piątek, 10 sierpnia 2018

ZAKAZANY OWOC część V

Od wyjazdu Uli minęły już dwa tygodnie, a Marek coraz bardziej uświadamiał sobie jak bardzo mu jej brakuje. Czasami łapał się na tym, że tęsknił. Ta cała sytuacja nie dawała mu spokoju. Do tego wszystkiego nie miał pojęcia czy Ula faktycznie odejdzie z firmy czy też nie. Wiele razy chciał do niej zadzwonić, ale przecież musiał uszanować jej prośbę. Jednego razu chodzącego go po biurze zastał Sebastian. Chociaż chodzącego to mało powiedziane, on się miotał jak dzikie zwierzę zamknięte w klatce. 
- Co ty tak chodzisz w te i z powrotem? - dopytywał kadrowy
- Bo to wszystko mnie zaczyna przerastać. Już sam nie wiem co mam robić i co o tym myśleć - mówił junior
- Możesz jaśniej. Bo nic nie rozumiem. O czym ty mówisz? - pytał Olszański nie bardzo mogąc pojąć zachowania przyjaciela. 
- Od kiedy Ulka poszła na ten urlop coś dziwnego zaczęło się dziać ze mną. Przestałem chodzić do klubu, upijać się, ba nawet nie pociągają mnie żadne panny. Ostatnio łapę się na tym, że tęsknię, a gdy zamykam oczy to widzę... - przerwał tak jakby zastanawiał się nad tym co chce powiedzieć
- Jak zamykam oczy to widzę... - powtórzył po nim Seba próbując wyciągnąć od Marka to czego sam był pewien
- To widzę Ulę. To staje się jakąś obsesją - mówił dyrektor
- Ja ci powiem co to jest. I mogę cię zapewnić, że to nie jest obsesja przyjacielu, tylko najzwyczajniej w świecie nazwa się to miłość - mówił pewien swego Sebastian - i nie zaprzeczaj bo wiem co mówię. To wszystko co opowiedziałeś jest objawem miłości. I jak mniemam prawdziwej miłości. Spójrz, a raczej przypomnij sobie jak zachowywałeś się będąc z Pauliną. Ciągłe zdrady, włóczenie się po pubach. I jakoś dziwnie zaprzestałeś tego wszystkiego gdy rozstałeś się z Febo, a Ulka wyjechała - mówił dalej Olszański nie pozwalając dojść do głosu Markowi, który najwyraźniej próbował zaprzeczyć temu co mówił przyjaciel .
Tę ich rozmowę przerwał dźwięk telefonu. Marek odebrał, ale tak jak i poprzednim razem nikt się nie odezwał.
- Kto to? - odezwał się Sebastian
- Nie wiem. Już od kilku dni ktoś dzwoni, a jak odbiorę to nikt się nie odzywa i po chwili się rozłącza - odpowiedział Marek.
Sebastian siedział i widać było, że nad czymś się zastanawia. 
- A od kiedy dokładnie są te telefony? - odezwał się kadrowy - pytam bo to jest dziwne - dodał 
- Od ... - próbował sobie przypomnieć Dobrzański - wiesz nie pamiętam, ale już od dłuższego czasu - odpowiedział - chyba pierwsze takie telefony zaczęły się jakiś tydzień temu. A czemu pytasz?
- Marek nie wydaje ci się to dziwne? Ktoś do ciebie wydzwania, ktoś inny niszczy ci auto przez przebicie dwóch opon. Coś tu jest nie tak - mówił wyraźnie zaniepokojony przyjaciel
- Nie, no co ty. Nie dorabiaj własnej ideologii do tego - mówił Marek, bagatelizując słowa Sebastiana. 
Dobrzański nie widział związku między tymi głuchymi telefonami, a uszkodzeniem auta. Lecz Sebastianowi  to nie dawało spokoju. Słowa przyjaciela nie co go zaniepokoiły. Miał jakieś nie jasne przeczucia, że może stać się coś złego.

- Aleks musimy coś zrobić. Bo za chwilę znajdziemy się na bruku. Dzisiaj znowu był u ciebie ten facet - mówiła Paulina siedząc w gabinecie swego brata

- Wiem sorella. Ale widzisz ten idiota nawet nie chce słyszeć o tym aby oddać ci ten dom - mówił Febo 
- Może ja z nim porozmawiam - zaproponowała panna Febo
- Jak chcesz, ale wątpię aby coś to dało. Sama słyszałaś co mówił - mówił niezbyt przekonywająco 

- Marek możemy porozmawiać? - zapytała Febo po wejściu do biura byłego narzeczonego. Jej ton głosu był jakiś dziwny, inny. Lecz Marek doskonale znał swą byłą i wiedział doskonale. Jeśli czegoś chce to potrafi być nad wyraz miła i uprzejma. Wręcz ociekająca miodem.

- Słucham - odezwał się 
- Wiesz jak jestem przywiązana do tego domu... - zaczęła, lecz Marek nie dał jej dokończyć mówiąc
- Nie, nie oddam ci tego domu. Sądziłem, że jasno się wyraziłem poprzednim razem. I zdania nie zmienię.
- Jesteś cham i prostak - odezwała się Paulina
- Może i tak. Ale uczyłem się od najlepszych. A teraz jeśli to koniec, to proszę abyś opuściła ten gabinet i pozwoliła mi popracować - odpowiedział Dobrzański 
Ta opuszczając jego gabinet jeszcze coś tam wyzywała pod nosem. On tego nie słuchał. 

Natomiast dwieście pięćdziesiąt kilometrów od Warszawy we wsi Pilec. Życie jakby zwolniło. Ula w końcu wyciszyła się. Zaczęła częściej się uśmiechać. Chociaż w jej głowie i sercu  wciąż był brunet o oczach górskiego lodowca. Po wielu godzinach rozmyślań zdecydowała nie zwalniać się z pracy. 

- Może i babcia ma rację. I moje marzenie się spełni. Tym bardziej, że Viola wspominała, że Marek rozstał się z Febo. A ta praca jest mi...nam potrzebna. Dzięki niej i mnie i mojej rodzinie żyje się lepiej - rozmyślała. 
Owszem związek z Markiem to było tylko jej marzenie. O pięknej, niczym nie zmąconej miłości. O szczęściu przy boku tego jednego jedynego. Do końca jej urlopu pozostały jeszcze nie całe dwa tygodnie. Postanowiła ten czas spędzić bardziej aktywnie. 
Zwiedziła Mrągowo gdzie obejrzała "Kamienicę rabina" - gdzie do 1938 roku mieszkał ostatni mrągowski rabin żydowski, "Wieżę Bismarck" oraz wiele innych atrakcji turystycznych. Trafiła nawet na festyn, który odbywa się tam co roku "Piknik Country", gromadząc wielu artystów. Tego dnia wróciła dosyć późno, lecz nie żałowała. Sama przed sobą potrafiła przyznać, iż świetnie się bawiła. Zwiedziła również Biskupiec i jego bogatą ofertę atrakcji turystycznych. Wszak wiele razy odwiedzała te wszystkie miejscowości mazurskie. Lecz za każdym razem odkrywała coś nowego. Odpoczęła i czuła, że właśnie tego potrzebowała. Mimo tak spędzanego czasu ona nadal myślała o Marku. Czasami była zła sama na siebie. Chociaż usilnie starała się nie myśleć, to miała wrażenie jakby w takich razach było odwrotnie i ze zdwojoną siłą powracają myśli o nim.

W stolicy czas płynął swoim rytmem. Każdy był zajęty swoimi sprawami i życiem. Chociaż nie do końca wyglądało to tak sielankowo. Bo był ktoś kto usilnie próbował zrealizować swój nikczemny plan. Mianowicie Aleksander Febo mając nóż na gardle, a do tego wielka chęć zemsty za przeszłość popychała go do tego wszystkiego. 

