niedziela, 17 marca 2024

OD PRZYJAŹNI DO MIŁOŚCI część XI

 Wreszcie rodzina Dobrzańskich poznała datę pierwszej rozprawy sądowej przeciwko rodzeństwu Febo. Seniorzy dostali takie pismo do domu, gdzie informowano ich o dacie oraz godzinie stawienia się w sądzie. 
- Nie przypuszczałem Helenko, że nas też będą wzywać na świadków - mówił senior. 
- Jeszcze ty, to może coś jesteś w stanie w nieść do sprawy, ale ja? - rozmyślała Helena. 
- No nie wiem, od kiedy Marek został prezesem mało co przebywam w firmie. No ale cóż skoro tak jest napisane w piśmie, to nie pozostaje nam nic innego jak stawić się - westchnął Krzysztof, ta jedynie mu przytaknęła zgadzając się. 
Marek swoje wezwanie również otrzymał na adres domowy, jednak dodatkowo miał telefon od mecenasa w tej sprawie. 
- Dzień dobry panie Marku, znany jest już termin sprawy przeciwko Febo - mówił adwokat do słuchawki jak tylko usłyszał głos młodego Dobrzańskiego - mianowicie będzie to piętnastego kwietnia o godzinie jedenastej czterdzieści pięć. Zapewne taką informację dostał pan w formie pisemnej na adres domowy. 
- Dziękuję panie mecenasie za informację. Ciekawy jestem jak długo to potrwa? - mówił Dobrzański. 
- Trudno mi powiedzieć, ale mimo wszystko proszę być nastawiony na przynajmniej dwie. Pierwszego dnia zostanie im przedstawiony akt oskarżenia i zostaną przesłuchani pierwsi świadkowie czyli między innymi pan oraz pańscy rodzice, ale i kilku innych. Z tego co mi wiadomo świadków będzie kilkoro - wyjaśnił mu adwokat. 
- A czy coś już wiadomo w sprawie Uli? Pytam, bo prosiła mnie o to. 
- Tu jeszcze nic nie wiadomo - odparł mężczyzna i dodał - proszę aby państwo a zwłaszcza pani Urszula uzbroiła się w cierpliwość. 
Marek niezwłocznie po rozmowie przekazał wiadomość Uli co do jej sprawy. 
- Wszystko w porządku - dopytywała Cieplak widząc posępną minę swojego przyjaciela. 
- I tak i nie - odparł dość mało lakonicznie. 
Ula jednak nie miała zamiaru ustąpić widziała, że coś go gryzie. Domyślała się jednego z powodów, ale sądziła iż wyjaśnili sobie wszystko i dotychczas junior wydawał się doskonale to rozumieć. Spojrzała na monitor, gdzie widoczna była godzina i rzekła. 
- Pora na lunch - ten spojrzał na nią z niemym pytaniem - chodź zabieram cię na zapiekanki - to zaproszenie miało być tylko pretekstem wyciągnięcia go z firmy. 
- Ula mam jeszcze nieco roboty - próbował się wymigać lecz ta nie dawała za wygraną. Chciała z nim porozmawiać i coś wyjaśnić. Z pewnymi sprawami tak naprawdę zamierzała poczekać do weekendu. Planowała go zaprosić do siebie na sobotę, ale widząc jak coś go gryzie postanowiła to przyspieszyć. 
- Od kiedy to zrobiłeś się takim pracusiem? - próbowała mu dogadać. 
- Od kiedy mam w firmie dwóch największych pracoholików - odparł. 
- O ja sobie wypraszam - zaczęli się przekomarzać - ja tylko solidnie wykonuję swoje obowiązki - odparła. 
- No ja też - odparł próbując ją naśladować. 
- Nie daj się prosić - mówiła - spójrz jaka piękna pogoda. Zjemy i trochę pospacerujemy. W ten sposób dotlenimy swoje szare komórki a co za tym idzie prac będzie szła nam lepiej - w końcu najwyraźniej udało się jej namówić młodego Dobrzańskiego, bo tylko rzekł. 
- Za kwadrans będziemy mogli pójść. Ja tylko muszę coś zrobić - ta skinęła głową zgadzając się. 
Marek niemalże jak duch zniknął za drzwiami swojego gabinetu ten kwadrans chciał wykorzystać na telefon do rodziców. Miał zamiar poinformować ich o terminie rozprawy. 
- Dziękujemy synku za wiadomość, ale dostaliśmy dosłownie kilkanaście minut temu pismo z sądu w tej sprawie - mówił mu ojciec - zastanawiamy się tylko z mamą co my możemy wnieść do sprawy. 
- Widocznie sąd uznał, że jest to konieczne - odparł młodszy mężczyzna. 
Wymienili jeszcze kilka małoznaczących zdań i rozłączyli się. I tak jak obiecał swojej asystentce kwadrans później był gotowy do wyjścia. Westchnął tylko jeszcze przed wyjściem z gabinetu sam do siebie. 
- Szkoda, że z asystentką czy tam przyjaciółką a nie z dziewczyną. 
- To co Ula idziemy? - odezwał się widząc jej zamyśloną twarz. Widać było, że nad czymś bardzo intensywnie rozmyśla. 
- Co? - odparła nieco jakby wystraszona. 
- Jeszcze piętnaście minut temu wyciągałaś mnie na zapiekanki a teraz sama nie jesteś gotowa - odparł udając nieco oburzonego. 
- A, tak, tak już idziemy. Przepraszam zamyśliłam się - odpowiedziała i już szykowała się do wyjścia. 

Wyszli z firmy milcząc, przeszli przez jezdnię i już byli w parku leżącym właśnie tuż przy firmie. Po kilku minutach dotarli do ich ulubionej budki z zapiekankami. Do czasu kiedy Ula nie zaczęła pracować w firmie Marek mało kiedy tu przychodził a o jedzeniu zapiekanek nie było mowy. To dzięki tej skromnej dziewczynie poznał ich smak. Tu mieli swoją ławkę, która była jedynym świadkiem ich rozmów. Rozmów takich szczerych, prawdziwych. To tu mogli się jeszcze bardziej się nawzajem poznać. Owszem znali się już jakiś czas, bo ich znajomość zaczęła się od studiów, ale tu mogli być tylko we dwoje. A tak zazwyczaj ktoś im towarzyszył.  Marek doskonale wiedział, że to ich wyście będzie właśnie taką rozmową. 
Z długimi bułkami szczodrze przyozdobionymi między innymi pieczarkami powędrowali do tej swojej ławki. Mieli szczęście, bo kiedy dochodzili para staruszków wstawała z niej. Usiedli i kiedy skończyli jeść Marek odwrócił się w jej stronę. 


