraz płacę za to może i wysoką cenę, ale widocznie tak ma być. Jednak wierzę, że kiedyś uda nam się spotkać porozmawiać i wyjaśnić wszystko co zagmatwane i poplątane. A póki co jestem sam i tak pozostanie. Dla mnie liczy się tylko Ula i żadna inna. 
- A co jak ta twoja Ula nie wróci?
- To już do końca będę sam. Koniec i kropka. A ty mamo albo w końcu uszanujesz moją decyzję, albo może się okazać, że to jest nasza ostatnia rozmowa.
- Zrobisz to własnej matce? 
- Skoro własna matka nie potrafi zrozumieć tego co do niej mówię, nie potrafi uszanować moich uczuć, to tak - odpowiedział bez chwili zastanowienia. Wiedział, że tymi słowami rani Heleną lecz musiał postawić sprawę jasno, bo inaczej ta nie dawałaby mu spokoju i próbowała połączyć go z panną Febo. 
Helena opuściła gabinet Marka nie mówiąc nic więcej. Była zła, chociaż nie bardzo wiedziała na kogo. Jednak najbardziej chyba na siebie, że ponownie nie udało się pogodzić Pauliny z synem. Lecz z drugiej strony uważała iż poznanie przez Marka Uli jest głównym powodem takiego stanu rzeczy. Na pannę Febo również była zła, za to że ta w swoje sprawy wmieszała ją. 
Po wyjściu matki chwycił za swój telefon i wybrał numer Pauliny. 
- Czego ty nie rozumiesz co? - mówił podniesionym głosem do słuchawki. 
- Może tak dzień dobry na początek - usłyszał. 
- Nie zamierzam wdawać się z tobą w formułki grzecznościowe. Powiem to po raz ostatni. Nie wrócę do ciebie nawet gdyby piekło miało zamarznąć. Przestań nękać swoimi telefonami moich rodziców, zwłaszcza mamę. Niczego tym nie wskórasz. Do mnie też przestań wiecznie wydzwaniać, bo inaczej pożałujesz. 
- Tak? Ciekawe co mi zrobisz - odpowiedziała kpiącym tonem. 
- Zgłoszę sprawę do prokuratury o nękanie - odpowiedział i rozłączył się. 

