piątek, 25 września 2020

SAMOTNOŚĆ

W niewielkim miasteczku pod Warszawą na werandzie swojego rodzinnego domu siedziała młoda dziewczyna. Miała dwadzieścia osiem lat, ale była samotna. Nigdy nie uważała się za chociażby ładną kobietę. Mimo kilku zmian wciąż uważała się za zwyczajną, mało istotną osobę. Od zawsze stroniła od zawierania bliższych kontaktów, w obawie przed odtrąceniem, wyśmiewaniem mimo, że to były tylko jej wymysły. 
Poza ojcem i o siedem lat młodszym bratem nie miała nikogo.

Cofnijmy się jednak o jakieś dziewięć lat

Z najbliższym przyjacielem straciła kontakt jakiś czas temu, dokładnie to na krótko przed maturą. Wszystko z powodu Bartka jej chłopaka. Ponad rok temu pokłóciła się z Maćkiem o swojego chłopaka. Szymczyk twierdził, że Bartek to krętacz i manipulant, co Uli się nie podobało. 
- Nie masz racji - krzyczała.
- Kobieto przejrzyj na oczy. Ten cały Dąbrowski to oszust, krętacz i manipulant - próbował tłumaczyć jej Maciek. 
Lecz ta nie chciała go słuchać. Uważała za kompletne bzdury to co mówił przyjaciel. To zaważyło na ich przyjaźni, przestali się ze sobą odzywać. Wkrótce słowa Maćka miały się okazać prawdą. Szkołę średnią skończyła z wyróżnieniem i bez problemu dostała się na wymarzone studia, a Bartek postanowił pójść do pracy. Ulka nie bardzo to rozumiała, ale nie wtrącała się w decyzje chłopaka. Jednak z czasem okazało się jaka to praca.
Bartek trudnił się, jeżeli tak można nazwać to co robił, a mianowicie na zlecenie jednej z grup przestępczych kradł samochody lub je okradał jeśli taka była potrzeba. I gdy pewnego dnia do domu państwa Cieplak zapukała policja w poszukiwaniu Dąbrowskiego wszystko wyszło na jaw, mało tego okazało się jakże chłopak był jej wierny. Na pytanie Józefa dlaczego szukają go u nich usłyszał, że takie mają informacje.

Na kilka dni po jego aresztowaniu w ich domu zawitała matka Bartka z wiadomością, która zwaliła Ulę i jej rodzinę na kolana. 
- Panie Józku co ja teraz pocznę? 
- No cóż pani Dąbrowska już teraz niewiele, on musi odpowiedzieć za swoje uczynki - usłyszała w odpowiedzi.
- Ma pan rację, ale przecież to moje dziecko. A teraz jeszcze gdy okazało się, że Bartuś zostanie tatą...
- To...to on będzie mieć dziecko? - przerwała kobiecie Ula. 
Dąbrowska tylko skinęła głową potwierdzając, a dla Uli tego było za wiele. Wybiegła do swojego pokoju. 
Od tego dnia przepłakała kilka dni i tyleż samo nocy. Nie płakała nad utraconą miłością, bo zrozumiała, że jej nie było. Ona płakała nad własną naiwnością, głupotą, łatwowiernością i utratą przyjaciela. Wiedziała, iż tej przyjaźni już nie odzyska. Maciek podjął studia na uczelni we Wrocławiu, a pół roku później dotarła do niej wiadomość o jego wyjeździe na zagraniczną uczelnię w ramach wymiany studenckiej.

Gdy w końcu doszła do równowagi psychicznej swój czas dzieliła między dom a uczelnię. To poświęcenie nauce zaprocentowało, ukończyła je z wyróżnieniem, a mimo to nie czuła się szczęśliwa. Ta samotność coraz bardziej jej dokuczała. Trzy miesiące po odebraniu dyplomu znalazła pracę w banku. W końcu mogła nieco zmienić swoją garderobą, zmienić okulary na modniejsze. Aparatu pozbyła się na krótko przed ukończeniem studiów.

Praca w banku na stanowisku kasjerki nie była szczytem jej marzeń, ale lepsza taka niż żadna. Pracowała tam już cztery lata, swoje obowiązki wykonywała sumiennie, ale tak jak podczas studiów nie było nic więcej tak też działo się teraz. Jej każdy dzień wyglądał tak samo dom, praca, dom i tyle. Nie umawiała się z nikim, w jakimś sensie nawet i przywykła do tej swojej samotności. 
- Córcia powinnaś wyjść do ludzi - usłyszała kiedyś od ojca.
- Tato, ale przecież wychodzę. Rano wstaję jadę do pracy, tam mam kontakt z innymi przez osiem godzin - odparła.
- Nie o tym mówię. Powinnaś umawiać się na randki, spotykać z koleżankami, a nie siedzieć w domu całymi popołudniami. Jesteś młoda najwyższy czas abyś założyła rodzinę, abyś była szczęśliwa. Spójrz na Jasia on jest już po zaręczynach z Kingą, a jest młodszy od ciebie o siedem lat.
- Ale ja jestem szczęśliwa i jest mi tak dobrze - próbowała przekonywać. Tylko pytanie kogo chciała przekonać siebie samą czy ojca. 
- Ula, dziecko ty powinnaś zacząć żyć własnym życiem, poznać jakiegoś wartościowego mężczyznę, zakochać się, wyjść za mąż, zamieszkać na własnym - argumentował ojciec. 
Ula w duchu przyznawała rację ojcu, ale też przez te kilka lat nauczyła się bycia samą. Chociaż czasami czuła samotność, lecz szybko tłumiła ją w sobie.
- Po co ci kolejne rozczarowanie, lepiej jest jak jest - wmawiała sobie. 
Mimo tego co próbowała wmówić samej sobie gdzieś tam w podświadomości marzyła o pięknej, prawdziwej, spełnionej miłości. Lecz to były tylko marzenia, bo po chwili przychodziło coś w rodzaju zwątpienia i brak wiary aby to o czym marzy miało się spełnić. I tak na tych jej rozmyślaniach czas płynął nie ubłagalnie, aż któregoś dnia miało wydarzyć się coś co odmieni jej los. 

Była środa albo czwartek, ale czy to takie istotne co to był za dzień? Ważne było, że nie zaczął się najlepiej i nic nie wskazywało na jego poprawę. 
Najpierw zaspała do pracy przez co nie zdążyła na autobus, gdy nadjechał następny po przejechaniu jakiś może dziesięciu minut utknęła wraz z innymi w korku spowodowanym wypadkiem, skutkiem tego do pracy dotarła z około dwugodzinnym opóźnieniem. W samej pracy też nie było najlepiej, najpierw reprymenda ze strony szefostwa później pretensje klientów, że musieli czekać i tak przez cały niemal dzień. Gdy już myślami była, że koniec dzisiejszego dnia i będzie mogła wrócić do domu do banku wszedł zdyszany młody mężczyzna. 
- Uff zdążyłem - usłyszała.
- Przepraszam pana, ale my już zamykamy - odparła niezbyt uprzejmie.  
- Proszę panią, ja wiem już późno i zamykacie, ale ja muszę zrobić ten przelew jeszcze dzisiaj. To moje być albo nie być, to kwestia życia lub śmierci oczywiście mojej - mówił mężczyzna błagalnym głosem. 
Ula westchnęła i mimo zmęczenia dniem dzisiejszym postanowiła pomóc człowiekowi. Młody mężczyzna podziękował jej za pomoc i opuścił placówkę banku. Przez to wszystko miała ponad godzinę do autobusu postanowiła się przejść po parku. W pobliżu gdzie pracowała był Park Skaryszewski lubiła czasami spacerować alejkami tego parku wśród bujnej zieleni oraz siadać w pobliżu sztucznego wodospadu i rozmyślać. 
 

