sobota, 15 lipca 2017

NIGDY...częśćXVIII

Ula po przebudzeniu i zdaniu sobie sprawy, że jest sama w domu nagle poczuła pustkę. Miała wrażenie osamotnienia. Te kilka dni, kiedy cały czas ktoś był przy niej a mówiąc dokładniej był z nią Marek dawało poczucie bezpieczeństwa. Gdy tylko wstała z łóżka udała się pod prysznic, który zmył z niej resztki snu. Po czym zrobiła sobie kawy i usiadła w wiklinowym fotelu na tarasie. Siedziała tak już jakiś czas rozmyślając nad własnym losem. Zadawała sobie mnóstwo pytań, na które najzwyczajniej w świecie nie znała odpowiedzi. A tak bardzo chciała być tylko szczęśliwa. Ale czy będzie? Chciała to szczęście dzielić tylko z Markiem. Zdawała sobie sprawę, że to wszystko zależy tylko od nich samych. Ona mu wybaczyła te wszystkie świństwa lecz czy on na pewno wybaczył jej to, że go zostawiła wyjeżdżając do Bostonu. I czy on wreszcie nie ma do niej żalu o to, że straciła ich dziecko.
Z tych jej rozmyślań wyrwał ją dzwonek do drzwi. Z pewną obawą otwarła je lecz po tym jak ujrzała w drzwiach Helenę na jej twarzy zagościł uśmiech. Zaprosiła kobietę do środka. 
- Witaj Ula, przyszłam zobaczyć jak się dziś czujesz - rzekła do niej Dobrzańska po wejściu do mieszkania i przywitaniu się.
- Dziękuję dobrze. Może napije się pani kawy albo herbaty. Ja właśnie zaparzyłam i siedziałam na balkonie i tak sobie rozmyślałam - mówiła Ula.
Helena poprosiła o kawę. Po czym obie panie udały się na balkon.
- To o czym tak rozmyślałaś, jeśli oczywiście mogę zapytać - zapytała Dobrzańska i przyglądała się Cieplak. Widać było, że nadal nie może się uporać z tym co się wydarzyło.
Ula po chwili milczenia podzieliła się z Heleną swoimi obawami, że nie wie co dalej. Ta druga okazała się być dobrym doradcą. Tłumaczyła Uli, że czas leczy rany i z czasem będzie lepiej. Dobrzańska uważała iż Ula i Marek stanowią piękną parę i na pewno będą razem szczęśliwi. Po tej rozmowie Ula poczuła się spokojniejsza. Cieplak nawet nie sądziła iż Helena ją zaakceptuje. Wiedziała, że Paulina była jej pupilką i to z nią miał iść przez życie Marek. Nawet i tym podzieliła się z matką ukochanego.
- Tak masz rację dziecko, przez długi czas uważałam iż tych dwoje jest sobie przeznaczonych. Lecz gdy teraz widzę jak zachowuje się Marek wobec ciebie a jak było gdy był z Pauliną. To wiem, że nie miałam racji. Ula to ty spowodowałaś, że nasz jedyny syn jest szczęśliwy. Dlatego też nikt nie ma do ciebie pretensji - mówiła Helena
W tym samym czasie na Lwowskiej trwało posiedzenie zarządu. W konferencyjnej siedziało trzech mężczyzn oraz kobieta.
Z początku Aleks przedstawił raport finansowy, później zaczęto rozmawiać na temat nowej kolekcji mającej odbyć się w lipcu. 
- Paula a co z dodatkami? Wybrałaś już coś? - pytał Marek
- Jeszcze nie do końca. Ale najdalej w piątek powinnam mieć wszystko gotowe - odparła
- To dobrze. Myślę, że nie będzie żadnych niespodzianek i wszystko będzie dobrze - rzekł 
Po tym jak skończyli rozmowy o kolekcji i wszyscy mieli się rozchodzić do swoich obowiązków Marek poprosił ich jeszcze aby na chwilę zostali.
- Chciałem z wami coś jeszcze przedyskutować - rzekł Marek
- No to słuchamy synu, co to za sprawa - odezwał się dotąd milczący Krzysztof
- Chodzi mi o Ulę. Chciałbym abyście zgodzili się na jej powrót do firmy.  Lecz nie jako moja asystentka ani jako dyrektor finansowy tylko jako wiceprezes. Myślałem o tym od kilku dni, ale chciałem to przedyskutować z wami.
Dobrze wiecie, że była najlepszym prezesem do tej pory, z tym że ja wiem co ona by powiedziała na propozycję ponownego pozostania nim. Co o tym myślicie? - mówił Marek i uważnie przyglądał się zgromadzonym.
Wszyscy przez chwilę zastanawiali się nad tą propozycją. W końcu Krzysztof przerwał  tą ciszę.
- Ja nie mam nic przeciwko. Nawet uważam iż ona nadaje się na to stanowisko jak mało kto. A wy co o tym sądzicie - zwrócił się do obojga Febo
Rodzeństwo popatrzyło na siebie, po czym głos zabrała Paulina
- My również nie widzimy problemu
- A co na to sama Ula - zapytał Aleks
- Jeszcze z nią nie rozmawiałem o tym, chciałem to najpierw przedyskutować z wami. Ale skoro wy nie macie nic przeciwko to jeszcze dziś jej o tym powiem - rzekł Marek, bardzo się cieszył z tego iż znów będą razem pracować a i będzie miał ją blisko siebie.
- No dobrze synu ale gdzie Ula będzie mieć swój gabinet. Przecież wiceprezes nie może siedzieć w konferencyjnej - mówił Krzysztof
- A może ten gabinet na wprost twojego Marku. Z tego co wiem to jest pusty. Można by go tylko pomalować i wstawić jakieś regały, biurko i może jakieś kwiaty - powiedziała Paulina
Po skończonym zebraniu i ustaleniu wszystkiego każde z nich rozeszło się do swoich zajęć. Marek nie chcąc tracić czasu zaraz wezwał do siebie ludzi z działu technicznego i wydał dyspozycje co do przygotowania tegoż pustego gabinetu. W porze lunchu zadzwonił do Uli, mówiąc iż ma dla niej niespodziankę i zaprasza ją na kolację do "Książęcej"
- Marek ale co z Beti - pytała
- Skarbie, Beti jak zawsze ze szkoły odbierają rodzice a my ją odbierzemy wieczorem. Proszę zgódź się - mówił błagalnym głosem
- No dobrze - odparła
- Super, będę w domu na szesnastą - rzekł
- KOCHAM cię  - powiedzieli do siebie jednocześnie
Po rozmowie z Ulą i powrocie z lunchu udał się do gabinetu Sebastiana aby ten wypisał umowę dla Uli na czas nieokreślony oraz nominację na stanowisko wiceprezesa ze stawką piętnastu tysięcy złotych. A następnie aby zamieścił ogłoszenie o pracy na stanowisku asystentki wiceprezesa.
Oboje nie mogli się już doczekać. Ona bo nie wiedziała co za niespodziankę ma dla niej Marek. On tak prawdę mówiąc im było bliżej tego spotkania tym bardziej się denerwował jak ona to przyjmie i czy się zgodzi na jego propozycję.
- No cóż jak mi się nie uda to poproszę o pomoc rodziców albo nawet samego Aleksa - pomyślał
W końcu wybiła godzina gdy Marek mógł już jechać do domu i zabrać ją na kolację. Ula już gotowa czekała na niego. Jak tylko wszedł do mieszkania  oniemiał na widok Uli. Piękna czerwona sukienka idealnie dopasowana podkreślająca nienaganną figurę Uli do tego delikatny makijaż i za miast okularów soczewki, a całość dopełniały szpilki w kolorze sukni. Stał tak oniemiały do czasu aż wyrwała go z tego stanu Ula
- Marek, Marek... na którą idziemy?
- Na osiemnastą - odparł będąc nadal pod jej wrażeniem - daj mi chwilkę, wezmę tylko prysznic, przebiorę się i możemy wychodzić - dodał 
Po zjedzeniu kolacji zamówili jeszcze po kawału tortu czekoladowego oraz kawę.
- Marek mówiłeś, że masz dla mnie niespodziankę - odezwała się Ula po odstawieniu filiżanki z kawą
- Ula mam dla ciebie propozycję pracy w F&D jako wiceprezes - rzekł z uśmiechem na twarzy
- Ale...jak to wiceprezes, przecież w F&D nie ma takiego stanowiska - odparła przyglądając się uważnie Markowi
- Od dziś jest. Proszę nie odmawiaj. Już wszystko jest gotowe - prosił
- A co na to pozostali członkowie zarządu - dociekała
- Wszyscy zgodzili się z moją propozycją - odparł
Ula będąc nadal w szoku zastanawiała się co zrobić. Nie sądziła, że Marek sprawi jej taką niespodziankę. 
- Cieplak nad czym ty się zastanawiasz. Ta praca to jak gwiazdka z nieba. A do tego blisko Marka - mówiła do siebie.
Od tego wieczoru minął już tydzień. Ulka przyjęła propozycję tej pracy. W końcu czuła się potrzebna. A i już nie myślała tyle o przeszłości. Przez ten tydzień nie było dnia aby razem z Markiem nie wychodzili na lunch i spacer po ich parku. I o ile w ciągu dnia wszystko wyglądało, że jest dobrze to noce często Ula miała nieprzespane. Często w nocy miewała koszmary. W tych chwilach Marek okazywał się niezastąpiony. Lecz i na nim te noce się odbijały. Często był zmęczony i rozdrażniony. Zastanawiał się jak pomóc swojej ukochanej. Szedł właśnie do socjalnego po kawę gdy spotkał swojego przyjaciela Sebastiana.
- Hej stary, coś ty taki zmarnowany - pytał Olszański
- No hej - odparł prezes a jego twarz wskazywała na człowieka umęczonego - ostatnio źle sypiam - rzekł
Po zrobieniu sobie kawy panowie udali się do gabinetu dyrektora HR-u 
- No to mów co cię trapi - powiedział Sebastian widząc, że jego przyjaciela coś trapi - może będę mógł ci jakoś pomóc - dodał
CDN...