- Coś ty taki wściekły? - dopytywał Olszański kiedy przyniósł mu raporty. 
- Przed chwilą była tu moja matka - więcej nie musiał nic mówić, przyjaciel domyślił się co a raczej kto był tematem rozmowy. W takich sytuacjach dziękował Bogu za swoich rodziców, którzy kompletnie nie wtrącali się w jego prywatne życie
- A jak tam sprawa z Ulą? Nie odzywała się? - prezes pokiwał głową przecząco - może jeszcze się odezwie?  - i tym razem młody Dobrzański tylko wzruszył ramionami - trzeba być dobrej myśli. Mówiłeś, że Maciek z nią rozmawiał, dał jej twój list może potrzebuje teraz trochę czasu - mówił kadrowy.
- Maciek tak samo mówi, aby dać jej czas - odparł Marek. 
- Wiesz a może wybralibyśmy się dzisiaj do klubu. Wypili po piwku, trochę odstresowali i oderwali od roboty? - zaproponował przyjaciel.
- No nie wiem - widać było, że junior nie ma zbytnio ochoty na wyjście. Lecz Sebastian nie zamierzał odpuścić. 
- No nie daj się prosić. Może Maciek też by poszedł? - w końcu Marek zgodził się zastrzegając, że jeśli Olszański coś knuje to ten opuści klub natychmiast. 
Jak się okazało ten wspólny wypad trójki panów dobrze im zrobił. Ale żeby tego było mało wyszło na jaw iż Maciek po kilku głębszych ma bardzo rozwiązły język. I przez przypadek wygadał się jakie ma plany Ulka.  
- Tylko Mareczku kochany ty mnie nie wydaj. Bo nasza Uleńka mi tego nigdy nie wybaczy - mówił bełkotając. 
- Oczywiście mój przyjacielu - mówił Dobrzański poklepując Szymczyka po plecach. 
Ta wiadomość sprawiła poprawę nastroju prezesa a co za tym idzie reszta wieczoru minęła w dużo lepszej atmosferze. 
Marek następnego dnia  zadzwonił do Maćka z prośbą aby ten przyjechał do firmy. 
- Maciek wczoraj mówiłeś o powrocie Uli. To jest pewne, że przylatuje? - dopytywał. 
- Tak przylatuje już w ten piątek. Mam ją odebrać z lotniska. 
- Z chęcią pojechałbym razem z tobą.
- Obiecałem nikomu nie mówić. Nawet jej rodzina nie wie o tym powrocie. Ulka w pierwszej kolejności chce rozmówić się z Izą, potem pojechać do Rysiowa. Z tobą chce spotkać się w konkretny dzień, jaki nie wiem. Mówiła tylko, że bardzo zależy jej na konkretnej dacie, jeśli chodzi o spotkanie z tobą. Dlatego bardzo cię proszę uszanuj to. Już i tak jest wielki postęp. Ona wraca na stałe do kraju, dodatkowo będzie mieszkać tu w Warszawie oraz chce spotkać się z tobą. Mówiła mi adres, ale wyleciał mi z głowy. Wytrzymałeś tyle lat to i wytrzymasz te kilka może kilkanaście dni - mówił Szymczyk. A sam Dobrzański próbował sobie w głowie przypomnieć o jaką datę może chodzić. 
- W porządku.  Obiecuję nie robić niczego aż do dnia spotkania - tę ich rozmowę przerwał dźwięk telefonu. Marek spojrzał na wyświetlacz jednak nie znał numeru - przepraszam cię, ale muszę odebrać - Maciek skinął głową i wyszedł.
- Marek Dobrzański słucham - rzekł do słuchawki lecz z drugiej strony panowała cisza. Powtórzył ponownie jak się nazywa, ale wciąż cisza i nagle zakończenie połączenia. Pomyślał, że to pomyłka i nie zamierzał oddzwaniać. Nie upłynęło więcej jak około kwadransa kiedy telefon ponownie dawał znać o połączeniu o dziwo z tego samego numeru. 
- Marek Dobrzański słucham - kolejny raz cisza, jednak tym razem coś tknęło prezesa i rzekł - Ula to ty? Proszę odezwij się. 
- Dzień dobry Marku - usłyszał ten głos. Głos, który rozpoznałby wszędzie.
- Witaj Ula, bardzo się cieszę, że dzwonisz. Co u ciebie?  - mówił.
- Można powiedzieć, że w porządku. Dzwonię do ciebie z prośbą o spotkanie w ten wtorek, jeśli to możliwe - mówiła, ale z tonu jej głosu można wyczuć obawę, że ten się nie zgodzi.
- Oczywiście, że to będzie możliwe. Powiedz tylko gdzie i o której. Jeśli chcesz to przyjadę pod wskazany adres - mówił.
- We wtorek o piętnastej nad Wisłą - podała konkretnie gdzie. 
- Będę Ula. Na pewno będę - obiecał. 
- Dziękuję ci bardzo. Teraz muszę już kończyć. Do widzenia - rzekła. 
- To ja dziękuję, że się odezwałaś. Do zobaczenia - odparł. 

- Viola spróbuj przełożyć te dwa spotkania z wtorku na jakikolwiek inny termin - rzekł do swojej asystentki, po skończonej rozmowie z Ulą. Wiedział, że jeśli nie przełoży tych spotkań to nie zdąży na spotkanie z kobietą, którą tak mocno kocha. 
- Marek, wiesz jakie to będzie trudne? - padło z ust pani Olszańskiej. 
- Tak wiem, ale na wtorek wypadło mi dużo bardziej ważne spotkanie. Jeśli się nie uda to wówczas poproszę mojego ojca, ale spróbuj - mówił - spotykam się z Ulą - dodał tak jakby to miało być jakimś wytłumaczeniem. Violetta zrobiła najpierw wielkie oczy a następnie odparła.
- Zrobię co w mojej mocy.
Kilka minut później już  znał nowe daty spotkań. 
CDN...

