sobota, 27 sierpnia 2022

POWROTY część II

 Wstał i niezwłocznie podszedł do odchodzącej pary. 
- Przepraszam - odezwał się Dobrzański.
- Czego? - usłyszał niemiły ton głosu mężczyzny. 
- To chyba pana? - wyciągnął rękę w kierunku mężczyzny trzymając w dłoni długopis. Musiał coś wymyślić aby zatrzymać tę dwójkę.
- Raczej nie - odpowiedział z coraz większą irytacją, że ktoś raczył ich zatrzymać. 
- Czy wszystko jest w porządku? - zwrócił się Marek do stojącej obok kobiety. Ta tylko stała ze spuszczoną głową i wyglądała jakby z każdą sekundą coraz bardziej kuliła się w sobie. 
- A nie widać? - usłyszał od mężczyzny. 
- Piotr proszę uspokój się pan tylko grzecznie zapytał - nagle odezwała się Ula widząc, że zanosi się na bójkę. A nawet nie widząc, a czując to w mocniejszym uścisku jego dłoni na jej przedramieniu. 
- Nie mów mi co mam robić - wysyczał przez zaciśnięte zęby i już jego ręka leciała w jej kierunku. 
- Na mnie podnieś rękę - usłyszał jednocześnie czując, że coś a raczej ktoś go zatrzymał. I po chwili znaleźli się poza lokalem. 
- Ty co obrońca cudzych kobiet? - wykonał zamach drugą ręką i tym razem mu się nie udało. Nie minęło wiele kiedy tuż obok całej trójki pojawili się dwaj ochroniarze. 
- Co tu się dzieje? 
- Ten oto człowiek w mojej obecności zachowywał się niewłaściwie wobec tej pani - pokrótce Marek wyjaśnił całe zajście. 
- Wezwij patrol policji - usłyszeli jak jeden z ochroniarzy mówi do kogoś przez krótkofalówkę - a państwa poproszę razem z nami - zwrócił się do Uli i Marka. 
Przez kilka może kilkanaście minut czekali na przyjazd policji w jednym z dwóch pomieszczeń należących do pracowników ochrony. W drugim, które służyło do przetrzymywania podejrzanych siedział Piotr. 

- Nazywam się Marek Dobrzański - przepraszam, że tego nie uczyniłem wcześniej - odezwał się do kobiety kiedy to oczekiwali na przyjazd funkcjonariuszy, a byli już po złożeniu odpowiednich wyjaśnień ochroniarzom. 
- Urszula Cieplak - wyszeptała ze spuszczoną głową i po chwili dodała - bardzo panu dziękuję za pomoc. 
Marek już miał coś powiedzieć lecz pojawiła się policja i kolejny raz musieli powiedzieć co takiego było powodem takiego zajścia . 
W końcu mogli opuścić galerię, natomiast Piotr został wyprowadzony w kajdankach i przewieziony na komisariat. Marek udał się w stronę parkingu, a Ula stanęła na środku pasażu szukając telefonu w torebce. Kiedy już miała wybierać znany sobie numer jak spod ziemi przed nią wyrósł Marek. 
- Ula może gdzieś cię podwieźć? - zaproponował.
- Nie dziękuję. Nie chcę sprawiać panu dodatkowych kłopotów. Właśnie chciałam zadzwonić do przyjaciela - odparła. 
- Nie pan a po prostu Marek i nie jest to dla mnie żadnym problemem. 
- W porządku - odparła po chwili zastanowienia i jedynie poprosiła o chwilę. Zadzwoniła do Maćka z informacją, że jeszcze dziś go odwiedzi. Podała adres Dobrzańskiemu i już bez żadnych przeszkód jechali w wyznaczonym kierunku przy kompletnej ciszy. 
Nie minęło kilkanaście minut, a już Marek parkował przed jednym z bloków. 
- Dziękuję ci bardzo za podwiezienie - usłyszał kiedy chciał coś powiedzieć. 
- Żaden problem. Jeśli byś jeszcze kiedykolwiek potrzebowała pomocy możesz zadzwonić - odparł, nie mając pojęcia, że to kiedykolwiek może nastąpić szybciej niż to możliwe. Wręczył Uli niewielki kartonik ze swoim imieniem i nazwiskiem oraz numerem telefonu. Cieplak przeczytała, delikatnie się uśmiechnęła po czym pożegnała mówiąc.
- Do zobaczenia - Marek odparł tym samym. 
Ula wysiadła i swoje kroki skierowała w kierunku klatki z numerem dwanaście. Dobrzański odprowadził ją wzrokiem, ponownie odpalił silnik i ruszył do siebie. 
- Bardzo sympatyczna ta Ula. Ciekawe czy jeszcze uda nam się spotkać? - rozmyślał podczas drogi powrotnej. 

