niedziela, 19 stycznia 2025

MIAŁ BYĆ ŚLUB część X

 Życie toczyło się swoim rytmem, każdy w firmie pochłonięty swoimi sprawami. Czasem ktoś z kimś umówił się na jakiś wypad po pracy. Również Ula z Markiem kilka razy wyszli gdzieś na lunch. Czasem Marek podwiózł ją do domu. I z coraz częściej łapał się na tym, że tęskni za swoją asystentką. Aż w końcu dotarło do niego co to wszystko oznacza. 
- No, ale jak ja mam jej to powiedzieć? - rozmyślał jednego razu leżąc na kanapie. 
W między czasie zdążył definitywnie rozstać się z panną Febo i kazał jej opuścić dom. 
- Masz czas do końca miesiąca aby się wyprowadzić - rzekł na koniec. 
- Ty chyba oszalałeś. Czy ty myślisz, że mnie można od tak zostawić? - mówiła przez zaciśnięte zęby.
- Dokładnie tak uważam. I nie, nie oszalałem. Po prostu mam dość tego niby narzeczeństwa. 
- Skoro tak, to podpiszę tę intercyzę - tym oświadczeniem wprawiła go Marka w osłupienie, jednak ten najwyraźniej podjął już decyzję. 
- Powiedziałem ci Paula, że z nami koniec. Miałaś czas aby podjąć decyzję. Czy myślałaś, że ja będę czekał w nieskończoność? To rozczaruję cię, ale nie. Tak jak powiedziałem masz czas do końca miesiąca, aby wynieść się z mojego domu. 
- Przecież to raptem trzy dni - rzekła spoglądając na stojący kalendarz. 
- No i tyle masz czasu - odparł i wyszedł z salonu. 
Po wyprowadzce Pauliny umówił się z pracownikiem biura nieruchomości. Chciał sprzedać ten dom. Dom został sfotografowany i wyceniony. 
- Najdalej w dniu jutrzejszym na naszej stronie internetowej ukaże się ogłoszenie o sprzedaży domu - usłyszał. 
- Bardzo dziękuję. Nie ukrywam, że spieszy mi się ze sprzedażą. Dlatego też cena jest niewygórowana - odparł młody Dobrzański. 
Jeszcze tego samego dnia zaczął przeglądać ogłoszenia z ofertami mieszkań na sprzedaż. 
Któregoś dnia podczas wspólnego lunchu z Ulą zwierzył jej się ze swoich planów. 
- Nie szkoda ci takiego domu? 
- Nie Ula. Jak dla mnie samego był za duży. Ale i mnóstwo mam wspomnień z tym domem, nie koniecznie dobrych - odparł. 
- Marek a mogę zadać ci bardziej osobiste pytanie? Oczywiście nie musisz odpowiadać - mówiła. 
- Pewnie, pytaj - odpowiedział. Już od dawna rozmawiali ze sobą o wszystkim szczerze. Dodatkowo kiedy zrozumiał co czuje do Cieplak chciał być wobec niej uczciwy. Ta uczciwość poniekąd była dla niego czymś nowym. Nie żeby był nie uczciwym człowiekiem, ale mając w pamięci swoje zachowanie wobec Pauliny, to faktycznie był zupełnie kim innym. Wielokrotnie okłamywał swoją dziewczynę. I nie wiedzieć czemu nie miał z tego powodu wyrzutów sumienia. Za to w stosunku do Uli zawsze był szczery, nie kręcił, nie motał. Chwilami miał wrażenie, że nawet gdyby chciał skłamać to wystarczyło jej spojrzenie aby mówił jak na spowiedzi. 
- Nie żałujesz tego rozstania z Pauliną? W końcu jakby nie patrzeć byliście ze sobą dość długo - Marek przez moment zastanawiał się nad tym co powiedzieć. Nawet przeszło mu przez myśl aby wyznać jej co czuje do niej samej. Jednak odrzucił te myśli.
- Żałuję jedynie Ula, że byłem z nią a tyle czasu. Dopiero po rozstaniu z nią poczułem, że żyję. Od dawna dusiłem się w tym związku. Ona nie wiedzieć czemu uważa się za tą najlepszą. Że świat jest jej coś winien. Dla niej byłem tylko dodatkiem, a w pewnym czasie również źródłem finansowania. Któregoś dnia dowiedziałem się o tym, że ona swoją część udziałów przepisała na Aleksa. 
- Nie wiedziałam, że to tak wyglądało. Przykro mi - rzekła. 
- To nie twoja wina Ula. A wiesz jaka była jej reakcja na widomość o intercyzie? - widząc pytające spojrzenie wyjaśnił - powiedziałem, że żadnego ślubu nie będzie jeśli nie podpiszemy intercyzy. Ta wpadła we wściekłość. I przez kolejne dni cały czas wraz z matką naciskały na mnie abym zrezygnował z tego pomysłu. 
- Nie rozumiem. Jeśli się kogoś kocha to takie dokumenty są z jednej strony nie potrzebne. Z drugiej nie widzę powodu aby robić jakieś problemy z podpisaniem - mówiła. 
Od tej rozmowy minęło kilka dni, a oni pochłonięci swoimi sprawami nie zauważyli, że coś się rodzi między nimi. Że coraz bardziej chcą być razem ze sobą. A raczej nie umieli tego wyznać sobie nawzajem. Ta cała sytuacja stawała się być męcząca dla nich obojga.
Wciąż działał monitoring w sekretariacie i jego gabinecie. Co pozwalało na zbieranie dokumentów przeciwko Aleksowi. A detektyw śledził Paulinę. 

Pewnego dnia Marek odebrał dziwny telefon. Siedział w swoim gabinecie i sprawdzał przyniesiony przez Violę raport, gdy usłyszał dźwięk przychodzącego połączenia. Ula tego dnia miała wolne ze względu na wizytę u lekarza wraz z ojcem. 
- Prywatny? - pomyślał i nacisnął zieloną ikonę słuchawki. 
- Marek Dobrzański słucham. 
- Uważaj na Febo - usłyszał kobiecy głos i natychmiast połączenie zostało zakończone. 
Natychmiast przełączył na laptopie na podgląd z nagrań. Jednak nic takiego się nie działo co mogłoby wzbudzić jego niepokój. Zastanawiał się, o którego z Febo może chodzić. Postanowił skontaktować z detektywem, faktem było iż nie rozmawiali ze sobą od kilku dni. 
- Poza tymi ostatnimi dowodami jakie panu przekazałem nic takiego się nie dzieje - mówił detektyw. 
To wszystko było na tyle dziwne, że postanowił podzielić się z Ulą tym co odkrył wynajęty detektyw. Dotychczas nie mówił jej o tym. Ale tym razem, gdzieś w podświadomości czuł, że również Ula może być w niebezpieczeństwie. 
Wszystko zgrał na pendrive. Wszystkie nagrania oraz zdjęcia jakie miał od detektywa. Wieczorem próbował kilka razy dodzwonić do Uli, ale ta nie odbierała. Za każdym razem odzywała się poczta głosowa. Nie rozumiał dlaczego tak się działo. Było już dość późno kiedy położył się spać a i tak nie mógł zasnąć. Przewracał się z boku na bok, zadręczając się myślami co się stało, że ona nie odbiera. Obawiał się. Po nieprzespanej nocy wziął orzeźwiający prysznic, upewniwszy się co do tego, że zdąży dojechać do Rysiowa przed jej wyjściem z domu. 