sobota, 18 czerwca 2022

STRACH część II

Wstała z bólem głowy i niewyspana. Niemalże pół nocy nie mogła usnąć, bo wciąż rozmyślała. I nawet teraz zamiast szykować się do pracy to ona zastanawiała się nad tym co było napisane w liście. 
- Kurde już myślałam, że uwolniłam się od niego. Ale nie, Maciek musiał mi przywieźć ten list. To zapewne kolejne zagranie ze strony Marka - rozmyślała. W pracy również jej myśli krążyły nie tam gdzie powinny. Zdawała sobie sprawę, że jak szefowa to zobaczy znowu jej się oberwie. Od samego początku nie umiała porozumieć się z przełożoną. Lecz sama praca też nie była jej spełnieniem marzeń, ale musiała jakoś się utrzymać. Zaczynała od najniższego stanowiska w firmie rachunkowej. Z początku obiecywano szybki awans lecz czas płyną, a ona wciąż w tym samym miejscu. A tam w kraju nad Wisłą pięła się po szczeblach kariery. Zaczynała od sekretarki przez asystentkę prezesa po dyrektora finansowego aż do owszem pełniącą obowiązki prezesa. Jednak z ogromną szansą na pozostanie prezesem. A tu nic takiego nawet nie ma szans się wydarzyć. 
Od tego rozmyślania już przedpołudniem ból głowy był nie do zniesienia. Wstała od swojego biurka i poszła zażyć coś przeciwbólowego, ale to nic nie dało. 
- Chciałam się na dzisiaj zwolnić wcześniej - poprosiła szefową - strasznie boli mnie od rana głowa - wyjaśniła zanim ta poprosiła o powód. 
- Idź - usłyszała w odpowiedzi. Spakowała swoje rzeczy uprzątnęła biurko i opuściła biuro. 
Mimo złego samopoczucia nie zamierzała jeszcze wracać do domu. Nieopodal był park i tam skierowała swe kroki. Spacerkiem doszła do stawu, gdzie na środku była fontanna. Trochę przypominał jej park w Warszawie, ten sam gdzie razem z Markiem lubili spacerować i przeprowadzali wiele rozmów. Rozmów na sto procent prawdy. Prawdy, która w jakiejś części okazała się kłamstwem.


Usiadła w pobliżu i zapatrzona w kierunku fontanny odpłynęła myślami do kraju nad Wisłą, ale nie do rodzinnego Rysiowa a do Warszawy. Mówiąc bardziej dokładnie zastanawiała się jakby to było gdyby została, gdyby przyjęła propozycję Krzysztofa i przede wszystkim gdyby pozwoliła Markowi powiedzieć. Była coraz bardziej zła na siebie, bo dała się wciągnąć Maćkowi w tę rozmowę o Dobrzańskim. Za to, że kolejny raz ulokowała swoje uczucia w kierunku niewłaściwej osoby. I o ile miłość do Bartka szybko jej wywietrzała z głowy, tak już do młodego Dobrzańskiego najwyraźniej nie zamierzała. Na Marka za tę całą intrygę, że pozwolił aby się w nim zakochała, że dawał nadzieje. Wpatrywała się w ten staw aż zaczęły napływać wspomnienia. Jednym z takich  było jak w dniu Wigilii siedzieli wraz z Markiem na ławce i on opowiadał jej jakąś historię.


Wydawało jej się, że te ich rozmowy są szczere, prawdziwe. I z jej strony takie właśnie były, ale z jego już nie. Bardzo tego żałuje, że była tak ślepa i dała się omotać tym pięknym słówkom. Aż wreszcie dotarła pamięciom do dnia kiedy to znalazła tę nieszczęsną kartkę od Sebastiana. Z tą chwilą wszystko się skończyło, prysło jak bańka mydlana. 

