Marek
wyszedł z firmy kilka minut przed siedemnastą. Dochodząc do
swojego auta widział samochód Sosnowskiego zaparkowany w tym samym
miejscu od rana. Otworzył pilotem swoje auto wsiadł i wyjął
telefon z wewnętrznej kieszeni marynarki aby wykonać połączenie z
numerem alarmowym.
-
Dzień dobry nazywam się Marek Dobrzański – przedstawił się po
tym jak usłyszał głos z drugiej strony i zaczął wyjaśniać w
jakim celu jest to połączenie oraz co zamierza zrobić. Dyspozytor
próbował przekonać Dobrzańskiego do pozostania w miejscu, gdzie
obecnie się znajduje, lecz ten nie miał zamiaru wykonać tego.
-
Rozumiem, że pana nie przekonam do pozostania na miejscu i
poczekania na odpowiednie służby – usłyszał Marek.
-
Tłumaczę panu, że tylko tak mogę zapewnić mojej dziewczynie
bezpieczne opuszczenie firmy i udanie do domu moich rodziców –
tłumaczył coraz bardziej poirytowany prezes.
-
No dobrze, ale proszę się nie rozłączać i sukcesywnie mnie
informować o sytuacji – rzekł dyspozytor.
Marek
przełączył w telefonie na tryb głośnomówiący i powoli włączył
się do ruchu. Spojrzał we wsteczne lusterko by mieć pewność co
do zachowania doktorka i nie pomylił się, Sosnowski ruszył chwilę
później. Marek całą drogę widział jak doktorek za nim jedzie.
Dojechali na Sienną, a tam już czekali funkcjonariusze policji.
Sosnowski niczego nie podejrzewający zaparkował kilka miejsc dalej
niż Dobrzański.
-
Policja proszę wysiąść z pojazdu – nagle usłyszał przez
otwartą szybę
Piotr.
Piotr.
-
To chyba jakaś pomyłka – mówił Sosnowski.
-
Mamy informację, iż prześladuje pan od rana nijakiego Marka
Dobrzańskiego – padło z ust policjanta.
-
To jakiś nonsens. Nie znam żadnego Marka Dobrzańskiego –
próbował wymigać się.
-
A to ciekawe. Bo mamy informację iż był pan w firmie tego pana i
po jego wyjściu z pracy cały czas jechał za nim – mówił pewnym
głosem funkcjonariusz.
-
Ja nikogo nie śledzę – nadal szedł w zaparte Sosnowski.
-
Wobec tego w jakim celu pan tu przyjechał? - padło pytanie.
-
A to już moja prywatna sprawa – odparł butnie – jeszcze jakieś
pytania? Jeśli nie to żegnam panów – dodał i wsiadł ponownie
do auta i odjechał.
Całej
tej sytuacji przyglądał się z daleka Dobrzański i był wściekły
na policję. Wiedział również, że nie może odjechać spod
swojego domu własnym autem. Zadzwonił po taksówkę, która
przyjechała po niespełna pięciu minutach.
-
Ula wychodzimy. Marek już pojechał, a ten pajac ruszył za nim –
usłyszała Ula Sebastiana.
-
Mam nadzieję, że nic się nie stanie – mówiła zmartwionym
głosem Cieplak.
Z
firmę opuścili tylnym wyjściem. Sebastian, gdy tylko Marek
odjechał przestawił swoje auto właśnie tam. Po pół godzinie już
parkowali na podjeździe przed domem Dobrzańskich seniorów.
Olszański
już miał nacisnąć dzwonek, gdy drzwi otworzyła im Helena i
zaprosiła ich do środka. Sebastian nie chciał przeszkadzać.
-
Sebastian nie przeszkadzasz. Wchodź, Marek już dzwonił i mówił,
że będzie za jakiś kwadrans.
-
Witam – usłyszeli za sobą donośny głos prezesa seniora.
-
Dzień dobry – odpowiedzieli jednocześnie Ula z Sebastianem.
Weszli
do salonu, a kilka minut później na stole gosposia państwa
Dobrzańskich już stawiała kawę oraz ciasto.
-
Proszę częstujcie się – zachęcała Helena.