- Cześć Maciuś - przywitała się z przyjacielem.
- Co ty Ula taka niespokojna? 
- Niespokojna to mało powiedziane. Jak wracałam od lekarza wczoraj z tatą, gdzieś zgubiłam telefon albo mi ukradli. Mam do ciebie w związku z tym sprawę. Czy mógłbyś zawieź mnie do Warszawy? Muszę jechać do salonu i zgłosić utratę telefonu i zablokować numer. 
- Nie ma problemu. Za jakiś kwadrans będę gotowy. 
- Dziękuję ci - odparła i uściskała Szymczyka. 
- Kurde powinnam zadzwonić do Marka aby powiadomić go o swoim spóźnieniu - kiedy skończyła mówić przed jej oczami pojawiła się wyciągnięta ręka Maćka a niej telefon. 
- Masz dzwoń. Zanim dojedziemy zdążysz dać mu znać. 
Wybrała numer, potem kolejny jeszcze raz jednak nikt nie odbierał. 
- No trudno, może nie ma jak odebrać. Zadzwonię w takim razie do Violi - tu miała więcej szczęścia, bo koleżanka odebrała. 
- Viola przekaż proszę Markowi, że się trochę spóźnię, bo muszę coś załatwić. Wszystko mu wyjaśnię jak już będę w firmie - Kubasińska obiecała przekazać wiadomość i rozłączyły się. 
Nagle stanęli w jakimś korku. 
- Kurde blaszka, jak człowiek się spieszy to zawsze coś idzie nie tak - narzekała Cieplak. 
- Nie marudź Ula. Na pewno zaraz wszystko ruszy - mówił spokojnym głosem Maciej. 
- Tak łatwo ci powiedzieć. Bo to nie ty utraciłeś telefon - odparła lecz szybko uznała, że przesadziła i rzekła - przepraszam cię Maciuś, ale po prostu nie lubię takich sytuacji. 
- Spokojnie nic się stało. Dobrze rozumiem co możesz czuć. Sam też bym się denerwował. 
W pewnym momencie usłyszeli zbliżającą się na sygnałach karetkę. 
- Chyba to coś poważniejszego? I nie tak prędko stąd ruszymy - stwierdził Szymczyk. 
- Na to wygląda. No trudno nic z tym nie zrobimy - odparła zrezygnowana Cieplak.
CDN...

niedziela, 12 stycznia 2025

MIAŁ BYĆ ŚLUB część IX

 Marek zbierał dowody na niekorzystne działanie obojga Febo wobec firmy. A szczególnie przeciwko Aleksowi. Jednak z czasem doszły dowody na Paulinę. Chociaż na nią miały posłużyć w innej sprawie. Jednocześnie przygotowując się do kolejnego pokazu. Coraz częściej łapał się na tym, że jego myśli krążą wokół nie jego narzeczonej, ale zupełnie innej kobiety. Mianowicie chodziło o jego asystentkę. Nawet kiedy był razem z Pauliną gdzieś, to zastanawiał się co robi jego asystentka. Innym razem czuł coś w rodzaju zazdrości, gdy zauważył Ulę w towarzystwie jakiegoś obcego faceta. 
- Kim jest ten koleś? - zastanawiał się. 
I kiedy kolejny raz spotkał tego typa u niej w domu postanowił dowiedzieć się kim on jest. Odwoził ją tego dnia, często się tak zdarzało w ostatnim czasie. Sam sobie się dziwił, że tak reagował na widok innych u jej boku. Jedynie Maciek nie wywoływał w nim takich uczuć. Doskonale wiedział, że są dwójką najlepszych przyjaciół. 
- Poznaj proszę Bartka Dobrowskiego - przedstawiła ich sobie nawzajem - a to jest Marek Dobrzański. 
Panowie podali sobie dłoń na przywitanie. Lecz ten pierwszy zauważył ten zmieniony wyraz twarzy u tego drugiego. 
- Oj ktoś tu jest zazdrosny o Ulkę - pomyślał. 
- Ula nie będę wam przeszkadzał, daj mi tylko to co masz i ja uciekam - odezwał się Dobrzański. Ula zdawała się nie zrozumieć sensu słów rzekła. 
- To chodź do mojego pokoju tam mam wszystko - i kiedy zostali sami postanowił zapytać. 
- To twój nowy chłopak? - odwróciła się do swojego szefa i z wymalowanym zdziwieniem na twarzy rzekła.
- Bartek? Nie, nie jest moim chłopakiem, a jedynie sąsiadem - młody Dobrzański odetchnął. 
Ula zapraszała go na kawę, ale tłumaczył, że musi jeszcze jechać do rodziców. 
- Dziękuję ci Ula, ale tym razem muszę z przykrością odmówić. Umówiony jestem z rodzicami, obiecałem iż przyjadę nie później jak po siedemnastej - rzekł i spojrzał na stojący na wezgłowiu jej łóżka zegarek - będę się zbierał. Do jutra - pożegnał się ze wszystkimi. 
- Oj Dobrzański co się z tobą chłopie dzieje? - rozmyślał w czasie jazdy - jesteś coraz bardziej zazdrosny o swoją asystentkę - nie potrafił tego sobie wytłumaczyć. 

Kilka dni później siedział w swoim gabinecie i nie mógł zrozumieć postępowania własnej matki. Co i rusz w jego głowie krążyły słowa Heleny po tym jak powiedział co sądzi o zachowaniu swojej narzeczonej oraz co zamierza zrobić. 
- Jak w ogóle możesz tak oczerniać Paulinkę, nie wierzę w to co mówisz - niemalże krzyczała pani Dobrzańska. 
- Mamo wiem co mówię, ona jest podłą, dwulicową kobietą. Knuje za moimi plecami, wiecznie oczernia mnie w oczach innych. Ostatnio powiedziałem, że albo podpisze intercyzę albo nici ze ślubu. Lecz ostatnie jej wyczyny skłoniły mnie do podjęcia zupełnie innych działań. 
- Coś ty znowu wymyślił? 
- Otóż zamierzam się z nią rozstać i to jeszcze dzisiaj. 
- Ale jak to rozstać się? - odezwał się dotychczas milczący Krzysztof. 
- Po prostu wiem, że jej nie kocham i nie chcę tego ciągnąć przez resztę swojego życia. 
- Jeśli tak postąpisz to zapomnij, że miałeś matkę - był w szoku, jak można tak powiedzieć do własnego dziecka. Nie odezwał się więcej a jedynie pożegnał i opuścił rodzinny dom. 