Tak też było i tym razem, lecz o ile zawsze jej rozmyślania były związane z jej rodziną, życiem tak tym razem było inaczej. Jej myśli wciąż krążyły wokół mężczyzny z banku.
- Ale przystojny był ten mężczyzna. Brunet, a jego spojrzenie magnetyzujące, gdy tak na mnie patrzył nie umiałam mu odmówić, oczy były chyba koloru szarego albo coś takiego. A te dołeczki w policzkach, gdy się uśmiechnął tylko dodawały mu uroku. Głos miał taki przyjemny. Jak ja bym chciała aby ktoś taki mnie pokochał. Ale cóż to nierealne. Ciekawe czy jeszcze go kiedyś spotkam. Cieplak zejdź na ziemię. Był akurat miły bo tego wymagała sytuacja i nic więcej. Ktoś taki jak on zapewne nie jest samotnym człowiekiem. Na pewno na żonę albo chociażby narzeczoną.

Od tego dnia minął tydzień, ów mężczyzna nie pokazał się więcej w banku. I chociaż Ula starała się o nim nie myśleć to zwłaszcza wieczorami przed oczami widywała jego obraz. 
Aż jednego razu wychodząc z pracy ujrzała go po drugiej stronie ulicy. Stał oparty o swój samochód w chwili jak ją zobaczył ruszył w jej kierunku, a w ręku trzymał bukiet kwiatów. 
- Dzień dobry pani, chciałem jeszcze raz podziękować za pomoc tamtego dnia oraz przeprosić i wyjaśnić dlaczego zjawiam się dopiero w dniu dzisiejszym. I tak jeszcze raz bardzo dziękuję za pomoc i przepraszam, ale następnego dnia wczesnym rankiem musiałem wylecieć do Włoch w celach służbowych - tłumaczył się mężczyzna i wręczył jej  bukiet.
- Nie musi mi pan dziękować, po prostu wykonywałam swoją pracę - odparła przyjmując bukiet - A i przeprosiny przyjmuję chociaż również nie są potrzebne - dodała 
- A czy da się pani zaprosić na filiżankę kawy? - odezwał się widząc jak Ula ma zamiar pożegnać się i odejść.
- Przykro mi, ale nie umawiam z nieznajomymi - usłyszał w odpowiedzi.
- Marek, Marek Dobrzański - przedstawił się i wyciągnął w jej kierunku dłoń.
- Ula, Ula Cieplak - również przedstawiła się i uścisnęła jego dłoń. 
- Więc skoro już się poznaliśmy, to może teraz da się pani zaprosić na małą kawę - Marek nie ustępował. 
 
Przez ten tydzień, gdy był we Włoszech prawie każdego dnia myślał o kobiecie z banku. Miał nie odparte wrażenie, że to spotkanie nie było ani pierwsze ani tym bardziej ostatnie. Dzień po przylocie do Polski postanowił spotkać się z nią. Czuł jakby jakaś niewidzialna moc ciągnęła go do tej kobiety. I jak postanowił tak też uczynił. 
- Proszę mi nie odmawiać - prosił widząc jej wahanie. 
Ta tak jak za pierwszym razem widząc jego błagalne spojrzenie nie umiała mu odmówić i zgodziła się na tę kawę oraz na kolejną i jeszcze następną. Z czasem te ich kawy zaczęły im obojgu nie wystarczać, ale żadne nie mówiło tego głośno. Aż, któregoś razu Marek zadzwonił do Uli i zaproponował wyjście do kina ta zgodziła się niemal natychmiast. Dla niej to wyjście miało być tylko odskocznią od dnia codziennego, lubiła spędzać czas z młodym Dobrzańskim, w jego towarzystwie czuła się wyśmienicie. Owszem wiedziała, że zakochała się w tym jakże przystojnym mężczyźnie, ale nie dawała tego po sobie poznać. Za to dla Marka to wyjście miało być tylko pretekstem , bo tego dnia chciał wyznać swoje uczucia względem jej samej. Gdy tylko wyszli z kina on zaproponował spacer Ula nie widząc problemu zgodziła się. Dla niej każda możliwość dłuższego spędzenia z nim czasu radowała jej serce. Szli już jakiś czas, a on zbierał się w sobie aby powiedzieć jej co czuje.
- No chłopie co z tobą, zachowujesz się jak jakiś młokos nie potrafiący wyznać kobiecie miłości - ganił się w myślach - Ula może usiądźmy na tej ławce - zaproponował i wskazał dłonią miejsce. 
Gdy tylko usiedli zapanowała między nimi cisza, którą przerwała Cieplak.
- Marek czy coś się stało? - zapytała.
- Nie nic się nie stało - odparł po czym odwrócił się twarzą w jej stronę i chwycił jej dłonie w swoje i po chwili rzekł - Ula muszę ci się do czegoś przyznać - ona wpatrywała się w niego i zastanawiała co on chce jej takiego powiedzieć - Ula wiesz jak żyłem dotychczas bo ci opowiadałem, ale poznanie ciebie było czymś najlepszym co mnie spotkało - mówił, a ona zachodziła w głowę o co mu chodzi.
- Marek, a czy możesz mówić jaśniej, bo nic z tego nie rozumiem.
- Ula zakochałem się... - usłyszała, a po jej policzkach popłynęły łzy, bo myślała, że to koniec ich znajomości.
- Ula dlaczego płaczesz? - zapytał nie rozumiejąc zachowania kobiety.
- Bo to oznacza koniec naszej znajomości - usłyszał w odpowiedzi.
- Jak to? - teraz to on pytał ze zdziwieniem i obawą w głosie.
- Bo mówisz, że się zakochałeś, a ja nie chcę rozbijać twojego związku - rzekła.
- Ula, głuptasie, ale ja chciałem ci powiedzieć, że zakochałem się w tobie - rzekł i mocno przytulił ją. 
- Ja też cię kocham - usłyszał, gdy ta się uspokoiła.

