poniedziałek, 21 listopada 2022

POWROTY część XIV

 Czas płynął. Marek wrócił do pracy. Szwalnie ruszyły z szyciem dla kolejnych kontrahentów. Jeszcze oczywiście nie było wpływów do firmowej kasy, ale było widać po Dobrzańskim, że zaczyna być nieco lepiej. Dodatkowo wsparcie ze strony rodziców, dziewczyny oraz przyjaciela dodaje mu otuchy. Najbardziej cieszy go wsparcie ze strony Uli.
- Dziękuję wam bardzo, że mnie wspieracie w tym wszystkim - mówił do swoich rodziców jednego wieczoru siedząc wspólnie na patio. 
- Nie musisz nam synu dziękować. Prawdą jest, że gdybyś nie wrócił to nic by nie pozostało już z firmy. Twoje zaangażowanie w ratowanie tego kolosa na glinianych nogach jest godne podziwu - mówił ojciec. 
- Wszystko to racja. Ale wsparcie najbliższych pozwala przeć do przodu. Również obecność Uli przy mnie jest nieoceniona. Kiedy tak na nią naskoczyłem a ona po tym nie chciała ze mną rozmawiać, nasze relacje sprowadziła do stopnia służbowego dotarło jakim jestem dupkiem. Na moje szczęście wybaczyła mi tę moją głupotę. Ona zawsze do wszystkiego podchodzi spokojnie, z wielkim opanowaniem - mówił. 
- Ta dziewczyna to skarb. Piękna, skromna, inteligentna a do tego mądra i rozsądna - usłyszał z ust matki. 
- Masz rację mamo. Kiedy tylko skończy się ten cały kocioł z Febo chcę się jej oświadczyć. 
- To wyśmienity pomysł synu - poparli go oboje seniorzy. Ucieszyli się, że ich syn myśli o ustatkowaniu się. A słysząc dodatkowo kto jest wybranką jego serca byli wniebowzięci. 
- A wybrałeś już jakiś pierścionek? - zapytała Helena. Marek przecząco pokręcił głową i odpowiedział. 
- Miałem zamiar wybrać się do jubilera w tym tygodniu. 
- Helenko czy myślisz o tym samym co ja? - padło z ust seniora. Pani Dobrzańska nie odpowiedziała lecz wstała i zniknęła na kilka minut w domu. 
- Spójrz Marek - odezwała się do syna po kilku minutach podając ozdobne pudełeczko, obszyte czerwonym materiałem. Młody Dobrzański otworzył je, a w środku ujrzał przepiękny pierścionek z niewielkim kamieniem. 
- Cudowny - zdołał z siebie wydusić. 
- To jest pamiątka po mojej mamie - rzekł Krzysztof - pamiętam jak zawsze powtarzała, że ten pierścionek dostanie jej wnuczka. Ale nie doczekała się wnuczki u żadnego z nas. Wuj Paweł przecież też ma dwóch synów. Wówczas babcia w swoim testamencie zaznaczyła, że ten konkretny pierścionek ma trafić do wybranki najstarszego z wnuków, więc do twojej wybranki synu - wyjaśnił mu ojciec. 
- Na pewno spodoba się Uli - odparł, w duchu dziękując swojej zmarłej babce za taki piękny spadek - schowaj go mamo. Chcę aby ten wyjątkowy dzień odbył się już po rozprawie. Myślałem aby na sobotę zaprosić Ulę wraz z rodziną do nas i wówczas podczas tego spotkania oświadczyć się. Pomyślałem też, że moglibyśmy my pojechać do Rysiowa - mówił junior. 
- Wiesz synu myślę, że dobrym pomysłem byłoby gdybyśmy my pojechali do nich - zasugerował senior. 
- Tata ma rację synku - poparła Helena swojego męża. 

Wreszcie nadszedł dzień rozprawy. Stali przed salą, w której miała odbyć się rozprawa w pewnym momencie ujrzeli prowadzących przez policjantów Febo. 
- Spójrz Krzysiu jak oni wyglądają - wyszeptała Helena do stojącego obok męża. W jej głosie można było wyczuć coś w rodzaju troski. 
- Mamo nie warto się nimi przejmować - rzekł Marek. 
Po chwili usłyszeli wezwanie na salę i  zaczęła się rozprawa. W pierwszej kolejności przesłuchiwano Aleksa. Jemu postawiono najwięcej zarzutów. Prokurator wraz z adwokatem Dobrzańskich mieli na tyle mocne dowody przeciwko przeciw Aleksowi, że jego obrońca niewiele mógł zrobić. Na żadne z zadanych pytań odpowiadał milczeniem. Następnie przesłuchiwano Paulinę, ta również milczała. Na koniec sędzia zwrócił się do rodziny Dobrzańskich. 
- Czy państwo mają jakieś pytania do oskarżonych? - początkowo milczeli całą trójką aż w końcu wstała Helena i zadała tylko jedno krótkie pytanie. 
- Co myśmy wam zrobili? - już wszyscy zgromadzeni na sali myśleli, że ta dwójka nadal będzie milczeć. Jednak tym razem odezwała się Paulina. 
- Wy mieliście wszystko a my nic. Po śmierci rodziców zostaliśmy bez niczego. Marek dostał połowę udziałów a my po jednej czwartej. A każde z nas ma swoje potrzeby - mówiła a Marek tylko kręcił z niedowierzaniem głową. Krzysztof również był w szoku po tym co usłyszał dotychczas. Helena natomiast zalewała się łzami na te oskarżenia. Aleks również tak jak jego siostra uważał się za pokrzywdzonego. Dodatkowo dodał.
- To mnie należało się stanowisko prezesa. Ten wasz synuś to wielki nieudacznik - przykro było im słuchać tego wszystkiego. I kiedy Febo przerwał na chwilę, tak jakby próbował szukać kolejnych powodów swojego zachowania odezwał się główny sędzia. 
- Dziękuję oskarżonemu. Ogłaszam półgodzinną przerwę, po której zostanie ogłoszony wyrok. 
Wyszli na korytarz. 
- Może chodźmy na kawę. Widziałem tu w pobliżu kawiarnię - zaproponował Marek. Rodzice nie mieli nic przeciwko. 
Marek wraz z Heleną zamówili po kawie a Krzysztof herbatę. Siedzieli w milczeniu, każde z osobna próbowało zrozumieć postępowanie obojga Febo. Jednak trudno im było to pojąć. A słowa Pauliny i Aleksa wręcz paliły, raniły jak dobrze naostrzony nóż. 
- Tato dobrze się czujesz? - zapytał w pewnym momencie Marek - może zostaniesz tu i poczekasz na nas. Powiemy ci jaki zapadł wyrok. 
- Owszem nie czuję się zbyt dobrze, ale chce być przy odczytaniu wyroku. Dam radę - mówił Krzysztof. 
- A ty mamo? 
- Ja również synku dam radę. 
- W takim razie chodźmy, już czas - rzekł zerkając na zegarek. 
Ponownie siedzieli na swoich miejscach w sali rozpraw i czekali aż wejdzie skład sędziowski i ogłosi wyrok. Wreszcie nastał ten moment. 
- W imieniu Rzeczpospolitej Polskiej Sąd Najwyższy w składzie...ogłasza wyrok skazujący Aleksandra Febo na karę dziesięciu lat pozbawienia wolności oraz na zapłatę odszkodowania w kwocie sześciu milionów złotych za działanie na niekorzyść firmy oraz sprzedaż swojej części udziałów obcemu inwestorowi bez zgody innych członków zarządu i podrobienie ich podpisów. 
Paulinę Febo skazuję na sześć lat pozbawienia wolności oraz wypłatę odszkodowania w kwocie trzech milionów złotych za sprzedaż swojej części udziałów obcemu inwestorowi bez zgody pozostałych udziałowców. 
Oba odszkodowania mają zostać wpłacone na konto firmy Febo&Dobrzański w ciągu trzydziestu dni od ogłoszenia wyroku. 
Wyrok jest prawomocny i nie podlega apelacji.
Sprawę uznaję za zakończoną. 
Wreszcie mogli odetchnąć i zająć się tym co najważniejsze czyli całkowitego uratowania firmy. Ale i zajęcia się sprawami prywatnymi. 
- Zastanawiam się skąd oni wezmą takie kwoty? - odezwała się Helena kiedy wracali z sądu. 
- Zostanie zlicytowany ich majątek jaki posiadają tu w kraju oraz we Włoszech. Z tego co mi wiadomo to na dzień dzisiejszy wszystko zostało wycenione na znacznie więcej niż mają zasądzone. Więc po wyjściu z więzienia będą mieli z czego zacząć żyć - wyjaśnił im Marek - odwiozę wam do domu a sam muszę jeszcze jechać do firmy. Na dzisiaj mam jeszcze umówione spotkanie, którego nie mogłem przełożyć. 