sobota, 8 lipca 2017

NIGDY...częśćXVII

Ona wtulona w jego silnych ramionach szlochała a chwilami aż zanosiła się płaczem. On gładził ją delikatnie po plecach i próbował uspokoić. Po raz kolejny zauważył jak ona boi się krzyków. W takich chwilach w nim wzbierała się złość na Sosnowskiego ale i na siebie samego. Tak dokładnie na siebie samego.  Wyrzucał sobie wówczas 
- Gdybym tylko posłuchał Seby i przyjechał na ten cholerny pokaz nigdy bym nie pozwolił aby ten drań ją skrzywdził. Dobrzański jesteś kretynem, idiotą, przez którego teraz cierpi Ula. Dałbym wiele aby to się nigdy nie stało.
Ale nie miał czasu aby się nad tym zastanawiać, wiedział iż to teraz jest najmniej ważne. Teraz to Ula jest najważniejsza.
- Ula, idź się połóż odpocznij, dzieciaki z rodzicami przyjadą pod wieczór - mówił spokojnie, co powodowało iż Ula się uspakajała. 
- A położysz się obok, przy tobie czuję się spokojniejsza - pytała 
- Oczywiście, jeśli tylko chcesz - odparł i oboje udali się do sypialni. 
Gdy tylko oboje położyli się, Ula ułożyła swą głowę na klatce piersiowej ukochanego. Często tak zasypiali, a później Marek szedł do salonu i tam spędzał noc. W takich chwilach Marek czuł się bardzo szczęśliwy, gdyż wiedział że Ula mu ufa. Wiele razy mówiła mu, że przy nim czuje się bezpieczna a jego serce rozpierała radość w takich chwilach. Obawiał się iż ona długo będzie go trzymać na dystans, przecież ją tak bardzo zranił, a do tego przecież tak wiele złego ją spotkało ze strony doktorka. Jak Ula spała zadzwonił telefon Marka ten aby nie zbudzić jej delikatnie wstał i wyszedł do salonu. Dzwonił Aleks aby powiedzieć mu, że jutro oboje z Pauliną będą w firmie na dziesiątą tak jak o to ich prosił.
Po niespełna dwóch godzinach w mieszkaniu Marka zjawili się rodzice Marka i rodzeństwo Uli. 
- O już wróciliście - rzekł młody Dobrzański
- Tak synu, bo Beatka już nie mogła się doczekać jak zobaczy się z Ulą, więc przyjechaliśmy wcześniej - odparł senior
- No właśnie a gdzie jest Ulcia - dopytywała dziewczynka już w przedpokoju
- Jest w sypialni, zaraz ją obudzę - rzekł Marek - albo nie, wiesz co zrobimy jej niespodziankę - mówił tajemniczo 
- Jaką? - dopytywała mała w trakcie zdejmowania obuwia
- Ty ją obudzisz, na pewno się ucieszy - powiedział
Dziewczynce aż zaświeciły się oczy na to co jej zaproponował Marek. Nie czekając już ani chwili pobiegła do Uli. Po chwili wszyscy usłyszeli krzyk radości ze spotkania obu sióstr i brata.
Jasiek mimo iż już dorosły mężczyzna również uronił kilka łez ze wzruszenia.
Radości było co nie miara. Nikt o nic Uli nie pytał, nie oczekiwano żadnych wyjaśnień. Poza Beti wszyscy wiedzieli co się działo w Bostonie. Beatce jeszcze jak żył Józef powiedziano, że Ula jak dzwoni to ona już zazwyczaj śpi bo gdy u nas jest noc to tam jest dzień i na odwrót. Dziewczynka przyjęła to w miarę spokojnie, chociaż przez jakiś czas było jej trudno zrozumieć. Bo przecież i ona i Jasiek Ulę traktowali jak matkę, a zwłaszcza mała. 
Cała czwórka przybyłych bardzo ucieszyła się na widok Uli. Mała nie odstępowała Uli na krok. Przez dłuższy czas to Beatka opowiadała jak było na Mazurach. Jaśkowi też podobało się, jak do tej pory poza Rysiowem i Warszawą żadne z nich nigdzie nie było. Najzwyczajniej nie było ich stać aby gdziekolwiek wyjeżdżać. 
- Wiesz Ulcia tam jest bardzo pięknie i bardzo dużo jezior - mówiła dziewczynka będąc nadal pod wrażeniem - razem z wujciem, ciocią i Jasiem pływaliśmy nawet łódką
- Tak wiem kochanie. A byłaś grzeczna - mówiła Ula tuląc małą do siebie
- Uleńko to bardzo grzeczne dziecko. Ona nigdy nie sprawia kłopotu, tak samo jak i Jasiu - odpowiedziała za Beatkę Helena
Ula uszykowała kolację, a po niej pomogła małej wykąpać się, a następnie przeczytała jej bajkę. Czego mała bardzo się dopominała mówiąc
- Ulcia przeczytasz mi bajkę, tak dawno tego nie robiłaś. Wiesz Mareczek lub Jasiu mi czytali ale to nie to samo
- Przeczytam skarbie - odpowiedziała Ula
Wcześniej poprosiła Helenę i Krzysztofa Dobrzańskich aby jeszcze nie wychodzili jeśli mogą. Gdy tylko mała usnęła Ula wróciła do salonu i usiadła na kanapie. Jasiek w tym czasie udał się do swego pokoju nie chcąc im przeszkadzać.
- Pani Heleno i panie Krzysztofie - zaczęła Ula przy której usiadł Marek i objął swym ramieniem dodając jej tym pewności siebie - bardzo chciałam was przeprosić, że przeze mnie rozpadł się związek Marka i Pauliny. Ale również podziękować, za to że po śmierci mojego taty państwo podjęli się opieki nad moim rodzeństwem. Nie wiem co by było gdyby nie Marek i państwo - mówiła ze łzami w oczach 
- Ula, dziecko nie masz za co nas przepraszać ani tym bardziej nam dziękować. Zrobiliśmy to bo tego chcieliśmy - rzekł Krzysztof
- Najważniejsze, że ty już wróciłaś i jesteś już wśród nas - mówiła Helena łapiąc dłoń Uli w swoją - pamiętaj zawsze możesz na nas liczyć. Nikt nie ma do ciebie o nic żalu - dodała 
Te słowa były dla Cieplak bardzo ważne, obawiała się jak oni ją przyjmą i czy zaakceptują jako partnerkę ich syna. Tak prawdę mówiąc bardziej obawiała się braku akceptacji ze strony Heleny niż Krzysztofa. Dlatego to co usłyszała z ust Heleny pozwoliło jej odetchnąć. 
Czekała ją jeszcze rozmowa z bratem, która była równie ważna jak rozmowa z rodzicami Marka. 