Kiedy ta tak rozmyślała nad swoim życiem prawie dwa tysiące kilometrów dalej spotkało się dwóch mężczyzn. 
- I co Maciek rozmawiałeś z Ulą? - dopytywał się Marek. 
- Tak rozmawiałem. Nawet dałem jej ten twój list - prezes spojrzał na Szymczyka i widać było, że nie do końca wie o czym ten mówi - ten list, który napisałeś do Uli przed wyjazdem na Mazury.
- To ona go nie czytała? - wywnioskował z odpowiedzi Marek, a Maciek tylko skinął głową - a więc jakim cudem znalazł się w twoim posiadaniu? 
- Miała na odwrotnej stronie zapisany adres ośrodka i kiedy mi go podyktowała, to kartkę włożyła do schowka. Znalazłem list i zaraz zadzwoniłem do Ulki, ale ona kazała go zniszczyć. Jednak ja uznałem, że nadejdzie taki dzień kiedy ona będzie gotowa aby go przeczytać. I wiesz myślę, że właśnie taki nastał. Oczywiście nie sądzę aby w najbliższych dniach się odezwała, ale to nastąpi. Sam ją znasz i wiesz, że to taki typ osobowościowy. Teraz musi sama sobie w głowie to wszystko poukładać - mówił Szymczyk. 
- A co jak nie zadzwoni? - mówił z wyraźnym smutkiem i tęsknotą Marek. 
- Myślę, że zadzwoni. Trzeba być dobrej myśli. Dajmy jej kilka dni, a jak nie to spróbuję załatwić numer od Józefa. Ja sam kontaktuję się z Ulą przez Messengera. Jak widzisz odcięła się od nas wszystkich z wyjątkiem rodziny. Dodatkowo dowiedziałem się kto tak jej namieszał w głowie. 
- Co masz na myśli? - 
- Wyobraź sobie, że Iza miała w tym swój udział. Kiedy tylko zobaczyła coś dziwnego w twoim zachowaniu albo jakąś inną kobietę zaraz interpretowała na swoją modłę i zanosiła te relacje do Ulki. Rozmawiałem wczoraj wieczorem z Alicją na ten temat i ta tylko potwierdziła, że tak było. 
- A możesz dokładniej.
- Kiedyś żegnałeś się z Klaudią. Pamiętasz taką sytuację? - Marek skiną głową na tak - widziała to Iza i tego samego dnia powiedziała naszej Uli, że obściskujesz się z modelką i robisz to oficjalnie, bo przecież Paulina cię rzuciła - junior nie mógł tego zrozumieć. Postanowił to załatwić raz a na zawsze. Już on sobie porozmawia z Izą. Wiedział, że ta kobieta ma wyjątkowy dar do plotkowania, ale nie sądził, że aż tak. 
Do firmy wrócił wściekły, co można było wyczuć w tonie jego głosu i zauważyć po minie. Chwytał za słuchawkę telefonu, gdy rozległo się pukanie, kiedy powiedział "proszę" w drzwiach ukazał się jego przyjaciel Olszański. 
- Coś ty taki, jakiś naburmuszony? Wyglądasz jakbyś miał zaraz eksplodować? - dopytywał kadrowy. 
- Dowiedziałem się od Maćka, że są w tej firmie osoby, które źle mi życzą i nie mówię tu o Febo, bo ich już nie ma od prawie pięciu lat. Czyli od chwili kiedy to spłaciliśmy ich. 
- To o kim mówisz? 
- O krawcowej. Widziałem się dzisiaj z Maćkiem, bo wrócił z Norwegii od Uli. To od niej dowiedział się jak to prawa ręka Pshemko lubi konfabulować. Powiedziałbym nawet, że jest w tym lepsza od twojej Violki - widać było, że przyjaciel jest ciekaw tego co wymyśliła krawcowa - wyobraź sobie nagadała Ulce, że zacząłem spotykać się z Klaudią i to nie ja zerwałem z Paulą tylko ona ze mną. 