W firmie czekali na niego nie tylko Ula i Sebastian, ale i inni pracownicy ciekawi jaki zapadł wyrok. Kiedy usłyszeli zapanowała ogólna radość. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że teraz wreszcie zapanuje w firmie spokój. 
Siedział z Ulą w swoim gabinecie i jeszcze sprawdzali dokumenty jakie potrzebowali na spotkanie, czekając na przyjście potencjalnego kontrahenta. To spotkanie jak i inne zakończyło się podpisaniem bardzo korzystnej umowy. 
Tego dnia Marek odwoził Ulę do domu, ale najpierw byli jeszcze na kolacji w nowo otwartej restauracji. 
- Ula pomyślałem sobie, że skoro całe to zawirowanie z Febo mamy już za sobą to może pora na zapoznanie naszych rodzin - rzekł młody Dobrzański podczas drogi do Rysiowa. 
- To dobry pomysł. A gdzie byś chciał urządzić takie zapoznanie? - dopytywała Cieplak. 
- Może u moich rodziców - zaproponował. Wiedział, że musi tak poprowadzić rozmowę aby to Ula wyszła z propozycją takiego spotkania w Rysiowie. 
- A może przyjechałbyś wraz z rodzicami do mnie - rzekła. 
- Ja się dostosuję. Może być w Rysiowie, powiedz tylko kiedy moglibyśmy to zorganizować. Jeśli będziesz potrzebować jakiejkolwiek pomocy ja ci pomogę we wszystkim. 
- Może na przyszłą sobotę - zasugerowała. Marek zgodził się a po powrocie do domu oznajmił rodzicom o umówionym spotkaniu. 

Pod dom z numerem ósmym podjechał Marek wraz z rodzicami.  Cieszył się z tego spotkania, ale jednocześnie bał. Niby wiedział, że Ula go kocha, ale nie miał pewności co mu odpowie. Ten niepokój wyczuł jego ojciec.
- Synu nie denerwuj się tak. Jestem pewny, że Ula ci nie odmówi - próbował go uspokoić. 
- Łatwo powiedzieć. W końcu człowiek nie codziennie się oświadcza - mówił junior.
Kilka chwil później już w drzwiach witała ich Ula zapraszając do środka i przedstawiając swoją rodzinę rodzicom Marka. 
W pewnym momencie Marek zniknął na kilka minut aby nagle wraz z bukietem czerwonych róż, gdzie jedna z nich była sztuczna, uklęknąć przed niczego nieświadomą Ulą. 
- Ula - zaczął - na początku proszę cię o wybaczenie, bo nie umiem przemawiać - rzekł jeszcze za nim przeszedł do tego co najważniejsze - w obecności naszych najbliższych chciałbym wręczyć ci ten bukiet pięknych róż i obiecać, że będę cię kochać tak długo aż nie zwiędnie ostatnia z róż. A jednocześnie prosić abyś została moją żoną. Kocham cię i nie wyobrażam sobie życia bez ciebie - Ula stała jak zamurowana. W końcu dotarł sens słów wypowiadanych przez Marka. Spojrzała na niego i z ogromnym wzruszeniem odparła. 
- Zostanę twoją żoną, bo kocham cię najmocniej na świcie - kiedy tylko usłyszał zgodę wsunął na jej palec pierścionek. A zaraz po tym popłynęły gratulacje z obu stron. 

Trzy tygodnie po rozprawie na konto firmowe wreszcie wpłynęła cała kwota odszkodowania jaką mieli zasądzoną oboje Febo. Marek mógł podnieść ludziom pensję do wysokości jaką mieli wcześniej. Również zaczęły spływać pierwsze pieniądze ze sprzedaży. Dwa miesiące po zaręczynach Ula zamieszkała wraz z Markiem. Chociaż raczej to Marek zamieszkał w Rysiowie. Ślub miał się odbyć w grudniu w Święta Bożego Narodzenia. Przygotowania trwały w najlepsze, stroje szył im Pshemko. 
Marek dla Uli szykował prezent, który miała dostać w dniu ślubu. 
Wreszcie nadszedł ten wyjątkowy dzień. W niewielkim Rysiowskim kościółki zebrali się wszyscy zaproszeni, ale i nie tylko. Kiedy ksiądz wymówił słowa.
- Jeśli ktoś zna powód aby ten związek nie został zawarty niech powie to teraz albo zachowa to dla siebie - w tym momencie usłyszeli męski głos. 
- Ona jest moja - odwrócili się w kierunku skąd dobiegał głos i ujrzeli Piotra Sosnowskiego. 
- Proszę kontynuować - usłyszeli i zobaczyli jak znajomy Uli Bartek Dąbrowski wyprowadza na zewnątrz Sosnowskiego. 
Wreszcie ksiądz mógł ogłosić ich mężem i żoną. Wyszli na zewnątrz i przy wejściu do świątyni przyjmowali życzenia. 
Jednym  z ostatnich był Bartek.
- Spokojnie Ula on już wam nie będzie przeszkadzał. Ani ten pożal się Boże doktorek ani Maciuś. Oboje przyjechali, ale doktorek dodatkowo był pijany. Zadzwoniłem po odpowiednie służby i już się nim zajęli - mówił kiedy skończył składać im życzenia. 
- Dziękujemy ci - odpowiedzieli mu. 
Kiedy byli już na sali i skończyli mówić ich ojcowie wstał Marek. 
- Kochani najpierw bardzo chciałem podziękować wam wszystkim za przybycie oraz naszym rodzicom. Ale ja mam jeszcze prezent dla mojej ukochanej żony - mówił i z wewnętrznej kieszeni marynarki wyjął komplet kluczy i zaczął mówić.
- Kochanie to jest mój prezent dla ciebie. To są klucze do naszego domu. Domu, który znajduje się niedaleko twojego domu - Ula ze wzruszenia zalała się łzami i rzuciła mężowi na szyję.
- Dziękuję ci kochanie - wyszeptała mu do ucha.

Dwa lata później mogli powiedzieć, że udało się im wyjść na prostą. Firma ponownie zaczęła przynosić ogromne zyski, ludzie wręcz uwielbiali swojego prezesa. 
W tym czasie doczekali się syna, który był podobny do ojca jak dwie krople wody. A gdy mały skończył roczek Ula miała dla swojego męża niespodziankę. 
- Marek będziemy mieli kolejne dziecko - rzekła kiedy leżeli w sypialni. 
Dobrzański nie mógł uwierzyć w swoje szczęście.  I tak siedem miesięcy później na świecie przywitali drugiego syna. 
Życie wreszcie wkroczyło na właściwe tory, a oni starali się aby już tak pozostało. 
KONIEC.

niedziela, 13 listopada 2022

POWROTY część XIII

 Rano wstał znacznie wcześniej niż zazwyczaj. Wziął prysznic, wypił filiżankę kawy i wyszedł z domu. Niemal trzy kwadranse później parkował swoje auto w Rysiowie pod domem z numerem ósmym. Widział kiedy Ula będzie wychodzić na autobus dlatego przyjechał nieco wcześniej, chciał aby pojechała do pracy wraz z nim. Wydawać by się mogło, że to nic nadzwyczajnego w końcu są parą. Ale Marek miał w tym ukryty cel, podczas drogi chciał z nią porozmawiać jeszcze i przeprosić. 
- Dzień dobry kochanie - przywitał się z Cieplak kiedy tylko ta wyszła. Jednak ta nie odezwała się ani jednym słowem - wsiadaj - niezrażony jej milczeniem otworzył drzwi i gestem dłoni zaprosił do środka. Lecz ta ominąwszy go swoje kroki skierowała w stronę przystanku autobusowego - Ula proszę cię porozmawiajmy - jednak dziewczyna nadal się nie odzywała tylko szła w wybranym kierunku. Młody Dobrzański przez moment podążał za nią. W pewnym momencie zawrócił wsiadł do samochodu i z piskiem opon ruszył w kierunku przystanku. Podjechał, gwałtownie hamując tuż przy Uli. 
- Możesz mi powiedzieć co ty wyprawiasz? - wreszcie się odezwała. 
- Ula nie odjadę stąd, aż nie pozwolisz mi wyjaśnić wszystkiego.
- Zaraz będę miała autobus, a ty blokujesz przystanek - mówiła.
- Trudno. Będę tak stał - odparł. Wiedział, że ta w końcu odpuści na tyle, że wsiądzie do jego auta i się nie mylił. Wsiadła, zapięła pasy i odwracając twarz w stronę szyby, czekała aż ten ruszy - Ula bardzo mocno chciałem cię przeprosić za wczoraj - zaczął, gdy już ruszyli w stronę Warszawy. Marek chciał najpierw załatwić to co według niego w tym momencie było najważniejsze czyli pogodzenie się z ukochaną. Dlatego też nie zamierzał od razu jechać do firmy. Pomyślał, że miejsce nad Wisłą będzie najlepszym miejscem na tę rozmowę. 
- Dlaczego nie jedziemy do firmy? - zapytała. 
- Bo musimy...muszę - poprawił - z tobą porozmawiać, wyjaśnić to co się stało i mam nadzieję, żę mi na to pozwolisz - Cieplak wiedząc, że ten nie odpuści postanowiła go wysłuchać. Spacerkiem przeszli do miejsca, gdzie leżał zwalony pień, usiedli milcząc przez jakieś kilka minut. Tę zasłonę milczenia przerwała Ula.
- Chciałeś mi coś powiedzieć - młody prezes pokiwał głową potwierdzająco i wreszcie zaczął. 
- Ula bardzo cię przepraszam za wczorajszy mój wybuch. Nigdy nie chciałem sprawić przykrości. Ale to co się dzieje coraz bardziej zaczyna mnie przytłaczać, przerastać. Mam wrażenie jakby wszystko sprzysięgło się przeciwko mnie. Mam wrażenie, że czego bym się nie chwycił to jest źle. Kontrahenci wciąż milczą, ta cała Ingrid również jeszcze nie napisała niczego. Nadal nie ma wiadomości z sądu co dalej z Febo, a na firmowym koncie coraz mniej środków. Jeszcze chwila i nie będę miał na wypłaty - mówił - wiem, że chciałaś dobrze. A ja jak ten ostatni kretyn nawrzeszczałem na ciebie, bez żadnego powodu - chwycił jej dłoń i zamknął w swoich - proszę cię kochanie wybacz mi. Obiecuję, że to się nigdy więcej nie powtórzy. Kocham cię, jesteś dla mnie wszystkim - ta wysłuchał go, ale wciąż milczała. W pewnym momencie usłyszeli dźwięk przychodzącego połącznia, to dzwonił Marka telefon. Już miał zignorować to połącznie, gdy odezwała się Ula. 
- Odbierz to może coś ważnego - na wyświetlaczu widniał napis adwokat. Rozmowa była dość krótka, podczas, której Dobrzański dowiedział się o wyznaczonym terminie rozprawy. 
- Za trzy tygodnie ma odbyć się rozprawa - powiedział, ale jakoś najwyraźniej nie ucieszyła go ta wiadomość. 
- Nie cieszysz się? - zapytała. 
- Oczywiście, że się cieszę. Ale to nie jest dla mnie teraz takie istotne - dziewczyna wiedziała co jest i nawet nie dopytywała, a jedynie spojrzała na zegarek i rzekła. 
- Zbierajmy się do firmy, bo mam kilka rzeczy do zrobienia - Marek podniósł się i pomógł jej wstać podając swoją dłoń. Szli do samochodu w milczeniu. Powiedział jej już wszystko, wyjaśnił dlaczego tak zareagował, przeprosił lecz ta zdawał się być nie ugięta. 