Wszyscy posiedzieli jeszcze chwilę za nim seniorzy zebrali się do wyjścia.
- Ula, odprowadzę rodziców do samochodu i zaraz wrócę - powiedział Marek, gdyż chciał zapytać o coś Krzysztofa
Ula kiwnęła tylko głową.
- Tato czy możesz jutro być w firmie na dziesiątą - zapytał Marek gdy byli już przy samochodzie
- Czy coś się stało? - zapytał zaniepokojony Krzysztof
- Nie, nic się nie stało, ale mam pewien pomysł i chciałem to skonsultować z tobą i Febo - odpowiedział Marek
- Dobrze będę - odparł senior
Gdy wrócił do mieszkania Ula siedziała w salonie i rozmawiała z Jaśkiem. Nie chcąc im przeszkadzać Marek udał się pod prysznic, a następnie do sypialni. Usiadł w fotelu, włączył laptop i zaczął przeglądać pocztę oraz internet. 
- Jasiu ja bardzo chciałam cię przeprosić, że wyjechałam i nie było mnie przy was. Gdybym tylko wiedziała, że wszystko tak się potoczy, to nigdy bym  nie  wyleciała z Piotrem do Bostonu. Ja nawet nie wiedziałam, że on wysłał do was w moim imieniu tą wiadomość. Tak bardzo mi przykro, że nie było mnie gdy tata był w szpitalu. 
Jestem z ciebie taka dumna i tata zapewne też by był. Wiem, że podjąłeś pracę w F&D i studiujesz. Wiesz zastanawiam się czy nie sprzedać tego domu w Rysiowie i nie kupić tu w Warszawie czegoś. Od jutra zamierzam poszukać jakiejś pracy. Nie możemy przecież siedzieć Markowi na głowie. - mówiła Ula a po jej policzkach nie raz popłynęły łzy
- Ula nie musisz mnie za nic przepraszać, ja to wszystko rozumiem. Gdybym tylko dorwał tego doktorka we własne ręce to nie wiem jak by to się dla niego skończyło. A co do domu to chyba masz rację może było by to dobre rozwiązanie. Ja studiuję i pracuję w Warszawie a mała od września idzie do szkoły też tu na miejscu. Natomiast nie sądzę aby Marek pozwolił nam wszystkim się wyprowadzić od niego. Wiesz Ula on nawet nie chce słyszeć o tym abym dokładał się do czegokolwiek. Ale ja tak nie umiem i zawsze staram się dokładać chociaż do opłat. On wówczas tylko kręci głową i mówi, że nie ma takiej potrzeby. 
Kiedy skończyli ze sobą rozmawiać Ula odetchnęła z ulgą. Poczuła się tak jakby ktoś zdjął z niej ogromny głaz. Głaz, który nie pozwalał zacząć żyć od nowa. A ona chciała w końcu być szczęśliwa. A to szczęście dzielić wraz z rodzeństwem oraz z Markiem. Udała się pod prysznic i do sypialni. Tam zastała Marka, który wciąż coś przeglądał w internecie.
- Nie śpisz jeszcze? - pytała
- Nie czekałem na ciebie - odparł wyłączając  laptop
- Skarbie, masz może na jutro jakieś plany? Wiesz ja rano zawiozę Beti do szkoły i jadę do firmy. Jeśli chcesz to możesz jechać z nami - mówił
- Wiesz Marek, chciałam od jutra szukać pracy i jakiegoś mieszkania dla siebie -  powiedziała
- Ale jak to mieszkania? Ula ja sądziłem, że już zawsze będziemy mieszać razem. Beatka, Jasiek, ty i ja - mówił zaskoczony Marek
- Ja nie chcę być dla ciebie ciężarem - mówiła
- Co ty mówisz - mówił spokojnie, chociaż w tej chwili chciało mu się krzyczeć - jakim ciężarem. Ula KOCHAM cię i nie wyobrażam sobie abyś mogła się wyprowadzić. Proszę nie rób tego. A co do twojej pracy to myślałem, abyś wróciła do firmy - mówił patrząc jej prosto w oczy. 
- Też cię bardzo KOCHAM Marek... 
- Dlatego proszę nie wyprowadzaj się - nie dał jej dokończyć
- Dobrze zostanę, ale co do powrotu do firmy jak ty to sobie wyobrażasz, masz przecież już nową asystentkę, Aleks jest dyrektorem finansowym więc... dla mnie nie ma tam miejsca - mówiła
Marek bardzo ucieszył się, że Ula jednak zgodziła się zamieszkać z nim na stałe
- Posłuchaj, jeśli wszystko pójdzie dobrze to będzie dla ciebie miejsce. Ja jutro na ten temat będę rozmawiał z Febo oraz ojcem. Dlatego proszę wstrzymaj się z tym szukaniem pracy do końca tygodnia - mówił
- Marek coś ty znowu wymyślił? - dopytywała Marka a on tylko się uśmiechał
- Ula powiem ci jak tylko wszystko będzie już wiadomo - rzekł i pocałował swoje szczęście
- No dobrze. To ja idę spać. Dobranoc - powiedziała
- Dobranoc kochanie - powiedział i chciał już wychodzić gdy zatrzymał go głos Uli
- Marek możesz zostać, przez całą noc? - zapytała, spuszczając głowę tak jakby się wstydziła tego o co prosi
- Na pewno tego chcesz? - odpowiedział pytaniem
Ona tylko pokiwała głową.
Oboje usnęli wtuleni w siebie. Gdy nagle Marka obudził krzyk, który wydobył się z ust Uli. Ona siedziała z podkulonymi nogami płacząc i prosząc aby zostawił ją w spokoju i pozwolił wrócić do domu. Dobrzański pomny, że nie może wykonać gwałtownych ruchów delikatnie potrząsnął Ulą i spokojny głosem prosił aby się przebudziła
- Ula obudź się, słyszysz to ja Marek
Gdy tylko się przebudziła usłyszała ciepły i pełen spokoju głos Marka, który mówił, że to tylko zły sen. W końcu uspokojona ponownie zasnęła w objęciach Dobrzańskiego.
Rano Marek przebudził się pierwszy. Przez chwilę przyglądał się Uli, po czym wstał po cichu aby jej nie obudzić. Wziął poranny prysznic, szykował śniadanie i obudził dzieciaki. 
Po zjedzeniu zajrzał jeszcze do sypialni gdzie nadal spała Ula, postanowił jej nie budzić. 
W kuchni na stole zostawił jej wiadomość
"Ula 
Miałaś ciężką noc dlatego nie budziłem cię. Beatka jest w szkole, Jasiek na uczelni a ja w firmie. Klucze od mieszkania wiszą w przedpokoju. Ja wrócę około siedemnastej. Wcześniej mama przywiezie Beti.
KOCHAM CIĘ
Marek"
CDN...