- Marek? - usłyszał czyjś głos, podniósł głowę znad laptopa i ujrzał w drzwiach twarz swojej sekretarki Violetty. 
- Tak? - rzekł na wpół przytomnie. 
- Wszystko w porządku? Miałeś mi dać te umowy do przepisania - nie odpowiedział na jej pytanie, nie uważał aby była odpowiednią osobą co do zwierzeń. Wysunął jedną z szuflad i po chwili podał Kubasińskiej kilka kartek. 
- Proszę Viola, przepisz je zgodnie z naniesionymi poprawami - kobieta odebrała je od prezesa i zniknęła w sekretariacie. 
- Ty Ulka, nie wiesz może co się dzieje z Markiem? Od paru dni chodzi jakiś taki nieobecny, jakby coś go gryzło - postanowiła wziąć na spytki Cieplak. W końcu byli bliżej ze sobą, w końcu była jego asystentką. 
- Nie wiem Viola. I szczerze mówiąc nie pytałam, bo to nie są moje sprawy - Kubasińska wzruszyła tylko ramionami po czym wzięła się za zleconą pracę. 
Przez następne dni niby nic się takiego nie działo, oprócz tego, że w firmie gruchnęła jak piorun z jasnego nieba wieść o rozstaniu Marka z Pauliną.
Tym swoim postępowaniem zraził do siebie kolejną osobę.
- Marco jak mogłeś dopuścić aby Bella cię zostawiła. I to na krótko po zaręczynach i tak samo krótko przed ślubem - mówił tonem histerii Pshemko. 
- Pshemko to nie ona mnie zostawiła a ja ją. Jedyną prawdą jest, że zerwałem z nią, bo miałem ku temu powody, mnóstwo powodów. A najważniejszym było, że okazało się jaka ona jest. No i oczywiście nie kocham jej i nigdy nie kochałem. W dodatku zakochałem się - mówił. 
- Cóż to za podła osoba, sprawiła, że rozstałeś się z Paulinką. 
- Nie ważne kto to jest. Ale bądź pewny, że to nie jej wina - odparł i dodał - a i nie widzę powodu abym miał ci się tłumaczyć z mojego prywatnego życia - tymi słowami jedynie jeszcze bardziej rozzłościł mistrza. 

- Krzysiu powiedz mi co ten twój syn wyczynia? - dociekał Pshemko kilka godzin później podczas spotkania z seniorem Dobrzańskim.
- Ale o czym ty mówisz? Czyżby Marek zamówił złe materiały? Albo jeszcze coś innego? - dociekał Krzysztof. 
- No jak to, to ty nie wiesz o rozstaniu Marka z Paulinką? 
- A to o to chodzi. Wiem i co w związku z tym? 
- I ty mówisz to tak spokojnie? 
- Pshemko oni są dorosłymi ludźmi i mogą robić co chcą ze swoim życiem. 
- No, ale firma...- nie dokończył, bo Krzysztof mu przerwał. 
- Firma na pewno na tym nie ucierpi. Marek nadal będzie prezesem a Paulina ambasadorem firmy i dobierać dodatki do twoich kreacji - mistrz jednak nie umiał a może i nie chciał tego zrozumieć. 
Paulina rozpuściła plotkę o rozstaniu z Markiem a to było tylko niezłą wiadomością dla co poniektórych w firmie. Lecz był też ktoś, komu to rozstanie z jednej strony było bardzo mocno nie na rękę, ale z drugiej cieszył się z takiego obrotu sprawy. Jednak co by nie powiedzieć to jej bracie Aleksie, to potrafił nieźle grać. 
- Dobrze zrobiłaś zostawiając tego dupka - mówił do Pauliny, gdy ta wciąż twierdziła kto od kogo odszedł. 
- Po prostu nie mam już siły. On wiecznie wraca pijany z tych swoich wyjść do klubów - mówiła. A z jej wypowiedzi można by wywnioskować tylko jedno, iż Marek jest już wręcz uzależniony od alkoholu oraz jest jakimś seksoholikiem. 
- Spokojnie sorella, on jeszcze za wszystko zapłaci - mówił nie wiedząc, że ta również coś knuje - a może pójdziemy na jakiś lunch? 
- Dziękuję braciszku, ale dzisiaj nie mogę - rzekła i pospieszyła z wyjaśnieniem - mam umówione spotkanie w salonie kosmetycznym.  
Pół godziny później siedziała w dość mało przyjemnej knajpie i rozmawiała z dwoma facetami. Byli tak zajęci rozmową, że nie zwracali uwagi na innych. 
- Panowie, ale to musi wyglądać na wypadek. 
- Spokojnie, mój przyjaciel wie co robi - usłyszała  od jednego z mężczyzn. Najwyraźniej te zapewnienia wystarczyły, bo panna Febo wyjęła z torebki białą kopertę i wręczyła temu drugiemu. Facet rozchylił kopertę i uśmiechnął się pod nosem. 
- Reszta po wszystkim - rzekła. 
A to wszystko ktoś skrzętnie dokumentował robiąc zdjęcia i nagrywając całą rozmowę. 
CDN...

niedziela, 5 stycznia 2025

MIAŁ BYĆ ŚLUB część VIII

 Wróciła do pracy po nieco kolejnych trzech tygodniach siedzenia w domu. 
- Cześć Viola - przywitała się z sekretarką Marka. 
- Ula jak dobrze cię widzieć - odparła Kubasińska - nawet nie wiesz ile tu się działo. 
- Coś tam wiem - rzekła w odpowiedzi, ale widząc jej zdziwioną minę wyjaśniła - rozmawiałam z Elą przed firmą. 
- A no tak. 
Kilka minut później do sekretariatu wszedł Marek witając się z dziewczynami i po odebraniu poczty zamknął się w swoim gabinecie. 
- Ula, Viola - zawołał je kilka minut później. Obie bez słowa niemalże natychmiast zjawiły się w gabinecie. 
- Wołałeś nas? - odezwała się Kubasińska. 
- Tak, bo muszę was obie prosić abyście zmieniły hasła w swoich komputerach. 
- Zmieniły, hasła? Ale po co? - dociekała Cieplak. 
- Bo doszły mnie słuchy, że ktoś próbował się włamać do obu komputerów. A ja poproszę może, któregoś z informatyków o jakieś dodatkowe zabezpieczenie - wyjaśnił. Nie do końca było prawdą, że ktoś mu powiedział. 
- W porządku zaraz to zrobimy - oparła Violetta i po chwili dodała - a może to ten sam typ co tu był poprzednio. 
- Możliwe, że tak - odparł i kiedy dziewczyny miały już wychodzić zwrócił się do swojej asystentki - Ula zostań jeszcze, mam ci jeszcze coś do powiedzenia - ta skinęła głową i ponownie zajęła miejsce na kanapie. 
- To o czym jeszcze chciałeś pogadać? 
- Nie chciałem mówić przy Violi, ale to Turek próbował się włamać. Mówiłem ci, że jest zamontowany monitoring i właśnie po przyjściu sprawdziłem co się działo - wyjaśnił.
- A to podła szuja z tego Turka. Dlaczego nie powiedziałeś o tym Violi? Że są  kamery - Marek pospieszył jej z wyjaśnieniem. 