Od tego dnia stali się prawie nie rozłączni. Lecz ciągłe kursowanie między Warszawą a Rysiowem stało się męczące dla nich obojga i tak po trzech miesiącach bycia parą Ula przeprowadziła się do swojego chłopaka. W pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia Marek miał dla swojej ukochanej niespodziankę. Tegoż dnia miały spotkać się obie rodziny co Marek uznał za najlepszą z możliwych okazji i tak w obecności jej rodziny oraz jego rodziców podszedł do Uli i klękając zaczął.
- Ula, jesteś dla mnie powietrzem, bez którego nie umiem żyć, iskierką na niebie, najważniejszą osobą, przy tobie czuję się szczęśliwym, spełnionym człowiekiem i dlatego w ten wyjątkowy dzień chcę cię zapytać czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną.
Ula była w takim szoku, że przez chwilę zapomniała jak się mówi, lecz po chwili przyszło opamiętanie i niemalże niesłyszalnie odpowiedziała.
- Tak - tylko tyle albo aż tyle była w stanie powiedzieć. Marek wsunął na jej palec przepiękny pierścionek po czym wstał i namiętnie pocałował teraz już swoją narzeczoną. Dla wszystkich zgromadzonych to był szok, a gdy przyszło opamiętanie zaczęli im gratulować. Pobrali się dokładnie rok po tym jak się poznali, a niespełna rok później na świat przyszło ich pierwsze dziecko, a trzy lata później Ula powiła jeszcze trojaczki. Cała czwórka była mieszanką każdego z rodziców. 

I tak właśnie Ula Cieplak dziewczyna z małego miasteczka pod Warszawą w końcu przestała być samotna. Odnalazła swoją prawdziwą, spełnioną i bezwarunkową  miłość. A Marek i dzieci okazały się najlepszym co mogło ją w życiu spotkać. 
KONIEC

piątek, 18 września 2020

INTRYGA część XXI

 Kochani to ostatnia część "Intrygi" za tydzień zapraszam na miniaturkę "Samotność". A później króciutki urlopik.  Myślałam, że dam radę, ale przepraszam nie dam. Trochę za wiele się wydarzyło w ostatnim czasie i muszę odpocząć. Mam tylko nadzieję, że wciąż tu będziecie po moim powrocie. Przerwa w publikacji potrwa do 09.10.2020. Serdecznie pozdrawiam i życzę miłej lektury.

Krzysztof siedział w swoim gabinecie przeglądając jakieś dokumenty, gdy zadzwonił telefon. Spojrzał na wyświetlacz, nie znał tego numeru. Przez moment zastanawiał się czy odebrać. Pierwszego połączenia nie odebrał, ale kiedy sytuacja powtórzyła się kolejny raz nacisnął zieloną słuchawkę.

- Krzysztof Dobrzański słucham - odezwał się.

- Dzień dobry Krzysztof. Tu Aleks - usłyszał z drugiej strony.

- Witaj Aleks. Co jest powodem twojego telefonu?- pytał z zaciekawieniem Dobrzański.

- Dzwonię do ciebie z prośbą w związku z Pauliną. Dzwoniła do mnie wczorajszego popołudnia płacząc, że złożyliście sprawę do sądu i na policję. Proszę was wycofajcie te zarzuty - mówił Febo.

- Aleks powiem to tak. Twoja siostra w pocie czoła zapracowała sobie na to co ją spotkało. Najpierw próbowała za pomocą modelki rozbić związek Marka z Ulą. Kolejnym jej posunięciem było wysłanie Uli zdjęcia Marka z Agnieszką. I takich intryg było jeszcze kilka. Dodatkowo nachodziła ich oboje w firmie. Potrafiła po kilka razy dziennie wydzwaniać do Marka. A jak spotkała się z Heleną to odgrażała się, że jeszcze ją popamiętamy i oddamy jej to co do niej należy - mówił senior.

- Krzysztof proszę przemyślcie to jeszcze -  prosił Aleks.

- Posłuchaj nikt niczego nie będzie przemyśliwał, bo nie ma nad czym. A dodatkowo to jest decyzja Marka, a my wraz z Heleną nie zamierzamy ingerować w jego działania. Ale w pełni popieramy jego postępowanie. Twoja siostra już dość napsuła wszystkim krwi - odparł stanowczym tonem starszy mężczyzna. 

Aleks wiedząc, że nie przekona go do zmiany zdania pożegnał się, życząc miłego dnia. Postanowił jeszcze wykonać jeden telefon, mimo że nie miał pewności co do powodzenia. Wybrał odpowiedni numer i czekał na połączenie.

- Witaj Marek - odezwał się zaraz po usłyszeniu odebrania połączenia - proszę nie rozłączaj się - dodał natychmiast.

- Czego chcesz? - odparł niezbyt przyjemnym tonem młody Dobrzański.

- Dzwonię w sprawie Pauli - zaczął lecz Marek mu przerwał wchodząc w słowo.

- To już możemy skończyć rozmowę. Nie mam ani zamiaru ani ochoty na rozmowę o twojej siostrze - odparł i rozłączył się. Widać było złość na jego twarzy. 

- Kto dzwonił - zapytała Ula.

- Febo i chciał rozmawiać o siostrze. Czy ja się nigdy nie uwolnię od tej dwójki? - mówił podniesionym głosem. 

- Kochanie za dwa tygodnie odbędzie się sprawa może to uwolni nas od nich - mówiła łagodnym tonem. Marek miał jednak jakieś dziwne przeczucie, że tak nie będzie, że któreś z nich coś jeszcze wymyśli. 


Paulina po rozmowie z dawną znajomą była wściekła już nie tylko na całą rodzinę Dobrzańskich, Ulę, ale i na Agatę. Jedyna nadzieja pozostawała w Aleksie, który obiecał porozmawiać z Krzysztofem. Siedziała jak na szpilkach czekając na wieści od brata. Lecz te jak się okazały również nie były dobre.

- Czy ja nie mogę już liczyć na nikogo? - krzyczała do słuchawki.

- Nie krzycz, bo to nic nie zmieni. Sama sobie jesteś winna. Tyle razy prosiłem cię abyś dała sobie spokój. Tłumaczyłem, ale ty uparcie dążyłaś do zemsty i się doigrałaś. Żadne z nich ci nie odpuści. Mogłaś wraz ze mną wyjechać i zacząć wszystko od nowa - mówił jej brat.

- Ty chyba nie mówisz poważnie. Zabrali nam to co stworzyli nasi rodzice. Ta pokraka zabrała mi Marka... - chciała coś jeszcze powiedzieć lecz Aleks jej przerwał.

- Kobieto zrozum, że firmę może i wspólnie z Dobrzańskimi stworzyli nasi rodzice lecz to Krzysztof wraz z Heleną ją utrzymywali i promowali przez prawie dwie dekady. Naszych rodziców nie ma od tylu lat. Marek nas spłacił więc firma już w całości należy do nich. A co do waszego związku to oboje wiemy, że nie kochałaś i nie kochasz go. Dzięki niemu chciałaś mieć wciąż wygodne życie - mówił.

- I co z tego? Czy to źle chcieć mieć za męża prezesa? A i to mi się wszystko należy za te wszystkie lata - mówiła. A jej bratu zdawało się, że ta chyba postradała zmysły i nie docierały do niej żadne racjonalne argumenty.

- Zrobisz jak będziesz chciała, ale na mnie już nie licz. Ja nie zamierzam brać udziału w tych twoich gierkach. Nie proś mnie więcej o pomoc - rzekł w końcu mężczyzna po czym pożegnał się i rozłączył. Wiedział, że dalsza rozmowa nie ma sensu, bo ona zdawała się nie słuchać racjonalnych argumentów. 