Okazało się bowiem, iż ten geniusz ekonomii jak mawiał o sobie sam Febo miał poważne problemy finansowe. Gra na giełdzie zawsze wiązała się z ryzykiem, które podjął Febo. Jego pycha i pewność siebie zgubiły go. Przez co stracił niemal cały dorobek swojego życia. To wszystko spowodowało, że stracił swój własny dom. Miał nie za wiele czasu aby opuścić dom, w którym mieszkał dotychczas. I doszedł do wniosku, że dom Marka będzie najlepszym miejscem do zamieszkania. Do tego dochodziła wielka chęć zemsty za to co zrobił mu młody Dobrzański przed laty. A to rozstanie jego siostry z juniorem było tylko mu na rękę. Nie przewidział tylko oporu ze strony swojego odwiecznego wroga.
Wszedł do jakiejś obskurnej knajpy gdzieś na obrzeżach Warszawy, rozejrzał się, po czym podszedł do jednego ze stolików 
- Witam panów. Jakoś nie widzę postępów w panów działaniu. On nadal nie zamierza opuścić tego domu - odezwał się Febo gdy tylko zajął miejsce obok jednego z nich
- Spokojnie. Proszę pozwolić nam działać po swojemu - mówił jeden z mężczyzn
- Ale ja nie mam czasu. Proszę tę sprawę załatwić w jak najkrótszym czasie - rzekł Febo wyciągając z wewnętrznej kieszeni marynarki kopertę i podając jednemu z nich - mam nadzieję, że to zmotywuje was do lepszej pracy. I w niedługim czasie zobaczę efekty tej pracy - dodał po czym pożegnał się i opuścił lokal.
Marek nieświadomy niczego postanowił wyremontować cały dom i jednocześnie pozbyć się wszystkiego co przypominałoby jego byłą narzeczoną. Wynajął ekipę mającą doprowadzić ten dom do takiego stanu jaki jemu odpowiadał. Meble, które pozostały postanowił sprzedać wystawiając je na portalach internetowych. Miał dosyć dużo szczęścia bo większość tych mebli sprzedała się niemalże od ręki. To co pozostało postanowił na jakiś czas umieścić w garażu. 
Od rozmowy Marka z Sebastianem minął niemal tydzień.Gdy ten pierwszy w końcu zrozumiał, że ta cała tęsknota to nic innego tylko miłość. Jak już doszedł do tego był gotów nawet jechać do Rysiowa i prosić państwa Cieplak o adres Uli. Chciał jej to wyznać. Zwierzył się z tego swojemu przyjacielowi lecz tamten próbował studzić te jego zapędu mówiąc
- Nie bądź w gorącej wodzie kąpany. Sam mi mówiłeś, że prosiła cię abyś dał jej spokój. Więc uszanuj to. Ona wraca już nie długo i wtedy wszystko sobie wyjaśnicie. 
- Może i masz rację - odparł Dobrzański
- A tak z innej beczki. Te dziwne telefony to ustały? - odezwał się kadrowy 
- Tak od kilku dni jest spokój - odpowiedział Marek. Co nie do końca było prawdą, rzeczywiście było ich znacznie mniej, ale jednak były. Skłamał aby przyjaciel znów nie wysnuwał dziwnych podejrzeń. 
CDN...

czwartek, 2 sierpnia 2018

ZAKAZANY OWOC część IV

W związku ze smutną dla mnie w dniu jutrzejszym uroczystością już dzisiaj dodaję nową część. Z tego też powodu na wszystkie komentarze z dnia jutrzejszego będę odpowiadać dopiero w sobotę popołudniu bądź też w niedzielę.  
Pozdrawiam 



Drogi Marku
Wiem, że to co powiem wykracza poza relacje szef-podwładny ale sam prosiłeś o szczerą wypowiedź na swój temat. Na temat Marka Dobrzańskiego - człowieka, a nie Marka Dobrzańskiego - dyrektora. Znamy się trzy miesiące. Nie wiem ile to minut, ale zdążyłam w tym czasie zobaczyć, że jesteś człowiekiem, który potrafi myśleć o innych, cieszyć się życiem, rozumieć czyjeś kłopoty, wspierać w potrzebie i wiele podobnych rzeczy, które bardzo w tobie lubię. Ale kiedy jestem świadkiem rzeczy na, które się nie godzę, i kiedy widzę, że człowiek którego darzę szacunkiem, a przynajmniej chciałabym darzyć. Robi rzeczy niegodne szacunku, nie mogę milczeć. Muszę powiedzieć, że jesteś świnią. Bo świnia, to przecież świnia, a nie kanarek. Nie podoba mi się, że mimo tylu trudnych historii i tylu naszych rozmów, które jak się okazuje natychmiast zapominasz. Ja pamiętam wszystkie. Nadal brniesz w świństwa, które sprawiają przykrość nie tylko tym którym je wyrządzasz. Ale także tym którzy w ciebie wierzyli. I jeszcze chcą wierzyć. Zastanów się co wybierasz. Czy chcesz żyć w prawdzie, czy w kłamstwie. Czy z Pauliną, czy z kimś innym. Czy chcesz być sobą, czy świnią.
                                                                          Ula

Skończył czytać, ale nie wiedzieć czemu miał nie jasne przeczucie, że to nie jest wszystko co chciała mu powiedzieć. Ale na to aby się dowiedzieć musiał poczekać. Ale czy ona zechce mu powiedzieć? 

Wchodząc do sekretariatu po wspólnym lunchu z Sebastianem usłyszał fragment rozmowy telefonicznej swojej sekretarki
- Ulka, ale jak to chcesz się zwolnić z pracy?
- ...
- Proszę, zastanów się jeszcze 
- ...
Dalej nie słuchał. Wszedł do gabinetu i  zasiadł przy biurku, zastanawiając się nad tym co usłyszał. Zaczął się utwierdzać iż Ula nie powiedziała, a raczej nie napisała mu wszystkiego w tym liście. Chwycił za telefon i wybrał jej numer, lecz ona nie odbierała. Próbował jeszcze kilka razy, ale bezskutecznie. 
- Viola możesz przyjść do mnie - powiedział przez słuchawkę do sekretarki. Długo nie czekał, a ta już wchodziła do jego gabinetu
- Usiądź - wskazał jej fotel - najpierw chciałem cię przeprosić, ale usłyszałem jak rozmawiałaś z Ulą. Czy możesz mi powiedzieć, czy to prawda, że ona chce się zwolnić z pracy? 
- Tak to prawda. Lecz nie wiem dlaczego - odparła zgodnie z prawdą kobieta 
- Dziękuję ci Viola, możesz wrócić do siebie - odparł
Po rozmowie z Violą był jeszcze bardziej przekonany, że coś jest na rzeczy. 
- A może Seba ma rację. Może ona naprawdę się we mnie zakochała. Widząc, że nie jestem wolny, wolała odejść z firmy. Ale ja jej nie kocham. Owszem tęsknię za nią. Uwielbiam z nią rozmawiać, przebywać w jej towarzystwie. Jest  taka inna od Pauliny i tych wszystkich kobiet, z którymi się spotykałem do tej pory. Z nią mogę porozmawiać o wszystkim - rozmyślał, nadal nie dopuszczając do siebie tej oczywistej rzeczy, a mianowicie, to że on ją również kocha.  
Te jego rozmyślania przerwało energiczne otwarcie drzwi, a w nich ujrzał swoją byłą 
- Czy ty możesz pukać. To nie obora - mówił poirytowany 
- Będę wchodzić jak mi się podoba, to również moja firma. Że nie jesteśmy już parą nie oznacza, iż odeszłam z firmy - odparła z zadartym do góry nosem i wyniosłym tonem
- Przyszłaś w jakiejś konkretnej sprawie? - dopytywał młody Dobrzański
- Tak, chciałam abyś był dzisiaj późnym popołudniem, a nawet już wieczorem w domu. Nie zabrałam wszystkiego. Przyjechałabym razem z Aleksem - odpowiedziała
- Dobrze będę. Czy coś jeszcze? 
- Nie, to wszystko - odparła i wyszła z jego gabinetu
Reszta dnia minęła mu w miarę spokojnie. 