sobota, 1 lipca 2017

NIGDY...częśćXVI

- Jak ona się czuje? - zapytał Maciek
- Nie jest dobrze. Ciągle jest smutna, zamyślona albo płacze. A i cały czas obwinia się o wszystko co się stało - odpowiedział Marek 
- I co teraz? - dalej dopytywał - A czy ona coś ci mówiła o tym całym pobycie w Bostonie, co się tam działo - dodał jeszcze Maciek 
- Tak mówiła, a i Aleks jak tam był to często dzwonił z informacjami co się tam dzieje. I to on zdecydował o wcześniejszym ich powrocie po tym co tam się stało. 
Wiesz Maciek... - zamyślił się na chwilę Dobrzański jakby próbował ułożyć sobie w głowie co chce powiedzieć - ja nigdy nie byłem święty, sam zachowałem się podle wobec niej. Lecz w życiu nie postąpił bym jak doktorek. Gdy zrozumiałem co do niej czuję i jakie to uczucie jest silne obiecałem zrobić wszystko aby ona była szczęśliwa 
- Boże Marek o czym ty mówisz co tam się działo. Ja wiem i widzę, że ją Kochasz i wierzę, że zrobisz wszystko aby tak było. Ale powiedz mi co wiesz, może wspólnie jej pomożemy - wszedł w słowo Maciek mając przerażony ton głosu
- Mogę powiedzieć, że ten dupek zrobił jej istne piekło na ziemi. Odciął ja od nas wszystkich. Wiesz rozumiem, że chciał ją odciągnąć ode mnie ale od rodziny to chore, w dodatku ukradł jej dokumenty i gdzieś je ukrył. Ona nie miała pojęcia o żadnej wiadomości wysłanej do jej ojca i do ciebie.  Pozbawił ją dostępu do internetu, zabrał jej telefon. Przez długi czas nie mogła sama nigdzie wychodzić. Nie raz nie dwa ją pobił. 
Maciek ona była ze mną w ciąży i nawet próbowała mnie poinformować ale tak ją pobił, że wylądowała w szpitalu i straciła dziecko. Wiem o tym iż ją zastraszył aby nie składała doniesienia na policję. 
Przypuszczam, że będzie chciała zobaczyć tą wiadomość to pokaż jej. A co dalej nie wiem - rozłożył bezradnie ręce i pokręcił głową - Jedyne co teraz mogę to być przy niej i ją wspierać. Może z czasem będzie lepiej. Musimy czekać - opowiedział Marek Szymczykowi, a w jego oczach pojawiła się słona ciecz. 
- Rany julek, jak ja bym dorwał drania we własne ręce - powiedział Maciek i zauważył jak ktoś ich obserwuje z drugiej strony ulicy
- Ty Marek spójrz, kogo my tu mamy - wskazał ruchem głowy
- No i jeszcze tych dwoje tu brakuje - pokręcił głową Dobrzański 
Obaj panowie postanowili dowiedzieć się czego ta dwójka chce
- Witamy - rzekł Szymczyk
- Co to za zbiegowisko, coś ciekawego stało się - zapytał Dobrzański
- Nie nic się nie stało, my razem z Bartusiem szliśmy na zakupy gdy dostrzegliśmy Ulę i chcieliśmy się  z nią przywitać i złożyć kondolencje z powodu śmierci Józefa - odparła korpulentnej budowy ciała kobieta
- Nie ma takiej potrzeby, a i jak mniemam Ula chyba już mówiła Bartkowi, że nie chce go widzieć. Prawda? - rzekł Marek
- Phi, jakie to wszystko zrobiło się ważne. Wielce zaczęli pracować i mieszkać w stolicy i wielkie państwo. Chodź synku nic tu po nas - rzekła Janina  Dąbrowska
- Boże i jeszcze jego tu brakowało i jego szurniętej mamuśki. Czy oni nie dadzą jej spokoju - mówił Maciek
- Spokojnie jak znam życie, to on za pewne lada moment i znów wyjedzie do Niemiec - powiedział Marek 
- Może i masz rację. Dobra chodźmy do domu bo obiad już zapewne za stole - powiedział Maciej
Gdy tylko weszli do domu Dobrzański widział znów podkrążone od płaczu jej oczy. Usiadł przy stole obok Cieplak przytulając do swego boku. Ula spojrzała na niego i posłała mu coś na kształt uśmiechu. Wspólnie z rodziną Szymczyków zjedli obiad. 
- Maciuś a możesz mi pokazać tą wiadomość - zapytała Ula gdy po obiedzie młodzi siedzieli w pokoju Maćka
- Jasne, nie ma problemu tylko uruchomię komputer - odparł
Po przeczytaniu tej wiadomości Ula tylko pokręciła głową i nie mogła zrozumieć dlaczego.
- Boże jak on mógł - zadawała pytanie, na które nikt nie znał odpowiedzi. Bo co można odpowiedzieć, że co...że tak ją kochał, przecież tak nie postępuje ktoś kto kocha.
- Ula spokojnie - mówił Maciek a ona znów zalewała się łzami
Posiedzieli jeszcze jakąś chwilę u Szymczyków. Mama Maćka nie chciała ich tak szybko wypuścić dopiero po złożonej przez nich obietnicy, że będą ich odwiedzać mogli opuścić ten gościnny dom.
Podczas tej wizyty w Rysiowie poruszony został również temat domu. 
- Ula a co z domem - zapytał pan Szymczyk
- Nie wiem, nie zastanawiałam się jeszcze, najpierw muszę porozmawiać z Jaśkiem - odparła
Gdy wracali do Warszawy ona znów gdzieś błądziła myślami. 
- Ula może podjedziemy  do sklepu - odezwał się Marek. Ale z jej strony nie było żadnej reakcji. 
- Ula słyszysz -powiedział znacznie głośniej, co spowodowało u niej lęk. Ten widząc co się dzieje zjechał na pobocze i przytulił ją mówiąc już na wpół ściszonym głosem
Spokojnie Kochanie, już nie będę  krzyczał. Przepraszam, że cię wystraszyłem
Jak tylko ta zaczęła się uspakajać postanowił ruszyć dalej.
- To co może pojedziemy do sklepu. No chyba, że chcesz abym zawiózł cię do domu a sam pojechał na zakupy - mówił
- Nie pojedziemy razem. Muszę kupić coś na jutro - odparła 
Następnego dnia odwiedzili ich Sebastian i Violetta
- Ula bardzo chciałem cię przeprosić za to co się stało - mówił Olszański gdy tylko skończyli się witać
- Sebastian było minęło, ja już dawno wam wybaczyłam i proszę nie wracajmy do tego. Żyjmy tym co tu i teraz - mówiła
Cały wieczór minął w bardzo miłej atmosferze. Cała czwórka przyjaciół wspominała i opowiadała różne ciekawostki ze swego życia, śmiali się i żartowali. Nawet tego wieczora uśmiechała się Ula co Marka bardzo cieszyło. Zazwyczaj Ula chodziła smutna i często płakała. On w takich chwilach zawsze był przy niej. Ona w takich razach mówiła
- Dziękuję, że tu jesteś, nie wiem jak bym sobie sama poradziła
- Jestem i już pozostanę - mówił do niej i jeszcze bardziej tuląc do siebie. 
Ktoś stojący z boku mógłby powiedzieć, że Marek chce ją w ten sposób odgrodzić od całego zła jakie może ją spotkać. Coś w tym jest ona  w jego ramionach czuła się bezpieczna. 
Nastała niedziela i pod wieczór z Mazur mieli wrócić seniorzy Dobrzańscy wraz z rodzeństwem Uli.
Ona z jednej strony cieszyła się z tego faktu. Nareszcie będzie mogła przytulić ich do siebie. Ale z drugiej strony bała się tego spotkania. Nie wiedziała co powiedzieć rodzeństwu, jak im to wytłumaczyć i jak potraktują ją jego rodzice. Te jej obawy próbował rozwiać Marek ale bezskutecznie. W pewnym momencie zamknęła się w łazience i płakała.
- Ula proszę otwórz te drzwi - prosił Marek już od dobrych kilku minut. Kiedy po raz kolejny nie reagowała na jego słowa nie wytrzymał i krzyknął
- Ulka do cholery, otwórz te drzwi bo je zaraz wyważę. Słyszysz?
To tylko spowodowało, że ona jeszcze bardziej zaczęła płakać siedząc skuloną na podłodze. Gdy tylko Marek usłyszał jak ona prawie zanosi się płaczem, zrozumiał swoje zachowanie. Bał się aby sobie czegoś nie zrobiła, ale nie miał pojęcia co zrobić aby wyszła z łazienki. Postanowił odczekać chwilę licząc, że ona w końcu wyjdzie. Tak też się stało, po kolejnych kilku minutach Ula wyszła i chciała udać się do sypialni. Lecz Marek zdążył chwycić ją za rękę i przyciągnąć do siebie.
- Ula, skarbie przepraszam nie powinienem krzyczeć. Ale martwię się o ciebie - mówił patrząc jej w oczy.
CDN....