Od tej rozmowy dni mijały, Marek niemalże wychodził z siebie. Codziennie przyjeżdżał po nią przed pracą i odwoził po. A Cieplak rozmawiała z nim tylko i wyłącznie na tematy związane z jej obowiązkami. Swoją pracę wykonywała jak najlepiej, ale nie odzywała się nic więcej.  Marek chodził zdruzgotany takim zachowaniem swojej dziewczyny. Tylko pytanie czy ona wciąż nią była? Już on sam nie wiedział. Do jego gabinetu wchodziła tylko jeśli była taka konieczność. Po tygodniu od pokazu zaczęli odzywać się potencjalni kontrahenci, ukazał się artykuł w Niemieckiej oraz Polskiej prasie. Wszystko co tam zostało napisane to jedna wielka reklama ich firmy, a geniusz Pshemko wychwalano pod same niebiosa. 
- Ula spójrz właśnie dotarł do mnie artykuł tej Ingrid - mówił podekscytowany młody Dobrzański - ani jednego złego słowa o kolekcji. 
- Cieszę się - odparła, a co zabolało go. Nie tego się spodziewał. 
- Chyba jednak nie do końca? Prawda? - zapytał a raczej bardziej stwierdził.
- Naprawdę, cieszę się. Wreszcie coś zaczyna się dziać, tak jak chciałeś - mówiła. Marek spuścił głowę i zniknął w swoim gabinecie. Już nie miał pojęcia co może jeszcze zrobić aby ta przestała się gniewać i traktować ich relację tak bardzo mocno służbowo. 
Kolejnego dnia kiedy jechali do firmy po spotkaniu służbowym Ula poprosiła go aby mogła wyjść dwie godziny wcześniej z pracy. 
- Jeśli musisz to nie ma sprawy. Ale nie będę mógł cię odwieź do domu, bo jestem jeszcze umówiony na dzisiaj z ojcem - usłyszała w odpowiedzi. Nie dopytywał o powód tego wyjścia, przypuszczał iż zapewne i tak by nie powiedziała. 
- W porządku. To żaden problem, sprawdzałam już autobus. 
Wrócili do firmy i każde zajęło się swoimi obowiązkami. 

Wstała jeszcze przed budzikiem i nie wiedzieć czemu miała jakieś dziwne przeczucie. Nie umiała tego wytłumaczyć, ale czuła nie pokój w sobie. Wzięła prysznic i poszła szykować śniadanie dla swojej rodziny. Nie spieszyła się, wiedziała, że Marek po nią przyjedzie. Zjadła wspólnie ze wszystkimi, dzieciaki odprawiła do szkoły i samej zaczynała się zbierać do wyjścia. Zdziwiła ją  nieobecność Dobrzańskiego. 
- Może zaspał albo jakiś korek - pomyślała. Jednak z każdą kolejną już nie minutą lecz sekundą jej niepokój wzmagał się. A dodatkowo zaczęła się złościć na niego, bo w tej sytuacji to ona sama się spóźni do pracy. Wyjęła z torebki telefon, wybrała dobrze znany jej numer, nacisnęła na zieloną słuchawkę i czekała aż odbierze. Ale on milczał, odzywała się jedynie poczta głosowa. Już miała kolejny raz próbować dodzwonić się, kiedy zobaczyła na wyświetlaczu napis "Sebastian".
- Cześć Sebastian - rzekła i dopytywała - nie wiesz co jest z Markiem? 
- Wiem Ula - usłyszała w odpowiedzi i nie tylko to - Marek miał wypadek. 
- Jaki wypadek? - dopytywała.
- Dzisiaj rano jak jechał po ciebie, wypadł z drogi i wjechał w drzewo - mówił. 
- Ja zaraz dzwonię po taksówkę i jadę do niego. W którym leży szpitalu? 
- Ula jeśli chcesz to ja mogę po ciebie przyjechać i pojedziemy do niego - zaproponował kadrowy - ty do tego czasu nieco się uspokoisz może. 
- W takim razie czekam na ciebie - rzekła po czym wróciła się do domu. Józef spojrzał na swoją córkę i z przerażeniem w głosie zapytał.
- Córcia co się stało?
- Marek miał wypadek - wyksztusiła z siebie i zalała się łzami a po chwili dodała - to przeze mnie.
- Jak to przez ciebie - nie rozumiał senior Cieplak. 
- Potem ci opowiem - nie chciała teraz snuć całej opowieści co się ostatnio wydarzyło. Owszem Józef widział, że coś jest nie tak, ale nie zamierzał się wtrącać - za chwilę powinien przyjechać Sebastian i zawiezie mnie do szpitala. Nie wiem czy jego rodzice wiedzą o wypadku - zastanawiała się czy dzwonić do państwa Dobrzańskich. Obawiała się o zdrowie Krzysztofa. Zrezygnowała na razie z telefonowania do nich. Zapyta najpierw Olszańskiego, czy rodzice Marka wiedzą co się wydarzyło. 