W gabinecie dyrektora finansowego od dobrych kilku minut toczyła się pewna rozmowa
- Nie martw się sorella, załatwię to - mówił Aleks do Pauliny
- A jeśli on się nie zgodzi, to co? - dopytywała panna Febo
- Już moja w tym głowa, aby się zgodził - usłyszała odpowiedź - i proszę nie martw się tym tak. Zasługujesz na kogoś lepszego niż on - dodał 
- Powiedziałam mu, że przyjedziemy dzisiaj późnym popołudniem, a nawet i wieczorem - dodała
- Dobrze Paula, pojedziemy tam zaraz po pracy, a później zapraszam cię na kolację do "Moskwy" - rzekł upijając łyk burbonu 

Było już po godzinie osiemnastej jak usłyszał dzwonek do drzwi. Poszedł otworzyć wiedząc kogo zastanie z drugiej ich strony i się nie pomylił
- Dzień dobry, proszę wchodźcie - rzekł na przywitanie po otwarciu drzwi
- Zawsze uważałem cię za dupka i takim też jesteś. Ale po tym co chcę ci zaproponować mam nadzieję, że nie okażesz się jeszcze większym - zaczął mówić Febo do Marka gdy jego siostra dopakowywała swoje rzeczy z garderoby
- Zamieniam się w słuch - odparł Dobrzański
- Mianowicie, sądzę iż za te wszystkie lata jakie z tobą była, i za te wszystkie zdrady i upokorzenia, które musiała znosić należy jej się jakaś rekompensata - wyjaśnił Aleks
- Co masz na myśli? - pytał Marek
- Chcę abyś oddał jej ten dom - odpowiedział - mam nawet stosowne dokumenty, które wystarczy abyś podpisał - dodał 
- Ty chyba zwariowałeś. Mam jej oddać coś na co ona nawet złamanego grosza nie dołożyła. A i ten dom kupowali moi rodzice - odparł z oburzeniem junior - w tym domu poza ubraniami i kilkoma meblami nie ma nic co by należało do niej. Więc może zabrać te meble, no i nic więcej - mówił
- Ja tego tak nie zostawię - mówił wściekły Febo - zrujnowałeś moje życie i życie mojej siostry - dodał poirytowany
- Nic mi nie możesz zrobić. A teraz jeśli skończyliście to żegnam - mówił jednocześnie wskazując dłonią kierunek drzwi.
Obydwoje opuszczali ten dom ze wściekłością w oczach. A w głowie Aleksa zaczął już kiełkować pewien plan. Musiał tylko wszystko dokładnie sobie przemyśleć i przeanalizować. W jego mniemaniu ten plan będzie genialny. Na razie nie chciał w to wszystko wtajemniczać swojej siostry. Ona i tak zapewne by tego nie zrozumiała. 


Tym czasem Ula będąc z dala od Warszawy i od niego samego usilnie próbowała zająć swe myśli czym innym. Starała się jak najwięcej pomagać swoim schorowanym już dziadkom. 
- Uleńko kochana widzę, że coś cię trapi. Może mi opowiesz - jednego wieczora siedząc na niewielkiej werandzie zapytała ją babcia
- A takie tam babciu. Z resztą to dość długa i trochę skomplikowana sprawa - odpowiedziała staruszce 
- Wiesz kochana ja mam dużo czasu, a i może będę mogła ci jakoś pomóc, coś doradzić. Z resztą czasem dobre jest takie wyrzucenie z siebie tego co nas gnębi, komuś postronnemu - mówiła spokojnie babcia Uli.
Obie siedziały przez chwilę w milczeniu. Widać Ula potrzebowała zastanowić się nad tym. W końcu zebrała się w sobie i zaczęła opowiadać. Mówiła o Bartku i jego planach wyjazdowych, jak bardzo chciała dostać pracę w F&D. Opowiedziała o Marku i o tym jaki jest przystojny. 
- A najgorsze jest to, że ja go kocham. Lecz ta miłość nigdy się nie spełni. Przecież on ma narzeczoną, a dodatkowo mnóstwo kochanek. Ja nie jestem dla niego zbyt atrakcyjna. Owszem traktuje mnie jak przyjaciółkę, ale ja bym chciała być kimś więcej. Dlatego też wzięłam miesiąc urlopu bezpłatnego, aby móc sobie to wszystko przemyśleć i zastanowić się co dalej. Szkoda mi tej pracy, tym bardziej, że dostałam umowę na stałe. Naprawdę nie wiem co dalej - mówiła ze smutkiem w oczach
- Wiesz moje dziecko, może nie powinnaś rezygnować z tej pracy. Skoro jak mówisz ten ich związek nie ma przyszłości to może jeszcze nie wszystko stracone. A z czasem może i poznasz kogoś innego - mówiła kobieta
- Nie, to nie możliwe babciu. Ja wiem, że tylko z nim mogę być. Więc albo on, albo żaden inny - mówiła Ula, a w jej oczach lśniły łzy. Zawsze tak reagowała na wspomnienie o Marku.
- Skoro tak myślisz. Wiesz powiadają, cierpliwość jest cnotą, a jeśli czegoś bardzo pragniemy zazwyczaj się spełnia. Więc i tobie z czasem dane będzie być szczęśliwą u boku tego jedynego - odpowiedziała jej nieco filozoficznie babcia
Ta rozmowa z babcią dała Uli do myślenia. Może rzeczywiście nie warto rezygnować z pracy, a i z czasem wszystko samo się ułoży. Przecież ona tylko pragnęła być szczęśliwa. Marek nie dawał jej spokoju, codziennie próbował się z nią skontaktować. A ona uparcie nie odbierała od niego telefonów. Chciała chociaż przez miesiąc odpocząć i zastanowić się nad tym wszystkim i podjąć decyzję co dalej. Pewnego dnia te telefony ucichły było to spowodowane odpowiedzią Uli na jego sms-a
- Ula proszę odbierz telefon. Chciałem tylko porozmawiać - pisał Marek nie widząc innego sposobu na możliwość porozmawiania 
- Marek porozmawiamy jak wrócę z urlopu. A teraz proszę abyś mnie nie męczył telefonami. Ula - odpisała na tą wiadomość
- O czym on chce ze mną rozmawiać? Czyżby czegoś się domyślał? Nie, raczej nie. Viola mówiła, że usłyszał fragment naszej rozmowy. To może o to mu chodzi. Może on nie chce abym odchodziła z firmy - zastanawiała się Ula. 
Marek postanowił uszanować jej prośbę. W końcu jej urlop miał trwać jeszcze tylko trzy tygodnie. Przestał więc wydzwaniać, ale z każdym dniem ta jego tęsknota za Ulą zaczynała się nasilać. Nie rozumiał tego. Albo może sam nie chciał się przyznać przed samym sobą. Co do tego, że zakochał się we własnej asystentce. Ostatnio miał dosyć sporo czasu aby przemyśleć i zastanowić się nad własnym życiem. Zaczął dostrzegać jak wiele rzeczy robił źle, jak podle traktował te wszystkie kobiety. 
- Co się ze mną stało. Nigdy taki nie byłem. A może byłem, tylko tego nie dostrzegałem. Ula ma rację muszę się zmienić. Inaczej zostanę sam jak palec. Czy ja tak właśnie chcę skończyć. Kiedyś chciałem założyć rodzinę. Mieć żonę, dzieci wówczas myślałem, że to będzie Paulina. Ale to nie ona jest mi pisana. Skoro nie ona to kto?  - zastanawiał się jednego razu siedząc samotnie w domu. Te jego rozmyślania przerwał dźwięk telefonu. Numer był zastrzeżony mimo to postanowił odebrać
- Halo, słucham
-...
- Halo - odezwał się ponownie gdy nie usłyszał nikogo po drugiej stronie. Chwilę później usłyszał dźwięk przerwanego połączenia. Pomyślał o pomyłce. 
Następnego dnia w porze lunchu spotkał się ze swym przyjacielem i poszli coś zjeść w firmowym bufecie. 
- Coś nie wyraźnie wyglądasz. Dobrze się czujesz? - pytał Olszański 
- Tak, w porządku - odparł Marek, ale jakoś mało przekonywająco. Co nie uszło uwadze tego pierwszego
- Słuchaj, a może wybralibyśmy się po pracy do klubu. Dawno już tam nie byliśmy - odezwał się Sebastian
- Nie mam ochoty. Wiesz od kiedy rozstałem się z Pauliną nie mam jakoś ochoty na te nocne popijawy. Może i mi nie uwierzysz, ale chcę zacząć normalnie żyć - mówił Marek
Olszańskiego nie co zdziwiły słowa przyjaciela, ale w jakimś sensie go rozumiał. On sam czasami miał takie chwile refleksji. 
Chwilę po siedemnastej Marek wyszedł z firmy udając się do swego samochodu. Już miał do niego wsiadać gdy coś go zaniepokoiło. Spojrzał w kierunku lewego tylnego koła. Obszedł jeszcze auto z drugiej strony i tylko zaklną cicho pod nosem. Po czym wyciągnął telefon i zadzwonił po pomoc drogową. W tym czasie na parking nadszedł Sebastian.
- No stary nie wygląda to dobrze. Zawiadomiłeś policję? - mówił Olszański
- Po co? Zapewne jakimś małolatom się nudziło i nic więcej - odparł 
- Może podwiozę cię do domu? - zaproponował przyjaciel
- Nie dzięki. Wezwałem już pomoc drogową. Poradzę sobie - odpowiedział Marek
- No to jak sobie chcesz - rzekł Sebastian po czym pożegnali się. 
Będąc już w domu znów rozmyślał o Uli. Takie chwile zaczęły zdarzać się co raz częściej. Ale i coś dziwnego działo się z nim. Już nie bawiły go wypady do knajp, upijanie się czy jednorazowy seks z przygodnie poznaną panną w klubie. 
CDN...