Paulina po usłyszeniu rozłączonego połączenia w złości rzuciła telefonem o ścianę, a ten rozpadł się na drobne kawałki. Siedziała na kanapie, zasłoniła dłońmi twarz a przed jej oczami przelatywał obrazy z życia. Przypomniała sobie rozmowę z Agatą a raczej jej słowa.

- Paula żadne z was nie było szczęśliwe w tym związku. On wiecznie szlajał się z kumplem po knajpach, zdradzał cię. Ty też nie byłaś wobec niego uczciwa zdradzając wszystko swojemu bratu. Na zewnątrz pokazywałaś jaka to niby jesteś zakochana w nim, a tak prawdę powiedziawszy zależało ci na jego majątku. Bo jakby nie patrzeć on miał więcej niż ty - mówiła jej rozmówczyni.

- A ta pokraka niby nie czeka na jego majątek? - pytała z ironią w głosie.

- Z tego co mi wiadomo to nie. Od kilku osób wiem, że to on latał za nią a nie na odwrót - usłyszała w odpowiedzi. Te słowa widać ubodły pannę Febo. Nie tego się spodziewała usłyszeć. 

 

W końcu nadszedł dzień rozprawy Marek wraz z Ulą przesłuchiwani byli w pierwszej kolejności. Wszystko trwało dość długo, co bardzo dziwiło pannę Febo. Powodem tego była duża liczba osób zeznających. I poza jedną modelką, która próbowała jakoś bronić Pauliny pozostali jak jeden mąż mówili o tym jaką nienawiścią pałała oskarżona wobec przyszłych państwa Dobrzańskich, ale i seniorów Dobrzańskich. Ta również nie próbowała jakoś specjalnie się bronić. Na pytanie sędziego czy ma coś na swoją obronę odpowiedziała.

- Nie mam nic do powiedzenia poza tym, że oni wszyscy zasłużyli sobie na takie traktowanie - tym samym przypieczętowała swój los. 

Po tych słowach ogłoszono półgodzinną przerwę a następnie ogłoszono wyrok. Paulina została skazana na karę grzywny w wysokości pięćdziesięciu tysięcy oraz zakaz zbliżania się do obu rodzin na odległość stu metrów. Dodatkowo zapadł wyrok w zawieszeniu na trzy lata w przypadku złamania zakazu.

 

Od tego dnia mogli rzeczywiście zająć się swoimi sprawami oraz ratowaniem firmy. Wreszcie nadszedł ten wyjątkowy dla nich dzień. Dzień na który każde z nich czekało od dawna. Wśród zgromadzonych gości składali z pełną powagą słowa przysięgi małżeńskiej. Oboje byli piękni a ich córeczka dumnie kroczyła środkiem sypiąc płatki róż. 

Na tydzień przed ślubem Ula poczuła się źle, powiedziała o tym Markowi. Ten nie zwlekając umówił wizytę w przychodni. Podczas badań okazało się, że przyszli małżonkowie ponownie zostaną rodzicami za niespełna osiem miesięcy. Ula była pełna obaw, lecz obecność ukochanego pozwoliła jej na wyciszenie. Ula tym razem urodziła syna, jej wierną kopię. 

Rok później mogli powiedzieć, że udało się im osiągnąć zamierzony cel. Uratowali firmę od bankructwa, o Febo słuch zaginął. A oni stworzyli wspaniałą kochającą się rodzinę. Nawet tak sceptycznie nastawieni z początku jego rodzice w pełni zaakceptowali wybrankę swojego syna i stali się kochającymi dziadkami, ale przede wszystkim bardzo wspierali młodych.

KONIEC.

piątek, 11 września 2020

INTRYGA część XX

Helena po niespełna półgodzinie była już w firmie. Weszła do pustego wciąż pustego sekretariatu i zapukała do drzwi, po usłyszeniu zaproszenia weszła do środka.
- Już po spotkaniu? - pytał młody prezes.
- Tak synku. Jeśli chcesz to opowiem ci - rzekła mu matka.
- Zamieniam się w słuch. Ciekaw jestem co ci powiedziała - odparł.
- Zapytałam ją co ona wyprawia - zaczęła pani Dobrzańska - ale w odpowiedzi usłyszałam, że to nie moja sprawa i mam się nie wtrącać. Pomyślałam, że może jak postraszę ją policją to odpuści jednak się myliłam. Na moje słowa tylko się zaśmiała i powiedziała, że ma to gdzieś. A ona nie ustąpi dopóki nie zapłacimy za jej krzywdy - na krótką chwilę zamilknęli oboje aby po chwili rzec - wiesz synku poczułam się tak jakbym dostała w twarz - dokończyła z jakimś dziwnym smutkiem w głosie. 
- Mamo nie warto się przejmować jej gadaniem. Wczoraj byłem u adwokata i on już działa. W pierwszej kolejności złoży pismo do sądu o zakaz zbliżania i na policję doniesienie o nękanie - wyjaśnił Marek. 
- To dobrze - rzekła jakby z ulgą w głosie - a gdzie Ula? - zapytała.
- Jest u Pshemko na przymiarce, a mnie wygonili - mówił, udając przy tym smutek czym rozweseli trochę swoją rodzicielkę - jak masz ochotę to idź - Helenie nie trzeba było dwa razy mówić. Wstała z kanapy i skierowała się do pracowni mistrza. Złapała za klamkę, ale drzwi były zamknięte na klucz. Zapukała i rzekła
- Pshemko otwórz to jak Helena - długo nie musiała czekać, gdy usłyszała zgrzyt klucza w zamku. 
- Witaj mój drogi, przyszłam zobaczyć kreację oraz samą przyszłą panią młodą - przywitała się jednocześnie podając powód swojej wizyty. Widok jaki ujrzała był zapierający dech w piersiach. Ula stała na podeście ubrana w przepiękną suknię w kolorze bieli. Wykonana z tiulu, satyny oraz koronki. 
 
- Ula wyglądasz cudownie. A Marek będzie zachwycony - mówiła przyszła teściowa. 
- Przesadza pani pani Helenko - odparła zawstydzona Ula.
- Ależ skąd moje dziecko - rzekła Dobrzańska i spojrzała na mistrza jakby szukała w nim poparcia dla swoich słów.
-  To prawda co mówi Helena. Wyglądasz cudnie - mówił Pshemko czym tylko jeszcze bardziej sprawił, że panna Cieplak zalewała się czerwienią na twarzy. 
Pół godziny później Helena zabrała małą Dominikę a młodzi zostali w firmie.
- Kochanie co byś powiedziała gdyby tak dać ogłoszenie na stanowisko mojej asystentki? - odezwał się prezes.
- Myślę, że to nie jest zły pomysł - poparła go Ula.
 