- I co zamierzasz z tym zrobić? Pshemko wpadnie we wściekłość jeśli ją zwolnisz. Powiem więcej on jest skory z takiego powodu odejść z firmy - mówił Sebastian.
Marek doskonale zdawał sobie z tego sprawę, ale musiał to wyjaśnić i załatwić sprawę raz a na zawsze. Kiedy tylko został sam chwycił za słuchawkę telefonu i wystukał ciąg czterech cyfr.
- Pshemko jak tylko wróci z lunchu Iza to niech przyjdzie do mnie i to natychmiast - rzekł jak tylko usłyszał głos z drugiej strony słuchawki. 
- Przekażę. A czy coś się stało? - dopytywał mistrz. 
- Dowiesz się w swoim czasie - odparł prezes. 
- Chciałeś mnie widzieć - usłyszał jakiś kwadrans później. 
- Tak. Mamy do pogadania - rzekł, a jego ton głosu i wyraz twarzy mówił, że to nie będzie miła pogawędka. 
- Ale ja przecież niczego złego nie zrobiłam - próbowała od samego początku się usprawiedliwiać. 
- To ciekawe co mówisz. A ja chciałbym się dowiedzieć kto dał ci prawo na rozpowiadanie na mój temat nieprawdziwych informacji sześć lat temu i myślę, że czynisz to wciąż - Iza zdawała się jakby nie bardzo wiedziała o co chodzi więc Marek postanowił przypomnieć jej co nieco - jakim prawem rozpowiadasz, że spotykam się z modelkami oraz o moim rozstaniu z Pauliną. Skąd masz takie wiadomości i mało tego wtrącasz się rozpowiadając o tym poza firmą. 
- To nie są plotki, ale prawda - odpowiedziała.
- O to ciekawe co mówisz. Możesz być pewna, że wyciągnę odpowiednie konsekwencje z takiego zachowania. Myślę, że to czegoś cię nauczy. A wyjaśniając to ja zerwałem zaręczyny z Paulą i nie spotykam się z modelkami od bardzo dawana. Wróć teraz do siebie - skończył i otworzył drzwi, pokazując, że rozmowa zakończona. 
Kobieta wyszła z biura ze spuszczoną głową. Obawiała się co może uczynić prezes. A wiedziała, że nie ma kto jej tak naprawdę wybronić. Dawnej byłą Ula i ona zawsze stawała po stronie przyjaciółek. Jednak ich relacje ostatnio uległy nieco ochłodzeniu. Jedynie co to Pshemko stanie po jej stronie lecz czy to wystarczy? Podejrzewała, że nie do końca. Wróciła do pracowni i zaraz dopadł ją mistrz z pytaniami co chciał prezes. Opowiedziała o wydarzeniach sprzed sześciu lat oraz przebiegu rozmowy, a Pshemko jedynie pokręcił głową. 
- Oj Izabelo. Trzeba było się najpierw upewnić i nie pleść językiem co ślina przyniesie. 
- Ale przecież sama widziałam jak ściskał się z Klaudią, a Paulina mówiła o powodach zerwania z nim. A ja tylko powiedziałam o tym Ulce. 
- Widzisz moja droga - zaczął projektant - Paulina zawsze wszystko robiła tak aby to Marek był tym złym i niedobrym. Co do Klaudii ona jako jedyna znała prawdę o nich i wierzyła Markowi kiedy mówił o miłości do Uli. To co uznałaś za obściskiwanie było zwykłym pożegnaniem. Ta tego dnia wieczorem wylatywała do Mediolanu - wyjaśnił to o czym jak widać nie miała bladego pojęcia krawcowa.
- Teraz obawiam się czy mnie nie zwolni - rzekła. 
- Jak będzie wiadomo jaką Marek podjął decyzję to wówczas zastanowimy się co dalej - odpowiedział jej mistrz. 