W tym czasie kiedy Ula była na zwolnieniu Marek był u niej kilka razy i dużo rozmawiali. Wyglądało to tak jakby się do siebie zbliżyli, oczywiście w sposób przyjacielski. Chociaż to przeważnie on mówił opowiadając o swoim życiu. Jednego razu nawet popłynęła opowieść o początkach firmy oraz jego związku z panną Febo. 
- Widzisz Ula, często nam obojgu wpajano, że jesteśmy sobie pisani. I nawet do pewnego czasu nawet sam wierzyłem, że tak właśnie jest. Jednak z czasem zacząłem zauważać rysy na tym niby jakże idealnym układzie. Bo tak właśnie zacząłem w pewnym momencie traktować to co jest. Kompletny brak jakichkolwiek uczuć, ale za to wieczne pretensje i to dosłownie o wszystko. 
- Ale może tylko tobie tak się wydaje, że to układ. Myślę, że Paulina cię kocha, ale nie umie okazać swoich uczuć. Poniekąd  może to być spowodowane brakiem matki i ojca. 
- Nic z tych rzeczy Ula. Jak wiesz zaręczyny się odbyły, ale w związku z wydarzeniami postawiłem pewne warunki, na które ona nie zamierza przystać. 
- Jak to postawiłeś warunki? Przecież Paulina zerwała z tobą kilka dni po oświadczynach? - Marek zrobił wielkie oczy. 
- Nic z tych rzeczy - pospieszył z wyjaśnieniem - nikt z nikim nie zerwał. A jedynie zapewniłem sobie trochę czasu. Widzisz ona wraz z moją matką zaczęły już planować ślub następnego dnia. Ja się na to nie zgodziłem. Dodatkowo Paula zaczęła sobie brać do serca, że to co mam jest również jej własnością, ze mną na czele. W tedy postanowiłem postawić jeden warunek otóż, ślub się odbędzie jeśli ona podpisze intercyzę. 
- I co na to Paulina? 
- Nie zamierza niczego podpisywać i od tego czasu prawie nie rozmawiamy ze sobą. Ja przez kilka dni mieszkałem nawet u Seby. Lecz wróciłem do siebie, jednak nie śpimy razem. Każde zajmuje oddzielny pokój. 
- No to nie fajnie. I co teraz zamierzasz? Ona zapewne nie odpuści.
- Ja też nie odpuszczę. Powiedziałem albo podpisujemy albo nici ze ślubu. 
- A co na to Aleks i twoi rodzice? 
- Aleks i mama są po jej stronie, natomiast tato jest po mojej - odpowiedział, a po chwili dodał - widzisz Ula mam przypuszczenia, że ta dwójka miała pewien plan. 
- Plan? Jaki znowu plan? 
- No tak plan, który miał na celu mnie oskubać z pieniędzy. 
- Chyba teraz przesadzasz. Skoro jesteście współwłaścicielami to macie takie samie dochody a przynajmniej wpływy z zysków. 
- No niby tak - odparł. 
Tego też wieczoru Ula inaczej postrzegała Marka i coraz bardziej mu współczuła. Za to nie umiała zrozumieć postępowania Pauliny. A kiedy opowiedział o zachowaniu Aleksa była w kompletnym szoku. Wtedy też dowiedziała się o monitoringu i powodzie jego zamontowania. 

Jedno z takich spotkanie zostało przerwane kiedy w Rysiowie pojawił się Piotr. 
- Ula chciałem porozmawiać - mówił Sosnowski stojąc przed drzwiami. 
- My nie mamy już o czym rozmawiać - odpowiedziała i chciała zamknąć drzwi. Lecz ten jej nie pozwolił. 
 - Mamy i ty o tym wiesz. 
- Piotr ja nie mam ci nic do powiedzenia. 
- Tak? A jemu masz? - mówił podniesionym głosem i wskazując na zaparkowane auto Dobrzańskiego. 
- To już nie twój interes. Żegnam - jednak ten nie zamierzał najwyraźniej odpuścić. 
- A ty człowieku nie rozumiesz słowa "nie?" - nagle usłyszała za swoimi plecami. 
- Ty się dupku nie wtrącaj - wysyczał przez zęby Piotr. 
- Ula chyba wyraźnie powiedziała, że nie chce z tobą rozmawiać. Więc żegnam pana - mówił dobitnie Marek i nie czekając na odpowiedź zamknął drzwi. 
Widać było, że Ula jest przestraszona tym jego najściem. Ale i chyba to było ostatecznym powodem aby wnieść pozew przeciwko doktorkowi. Dotychczas jeszcze miała wątpliwości czy dobrze robi. I nie chodziło tu o samego Piotra, lecz o chodzenie po sądach. 
- Na kiedy masz umówionego adwokata? 
- Na środę. 
- W porządku to pójdę tam razem z tobą - była mu wdzięczna, ale nie chciała go też obarczać swoimi sprawami. 
- To nie będzie konieczne. Masz mnóstwo swoich spraw i problemów - próbowała protestować. 
- Nic nie stoi na przeszkodzie abym tam poszedł z tobą. W końcu jesteśmy przyjaciółmi - rzekł. Ale jakoś dziwnie się poczuł na dźwięk słowa przyjaciel. 
- W porządku, widzę, że nie odpuścisz. 
Tego też wieczoru Ula poczuła, że również powinna opowiedzieć o sobie Markowi. 
- Marek? - zaczęła kiedy to odprowadzała go do auta. 
- Tak? 
- Myślę, że jestem ci coś winna - młody prezes spojrzał na nią nie rozumiejąc - ty mi opowiedziałeś o sobie wszystko, to jakim byłeś człowiekiem, o rodzicach i firmie oraz o związku z Febo. Dlatego też myślę, że ja powinnam ci opowiedzieć o sobie. 
- Ula niczego takiego nie oczekuję od ciebie - rzekł, jednak widząc minę Cieplak dodał - w porządku Ula porozmawiamy o tym, ale już nie dzisiaj. Może w któryś dzień po pracy wybierzemy się na jakiś spacer i wówczas - ta zgodziła się. 

Kilka dni później Ula wróciła do pracy. 
- Ula a tak wszystko w porządku? Nie nachodził cię więcej ten dupek? - zmienił temat kiedy wyjaśnił co było na nagraniu. 
- Od tego ostatniego razu nie pojawił się w Rysiowie. Jednak przysłał mi kilka widomości po tym jak nie odebrałem telefonu od niego. 
- Powinnaś zablokować jego numer. 
- To nic nie da Marek. On zna numer telefonu domowego. 
- Myślę, że powinnaś... - chciał coś powiedzieć kiedy to usłyszeli gwałtowne otwarcie drzwi. 
Zwrócili swój wzrok w kierunku dochodzącego dźwięku. 
- Czy ty możesz nauczyć się pukać? - zwrócił się do Pauliny, bo to ona wtargnęła do środka tak jakby wchodziła do siebie, albo próbowała przyłapać swojego jeszcze narzeczonego na zdradzie. 
- Marek ja mówiłam, że jesteś zajęty - usłyszeli tłumaczenie Violetty. 
- Spokojnie Viola, nie mam do ciebie żalu - zwrócił się do sekretarki. W tym czasie Ula postanowiła wyjść nie zauważona. 
- Możesz mi powiedzieć czego chcesz? Co jest tak pilne, że przerywasz mi rozmowę? 
- A to ja już nie mogę przyjść i porozmawiać z własnym narzeczonym? - udawała, że nie rozumie tego oburzenia z jego strony. 
- Masz na to czas kiedy jesteśmy w domu - odparł i dodał - prywatne sprawy załatwia się w domu a nie w pracy. 
- W porządku skoro tak, to porozmawiamy w domu - rzuciła i z zadartym do góry nosem opuściła pomieszczenie. 
- Ciekawe czego może chcieć? Zapewne to znowu jakieś jej podchody w sprawie intercyzy - rozmyślał - no nic dowiem się jak wrócę do domu, a teraz pora zabrać się za pracę. 
W pierwszej kolejności wyjął z szuflady ukrytego pendrive i zgrał to co było nagrane. Tych filmików było już kilka. 