Po niecałej godzinie Ula wraz z Sebastianem wysiadali z samochodu pod jednym z Warszawskich szpitali. Już była nieco spokojniejsza. Jednak za nim to nastąpiło przez niemalże pół drogi wyrzucała sobie, że to jej wina, a sam Olszański wydawał się nie być pomocnym. 
- No wiesz Ulka poniekąd to muszę się z tobą zgodzić. Owszem może i Marek zbyt gwałtownie zareagował na twoje próby pocieszenia, ale ty ukarałaś go nad wyraz surowo. Wiem, że przeprosił, wyjaśnił ci dlaczego tak się zachował. Jednak twoje zachowanie świadczyło, że masz to gdzieś, jego masz gdzieś. On codziennie stara się naprawić swój błąd, wstaje wcześniej, przyjeżdża po ciebie, odwozi  do domu a ty zdajesz się być kompletnie bez serca - mówił a ona mimo początkowego zła na kadrowego, z każdym jego kolejnym wypowiedzianym zdaniem, słowem przyznawała mu rację. 
- Masz Sebastian rację. Mam tylko nadzieję, że mi wybaczy - rzekła. Olszański nic nie odpowiedział, czuł złość na Cieplak. Uważał, że to jej wina lecz widząc w jakim jest stanie już więcej nie chciał mówić. 
Dotarli do sali, w której leżał junior, a przed którą stali jego rodzice i rozmawiali z lekarzem. Nie chcąc przeszkadzać stanęli z boku. 
- Ula, Sebastian jak dobrze was widzieć - usłyszeli głos seniora Dobrzańskiego. Oboje przywitali się ogólnym dzień dobry a Ula jeszcze zapytała.
- Czy wiadomo co z Markiem? 
- Ma kilka siniaków oraz niewielką ranę na głowie. ale lekarz chce go zatrzymać na kilka dni w szpitalu na obserwacji - wyjaśnił im Krzysztof. 
- A można wejść do niego? - zapytał Olszański. Dobrzański skinięciem głowy potwierdzili, że można. 
W pierwszej kolejności weszli jego rodzice rozmawiali dość krótko. Od nich dowiedział się o pobycie przez kilka dni na oddziale oraz, że przed salą czeka Sebastian i Ula. Wiadomość o czekającej Cieplak ucieszyła go najbardziej. Seniorzy opuścili salę, pożegnali się z kadrowym oraz dziewczyną syna i wrócili do domu. W końcu w sali zostali sami. Ula przysiadła bliżej jego łóżka ciągle milcząc i mając spuszczoną głowę. W ten sposób chciała ukryć ciągle gromadzące się łzy. 
- Marek ja tak bardzo się bałam - wyszeptała i jeszcze bardziej zalała się łzami. 
- Ale już nie musisz się bać. Wszystko jest w porządku - odparł. 
- Chciałam cię przeprosić, za moje zachowanie - mówiła. 
- Nie musisz mnie przepraszać. Zawiniłem, bo nie powinienem tak na ciebie tamtego dnia naskakiwać. Mam propozycje zacznijmy od nowa. Zapomnijmy o tym co było przez te ostatnie dni - Ula wciąż szlochała. Marek podniósł się, delikatnie chwycił jej twarz w swoje ręce i uniósł tak aby spojrzała na niego - spójrz na mnie - rzekł i uśmiechając się dodał - kocham cię.
- Kocham cię - powtórzyła po nim jak echo i uśmiechnęła się, dodając - powiesz mi jak to się stało? 
- Jechałem do ciebie, kiedy z bocznej drogi wyjechał mi facet i próbując uniknąć zderzenia odbiłem kierownicą, straciłem panowanie po czym wyleciałem z drogi uderzając w drzewo - wyjaśnił. A po chwili mina jego wyrażała coś na wzór smutku i zaczął  mówił - przez najbliższe dni nie będę mógł po ciebie przyjeżdżać.
- Tym się nie musisz martwić. Ja mogę jeździć autobusami jak zawsze - wyjaśniła - najważniejsze, że tobie nic złego się nie stało. Wreszcie chociaż trochę odpoczniesz. 
- Ale przecież mamy umówione kilka spotkań - mówił. 
- My się tymi sprawami zajmiemy. Ja jutro podzwonię i spróbuję przełożyć na inne terminy wyjaśniając powody takich zmian - próbowała znaleźć wyjście z tej sytuacji.
- Tak trzeba będzie zrobić. Ja stąd wyjdę dopiero za trzy dni - mówił. 
Dłużej nie siedziała u niego, obiecała przyjść jeszcze po pracy. Pożegnała się i wraz z czekającym na nią Sebastianem pojechała do firmy. Musiała jeszcze tego dnia wykonać kilka telefonów. Udało się przełożyć te kilka spotkań na następny tydzień. Wszystko zaczynało się ponownie układać, pogodziła z Markiem. Wreszcie mogli również ruszyć z szyciem pierwszych partii dla tych kontrahentów, którzy mieli już podpisane umowy. Do rozprawy z Febo zostało jeszcze półtorej tygodnia. 
CDN... 

niedziela, 6 listopada 2022

POWROTY część XII

 Przygotowania do pokazu dobiegały końca, zostało raptem kilka dni do tego wydarzenia. Wydarzenia, które miało być początkiem odbijania się od dna albo definitywnym końcem firmy. Widać było jak stres z tym związany odbija się na Marku. 
- Marek spokojnie. Zobaczysz wszystko będzie dobrze - próbowała uspokoić go kolejny raz Ula. 
- Jak mam być spokojny, jak to będzie nasze być albo nie być. Ten kretyn Febo ze swoją siostruniom zniszczył prawie wszystko co budował w pocie czoła mój ojciec wraz z jego - mówił, kiedy usłyszeli pukanie do drzwi gabinetu - proszę - rzekł z irytowany. Po chwili ujrzał głowę swojego ojca - tato? A co ty tu robisz? - dopytywał. 
- Dzień dobry dzieci - przywitał się z młodymi senior po czym kontynuował - byłem na badaniach kontrolnych i pomyślałem, że zajrzę. Ale widzę, że chyba nie w porę przyszedłem - dokończył.
- Nie tato, zawsze jesteś mile widziany. Po prostu do pokazu już tylko kilka dni, a ja jak nigdy dotąd stresuję się tym - wyjaśnił.
- Synu stres zawsze będzie nam towarzysz w takich przedsięwzięciach. To nieuniknione - mówił spokojnie senior.
- Niby masz rację tato. Ale...- chciał coś jeszcze dodać.
- Marku nie ma żadnego ale. Zamówiliście najlepsze i najdroższe materiały. Widziałem projekty mistrza, one są genialne. Wynajęliście wspaniałe miejsce na ten pokaz. Nie może być inaczej jak tylko dobrze - mówił Krzysztof, chociaż sam był niespokojnym, jednak nie chciał stresować bardziej swojego jedynaka. 
- Widzisz, nawet twój tato mówi, że nie ma czym się denerwować - rzekła dotychczas milcząca Cieplak. 

Wreszcie nadszedł ten dzień. Od samego rana towarzyszyła mu Cieplak. Jej suknia wisiała u niego w garderobie już od dwóch dni, tak samo jak świetnie skrojony garnitur Marka. Na miejsce przyjechali na godzinę przed otwarciem pokazu. 





Kiedy zaczęli witać przybyłych gości, Marek zauważył znaną postać i jeszcze bardziej spiął się w sobie. 
- Cholerka przecież ja nie znam niemieckiego - pomyślał. Spojrzał na swoją dziewczynę.
- Marek spokojnie - usłyszał szept. 
- Dzień dobry pani Krüger - odezwała się Cieplak w ojczystym języku starszej kobiety - zapraszamy na pokaz.
Wszyscy zgormadzeni zajęli swoje miejsca. Marek swoje kroki już kierował w stronę sceny, gdy nagle przystaną.
- Ula, jesteś mi potrzebna. Ja nie znam niemieckiego, a w tej sytuacji przydałby się ktoś do tłumaczenia - ta zgodziła się bez zastanowienia. Doskonale zdawała sobie sprawę z sytuacji w jakiej się znajdują. Z pomysłem na zaproszenie tej konkretnej osoby wpadł sam Krzysztof, ale chciał aby to była niespodzianka dla Marka. Na około tydzień przed pokazem senior Dobrzański skontaktował się z Ulą prosząc o spotkanie w tajemnicy przed Markiem. 
- Ula poprosiłem cię o to spotkanie, bo chciałem abyś poza tymi osobami, które macie zaproszone wysłała jeszcze jedno - mówił, widząc pytające spojrzenie dziewczyny syna kontynuował - chodzi mi o panią Krüger, to znany krytyk modowy. Myślę, że jej przybycie może bardzo mocno pomóc - skończył i podsunął Uli niewielki kartonik z danymi kontaktowymi. 
- Oczywiście panie Krzysztofie, zaraz po powrocie do firmy wyślę zaproszenie. Nie rozumiem dlaczego robimy to w tajemnicy przed Markiem. Nie czuję się z tym dobrze - rzekła. 
- Jak znam swojego syna, to zaraz zaczął by wyszukiwać tysiące powodów aby nie zapraszaj tej pani. A jednym z powodów jest nieznajomość języka - wyjaśnił mężczyzna. 