piątek, 27 lipca 2018

ZAKAZANY OWOC część III

- Zanim zacznę proszę abyś mnie wysłuchała do końca. A później oceniła - powiedziała Ula. Kobieta skinęła głową na znak zgody - Tak jak ci mówiłam Marek mnie nie skrzywdził. Ale zacznę może od początku tak będzie lepiej. Zaraz po skończeniu studiów tak naprawdę to nie szukałam pracy. Mówiłam wam tylko, że byłam na rozmowach. Lecz prawda była inna - Magda słuchała tego co mówi jej córka i nie mogła w to uwierzyć, ale nie przerywała tak jak obiecała - to znaczy ja chciałam pracować. Tylko, że w jednej konkretnej firmie i tylko na jednym stanowisku. A mianowicie właśnie w FD i jako asystentka Marka. Kiedy pierwszy raz po odebraniu dyplomów Ela mówiła mi o pracy w tej firmie byłam pesymistycznie nastawiona na to. Ale gdy później weszłam na ich stronę i weszłam w zakładkę "zarząd" zobaczyłam go. I mimo, iż go nie znałam wcześniej moje serce dziwnie przyspieszyło. Od tej pory chciałam tam podjąć pracę. Tak wiem co teraz myślisz mamo. Przecież byłam z Bartkiem. Owszem ale między nami nie układało się już od dawna. A ten jego wyjazd był mi na rękę. Wiedziałam, że związki na odległość się nie sprawdzają. I tak właśnie się stało. Już wtedy gdy jechałam do niego do tych Niemiec miałam zamiar zakończyć to wszystko. A gdy dostałam pracę w FD było to dla mnie jak gwiazdka z nieba. I mimo, że Marek był...jest takim zakazanym owocem ja go kocham. On nic o tym nie wie. Bo on ma narzeczoną. Chociaż ten ich związek jest jakiś dziwny. Jedno nie kocha drugiego. A są ze sobą tylko dla firmy. On ciągle ją zdradza z modelkami i nie tylko. Ja przyjmując się tam do pracy myślałam, że wystarczy jak będę blisko niego. Teraz wiem, że nie wystarczy. Czasami zazdroszczę tym wszystkim kobietom. Bo one mogą się do niego przytulić, poczuć bicie jego serca. Ja nie. I z każdym dniem jest mi co raz trudniej to znosić. Dlatego nie mam pojęcia co dalej. Wiem, że mam mieć przedłużoną umowę. Tylko, że nie wiem jak jeszcze długo dam radę na to wszystko patrzeć. Chciałam się zakochać i aby ktoś pokochał mnie. Ale tak prawdziwie. Myślałam, że może Marek jak mnie pozna to tak się właśnie stanie. Lecz to tylko moje pobożne życzenie, które nigdy się nie spełni. Owszem lubi mnie można by rzec, że jesteśmy nawet przyjaciółmi. Z tym, że mnie to już nie wystarcza - mówiła zalewając się łzami. W końcu  wyjawiła swój sekret. I nagle poczuła się lepiej. Przez chwilę panowała w pokoju cisza.
- Zaskoczyłaś mnie tym wyznaniem Ula - odezwała się Cieplak przerywając tym samym ciszę - Ale skoro to takie dla ciebie trudne może lepiej jak zrezygnujesz z tej pracy. Ja wiem, że to będzie trudne. Lecz gdy nie będziesz tam pracowała to uda ci się o nim zapomnieć. Albo wiesz co gdy zdecydujesz się odejść z firmy to wyjechałabyś do dziadków. Oni ostatnio nie czują się najlepiej. Mogłabyś im trochę pomóc. A i może nie myślałabyś o nim tyle. Na pewno jeszcze poznasz kogoś takiego kto pokocha ciebie a ty jego - mówiła do niej matka
Ula tylko pokręciła głową. Wiedziała, że nie jest i nie będzie wstanie pokochać nikogo innego. Junior Dobrzański całkowicie zawładnął  jej serce i rozum.  Lecz perspektywa wyjazdu wydała jej się czymś sensownym. Nawet przyszedł jej do głowy pewien pomysł. Tylko, żeby Marek się zgodził. Od tej rozmowy z matką minęły kolejne dni. W końcu nastał dzień kiedy to Ula dostała przedłużenie umowy na czas nieokreślony. 
Postanowiła porozmawiać z Markiem. Chociaż obawiała się tej rozmowy. Powodem tej obawy była pewna sytuacja mająca miejsce dwa dni wcześniej. Najpierw Ula była świadkiem kolejnej sprzeczki narzeczonych o kolejną zdradę, a godzinę później natknęła się na Marka i Klaudię jak się obściskiwali w pracowni mistrza Pshemko. Coś w niej wówczas pękło. Najpierw wyszła z pomieszczenia trzaskając przy tym drzwiami, po czym postanowiła wyjść z firmy. Musiała wszystko przemyśleć. 
- Jak on tak może. Niedawno miał sprzeczkę z Pauliną. Aby zaraz ściskać się z tą durną Klaudią. I znowu będzie chciał abym nic nie mówiła Febo. Zapewne nawet poprosi mnie abym powiedziała jej, że wieczór spędzimy razem, a on spotka się z Nowicką. Nic z tego. Może i jesteśmy przyjaciółmi, ale dalej tak nie może być - rozmyślała
Po godzinie wróciła do firmy i zajęła się pracą. Marka nie było, odetchnęła z ulgą.
Gdy ten wrócił do swojego gabinetu poprosił Ulę aby weszła.
- Ula... - chciał zacząć ale nie dała mu
- Proszę cię nie tłumacz mi się. Nie musisz, ale proszę nie mieszaj mnie do twoich prywatnych spraw - powiedziała i oddała mu nie wielkie pudełeczko, które znalazła na swoim biurku w dni kiedy rozstał się z Mirabellą. Po czym wyszła z jego gabinetu. 
Od tego dnia zaczęła traktować go jak kogoś zupełnie obcego. Może obcego to za dużo powiedziane, ale jak swojego przełożonego. Wykonywała jego polecenia i nic poza. Zero uśmiechu tylko powaga. 

W końcu postanowiła z nim porozmawiać.
Weszła do jego gabinetu po usłyszeniu zaproszenia
- Witaj Marek. Mam do ciebie prośbę. Wiem, że nie należy mi się jeszcze na tyle urlopu. Ale czy możesz mi udzielić nawet i bezpłatnego urlopu na miesiąc czasu. Potrzebuję go z powodów rodzinnych - mówiła nie patrząc na niego
- Ula mogę ci udzielić i nie ma problemu. Ale widzę, że coś się między nami zepsuło. Od tego dnia gdy widziałaś mnie z Klaudią. Możesz mi powiedzieć o co chodzi - rzekł
- Lepiej nie - odparła
- Czemu? - dopytywał
- Wiesz to nie są moje sprawy i nie chcę się w nie mieszać. To twoje życie i mi nic do tego. Ja tu jestem od tego aby pracować, a nie wtrącać się w twoje prywatne życie. Zresztą ja jestem tylko twoją asystentką - powiedziała - chociaż chciałabym być kimś więcej - pomyślała
- Jesteś również moją przyjaciółką. Więc - mówił patrząc na nią ale ona milczała - dobrze to jak chcesz nie musisz mi nic mówić. Ale w takim razie napisz co myślisz, ale chcę poznać całą prawdę - powiedział, a raczej poprosił.
Ula wyszła z jego gabinetu i udała się do kadr aby wypisać wniosek na bezpłatny miesięczny urlop. Tego dnia już się nie widzieli. Marek wcześniej niż zwykle wyszedł z firmy. Miał jakieś spotkanie na mieście i po nim miał już nie wracać do pracy. Na wieczór zaś był umówiony z Sebastianem na wypad do klubu.

