Prosto od rodziców Marek udał się do szpitala. Gdy tylko dotarł na oddział od lekarza prowadzącego dowiedział się, że stan pacjenta jest ciężki i najbliższa doba będzie decydująca. Postanowił zadzwonić do Maćka mimo późnej pory i poinformować go o tym co się stało. Nadal nie mógł skontaktować się z Jaśkiem. Powiedział mu również iż Betti zabrał ze sobą i zawiózł ją do swoich rodziców. Maciek wiedział, że mała Cieplak lubi Marka więc nie widział problemu.
Marek kilka godzin siedział w szpitalu lecz lekarz prowadzący kazał mu wracać do domu i obiecał informować go w razie konieczności.
Junior Dobrzański wrócił na Sienną wziął prysznic, ubrał się w dres i nastawił expres na kawę wiedział iż tej nocy już nie zaśnie. Siedząc w salonie i popijając smolisty płyn rozmyślał nad własnym życiem i ostatnimi wydarzeniami. O tym jakim był człowiekiem.
Marek Dobrzański miał w życiu wszystko co tylko chciał. Był człowiekiem, który bawił się kobietami, uwodził je i zostawiał. On nigdy nie płakał. Przecież jest mężczyzną. A jednak tym razem nie mógł znieść tej pustki w sercu. Rozpłakał się jak małe dziecko, które nie dostało upragnionej zabawki. Uświadomił sobie, że to kara. Kara za to jakim był podłym, jak postępował z innymi. Teraz już wiedział, był głupcem. Tak strasznie tęsknił za Ulą. Ona była dla niego jak wyrocznia .Przy niej wiedział, że żyje. Gdyby nie ta intryga. Mógł mieć teraz szczęśliwą rodzinę, a przez własne postępowanie zniszczył wszystko.
Z tych jego rozmyślań wyrwał go dźwięk telefonu. Odebrał niemal natychmiast, ale to co usłyszał nie było niczym dobrym.
- Dzień dobry pan Dobrzański? - usłyszał głos kobiety.
- Tak, słucham - odparł.
- Panie Dobrzański dzwonię ze szpitala, w którym przebywa pański teściu - usłyszał .
- Tak, co z nim? - pytał.
- Przykro mi, ale pan Józef Cieplak nie żyje - powiedziała kobieta - proszę przyjechać po rzeczy zmarłego oraz akt zgonu - dodała.
Przez chwilę panowała cisza, którą przerwała ów kobieta.
- Halo jest pan tam.
- Tak jestem, będę w szpitalu za około pół godziny - odparł.
Serce Józefa Cieplaka przestało bić, a Marek miał wrażenie jakby po raz kolejny go zawiódł. Przecież coś mu obiecał a słowa nie dotrzymał. No cóż mimo wszystko musi wziąć się w garść. Udał się do szpitala nadal próbując skontaktować się z Jaśkiem. Zadzwonił również do Maćka z tą smutną wiadomością i poprosił aby on spróbował zadzwonić do Jaśka, bo od niego nie odbiera telefonu. W szpitalu załatwił wszystkie konieczne sprawy. W końcu odezwał się do niego Jasiek. Kazał mu przyjechać na Sienną za godzinę.
Gdy już się spotkali Jasiek najzwyczajniej w świecie rozpłakał się i zarzucał sobie, że to przez niego zmarł ojciec. Bał się co teraz będzie z nim i Beatką.
- Marek i co teraz będzie. Ulka nas olała, a my zostaliśmy sami - mówił młody Cieplak - i za co ja mam pochować ojca.
- Posłuchaj Jasiu ty i Beatka zostaniecie ze mną do puki Ula nie wróci. Pogrzebem też się nie martw ja wszystko załatwię - uspakajał go Marek - a i uwierz mi ona was nie olała.
- Jak to nie, przecież widziałem tego emaila - mówił Jasiek.
- Wiem jak to wygląda, ale jestem pewny iż to nie ona go pisała, tylko ten cały doktorek - mówił Marek.
Gdy tylko młody Cieplak trochę ochłoną Marek wyjaśnił mu co zamierza uczynić i zrobi co w jego mocy aby Ula wróciła do domu. Następnie pojechali do jego rodziców. Marek poprosił aby to jego matka spróbowała przekazać dziewczynce tą smutną wiadomość.