To co stworzył Pshemko goście przyjęli z wielkim entuzjazmem i nagrodziło ogromnymi brawami na stojąco. Mistrz niemalże unosił się kilka centymetrów nad ziemią, kiedy słyszał jak goście wołają Pshemko...Pshemko...
Ponownie na scenie pojawili się Marek z Ulą dziękując za przybycie i zapraszając zgromadzonych na bankiet. 
- Ula dlaczego mi nie powiedziałaś o zaproszeniu Krüger? - dopytywał junior Dobrzański swoją dziewczynę, kiedy już skończył udzielania wywiadów. 
- To był pomysł twojego taty. A on znając ciebie, chciał ci oszczędzić dodatkowego stresu - wyjaśniła. 
Marek wyglądał jakby nieco wyciszył się po pokazie, ale nie do końca to było prawdą. Co zauważyła Ula. 
- Marek nie cieszysz się, że pokaz się udał? - pytała.
- Cieszę się kochanie - odparł.
- Ale - nie dawała za wygraną i drążyła temat.
- Pokaz to jedno, a to co nastąpi "po" dopiero wówczas będzie wiadomo czy wychodzimy na prostą. A ta Niemka nie koniecznie może nam w tym pomóc - Ula nie do końca rozumiała co miał na myśli wymawiając ostatnie zdanie. 
- Co masz na myśli? 
- Ula ta kobieta jest największym krytykiem modowym w Europie jeśli nie na świecie. Wielu potencjalnych kontrahentów kieruje się jej opiniami. I gdy tylko napisze coś co jej się może nie spodobać to już po nas - tłumaczył. 
- Nie możesz wiecznie mieć takich czarnych myśli - uspakajała Cieplak - z tego co widziałam po jej minie jak się żegnała to raczej cała kolekcja zrobiła na niej ogromne wrażenie - kontynuowała. 
Pierwsze dwa może i trzy dni po pokazie nie zwiastowały aby cokolwiek miało się ruszyć. A co bardzo zaczęło irytować Marka. 
- Przestań mi wreszcie powtarzać, że będzie dobrze - podniesionym głosem odpowiedział swojej dziewczynie. Ula odwróciła się i ze łzami w oczach wyszła z jego gabinetu. Nie wyłączając komputera, porwała tylko swoją torebkę oraz płaszcz i wyszła z firmy. Za nim Marek zrozumiał, że postąpił podle wobec Uli jej już nie było. Kiedy ochłonął i zrozumiał swoje postępowanie chciał ją przeprosić, wyszedł z gabinetu i jedynie co ujrzał to palący się monitor. W pierwszej chwili pomyślał, że może wyszła do toalety albo do socjalnego lecz zauważył brak płaszcza na wieszaku i jej torebki w mig zrozumiał co i jak. Ponownie wszedł do biura, chwycił za telefon i wybrał tak dobrze znany mu numer. Wybiera kilka razy pod rząd, ale jedyne co słyszał to pocztę głosową. Coraz bardziej zaczynał się o nią niepokoić, było już dość późno i dodatkowo ciemno. Już miał dzwonić do jej rodziny kiedy przyszedł Olszański. 
- Cześć stary, coś ty taki jakiś dziwny? 
- Pokłóciłem się z Ulą. A raczej nie potrzebnie na nią nakrzyczałem i ona wyszła z firmy. Próbuję się do niej dodzwonić lecz nie odbiera. Bardzo się niepokoję. Chyba zadzwonię albo pojadę do Rysiowa - mówił.
- Co takiego zrobiła, abyś musiał krzyczeć? - dopytywał kadrowy chcąc w ten sposób zrozumieć zachowanie dziewczyny. 
- Wiesz jak bardzo się denerwuję, do tej pory nie podpisaliśmy jeszcze ani jednej umowy - przyjaciel pokiwał głową i pozwolił Dobrzańskiemu dokończyć - Ula próbowała mnie pocieszyć i uspokoić, a ja jak ten kretyn na nią naskoczyłem. 
- Ty naprawdę jesteś kretynem. Doskonale wiesz, że jeszcze nigdy tak nie było aby zaraz po pokazie kolekcji ktoś się odezwał. Nie sądzę aby dobrym pomysłem było jechanie do niej do domu. Jedynie co możesz to próbuj dzwonić. Dodatkowo jeśli jej tam nie ma to możesz tylko wystraszyć ich - mówił Sebastian. 
- Wiesz co, a może ty byś zadzwonił do niej. Może od ciebie odbierze albo do jej domu - próbował namówić przyjaciela. Ten po chwili namysłu postanowił tak zrobić. Ula nie odebrała nawet telefonu od Sebastiana, natomiast rozmowa z rodziną również nie przyniosła pozytywnej odpowiedzi. Olszański rozmawiając z Józefem Cieplakiem przedstawił się jako przedstawiciel jakiegoś towarzystwa ubezpieczeniowego, który ma do przekazanie jakieś informacje pani Urszuli Cieplak. Starszy mężczyzna niczego nie podejrzewając poinformował iż córki nie ma jeszcze w domu. 
- Zastanów się, gdzie mogła pójść - zasugerował Olszański.
- Chyba wiem - rzekł prezes, chwycił kurtkę oraz teczkę i pognał do swojego samochód, zostawiając przyjaciela na środku pokoju. 
Niespełna dwadzieścia minut później parkował swojego Lexusa nad Wisłą w pobliżu miejsca, które kiedyś jej pokazywał. Podczas przygotowań często tam oboje jeździli aby wyciszyć i uspokoić tę gonitwę myśli. Wysiadł z auta i niemalże biegiem ruszył w tylko sobie znanym kierunku. W pewnym momencie zauważył w pewnej odległości od siebie postać kobiety. Wiedział, że to ona. Zwolnił nieco aby jej nie wystraszyć. 
- Ula - wyszeptał - martwiłem się o ciebie - mówił, ale ona nie reagowała. Chwyciwszy jej twarz w swoje ręce uniósł ją tak aby spojrzała na niego. Widok jak ujrzał przeraził go, chociaż wiedział z czyjej to winy - kochanie proszę cię odezwij się, powiedz cokolwiek - mówił lecz ta nie zamierzała się odzywać. Wyswobodziła się z jego uścisku i udała w kierunku najbliższego przystanku, mając nadzieję na szybki przyjazd jej autobusu. Jednak pech chciał, że najwcześniej będzie miała kolejny transport za ponad godzinę. 
- Chodź odwiozę cię do domu - zaproponował. Cieplak zgodziła się jednak nie zamierzała z nim rozmawiać. Będąc już na miejscu chciał się pożegnać z nią pocałunkiem jednak ona nie miała takiej ochoty. Wysiadła jeszcze za nim on to zrobił i niemalże natychmiast zniknęła mu z oczu. Postał jeszcze chwilę, wysłał widomość z życzeniami spokojnej nocy i odjechał. Był wściekły na siebie samego. 
Nawet nie rozmawiał z rodzicami po powrocie tylko wziął szybki prysznic i zamknął w swoim pokoju. Z teczki wyjął butelkę whisky otworzył, nalał do szklaneczki i wypił prawie że jednym tchem jej zawartość. Już miał nalać kolejny raz, ale przyszło opamiętanie. 
- Dobrzański musisz zrobić wszystko aby ci wybaczyła, a ty zamierzasz się uchlać. Jesteś istnym kretynem, debilem - wyzywał sam siebie. 
CDN...

niedziela, 30 października 2022

POWROTY część XI

 Dwa dni po tym jak zaczęła swoją pracę w F&D Marek zwołał zebranie. 
- Witajcie kochani - przywitał się z przybyłymi - w pierwszej kolejności chcę wam przedstawić moją asystentkę Urszula Cieplak - wskazał na stojącą obok kobietę - a teraz przejdę do konkretów w jakim celu to zebranie. Wiem, że zastanawiacie się co dalej. A nawet powiedziałbym, że zamartwiacie się o swoją pracę. Przyznam się szczerze to nie bardzo sam wiedziałem co uczynić, bo raporty mówią same za siebie lecz po kolejnej analizie i konsultacjach z Ulą oraz paroma innymi osobami mam dla was propozycję. Otóż, aby nie zwalniać kogokolwiek, potrzeba na pewien okres obniżyć pensje do poziomu minimalnego wynagrodzenia. Tak jak mówię to tylko na pewien czas, a potem zaczniemy przywracać dotychczasowe wynagrodzenia. Ja osobiście na ten czas zrzekam się swojego wynagrodzenia. Jedynie z czego nie możemy zrezygnować z materiałów do szycia - wszyscy słuchali go - teraz decyzja pozostaje po waszej stronie. Wiem, że ta kwota jest bardzo niska, ale nie mam innego wyjścia, aby uchronić przed utratą zatrudnienia każdego z was. Nie chcę podawać żadnej konkretnej daty, bo to jest uzależnione od kilku czynników. Jednym z nich jest wyrok jaki zapadnie na rozprawie przeciwko Febo. Drugim jaki mógłby pozwolić zwiększyć uposażenie to wyniki sprzedaży kolekcji po pokazie - patrzył na zgromadzonych i próbował wyczytać coś z ich min, ale nie bardzo mu to szło - na pewno czujecie się rozczarowani, ale uwierzcie to było jedyne rozwiązanie. 
- Ja jestem za  - usłyszał gdzieś z tłumu, a za chwilę kolejni pracownicy zgadzali się na propozycję prezesa. 
- Dziękuję kochani, w takim razie to wszystko na dzisiaj - pożegnał się ze zgromadzonymi i już mieli wychodzić, gdy doszła do nich Ela. Drobna blondynka, która prowadziła bufet. 
- Panie prezesie mogę zająć chwilkę? 
- Oczywiście Elu. Co się stało? 
- Ja mam pewną propozycję względem prowadzenia bufetu, a raczej sprzedaży w nim - mówiła, a widząc zainteresowaną miną prezesa kontynuowała - moja kuzynka niedawno skończyła szkołę gastronomiczną i muszę przyznać, że ma talent do pieczenia różnego rodzaju ciast, ciastek i takich tam różnych przekąsek na słodko. Może zamiast płacić tak wysokie faktury tym wszystkim dostawcą, moglibyśmy ją zatrudnić chociażby na umowę zlecenie. Sądzę, że zakup tych wszystkich artykułów byłoby znacznie tańsze. 
- Pomyślimy nad tym Elu. Najdalej jutro dam odpowiedź. Ale prosiłbym cię abyś przyniosła mi faktury jakie posiadasz.
- Już lecę - odparła i pognała do bufetu aby za kilka minut pukać do drzwi gabinetu Dobrzańskiego. 
- Wiesz myślę, że to byłby dobry pomysł z tymi wypiekami - mówiła Cieplak i dodała - ja ze swojej strony też mogę się zaangażować. 
- Ula a niby jak? Co będziesz stać i piec ciasta? 
- Ciasta nie, ale powiedzmy, że w każdy poniedziałek przywoziłabym pierogi albo gołąbki. Dla mnie to żadne problem. Przecież to nie muszą być nie wiadomo jakie ilości, ale to zawsze jakiś zastrzyk do firmowego budżetu - Ula.
- Kochanie, ale ty też musisz mieć czas na odpoczynek, a to tylko dodatkowa robota - mówił lecz ta nie dawała za wygraną. 
- W obecnej sytuacji to każdy zastrzyk gotówki jest nam potrzebny aby wyjść z tego marazmu - doskonale wiedział, że Ula ma rację. W takich chwilach jego złość na siebie samego sięgała zenitu. Wyrzucał wówczas sobie jakim był idiotom, że zostawił to wszystko i wyjechał. Po części czuł się współwinny temu co się wydarzyło. 