Kiedy wychodził z firmy miało miejsce coś dziwnego. Otóż Paulina czekając na niego prowadziła rozmowę z dobrze mu znanym człowiekiem. 
- Czego chciał ten koleś? - zapytał udając, że nie wie kto to był. 
- A pytał o drogę - odparła. Marek więcej nie drążył tematu. Domyślał się o co chodziło a raczej o kogo. 
Zdążył jeszcze ukradkiem zrobić tej dwójce zdjęcia. 
CDN...

poniedziałek, 30 grudnia 2024

ŻYCZENIA NOWOROCZNE I PODZIĘKOWANIA

NA NOWY ROK ŻYCZĘ WAM POMYŚLNOŚCI, POTĘGI MIŁOŚCI, SIŁY MŁODOŚCI, SAMYCH SPOKOJNYCH, POGODNYCH DNI I MNÓSTWA CUDOWNYCH I WZNIOSŁYCH CHWIL!!! 




AUTORKA BLOGA JULITA
 

niedziela, 22 grudnia 2024

WESOŁYCH ŚWIĄT

Moi kochani w związku z okresem Świąt Bożego Narodzenia oraz Nowego Roku kolejne części "Miał być ślub" pojawią się dopiero od 5 stycznia. Dlatego też z niewielkim wyprzedzeniem przesyłam dzisiaj życzenia. Pozdrawiam Julita. 



 ŻYCZY AUTORKA BLOGA
JULITA

niedziela, 15 grudnia 2024

MIAŁ BYĆ ŚLUB część VII

 Wrócił do domu później niż zakładał chociaż nie w takim stanie jak poprzednimi razami. Przekręcił klucz w zamku i już nastawiał się na kolejną awanturę ze strony Pauliny. Jakież było jego zdziwienie kiedy to nie zastał jej w salonie. 
- Czyżby jej nie było? - pomyślał.  
Rozebrał się po czym swoje kroki skierował do łazienki. 
- Jak ci minął wieczór? - usłyszał następnego dnia kiedy robił sobie kawę. Owszem wrócił do swojego domu, ale nie do ich wspólnej sypialni. Zajął drugi pokój. 
- Nie mów, że nagle zaczęły cię interesować moje wypady do klubu - odparł. 
- W końcu jesteśmy narzeczeństwem a w niedalekiej przyszłości małżeństwem - odparła panna Febo. 
- A czyli stąd ta troska o mnie? Rozumiem, że zmieniłaś zdanie i podpiszesz intercyzę - bardziej oznajmił niż zapytał. 
- A ty nadal o tym samym - odparła już zmienionym tonem. 
- Bądź pewna, że zdania nie zmienię. Albo intercyza albo nici ze ślubu - Paulina usłyszała w odpowiedzi. 
Tę jakże miłą rozmowę przerwał dźwięk przychodzącej wiadomości. 
- Marek jeśli możesz przyjdź wcześniej do firmy. Sprawa pilna - odczytał i w pośpiechu wyszedł z domu. Wsiadł do auta, miał już wyjeżdżać kiedy to zorientował się o braku telefonu. Nie gasząc silnika wrócił  do domu. 
- Znalazłaś coś tam ciekawego? - wysyczał przez zęby kiedy jego oczom ukazał się dość niemiły widok. Otóż jego narzeczona próbowała uruchomić jego telefon. Na całe szczęście miał blokadę dwustopniową i dzięki temu nie tak łatwo można było go odblokować. 
- O Marek, właśnie miałam ci go przynieść - odparła. 
- No to już nie musisz - rzekł. Wyciągnął z jej dłoni swój telefon. 
Ten sms od Seby teraz ta próbująca uruchomić jego smartfon. Zaczął podejrzewać, że coś jest nie tak. Przypuszczał nawet, że to jej szybkie parcie na ślub jest podyktowane czymś konkretnym. Podjeżdżał pod firmę, kiedy dostrzegł swojego przyjaciela oraz Violettę. 
- To co takiego się stało, że wysłałeś do mnie tę wiadomość? - dociekał kiedy tylko cała trójka się przywitała. 
- Marek to ja poprosiłam Sebastiana aby napisał do ciebie - pospieszyła z wyjaśnieniem Kubasińska - kiedy dzisiaj przyszłam do firmy to jakiś dziwny typ kręcił się przed twoim gabinetem. Oczywiście zapytałam co tu robi, ale on nic nie odpowiedział tylko wyszedł z sekretariatu i poszedł do Aleksa - Marek nie mógł uwierzyć, że Aleks może posunąć się do czegoś takiego. Lecz z drugiej strony oboje rodzeństwo naciska na ten szybki ślub i to bez intercyzy. 
- Dziękuję wam obojgu, że mnie poinformowaliście o tym - rzekł i dodał - wracajcie do firmy. Ja muszę coś załatwić. Ty Viola odbieraj telefony i zapisuj mówiąc, że potem oddzwonię. A w razie czego ty Seba jej pomóż - oboje skinęli głowami i już ich nie było. 
W jego głowie wszystko zaczęło układać się w jedną całość. Rodzeństwo Febo potrzebują pieniędzy, a małżeństwo jego z Pauliną miało im je dać. Miał już plan jak ich zdemaskować. Musiał jednak mieć odpowiednie dowody na ich chytry plan. Miało to mu posłużyć nie tylko w sądzie, ale i aby udowodnić jego matce, że ta dwójka nie jest taka wspaniała. Ojca owszem zawsze miał po swojej stronie. Senior Dobrzański starał się traktować całą trójkę jednakowo, ale mimo wszystko z rezerwą i nieco chłodniej. Za to Helena zdawała się bardziej być po stronie Febo niż swojego syna. Od Marka wymagała więcej i mniej pobłażała. A kiedy ten się buntował ta mawiała. 
- Synku ty masz nas oboje. A Paulinka i Aleks nie mają nikogo - i na koniec zawsze padało to samo pytanie - też byś tak chciał jak oni? - nigdy nie odpowiadał matce, ale zawsze po czymś takim czuł się nieswojo. 

- Dzień dobry. Chciałem zakupić kamerkę - wyjaśnił sprzedawcy. 
- Interesuje pana jakaś konkretna marka, model? 
- Nie bardzo się na tym znam. Jednak potrzebowałbym takiej, która rejestrowałaby co się dzieje w moim biurze oraz sekretariacie jemu przyległym. Dobrze gdyby również był nagrywany dźwięk. 
- Czy zależy panu aby nagranie było w kolorze czy wystarczy czarnobiałe? 
- To akurat jest mi bez znaczenia - odpowiedział. 
I już po chwili sprzedawca prezentował mu sprzęt, opisując zakres działania. Po nieco półgodzinie młody Dobrzański jechał już do firmy. Tam ponownie spotkał się najpierw z kadrowym, który tak jak Marek myślał okazał się pomocny. 
- Nie ma sprawy. Poproszę mojego kuzyna i on ci tak zamontuje te kamerki, że nikt się nie zorientuje. 
- A możesz to załatwić jeszcze dzisiaj? 
- Jasne - usłyszał w odpowiedzi, po czym pożegnał się z przyjacielem. 
Początkowo pomyślał, aby powiedzieć o tym monitoringu Violi, ale zrezygnował z tego pomysłu. 