- Krzysiu zobacz kto przyjechał razem ze mną - usłyszał senior, który siedział w ogrodzie na wiklinowym fotelu i czytał jakąś gazetę. Uniósł głowę, a jego twarz rozpromieniła się na widok wnuczki. 
- Witaj skarbie. Dasz dziadkowi całusa - małej wiele nie trzeba było. Pobiegła do seniora i uściskała go tak samo jak to zrobiła na widok Heleny w firmie - a gdzie masz mamę i tatę - podpytywał.
- Sią w placi - wysepleniła.
- Marek z Ulą i małą byli dzisiaj na przymiarkach u Pshemko. Dominika dostała również na ten wyjątkowy dzień śliczną sukieneczkę. A Ula w swojej kreacji wygląda cudownie. Marek jak ją zobaczy to zaniemówi - wyjaśniła mu żona.
- Jak poszła ci rozmowa Pauliną? - zapytał. Helena opowiedziała mu to wszystko co Markowi. Powiedziała również o krokach jakie poczynił ich syn. Krzysztof siedział kręcąc głową z niedowierzania do czego jest zdolna ta kobieta.
- Wiesz Krzysiu ja dzisiaj, gdy byłam w firmie byłam zobaczyć suknię zauważył coś co bardzo odróżnia Ulę od Pauliny - mężczyzna spojrzał na nią pytającym wzrokiem - Ula jest bardzo skromną osobą, a nie tak jak Paulina próżną, szukającą aprobaty i zachwytu nad swoją osobą. Na moje i mistrza słowa o tym jak pięknie wygląda zaczerwieniła się i spuściła wzrok. Dziś już wiem, że źle ją oceniałam. To naprawdę bardzo wartościowa osoba, która da bardzo wiele szczęścia naszemu synowi.  Co ja mówię on już jest bardzo szczęśliwy.  Widzę jak się uśmiecha, tak szczerze, prawdziwie. Chwilami, gdy przypomnę sobie czasy, jak był z Pauliną to nie widziałam tego, a wręcz przeciwnie. Zawsze był jakiś taki przygaszony, uśmiechał się z przymusu - mówiła Helena.
- Masz rację Helenko. Ten Marek teraz, a ten jeszcze sprzed ponad dwóch lat to dwie różne osoby. Widać również ile radości sprawia mu bycie ojcem - odrzekł jej mąż, a po chwili zadumy dodał - a jeszcze do niedawna tak źle traktowaliśmy  Ulę. A to tak jak mówisz wspaniała, pełna ciepła i empatii kobieta. Całkowite przeciwieństwo Pauliny. Dziś biję się w pierś za to nasze zachowanie, a jednocześnie dziękuję opatrzności za tę cudowną istotę. Obdarzyła naszego syna wielką, prawdziwą miłością, ale również dała wspaniałą córkę  - mówił senior patrząc w stronę Dominiki. Żona tylko potwierdziła jego słowa skinieniem głowy.  Mała siedziała tuż obok przy stoliku i malowała kolorowankę z postaciami swojej ulubionej bajki. 
- Babcia zobac, ładnie? - pytała sepleniąc.
- Ślicznie kochanie - rzekła do wnuczki po czym zwróciła się do męża - dziadek spójrz jak pięknie pokolorowane - senior spojrzał i pochwalił dzieło swojej wnuczki. 

W czasie, gdy seniorzy Dobrzańscy zajmowali się małą do firmy wpadła jak wściekła osa panna Febo. Nie zważając na protesty pracownika ochrony a później Ani, która ponownie wróciła do pracy wtargnęła siłą do biura Marka.
- A ty nie umiesz pukać - rzekł młody prezes.
- Co ty i ta twoja pokraka sobie wyobrażacie? Że co możecie na mnie nasyłać policję i straszyć sądem? Nie wasze doczekanie - krzyczała już już od progu nie zawracając sobie głowy jakimkolwiek przywitaniem.
- Nie drzyj się. Tu nikt nie jest głuchy - rzekł - a na twoje durne pytania nie zamierzam odpowiadać. Powiem tylko, że sama sobie zasłużyłaś na takie traktowanie. A teraz żegnam - dokończył. Lecz Febo zdawała się nie mieć zamiaru opuścić ani biura Marka ani tym bardziej firmy. Marek w tej sytuacji kierując się radami adwokata wykonał telefon na komendę policji w celu zgłoszenia złamania zakazu zbliżania. Ale nawet to nie poskutkowało. Ten długo nie myśląc wyłączył komputer, pozamykał wszystkie możliwe szafki i wyszedł z biura i udał do Uli. Wiedział, że takim zachowaniem tylko rozzłości tę wściekłą Włoszkę, tylko on nie miał ochoty nawet na nią patrzeć a co tu mówić o jakiejkolwiek rozmowie. Wszedł do gabinetu ukochanej i nawet nie musiał mówił co się stało, bo ta tak wrzeszczała, że trudno było nie słyszeć.  Siedzieli i rozmawiali już jakieś kilka minut, gdy nagle z impetem otwarły się drzwi a w nich stanęła Paulina i wskazując palcem na Ulę zaczęła.
- Ty podła żmijo, ty pokrako - Marek chciał się odezwać lecz Ula mu nie dała - spokojnie dam sobie radę - rzekła i z cierpliwością czekała jak ta kobieta z niby wielką klasą skończy wylewać wiadro pomyj by rzec.
- Już skończyła pani? - mówiła tonem, który wywołał w Febo jeszcze większą wściekłość, ale Ula nie dając jej dojść do głosu kontynuowała - to teraz proszę mnie posłuchać. Na to wszystko zapracowałaś sobie sama. A ostatnimi wyczynami już szczególnie. Najpierw jedna z modelek, następnie Violetta i Sebastian, a na koniec Piotr Sosnowski - na hasło Piotr Febo zrobiła wielkie oczy. Nawet w snach nie myślała, że oni się mogą znać - tak znam doskonale Piotra - wyjaśniła krótko panna Cieplak. Tego chyba było dla Febo za dużo i z taką jak nie większą wściekłością opuściła pomieszczenie trzaskając za sobą drzwiami. Kolejny już raz jej plan nie wypalił. A teraz jeszcze będzie miała na głowie policję oraz sprawę w sądzie. Wyglądało to tak jakby coś zaczynało do niej docierać. Ale czy to nie za późno na refleksje? 
- Halo, Aleks? - zaczęła, gdy tylko usłyszała głos po drugiej stronie słuchawki.
- Witaj siostra. Co się stało, że dzwonisz? - dopytywał, bo tuż przed wyjazdem posprzeczali się. Stąd to jego pytanie.
- Stało się braciszku i to dużo - zaczęła i nieco ciągnięta przez brata za przysłowiowy język opowiedziała mu, że Dobrzańscy odwrócili się od niej, a były narzeczony złożył sprawę do sądu. Z początku nie mówiła całej prawdy.
- Paula jeśli nie powiesz mi całej prawdy to nie będę mógł ci pomóc - ta czując się przypartą do muru opowiedziała o swoim postępowaniu.
- Czy ty siostra całkiem na głowę upadłaś. Coś ty sobie myślała, że takim postępowaniem zmienisz to co się stało? - niemalże krzyczał do słuchawki.
- Możesz na mnie nie krzyczeć? Ja proszę cię o pomoc a nie żebyś się na mnie wydzierał - odparła butnie panna Febo.
- Najwyraźniej tobą trzeba porządnie potrząsnąć aby coś dotarło do tej twojej pustej głowy. Tyle razy tłumaczyłem jak to wygląda, proponowałem ci wspólny wyjazd. No, ale dobrze zobaczę co da się zrobić. Zadzwonię do Krzysztofa i porozmawiam z nim - rzekł Aleks. Paulina była wdzięczna bratu, że jej pomoże, była tego więcej  niż pewna. Za to on nie był taki pewny - odezwę się do ciebie jutro i powiem co załatwiłem - dodał.
- Dziękuję ci Aleks - pożegnała się z bratem i rozłączyła. Po tej rozmowie nie mogła znaleźć sobie miejsca. Postanowiła pojechać do jednej z Warszawskich galerii. Zakupy zawsze sprawiały, że czuła się lepiej. I tak zapewne by było gdyby nie przypadkowe spotkanie Marka i Uli. Ujrzawszy tę parę ludzi odwracając się potrąciła jakąś kobietę. 
- Możesz patrzeć jak chodzisz? - wysyczała przez zaciśnięte zęby.
- To pani niech uważa - usłyszała w odpowiedzi, w końcu spojrzała i własnym oczom nie wierzyła to była Agata dawna przyjaciółka Pauliny z czasów studenckich. 
- Może napijemy się kawy i opowiesz co tam u ciebie - zaproponowała Agata. Z początku panna Febo nie miała ochoty na zwierzenia  - nie daj się prosić. Włoszka w końcu zgodziła się. Weszły do małej, ale bardzo przytulnej knajpki i  wtedy popłynęła opowieść o ty co się działo w ostatnim czasie.
- Kochana powinnaś odpuścić. Najwyraźniej nie było  wam pisane bycie razem. A o to, że straciliście firmę powinnaś obwiniać jak już coś to siebie samą oraz swojego brata - słowa, które padały z ust Agaty cięły jak najostrzejsze z ostrzy. Była załamana. To już kolejna osoba, która mówi, że taką zemstą nie zdziała niczego. 
CDN...