Detektyw
od chwili wyjścia z F&D zaczął działać. Tego samego dnia
miał już kilka zdjęć świadczących o nękaniu Uli przez
Sosnowskiego. Doktorek po odjechaniu sprzed bloku Marka skierował
się w kierunku zamieszkania Uli. Tam spędził jakiś czas, a w
międzyczasie wykonał jakieś połączenie. Tego do kogo dzwonił
okazać miało się następnego dnia.
-
Witajcie, już jestem – usłyszeli radosny głos Marka wchodzącego
do salonu. Podszedł do ojca i uściskiem dłoni przywitał się z
nim, matkę ucałował w policzek.
-
Tato i jak zgodzisz się na zastąpienie mnie jutro i w poniedziałek?
- pytał Marek ojca.
-
Oczywiście synu. Jedźcie spokojnie – odparł mu senior i wręczył
klucze do domku w Karkonoszach, który był własnością
Dobrzańskich od kilku lat. Niewielki drewniany domek położony w
Karpaczu z widokiem na malownicze góry.
-
Marek, ale ja nie mogę wyjechać ot tak – mówiła Ula.
-
Skarbie, tu chodzi o twoje bezpieczeństwo – mówił Marek – Ula
on ma rację. Do czasu jak nie przyskrzynią doktorka powinnaś
wyjechać – poparł Marka Sebastian.
-
Ale moja rodzina o niczym nie wie.
-
Ula nie ma żadnego „ale”. Zadzwonisz do taty i powiesz mu o
wyjeździe jednocześnie prosząc, aby nikomu nic nie mówił –
wyjaśnił jej Marek.
W
końcu Ula uznała, że Dobrzański ma rację. Poprosiła go o
użyczenie telefonu i zadzwoniła do ojca.
-
Córcia a dlaczego ty dzwonisz z zastrzeżonego numeru? - dopytywał
pan Cieplak.
-
Dzwonię z telefonu Marka. Tato posłuchaj ja muszę na jakiś czas
wyjechać, nie będę mieć przy sobie telefonu. Proszę cię również
abyś nikomu nie mówił, że wyjechałam. Nawet dzieciakom. Wszystko
to spowodowane jest tym prześladowaniem mnie przez Piotra. A pomaga
mu w tym nikt inny jak Bartek – tłumaczyła ojcu.
Ta
informacja zszokowała jej ojca. Ale na prośbę córki miał nic nie
wspominać Dąbrowskiej, że wie co robi jej syn, do czasu jak nie
będą mieć wystarczająco dużo dowodów na jego współpracę z
Sosnowskim.
Ula
opowiedziała mu również o tym co działo się ostatnio i do czego
posunął się Piotr. Przyznała się również do zwolnienia z pracy
oraz, że wróciła do Marka, kocha go i jest z nim szczęśliwa. Ta
ostatnia informacja o dziwo nawet ucieszyła Józefa co wyraził to.
-
Cieszę się córcia. Wiem co kiedyś ci zrobił wraz z tym swoim
kolegą, ale gdy był tu widziałem jak bardzo przykro z tego powodu.
A z jego oczu można było wyczytać wielką miłość do ciebie –
słowa ojca pozwoliły jej upewnić się co słuszności podjętej
decyzji. Ona również widziała w oczach Marka miłość i
wiedziała, że się zmienił.
A
podczas ostatniego spotkania z Violettą dowiedziała się co
porabiał Marek przez ten czas, gdy nie byli razem. Kubasińska
oczywiście nie omieszkała również opowiedzieć jej o kłótni obu
panów i pochwalić się kto pomógł im w pogodzeniu się.
-
Dziękuję ci Viola, że pomogłaś im w pogodzeniu się – mówiła
Ula.
-
Nie ma za co. Szkoda by było takiej przyjaźni – odpowiedziała
jej Kubasińska.
-
Dokładnie tak. Przecież oni przyjaciółmi są od tak dawna –
poparła koleżankę Cieplak.
Następnego
dnia po nocy spędzonej w domu rodzinnym Dobrzańskiego oboje młodzi
wyjechali w góry. Tam wspólnie mieli spędzić cztery dni, a
później młody prezes miał wrócić do Warszawy. Do tego czasu
detektyw miał zebrać jak najwięcej dowodów przeciwko Piotrowi
oraz Bartkowi. Ten pierwszy stawał się coraz bardziej poirytowany
brakiem jakichkolwiek informacji gdzie przebywa Ula. W domu jej nie
było, dowiedział się również o odejściu z pracy, a telefon
wciąż był wyłączony.