W tym samym czasie kilka ulic dalej Ula rozmawiała z prowadzącym ją lekarzem. 
- Pani Urszulo widzę, że wszystko ładnie się goi. Owszem gips na ręce musi pozostać jeszcze przez jakiś czas. Ale myślę, że najdalej za dwa dni wypiszemy panią do domu. 
- Dziękuję panie doktorze - odparła. 
- Piotr na pewno się ucieszy. 
- Mam prośbę, proszę nie informować o mnie i moim stanie Piotra. 
- A rozumiem, chce pani zrobić niespodziankę narzeczonemu - Ula zrobiła wielkie oczy na dźwięk ostatniego słowa. 
- My nie jesteśmy narzeczeństwem i nigdy nie byliśmy, a za to co mi zrobił - wskazała na gips i dokończyła - nigdy nie będziemy. Teraz to lekarz wydawał się być zdziwiony. 
- Nie do końca rozumiem - zaczął medyk - czy chce mi pani powiedzieć, że to za sprawą Piotra się tu pani znalazła? - Cieplak pokiwała głową potwierdzająco - bardzo mi przykro pani Urszulo, nie miałem pojęcia. 
- Proszę nie przepraszać, w końcu to nie pańska wina. 
Lekarz tak jak obiecał nie wspomniał ani słowem o swojej pacjentce Sosnowskiemu. Lecz postanowił, że porozmawia z nim o tym, ale to dopiero kiedy ta opuści szpital. Wiedział, że ta nie wróci do mieszkania swojego już byłego chłopaka a wyjedzie do  domu rodzinnego.  
Siedziała na szpitalnym łóżku i rozmyślała o swoim dotychczasowym życiu. 
- Prawie żadnych zysków, większość to straty w tym moim pogmatwanym życiu. Jedynie w pracy mi się jakoś powiodło, ale w sferze uczuć jakoś kompletnie nie. Większość moich znajomych są w stałych związkach, a ja za każdym razem trafiam na tych nieodpowiednich. Za to ten, który może i byłby odpowiedni jest już zajęty - te jej rozmyślania przerwało skrzypnięcie drzwi. 
- Witaj Ula - jej twarz w momencie rozpromieniła się na widok swojego przyjaciela oraz swojej rodzinki. 
- Witajcie kochani - przywitali się i przez jakiś czas rozmawiali o tym co w domu, jak tam dzieciaki i pan Józef. Aż w końcu pan Cieplak chciał wiedzieć co swojej najstarszej córki. 
- Wszystko w porządku tatko. I mam dobrą wiadomość już za dwa dni mnie wypiszą - skierowała swój wzrok na Maćka mówiąc - Maciuś przyjechałbyś po mnie? Poprosiłabym Marka, ale wypis na pewno będzie do południa i nie chciałabym aby musiał zwalniać się wcześniej z firmy. 
- Nie ma sprawy. Przyjadę, tylko daj mi znać, kiedy będziesz miała ten wypis - opowiedział Szymczyk. 
- Córcia, ale ja nie wiem czy to dobry pomysł abyś nadal była z tym potworem - mówił zaniepokojony ojciec. 
- Spokojnie tatusiu - uspakajała poklepując ojca po dłoni - nie zamierzam do niego wracać. Na początku wrócę do domu, a może z czasem przeprowadzę się wynajmując coś dla siebie samej. No ale to melodia przyszłości. 
Wieczorem jeszcze napisała do Marka, że wychodzi  ze szpitala. I tak jak przypuszczała ten natychmiast zaoferował swoją pomoc. Podziękowała i wyjaśniła, że Maciek po nią przyjedzie. Lecz zaprasza go do siebie w sobotę na kawę oraz ciasto. 
- Na pewno przyjadę - odpisał.
CDN.. 

niedziela, 8 grudnia 2024

MIAŁ BYĆ ŚLUB część VI

 Od ostatnich wydarzeń minęło kilka dni. Ula wciąż leżała w szpitalu. A Sosnowski po wpłaceniu kaucji wyszedł na wolność. Jednak jego wyjście nie oznaczało niczego dobrego dla panny Cieplak. 
- Wynoś się stąd - usłyszał podniesiony głos kiedy był już przy drzwiach od sali, gdzie leżała jego asystentka. Nie zastanawiając się z impetem otworzył je, a jego oczom ukazał się Piotr Sosnowski stojący przy jej łóżku. 
- Nie wyjdę stąd jeśli będę tylko tego chciał. Nie pozwolę ci...- mówił.
- Ula chyba mówiła abyś wyszedł - odezwał się Dobrzański. 
- Nie wtrącaj się. To nie twoja sprawa - wysyczał przez zęby doktorek. 
- Tak długo jak Ula jest moją asystentką tak długo to jest również moja sprawa - odparł i dodał - wyjdziesz dobrowolnie czy mam wezwać kogo trzeba? 
- Jeszcze z tobą nie skończyłem - rzekł do Uli wskazując na nią palcem i skierował swoje kroki w stronę wyjścia - ty nie zawsze będziesz w pobliżu - wyszeptał niemalże do ucha Markowi. 
- Żebyś się nie zdziwił - odparł, a po chwili stał już przy jej łóżku i z troską w głosie rzekł - Ula wszystko w porządku? - ta pokiwała głową potwierdzająco, by po chwili wyksztusić z siebie. 
- Dziękuję ci Marek.
- Nie masz za co mi dziękować Ula - odpowiedział, a z kieszeni marynarki wyjął chusteczki podając Cieplak - nie płacz już. Powiedz co on chciał i tak w ogóle to jakim cudem tak szybko cię odnalazł? 
- On tym szpitalu pracuje. I jeden z jego kumpli powiadomił go, że tu jestem - Marek zaciskał ze złości zęby, że jakim prawem ktoś poinformował tego dupka o tym. Lecz z drugiej strony przecież nikt ze szpitala nie wie jakim podłym draniem jest ich współpracownik - przyszedł mnie prosić abym nie składała skargi na niego i abym wycofała pozew - wyjaśniła. 
- A ty co zamierzasz? - dopytywał mężczyzna. 
- Marek ja nie mam ochoty ciągać się po sądach. A na dodatek nie stać mnie na porządnego adwokata. Zwłaszcza, że przecież jestem bezrobotna - mówiła. 
- Ula nie powinnaś mu odpuścić. Nawet jeśli nie będziecie ponownie razem, to pomyśl o innej, która stanie się jego ofiarą. Co do twojej pracy, to nie chciałem na razie poruszać tego tematu. No ale skoro sama zaczęłaś to na pewno jej nie straciłaś - widząc pytające spojrzenie Cieplak pospieszył z wyjaśnieniem - Ula kiedy tylko dostałem od ciebie to wypowiedzenie wiedziałem, że coś jest nie tak. Od razu chciałem o tym z tobą porozmawiać, jednak cały czas włączała się poczta głosowa...- przerwała mu wyjaśniając.
- Piotr mi go zniszczył.
- Wówczas chciałem pojechać do ciebie, ale w firmie nikt nie znał twojego nowego adresu. W tej sytuacji pojechałem do Rysiowa, wyjaśniając o co chodzi twojemu tacie. Oboje uznaliśmy, że na pewno napisałaś to pod przymusem. Lecz również pan Józef nie znał adresu, ale wiedział kto może znać. Zadzwonił po Maćka a ten owszem znał. Resztę znasz. Ula ja tego wypowiedzenia nie przyjąłem i nie mam zamiaru przyjmować. Jeśli tylko się zgodzisz to za te kilka dni wystawimy urlop. A od dnia jak trafiłaś do szpitala będziesz miała zwolnienie lekarskie - ta słuchała tego i była wdzięczna Markowi za to co zrobił. 
- Jeszcze raz bardzo ci mocno dziękuję za to wszystko co dla mnie robisz - kolejny raz tego dnia dziękowała mu. 
- Ula naprawdę nie musisz mi za nic dziękować. Najważniejsze abyś doszła do siebie i wróciła do nas - mówił kiedy to kolejny raz ktoś próbował się dodzwonić do niego a ten odrzucał połączenie. I tak też było i tym razem. 
- Może odbierz - powiedziała, po kolejnym takim odrzuconym połączeniu. 
- To tylko Paulina na przemian z moją matką - odparł mówiąc to tak jakby informował ją o zbliżającym się załamaniu pogody. 
- Może coś ważnego - mówiła Ula. Marek jedynie pokiwał przecząco głową - Marek czy coś się stało? - zapytała. 
- Nic takiego. Po prostu pokłóciliśmy się jak to u nas bywa a ta zapewne znowu poleciała do mojej matki - odparł, nie chciał jej zawracać głowy swoimi problemami. Uznał, że ona swoich ma na tyle, że nie potrzebuje jeszcze jego. 
- Przecież widzę, że coś jest nie tak - dociekała. 
- Przed tobą to się nic nie ukryje - uśmiechnął się do swojej asystentki. 
- To powiesz co się stało? Myślę, że po ostatnich wydarzeniach możemy nazywać się przyjaciółmi - rzekła. A on poczuł jakieś dziwne ukłucie z lewej strony na słowo przyjaciel. Nie bardzo rozumiał tego co się z nim działo. 
- Ula jak wydobrzejesz to ci powiem. A teraz to ty skup się na sobie. Wiesz kiedy wychodzisz? - na szybko zmienił temat. 
- Lekarz mówi, że możliwe jest moje wyjście jeszcze w tym tygodniu. Prawdopodobnie w piątek - odparła. 
- To może odwiozę cię? - zaproponował. 
- A ty nie masz niczego lepszego do roboty? Tylko zajmować się taką... - chciała coś powiedzieć lecz Marek jej nie pozwolił. 
- Ula nawet nie kończ. W końcu jesteśmy przyjaciółmi i powinniśmy sobie pomagać. 
- W porządku, to jeszcze dam ci znać kiedy - odparła. 
Wymienili jeszcze kilka zdań i pożegnali się. Marek na pożegnanie jeszcze tylko rzekł.
- Gdyby coś się działo to dzwoń - Ula skinęła głową i jego już nie było. 