- Witaj Maciuś - rzekła Ula po tym jak weszła do mieszkania przyjaciela. 
- Witaj - usłyszała w odpowiedzi, ale brzmiało to jakoś dziwnie. 
- Wszystko w porządku? - zapytała, a w zamian usłyszała. 
- Możesz mi powiedzieć co tu robisz? - Ula spojrzała ze zdziwieniem na przyjaciela nie rozumiejąc o co mu może chodzić. Maciek pospieszył z wyjaśnieniem - ty się szlajasz po galeriach a Piotra ktoś napadł. Ale ponoć tamten miał jakieś układy z policją i wyszło na odwrót, i to Piotr trafił do aresztu - Ula słuchała tego z niedowierzaniem.  
- A skąd ty o tym wiesz? - zapytała aby się upewnić co do swoich przypuszczeń. 
- Piotr zadzwonił do mnie z aresztu. 
- To jak widać minął się z prawdą i to dość mocno. Ten ktoś nie napadł na Piotra, ale mi pomógł kiedy to właśnie Piotr kolejny raz chciał mnie pobić.
- Ulka o czym ty mówisz? Jak to Piotr chciał ciebie pobić, znam go już tyle czasu i nie uwierzę w to co mówisz. 
- To już twoja sprawa. Ja ci mówię jak jest i to w dodatku nie było to po raz pierwszy. Mało tego często wpada w złość wobec innych. Potrafi ubliżyć mi w obecności innych. Dla niego nie ma znaczenia miejsce ani czas - mówiła spokojnie, ale w środku się cała gotowała. 
- Nie wierzę i tyle. Tak samo mówiła o nim Dominika kiedy się rozstali.
- Sam widzisz, że coś musi być na rzeczy - jednak wciąż wiedząc miną Maćka postanowiła mu pokazać dowód i nastawiła policzek - spójrz to jest sprawka twojego kolegi. Takich siniaków miałam już wiele i to nie tylko na twarzy, ale i na całym ciele - kiedy ten nadal wydawał się nie być przekonany co do prawdy. Ula postanowiła opuścić mieszkanie już raczej tylko znajomego. 
Wyszła przed blok rozejrzała się dookoła i poszła przed siebie. Nie wiedziała gdzie się udać, nie chciała wracać do mieszkania, które dzieliła z Piotrem w obawie iż ten może wrócić w każdej chwili. Nie znała tutejszego prawa. Z torebki wyjęła telefon aby zadzwonić Dominiki, siostry Maćka aby dowiedzieć się czegoś więcej o Piotrze. Usiadła na ławce w niewielkim parku, do którego dotarła. Kiedy otworzyła pokrowiec telefonu, na ziemię spadł ten sam kartonik co dostała od Marka. Podniosła go i po chwili zawahania wybrała ciąg dziewięciu cyfr. 