  - To o czym chciałaś rozmawiać? - zapytał i dodał nim ta się odezwała - bo skoro mnie chciałaś tu przyjść to jak nic aby móc pogadać. 
- Przed tobą to chyba nic się nie ukryje? - odparła i kontynuowała - tak masz rację chciałam porozmawiać, bo widzę jak coś cię trapi. Powiesz mi? 
- Panno Cieplak czy przed panią nic się nie ukryje? - odpowiedział jej niemalże tym samym pytaniem. Ta pokręciła przecząco głową i rzekła. 
- Marek znamy się nie od dzisiaj i wiem, kiedy masz jakiś problem. 
- To nic takiego - próbował ją zbyć, ale najwyraźniej kobieta nie zamierzała odpuścić. 
- Marek w końcu jesteśmy przyjaciółmi i zawsze mówiliśmy sobie wszystko - wysunęła konkretny dowód. 
- Szkoda, że tylko przyjaciółmi - powiedział sam do siebie w myślach - a już do niej rzekł - dostałem dzisiaj informację o dacie rozprawy przeciwko Febo  - nie dała mu dokończyć tylko wchodząc mu w słowo rzekła. 
- To świetna wiadomość - jednak widząc jego minę pospieszyła z pytaniem - a ty nie cieszysz się? 
- Niby się cieszę, bo w końcu będziemy mogli normalnie pracować. Jednak z drugiej jestem pełen obaw jak to będzie wyglądało, co zrobią i jak postąpią oboje Febo - mówił. 
- Wiesz myślę, że niewiele będą mogli oboje zrobić a tym bardziej powiedzieć. Macie niezbite dowody na ich szkodliwą działalność wobec firmy i na pewno mecenas zrobi wszystko aby się z tego nie wywinęli - próbowała go pocieszać. 
- Może i masz rację. Ale ja jeszcze dodatkowo obawiam się o rodziców ci również mają składać zeznania a sama wiesz, że z sercem ojca nie jest najlepiej - dzielił się z Cieplak swoimi kolejnymi obawami. 
- Marek twój tato na pewno zadba o to aby mieć przy sobie lekarstwa, a i twoja mama również o tym będzie pamiętać. 
- Dziękuję ci Ula, że mnie wspierasz i próbujesz dodać mi otuchy - mówił. 
- Nie musisz mi dziękować, w końcu od tego ma się...- nie dokończyła. 
- Dziewczynę - wszedł jej w słowo. 
- To też, ale i przyjaciela - odparła i już nieco ściszonym głosem dodała - albo jedno i drugie w jednej osobie - Marek najwyraźniej usłyszał jej słowa.  Spojrzał na Cieplak i z pewną obawą w głosie zapytał. 
- Ula czy to oznacza, że ty mnie również...? 
- Nie wiem czy tak samo jak ty mnie, ale tak - odparła i wykorzystując, to iż ten milczał mówiła dalej - przez ostatnie dni miałam sporo czasu na przemyślenia. Na zastanowienie się nad tym co czuję do ciebie. Dotarło do mnie jak bardzo mi ciebie brakuje kiedy cię nie widzę, jak tęsknie kiedy nie możemy być razem. A to wszystko można nazwać tylko miłością - ten nadal milczał, co zaniepokoiło ją i wyraziła to na głos - no chyba, że ty mnie już nie - te ostanie cztery słowa wyrwały go z transu w jaki wpadł, gdy usłyszał jej wyzwanie. 
- Ula czy ty nie widzisz jak codziennie walczę sam ze sobą by cię nie osaczać swoją osobą. Każdego ranka budzę się z myślą o tobie, czy już wstałaś, jak ci minęła noc, czy miałaś spokojny sen. Każdego wieczora zasypiam myślę o tobie. Marzę móc cię objąć, przytulić, chcę chronić przed całym złem tego świata - mówił patrząc jej prosto w oczy. Ta siedziała i słuchała tego wszystkiego z mocno bijącym sercem, ale i uśmiechem na ustach, a kiedy ten skończył ta tylko rzekła.
- To mnie przytul - Dobrzańskiemu dwa razy nie trzeba było powtarzać niemal natychmiast zamknął kobietę w swoich ramionach. Zapewne siedzieli by tak jeszcze, gdyby nie dzwoniący telefon Marka. Przeklął w duchu i z miną nieszczęśliwego szczeniaka oderwał się od Cieplak, wyjął telefon z wewnętrznej kieszeni marynarki. 
- Przepraszam cię skarbie, ale muszę odebrać - rzekł widząc, że dzwoni kolejny raz tego dnia adwokat. 
- Witam ponownie mecenasie - rzekł do słuchawki. 
- Panie Marku czy mogę rozmawiać z panią Urszulą? Dzwoniłem do niej lecz nie odbiera, a kiedy zadzwoniłem na telefon firmy powiedziano mi iż oboje wychodziliście - pospiesznie wyjaśnił adwokat. Marek bez słowa oddał telefon Cieplak. 
- To do ciebie - rzekł. 
Po kilku minutach oddała mu telefon i wydawała się jakaś nieswoja. Jeszcze pięć minut temu tryskała radością a po tej rozmowie już nie. 
- Ula wszystko w porządku? - zapytał zamykając jej dłonie w swoich, dając do zrozumienia, że jest i ją wspiera. 
- Mogę dzisiaj wyjść wcześniej z pracy? - zapytała.
- Oczywiście, że tak. Choć wrócimy do firmy pozamykamy wszystko, ja tylko poproszę Sebę aby mnie zastąpił i zawiozę cię do domu - rzekł.
- Nie chcę ci robić problemu, sama wrócę autobusem - mówiła jednak ten zaprotestował. 
- Ula po pierwsze to żaden problem. A po drugie będę spokojniejszy kiedy odwiozę cię do domu samemu. Na tym między innymi polega miłość, na wspieraniu się - Ula pokiwała jedynie głową na tak. Jechali już jakiś czas a Marek zastanawiał się co takiego powiedział jej mecenas. Lecz nie chciał naciskać, znał swoją dziewczynę na tyle aby wiedzieć, że ona sama musi chcieć powiedzieć. Jednak przeczuwał jakieś kłopoty i gdyby wiedział, że zaczną się zaraz po dojechaniu do jej domu to zawiózłby ją do siebie.
CDN...

niedziela, 10 marca 2024

OD PRZYJAŹNI DO MIŁOŚCI część X

Witajcie ponownie, nie wiem z jaką częstotliwością będę publikować. Postaram się w miarę możliwości regularnie. Postaram się w pierwszej kolejności dokończyć to opowiadanie. Mam kilka nowych pomysłów, ale co z tego wyjdzie okaże się. 
Na początek krótkie streszczenie tego co było: 
Ula, Maciek, Marek i Sebastian to przyjaciele od czasów studiów. Marek jest prezesem F&D, a wraz z nim pracę podejmuje tam Sebastian. Po skończonych studiach dołączają do nic Ula i Maciek. 
Rodzeństwo Febo próbuje zniszczyć firmę i otworzyć własną we Włoszech. Jednak Markowi udaje się ich zdemaskować, dzięki temu ta dwójka trafia do więzienia. Tam oczekują na proces. 


Była już prawie pod domem kiedy usłyszała dźwięk przychodzącego połączenia. Wyjęła telefon z torebki. 
- Przepraszam cię Ula, ale właśnie prowadziłem - usłyszała zaraz po odebraniu. 
- Marek czy możesz do mnie przyjechać? - pytała, ale jej ton brzmiał jakoś dziwnie. 
- Oczywiście, że mogę. Będę do godziny - odpowiedział natychmiast. 
- Dziękuję ci bardzo - rzekła. 
- Ula nie musisz mi dziękować. Doskonale wiesz, że zawsze ci pomogę jeśli tylko tego potrzebujesz - odparł do słuchawki i dodał - to ja się teraz rozłączę i za niedługo będę u ciebie. 