Wracała do domu z mocnym postanowieniem. Ale zanim to zrobi, jednak musi porozmawiać z Maćkiem i go przeprosić. Miała dość czasu aby wiele przemyśleć i jeszcze więcej zrozumieć. Włączyła komputer aby móc połączyć się z przyjacielem jednak ten nie odbierał. Chwyciła za telefon i zadzwoniła do domu najpierw porozmawiała z ojcem o tym co słychać u nich, opowiedziała o sobie rzecz jasna pomijając, że spotkała się z Maćkiem i jak przebiegła ta rozmowa. Na koniec zapytała o Szymczyków i w ten oto sposób dowiedziała się iż Maciek ostatnio dość często do domu wraca wieczorami. W takim razie postanowiła skontaktować się z Szymczykiem wieczorem. Ojcu powiedziała również o pewnych planach, ale najpierw musi załatwić pewne sprawy. Sprawy, o których nie chciała na razie mówić aby nie zapeszyć. 
CDN...

niedziela, 12 czerwca 2022

STRACH część I

Mijały lata, a oni wciąż nie doszli do porozumienia dodatkowo posprzeczali się na koniec. Chociaż wydawało się, że potrafią ze sobą rozmawiać. I rzeczywiście tak było lecz jedynie na tematy firmowe. Ona po udanym pokazie poprosiła o zwołanie zarządu. 
- Pani Urszulo za nim oddam pani głos, pragnę z całego serca podziękować w swoim i mojej rodziny imieniu za uratowanie naszej firmy - mówił Krzysztof Dobrzański.
- Mów za siebie - wysyczała panna Febo. 
- Nie bądź hipokrytką - odparł jej Marek. 
- Czy sądzisz, że zamierzam być jej wdzięczna za to co zrobiła? - mówiła pewna siebie Paulina - ta tu - wskazała palcem na Cieplak -  najpierw rozwaliła nasz związek, a teraz jeszcze odebrała nam firmę.
- Paulinko nie masz racji - odezwała się Helena - z tego co nam wiadomo swoim zachowaniem sprawiłaś, że to Marek cię zostawił. A jeśli chodzi o firmę... - nie skończyła, bo przerwała jej milcząca dotychczas sama Ula.
- Przepraszam, że przerywam, ale właśnie w związku z firmą poprosiłam o to zebranie zarządu. Mianowicie - przerwała na krótką chwilę i wyciągnęła z torebki teczkę - w środku znajduje się weksel na udziały jakie dostałam od Marka. Ja swoje zadanie wykonałam - podała teczkę seniorowi, a następnie wyjęła kolejną - to jest moje wypowiedzenie. Jednocześnie oddaję stanowisko Markowi. Dziękuję wszystkim tu zgromadzonym za danie mi szansy, ale mój czas w tej firmie dobiegł końca - każdy ze zgromadzonych inaczej odebrał tę wiadomość. Jedni się cieszyli a inni nie. Paulina siedziała z uśmiechem na ustach i już planowała jak sprawić aby ponownie wkraść się w łaski Marka. Ten zaś wyglądał jakby dostał w twarz albo po głowie i nie umiał dojść do siebie. 
Ula podziękowała wszystkim, pożegnała się zostawiając ich samych w sali konferencyjnej. Młody Dobrzański nie chciał tego tak pozostawić, poderwał się natychmiast i pobiegł za Ulą. Aleks również w duchu cieszył się z takiego obrotu spraw. Lecz Dobrzański senior szybko sprowadził go na ziemię. 
- Wiem Aleks, że w tej sytuacji liczysz na powrót, ale możesz zapomnieć. Po tym wszystkim co zrobiłeś nie widzę naszej dalszej współpracy z tobą. Mieliśmy w planach wykupienie twoich udziałów w takiej kwocie jakiej opiewały na dzień przejęcia stanowiska prezesa przez Urszulę Cieplak - Aleks zacisnął dłonie na oparciach krzesła i wysyczał tylko.
- To jakiś żart? - Krzysztof zaprzeczył ruchem głowy - w takim razie jeśli to możliwe daj mi kilka dni.
- Dobrze masz czas do następnego piątku - usłyszał w odpowiedzi. 
W czasie, gdy w konferencyjnej toczyły się rozmowy związane z firmą tak po drugiej stronie korytarza w gabinecie prezesa również toczyła się ważna rozmowa. Ale raczej nie wyglądało to na rozmowę a bardziej na kłótnię. 
- Ula proszę pozwól mi powiedzieć prawdę - prosił Dobrzański, gdy ta kolejny raz nie chciała aby wyznał jej co czuje.
- Marek, proszę przestań.
- Nie, nie przestanę. Musisz wreszcie to usłyszeć. Ja muszę powiedzieć ci prawdę.
- Z tobą nigdy nie wiadomo kiedy mówisz prawdę a kiedy nie - odparła i wyminąwszy go opuściła gabinet. 
Marek usiadł na kanapie i zakrywając twarz dłońmi zaszlochał. W tej jednej chwili zrozumiał, że stracił już bezpowrotnie swoją największą miłość. Tego dnia widział swoją ukochaną po raz ostatni. Od następnego dnia już ponownie zarządzał firmą. I mimo, że po pokazie FD GUSTO ponownie stanęli na nogi jego ten sukces kompletnie nie cieszył. Starał się jedynie aby kolejny raz nie doprowadzić firmy do upadku. Niechciał zaprzepaścić tego wszystkiego co udało się Uli osiągnąć. 
Czas płynął a on nie miał żadnego pojęcia co się z nią działo. Ona wyjechała nie tylko z Warszawy czy z Rysiowa, ale i z Polski. Dwa dni po tej nieszczęsnej rozmowie wykupiła bilet lotniczy i wyleciała do Norwegii. 
Początkowo jeszcze próbował się do niej dodzwonić lecz ta odrzucała połączenia bądź też po prostu ich nie odbierała. Jednak któregoś dnia po wybraniu tak dobrze znanego numeru usłyszał komunikat, że abonent jest poza zasięgiem albo na wyłączony telefon. Dla niego było to jednoznaczne z tym iż zmieniła numer a tym samym całkowicie odcięła się. Postanowił to uszanować i nawet w Rysiowie się nie pokazywał. Tak minęło sześć długich lat. Lat, gdzie tak naprawdę cierpieli oboje tak samo. Cierpieli i tęsknili. 