sobota, 24 czerwca 2017

NIGDY...częśćXV

- Zaprosiłem na jutro Sebastiana z Violą. Nie masz nic przeciwko - powiedział
- Oczywiście, że nie. Dzieciaki wracają w niedzielę wraz z twoimi rodzicami. Przygotuję coś. Na, którą ich zaprosiłeś - rzekła
- Na osiemnastą - mówił, gdy nagle drzwi od jego gabinetu się otwarły a w nich stanęła....
- Violka czy ty się nie nauczysz pukania. Ja kiedyś zawału przez ciebie dostanę - powiedział
Lecz Kubasińska nic sobie nie robiąc z jego słów rzuciła się na Ulę
- Wróciłaś ty moja Ulijanko. Wiesz gdy ciebie nie było to cała firma na mojej głowie była - mówiła z żalem w głosie.
- Tak ja też się cieszę, że cię widzę - odparła Cieplak - ach ta Viola nic się nie zmieniła, nadal jest taka szalona - pomyślała Ula
- Dobra Viola oddaj mi moją dziewczynę - Marek powiedział to nawet nie zastanawiając się czy może tak mówić o Uli. Dla niego samego to było oczywiste. On sam gdy tylko zrozumiał co czuje do Uli o niczym innym nie marzył. Pragnął aby ona została w przyszłości jego narzeczoną a potem żoną. Miał świadomość, że w przeszłości bardzo ją zranił ale mu wybaczyła, lecz po tych wszystkich ostatnich wydarzeniach w jej życiu wiedział, że musi minąć trochę czasu. Po tym jak potraktował ją Piotr a wcześniej on sam ale również Dąbrowski ona może nie chcieć się z nikim wiązać. Był szczęśliwy bo mimo wszystko jemu ufała, że mu wybaczyła. Wiedział, iż te jej uśmiechy to tylko dobra mina. Był świadomy tego co się działo w Bostonie i jak wyglądało jej życie u boku Sosnowskiego. Dlatego też chciał aby jak najszybciej mogła wrócić do pracy. Aby zająć się czymś i nie rozmyślać. Miał nawet pewien pomysł. Lecz w pierwszej kolejności musi porozmawiać o tym z Krzysztofem i Aleksem. Od zgody zarządu zależało czy jego plan będzie miał prawo bytu. Co do zgody ojca był pewny ale Aleksa już nie do końca. No i jest jeszcze Paulina. Ale tym się nie martwił. Był jej tak samo pewny jak ojca. 
Gdy tylko Ula już wyswobodziła się z objęć Violi powiedziała do niej
- Viola my dzisiaj już wychodzimy, ale na jutro jesteście wraz z Sebastianem zaproszeni do Marka - po czym pożegnała się z nią, w międzyczasie Marek spakował swoje rzeczy do teczki, wyłączył komputer i wraz z Ulą opuścili F&D
- To co najpierw park a później Rysiów? - zapytał Marek po wyjściu z firmy
- Yhy - pokiwała Ula
Park o tej porze roku mienił się pełną paletą barw od zieleni po żółte, czerwone i nie tylko kolory kwiatów rosnących w klombach. Spacerkiem dotarli do swojej ławki w pobliżu stawu gdzie pływały kaczki oraz kilka śnieżno białych łabędzi.
- Szkoda, że nie mamy żadnej bułki - powiedział Dobrzański
- Ja mam wzięłam z bufetu - odparła 
- No tak cała Ula, myśli zawsze o wszystkich - pomyślał
Przystanęli przy brzegu stawu karmiąc nie małe stadko kaczek oraz łabędzie. Po czym usiedli na ławce i każde z nich zatopiło się we własnych myślach ale tak prawdę mówiąc oboje myśleli o tym samym. Oboje wspominali czas gdy wspólnie tu przychodzili. Jacy byli szczęśliwi. Aż nagle wszystko prysło jak bańka mydlana.
- Wiesz Ula - Marek przerwał tą ciszę panującą - to tu zaczynałem rozumieć, że nie mogę dalej żyć tak jak żyłem. Ty mnie  nauczyłaś i pokazałaś jak powinno się żyć. Te nasze wspólne rozmowy na sto procent uświadomiły mi wiele rzeczy. I wierz mi dziś wstydzę się tego jakim byłem człowiekiem. Zmieniłem się dzięki tobie a raczej dla ciebie. W chwili twojego odejścia nie chciałem żyć. Dlatego obiecuję ci uczynnić wszystko abyś nie musiała zwątpić w moją miłość. - rzekł Marek  przytulając się do Uli
- Marek wiem, że się zmieniłeś ale gdybyś tego nie chciał to byś tego nie uczynił. Wiem, że mnie KOCHASZ i jestem szczęśliwa ale... -  przerwała nagle, a po jej twarzy popłynęły łzy
- Ula co się stało, dlaczego płaczesz, powiedziałem coś nie tak - pytał przerażony junior 
- Spójrz - powiedziała i pokazała w kierunku dwojga młodych ludzi, którzy spacerowali a przed sobą prowadzili wózek - gdybym tylko została i pozwoliła ci wszystko wyjaśnić, a nie odeszła z Piotrem. Dziś nasze maleństwo było by z nami. To tak strasznie boli - powiedziała a następnie wstrząsną nią szloch.
Marek od razu przytulił ją do siebie i próbował uspokoić
- Cii, zobaczysz jeszcze będziemy mieli takie maleństwo a ty będziesz najlepszą mamą pod słońcem - mówił - chodź pójdziemy na zapiekanki a potem pojedziemy do Rysiowa - próbował odwrócić jej myśli od tych strasznych wydarzeń. A w myślach sam siebie obrzucał epitetami 
- Jesteś cholernym sukinsynem Dobrzański, to też twoja wina. Trzeba było jechać na ten pokaz i jeszcze raz spróbować ją zatrzymać. Kretyn, idiota i skończony dupek. 
Poszli na zapiekanki, które również przywołały ciepłe wspomnienia. Jak to on zawsze wycierał ketchup z jej policzków. Jak Ula go tu przyprowadziła pierwszy raz.
Zjedli i udali się do samochodu. 
W czasie podróży do Rysiowa Ula niby była przy nim ale tylko ciałem, oparła głowę o szybę a myślami była gdzie indziej. Bała się przyszłości i tego co dalej, a wstydziła przeszłości mówiąc dokładniej to ostatniego roku.  
Nie miała pracy, nie miała gdzie mieszkać. Nie chciała siedzieć Markowi na głowie. Jedynym pocieszeniem było iż jej rodzeństwo miało dach nad głową. Za to była bardzo wdzięczna i seniorom Dobrzańskim oraz Markowi. Wiedziała również iż sama Paulina czasami pomagała w opiece nad Beatką. Wyrzucała sobie, że tak strasznie skrzywdziła tyle bliskich jej ludzi. Tak bardzo chciała zapomnieć o tym co się stało i zacząć żyć  Miała tylko nadzieję iż jej rodzeństwo jej nie potępia a przy Marku może uda się jej dojść do równowagi. Wierzyła w jego zapewnienia o miłości bo już nie raz dał jej ku temu powody. Była mu za to wdzięczna. Widziała jak bardzo się stara, jak zawsze jest przy niej.
On widział jak jest jej ciężko ale jedynie co mógł zrobić to być przy niej i ją wspierać.
W końcu dojechali do nie wielkiego cmentarza w Rysiowie. Na miejscu zakupili kilka zniczy oraz żółte chryzantemy i udali się na grób jej rodziców. Gdy dotarli na miejsce oczom Uli ukazał się piękny pomnik wykonany z ciemnego granitu o zabarwieniu czerwonym. A tablica napisowa w kształcie serca. Na niej mosiężne napisy informujące o osobach tu pochowanych. Przy samym grobie zrobiono małą ławeczkę, na której usiadła Ula. Marek chciał ją zostawić samą i poczekać przy samochodzie ale ona spojrzała na niego a on zrozumiał jej niemą prośbę o pozostaniu. 
Został ale stanął z boku. Ula w myślach prowadziła z nimi swoisty monolog.
- Kochani tak bardzo was przepraszam, że zawiodłam. Nie byłam dobrą ani córką ani siostrą. Przepraszam za to, że wyjechałam i zostawiłam tatę i dzieciaki same. A i obiecuję, że już nigdy nie  wyjadę.                                                                                                           Opowiedziała, jak było w Bostonie i jakim podłym draniem okazał się Sosnowski ale teraz już będzie tylko lepiej. Starała się wierzyć, że tak będzie. Lepiej bo ma przy sobie dzieciaki, przyjaciół oraz Marka. Marka, który ją KOCHA i którego ona KOCHA
I znów te łzy. Łzy, których wręcz nienawidziła. Od kilku miesięcy niemal każdego dnia wylewała ich spore ilości. Ona już zapomniała co to radość. A tak bardzo tego pragnęła. Pragnęła móc cieszyć się tym co ma. Ale najwyraźniej daleka droga jeszcze przed nią.
Widział jak trzęsą się jej ramiona, nie myśląc długo doszedł do niej i przytulił. Szeptał jej tylko
- Już dobrze Ula
Wreszcie trochę się uspokoiła zmówiła modlitwę za zmarłych po czym opuścili cmentarz i udali się do Szymczuków.
Już z daleka widzieli jak Maciek ich wyczekuje wystając w bramie swojego domu. Gdy tylko podjechali zaraz witała się z przyjacielem, któremu z ust nie schodził uśmiech. Lecz Maciek tak samo jak i Marek widział w jej oczach smutek, żal i rozpacz. Ale również nieme przeprosiny.  
Panowie przywitali się uściskiem dłoni. Od czasu gdy Marek przeszedł tą przemianę można było powiedzieć iż wraz z Maciek stali się bardzo dobrymi znajomymi a nawet i przyjaciółmi.
Chodźcie, mama już na was czeka - rzekł Maciek
Ruszyli we trójkę do domu a po drugiej stronie ulicy, ktoś im się bacznie przyglądał.
- Marek możemy pogadać - szepnął Maciek gdy Ula pierwsza weszła do domu.
- Ok, nie ma sprawy - odparł - Ula ja zaraz wrócę tylko coś pokażę Maćkowi - zwrócił się do niej i zostali sami.
Natychmiast wpadła w ramiona pani Marii. Teraz obie kobiety płakały
CDN...