Pospiesznie zaniósł swoje zakupy do domu i już wsiadał ponownie tego dnia do auta. Pędził ulicami Warszawy jak szalony i chyba tylko jakiś dobry duch nad nim czuwał, bo kilka razy złamał przepisy. Do Rysiowa dojechał w niecałe półgodziny, zaparkował z piskiem opon i niemalże biegiem ruszył w stronę domu Cieplaków. Zapukał i po chwili witał się z Józefem. 
- Dzień dobry panie Józefie - przywitał się z ojcem Uli. 
- Witaj Marku, proszę wchodź dalej. Ula zaraz zejdzie na dół. Może napijesz się herbaty albo kawy? 
- Poproszę kawę - odpowiedział siadając przy kuchennym stole i dodał - od rana jestem o jednej kawie - Cieplak uśmiechnął się do niego życzliwie. 
- Widzę, że tak samo jak Ula nie potrafisz żyć bez tego czarnego płynu - Marek uśmiechnął się pod nosem. 
- Dziękuję ci, że przyjechałeś tak szybko - usłyszał za plecami, odwrócił się z uśmiechem, ale jej najwyraźniej nie było do śmiechu. 
- Wiesz przecież, że zawsze możesz na mnie liczyć - odparł i dodał - powiesz mi co się stało? 
Ula wzięła telefon do ręki i po chwili pokazała wiadomość jaką dostała. 
- To nie jest pierwszy raz - Dobrzański spojrzał pytająco co Ula doskonale odczytała - od dnia kiedy złożyłam to zawiadomienie na policję dostaję takie wiadomości. 
- Podejrzewasz tego całego Pawła? - dopytywał, ta tylko skinęła głową zgadzając się z nim. 
- Dlatego chciałam cię prosić o skontaktowanie mnie z tym adwokatem, o którym mówiłeś. 
- Oczywiście, że to zrobię. Jutro rano zadzwonię do niego i umówię was. 
- Będę ci bardzo wdzięczna. 
- Jeśli chcesz to pojadę tam razem z tobą. 
- Jeśli to nie będzie problem.
- Oczywiście, że nie. 
Przesiedział jeszcze jakiś czas w gościnnym domu Cieplaków. Bardzo lubił spędzać tu czas. Jednym z powodów rzecz jasna była możliwość przebywania w pobliżu Uli znacznie dłużej niż tylko te kilka godzin w firmie. 
Następnego dnia zadzwonił do Uli z wiadomością o umówionej wizycie u mecenasa. 
- Ula adwokat może się z tobą spotkać w poniedziałek o godzinie jedenastej - mówił do słuchawki. 
- Cieszę się i to bardzo - rzekła. 
- A powiedz mi czy jeszcze coś wczoraj do ciebie pisał? 
- Nie - odpowiedziała. 

Weekend minął obojgu w miarę spokojnie. Ula zajęta swoimi domowymi obowiązkami prawie w cale nie wychodziła z domu. Jednak Paweł wciąż nękał ją wiadomościami, a raczej groźbami. Ula tym razem zgodnie z prośbą Marka nie kasowała tych wiadomości. Miały stanowić dowód w sprawie przeciwko Pawłowi. 
Lecz w niedzielny wieczór Paweł próbował najwyraźniej spełnić groźby. Było już dość późnawo, dzieciaki dawno spały, Józef również, a Ula właśnie miała się kłaść. Wstała aby zgasić światło, gdy ujrzała jakąś postać, która skradała się. Cieplak długo nie myśląc chwyciła za telefon i wybrała numer policji aby zgłosić próbę włamania. Tyle co skończyła mówić usłyszała jakieś dziwne dźwięki dochodzące zza drzwi. Pospiesznie udała się do pokoju brata. 
- Jasiu proszę cię obudź się - Jasiek nie bardzo rozumiejąc co się dzieje spojrzał na siostrę nieprzytomnym wzrokiem - ktoś próbuje się włamać do domu. Już wezwałam policję - te słowa najwyraźniej podziałały na chłopaka jak zimny prysznic, bo szybko zerwał się na równe nogi i szybkim krokiem zszedł na dół. Będąc już przy drzwiach do pokoju Uli w progu ujrzał Pawła. 
- Co tu...- kiedy chciał zadać pytanie usłyszeli. 
- Ręce do góry. Policja - odetchnęli z ulgą oboje młodzi Cieplakowie. A po chwili ujrzeli zaspanego ojca. 
- Co tu się dzieje? 
- Spokojnie tato - odezwała się Ula - już wszystko w porządku. 
W tym samym czasie policjanci skuli w kajdanki kuzyna Dąbrowskiego i wyprowadzili do radiowozu.
- Czy nic państwu się nie stało? - dopytywał jeden z funkcjonariuszy. 
- Wszyscy jesteśmy cali. Ten typek nie zdążył nam nic zrobić. Ale nie chcę myśleć co by było, gdybym tak jak inni wcześniej się położyła - odpowiedziała za wszystkich Ula. 
- A mają państwo przypuszczenia dlaczego włamał się do waszego domu? 
- Jak najbardziej tak. Jakiś czas temu złożyłam doniesienie na niego, że napadł na mnie i okradł. Od tego czasu dostaję wiadomości z groźbami - odparła i pokazała te wszystkie zachowane groźby. 
- W tej sytuacji może pani wnieść sprawę do sądu - usłyszała. 
- Jutro jestem umówiona z adwokatem i z całą pewnością tak tego nie zostawię - wyjaśniła. Chciała jeszcze coś powiedzieć jednak wszedł jej w słowo Józef mówiąc z pretensjami w głosie do policjanta. 
- Gdybyście pracowali jak się należy to ten człowiek już dawno by siedział. A moja córka nie otrzymywała pogróżek, również przyjaciel rodziny nie miał by uszkodzonego auta przez tego bandytę. 
- Panie Cieplak my robimy co możemy, ale nie zawsze ...
- Niech pan nie kończy, bo mogę zostać oskarżony o zniesławienie funkcjonariusza - przerwał mu Cieplak. 
Funkcjonariusze dokończyli swoje czynności i opuścili miejsce przestępstwa. 
Ula w poniedziałek wydawała się jakaś nieobecna. 
- Ula wszystko w porządku? - dopytywał Dobrzański kiedy kolejny raz widział, że coś jest nie tak. 
- Mieliśmy w nocy nieproszonego gościa - odparła dość lakonicznie. 
- To znaczy? 
- Paweł włamał się do nas w nocy - widząc minę Dobrzańskiego pospieszyła z wyjaśnieniami. Opowiedziała jak to wyglądało, włącznie z jego aresztowaniem. Z jednej strony to nieco uspokoiło Marka, ale nie na tyle aby być pewnym, że ten nie wyjdzie za niedługo. 
- Dlaczego nie zadzwoniłaś do mnie? Przecież wiesz, że bym przyjechał. 
- Nie chciałam cię budzić w środku nocy, a dodatkowo jak policja go zabrała to wiadome było, że będzie spokojnie - wyjaśniła dziewczyna. 
Było kilka minut przed dziesiątą kiedy usłyszała otwierające się drzwi od gabinetu prezesa. 
- Ula za kwadrans musimy się zbierać - rzekł młody Dobrzański, ta spojrzała na niego nie bardzo rozumiejąc o co mu chodzi. Lecz ten w mgnieniu oka odczytał jej myśl i wyjaśnił - na jedenastą mamy być u mecenasa w sprawie tego typa. 
- Kompletnie o tym zapomniałam - odparła. 
- W porządku - odparł i dodał - pozamykamy wszystko i jedziemy, a potem zapraszam na lunch - widać było, że chce zaprotestować co do lunchu, jednak on był szybszy - nie przyjmuję żadnej odmowy. 
Marek jeszcze tylko poszedł do Sebastiana poprosić o zastępstwo przez najbliższe dwie do trzech godzin. 