 

czwartek, 3 września 2020

INTRYGA część XIX

Po godzinie Marek wrócił do domu. Usiedli wspólnie z Ulą na kanapie i przy filiżance kawy opowiedział o przebiegu rozmowy.

- Rodzice uważają, że rozmowa z tą kobietą nie ma sensu. Mama sugerowała zgłoszenie sprawy na policji, a tato aby pójść do naszego rodzinnego adwokata.

- A ja myślę, że jedno i drugie rozwiązanie jest bardzo dobre. Ona chyba inaczej nie odpuści. Wiedząc, że nie znam twojej całej rodzinie przysłała zdjęcie z Agnieszką oraz próbowała wciągnąć w to Piotra. A jeszcze wcześniej kombinowała coś z modelką – mówiła panna Cieplak – wiesz, może by tak spróbować porozmawiać jeszcze o niej z Aleksem. To jej brat więc jego może posłucha? – dodała po chwili.

- Nie sądzę aby to coś dało. Wiesz przecież kochanie, że oboje się nie znosimy. A teraz jeszcze pozbawiłem go firmy – mówił.

- Co szkodzi spróbować. Weź telefon zadzwoń i umów się na spotkanie. Jeśli będziesz chciał to pójdę z tobą – mówiła. Marek widząc, że narzeczona nie odpuści zrobił tak jak mówiła. W odpowiedzi usłyszał, że Aleks jest teraz we Włoszech i za kilka dni będzie ze Francji. Jego odwieczny rywal powiedział mu o kilku rozmowach z Pauliną, ale wie, że nie przyniosły oczekiwanych rezultatów.

- Przykro mi Marek, ale najwyraźniej moja siostra żyje chęcią zemsty. Z jednej strony to nawet ją rozumiem. Lecz z drugiej wiem, że takie zachowanie do niczego dobrego nie prowadzi, a wręcz przeciwnie – te słowa tylko upewniły Dobrzańskiego, że wizyta u adwokata oraz na komisariacie policji to jedyne słuszne rozwiązanie.

- W takiej sytuacji to faktycznie nie ma co zastanawiać się nad dalszym postępowaniem wobec Pauliny – rzekła Ula, gdy tylko obaj panowie skończyli rozmowę i Marek wszystko jej powtórzył.

- A zmieniając temat Ula rodzice zapraszają nas na sobotę. Wstępnie zgodziłem się, ale powiedziałem, że potwierdzę po rozmowie z tobą.

- Ja nie widzę problemu. Możemy jechać. Widzę, że twoi rodzice się zmienili. Stale jak są w firmie to zajrzą również do mnie, pytają o moje samopoczucie, o Dominikę. Sam widzisz, że się starają jak mogą – rzekła.

- Też to zauważyłem. Mam tylko nadzieję, że to nie jest tak na czas ratowania firmy – odparł młody Dobrzański.

- Myślę, że nie jest to na teraz. Nie sądzę aby aż tak udawali. Dla nich to też w jakimś sensie nowa sytuacja. To nie ja miałam stać obok twego boku, dodatkowo zostali dziadkami – odpowiedziała mu narzeczona. Marek w duchu przyznawał jej rację. Ale mimo tego postanowił mieć rękę na pulsie.

 

Następnego dnia podczas przerwy na lunch Marek poszedł spotkać się z adwokatem. Wyjaśnił w czym rzecz.

- Panie Marku proszę się nie martwić sprawę załatwię tak, aby ta pani więcej nie nękała nikogo z pana bliskich. Jeśli trzeba to również zgłoszę sprawę na komendzie. W pierwszej kolejności spróbuję załatwić aby panna Febo miała zakaz zbliżania się do was wszystkich. A w dalszej kolejności o zadośćuczynienie w formie finansowej za straty moralne – Marek siedział i słuchał tego co mówił adwokat zgadzając się ze wszystkimi sugestiami.

- To się doigrałaś Paulinko – pomyślał.

 

-Wiesz Krzysiu nie spodziewałam się takiego zachowania po Paulinie – zaczęła rozmowę Helena – rozumiem, że jest zła o to co się wydarzyło w jej życiu ostatnio. Ale kompletnie nie umiem, nie potrafię zrozumieć takiego zachowania – ciągnęła dalej pani Dobrzańska. Widać było, że jest rozczarowana takim zachowaniem swojej jeszcze do niedawna pupilki.

- To tak samo jak i ja Helenko. Myślałem, że po tym co usłyszała na zebraniu coś zrozumiała jednak pomyliłem się. Przez chwilę myślałem aby spotkać się z nią i jeszcze raz spróbować przemówić jej do rozsądku. Ale o tym co mówił Marek to raczej jest to nie możliwe – mówił senior.

- Może jednak spróbujmy. Jeśli gdyby tak postraszyć ją policją, może to by coś pomogło? – zastanawiała się na głos pani Dobrzańska.

- Nie sądzę aby mnie posłuchała – odparł jej mąż – lecz pomyślałem, że może ty sama spróbowałabyś z nią porozmawiać – dodał senior.

Helena poparła pomysł męża, ale wolała spotkać się z panną Febo gdzieś na neutralnym gruncie. Nie zastanawiając się ani chwili, zadzwoniła i umówiła się z nią na mieście dnia następnego. Oboje z mężem postanowili powiedzieć o tym spotkaniu Markowi i Uli. Ten nie był tym pomysłem specjalnie zadowolony. Uważał, że to na niewiele się zda, lecz przecież nie mógł zabronić spotkać się matce z jego byłą narzeczoną. Za to Ula była innego zdania.