niedziela, 18 czerwca 2017

NIGDY...częśćXIV

Febo spojrzał na Dobrzańskiego by po chwili przerwać ciszę, która panowała po słowach tego drugiego. Widać było, że to co mówił było prawdziwe bez żadnego zakłamania czy fałszu w jego głosie.  Oboje czuli, że ta rozmowa musi się odbyć i najwyraźniej nadszedł czas aby ją odbyć. I może nie wiele zmieni w ich relacjach to chociaż wyjaśnią sobie te wszystkie nieporozumienia.
- Wierz mi lub nie ale do chwili gdy jej nie ujrzałem nie miałem zamiaru robić cokolwiek  - zaczął Aleks
Marek popatrzył na niego a jego wyraz twarzy mówił 
- Nie rozumiem
- Przed moim wylotem do Stanów Paulina próbowała mnie przekonać abym pomógł sprowadzić Ulę do Polski, jak bardzo ty ją Kochasz, że strasznie za nią tęsknisz, martwisz się o nią i takie tam. Miałem to gdzieś
- No ale się zgodziłeś - wszedł mu w słowo Marek
- Tak zgodziłem się ale dla świętego spokoju. Guzik mnie obchodziło co ty czujesz do niej. Przecież, ciebie też nie obchodziły moje uczucia do Julii gdy wylądowałeś z nią w moim łóżku
Marek siedział ze spuszczoną głową i wiedział, że Aleks ma rację. Gdy szedł z jego dziewczyną do łóżka nawet nie zastanawiał się nad tym co czuje jego wówczas najlepszy przyjaciel. Chciał coś powiedzieć już otwierał usta ale Febo go ubiegł
- Dzień przed powrotem do kraju po załatwieniu spraw firmowych zadzwoniłem do Pauliny aby powiedzieć jej o której wracam.  A ona znów zaczęła mi truć abym udał się do tego Bostonu i nie chciała słyszeć odmowy. Postanowiłem polecieć, miałem zamiar tylko sprawdzić jak jej się układa i ile jest prawdy w tym co mówiła Paula. Potem miałem wrócić i już. Nadal sądziłem, że mnie to nie obchodzi - mówił Aleks
- A jednak zostałeś i pomogłeś... dlaczego - rzekł Marek
- Tak owszem zostałem i postanowiłem pomóc, bo to co zobaczyłem a raczej co ujrzałem w jej oczach to tak ... - zamyślił się Aleks
Znowu w słowo wszedł mu Marek
- Co takiego ujrzałeś, zobaczyłeś?
- To było tak jakbym zobaczył siebie i Paulinę po stracie rodziców, i siebie samego gdy straciłem Julię. Pamiętałem ją jak przyjęła się do firmy i mimo tego, że wyglądała jak wyglądała to zawsze była uśmiechnięta, a ta którą ujrzałem w Bostonie nie przypominała jej nawet z tego okresu. Z jej oczu bił smutek, żal i tęsknota. 
To była tęsknota za domem, za rodziną, przyjaciółmi i za tobą. Wiem co to znaczy tęsknić za rodzicami, za osobą którą kocha się mimo wszystko. Nawet jeśli ta osoba nas skrzywdziła. Ona tak jak ja tęskniłem za Julią i raczej nadal za nią tęsknię to ona tęskniła za tobą. Ona tak jak my z Pauliną tęskniliśmy za rodzicami, tak ona również tęskniła za rodziną. Przecież ona tam była zupełnie sama bez żadnego wsparcia i pomocy. My z Pauliną również bardzo odczuwaliśmy brak i tęsknotę za rodzicami. Jeśli myślisz, że my nie tęskniliśmy za nimi to jesteś w błędzie. Po prostu zawsze płakaliśmy w poduszkę. My chociaż mieliśmy u boku twoich rodziców, no i siebie na wzajem. I za to jesteśmy im obu bardzo wdzięczni bo dobrze wiemy, że gdyby nie oni to... - głos Aleksa się załamał, ale zaraz zaczął mówić dalej
- To co mamy dziś czyli pokończone renomowane uczelnie, pokaźny majątek jest zasługą twoich rodziców. Ale uwierz nikt choćby nie wiem jak się starał nie zastąpi ci prawdziwej rodziny bo nie jest wstanie tego uczynić. Choćby nie wiem co. Dlatego pomogłem. Wówczas coś we mnie pękło i zrozumiałem, że to co jest między nami obojgiem nie ma nic wspólnego z nią.
Znów zapanowała cisza przerywana tylko przez zegar wiszący na ścianie. Każdy z nich o czymś myślał. Tą ciszę przerwało pukanie do drzwi i wejście do gabinetu Turka. Księgowy miał coś powiedzieć ale Aleks rzekł chłodnym tonem
- Adam nie teraz, zajęty jestem
Po wyjściu księgowego Aleks zaczął mówić dalej
- Wiesz, znam Ulę już jakiś czas, ale jej oczy zawsze się śmiały mimo wszystko a tam za każdym razem jak ją widziałem one były  dziwne. Ona patrzyła jakoś tak jakby była nie obecna. Zauważyłem, że znowu uśmiechały się po każdej waszej rozmowie i gdy była z dala od tego idioty. Dużo rozmawialiśmy o tym co się tam działo ale i nie tylko. Te rozmowy dużo mi uświadomiły. To dzięki tym rozmową zrozumiałem wiele. Wiem, że już ci wybaczyłem ale nie wiem czy jestem w stanie zaufać. Lecz mogę z całą pewnością obiecać, że już nie będę rzucał ci kłód pod nogi.
A wracając do Uli
Długo nie mogła się pozbierać po stracie dziecka. Marek ona bardzo chciała tego dziecka. Mówiła, że gdy dowiedziała się o ciąży, to znów chciała żyć. Mówiła, że dzięki ciąży ciebie miała w jakimś sensie blisko siebie. A po poronieniu miała wrażenie, że straciła cię już bezpowrotnie. A ten dupek nie dość, że ją pobił to jeszcze jej groził. 