- Maciek proszę cię przestań tak mówić - mówiła pewnego razu kiedy najlepszy przyjaciel przyleciał do niej w odwiedziny. 
- Ulka, ale taka jest prawda i przed tym nie uciekniesz. Wyjechałaś, a raczej wyleciałaś prawie dwa tysiące kilometrów od Warszawy niby aby zapomnieć. Zapomnieć o Marku, o swojej wielkiej miłości. I co ta odległość ci w tym pomogła? - zapytał i natychmiast sam odpowiedział - nie, nie pomogło. A wiesz czemu, bo ty wciąż go kochasz. Tak samo jak on ciebie - widać było jak próbuje zaprzeczyć lecz Szymczyk był szybszy - proszę cię nawet nie zaprzeczaj.
- I co z tego, że może i go kochałam. No może i nadal kocham skoro się boję.
- Czego się boisz? Dlaczego nie dałaś mu szansy na wyjaśnienie? - dopytywał Maciek.
- Bo się bałam i wciąż ten strach się we mnie czai - odparła. 
- Przepraszam, że to powiem, ale jesteś głupia - Cieplak spojrzała na gościa z niedowierzaniem. Ten, który udowadniał jej jaki to Marek jest zły i podły teraz wręcz staje po jego stronie. 
- A coś ty taki jego obrońca? Co? Pamiętam, że wręcz go nie znosiłeś - wysyczała przez zęby. 
- Bo w ciągu tych kilku lat widzę jak on się zmienił. Jak ciepri z tego powodu, że odeszłaś, że wyjechałaś. Jedyne co pozostało po tobie to kilka zdjęć, które te facet ogląda niemalże każdego dnia. A gdybyś włączyła jego komputer to twoim oczom ukazałoby się twoje zdjęcie na pulpicie. 
- I co z tego. Okłamał mnie. W szpitalu nie chciał mnie widzieć. Miał rozstać się z Febo też tego nie uczynił on tylko to ona odeszła od niego. Chcesz to mogłabym tak wymieniać - mówiła. Po tych słowach Maciek już nie mógł wytrzymać i postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. Miał wrażenie, że ona o wielu szczegółach chyba nie ma bladego pojęcia. 
- Posłuchaj moja droga widać masz jakieś złe wiadomości. Marek czekał na ciebie w tym cholernym szpitalu, tylko Paulina postanowiła wykorzystać sytuację. To on odszedł od panny wściekła furia - Ulka weszła mu w słowo.
- Iza mówiła co innego - Maciek przewrócił tylko oczami i ciężko westchnął - a tobie co?
- Gdybym słuchał tej największej firmowej plotkary to bym sam dobrowolnie zgłosił się do szpitala dla chorych umysłowo. Ona plecie co jej ślina na język przyniesie. Chwilami to odnoszę wrażenie, że ta kobieta jest gorsza od Violetty. 
- Tak, a to ciekawe, bo również to Iza widziała jak obejmował się z Klaudią - Szymczyk uśmiechnął się pod nosem. 
- No tak, zobaczyła coś, zinterpretowała po swojemu i tobie raczyła donieść. A może trzeba było zapytać się jego samego?
- Co miałam dopytywać się co go łączy z jedną z firmowych modelek? Ja to doskonale wiem - odparła.
- Oj przepraszam bardzo, zapomniałem iż ty wiesz wszystko i najlepiej. Wiesz co mam dość tej całej rozmowy z tobą - rzekł i postanowił wyjść, zostawiając na stole kartkę. Fakt samolot miał mieć dopiero na następny dzień. Wolał w tej sytuacji wynająć na jedną noc pokój w hotelu. 
Ta została sama spojrzała na leżącą przed nią kartkę. Rozpoznała swoje pismo, był tam adres ośrodka, gdzie wyjechała po odkrytej intrydze. Nie rozumiała tego. Chociaż nie tylko tego dlaczego Maciek dał jej tę kartkę, ale i całego jego zachowania. Była tak zła na przyjaciela, że nawet nie zamierzała w tym momencie robić cokolwiek. 
- A niech się obraża. Pan obrońca uciśnionych - pomyślała. 