- Mam nadzieję, że podjęłaś właściwą decyzję - zaczął mówić do swojej narzeczonej kiedy wrócił do domu - skoro tak natrętnie wydzwaniałaś na przemian z moją matką. 
- Niczego nie będę podpisywać - odparła - chciałyśmy jeszcze raz z tobą na ten temat porozmawiać. 
- Ja powiedziałem co jest warunkiem mojego ożenku z tobą i zdania nie mam zamiaru zmieniać. 
- Jesteś podły.
- A ty wyrachowana - odpowiedział jej tym samym tonem i dodał - co myślałaś, że nie przejrzałem twojego planu? Chociaż powinienem powiedzieć twojego oraz Aleksa. 
- Jakiego znowu planu? - dociekała. 
- Już ty wiesz o czym ja mówię. I nie udawaj, że jest inaczej - rzekł po czym poszedł się przebrać w bardziej luźniejszy strój. 

- Ten głupek cały czas upiera się przy tej intercyzie - mówiła do swojego brata następnego dnia rano, kiedy spotkali się w firmie.
- To nie dobrze sorella - odparł Aleks i po chwili dodał - mówiłem ci abyś tak nie naciskała na ten ślub. Trzeba było nieco odczekać. 
- Myślałam, że zależy nam na czasie. A druga sprawa, że nie mam ochoty być z nim dłużej niż to możliwe braciszku.
- Tak zależy nam na czasie. ale nie aż tak aby zaraz po zaręczynach miał być ślub. No chyba, że jest coś więcej na rzeczy. 
- Co masz na myśli? 
- Ciąża. 
- Ty chyba sobie żartujesz. Ja nie zamierzam zostać matką ani teraz ani nigdy. 
- Spokojnie siostra. Wiesz tak sobie teraz myślę, że może porozmawiaj z nim i powiedz mu, że możecie poczekać ze ślubem. 
- I co to niby ma dać? 
- A to że zmieni wówczas zdanie na temat intercyzy. 
Paulina nie odpowiedziała nic na ten pomysł. Jednak pomyślała, że to może być dobry plan.
Wprost od Aleksa powędrowała najpierw do pracowni mistrza, bo musiała skonsultować dodatki do nowej kolekcji. W tym samym czasie w gabinecie kadrowego rozmawiało ze sobą dwóch mężczyzn. 
- Marek może wyskoczymy na jakieś piwko po pracy? Wtedy będziemy mogli spokojnie pogadać - zaproponował Olszański. 
- Wiesz przyjacielu, że to świetny pomysł? - odpowiedział mu Dobrzański pytaniem.
- To co Klub 66? 
- Jasne. To widzimy się przed wejściem do firmy po robocie - Sebastian skinął przyjacielowi zgadzając się.
CDN...