W jednym z Warszawskich klubów siedziało dwóch mężczyzn przy szklaneczce whisky i rozmawiali
- Wiesz Seba ostatnio Ulka jest jakaś dziwna - zaczął nagle temat Uli młody Dobrzański
- Dziwna? Dlaczego tak myślisz? - zapytał Olszański
- Pamiętasz tą moją ostatnią kłótnię z Pauliną o Mirabellę  - przyjaciel skiną głową, że tak - właśnie wówczas aby ratować skórę dałem coś Ulce, a kilka dni później ta przyłapała mnie z Klaudią w pracowni. I najpierw nie chciała mnie wysłuchać, później mi powiedziała, że to nie jej sprawa, a do tego zwróciła mi ten podarunek. Od tego dnia prawie ze mną nie rozmawia. Niby wszystko jest w porządku, pracę wykonuje swoją jak należy, lecz już nie uśmiecha się, odpowiada tylko tyle ile wymaga tego sytuacja - tłumaczył Sebastianowi  
- To z nią porozmawiaj w poniedziałek. Wyjaśnijcie sobie to wszystko - podpowiedział mu kadrowy
- Próbowałem z nią rozmawiać dzisiaj - mówił Marek
- I? - dopytywał kadrowy
- Nic. Ale coś nie daje mi spokoju - tłumaczył Dobrzański
- To spróbuj jeszcze raz. Zadzwoń do niej i umów się na spotkanie albo w poniedziałek zaproś ją na lunch - mówił Olszański
- Nie mogę. Ona od poniedziałku wzięła miesiąc bezpłatnego urlopu. Jakieś sprawy rodzinne. Nie dopytywałem - wyjaśnił Dobrzański
- Ty a może skoro ona tak gwałtownie zareagowała na to co zobaczyła w pracowni mistrza jest spowodowane miłością do ciebie - rzekł Olszański z miną mówiącą jaki jest z siebie dumny 
- No co ty Seba. Przecież nie raz przyłapywała mnie w takich sytuacjach. A i pewnie sam bym coś zauważył - mówił Marek kręcąc przecząco głową -  z resztą jesteśmy przyjaciółmi. W dodatku przecież ja jestem zaręczony z Pauliną 
- A co to ma do rzeczy? Marek to, że ty jesteś zaręczony nie oznacza iż ona nie mogłaby się w tobie zakochać
Skończyli temat Uli i postanowili trochę się pobawić. Musieli odstresować się po ciężkim dniu pracy. 
Jak każdy ich wypad i ten skończył się nad ranem. Obaj wracali do swych domów  jednakowo pijani. Lecz jeden nie musiał się niczym martwić, a drugiego czekała kolejna awantura. I tak też było. Nim udał się do krainy Morfeusza musiał wysłuchać żali swojej narzeczonej. Chwilami miał już tego wszystkiego dość. 

Ula do dziadków wyjechała już w sobotę, miała tam być przez najbliższe cztery tygodnie. O prawdziwych powodach jej wyjazdu wiedziała tylko matka. Ula wyjaśniła jej, że wzięła miesiąc bezpłatnego urlopu. A po powrocie zastanowi się co dalej. Magda Cieplak poparła córkę. I mimo iż nie do końca popierała zachowania córki to rozumiała ją. Miała nawet jakieś nie jasne przeczucie, że ta miłość Uli nie minie. Lecz nie chciała się wtrącać. 

W sobotnie przedpołudnie obudziły go jakieś odgłosy dochodzące z salonu. Wstał, ubrał się szybko i wyszedł z sypialni. Jego oczom ukazali się jego rodzice oraz narzeczona. Która w dość głośny sposób opowiadała seniorom Dobrzańskim jaki to on jest zły, podły oraz jak on ją traktuje. Tego było już stanowczo za dużo. 
- Czy ty musisz wrzeszczeć jak jakaś przekupa na bazarze. To raz, a dwa ile ty masz kobieto lat aby lecieć na skargę do moich rodziców. Jak ci jest ze mną źle to droga wolna. Nawet nie będę cię zatrzymywać - mówił również podniesionym głosem
- Marek, nie denerwuj się tak. Owszem Paulina nam powiedziała o tym. Ale my przyjechaliśmy w innej sprawie - odezwał się Krzysztof
- To są wasze sprawy i nam nic do tego - dodała Helena. Czym wprawiła w osłupienie wszystkich obecnych. 
Przecież ona uwielbiała Paulinę. A tu taka zmiana.
- Ależ Helenko. Nic mu nie powiesz - odezwała się Febo
- Wiecie dzieci ostatnio dużo rozmyślałam. O tym wszystkim i doszłam do pewnych wniosków. Otóż skoro ty Paulinko tak narzekasz na Marka, a on jak widzę nie darzy cię żadnym uczuciem. To myślę, że powinniście się rozstać - powiedziała Helena. 
- Mama ma rację dzieci. Widać, że Marek chyba nie jest jeszcze gotowy na stały związek. W głowie mu jeszcze zabawa. Chociaż ja osobiście tego nie popieram. Ja w twoim wieku synu miałem już własną rodzinę. Ale sądzę iż ty Paulinko też nie do końca jesteś gotowa na stały związek - mówił senior
Marek nie wierzył własnym uszom. Myślał, że to mu się śni. Przyglądał się to matce to ojcu aby w końcu spojrzeć na Paulinę i rzec
- Rodzice mają rację. Powinniśmy się rozstać. Tak będzie lepiej dla wszystkich. 
Panna Febo z wysoko zadartym nosem nie mówiąc nic wstała i poszła pakować swoje rzeczy. 
- Myślę, że macie rację. Żegnam - powiedziała gdy tylko spakowała się i miała wychodzić. Jeszcze tylko podeszła do niewielkiej komody i położyła na niej pierścionek
- Mówiliście, że mieliście jakąś sprawę - odezwał się Marek chwilę po wyjściu już byłej narzeczonej
- Chcieliśmy poinformować ciebie, że wyjeżdżamy z mamą na trzy miesiące do kliniki w Szwajcarii - rzekł senior
- I dlatego chciałem cię prosić abyś mnie zastępował przez ten czas - dodał 
- Oczywiście tato. Wy jedźcie i o nic się nie martwcie. A kiedy ten wyjazd - odpowiedział im Marek 
- Za tydzień w piątek - odpowiedziała Helena
Reszta weekendu minęła mu spokojnie. Nawet nie chciało mu się nigdzie wychodzić. Od chwili gdy panna Febo opuściła jego dom i życie poczuł się jakoś inaczej. Nagle stwierdził, że nawet nie czuje potrzeby pójścia do klubu. 
W pewnym momencie przypomniała mu się Ula, i to że miała zostawić dla niego list. 
- Skoro go nie napisała teraz to może zrobi to jak wróci z urlopu - pomyślał. Nie wiedząc iż taki list leży na jego biurku - ale to dziwne, że tak nagle musiała wziąć tyle wolnego - zastanawiał się. 

W poniedziałek gdy tylko pojawił się w firmie i przekroczył próg swojego gabinetu ujrzał na komputerze białą kopertę z napisem "Dla Marka". Wiedział co to jest. Ale od samego początku nie było mu dane przeczytać. A to przyszedł Pshemko z jakimiś pretensjami, później Ania przyniosła mu korespondencję, a później przyszedł do niego Febo z pretensjami o zerwanie zaręczyn z jego siostrą. I gdy już myślał, że to koniec osobistych wycieczek do niego, usłyszał pukanie, a po chwili wsuwającą się głowę kadrowego
- Witaj przyjacielu. Jak weekend? - odezwał się Sebastian
- A spoko. rozstałem się z Pauliną, rodzice w piątek wylatują do Szwajcarii na trzy miesiące - mówił
- Zaraz, zaraz zerwałeś z Pauliną i ty mi o tym mówisz dopiero teraz - rzekł Olszański
- No a kiedy miałem ci to powiedzieć. Od rana mam urwanie głowy. Co chwila ktoś zawraca mi głowę - odparł
Wreszcie nadszedł koniec pracy Marek schowawszy list do swojej teczki i uprzątnąwszy swoje biurko pogasił wszystko po czym opuścił budynek firmy. Wsiadając do samochodu rozdzwoniła się jego komórka spojrzał na wyświetlacz i nacisnął zieloną słuchawkę
- Cześć 
-...
- Sorry Seba ale nie dzisiaj
-...
- No to na razie
Na dzisiaj miał inne plany. A szczególnie zależało mu na przeczytaniu listu od Uli. To było najważniejsze. Po dotarciu do domu wziął prysznic i ubrał się w luźniejszy strój niż garnitur. Teraz gdy rozstał się z panną Febo mógł sobie na to pozwolić. Ona wręcz wymagała od niego aby do końca dnia nadal był elegancko ubrany 
- Marco, przecież może ktoś do nas przyjść - mówiła 
Chociaż nikt ich bez zapowiedzi nigdy nie odwiedzał poza jego rodzicami i czasami jej brata. Ale gdy ten drugi przyjeżdżał to i tak zawsze oboje siedzieli sami. 
Zaparzył sobie kawy i usiadł na kanapie w salonie. Wyciągnął z teczki ową białą kopertę. Gdy nagle poczuł coś dziwnego. Miał wrażenie jakby zatęsknił za Ulką.  Nie widział jej raptem od piątku. A miał wrażenie jakby nie widział jej nie wiadomo kiedy. Jednak szybko porzucił te myśli. Otworzył kopertę i wyjął kartkę zapisaną kształtnym pismem Uli. By po chwili zacząć czytać.
CDN...