Kilka razy byłem światkiem, jak ten palant wyżywa się na niej. Dla niego nie miało znaczenia czy to dom czy galeria handlowa. Dopóki tylko krzyczał ja trzymałem się na uboczu aby nie wiedział, że ktoś go obserwuje. Ale, któregoś razu musiałem interweniować, bo chciał ją uderzyć. Wyobraź sobie, że ten kretyn mnie nie rozpoznał. Ale to dobrze a i Uli dał spokój.
Wiem też, że o wszystkim chciała ci napisać w pierwszym liście ale doktorek go przechwycił.  Potrafił być nawet tak podły, że zniszczył jej twoje i rodziny zdjęcie oraz pamiętnik. 
Czasami to miałem wielką chęć obić mu tą jego paskudną mordę. I hamowałem się  tylko dlatego żeby jej nie zaszkodzić.
- Wiem o tym wszystkim od niej samej opowiedziała mi o tym. A dał jej spokój aż do teraz. - mówił Marek - a jak to się stało, że on się dowiedział o jej wyjeździe - dodał 
- Dzień wcześniej okazało się iż ma on dostać jakiś kontrakt w tamtejszym szpitalu na około rok, a Ula wówczas postanowiła spróbować poprosić go o wyjazd do kraju. On wpadł we wściekłość i ją pobił. Więc gdy ją zobaczyłem  postanowiłem dłużej nie czekać. Dokumenty i bilety już były, a nawet jeśli by było trzeba to kupiłbym nowe. Więc jeśli ty ją naprawdę kochasz to zrób wszystko aby była szczęśliwa i mogła z czasem zapomnieć o tym draniu i koszmarze jaki jej tam zgotował - odparł Aleks
- Tego możesz być pewny. Zrobię wszystko co w mojej mocy aby znowu była tą Ulą co dawniej. Bardzo ją KOCHAM i nie pozwolę aby znów musiała cierpieć - powiedział Marek po czym spojrzał na zegarek i stwierdził, że czas się zbierać, przecież mieli jechać jeszcze do Rysiowa. Pożegnał się z Febo i jeszcze raz mu dziękując za pomoc wyszedł od niego. Udał do swego gabinetu i zadzwonił po Ulę 
- Skarbie długo jeszcze, mieliśmy jeszcze jechać dziś do Rysiowa - pytał
- Nie już idę do ciebie i możemy jechać - odparła
- KOCHAM cię - powiedział jeszcze do telefonu
- Ja ciebie również KOCHAM - odparła
A on miał wrażenie, że się uśmiechnęła. Tak to prawda ona w takich chwilach zawsze się uśmiechała. Od kiedy wróciła do kraju i jest z Markiem to bardzo często słyszała wyznania miłości z jego ust. Była taka szczęśliwa, że są razem mimo tego co się stało. Przy nim czuła się bezpieczna. 
Czekając na nią usiadł na kanapie i mając chwilę zaczął się zastanawiać nad tym co powiedział mu Aleks. Wówczas zrozumiał jakim jest szczęściarzem, cholernym szczęściarzem a zarazem podłym, egoistycznym dupkiem. On od zawsze miał wszystko to co chciał i o nic nie musiał się martwić. On w przeciwieństwie do nich miał oby dwoje rodziców. Od zawsze wiedział, że będzie miał gdzie pracować. Dostawał co tylko sobie zamarzył. A przecież czy to rodzeństwo Febo, czy Ula zawsze żyli w niepewności co przyniesie dzień jutrzejszy. Owszem ci pierwsi mieli trochę więcej szczęścia bo mieli przy sobie rodzinę Dobrzańskich. A ci nie dopuścili aby oni zaznali biedę po stracie rodziców.  Ale czy można to zaliczyć w kategorii szczęścia. Może i tak. Bo gdyby nie przyjaźń rodziców jednych z drugimi nie wiadomo co by było. Tak jak Febo i Ula w swoim życiu też straciła najpierw matkę będąc jeszcze nastolatką teraz straciła jeszcze ojca. Ale ona ze wszystkim zawsze musiała sobie radzić sama. I do tego zawsze była przez kogoś oszukiwana. Najpierw był Bartek Dąbrowski, później ta cała intryga uknuta wraz z Sebastianem, a na koniec ten Sosnowski. Rzec by my można, że najgorsza z kanalii to ten ostatni. 
Ta dzisiejsza rozmowa z Aleksem i to jak niewiele brakowało a stracił by ją bezpowrotnie uświadomiła mu jedną ważną rzecz
- Jestem a raczej byłem wcale nie lepszy od Dąbrowskiego i Sosnowskiego. Egoistyczny dupek, który tylko potrafił ranić innych i bawić się uczuciami innych.
Ale to koniec. Mam Ulę, którą KOCHAM i która KOCHA mnie. Muszę zrobić wszystko aby znów była szczęśliwa i zaczęła się uśmiechać jak dawniej.
W życiu już zbyt dużo razy krzywdziłem innych. 
KONIEC Z TYM.  KONIEC Z MARKIEM DOBRZAŃSKIM CASANOVĄ 
Z tych rozmyślań wyrwał go głos jego ukochanej
- No już jestem. Możemy się zbierać - powiedziała
On wstał z kanapy podszedł do niej i zamknął w swych ramionach a ona jak zwykle poczuła się bezpiecznie. 
CDN...

niedziela, 4 czerwca 2017

NIGDY...częśćXIII

Marek siedział na kanapie w salonie i czekał jak ona będzie gotowa
- Ula już - wołał 
- No już, już - usłyszał w odpowiedzi
Gdy tylko wyszła z łazienki Marek zaniemówił na jej widok