- Kochanie, może to ich spotkanie spowodować, że Paulina da nam wszystkim spokój – argumentowała. Marek więcej nic nie powiedział. Ula kolejny raz pokazywała, że jeśli jest możliwość to należy z niej skorzystać.

Po skończeniu rozmowy o Paulinie zajęli się dużo bardziej przyjemnym tematem.

- Z tego wszystkiego zapomniałem powiedzieć ci kochanie o jutrzejszych przymiarkach. Był u mnie Pshemko z

zestawieniem materiałów i dodatków do tej nowej kolekcji, a na koniec powiedział o przymiarkach – mówił młody Dobrzański.

- Już? – pytała

- Widać, że bardzo wziął sobie do serca naszą prośbę o uszycie nam strojów. Prosił również aby przywieź małą – rzekł.

- Co ten Pshemko znów wymyślił? – zastanawiała się na głos Ula.

- Może chce jej też uszyć coś pięknego – odparł Marek.

- Jak tak dalej będzie to Dominika zajmie naszą szafę – mówiła żartobliwie – proponuję aby to była ta twoja część kochanie – śmiała się panna Cieplak. Ten radosny nastrój udzielił się również ponuremu Markowi.

- Z wielką chęcią jej udostępnię. Ale co jak będzie chciała zając również twoją kochanie? – mówił z uśmiechem na ustach.

Następnego dnia całą trójką przyjechali do firmy i od razu skierowali się w kierunku pracowni mistrza.

- Witaj mistrzu – odezwał się prezes zaraz po wejściu – zobacz kogo przyprowadziłem – dodał. Pshemko podniósł zmęczony wzrok do góry, a jego twarz rozjaśniła się promiennym uśmiechem.

- Witajcie kochani – rzekł wstając ze swojego czerwonego fotela. Mała niemalże natychmiast podbiegła do wujcia i po przywitaniu wdrapała się na jego fotel – cieszę się, że przywieźliście malutką, bo również dla niej mam śliczną sukieneczkę na tę okoliczność. Spójrzcie – mówił jednocześnie ściągając z wieszaka pięknie uszytą białą sukieneczkę. Wykonana z tiulu z różyczkami oraz satynową kokardą w pasie. 


 

- Pshemko ta sukieneczka jest piękna – zachwycali się oboje.

- Wiedziałem, że się wam spodoba. Jej sukieneczka jest już gotowa, ale wasze stroje potrzebują jeszcze kilku poprawek – rzekł po czym niemalże siłą wyprosił przyszłego pana młodego z pracowni. Marek chociaż z niechęcią to jednak wyszedł zabierając ze sobą córkę. Ula weszła za parawan i nałożyła na siebie suknię po czym stanęła na specjalnym podeście. Mistrz nie czekając wziął się za dokonywanie wszelkich zaznaczeń.

- No tak będzie dobrze, a ty moja droga będziesz najpiękniejszą panią młodą – mówił z radością w głosie. Ula podziękowała mu za tę piękną suknię ze łzami w oczach.

- Nawet w najśmielszych snach nie marzyłam o tak pięknej sukni – słowa te powodowały, że ten jakże skromny człowiek rósł w siłę. Był jej wdzięczny za wszystkie słowa jakie mówiła.

W między czasie Marek zadzwonił do matki z prośbą czy mogłaby po rozmowie z Febo przyjść do firmy. Ta nie widziała problemu.

- Chciałem cię prosić mamo abyś oczywiście jeśli tylko możesz wzięła do was małą – mówił.

- Nie ma problemu synku. Zaraz po spotkaniu przyjdę i wezmę Dominikę, a wy po pracy ją odbierzecie – odpowiedziała bez zastanowienia. Widać było, że faktycznie jego rodzice próbują zatrzeć te wszystkie złe chwile.

CDN…

piątek, 28 sierpnia 2020

INTRYGA część XVIII


- Nie! – krzyknęła i próbując wyminąć narzeczonego chciała wyjść.
- Proszę – próbował ją zatrzymać, aż w końcu odezwała się kobieta.
- Jestem kuzynką Marka. Mój tata i wujek Krzysztof są braćmi – mówiła lecz widząc minę Uli. Wyciągnęła z torebki portfel i pokazała dziewczynie swojego kuzyna dowód. Panna Cieplak wzięła kawałek plastiku do ręki i przeczytała: Agnieszka Dobrzańska.
Ula miała mętlik w głowie. Sama nie wiedziała co o tym myśleć. Według tego co tam pisało byli rzeczywiście spokrewnieni. Ale z drugiej strony może to tylko zbieg okoliczności jeśli chodzi o nazwisko?
- Ula – ponownie odezwał się Marek – proszę spójrz na mnie - prosił. W końcu nie widząc żadnego ruchu ze strony narzeczonej kontynuował – kochanie, wiem, że mi nie wierzysz, ale czy gdyby prawda była inna sprowadzałbym tu Agnieszkę? Kocham ciebie i Dominikę. Od kiedy jesteśmy ponownie ze sobą jestem wobec ciebie uczciwy. Nie wyobrażam sobie… - mówił, ale przerwała mu jego kuzynka.
- Ula ten facet poza wami obiema nie widzi świata. Jak ostatnio się widzieliśmy to o nikim innym nie mówił tylko o tobie i Dominice. A, gdy spotkałam go niedługo po tym jak odeszłaś z firmy nie potrafił sobie znaleźć miejsca – mówiła próbując przekonać Ulę do prawdziwości słów Marka.
Ta wciąż stała ze spuszczoną głową a na podłogę kapały łzy. Agnieszka dała znać Dobrzańskiemu skinieniem głowy, że zostawia ich samych i wyszła z pokoju. Uznała, że powiedziała już wystarczająco dużo. I teraz wszystko zależy od nich samych.
Marek podszedł do narzeczonej. Ula wciąż milczała wziął delikatnie kciukiem uniósł jej głowę.
- Ula proszę spójrz na mnie – prosił, gdy ta stała jak słup soli ze spuszczonym wzrokiem. W końcu spojrzała na narzeczonego ten długo nie myśląc przyciągnął do siebie i zamknął w swoich ramionach. Te silne ramiona zawsze działały cuda i tak było i tym razem. Uczucie bezpieczeństwa jakie dawały powodowały spokój. Z czasem panna Cieplak zaczęła się uspakajać. Dobrzański podszedł do łóżka usiadł jednocześnie sadzając sobie Ulę na kolanach.