piątek, 20 lipca 2018

ZAKAZANY OWOC część II

Był czwartek wczesne popołudnie gdy szykowała się do wyjazdu na weekend do Bartka tak jak mu obiecała gdy zadzwonił jej telefon. 
- Dzień dobry, czy rozmawiam z panią Urszulą Cieplak
- Dzień dobry, tak przy telefonie
- Moje nazwisko Marek Dobrzański dzwonię do pani z informacją, że została pani przyjęta. I jeśli to możliwe to proszę przyjechać jutro na godzinę dziesiątą w celu podpisania umowy - usłyszała w telefonie.
- Tak oczywiście będę punktualnie. Dziękuję za telefony - odpowiedziała. A jej serce śpiewało pieśni miłosne
- Jak to dobrze, że bilet na autokar mam dopiero na piętnastą powinnam zdążyć - pomyślała 
- Dostałam pracę - mówiła z radością do siedzących w salonie rodziców. Również ich ta wiadomość uszczęśliwiła. Bo dzięki tej pracy będzie im znacznie lżej, a i wszystkie ich dzieci będą nadal w kraju. Oni tak jak i Ula nie byli zadowoleni z perspektywy wyjazdu. Chociaż państwo Cieplak z innego powodu co ich córka. Szczerze powiedziawszy to nie przepadali oni za Bartkiem Dąbrowskim, ani za jego wścibską matką. Lecz nigdy nie podważali decyzji jakie podejmowała ich najstarsza córka. Uważali Ulę za rozsądną dziewczynę. I z pewnością taka była. Ten jej rozsądek tylko gdzieś umykał na samą myśl o pewnym brunecie. 
Doskonale zdawała sobie sprawę, że Dobrzański junior to zakazany owoc. Ale jak to mówią zakazany owoc najlepiej smakuje. 

Podpisała umowę. Owszem najpierw na okres próbny trzech miesięcy ale i tak się cieszyła.
- Teraz przynajmniej przez najbliższe miesiące będą mogła chociaż na niego patrzeć, i wzdychać gdy nikt nie będzie widział - rozmyślała wychodząc z firmy.
Pracę miała rozpocząć od poniedziałku. 

- Ale jak to znalazłaś pracę. Ja myślałem, że przemyślisz wszystko i dojedziesz do mnie - mówił zdenerwowany Dąbrowski
- Umawialiśmy się, że jak... - zaczęła tłumaczyć Ula lecz ten jej przerwał
- Tak wiem na co się umawialiśmy. Lecz myślałem, że jeszcze to sobie przemyślisz i przyjedziesz do mnie wcześniej. I tu poszukasz jakieś pracy - niemal krzyczał
- Ta rozmowa nie ma sensu. I nasz związek widocznie też nie ma sensu. Ja wracam do kraju - odparła chwytając w rękę swoją walizkę i opuściła mieszkanie wynajmowane przez Bartka.
Była na niego wściekła. Przecież jasno postawiła sprawę. A on zachowuje się jakby ona była jego własnością i ma robić jak on sobie życzy. 
Wróciła do domu w sobotę nad ranem. Co zaskoczyło jej rodzinę.
- Co tak szybko wróciłaś. Miałaś być dopiero jutro pod wieczór - odezwał się Józef widząc córkę wchodzącą do kuchni
- Pokłóciłam się z Bartkiem i zerwałam z nim - odpowiedziała
- Zerwałaś z Bartkiem? - dopytywała się matka - ale jak to, dlaczego? - dodała za nim Ula zdążyła się odezwać
- Tak zerwałam z nim. Bo gdy mu powiedziałam o znalezieniu pracy on się wściekł. Zaczął na mnie wrzeszczeć. I oczekiwał, że nie przyjmę tej pracy tylko przyjadę do niego na stałe. I tam poszukam jakieś pracy - wyjaśniła 
Po rozmowie z rodzicami poszła do swojego pokoju aby móc odpocząć i przespać się po podróży. Była wykończona, ale perspektywa najbliższych trzech miesięcy wywoływała uśmiech na jej twarzy. 
- Rozstałam się z Bartkiem i jakoś tego nie żałuję. Szkoda mi tylko tych kilku lat z nim spędzonych. Fakt nie był taki zły. Lecz  czasami miałam wrażenie jakby chciał mnie kontrolować na każdym kroku. A przecież związek nie na tym polega. Dzięki temu rozstaniu nie będę mieć wyrzutów sumienia czy aby na pewno nie zdradzam - rozmyślała leżąc w łóżku. 

W poniedziałek stawiła się w pracy punktualnie. Weszła do sekretariatu gdzie siedziała już panna Kubasińska. 
- Cześć Viola - przywitała się z dziewczyną.
- Ulka, jak fajnie, że to ciebie Marek przyjął - odpowiedziała z radością w głosie blondynka
- No ja też się cieszę, że będziemy razem pracowały - rzekła Ula
- Cześć dziewczyny - usłyszały za plecami czyjeś głosy.
Odwróciły się jak na komendę w drzwiach sekretariatu stało dwóch mężczyzn. Może i nie wyglądali zbyt szczególnie. Ich wygląd raczej świadczył o nieprzespanej nocy i kacu gigancie. 
- Cześć - odparły jednocześnie
Panowie weszli do gabinetu dyrektora i gdy tylko drzwi się zamknęły Ula usłyszała od Violi
- No tak znowu zabalowali. O ile Sebastian jest wolnym niczym ptak to Marek już nie
- To Marek ma kogoś? - pytała udając zdziwienie. Chociaż dobrze wiedziała jak jest naprawdę
- Tak Marek ma... - zaczęła. Gdy usłyszały czyjeś kroki
- Marek u siebie - odezwała się wysoka, szczupła kruczoczarna kobieta 
- Tak właśnie wszedł - odparła Kubasińska - no to teraz się zacznie - dodała
Kobieta bez przeszkód weszła do gabinetu i nawet nie zamykając dobrze drzwi zaczęła mówić podniesionym głosem
- Możesz mi wytłumaczyć gdzie...
Ula z Violettą nie słyszały więcej. Postanowiły udać się do bufetu. Siedziały przy jednym ze stolików zajadając się sałatką i popijając sok.
- Kim była ta kobieta? - przerwała ciszę panującą przy stoliku Ula
- To właśnie jest druga połówka naszego Mareczka. Jego narzeczona Paulina Febo - i tu Kubasińska opowiedziała Ulce o Marku i Paulinie. On tym jaki to z Marka Casanova. Ulka słuchała jej z lekkim niedowierzaniem. Fakt trochę i czytała na portalach plotkarskich o nim ale nie brała tego na poważnie. A teraz jeszcze jego osobista sekretarka mówi jej takie rzeczy. 
Pracowała już nieco ponad miesiąc i miała okazję sama się przekonać jaki naprawdę jest Marek. Kilka razy sama była świadkiem scen, które mówiły same za siebie. W tym czasie kilka razy jeszcze dzwonił do niej Bartek. Ale ona ostatecznie zerwała z nim. Kiedy po raz kolejny mówił do niej z pretensjami w głosie. 
- Przestań do mnie wydzwaniać i daj mi spokój. Między nami to koniec. Mam dosyć wiecznego wysłuchiwania jaka jestem. Ja mam tu pracę i rodzinę, która jest dla mnie ważniejsza niż ty - rzekła i rozłączyła się.
Po tej rozmowie zrozumiała, że tak prawdę powiedziawszy nigdy nie kochała Dąbrowskiego. A i sądziła, że on jej również. Bo gdyby było inaczej to wspierali by się oboje wzajemnie. Cieszyli by się z tego co drugie robi. Widocznie to było tylko jakieś zauroczenie. Byli ze sobą od szkoły średniej. Później ona poszła na studia, a on mniej ambitnie zdał tylko maturę. 
- Po co mi studia. Bez nich też można żyć - mówił. I tak po szkole podjął pracę na budowie. 
Poznała kilka innych osób z jednymi bardziej się zakolegowała, a z innymi mniej. Najmniej przepadała za sekretarką Sebastiana Olszańskiego Alicją. Słuchając jej odnosiła wrażenia jakby ta kobieta pozjadała wszystkie rozumy. I wszystko wie najlepiej. A do tego uwielbiała wszystkich i wszystko krytykować. Zwłaszcza swojego szefa, młodego Dobrzańskiego oraz rodzeństwo Febo. Była starą panną. 
- Wiesz nie dziwi mnie, że ona jest sama. Kto by tam chciał być z taką okropną babą. Co wiecznie jest na nie. A na Marka to chyba ma jakąś szczególną alergię - mówiła Ula do Eli siedząc na kawie w sobotnie popołudnie.
- Z tego co mi wiadomo to ona kiedyś kogoś miała. Podobno wdała się w romans z... - urwała Ela 
- Z - powtórzyła Cieplak ostatni wyraz 
- Krzysztofem. Ponoć on miał zamiar zostawić dla niej żonę, lecz gdy miał jej o wszystkim powiedzieć okazało się, że Helena jest w ciąży. Dlatego Ala tak nie przepada za Markiem - niemal wyszeptała ta pierwsza
- Z tym Krzysztofem - ni to spytała ni stwierdziła 
Przyjaciółka tylko skinęła głową. Więcej do tego tematu nie wracały. 