- Czuję się winny temu co się stało - mówił do Uli kiedy wieczorem siedzieli u niej w pokoju na kilka dni przed jej przyjściem do pracy.
- Marek nie możesz tak mówić. Przecież nie mogłeś przewidzieć jak poprowadzą firmę Febo - mówiła spokojnie.
- Ale powinienem, w końcu znam ich tyle lat. Aleks wiecznie utrudniał mi pracę, knuł przeciwko mnie. Wiele razy próbował pogrążyć mnie w oczach moich rodziców, zwłaszcza ojca. Szczęście w nieszczęściu, że oni byli ponad to i nie dali się wciągnąć w te jego gierki. A jego knucie nasiliło się jeszcze bardziej kiedy zostałem prezesem. Paulina natomiast zawsze udawała przed mamą jaka to ona jest szczęśliwa - mówił - a oni musieli już wtedy knuć i coś kombinować. Myślałem, że on chce samemu rządzić firmą, ale nie przypuszczałem aby był skłonny do doprowadzenia do upadku firmy - mówił.
- Nie zamartwiaj się już tym. Teraz musimy wyprowadzić tego kolosa na glinianych nogach na prostą, a potem piąć się w górę. Febo już siedzą, zapewne w niedługim czasie dostaniecie wezwanie na rozprawę. Najważniejsze, że cała firma jest w waszych rękach, dzięki temu nie ma potrzeby aby konsultować się z kimkolwiek - mówiła i zmieniła temat - a jak twój tato, kiedy go wypisują? 
- Z tatą w miarę dobrze. Lekarz mówił, że najdalej w piątek za tydzień powinien być w domu. Chociaż on sam wolałby już być w domu - odparł. 
- O to dobrze, zawsze najlepiej dochodzi się do zdrowia w domu - mówiła, a on był jej wdzięczny za te wszystkie słowa. Dodawała mu otuchy, wsparcia. 

W poniedziałek kiedy Marek wprowadzał Ulę w obowiązki zadzwonił adwokat. 
- Dzień dobry panie Marku - przywitał się adwokat i kiedy to samo uczynił junior Dobrzański mecenas przeszedł do sedna sprawy.
- Mam dla pana dobre wiadomości. Otóż, przed chwilą dostałem wyniki badania grafologicznego. Potwierdzają one podrobienie podpisu każdego z was. W tym momencie posiadamy już wystarczający komplet dokumentów aby móc złożyć sprawę przeciwko im obojgu. 
- Dziękuję bardzo za wiadomość. W takim razie czekamy teraz na samą rozprawę - odparł prezes. Przekazał te wieści Uli i wrócili do tego co przerwali. 
- Wiesz Marek mam pomysł, ale nie wiem czy ci się spodoba - rzekła Cieplak kiedy ten skończył tłumaczyć jej zawiłości związane z obowiązkami na stanowisku asystentki. 
- Zamieniam się w słuch - odparł. Wówczas to Ula zasugerowała obniżenie pensji pracownikom na pewien czas - do dobry pomysł kochanie, ale nie wiem co na to ludzie. 
- Może zwołaj zebranie i wytłumacz co i jak - zasugerowała Ula. Był jej wdzięczny za pomysł. Poprosił Ulę aby obdzwoniła działy i powiadomiła o zebraniu w środę na godzinę jedenastą. 
Obawiał się reakcji pracowników, ale zdawał sobie sprawę, że to jedyny słuszny sposób na ocalenie miejsc pracy i samej firmy. Na całe szczęście ludzie zgodzili się na tego rodzaju rozwiązanie. Uznali najwyraźniej iż lepsze obniżenie wynagrodzenia niż utrata zatrudnienia. Przeczuwali, że powrót Marka do firmy to gwarancja pracy. Byli mu w pewnym sensie wdzięczni za to jak próbuje uratować, to co stworzył jego ojciec. Jednak najbardziej zaskoczył ich, ale i samą Ulę tym, że rezygnuje z własnej pensji.  Uznali, że skoro on sam jest zdolny do poświęceń to oni sami również mogą. 

Zaczęto przygotowania do kolejnego pokazu nowej kolekcji. Pshemko kiedy tylko wiedział, że dostanie najlepsze gatunki materiałów zaczął tworzyć jak natchniony. Zbliżała się zima, a co za tym szło Święta, Nowy Rok oraz czas karnawału. Z pod jego ręki zaczęły wychodzić piękne suknie wieczorowe, męskie garnitury, fraki oraz płaszcze zimowe dla pań i panów.  Pokaz planowany był pod koniec października. 
Szukając rozwiązań na oszczędności postanowili w tym roku cały pokaz zorganizować dla mniejszego grona lecz Krzysztof nie był przekonany co do tego. 
- Synu nie sądzę aby to był dobry pomysł. Mniejsze grono to i mniejsza sprzedaż.
- Zgadzam się z tobą tato. Jednak nas nie stać na wynajęcie sali w hotelu oraz całej tej oprawy - wówczas odezwała się Ula.
- Marek a może spróbujmy wynająć salę gdzieś poza hotelem. Myślę o Łazienkach, tak jest o tej porze pięknie. Dodatkowo przecież firma posiada własnego fotografa, dźwiękowców. Modelki i modeli myślę, że również wystarczy - obaj Dobrzańscy słuchali tego co mówi Ula i przyznawali jej rację. 
Następnego dnia Ula już prowadziła wstępne rozmowy z kierownikiem sali w Łazienkach. I z każdą kolejną sekundą cieszyła się coraz bardziej. Okazało się, że będą mogli zorganizować ten pokaz i to o ponad połowę taniej niż w hotelu.
- Marek wstępnie udało mi się załatwić salę - mówiła pełna entuzjazmu - nie zgadniesz za jaką kwotę.
- Żartujesz? - rzekł kiedy usłyszał kwotę. Ula pokręciła tylko głową przecząco - przecież to połowa tego ile płaciliśmy dotychczas. 
- Mam jeszcze jeden pomysł na oszczędności - rzekła. 
- To mów kochanie. 
- Pomyślałam o kwiatach. Owszem te dla Pshemko jak najbardziej muszą być prawdziwe, ale czy już te stojące jako wystrój też muszą być prawdziwe? A nie na przykład sztuczne, można takie później zawsze wykorzystać przy innych okolicznościach czego nie można zrobić rzecz jasna z prawdziwymi - siedział i słuchał tego co mówi i zastanawiał się skąd u niej tyle świetnych pomysłów. Niemalże każdego dnia zaskakiwała go czymś nowym, świeżym. Nawet jednego razu mówił to do swoich rodziców. 
- Nie wiem skąd ona bierze te pomysły, ale muszę przyznać, że są świetne - mówił kiedy siedzieli wieczorem w trójkę w salonie po kolacji i rozmawiali. 
- To może być wynikiem świeżego spojrzenia na to wszystko. A i samo wykształcenie też ma tu znaczenie, w końcu uczą ich tam ekonomicznego myślenia. Dodatkowo wspominałeś, że Ula nie pochodzi z zamożnej rodziny, to też jest powód jej pomysłów. Musiała nauczyć się gospodarowania tym co posiadała i zrobić tak aby starczyło jak najdłużej - mówiła Helena. 
- Mama na rację synku - poparł żonę Krzysztof.
- Synku a może przyjechałbyś z panią Urszulą do nas powiedzmy w sobotę. O ile tata miał już tę przyjemność poznać twoją ukochaną kiedy był w firmie tak ja jeszcze nie miałam takiej okazji - zmieniła temat pani Dobrzańska. 
- Dziękuję za zaproszenie w imieniu Uli i na pewno przyjedziemy. Czy godzina szesnasta będzie odpowiednia? 
- Oczywiście, że będzie odpowiednia - odpowiedziała mu rodzicielka. 
- W takim razie jesteśmy umówieni na sobotę. A teraz chciałem jeszcze coś z wami konsultować, a raczej zapytać. 
- Mów synu - odparł senior. 
- Wiecie, że zrezygnowałem ze swojej pensji. Pomyślałem również o sprzedaniu mieszkania. I tu moje pytanie czy byłoby dużym problemem jakbym ponownie zamieszkał w swoim dawnym pokoju? 
- Oczywiście, że to żaden problem - usłyszał w odpowiedzi. 
- Bardzo wam dziękuję. Myślę, że w przyszłym tygodniu będę mógł już wystawić mieszkanie na sprzedaż. Do tego czasu chciałbym jeszcze je uprzątnąć i opróżnić z tego co tam jest. Meble można by sprzedać albo dać komuś potrzebującemu. Może znalazłaby się jakaś rodzina w fundacji? A zabrałbym jedynie te najpotrzebniejsze rzeczy  - słuchali tego co mówił, a ich serca radowały się. Cieszyli się, że ich jedyny syn nie wyrósł na snoba, podłego egoistę. 