-
Mów, że wiesz gdzie ona jest – krzyczał do słuchawki na
Dąbrowskiego.
-
Rozmawiałem z matką, a ta twierdzi, że ona powinna być w
Warszawie – odpowiadał mu Bartek.
-
Ale jej nie ma w tych miejscach co powinna – burczał doktorek.
Podróż
do Karpacza trwała nieco pięć godzin. Oboje cieszyli się z tego
wspólnego wyjazdu, chociaż Ula z tyłu głowy miała cały czas
prawdziwy powód tego wyjazdu. Obawiała się również czy czasem
Piotr nie posunie się do czegoś gorszego i nie zrobi nic jej
rodzinie. A miała ku temu powody aby tym się martwić, bo znała
doskonale Dąbrowskiego.
-
Ula nie martw się, zobaczysz wszystko będzie dobrze – mówił.
-
Marek, ale jak ja mam być spokojna? Sam wiesz jaki Bartek potrafi
być nieobliczalny – odpowiedziała.
- Kochanie obiecuję ci, że nic im złego się nie stanie. Jestem w stałym kontakcie z twoim tatą oraz Maćkiem - próbował ją uspokoić Marek, chociaż sam zastanawiał się czy oni są bezpieczni.
Ten wspólny wyjazd pozwolił im również na wiele rozmów związanych z nimi samymi. Ula pozwoliła Markowi na wyjaśnienie wszystkiego od początku, ale i ona miała mu sporo do powiedzenia.
- Ula ja czekałem w szpitalu na ciebie, a gdy nie przyszłaś było dla mnie jednoznaczne, że wybrałaś Piotra - mówił ze smutkiem w głosie.
- Byłam w szpitalu, ale Paulina mi powiedziała, że nie chcesz mnie widzieć. A o ten wypadek oskarżyłeś poniekąd mnie - mówiła, widząc zdziwioną minę Dobrzańskiego pospieszyła z wyjaśnieniami - ponoć powiedziałeś jej, że ten wypadek był przez to iż kazałam ci pracować całą noc.
- A ty jej uwierzyłaś? - odezwał się zszokowany takimi wieściami.
- Tak była bardzo przekonywująca. Wyszłam wówczas ze szpitala rozstałam się z Piotrem i poszłam do pobliskiego parku usiadłam na ławce. Wtedy zrozumiałam, że straciłam cię na zawsze - mówiła płacząc. Marek przysunął się do niej i zamknął w swych ramionach. Rozumiał co ona musiała czuć po tym jak potraktowała ją Febo przecież on również uwierzył Sosnowskiemu, gdy ten mówił o ich wspólnym wyjeździe do Bostonu.
- Kochanie obiecuję ci, że nic im złego się nie stanie. Jestem w stałym kontakcie z twoim tatą oraz Maćkiem - próbował ją uspokoić Marek, chociaż sam zastanawiał się czy oni są bezpieczni.
Ten wspólny wyjazd pozwolił im również na wiele rozmów związanych z nimi samymi. Ula pozwoliła Markowi na wyjaśnienie wszystkiego od początku, ale i ona miała mu sporo do powiedzenia.
- Ula ja czekałem w szpitalu na ciebie, a gdy nie przyszłaś było dla mnie jednoznaczne, że wybrałaś Piotra - mówił ze smutkiem w głosie.
- Byłam w szpitalu, ale Paulina mi powiedziała, że nie chcesz mnie widzieć. A o ten wypadek oskarżyłeś poniekąd mnie - mówiła, widząc zdziwioną minę Dobrzańskiego pospieszyła z wyjaśnieniami - ponoć powiedziałeś jej, że ten wypadek był przez to iż kazałam ci pracować całą noc.
- A ty jej uwierzyłaś? - odezwał się zszokowany takimi wieściami.
- Tak była bardzo przekonywująca. Wyszłam wówczas ze szpitala rozstałam się z Piotrem i poszłam do pobliskiego parku usiadłam na ławce. Wtedy zrozumiałam, że straciłam cię na zawsze - mówiła płacząc. Marek przysunął się do niej i zamknął w swych ramionach. Rozumiał co ona musiała czuć po tym jak potraktowała ją Febo przecież on również uwierzył Sosnowskiemu, gdy ten mówił o ich wspólnym wyjeździe do Bostonu.
CDN...