Było po siedemnastej gdy wychodziła z firmy. Nie spieszyła się do domu. Były wakacje i jej rodzice wraz z rodzeństwem wyjechali na trzy tygodnie na Mazury. Do rodziców Magdy Cieplak. Ona musiała zostać w domu. Postanowiła pójść na spacer do parku położonego w pobliżu FD. Weszła do parku, w którym konary starych kasztanowców dawały cień. Dzięki temu było znacznie chłodniej. Wolnym krokiem przemierzała parkowe alejki podeszła do brzegu niewielkiego stawu. W którym pluskało się kilka kaczek. Pożałowała, że nie ma przy sobie żadnej bułki. Stała tak i rozmyślała nad własnym życiem. 
- Jak to moje życie dziwnie się plecie. Nie miałam pracy miałam chłopaka. Mam pracę nie mam chłopaka. A tak bardzo bym chciała aby ktoś mnie również pokochał. Cieplak nie ktoś tylko ten jeden. Ale to nie możliwe. Przecież on nie jest zdolny aby kogoś pokochać. Jego zbyt pociąga nocne, hulaszcze życie. Za miesiąc kończy mi się okres próbny. I tak naprawdę nie wiem czy chcę dalej tu pracować. To nie na moje nerwy. Przyjmując się myślałam iż wystarczy mi jak na niego będę patrzeć. Teraz wiem, że nie - rozmyślała. Gdy nagle coś, a raczej ktoś jej przerwał. 
Usłyszała czyjąś rozmowę. Odwróciła głowę w kierunku skąd dochodziły dźwięki i ujrzała obiekt swoich rozmyślań. Szedł wraz z jakąś kobietą tulącą się do jego boku. Oboje dość głośno śmiali się. 
- No tak Paulina wyjechała na tydzień do Włoch. Więc nawet nie musi się zbytnio ukrywać - pomyślała. Patrzyła jak para oddala się nie zdając sobie sprawy, że po jej policzku spływają łzy. 

Z wakacji wróciła jej rodzina. Zbliżał się koniec jej umowy. Wiedziała, że Marek chce jej przedłużyć umowę. Jednego razu przechodząc koło gabinetu dyrektora HR usłyszała jak Marek o tym mówił. A ona coraz bardziej stawała się jakaś dziwna. Zauważyła to Ela, ale i jej rodzicielka. 
- Ula co się dzieje - dopytywała przyjaciółka 
- Nic, po prostu mam gorsze dni - odpowiadała. Nie chciała mówić o tym Elce. Były przyjaciółkami ale znała zdanie Elki na temat Marka. 
Po kolejnym dniu pracy wróciła do domu i od progu usłyszała głos matki
- Ula czy możemy porozmawiać 
- Musimy? - odpowiedziała pytaniem. Nie miała ochoty na żadne rozmowy
Dzisiejszego dnia była kolejny już raz świadkiem kłótni Marka z Pauliną.
- Co ty sobie wyobrażasz, że będziesz na mnie nasyłać swojego brata. Aby mnie szpiegował - usłyszała podniesiony głos swojego szefa gdy wróciła z lunchu
- Ja go o to nie prosiłam. Poszedł do klubu i przy okazji trafił na ciebie - tłumaczyła Paulina - a zresztą gdybyś był w porządku nie miał byś do nikogo pretensji. Ale nie ty musisz szukać winnych nie widząc tego co sam robisz źle. Czego się obawiasz, że w końcu dostanę namacalny dowód twojej zdrady? - mówiła panna Febo
- Przecież dla ciebie samej to bez znaczenia czy cię zdradzam czy też nie. Ważne aby ten cholerny ślub się odbył, reszta jest nie ważna - mówił 
- Jak możesz tak mówić. Dobrze wiesz, że cię kocham - rzekła 
- Gdyby było tak jak mówisz to nigdy byś nie pozwoliła na to co się dzieje między nami - odparł
Febo wyszła z jego gabinetu z zadartym do góry nosem, ale na jej twarzy widać było złość

- Tak. Widzę, że coś się dzieje. I nie powiesz mi, że nic - odparła pani Cieplak
- No dobrze. Ale czy możemy to przełożyć na wieczór? - zgodziła się wiedząc, iż matka nie odpuści. 
A może to i dobrze jak komuś się wygada. Jak wyrzuci z siebie to co ją trapi. Ale chciała to zrobić wieczorem jak już wszyscy, a zwłaszcza jej młodsza siostra będzie już w łóżku. Aby nikt im nie przeszkadzał.
Było już po dwudziestej kiedy do jej pokoju weszła rodzicielka 
- Ula, dziecko porozmawiaj ze mną. Przecież widzę, że coś cię trapi. Może będę mogła ci jakoś pomóc - mówiła patrząc na zmartwioną twarz swojej córki. 
Ula spojrzała w kierunku matki. By po chwili milczenia powiedzieć
- Nie wiem  co mam zrobić
- Ale z czym - rzekła kobieta siadając obok córki i przytulając ją jednocześnie do matczynej piersi.
- Chodzi o moją pracę i... Marka - odparła
- O pracę, a co z nią? - dopytywała pani Cieplak - A ten Marek to ten twój szef czy on ci coś zrobił - dodała nie czekając na odpowiedź 
- Nie to nie tak. Marek nic mi nie zrobił - pospiesznie odpowiedziała Ula. W końcu zebrała się w sobie i postanowiła opowiedzieć matce wszystko. 
CDN...