W sobotnie popołudnie tuż przed szesnastą parkował swoje auto przed domem rodzinnym. Ula nieco obawiała się tej wizyty, co nie uszło jego uwadze. 
- Kochanie nie denerwuj się. Tatę już zdążyłaś poznać, a mama nie gryzie. Wiele jej o tobie opowiadałem i to był pomysł mamy abym dzisiaj cię tu przywiózł - uspokajał ją Marek podczas drogi. 
Wizyta przebiegła wspaniale. Ula bardzo szybko znalazła wspólny język z Heleną. A swoją opowieścią o rodzinie i niełatwym życiu seniorzy Dobrzańscy jeszcze bardziej ją podziwiali. Mimo iż nie pochodziła z wyższych sfer nie dano jej tego odczuć, wręcz przeciwnie przyjęto ją jak równą sobie.
- Masz cudownych rodziców - rzekła kiedy wieczorem odwoził ją do Rysiowa. 
- Twoja rodzina też jest cudowna - odpowiedział z uśmiechem. 
- Oboje mamy szczęście do rodzin. Chociaż moja nie jest pełna, ale nie zawsze możemy mieć wszystko - mówiła. 
- Ula, może i nie jest pełna, ale twój tato dba o was wszystkich i wychodzi mu to doskonale. 
Podjechał pod bramę z numerem ósmym, wysiadł z auta obszedł je otworzył drzwi swojej ukochanej. Stali jeszcze przez chwilę przed wejściem na podwórze, żegnając się. 
- Może wejdziesz - proponowała. 
- Nie chcę przeszkadzać, już dość późno - odparł.
- Na pewno nie będziesz przeszkadzać. A wręcz przeciwnie oni wszyscy się ucieszą z twojej wizyty. 
- A ty? 
- A co ja? 
- Też się ucieszysz?
- Zawsze się cieszę kiedy cię widzę. A widzimy się codziennie od wczesnego ranka aż do wieczora - odparła. 
CDN...

niedziela, 23 października 2022

POWROTY część X

  W piątkowy wieczór siedziały w kuchni i rozmawiały wspominając te dni kiedy Cieplak zamieszkała u tej sympatycznej starszej pani. 
- Będzie mi brakować tych naszych wspólnych rozmów - mówiła ze smutkiem pani Ewa - ale wiem też, co znaczy tęsknota za rodziną - dokończyła. 
- Mnie również będzie bardzo brakować naszych rozmów. Obiecuję, że w miarę możliwości będę dzwonić, a może uda się pani nas odwiedzić? - odpowiedziała Cieplak jednocześnie zapraszając właścicielkę mieszkania do siebie.
- No nie wiem, to dość daleko, a ja już nie taka młoda - odparła.
Tę rozmowę przerwało pukanie do drzwi, a Ula już kuliła się w sobie. 
- Spokojnie moje dziecko - odezwała się pani Ewa i ruszyła w kierunku drzwi. Spojrzała przez judasza w drzwiach i już otwierała je. Chciała się przywitać głośnym.
- Dzień dobry panie Marku - jednak ten przyłożył palec do ust, dając znać, że chce zrobić niespodziankę. 
- Kto to pani Ewo? - usłyszeli wołanie Uli z kuchni.
- Nikt kochana. To tylko sąsiad - odpowiedziała i poszła do swojego pokoju. Nie chciała im przeszkadzać. Marek w podziękowaniu uśmiechnął się. 
- Witaj kochanie - Ula podniosła wzrok w kierunku wejścia do kuchni.
- Marek? Co ty tu robisz? - mówiła z niedowierzaniem - miałeś przylecieć jutro.
- Nie cieszysz się? - udawał zasmuconego taką reakcją.
- Cieszę się, bardzo się cieszę - odpowiedziała i dodała - miałam w planach pojechać na lotnisko - wstała, podeszła i przytuliła do Marka. W jego ramionach czuła się bezpieczna, miała wrażenie jakby wszystko co złe i niedobre znikało w takich chwilach. 
- Czyli cieszysz się z mojej niespodzianki? - dopytywał po tym jak swoje przywitanie zakończyli namiętnym pocałunkiem. 
- Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę - mówiła z uśmiechem na ustach, ale i jej oczy się śmiały - tęskniłam na tobą - dodała, a serce młodego Dobrzańskiego szalało z radości. 
- Ja za tobą również bardzo mocno tęskniłem. Takie rozmowy przez telefon to tylko kropla w morzu. Są dobre, ale na krótki czas - odparł. 
Te kilka ostatnich dni w Austrii spędzili na spacerach i zamykaniu tego co pozostało do zamknięcia przed powrotem. Oboje cieszyli się z tego, ale i mieli jednocześnie obawy jak to będzie. Chociaż to Marek miał największe obawy, a Ula jedynie obawiała się czy poradzi sobie na stanowisku jakie miała objąć. W poniedziałkowy  wieczór kiedy siedzieli w jej pokoju i sprawdzali czy wszystko spakowane Ula zauważyła, że Marka coś trapi. Owszem przez te kilka dni zdarzało mu się zamyślić lecz ta nie dopytywała, ale tego wieczoru ewidentnie coś było  nie tak. 
- Marek wszystko w porządku? Nie cieszysz się, że ja też wracam? - Marek podniósł wzrok na swoją dziewczynę, przygarną ją i odparł a raczej odpowiedział pytaniem na ostatnie pytanie.
- Co to za pytanie? - a zaraz potem rzekł - bardzo się cieszę, że wracasz razem ze mną, że będę miał cię niemalże na wyciągnięcie ręki. Przecież Rysiów nie jest tak daleko od Warszawy. Ale czy wszystko w porządku to bym nie powiedział - mówił ze smutkiem. 
- A możesz mi powiedzieć co cię trapi? - dopytywała, junior przez moment milczał aż w końcu się odezwał. 
- Pamiętasz jak opowiadałem ci co zastałem w firmie? - Ula skinęła głową potwierdzając wówczas Marek zaczął kontynuować - Ula firma jest prawie do likwidacji. Sebastian oraz nasz księgowy przynieśli mi raporty o zatrudnieniu i finansach, z których wynika, że chyba będę musiał zwolnić część personelu albo ogłosić upadłość F&D. W tej sytuacji to nie wiem co mam zrobić. Dodatkowo okazałem się niesłownym facetem - mówił rozżalony.
- Niesłowny? - weszła mu w słowo Cieplak nie rozumiała co miał na myśli.
- Obiecałem ci stanowisko, a nie jestem w stanie płacić ci odpowiedniego wynagrodzenia.
- Marek jeśli to coś pomoże to ja mogę pracować nawet za najniższą krajową, bylebym mogła być blisko rodziny oraz ciebie. Wiesz nie wiem jak przedstawiają się te raporty, ale myślę, że jeśli mi pozwolisz to pomogę ci wyjść z tej patowej sytuacji - próbowała uspokoić jego skołatane nerwy. 
- Ula, ale ja naprawdę nie wiem czy to ma jeszcze sens - słychać było w jego głosie zwątpienie a nawet rezygnację. 
- Ostatnią rzeczą jaką możesz zrobić to poddać się. Nie wiem jak wygląda sytuacja z tymi udziałami, o których mi wspominałeś. Czy nadal ich część jest w obcych rękach? 
- Udziały już w całości należą do mojej rodziny. Odkupiłem od Febo te, które oni posiadali oraz od tego komu odsprzedali w sumie czterdzieści procent. Wyobraź sobie, że ta dwójka posunęła się nawet do fałszerstwa - Ula spojrzała pytająco na swojego chłopaka - sfałszowali mój i moich rodziców podpisy aby móc odsprzedać te udziały. W piątek jeszcze do południa byłem u adwokata, aby dostarczyć mu kolejne dowody przeciwko rodzeństwu. Do tej pory mieli mieć postawione zarzuty działania na niekorzyść firmy, sprzedaż udziałów, wyprowadzenia firmowych pieniędzy a teraz dojedzie jeszcze fałszerstwo - kiedy Marek opowiadał jak to wszystko wygląda i jakie trapią go z tym obawy, jej mózg już planował, już szukał rozwiązania tej patowej sytuacji. Nie chciała mu jeszcze niczego mówić. Zamierzała to zrobić jak już zacznie pracę, a to miało nastąpić od najbliższego poniedziałku. Do tego czasu miała jeszcze pięć dni. Przez te dni miała jak najwięcej być z rodziną i nacieszyć się nimi. Dlatego kiedy skończył mówić ta rzekła tylko.
- Nie zamartwiaj się. Zobaczysz wspólnymi siłami uda się nam wyprowadzić firmę na prostą - nie wiedzieć czemu, ale wierzył w te jej zapewnienia. 
- Dziękuję ci kochanie za te słowa otuchy i wsparcia.
- Nie musisz mi dziękować. Myślę, że gdybym ja była w podobnej sytuacji ty również byś mi pomógł.
- Jak najbardziej - rzekł i wpił się jej usta. 