niedziela, 1 grudnia 2024

MIAŁ BYĆ ŚLUB część V

Nie zwlekając ruszyli w stronę klatki schodowej. 
- Ula otwórz - mówili raz jeden raz drugi wręcz dobijając się do mieszkania. 
- Maciek to chyba nic nie da? - mówił już prawie zrezygnowany Marek. Ten drugi nie zamierzał odpuścić, wpadając na pewien pomysł. 
- Mam pomysł, ale musimy stąd wyjść - rzekł Szymczyk. 
- Co takiego wymyśliłeś? - dociekał Dobrzański, przyglądając się jak Maciek wyciąga telefon. Wybrał jakiś numer a następnie kazał Markowi przeparkować auto. 
- Ale po co policja? - dociekał Marek.
- Zobaczysz. Słyszałeś co mówiłem. W ten sposób ona otworzy. 
Faktycznie ten pomysł wypalił, bo niespełna pół godziny później obaj ujrzeli Ulę w drzwiach. Kiedy policja przyjechała wyjaśnili w czym rzecz, że obawiają się o życie Cieplakówny. 
- A kim panowie są dla tej pani? - padło pytanie. 
- Ja jestem jej bratem, a to nasz kuzyn - pospieszył z wyjaśnieniem Maciek. Jak widać to niewinne kłamstewko działa. 
Widok jaki ujrzeli wręcz ich przeraził. Rozcięty łuk brwiowy, opuchnięty policzek oraz ręka uniesiona na wysokości piersi umieszczona na prowizorycznym temblaku. 
- Co się pani stało? - zapytał jeden z policjantów. 
- Nic takiego. Upadłam - próbowała tłumaczyć Cieplak. 
- Ula możesz go nie bronić? - wtrącił się Dobrzański. 
W tym momencie do mieszkania wszedł nie kto inny jak sam Sosnowski. Widać było, że obecność tego człowieka spowodowała iż Ula stała się bardziej niespokojna. Policjanci sporządzili notatkę i opuścili mieszkanie, uznając, że nie mają nic więcej do roboty. 
- Ale panowie, przecież widać, że tam się źle dzieje. A ona jest pobita - mówili Szymczyk z Dobrzańskim. 
- Owszem widać, że to jest pobicia. Lecz pani Urszula nie zgłasza tego więc my nie możemy niczego zrobić. 
- Ale jak to? 
- Bez twardych dowodów lub też jeśli sama pokrzywdzona nie zgłosi przemocy mamy związane ręce - usłyszeli w odpowiedzi. 
Kiedy pod blokiem trwała wymiana zdań, tak dwa piętra wyżej rozgrywał się kolejny dramat. 
- Co to miało być? - mówił podniesionym głosem - policję wzywasz? 
- To nie ja ich wezwałam - próbowała się tłumaczyć Cieplak i zanim skończyła mówić poczuła silne uderzenie w brzuch. 
- Co kochanków ci się zachciewa? Musiałaś sobie ich aż dwóch tu sprowadzić? - mówił Sosnowski przez zaciśnięte zęby okładając ją raz po raz. 
W końcu udało jej się resztką sił wydostać spod kolejnych spadających na nią ciosów. Nacisnęła za klamkę, ale zamek nie ustąpił a ona usłyszała za sobą. 
- Co myślałaś, że uda ci się uciec? Powiedziałem ci, że jesteś moja i tylko moja - nie wiedzieć skąd zebrała w sobie tyle siły, że zaczęła krzyczeć i resztką sił doszła do okna. Otworzyła je i zaczęła wołać. 
- Ratunku, pomocy. 
- Słyszeliście? - odezwał się Marek. 
- Co takiego?
- Ktoś woła pomocy - odparł i za chwilę już cała czwórka mężczyzn usłyszała. 
- To Ulka - wyrzucił z siebie Maciek. 
- Proszę otworzyć drzwi, bo inaczej użyjemy siły - wołał jeden z funkcjonariuszy. W pewnym momencie drzwi otworzyły się a w nich ujrzeli Sosnowskiego. 
- Zabije cię draniu. Co jej zrobiłeś? - krzyczał wściekły Marek dociskając go do ściany. 
- Panie Dobrzański proszę się uspokoić - próbował uspokoić go policjant i odrywając go od Piotra. W tym czasie Maciek pobiegł w stronę pomieszczenia, gdzie mogła znajdować się jego przyjaciółka. 
- Marek - zawołał go Szymczyk - chodź tu szybko. 
Te słowa spowodowały, że oderwał się od doktorka i pognał. 
- Ula, matko boska co on ci zrobił? - mówił tuląc ją do siebie i zwrócił się do Maćka - dzwoń po pogotowie. 
- Już to zrobił policjant - wyjaśnił Maciek. 
Po niecałym kwadransie zjawiło się pogotowie. Na miejscu opatrzono powierzchowne rany i zabrano Ulę do szpitala. W tym czasie funkcjonariusze skuli Sosnowskiego odczytując mu jego prawa i wyprowadzili z mieszkania wprost do radiowozu.  

Było kilka minut po godzinie dziewiątej kiedy wstał. Nadal pomieszkiwał u swojego przyjaciela Sebastiana. 
- Będę po ciebie około jedenastej i pojedziemy do rodziców - rzekł przez słuchawkę. 
- A to dlaczego tak późno? - dopytywała. 
- Bo wcześniej mam co innego do załatwienia - odparł nie wchodząc w szczegóły. Nie widział powodu aby się tłumaczyć, dodał jeszcze kilka słów i rozłączył się. 
- Co jedziesz do rodziców? - usłyszał za plecami swojego kumpla. 
- Tak, ale najpierw chciałem zajrzeć do Uli. Kupiłem jej kila rzeczy, a i obiecałem panu Józefowi, że zajrzę do niej - odparł. 
W szpitalu nie siedział za długo, bo nie wiele miał czasu. Dowiedział się jak ona się czuje i czegoś nie potrzebuje. Nie zamierzał nadal poruszać tematu tego jej wypowiedzenia. Uznał, że na to przyjdzie czas.
- Możesz mi powiedzieć co takiego było ważniejsze ode mnie? - wysyczała mu narzeczona jak tylko wsiadła do samochodu. 
- Nie twoja sprawa - odparł i ruszył w stronę rodzinnego domu. 
- Skoro już jesteśmy po posiłku to chciałem coś ogłosić a raczej poinformować - odezwał się młody Dobrzański. 
- Zamieniamy się w słuch - rzekł Krzysztof. 
- Otóż w związku z ostatnimi wydarzeniami jakie miały miejsce postanowiłem poczynić pewne kroki - mówił i zwrócił się do swojej narzeczonej - chcę abyś podpisała intercyzę. 
- Co takiego? - rzekła Paulina. 
- Synu coś ty znowu wymyślił? - odezwała się Helena. 
- Nic takiego. Chcę jeszcze przed ślubem spisać intercyzę.
- Ty chyba sobie kpisz - rzuciła panna Febo. 
- Nic z tych rzeczy moja droga. Skoro twierdzisz, że mnie kochasz to spisanie takiego dokumentu nie powinno stanowić dla ciebie żadnego problemu - odparł. 
- A ty Krzysztofie nic nie powiesz? - zwróciła się do męża pani Dobrzańska. 
- Myślę, że Marek ma rację - odparł senior - jeśli się kochają to to tylko formalność - dokończył. 
- Dziękuję tato - zwrócił się do ojca. Wiedział, że na pewno będzie miał poparcie w osobie ojca. 
- No, ale Krzysztofie jak to będzie wyglądać? - odezwał się dotychczas milczący Aleks. 
- Normalnie. Ludzie podpisują takie dokumenty i nie widzą w tym niczego złego - mówił senior Dobrzański. 
- A możesz mi powiedzieć co takiego się zadziało, że wpadłeś na taki chory pomysł? - dociekała Paulina. 
- Twoje ostatnie zachowanie, ale i wszystkie wcześniejsze - odparł.
- Bądź pewny, że nie zamierzam niczego podpisywać. 
- To żadnego ślubu nie będzie. 
Jeszcze przez dobrą chwilę trwała wymiana zdań na temat podpisywania przez pannę Febo jakiegokolwiek dokumentu. Oprócz tego w kościele. W końcu obrażona Paulina poprosiła swojego brata aby zawiózł ją do domu. Po ich wyjściu jeszcze Helena próbowała przekonać swojego syna aby zrezygnował z tego pomysłu.
- Synku przecież to bez sensu. Po co ci ta intercyza? 
- Mamo zdania nie zmienię i nie próbuj mnie przekonywać. Mam ku temu swoje powody, a z których nie muszę się nikomu tłumaczyć. 
- Ale taki dokument jest dobry jeśli jedno jest mniej usytuowane od drugiego. A Paulinka jest tak samo jak i my. Na tym samym poziomie - Marek nie skomentował tego. 
CDN...