- Dzień dobry pani Urszulo - przywitał się z nią mecenas i zaprosił do swojego gabinetu. Cieplak odwzajemniła się tym samym. 
- To co ja tu poczekam - zwrócił się Marek do Uli. 
- Panie mecenasie czy Marek może być przy tej rozmowie? - zapytała. 
- To tylko od pani zależy. Ja nie mam nic do tego - usłyszała w odpowiedzi. 
- Marek, proszę cię ...- zwróciła się do przyjaciela, czyżby tylko do przyjaciela? Ten nie pytając o nic dołączył do Cieplak. 
Kiedy już całą trójką zajęli miejsca adwokat poprosił aby ta opowiedziała mu o wszystkim w miarę możliwości ze szczegółami. Ta tak uczyniła nie pominęła niczego, po czym wyjęła telefon i pokazała wiadomości jakie wysyłał kuzyn Dąbrowskiego. 
- Bardzo bym prosił aby przesłała mi je pani - poprosił mecenas, zanotował jeszcze kilka zdań w swoim notesie po czym dodał - najdalej za dwa dni powinienem nieć sformułowany pozew i złożę go w sądzie. 
Widać było, że Ula jest wdzięczna obydwu mężczyznom w tej sprawie. Markowi, że umówił ją z mecenasem, a temu drugiemu, że podejmie się tej sprawy. Po skończonym spotkaniu Marek tak jak obiecał zabrał Ulę do restauracji. I mimo że już nie raz i nie dwa bywała w takich miejscach to zawsze czuła skrępowanie, co Dobrzański doskonale wyczuł. 
- Ula rozluźnij się, to przecież zwykły lunch - mówił spokojnym głosem. 
- Łatwo ci powiedzieć - odparła. Marek jednak nie skomentował tego, bo wiedział iż żadne jego argumenty do niej nie trafią. 
- Marek proszę cię nie patrz się tak na mnie - prosiła Cieplak kiedy kolejny raz przyłapała Marka na tym jak przygląda się jej. 
- Niby jak? - pytał i zaraz dodał - Ula ja wiem, że ty mnie nie kochasz, ale nic na to nie poradzę, że ja kocham ciebie. Uwielbiam patrzeć jak jesz, jak się poruszasz, i mógłbym tak wymieniać jeszcze wiele. 
- To nie tak - weszła mu w słowo. Lecz najwyraźniej Marek nie chciał kolejny raz słuchać jej tłumaczeń. 
- Ula nie zamierzam naciskać i wymuszać czegokolwiek na tobie. Jedyne co mogę to prosić cię, abyś pozwoliła mi być obok i w razie potrzeby pomóc. A z czasem może sama uznasz, że to co nazywasz przyjaźnią jest czymś więcej - szkoda tylko, że ta już doszła do takich wniosków przez weekend. Kiedy to nie widziała go i w pewnym momencie dotarło do niej, że strasznie tęskni za nim. Lecz jakaś dziwna moc nie pozwalała jej wyznać tego młodemu Dobrzańskiemu, tak jakby się bała. 
W jej głowie jeszcze trwała jakaś niezrozumiała walka między tym co czuło serce a co mówił rozum. 
CDN...

niedziela, 2 lipca 2023

TO JUŻ KONIEC

Moi drodzy mam dla Was garść informacji. 

Nie sądziłam, że nadejdzie taki dzień kiedy nie będę w stanie pisać. Jak zauważyliście już kolejny tydzień jak nie ma nowego rozdziału. Ale kompletnie nie mam pojęcia jak poprowadzić to opowiadanie. Jednak to nie jest kwestia tego konkretnego opowiadania. Całkowicie nie mam pomysłu na kolejne.  Bardzo mi przykro, że tak to zostawiam. Jednych może to zasmuci a inni się ucieszą. Jednocześnie pragnę podziękować Wam wszystkimi, którzy zostawili swój ślad w postaci komentarzy. Nie którzy komentowali dłużej, nie którzy krócej. Lecz serdecznie pragnę podziękować RanczUli, która jako pierwsza zostawiła swój komentarz kiedy zaczęłam stawiać pierwsze kroki. Drugą osobą, która niemalże od początku była to Małgosia - za piękne komentarze i wskazówki. Oraz Halina, za komentarze z nutką humoru. 
Blog pozostanie w takim stanie jakim jest. Nie chcę mówić żegnam, ale nie wiem też czy jeszcze będę publikować. 

Julita 

niedziela, 18 czerwca 2023

OD PRZYJAŹNI DO MIŁOŚCI część IX

 Wyszedł z budynku sądu i odetchnął z ulgą. Wreszcie chociaż jedna sprawa zakończona, w dodatku po jego myśli. 
- Tak jak mówiłem panie Marku to było więcej niż pewne, że wygramy - usłyszał od mecenasa zanim zdążył się pożegnać. 
- Dziękuję panu bardzo - podziękował i dodał - ale ta najważniejsza jeszcze przed nami. I oby też poszła gładko jak ta.
- Tak łatwo to na pewno nie będzie. To zupełnie inny rodzaj sprawy a i oskarżeni są inni. Jednak trzeba być dobrej myśli, w końcu mamy przeciwko im wystarczająco dużo i to mocnych dowodów - rzekł adwokat. Młody Dobrzański pokiwał ze zrozumieniem głową po czym pożegnał się. Podszedł do samochodu kiedy rozdzwoniła się jego komórka. 
- I jak synu? - padło z drugiej strony słuchawki. 
- Sąd uznał za bezzasadne oskarżenie i oddalił pozew w całości. Turek opuścił sąd w pośpiechu nawet nie patrząc w moją stronę. 
- Cieszę się niezmiernie. Chociaż to mamy już z głowy. 
- Dokładnie tak tato. Teraz jeszcze sprawa z Febo. 
- Mama mnie tu nagabuje abym dał jej telefon też coś chce od ciebie - Marek uśmiechnął się pod nosem. Zawsze tak było, że kiedy rozmawiał z ojcem a w pobliżu była Helena również z nią musiał zamienić kilka słów. 
- Słucham cię mamo.
- Synku wiem, że to nietypowa prośba, ale czy możesz mi podać numer do Uli? Albo poprosić ją aby do mnie zadzwoniła?  
- Jak tylko będę już w firmie to poproszę Ulę aby do ciebie zadzwoniła. A możesz mi powiedzieć o co chodzi? 
- Mam pewien problem w firmie i myślę, że Ula mi pomoże. Chodzi o sprawy finansowe. 
- W porządku mamo. Ja właśnie wsiadam do auta więc za około godzinę powinna Ula do ciebie zadzwonić. 
- Dziękuję synku będę czekać. 

Wysiadł na piątym piętrze mijając recepcje usłyszał, że woła za nim dziewczyna siedząca za ladą. 
- Marek poczekaj, mam dla ciebie klucze od biura.
- Od biura? 
- Tak. Ula musiała wyjść, a że nie mogła dodzwonić się do ciebie pozamykała wszystko i zostawiła klucze - Marek odebrał klucze z rąk Ani. 
- Dziękuję - odparł. Wszedł do gabinetu, gdzie na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało tak jak zostawił. Usiadł na fotelu, otworzył laptop a jego oczom ukazała się zapisana zgrabnym pismem kartka. Doskonale wiedział od kogo. 

"Drogi Marku
Nie bardzo wiem czy dobrze robię. Twoje wyznanie swoich uczuć wobec mnie bardzo mnie zaskoczyło, ale wiem na pewno, że muszę ci to wyjaśnić. Robię to może w niezbyt właściwy sposób, ale myślę, że tak będzie mi łatwiej. Nie myśl o mnie źle po tym co przeczytasz. Wydaje mi się, że pomyliłeś to z czymś innym, może to chwilowe zauroczenie, a może zupełnie coś innego. 
Oboje jesteśmy z dwóch różnych światów. Światów, które w żaden sposób do siebie nie pasują. To tak jakby posadzić obok siebie Brzozę i Graba. 
Jesteśmy przyjaciółmi i myślę, że to jak dla mnie już jest coś nadzwyczajnego. Bo jak ktoś taki jak Ty może w ogóle zadawać się z kimś takim jak ja.
Bardzo bym nie chciała abyś kiedykolwiek czuł się niezręcznie z mojego powodu. 
Zasługujesz na kogoś z kim będziesz naprawdę szczęśliwy.
                                                      Ula"


 Odłożył list na bok, ręce złożył jak do modlitwy zastanawiając się nad tym co przeczytał. 