- Marek, co jest, coś nie tak - pytała widząc jego minę
- Nie, wszystko w porządku, a ty wyglądasz ślicznie - odpowiedział, a na jej twarzy pojawiły się rumieńce.
- Rany jak ja za tym tęskniłem. Tego mi brakowało. Jej mi brakowało - pomyślał
- Marek, Marek jedziemy - wyrwała go z jego zamyśleń Ula
- Tak, tak jedziemy - odparł
Po chwili oboje siedzieli w Marka samochodzie i jechali do F&D. Ula obawiała się, co może wydarzyć się gdy spotka się z Pauliną. Owszem Aleks jej opowiadał, że Marek rozstał się z nią i teraz łączy ich tylko przyjaźń. Ale ona uważała, że to przez  nią rozpadł się związek tej dwójki. Dlatego Paulina miała prawo ją o to obwiniać. Aleks mówił jej również, że Paulina nie ma do niej żadnych pretensji o to co się stało. Dobrzański zauważył, że Ulę coś trapi. Widział jej niepokój i to, że jest jakby nie obecna.
- Ula, wszystko w porządku - zapytał Marek widząc jej nie obecny wzrok 
- Tak...nie, to znaczy nie... boję się spotkania z Pauliną - odparła
Marek zjechał na pobocze i po zatrzymaniu samochodu odwrócił się w jej stronę mówiąc
- Ula proszę spójrz na mnie - gdy tylko ona spojrzała na Marka on kontynuował - Obiecuję ci, że ze strony Pauliny nic ci nie grozi. Gdy poleciałem razem z nią do Mediolanu ona próbowała do mnie wrócić. Ale ja jej dałem do zrozumienia, że nic z tego nie będzie bo ja KOCHAM tylko ciebie i to się nie zmieni. Ona to zrozumiała i teraz jedynie co mnie z Pauliną łączy to tylko przyjaźń i nic więcej. 
Kochanie, list który mi wysłałaś przyniosła właśnie ona - wyjaśnił jej, po czym mocno do siebie przytulił, a na koniec jeszcze zapytał - wierzysz mi prawda
Ona tylko pokiwała głową, że tak. Ucałował ją  jeszcze i ruszyli do firmy. Podjechali pod firmę, Marek zaparkował swojego Lexusa w podcieniach F&D. Wysiadł, obszedł samochód, otworzył drzwi i pomógł wysiąść Uli. Oboje udali się do firmy, gdzie przywitał ich pan Władek
- Witam państwa
- Dzień dobry panie Władku - odpowiedzieli oboje. Udając się do windy. Gdy tylko wjechali na piąte piętro i wysiedli z windy zobaczyła ich Ania, która odbierała od Daniela pocztę dla Marka. Kobieta podbiegła do nich rzucając się Uli na szyje i mocną ściskając. Marek widząc taki widok uśmiechał się. 
- To był świetny pomysł, aby tu ze mną przyjechała - pomyślał
Jak tylko Ula wyswobodziła się z Ani uścisku poprosiła ją aby ta zawołała wszystkie dziewczyny do bufetu za około pół godziny, ale żeby nie mówiła z jakiego powodu.
- Wiesz chcę im zrobić niespodziankę - rzekła Ula i udała się do gabinetu Marka. Oczywiście sekretariat był pusty. Ania pobiegła powiedzieć dziewczyną o spotkaniu w bufecie, a  Violetta jak zwykle się spóźnia.
Weszli do gabinetu a Ula doszła do okna przez, które rozciąga się widok na ich park. Park, z którym wiązało się tak wiele pięknych wspomnień. Ich wspólnych wspomnień. To tam przeprowadzali wiele różnych rozmów, to tam jest ich ławka, która była niemym światkiem tych ich dialogów. To tam wspólnie karmili kaczki pływające w stawie. Marek podszedł do niej od tyłu, objął w pasie i przytulił do siebie. Spojrzał również w tym samym kierunku co ona
- Jak chcesz to po spotkaniu z dziewczynami możemy tam pójść - powiedział nie wypuszczając jej z ramion. Ona tylko skinęła głową. W pewnym momencie ktoś zapukał do drzwi i po usłyszeniu "proszę" drzwi się otwarły a w nich ukazała się we własnej osobie Paulina Febo. Ula po ujrzeniu kobiety chciała opuścić gabinet. Lecz Marek mocniej ją do siebie przytulił. 
- Witajcie - przywitała się
- Cześć - rzekł Marek
- Dzień dobry pani - powiedziała Ula
Paulina podeszła bliżej do Uli, i z wyciągniętą do niej ręką rzekła
- Proponuję, abyśmy przeszły na ty - ta z pewną obawą, która po chwili minęła gdy tylko poczuła na swoim ramieniu dłoń Marka, podała swoją pannie Febo.
Ula chciała przeprosić Paulinę, lecz ta druga zdążyła ją uprzedzić
- Ula, jestem ci winna przeprosiny za to jak cię traktowałam. Byłam zła na ciebie, że Marek od samego początku zawsze stał po twojej stronie a na dodatek później ciebie wybrał i wolał ciebie niż mnie. Ale wiesz gdy byliśmy we Włoszech on mi wiele wyjaśnił i wytłumaczył, a ja wiele zrozumiałam - rzekła Paulina
- Po prostu nie wracajmy już do tego co było. Może zacznijmy wszystko od początku. Myślę, że tak będzie najlepiej.
A i chciałam ci podziękować za to, że list który wysłałam do Marka mu przekazałaś. Wiem również, że to na twoją prośbę Aleks przedłużył swój pobyt w Ameryce aby mi pomóc. Jeszcze raz bardzo dziękuję - powiedziała, spojrzała na zegarek i dodała - przepraszam was ale idę do bufetu bo dziewczyny na mnie czekają. 
- Jasne leć, a jak wrócisz to pójdziemy do parku a potem pojedziemy do Rysiowa i może odwiedzimy Szymczyków wiem, że ma być u nich Maciek - powiedział Marek i ucałował ją 
Wszystkie te pocałunki były delikatne jak muśnięcie motyla, ale dla samej Uli były one czymś wspaniałym, powodowały że czuła się szczęśliwa. Szczęśliwa po raz pierwszy od tak dawna. Piotr nawet w czasie gdy było normalnie tak jej nie całował. Całował dobre sobie on jej nawet nie traktował tak jak to czyni Marek. 
Gdy tylko Ula poszła do bufetu, Paulina jeszcze chwilę rozmawiała z Markiem po czym udała się do swojego gabinetu. Natomiast na trzecim piętrze roznosiły się piski i okrzyki radości. 
Sam Marek postanowił, że uda się do Aleksa aby mu jeszcze raz podziękować za to co zrobił. Po drodze spotkał Sebastiana, który po raz pierwszy od tak dawna widział prezesa uśmiechniętego. Tak dokładnie to od niemal dwudziestu czterech godzin uśmiech nie schodził mu z twarzy. Był cholernie szczęśliwy mając pannę Cieplak przy sobie. Mimo iż też ją skrzywdził swoim zachowaniem, może nie tak jak Sosnowski czy Dąbrowski ale jednak, to ona mu wybaczyła i nawet zaufała to również go KOCHA.
- Hej stary, coś ty taki radosny - pytał kadrowy
- Bo mam ku temu powody. Wczoraj wróciła Ula - rzekł Marek
- Ula wróciła? A ty w firmie? Co tu robisz? - dopytywał Seba, a te jego pytania padały jak z karabinu maszynowego
- Ula jest razem ze mną w firmie, tylko poszła do bufetu spotkać się z dziewczynami.A ja idę do Aleksa, bo muszę z nim porozmawiać. 
Ale wiesz co, może razem z Violą wpadniecie do nas jutro na kolację. Posiedzimy, pogadamy. Dzieciaków nie ma, wrócą dopiero w niedzielą wieczorem - mówił Dobrzański
- Nie ma problemu, to na którą mamy być - odrzekł Seba
- Może na osiemnastą - powiedział Marek
Po skończonej rozmowie obaj panowie udali się w swoją stronę. Olszański do swojego gabinetu a Marek do Aleksa.
- Dzień dobry Dorotko czy Aleks u siebie - zapytał Marek sekretarki dyrektora finansowego
- Tak pan dyrektor jest u siebie - odpowiedziała mu kobieta
Marek zapukał do drzwi i po usłyszeniu "proszę" wszedł do środka
- Witaj Aleks, masz może chwilę - zapytał junior Dobrzański po przywitaniu się
- Wejdź, a o co chodzi - zapytał Febo
- Chciałem, ci podziękować za pomoc w sprowadzeniu Uli do domu. Wiem, że nie było to łatwe dla ciebie. Po tym co ci zrobiłem. Ale już tyle razy przepraszałem za to co się wydarzyło - powiedział Marek
CDN...

W związku z moim wylotem do Anglii w najbliższych dniach następna część "NIGDY..." ukarze się dopiero 17 czerwca.