piątek, 13 lipca 2018

ZAKAZANY OWOC część I

W niewielkiej miejscowości pod Warszawą mieszkała rodzina gdzie nigdy się nie przelewało. Może i nie byli biedni ale i nie majętni. Po prostu żyli jak wielu. Od pierwszego do pierwszego. W pięcioosobowej rodzinie pracował tylko Józef Cieplak. Jego żona zajmowała się domem i trójką ich dzieci. Chociaż najstarsza córka od dawna mogła by pracować tego nie robiła. Rodzice jej zastanawiali się co jest powodem niemożliwość podjęcia przez Ulę pracy. Przecież codziennie przeglądała ogłoszenia, jeździła na rozmowy kwalifikacyjne. Nie była brzydka. Owszem może i nie była również pięknością na miarę miss. Była po prostu ładna. Potrafiła ubrać się schludnie i w miarę możliwości według obowiązujących trendów modowych. Fakt większość jej garderoby pochodziła z sieciówki. A jej największym atutem były niesamowicie błękitne oczy. Właśnie wróciła z kolejnej rozmowy.
- I jak ci poszła rozmowa - zapytała pani Cieplak gdy Ula weszła do domu
- Jak każda poprzednia - odparła zmartwionym głosem.
Chociaż prawda była inna. Ona tak naprawdę nie była na żadnej rozmowie. Jak poprzednio, i tym razem żadnej rozmowy nie było. Ona liczyła na pracę tylko w jednej firmie. I to na konkretnym stanowisku. Wiedziała, że tak nie powinna. Lecz chęć bycia blisko pewnego bruneta była silniejsza od wszystkiego innego. 
Dzięki swojej koleżance pracującej w FD wiedziała, że na stanowisku asystentki dyrektora ds. reklamy i promocji jest duża rotacja.
- Ula, a może złożysz swoje cv w firmie gdzie ja pracuję - mówiła Ela, pracująca w bufecie firmowym Febo&Dobrzański.
- No nie wiem. Przecież ja nie mam pojęcia o modzie - mówiła Ula gdy pierwszy raz rozmawiały po uzyskaniu obu dyplomów przez nią.
Tak Ula miała ukończone dwa kierunki studiów. Ekonomie oraz Zarządzanie i Marketing, dodatkowo miała zrobionych kilka innych przydatnych kursów, znała trzy języki obce.
To właśnie od Elki wiedziała, że dyrektorem jest niejaki Marek Dobrzański. Brunet z urzekającymi dołeczkami w policzkach i oczach koloru górskiego lodowca. Później jeszcze obejrzała kilka jego zdjęć na portalach plotkarskich. I mimo, że nigdy go nie znała osobiście to po tym co widziała i usłyszała twierdziła, że się zakochała w tym jakże przystojnym mężczyźnie. I chociaż sama sobie się dziwiła nie potrafiła wyrzucić go z głowy.
- Cieplak co się z tobą dzieje. Przecież masz chłopaka. A wzdychasz do jakiegoś tam - karciła sama siebie 
Wiedziała, że ten przystojny brunet to tylko niedoścignione marzenie. Przecież no mieszka w Warszawie, ona w Rysiowie. Tak jak ona ma chłopaka tak on ma dziewczynę, a raczej narzeczoną. Dzieliło ich wszystko. Czasami próbowała porównywać Bartka do Marka, co było bezsensowne. Bo jak można porównywać tych dwoje skoro zna się jednego, a drugiego widziało tylko na zdjęciach. Owszem było kilka różnic jeden był brunetem, drugi blondynem. I ogólnie Marek wydawał się być przystojniejszy od Bartka.




- Ula dostałem propozycję pracy w Niemczech. Może wyjechalibyśmy razem - zaproponował jednego razu Bartek 
- No nie wiem - odparła Ula - wolałabym zostać w kraju i tu spróbować znaleźć pracę - wyjaśniła widząc pytające spojrzenie chłopaka
- Ale... - zaczął Dąbrowski 
- Obiecuję, że się zastanowię - powiedziała wchodząc mu w słowo.
Nagle w jej głowie zaświtała pewna myśl, którą wyraziła
- A może zróbmy tak. Najpierw wyjedziesz sam i zaczniesz tam szukać dla nas jakiegoś mieszkania. Ja w tym czasie pozałatwiam tu wszystko. I jeśli powiedzmy w ciągu sześciu miesięcy nic nie znajdę to dojadę do ciebie - mówiła
- Wolałbym wyjechać razem z tobą. To może zrezygnuję z tego wyjazdu? A jak już nic nie będzie stało na przeszkodzie z twojej strony to wówczas wyjedziemy - odparł zawiedziony Bartek
- No tak. Lecz myślę, że szkoda by było przepuścić taką okazję. Następna może się trafić albo nie - argumentowała Cieplak
W końcu Bartek uległ swej dziewczynie i wyjechał Niemiec. A ona została. 
Ulka zdawała sobie sprawę, że związki na odległość raczej nie mają przyszłości. Natomiast Bartek wierzył, że to przetrwa i wkrótce  będą znów razem. Tylko, że panna Cieplak miała inne plany. I ten jego wyjazd był jej bardzo na rękę. 

- Ula, dowiedziałam się o rekrutacji do pracy w FD - tydzień po wyjeździe Bartka zadzwoniła do Ulki Elka 
- Naprawdę, a na jakie stanowisko - odparła zadowolona Cieplak
- Jako asystentka dyrektora Marka Dobrzańskiego - usłyszała w odpowiedzi Ulka - więc jak nadal szukasz pracy to przyjedź jutro na Lwowską  dziewiętnaście - dodała
- Jasne, że przyjadę. Dziewiąta wystarczy - odpowiedziała koleżance
- Myślę, że tak - dotarła do Ulki odpowiedź.
Po tej rozmowie miała wrażenie jakby unosiła się kilka centymetrów nad ziemią. 
- Jutro jadę do Warszawy możliwe, że może tym razem  mi się poszczęści - rzekła Ula wchodząc do kuchni po skończonej rozmowie z Elką. 
- A gdzie? - zapytała pani Cieplak
- We firmie modowej w Warszawie poszukują asystentki dyrektora do spraw reklamy. Muszę się stawić jutro rano. Dzwoniła Ela i powiedziała mi o tym - wyjaśniła dziewczyna
Po kolacji zaczęła przekopywać szafę aby wybrać najlepszą z sukienek jakie miała. Musiała zrobić jak najlepsze wrażenie i dostać tę pracę. Przygotowała potrzebne dokumenty. Spać kładła się z uśmiechem na twarzy. 
Nawet Bartek nie był wstanie jej popsuć humoru. Ten dzwonił niemalże codziennie. 
- Bardzo tęsknię za tobą. Może byś przyjechała chociaż na weekend do mnie - zaproponował
- No nie wiem - odpowiedziała
- Ula proszę. Przyjechałabyś w piątek popołudniu albo w sobotę rano. A w niedzielę byś wróciła - prosił
- No dobrze. Sprawdzę tylko godziny i połączenia i dam ci jutro pod wieczór znać - zgodziła się. Wiedziała, że ten nie odpuści. Postanowiła nie mówić mu jeszcze o możliwości podjęcia pracy. Powie mu jak już będzie ją mieć. 
Wiedziała, że Bartek nie będzie zadowolony z tego. Ale praca w pobliżu Dobrzańskiego była silniejsza od bycia z własnym chłopakiem. 
- Przecież nie robię nic złego. Nie idę z nim na randkę czy też do łóżka. A to że będę z nim pracować to jeszcze nie zdrada - tłumaczyła sama siebie

Stanęła przed oszklonym budynkiem i
zadzierając do góry głowę uśmiechnęła się do siebie 
- No Cieplak do dzieła. Masz niepowtarzalną szansę na zdobycie pracy, a przy okazji osobiście poznać tego najprzystojniejszego z przystojnych - pomyślała i ruszyła w kierunku drzwi. 
Będąc już w środku przedstawiła się pracownikowi ochrony i  po wyjawieniu powodu jej obecności udała się na wskazane przez portiera piąte piętro. Podeszła do młodej dziewczyny stojącej za ladą recepcji i po przedstawieniu się rzekła
- Ja w sprawie pracy na stanowisko asystentki dyrektora
- Proszę przejść tym korytarzem i na prawo jest sekretariat oraz biuro dyrektora - pokierowała ją dziewczyna
Po dotarciu na miejsce zauważyła kilka innych dziewczyn, które jak ona przyszły na rozmowę. W samym sekretariacie dostrzegła dwa biurka. Jedno puste, a przy drugim siedziała jakaś blondynka 
- Zapewne sekretarka - pomyślała Cieplak
Długo nie myśląc podeszła do dziewczyny 
- Ten czerwony będzie najlepszy - odezwała się do niej 
Ta popatrzyła na Cieplak po czym odezwała się
- Myślisz?
- Tak. O przepraszam nie przedstawiłam się. Ula Cieplak - odpowiedziała jej i wyciągnęła rękę przedstawiając się 
 - Violetta Kubasińska - odparła ta druga - ty też w sprawie pracy - ni to spytała ni to stwierdziła 
Ula skinęła tylko głową. Chwilę jeszcze rozmawiały na mało znaczące tematy aż nadeszła jej kolej. Weszła do środka i widok, który ujrzała spowodował miękkość w jej kolanach.
- Oddychaj, kobieto oddychaj - powtarzała w duchu
Rozmowa nie trwała zbyt długo. A na koniec usłyszała
- W ciągu dwóch dni odezwiemy się do pani - powiedział Dobrzański
Pożegnała się i wyszła. W głowie wciąż słyszała jego głos. Teraz musi uzbroić się w cierpliwość. To tylko maksymalnie dwa dni. I będzie wiedzieć czy dane jej będzie widywać go codziennie czy też nie. 
CDN...