 A tak naprawdę to nie miał pojęcia co dalej. Jak ma postąpić. Widział, że od tego dnia kiedy wyznał jej swoje uczucia ona zaczęła się oddalać. Tak jakby stawiała między nimi jakiś niewidzialny mur. Ale myślał, że musi się oswoić, że z czasem będzie inaczej, z całą pewnością nie tego się spodziewał. Przypomniał sobie o obietnicy danej matce. Postanowił wysłać do Cieplak wiadomość, domyślał się, że nie koniecznie odbierze. W wiadomości poprosił aby ta skontaktowała się z jego matką i podał numer telefonu. Wyjaśnił, że chodzi o fundację. Po około kwadransie dostał odpowiedź zwrotną z informacją, że zadzwoni. Podziękował i nic więcej nie pisał. Jednak gdyby tylko wiedział, że ona jest stosunkowo blisko firmy, z całą pewnością już by stał tuż obok niej i próbował jakoś wyjaśnić. 
Miał jedynie nadzieję, że nie będzie chciała się zwolnić z pracy. Chociaż z drugiej strony nic takiego nie pisała.

Kolejnego dnia dostał wiadomość o terminie rozprawy z Febo. Ta rozprawa miała odbyć się już za niespełna dwa tygodnie. To była najlepsza wiadomość jaką otrzymał w ostatnim czasie, pomijając o wyroku jaki zapadł w sprawie Turka. Ula na całe szczęście nie zwolniła się z pracy. Lecz ich stosunki zdawały się być bardzo mocno służbowe. Pod koniec dniówki Ula zapukała do jego gabinetu i po chwili była już w środku. 
- Marek chciałam prosić cię o kilka dni wolnego. Chodzi o tę pomoc dla twojej mamy. Wczoraj dzwoniłam i prosiła abym pomogła jej z fakturami, bo odeszła z fundacji poprzednia pani. Tu mam wszystko ogarnięte, a na obecną chwilę nie ma niczego pilnego. Pani Helenka mówiła, że nie powinno to trwać dłużej jak dwa, trzy dni. 
- W porządku Ula, wypisz wniosek od jutra do końca tygodnia - usłyszała w odpowiedzi, wyszła z biura aby po kilku minutach ponownie wrócić z wypisanym wnioskiem. 
Zgodził się na te kilka dni wolnego licząc, że to pomoże im w poprawieniu relacji. 

Dni mijały jeden po drugim, a on coraz bardziej czuł, jak mu jej brakuje. Pragną mieć ją obok siebie. Z tego co było mu wiadome Ula z całą pewnością do pracy miała wrócić w poniedziałek. Zajęty pracą nawet nie zauważył kiedy wybiła godzina szesnasta i pora kończyć pracę. Zaczął powoli sprzątać na biurku kiedy usłyszał pukanie do drzwi a następnie ujrzał w nich głowę swojego przyjaciela Sebastiana. 
- Kończysz już? - zapytał Dobrzańskiego.
- Tak - odparł, ale jakoś tak dziwnie brzmiał. 
- Co jest przyjacielu? Od jakiegoś czasu widzę cię jakiegoś takiego strutego - dopytywał Olszański. 
Junior wstał od biurka, podszedł do okna i spojrzał przez nie zamyślając się przez chwilę. 


- Wszystko w porządku? - ponownie zapytał Sebastian. 
- I tak i nie - odparł jakoś tak dziwnie. 
- A możesz jaśniej - rzekł, ale kiedy Marek milczał ten zaproponował aby poszli gdzieś, gdzie będą mogli spokojnie pogadać. 
Wyszli z firmy a swoje kroki skierowali do niewielkiej kawiarenki z drugiej strony parku, znajdującego się tuż przy F&D. 
- To co się dzieje? - dopytywał Olszański kiedy już do ich stolika przyniesiono kawę - słyszałem, że z Turkiem wygrana a z Febo też nie powinno być jakoś trudno - mówił kadrowy. 
- Ula - padło z ust Marka tylko jedno słowo. 
- Ula? A co z nią? Faktycznie od kilku dni jej nie widzę w pracy, ale wiem od Maćka, że ma wolne. 
- Tak ma wolne, bo pomaga mojej mamie. Ale nie w tym rzecz. Dwa tygodnie temu wyznałem jej swoje uczucia - Olszański zrobił wielkie oczy, a po chwili uśmiechnął się szeroko. 
- Wiedziałem...- rzekł, a młody Dobrzański wszedł mu w słowo.
- Jak to wiedziałeś?
- Widzisz mój drogi przyjacielu czasem więcej widać patrząc z boku. Już jakiś czas temu oboje z Maćkiem zauważyliśmy, że darzysz naszą Uleńkę czymś więcej niż tylko przyjaźń. Jednak z tego co widzę, to chyba nie jest dobrze - Dobrzański pokręcił najpierw głową, a potem odparł, wyjaśniając co i jak. 
- Ula początkowo uważała, że robię sobie z niej żarty a w poniedziałek zostawiła mi list na biurku. A dodatkowo od tego czasu Ula zachowuje się bardzo służbowo. 
- Może daj jej trochę czasu. Dla niej to może być szok - mówił Sebastian po krótkim namyśle - może ona uważa, że do siebie nie pasujecie ze względu na status społeczny? - zastanawiał się. 
- Wiesz ona coś podobnego napisała w tym liście - odparł Marek. 
- To spróbuj jej pokazać, że to nie ma kompletnie żadnego znaczenia. Ale zastosuj metodę małych kroków. Wiesz tak aby ona nie czuła się tym przytłoczona - mówił pewny swego pucołowaty blondyn i dodał - my z Maćkiem w miarę możliwości ci pomożemy. 
Marek podziękował przyjacielowi i po wypitej kawie obaj panowie wrócili pod firmę. Idąc przez park wymienili jeszcze kilka mało istotnych zdań i każdy pojechał do siebie. 
- Dobrze mieć takich przyjaciół jak Seba i Maciek - rozmyślał wracając do domu - ale to muszę załatwić samemu. Jednak fajnie czuć, że ma się na kogo liczyć. 

Ula kiedy tylko miała taką możliwość również dużo myślała o Marku i tym co od niego usłyszała. Analizowała wiele różnych sytuacji jakie miały miejsce. I zawsze mogła liczyć na Marka bardziej niż na Sebastiana czy na Maćka. 
Wracała do domu kiedy usłyszała dźwięk przychodzącej wiadomości. Myślała, że to od Marka. Wyjęła telefon i po odczytaniu aż zamarła. 

" Jeszcze mnie popamiętasz" 

Domyśliła się od kogo ta wiadomość. Długo nie zastanawiając się weszła w wykaz kontaktów i wybrała konkretny numer. Jednak po kilkunastu sygnałach usłyszała pocztę głosową. 
- Może jedzie samochodem i nie może odebrać. Spróbuję jak już będę w domu - rozmyślała. 
Lecz nie zdążyła nawet dojść do domu.
CDN...                   