W tym samym czasie co trwająca rozmowa, a raczej kłótnia przyjaciół w Warszawie trwały przygotowania do kolejnego pokazu. Lecz tak jak poprzednie nie cieszyły Marka Dobrzańskiego. Owszem robił wszystko aby pokazy się udawały i w przyszłości przynosiły wymierne korzyści dla firmy. Jednak bez niej to już nie było to. Im było bliżej konkretnej daty tym bardziej on robił się posępny, jakiś nieobecny. Wiedział, że Maciek poleciał do niej. Również od Szymczyka dowiedział się, gdzie ona wyleciała. On jednak nigdy nie wykorzystał tej wiedzy i nie poleciał tam. 
- Marek a może poleć tam. Poprosisz Maćka to zapewne da ci dokładny adres - namawiał go Sebastian widząc jak prezes się męczy.
- Nie zamierzam tego robić. Skoro zmieniła również numer telefonu to znaczy, że nie chce mieć ze mną nic wspólnego. A ja muszę to jedynie uszanować. I mieć nadzieję, że kiedyś może uda nam się porozmawiać - wyjaśnił młody Dobrzański. Olszański więcej nie naciskał na przyjaciela. Chociaż było mu strasznie żal, ale głupio. 
- Wiesz strasznie mi głupio - rzekł kiedyś kadrowy. A mówiąc ściślej to było na kilka dni po jej wylocie.
- Tobie głupio? - dopytywał ze zdziwieniem Marek.
- Bo to ja jestem temu winien. 
- Seba przestań pleść głupoty. Przecież ja mam własny rozum i powinienem przewidzieć konsekwencje takiego zachowania - mówił Dobrzański - to nie ty zabawiłeś się jej uczuciami tylko ja. Marek Dobrzański podły egoista, drań, kłamca i manipulant. Jeśli ktoś jest tu winny to tylko i wyłącznie ja sam. W końcu nie musiałem cię słuchać - Olszański tylko skinął głową. 

Od tego ostatniego zebrania kiedy jeszcze była Ula Marek w rodzinnym domu był kilka bądź też kilkanaście razy. W końcu przestał tam jeździć i miał tylko kontakt z ojcem. Helena wiecznie suszyła mu głowę o pannę Febo. 
- Mamo ja cię bardzo proszę przestań mnie przekonywać do powrotu do Pauliny. Nie kocham jej i nigdy nie kochałam, tak więc z całą pewnością jej nie pokocham. 
- Ale ona tak bardzo cierpi i tęskni za tobą. Mówiła mi o tym ostatnio - Marek tylko pokręcił głową. W jego obronie stanął Krzysztof. 
- Helenko nie powinnaś wierzyć we wszystko co mówi Paulina. Sam wiele razy byłem światkiem tego jak ona traktowała Marka. Dodatkowo jest tak samo winna jak jej brat co do stanu firmy. I gdyby nie Urszula Cieplak już byśmy nie mieli nic. 
Jednak ta nie zamierzała ustąpić i kolejny raz tego popołudnia próbowała przekonać syna do swojego zdania, a co było wystarczającym powodem aby opuścić ten dom.
- Skoro mama nie może tego zrozumieć to nic tu po mnie - pożegnał się z ojcem uściskiem dłoni i wyszedł. 
Z Krzysztofem widywał się dość często w firmie albo też poza. Od kiedy Krzysztof dowiedział się o wszystkim i wysłuchał Marka zrozumiał wiele. Wreszcie zaczął doceniać swojego jedynego syna, a nawet kilka razy powiedział to czego Marek pragnął jak kania dżdżu. 
- Jestem z ciebie dumny synu. 
- Ula jak zwykle miała rację, że w końcu nadejdzie taki dzień kiedy to usłyszę - myślał. 

Chwyciła leżącą na stole kartkę i już miała ją wyrzucić jednak coś mówiło aby rozłożyła i zajrzała. Widać było, że jest zapisana od środka. 
 Tak też zrobiła, rozkładała ze strachem co tam jest. Jej oczom ukazał się list, rozpoznała charakter pisma. Zaczęła czytać. 

"Ula
Wiem, że kartka do Ciebie, zapisana w pośpiechu przy Twoim biurku niczego nie załatwi. Ale wiem, wierzę, że jeśli pozwolisz mi powiedzieć Ci coś prosto w oczy, to powiem Ci, że dzięki Tobie zrozumiałem, co to jest miłość, i że wiem na pewno, że nie to łączy mnie z Pauliną. I że na pewno jej nie poślubię...
I jeszcze jedno na pewno wiem, że Cię Kocham.
Marek

Czekam o piętnastej nad Wisłą w miejscu, gdzie to wszystko zaczynałem rozumieć"

Czytała, a z oczy wydobywała się słona ciecz. Zastanawiała się czy to co pisał było prawdą czy może kolejne jego kłamstwo. Bała się, że chciał kolejny raz ją wykorzystać, ale tym razem plan się najwyraźniej nie powiódł. Ona wyjechała i wróciła z Piotrem u boku. Uznała iż to dlatego tak mu zależało aby została w firmie, aby dalej knuć. Szkoda tylko, że te jej rozważania nie miały żadnego pokrycia.
CDN...