Marek zorganizował pogrzeb Józefa Cieplaka. Na sam pogrzeb przybyło wiele osób. W samym Rysiowie zmarły był znany ze swej dobroci, życzliwości, nigdy nie odmówił pomocy. I tak też starał się wychowywać swoje dzieci. Oprócz mieszkańców Rysiowa na pogrzeb przybyli państwo Dobrzańscy oraz kilka osób z firmy. Lecz największym zaskoczeniem było pojawienie się na pogrzebie Pauliny i Aleksa Febo.
Od śmierci Józefa minął niespełna miesiąc. Nastała zima i czas przygotowań do Świąt Bożego Narodzenia.
W F&D im bliżej świąt tym bardziej udzielał się nastrój świąteczny, ale był ktoś, kogo to nie za bardzo cieszyło.
Tak był to Marek i Jasiek. Ten pierwszy nie potrafił się cieszyć świętami, gdy nie było Uli, a ten drugi również dlatego iż oprócz siostry nie było ojca. Nastały święta Marek wraz z ojcem złożył pracownikom życzenia i poinformował o dodatkowej premii. Na całe święta wraz z Jaśkiem i Beatką pojechali do jego rodziców.
W czasie wigilii połamali się opłatkiem złożyli sobie życzenia, a po kolacji przyszedł czas na prezenty. Jasiek dostał nowy laptop, Betti piękną sukienkę w kolorze różu, a od dołu dodatkowo obszyta koronką. Całą sukienkę uszył dla niej Pshemko. Marek dostał krawat oraz koszulę w kolorze jak się okazało koloru oczu Uli.
Państwo Dobrzańscy starali się robić wszystko aby rodzeństwo nie odczuło zbytnio braku ojca oraz Uli w te dni.
Od czasu jak Ula wyleciała do stanów minęło kilka kolejnych miesięcy. Marek przy pomocy prawnika uzyskał w sądzie prawo do opieki nad Beatką. Natomiast Jasiek zaczął pracować w F&D oraz zaczął studia informatyczne i zamieszkał wraz z Markiem i Betti na Siennej. W opiece nad małą pomocni byli jego rodzice.
Maciek zamieszkał z Anią, Sebastian oświadczył się Violi. Lecz nadal nie było żadnych wiadomości od Uli.
Już nawet Marek miewał chwile zwątpienia. Wtedy to z pomocą przychodzili rodzice, przyjaciele, ale i sama Paulina. On tylko wtedy powtarzał jedno.
- Trzymam się tylko dla dzieciaków. Gdyby nie one to nie wiem co bym zrobił. Tak strasznie mi jej brak.
Aż któregoś dnia do jego gabinetu wpadła Paulina trzymając jakąś kopertę.
- Marco przepraszam, że tak bez pukania, ale mam coś od..... - mówiła Paulina, gdy nagle przerwała w połowie zdania widząc u niego Beatkę
- O cześć skarbie, a co ty nie w szkole? - pytała Febo.
- Dzień dobry pani Paulino. Przyjechałam z ciocią Helenką na chwilę, a później idziemy do lekarza i na zakupy - odpowiedziała mała.
- A to chora jesteś? - pytała Paulina.
- Nie, idziemy do stomatologa - odparła Beatka.
- A to świetnie. Marco to jak będziesz sam daj mi znać. To ważne - powiedziała i wyszła.
Po niespełna godzinie Helena Dobrzańska zabrała Beatkę i udały się do lekarza oraz do galerii handlowej. Marek zaraz zadzwonił do Pauliny, że jest w tej chwili wolny i może do niego przyjść. Ta była u niego pięć minut później.
- Marco z góry bardzo cię przepraszam, ale otwarłam ten list bo myślałam, że to do mnie, a nie spojrzałam na kopertę i dopiero jak zaczęłam czytać to zobaczyłam do kogo i od kogo ten list.
Marek to jest list od Uli do ciebie - powiedziała Febo.
Marek wziął list od Febo.
- Marco, ale ja nie rozumiem czemu jest zaadresowany na mój adres -mówiła kobieta.
- Ula nie zna mojego nowego adresu, a i może myślała, że ja tu mieszkam - odpowiedział - Paula a możesz mnie zostawić samego, chcę przeczytać ten list - poprosił.
Ta bez słowa opuściła jego gabinet. Poprosiła jeszcze Violę aby przez godzinę nie wpuszczała do niego nikogo.
CDN.....