poniedziałek, 12 czerwca 2023

OD PRZYJAŹNI DO MIŁOŚCI część VIII

Siedział u rodziców, ale tym wydawało się, że coś jest nie tak. 
- Zauważyłeś Krzysiu, że Marek czymś się martwi? - zapytała Helena swojego męża kiedy na chwilę zostali sami w salonie. 
- Nie trudno zauważyć - odpowiedział jej mąż, a po chwili odezwał się do Marka, kiedy tylko ten wszedł do salonu i usiadł w fotelu. 
- Synu co cię tak martwi? Febo oboje siedzą i już raczej nie zagrażają ani nam, ani tym bardziej firmie. Rozmawiałem z mecenasem i jest więcej niż pewne, że się nie wywiną - Marek milczał dłuższą chwilę zastanawiając się czy wyznać rodzicom swój można by rzec sekret. 
- To nie to - odpowiadał dość zdawkowo. 
- Więc co? - odezwała się Helena. 
- Martwię się o Ulę - wyznał. 
- O Ulę? - dopytuje go ojciec i dodaje - coś z jej tatą? 
- Z panem Józefem wszystko na całe szczęście w porządku. Natomiast Ula została napadnięta... - zaczął opowiadać co się ostatnio wydarzyło i co zrobił Maciek w tej sytuacji, aż w końcu dotarł do wydarzeń z przed dwóch dni - w związku z tym pojechałem razem z nią na policję aby zgłosić całe zajście. Ale obawiam się czy ten nie będzie próbował odegrać się na niej za to - mówił to wszystko w taki sposób, że oboje seniorzy mieli niemalże pewność, że to nie jest zwykła przyjaźń. A coś więcej jednak nie chcieli zbyt dociekać w tej kwestii. 
- A to nie zamknęli tego człowieka? - dopytywała Helena. Marek pokręcił przecząco głową i dodał. 
- Z tego co mi wiadomo to facet ukrył się. Ale to nie wszystko. 
- Nie? 
- No właśnie nie. Policjant, który przyjmował to zgłoszenie powiedział, że jest to mała szkodliwość czynu. 
- Jaka to mała szkodliwość? W końcu została napadnięta, okradziona a teraz jeszcze groźby - mówił z niedowierzaniem senior. 
- I co w tej sytuacji nic nie można zrobić? - dociekała Helena. 
- Można, ale Ula musiałaby złożyć pozew ze stopy cywilnej - wyjaśnił i dodał na koniec - lecz obawiam się, że ona tego nie zrobi.
- To nie dobrze, bo ten typ w ten sposób będzie czuł się bezkarnie i następnym razem może to się nie skończyć tylko utratą pieniędzy czy dokumentów - odparł senior Dobrzański. 
- Ja to wszystko tato wiem, ale znam Ulę na tyle aby wiedzieć, że znajdzie jakieś powody na nie - rzekł Marek. 
- Ja chyba mam pewien pomysł synku - odezwała się Dobrzańska. Marek spojrzał pytająco na rodzicielkę - może zaproś Ulę wraz z rodziną do nas na sobotę. A ja podczas siedzenia i raczenia się kawą spróbuję ją przekonać do tego aby złożyła sprawę w sądzie. 
- No nie wiem mamo czy to się uda - odparł junior.
- Ale spróbować nie zaszkodzi - poparł pomysł żony Krzysztof i dodał - z przyjemnością spotkam się z Józefem. 
Marek obiecał porozmawiać z Ulą o tym, że jest wraz z całą rodziną zaproszona przez jego rodziców.

Następnego dnia zaraz po pracy miał jechać do Rysiowa więc i będzie okazja do przekazania zaproszenia. 
- Ula moi rodzice zapraszają was wszystkich do siebie w sobotę. Zapowiada się piękna pogoda więc będzie można posiedzieć w ogrodzie, twój tato już w szpitalu poznał mojego i wówczas wstępnie umawiali się na takie spotkanie - ta nie bardzo chciała się zgodzić. Lecz rozmowę usłyszał Cieplak. 
- Córcia nie powinniśmy odmawiać. Wiesz, że nie wypada - wtrącił się senior. Ta w tym momencie nie mając wyjścia rzekła. 
- W porządku. Powiedz rodzicom, że przyjedziemy. 
- A powiedz czy coś wiadomo o tym kolesiu? - Ula przecząco pokręciła głową, co zaniepokoiło Marka - to niedorzeczne żyjemy w takich czasach, gdzie znalezienie byle łachudry nie powinno policji przysparzać tyle problemu - mówił z oburzeniem w głosie. 
U Cieplaków posiedział jeszcze trochę i już miał zbierać się do wyjścia, kiedy to do domu wrócił Jasiek. 
- Marek masz przebite dwie opony. 
- Co? 
- Nie co, tylko masz przebite dwie opony z prawej strony - potwierdził swoje słowa młody Cieplak. 
- No tego to ja już nie puszczę płazem - mówił wściekły Dobrzański - nawet nie próbuj go Ula bronić. Doskonale wiem, że to ten koleś - ubiegł Cieplak nim ta cokolwiek powiedziała i już wyciągał telefon z wewnętrznej kieszeni marynarki. 
- Nie zamierzam go bronić, ale nie masz pewności, że to on - udało się jej wreszcie powiedzieć co myśli. 
- To zaraz się przekonasz, że to on. 
Włączył odpowiednią aplikację na swoim telefonie i mieli nagranie, gdzie widać jak Paweł przechodzi obok samochodu Marka i najpierw zatrzymuje się przy jednym a następnie przy drugim kole robiąc odpowiedni zamach ręką, w której trzyma jakieś narzędzie i wbija je w opony. Po czym jak gdyby nic odchodzi. 
- Więc jak widzisz mam niezbity dowód, że to on - rzekł i wykonał połączenie z numerem alarmowym. Policja przyjechała po kilkunastu minutach. Spisali zeznania oraz zatrzymali nagranie, które miało być dowodem w sprawie. Początkowo chcieli zabrać oryginał lecz Marek na to nie pozwolił. 
- Mogę państwu przesłać to nagranie. Sam muszę mieć jakieś zabezpieczenie w razie jakiejkolwiek obrony. 
- Czy pan nam próbuje sugerować nieudolność? - odezwał się jeden z mundurowych. 
- No wybaczcie panowie. Od prawie tygodnia próbujecie złapać typa i jakoś nie potraficie. A on sobie w najlepsze chodzi po Rysiowie w biały dzień. To chyba coś jest nie tak - wiedział, że uderzył w czuły punkt, ale miał serdecznie dość ich bezczynności.
- To może wezwie pan sobie funkcjonariuszy z Warszawy - usłyszał. Nie odpowiedział, bo doskonale wiedział, że policja z Warszawy niczego tu nie wskóra. A i dalsze przepychanki słowne nie mają sensu. 
Kiedy ci odjechali zadzwonił do swojej ubezpieczalni i zgłosił zdarzenie. 
Kolejnego dnia był umówiony z mecenasem w sprawie Febo więc postanowił załatwić również sprawę pozwu przeciwko kuzynowi Dąbrowskiego. 

Mecenas miał dla Marka dodatkowe wiadomości w związku z Turkiem. 
- Panie Marku wyznaczono już termin rozprawy w związku ze zwolnieniem Turka. 
- To bardzo mnie to cieszy, mam nadzieje, że dość szybko zakończą się te wszystkie sprawy sądowe. 
- Jeśli chodzi o tę pierwszą to na pewno odbędzie się tylko jedna rozprawa. Co do rodzeństwa Febo trudno powiedzieć ile to potrwa. Mamy przeciwko im tak wiele dowodów, że samo ich przedstawienie może zająć przynajmniej ze dwa dni - wyjaśnił adwokat.  
- Cieszę się panie mecenasie. Bo przyznam szczerze, że już jesteśmy zmęczeni tym wszystkim. Najbardziej obawiam się o ojca. I gdyby to tylko było możliwe, oszczędziłby mu tego wszystkiego. 
- Rozumiem pana - usłyszał Marek. 
Kiedy już skończyli rozmawiać o Febo oraz Turku. Marek przedstawił jeszcze jedną sprawę związaną z Ulą. Opisał co i jak. 
- Jeśli pani Urszula zdecyduje się złożyć pozew przeciwko temu człowiekowi to nie widzę problemu aby się tym zająć.
- Dziękuję panie mecenasie. Mam tylko nadzieję, że Ula się zdecyduje. 
- Dobrze by było. Nie powinno się dawać przyzwolenia aby tacy jak on chodzili wolno - młody Dobrzański popierał słowa adwokata lecz znał dobrze Ulę i wiedział, że ta każdemu by wybaczyła i dała kolejne szanse. 