Było kilkanaście minut po siedemnastej kiedy samolot, którym lecieli wylądował na Warszawskim Okęciu. Przeszli przez odprawę i już przez nikogo nie zatrzymywani opuścili lotnisko. 
- Chodź Ula mam tu swoje auto. Najpierw odwiozę cię do domu...- zaczął, spojrzał na nią a jej twarz była mokra od słonej cieczy - kochanie czy coś się stało? Dlaczego płaczesz? - pytał zaniepokojony Dobrzański. 
- To łzy szczęścia i radości. Wreszcie uwolniłam się od Piotra, wróciłam do kraju, mam wspaniałego chłopaka, za niecały tydzień zaczynam nową pracę - mówiła - czy to nie piękne? - dokończyła. 
- Tak masz rację. To jest bardzo piękne. Bo już się przestraszyłem, że żałujesz tego co jest teraz - odparł otwierając drzwi od swojego Leksusa i wpuszczając ją do środka.
- Nie mam czego żałować. No chyba, że mogę żałować tego czasu jaki straciłam wyjeżdżając tam wraz z Maćkiem, bycia z Sosnowskim. Ale z całą pewnością nie rozstania z nim - mówiła. To co powiedziała uspokoiło go i już spokojnie ruszyli w drogę, obierając kierunek jej rodzinnego domu. Ula zapraszała go, ale odmówił tłumacząc.
- Ula nie chcę przeszkadzać. 
- Ty w niczym nie przeszkadzasz - odpowiedziała. 
- Nie widzieliście się tyle czasu, a zemną byłaś teraz przez kilka dni. Na pewno macie sobie wiele do powiedzenia, ja jeśli się zgodzisz przyjadę jutro po pracy - mówił, Ula w duchu przyznawała mu rację. Stęskniła się za nimi i ma im tak wiele do opowiedzenia. Kupiła całej trójce drobne upominki - a ja prosto od ciebie jadę do rodziców. Muszę dowiedzieć się co u taty. Może już wiadomo kiedy go wypiszą. Chciałbym abyś ich poznała, ale i nie tylko ja tego chce. Oboje moi rodzice tego pragną. Kiedy opowiedziałem o tobie, bardzo się ucieszyli, że kogoś poznałem i nie jestem już sam. 
- W porządku. Jak najbardziej będzie mi miło jeśli jutro przyjedziesz. Przedstawiłabym cię mojej rodzince - mówiła. 
Podjechali pod dom z numerem ósmym. Pomógł jej z bagażem, odprowadził pod same drzwi i pożegnał się.
- Do jutra kochanie.
- Do jutra.
Weszła do domu i już od progu witał ją stęskniony ojciec, Beatka oraz Jasiek. 
- Jesteś już córcia. Tak bardzo się cieszę - mówił ze łzami w oczach senior Cieplak tuląc swą najstarszą córkę w ramionach. Kiedy już uwolniła się z objęć ojca przylgnęła do niej Beatka. 
- Ulcia tęskniłam za tobą. Poczytasz mi dzisiaj? 
- Poczytam kochanie - odpowiedziała. 
Jasiek również witał siostrę z uśmiechem na ustach. Po tym wszystkim odezwał się ponownie Józef.
- Chodźmy do kuchni właśnie miałem robić kawę. A ty córciu sama przyjechałaś?
- Marek mnie przywiózł, ale nie wchodził. Bo już dość późnawo a on musiał jechać do mamy. Jutro przyjedzie popołudniu - tę ich rozmowę przerwało pukanie a po chwili ujrzeli panią Marię Szymczykową. Przywitali się z kobietą ogólnym dzień dobry.
- Ula widziałam, że przyjechałaś a co z Maćkiem, nie dostał wolnego? - dopytywała. 
- Pani Marysiu nie wiem czemu nie przyjechał Maciek. Od dłuższego czasu nasze drogi się tam rozstały.
- Jak to, przecież byliście najlepszymi przyjaciółmi - mówiła Szymczykowa. 
- Po prostu on się bardzo zmienił. Zmienił na niekorzyść. Ale ja nie będę tego pani tłumaczyła. Czasem tak bywa, że nawet największe przyjaźnie się rozpadają - Szymczykowa nie rozumiała tego. 
- No trudno, skoro nie chcesz nic więcej powiedzieć to ja się pożegnam - usłyszeli słowa sąsiadki i już jej nie było. 
- Ula, a co takiego się tam wydarzyło, że wasze drogi się tak rozeszły? - dopytywał pan Cieplak. 
- Widzisz tatusiu, kiedy rozstałam się z Piotrem to Maciek stanął po jego stronie. Nie uwierzył mi jak mówiłam o podłym traktowaniu mnie przez Piotra. Twierdził, że wyolbrzymiam, że Piotr jest taki dobry. A gdy już wyprowadziłam się z mieszkania, gdzie mieszkałam wraz z Sosnowskim, to obaj zaczęli mnie prześladować. Jednego razu przyjechali za mną do mieszkania pani Ewy, ale nie udało im się dowiedzieć, w którym mieszkaniu mieszkam - opowiedziała ojcu. 
- A ja myślałem, że Maciek jest dobrym człowiekiem. W końcu jego rodzice to tacy dobrzy, uczynni ludzie - mówił. 
- Nie ma tego złego tato. W pewnym sensie dzięki temu poznałam Marka, który jest kompletnym przeciwieństwem tamtej dwójki. Chciałam go wam przedstawić dzisiaj, ale musiał jechać do swoich rodziców. Jego tato jakiś czas temu trafił do szpitala, dostał zawału. Ale umówiliśmy się na jutro tak jak mówiłam wcześniej. 
- Ulcia a ty już zostaniesz na zawsze z nami? - usłyszeli  małą Beatkę.
- Tak maleńka. Już nigdzie się nie wybieram - odpowiedziała.
- A co z pracą? - dopytywał Józef. 
- Spokojnie tatusiu. Nie musisz się obawiać o powrót do tego co było. Wróciłam do kraju, właśnie dla tego że Marek zaproponował mi pracę w swojej firmie. Będę pełniła stanowisko jego asystentki. Owszem nie będą to takie pieniądze jakie zarabiałam w Austrii, ale przynajmniej będę tu na miejscu. 
- Cieszę się córcia, że wróciłaś. Tak po prawdzie to nie ważne jakie byś zarabiała pieniądze, ale ważne, że będziemy wszyscy razem. A od kiedy zaczynasz tę nową pracą? 
- Do końca tygodnia jestem na wolnym. Marek chce abym zaczęła pracę od początku miesiąca i abyście mogli się mną nacieszyć.
Tego dnia jeszcze długo trwały rozmowy w domu rodzinnym Cieplaków. Przerwane jedynie przez krótką rozmowę Uli z Markiem. Tak jak obiecał jej zatelefonować, że dotarł na miejsce. Cała rozmowa trwała niespełna kilka minut.

- Witaj mamo - przywitał się z rodzicielką. 
- Witaj synku. Sam jesteś? - dopytywała po przywitaniu się z synem Helena - myślałam, że przyjedziesz z panią Ulą. 
- Nie gniewaj się mamo, ale odwiozłem Ulę do domu. Najpierw niech pobędzie z najbliższymi. Powiedz co tam u taty. Wiadomo kiedy go wypisują? 
- Oczywiście, że się nie gniewam. Lekarz uważa, że można będzie zabrać Krzysia do domu pod koniec tygodnia. I dobrze, bo przyznam ci się szczerze, mam serdecznie dość tego szpitala. A tata też nie chce już tam być - Marek słuchał tego co mówi matka i cieszyło go to. W końcu jeśli ojciec będzie w domu, szybciej dojdzie do zdrowia - a jakie masz synku plany na jutro po pracy? 
- Umówiłem się z Ulą - odpowiedział - ale jeśli jestem potrzebny to odwołam - dodał.
- Nie to nic takiego - usłyszał. 
- Mamo Ula jest dla mnie bardzo ważna, kocham ją lecz to wy jesteście na pierwszym miejscy. Więc jeśli mogę się do czegoś przydać to mów - tymi słowami utwierdzał swoją rodzicielkę, że dobrze go wychowali. 
- Mam jutro jechać do fundacji na godzinę piętnastą, bo muszę dopilnować transportu jaki ma przyjechać z darami. Miała być pani Dominika, ale się rozchorowała - wyjaśniła. 
- W porządku, przyjadę po ciebie mamo tak po czternastej i pojedziemy. Może przydam się i pomogę przy rozładunku - odparł. 
Następnego dnia w firmie pojawił się kilka minut przed ósmą, odebrał pocztę od dziewczyny z recepcji i powędrował do swojego gabinetu. Przed południem zadzwonił do Uli aby przeprosić ją, że może się nieco spóźnić podając powód. 
- Marek spokojnie nic złego się nie stanie. Wiadomo, że rodzina najważniejsza. Ja jestem cały czas w domu i będę cierpliwie czekać. Zrób to co masz do zrobienia i jeśli się w czasie wyrobisz to przyjedziesz. Proszę cię jedynie abyś uważał - był jej wdzięczny za te słowa. 
Skontaktował się jeszcze z adwokatem z zapytaniem czy są jakieś postępy w wiadomej sprawie. Detektyw miał dość dobre wiadomości. Znali już sumę jaką można będzie otrzymać po przejęciu majątku Febo. Że dowody jakie posiadają są wystarczające aby postawić im zarzut przestępczości gospodarczej, wyprowadzenia znacznej kwoty z kont firmowych. Jedynie czego jeszcze nie posiadają to wyniku badania grafologicznego, ale to kwestia kilku najbliższych dni. 
CDN...