- Marek Dobrzański słucham - usłyszała po drugiej stronie słuchawki.
- Dzień dobry, Ula Cieplak - odpowiedziała. 
- Witaj Ula coś się stało? - pytał, bo przecież widzieli się niespełna może dwie godziny temu. Nawet przez myśl mu przeszło czy kiedykolwiek ona zadzwoni, a tu proszę. 
- Czy mogę prosić cię o pomoc? Chciałam pojechać do swojego, a raczej mieszkania Piotra i zabrać kilka rzeczy, czy mógłbyś mnie tam zawieź? 
- Jasne, nie ma żadnego problemu. Nadal jesteś i swojego przyjaciela? 
- Nie. Jestem w parku, niedaleko jego mieszkania. Ale abyś nie musiał krążyć to możemy spotkać się pod jego blokiem. 
- W porządku możemy tak zrobić. Powinienem być na miejscu za jakieś trzy kwadranse - usłyszała w odpowiedzi, pożegnali się i rozłączyli. 
Po tej rozmowie zadzwoniła do Dominiki to co usłyszała aż zmroziło jej krew w żyłach. Ze słów jakie padły wyłaniał się obraz prawdziwego oblicza Sosnowskiego, ale o tym już sama Ula doskonale wiedziała. 
- Ula on tylko na początku naszego związku wydawał się być takim miłym, szarmanckim mężczyzną - mówiła kobieta - jednak kiedy już zamieszkaliśmy sami z dnia na dzień stawał się coraz bardziej nieobliczalny. Z czasem odizolował mnie od bliskich, przyjaciół i tak naprawdę to jedynie z Maćkiem miałam kontakt. A kiedy mu o wszystkim opowiedziałam, że Piotr mnie bije, znęca się to jedynie mnie wyśmiał, mówiąc iż mi nie wierzy. Następnego dnia o wszystkim dowiedział się Piotr, chyba nie muszę mówić jak to się skończyło. Odetchnęłam z ulgą kiedy powiedział o tym swoim wyjeździe. Początkowo chciał abym pojechała wraz z nim. Udało mi się przekonać go do samodzielnego wyjazdu, tłumacząc się studiami i egzaminami. Przez pierwsze dwa może trzy miesiące dochodziłam jeszcze do siebie, aż w końcu podjęłam najsłuszniejszą decyzję. Zadzwoniłam do drania i przez telefon z nim zerwałam. 
- I jak on zareagował na tę wiadomość? 
- Na początku wściekł się, poleciały różnego rodzaju epitety w moją stronę. Odgrażał się, ale ja już się go nie bałam. Rozstałam się z nim, odesłałam mu klucze od mieszkania i wyprowadziłam ponownie do rodziców. Ula jeśli mogę ci coś poradzić to trzymaj się od drania z daleka. On jest naprawdę niebezpieczny.