W sobotnie przed południe Marek parkował swój samochód przed domem Cieplaków aby móc ich zawieźć do swoich rodziców. Cały dzień mijał w radosnej atmosferze, a nawet można by powiedzieć, że rodzinnej. Kiedy siedzieli na patio popijając kawę Helena zaczęła opowiadać niby przypadkiem o jednej z podopiecznych fundacji. Historia do złudzenia przypominała historię Uli z tą niewielką różnicą, że sprawa trafiła do sądu a napastnik dostał odpowiedni wyrok. 
- Ula też tak powinnaś postąpić - usłyszała głos ojca. A Dobrzańska niby zdziwiona rzekła.
- Czyżbyś też miała podobną sytuację? - Cieplak pokiwała głową - to może powinnaś posłuchać swojego taty - zasugerowała Helena. Również Marek poparł Józefa.
Ula nie odpowiedziała, ale chciała delikatnie zmienić temat i poniekąd jej się udało. 
- W poniedziałek wracam do pracy - rzekła. 
- To wspaniała wiadomość - mówił junior i niby z pełną powagą, ale jednak w formie żartu dodał - wreszcie będę mógł się nieco poobijać. Najwyraźniej Ula zrozumiała i w tej samej formie mu odparła.
- Chyba jednak jeszcze się zastanowię czy nie przedłużyć tego zwolnienia. 
- No nie wiem, nie wiem - po tych słowach już wszyscy mieli wymalowane uśmiechy na twarzach. 
Dzień dobiegał końca i przyszła pora pożegnać gościnny dom Dobrzańskich. 
- Dziękujemy za gościnę i już dzisiaj zapraszamy do nas do Rysiowa - mówił Józef na chwilę przed odjazdem. 
Wracali  w kompletnej ciszy i milczeniu. Po niecałej godzinie byli na miejscu. Marek pożegnał się z trójką Cieplaków i jedynie Ula została. 
- Marek możemy jeszcze chwilę porozmawiać? -  poprosiła. 
- Oczywiście, że tak. Chcesz to zrobić w domu czy może przejdziemy się? 
- Może lepiej będzie jak przejdziemy się  - zaproponowała. 
Przez chwilę szli w milczeniu. 
- To o czym chciałaś rozmawiać? - przerwał tę ciszę Dobrzański. 
- Marek dlaczego to robisz? 
- Co niby takiego robię? - odpowiedział pytaniem. 
- Jak to co? Troszczysz się, martwisz, wspierasz, jesteś niemalże na każde moje zawołanie - mówiła. Najwyraźniej zaskoczyła go. Milczał przez moment próbując ułożyć sobie w głowie co jej powiedzieć. Powiedzieć prawdę czy może skłamać. Ale czy to byłoby dobrym rozwiązaniem nie powiedzenie prawdy? 
- Ula możesz być pewna, że robię to z czystych intencji - zaczął. Ta zrobiła dość dziwną minę nie bardzo rozumiejąc co on ma na myśli - widzę, że chyba muszę to powiedzieć wprost. Chociaż prawdą jest, że sam stosunkowo niedawno to zrozumiałem - przystanął i patrząc jej prosto w oczy prawie na jednym wdechu wyznał to co czuł od jakiegoś czasu - Ula zakochałem się w tobie i stąd ta moja troska o ciebie. 
Cieplak stała jakby ją wmurowało w asfalt. 
- Nie żartuj sobie - wydukała po chwili. 
- Ula ja nie żartuję, to jest najszczersza prawda - widział, że to wyzwanie wprawiło ją w zakłopotanie - Ula ja wiem, że możesz być w szoku i nie oczekuję, że odpowiesz mi takim samym wyznaniem. Ale proszę cię abyś nie skreślała mnie i pozwoliła być w pobliżu. A może z czasem i ty obdarzysz mnie takim samym uczuciem. 
- Jesteśmy przyjaciółmi...- mówiła a jemu serce pękało w tym momencie na drobne kawałki. Nie tego się spodziewał, ale nie dał po sobie poznać. Byli już pod domem Uli. 
- Może wejdziesz jeszcze na kawę albo herbatę. Nie jest jeszcze tak późno - zaprosiła go.
CDN...

niedziela, 4 czerwca 2023

OD PRZYJAŹNI DO MIŁOŚCI część VII

 Było dość wcześnie rano kiedy usłyszeli walenie do drzwi a po chwili usłyszeli. 
- Proszę otworzyć policja. 
Paulina w pierwszej kolejności nie bardzo rozumiała co się dzieje. Natomiast Aleks spokojnie jak gdyby nic poszedł otworzyć drzwi. Przekręcił klucz w zamku i nagle poczuł mocne pchnięcie drzwi a do środka weszło czterech mężczyzn. Dwóch mundurowych i dwóch ubranych w garnitury. 
- Paulina i Aleks Febo? - padło z ust jednego z mężczyzn. 
- A jeśli tak to co? - odburknął Aleks. 
- A to szanowny panie, że mamy do pogadania.
- Czy my jesteśmy o coś oskarżeni? - dopytywała Paulina, próbując udawać, że nie ma pojęcia co takiego chce od nich CBA. 
- Niczego wam nie powiemy bez naszego adwokata - próbował odwlec to co nieuniknione Febo. 
Funkcjonariusze dalej nie zamierzali prowadzić tej nic nie znaczącej rozmowy wypowiedzieli zgodnie z prawem regułkę o ich zatrzymaniu i wyprowadzili do radiowozu. Paulina próbowała się odgrażać mówiąc, że nie wiedzą z kim mają do czynienia, że już mogą się pożegnać ze swoją pracą, bo oni mają rozległe znajomości. 
- Szanowna pani nie tacy już to mówili - usłyszała w pewnym momencie. 

- Powiedziałem, że bez adwokata nic wam nie powiem - wysyczał przez zęby Aleks. 
- Ma pan do tego prawo, ale myślałem, że będzie pan tak samo rozmowny jak siostra - usłyszał. 
Febo zrobił wielkie oczy usłyszawszy, że Paulina zaczęła mówić. 
- Nie wierzę, w ani jedno twoje słowo. 
- Ale mnie nie interesuje czy mi człowieku wierzysz czy też nie. Oboje macie postawione odpowiednie zarzuty i sprawiedliwość was nie ominie - usłyszał Febo w odpowiedzi i został wyprowadzony do aresztu, gdzie miał czekać na przybycie swojego adwokata. 
Paulina faktycznie w obawie przed odsiadką zaczęła składać już zeznania jeszcze przed wizytą prawnika. Na koniec dodała myśląc, że to będzie miało jakoś wpływ na jej wyrok. 
- Ale to wszystko wina Dobrzańskich. 
- Droga pani proszę to zostawić dla sądu.