W tym samym czasie co Marek wraz z kuzynką próbowali wyjaśnić wszystko jego była narzeczona również miała swoje plany.
- Paulina coś ty znowu wymyśliła? – dopytywał Aleks kończąc pakowanie ostatniej walizki.
- Nic takiego braciszku. Po prostu mam do wyrównania kilka rachunków. A później dojadę do ciebie – wyjaśniła. Aleksowi nie podobało się to wszystko. Lecz jak widać na załączonym obrazku tej nie było możliwości odciągnąć od tego.
Posiedziała jeszcze jakiś czas i pożegnała się z nim tłumacząc, że jest umówiona na spotkanie.
- Witaj Piotr – odezwała się do siedzącego przy stoliku w jednej z Warszawskich restauracji mężczyzny.
- Witaj piękna – odezwał się do Febo – to co chcesz abym zrobił? – zapytał, gdy ta zajęła miejsce po przeciwnej stronie stołu.
- Masz uwieść taką jedną. Mówiąc dokładnie to tę – mówiła jednocześnie wyciągając z torebki zdjęcie, na którym jest Ula wraz z Markiem.
Mężczyzna przyjrzał się zdjęciu po czym rzekł.
- Nie ma sprawy – Febo ucieszona, że plan się udaje zrealizować.
Nie mając powodu aby nie wierzyć w powodzenie planu zaoferowała ekstra zapłatę jeśli wszystko pójdzie jak się należy. Dopiła kawę, pożegnała gościa i wróciła do siebie.
Aleks wyjechał. Najpierw miał lecieć na kilka dni do Włoch a następnie do Francji i tam pozostać. W ostateczności zmienił plany co do sprzedaży domu. Doszedł do wniosku, że zamiast sprzedawać wynajmie. Jednak nie przyznał się siostrze co do swoich planów związanych z domem. Coraz trudniej było mu dogadać się z siostrą. W pewnym sensie obwiniał siebie, że ona jest taka. Sam przecież był nie lepszy. Przez kilka lat żył karmiąc się chęcią zemsty na całej rodzinie Dobrzańskich i są tego efekty. Paulina doskonale widziała co on wyczyniał i jak widać odebrała pod tym względem dobrą naukę. Tym razem to ona żyła chęcią zemsty, a on się tym zamartwiał. Doskonale wiedział, że to do niczego dobrego nie prowadzi, sam jest tego przykładem. Ale Paulina zdawała się tego nie widzieć i nie chciała słuchać jak on prosił.

Po godzinnej rozmowie Marek i Ula doszli do porozumienia wyjaśniając wszystkie nie porozumienia. Panna Cieplak obiecała mniej emocjonalnie podchodzić do tego co wyprawia Febo, ale i bardziej ufać narzeczonemu. Tego wieczoru mieli wspólnie z Dominiką wrócić do Warszawy. Podczas drogi Ula odebrała wiadomość SMS.

- Dzień dobry Ula chciałbym umówić się z tobą jutro w restauracji „Moskwa”. Jeśli jest taka możliwość przyjdź wraz ze swoim narzeczonym.
Pozdrawiam Piotr.

Ula odczytała wiadomość, a jej wyraz twarzy wyrażał zdziwienie.
- Ula, coś się stało? – zapytał młody Dobrzański.
- I tak i nie – odpowiedziała dość tajemniczo.
- To tak czy nie – dopytywał.
-Dostałam wiadomość od znajomego lekarza. Dość dziwną wiadomość. On jest kardiologiem i leczył mojego tatę. Dodatkowo znamy się z czasów studiów. Chociaż nie sądzę aby właśnie chodziło o niego – rzekła i zamyśliła się.
- Dlaczego sądzisz, że nie o twojego tatę może chodzić?
- Ten znajomy prosi o spotkanie w „Moskwie” i jeśli jest taka możliwość abyś był tam również ty – to co powiedziała również zaskoczyło Marka.
- Kiedy on chce się spotkać? – pytał Marek.
- Pisze o dniu jutrzejszym, nie podał godziny – odpowiedziała.
Oboje nie wiedzieli co o tym wszystkim sądzić. W końcu postanowili spotkać się z nim. Umawiając na godzinę trzynastą. Mężczyzna potwierdził wszystko w wiadomości zwrotnej. W obecnej sytuacji nie pozostało im nic więcej jak uzbroić się w cierpliwość. Mimo to Marek coś czuł, że to może być sprawka Pauliny. Był coraz bardziej wściekły na tę głupią kobietę. Podzielił się tymi swoimi przemyśleniami z Ulą.
- Wiesz kochanie myślę, że to kolejna sprawka Pauliny. Jeśli potwierdzą się moje przypuszczenia wówczas spotkam się z naszym adwokatem. Ale wcześniej pojadę do moich rodziców i porozmawiam z nimi na ten temat – Ula poparła narzeczonego we wszystkim co mówił.

W firmie również wiele się działo. Ula po wielu godzinach ciągłego siedzenia i przeglądania papierów miała jasną sytuację. Jeszcze zanim udali się na spotkanie z Piotrem Ula przyszła do narzeczonego.
- Marek mam już całkowite rozeznanie co do firmy.
- I jakie wnioski z tego? Mam nadzieję, że nie musimy zwalniać ludzi – mówił.
- Myślę, że to nie będzie konieczne, ale nie obejdzie się bez cięcia płac. Pomyślałam, że moglibyśmy obniżyć pensje o jakieś dwadzieścia procent przez okres powiedzmy pół roku. Również dobrze byłoby obniżyć premię wakacyjną oraz świąteczną w tym roku o połowę. Dzięki temu uniknęlibyśmy zwolnień. To pozwoliłoby na zakup dobrego gatunku materiałów dla Pshemko. Przed nami kolekcja letnia oraz jesienna. Myślę, że te dwa pokazy mogłyby pomóc nam odbić się i wówczas pensje wróciłyby do normy również premie – wyjaśniała. Widać, że ten plan podoba się Markowi. Od samego początku nie był za tym aby zwalniać ludzi. Postanowił następnego dnia zwołać załogę i przedstawić ten cały plan. Wierzył, że wszyscy się na  to zgodzą.
Było kilka minut po trzynastej, gdy oboje weszli do restauracji. Ula rozejrzała się po jej środku. W końcu sali ujrzała znajomego mężczyznę.
- Dzień dobry Piotr – przywitała się i przedstawiała swojego towarzysza – to jest mój narzeczony Marek Dobrzański oraz tata Dominiki.
- Dzień dobry – przywitał się z Ulą oraz z Markiem przez mocny uścisk dłoni.
- To co masz takiego nam do powiedzenia, że prosiłeś o spotkanie? – dopytywała Ula.
- Miałem ostatnio dość dziwne spotkanie z nijaką panią Pauliną Febo. Ów pani nie wiedzieć czemu uznała, że mogę jej pomóc. A ta pomoc miała polegać na próbie rozbicia waszego związku. Proponowała mi mnóstwo forsy. Pokazała mi zdjęcia, na których jesteście oboje. Zastanawiacie się zapewne skąd znam Paulinę. Jakiś czas temu próbowałem się z nią umówić, ale spławiła mnie. Mówiła wówczas, że nie ta liga – wyjaśnił powód tego spotkania.
Oboje byli w szoku co ta kobieta jeszcze wymyśli, do czego jest zdolna? Marek dodatkowo był wściekły, nie mógł i nie chciał tego tak pozostawić. Tak jak mówił dzień wcześniej do Uli po spotkaniu odwiózł ją do domu a sam pojechał porozmawiać z rodzicami o tym wszystkim.  Liczył, że może oni będą w stanie mu pomóc.
CDN…