Wpadł do domu swojego kuzyna i nawet nie witając się od razu dopytywał ciotkę, gdzie jest Paweł. 
- Poszedł do sklepu, zaraz powinien wrócić - odparła starsza kobieta - a czy coś się stało, że tak pilnie szukasz Pawełka? - dopytywała. 
- A no stało. Paweł napadł kilka dni temu kobietę na przystanku - odpowiedział zgodnie z prawdą Bartek. 
- Mój Pawełek na pewno tego nie zrobił. Coś musiało ci się pomylić - mówiła ciotka.
- Cześć Bartek, co cię sprowadza? - usłyszał niemalże zaraz po tym jak siostra jego matki skończyła. 
- Ty kretynie - padło z ust Bartka - mamy do pogadania - dodał. 
- To może chodźmy do mojego pokoju - zaproponował. 
- Wczorajszego dnia miałem bardzo ciekawą rozmowę i zgadnij co takiego się dowiedziałem? - zaczął Bartek kiedy tylko przekroczyli próg pokoju. 
- Że wreszcie zostaniesz tatusiem? - rzucił z głupim uśmieszkiem na twarzy. 
- Ty faktycznie jesteś debil czy tylko udajesz? - zastanawiał się na głos Bartek. 
- A możesz jaśniej, bo chyba nie bardzo kumam - dopytywał kuzyn. 
- Posłuchaj mnie, bo nie zamierzam się powtarzać. Najdalej do jutra Ula ma odzyskać wszystkie skradzione przez ciebie jej rzeczy - Paweł spojrzał na kuzyna z jakimś dziwnym niedowierzaniem, że ten wie o tym napadzie -co ty myślałeś, że nie dojdzie do mnie twój wybryk? 
- Bartek nie przesadzaj. Przecież cóż takiego się stało. Na biedną nie trafiło - tym ostatnim zdanie wręcz wyprowadził swojego kuzyna z równowagi. Dąbrowski zacisną pięść i już miał go zdzielić, ale postanowił użyć jeszcze innego argumentu. 
- W przeciwnym wypadku sprawa trafi na policję, a ty do pierdla. Ciekawe co na to powie twoja matka. 
- Nie zrobisz tego. 
- A chcesz się przekonać? - chyba to poskutkowało, bo ten odparł. 
- No dobra oddam jej torebkę i to co tam było, oprócz gotówki jaką miała. Bo sam jej już nie mam. 
- Ile tego było? - drążył temat Dąbrowski. 
- Dwa i pół tysiąca - Bartek złapał się za głowę. Zastanawiał się jak to rozwiązać. Był pełen obaw, czy Marek wraz z Maćkiem nie zgłoszą sprawy na policję, bo w końcu nie wszystko zostanie oddane. Postanowił wracając do domu wejść do Maćka i z nim pogadać. 
- Dobra masz jej oddać to co masz. Oby tylko nie zgłosili mimo wszystko sprawy na policję - mówił. 
- Nie przesadzaj - mówił z kompletną beztroską Paweł. Najwyraźniej niewiele sobie z tego robił. 
Już miał wychodzić kiedy zatrzymała go ciotka, wyglądała tak jakby słyszała całą ich rozmowę i była przerażona tym czego się dowiedziała. Nie miała pojęcie, że jej syn stał się zwykłym bandytom. 
- Bartuś proszę cię pomóż mu. Ja obiecuję, że on więcej czegoś takiego nie zrobi - ten pokręcił tylko głową, że nie wierzy w coś takiego. 
- Ciociu ja postaram się jakoś to załatwić. Ale nie wierzę, że on się zmieni. 
- Dlaczego tak myślisz? - dopytywała kobieta. 
- Bo on nie widzi niczego złego w swoim postępowaniu - odparł zgodnie z prawdą. 
Pół godziny później Bartek stał przed domem Szymczyków i rozmawiał z Maćkiem. Opisując cały przebiegł rozmowy z kuzynem.
- On wszystko odda co ukradł. Oprócz pieniędzy, bo ich już nie ma. 
- Bartek, ale nas to nie obchodzi. Ten twój kuzyn ma zwrócić wszystko co do grosza. 
- Ale on nie ma nawet roboty aby móc jej oddać to w częściach - próbował jakoś wybrnąć z tej sytuacji Bartek, chociaż zdawał sobie sprawę, że marne szanse. 
- Powiedziałem nie obchodzi mnie to - usłyszał w odpowiedzi. 
Dąbrowski opuścił podwórko sąsiadów i udał do swojego domu. Tam jego matka zauważyła niewyraźną minę syna. Dopytywała w czym rzecz jednak ten początkowo nie zamierzał nic mówić. Lecz pani Dąbrowska nie odpuszczała, aż ten w końcu opowiedział jej o tym co się wydarzyło. 
- Bartuś musimy mu jakoś pomóc, bo jego matka tego nie przeżyje jak Paweł trafi do więzienia - mówiła kobieta. 
- A niby jak chcesz mamuś to zrobić? - dopytywał. Matka mu nie odpowiedziała od razu. Ale już przy kolacji położyła przed synem kopertę, a na jego zdziwione spojrzenie odparła. 
- To są pieniądze, które zbierałam na czarną godzinę. Zanieś im te pieniądze. 
- Ale mamuś...- chciał coś powiedzieć. 
- Synek nie ma żadnego, ale, to nasza rodzina i w trudnych sytuacjach należy sobie pomagać - odparła. 
- W porządku skoro tak postanowiłaś, to niech tak będzie - odparł, ale w środku aż się w nim gotowało ze złości na kuzyna.
- Co za kretyn - myślał. 

Następnego dnia popołudniu w domu rodziny Cieplaków rozległo się pukanie do drzwi. Ula w tym czasie siedziała w swoim pokoju rozmawiając z Markiem przez komunikator. 
- Przepraszam cię Marek, ale ktoś puka. Poczekaj chwilę zobaczę kto i zaraz wrócę - zwróciła się do Dobrzańskiego. 
- Wcale nie musiałaś nasyłać na mnie innych, zwłaszcza mojego kuzyna - wysyczał przez zęby Paweł po tym jak zwrócił nie swoją własność. 
- Ja nikogo nie nasyłałam - odparła i już miała zamykać drzwi kiedy ten wsunął między nie a futrynę nogę i dodał. 
- Jeszcze mnie popamiętasz. 
Ula wróciła do pokoju i chciała zacząć kontynuować rozmowę, ale Markowi coś nie dawało spokoju. 
- Ula czy wszystko w porządku? 
- Tak, a czemu pytasz - odpowiedziała.
- Bo wyglądasz jakby coś się złego stało - nie chciała mu nic mówić, ale ten nie odpuszczał aż w końcu nie wytrzymała i opowiedziała kto był.
- Był Paweł oddając co mi ukradł, ale na koniec powiedział, że jeszcze go popamiętam. Marek ja się go boję - wyszlochała na koniec. 
- Ula tym razem powinnaś pójść na policję i zgłosić to - sugerował junior Dobrzański. 
- Ale...
- Nie ma żadnego "ale". Ja jeszcze dzisiaj przyjadę i pójdziemy razem. Nie można tego tak zostawić. Najdalej za godzinę powinienem być u ciebie. Czekaj na mnie w domu - ta chciała zaprotestować, ale Marek był nieugięty. 
Około dwóch godzin później Ula wraz ze swoim przyjacielem siedziała na komendzie składając doniesienie na Pawła. Opowiedziała jak doszło do napadu oraz kto jest napastnikiem. 
- A może pani opisać co było w torebce? - dopytywała policjantka. 
- Telefon, karta do bankomatu, którą zaraz zgłosiłam do zablokowania, dowód osobisty oraz gotówka w kwocie dwóch i pół tysiąca złotych - wymieniła. Odpowiedziała na kilka innych pytań a na koniec dodała.
- Dzisiaj przyszedł do mnie aby mi zwrócić to co mi ukradł podczas tego napadu, a na koniec odgrażał się, że go popamiętam. 
Policjantka wszystko spisała, wydrukowała i dała Uli do podpisu, po czym obiecała zająć się tym niezwłocznie. 
- Dziękuję ci, że byłeś tu razem ze mną - odezwała się Cieplak kiedy już wyszli z komisariatu. 
- Nie ma za co Ula, w końcu jesteśmy przyjaciółmi - odparł - zrobisz mi pysznej kawy i będziemy kwita - dodał żartobliwie. 
- Nie ma problemu. W takim razie zapraszam do nas. Tato też się ucieszy z twojej wizyty - mówiła. 
Szli spacerkiem ramię w ramię i każde z nich doszło do bardzo dziwnie podobnych wniosków. Ale żadne nie powiedziało tego nagłos. Marek do Warszawy wracał dość późnym wieczorem.
- Dobrzański co się z tobą dzieje? - rozmyślał jadąc do domu - coraz częściej tęsknię za nią, kiedy tylko jej nie widzę. Pragnę chronić ją przed całym złem tego świata. 
CDN...