Pod blok, gdzie mieszkał Maciek Ula wróciła na chwilę przed przyjazdem Marka. 
- To gdzie mam jechać? - dopytywał Dobrzański kiedy tylko ta wsiadła i zamknęła za sobą drzwi. Podała mu adres - o to niespełna dwie ulice od mojej pracy - rzekł i już włączał się do ruchu. 
- Zabiorę tylko swoje rzeczy i muszę gdzieś wynająć jakiś pokój na początku gdzieś w hotelu - mówiła. Wjechał na strzeżony parking. 
- Pójść z tobą?
- Nie, poczekaj na mnie. Z tego co mi wiadomo to Piotr nadal jest w areszcie. Spakuję tylko najpotrzebniejsze rzeczy i będę z powrotem. 
Weszła do mieszkania z szafy wyjęła swoją walizkę i zaczęła pakować do niej ubrania, z komody wyjęła teczkę  z dokumentami jakie przywiozła ze sobą z Polski. Za nim opuściła mieszkanie na stole w pokoju zostawiła kartkę, na której zostawiła tylko krótką wiadomość. 

"Piotr odchodzę. Nie chcę Cię znać ani tym bardziej pamiętać. 
Klucze od mieszkania znajdziesz w skrzynce na listy"

Chwyciła za uchwyt walizki i nie oglądając się za siebie opuściła mieszkanie. Przekręciła klucz w zamku i wychodząc z bloku klucze wrzuciła do skrzynki. 
Widząc Ulę Marek wysiadł i pomógł zapakować walizkę do bagażnika. 
- Ula mam dla ciebie pewną propozycję. Jednak najpierw zapraszam cię do pobliskiej restauracji, gdzie podają wyśmienite sushi - mówił zamykając bagażnik. Lecz mina panny Cieplak go nieco zaniepokoiła - coś nie tak? 
- Jestem uczulona na ryby i wszelkiego rodzaju owoce morza - wyjaśniła. 
- W takim razie pojedziemy do innej - odparł z uśmiechem na ustach. 
- Marek, ale ja muszę znaleźć jakiś hotel i wynająć pokój. Jutro rano muszę być w pracy. Nie mam z tego powodu zbyt wiele czasu - próbowała jakoś wykręcić się, lecz junior nie dawał za wygraną. 
- Ula proszę pozwól, że zrobimy tak jak mówię. I jeśli ci się nie spodoba to co chcę zaproponować osobiście poszukam dla ciebie pokoju - ta widząc, że nie wygra z Markiem zgodziła się. 
- To co chciałeś mi zaproponować? - dopytywała go Ula kiedy skończyli jeść i czekali  na zamówioną jeszcze kawę. 
- Ula wiem, że znamy się krótko...
- Bardzo krótko - weszła mu w słowo - Marek skinął tylko głową na potwierdzenie jej słów i zaczął kontynuować.
- I nie chcę, abyś źle to odebrała. Ale mogę ci zaproponować pokój w moim mieszkaniu. Oczywiście bez żadnych podtekstów. Mam dość duże mieszkanie, ja pracuję zazwyczaj do późna, więc zapewne nawet byśmy się nie widywali zbyt często - mówił przyglądając się jej twarzy. 
- Marek bardzo jestem ci wdzięczna za pomoc jaką mi okazałe, jednak nie mogę przyjąć twojej propozycji - odparła, a widząc pytającą minę Dobrzańskiego pospieszyła z wyjaśnieniem - jak sam zauważyłeś znamy się bardzo krótko, raptem kilka godzin. To nie wypada, a druga sprawa, że nie chcę robić ci kłopotów i problemów. Co na to powie twoja żona albo dziewczyna czy też narzeczona. 
- Nie sprawisz z całą pewnością żadnego kłopotu czy też problemu. A jeśli chodzi o ostatnie zdanie to nie mam żadnej z nich,  jestem singlem z wyboru. Po prostu jeszcze nie trafiła się taka niewiasta, która zawładnęła by moim sercem - mówił. 
Lecz panna Cieplak była nieugięta w tej sprawie i stanowczo odmówiła. 
- Marek bardzo cię proszę nie nalegaj. Zdania nie zmienię. 
- W porządku, nie będę naciskał. W takim razie pozwól, że dotrzymam słowa i znajdę dla ciebie pokój. Mam tylko pytanie czy to koniecznie musi być hotel, czy może być pokój u kogoś prywatnego? 
- Nie musi to być hotel. Na początku chciałam wynająć w hotelu i w międzyczasie poszukać czegoś innego - ta odpowiedź mu wystarczyła. Chwycił za telefon i wykonał tylko jedno połączenie. A po niespełna godzinie już wchodzili do mieszkania miłej starszej pani. 
- Dobry wieczór pani Ewo - przywitał się Dobrzański i przedstawił swoją towarzyszkę - to jest Ula, o której wspominałem przez telefon. 
- Dobry wieczór. Urszula Cieplak - przywitała się i przedstawiła.
- Witajcie kochani. Marek wspominał mi, że chcesz wynająć pokój moje dziecko - odezwała się staruszka. 
- Jeśli tylko jest taka możliwość to tak - odparła Ula i pospieszyła z dalszą informacją - ja pracuję w tutejszym szpitalu jako sekretarka. 
Starsza kobieta więcej nie chciała, a nawet nie potrzebowała wiedzieć. Pokazała Cieplak wolny pokoik, dla tej był wystarczający. Ustaliły wysokość opłat i już podpisywały umowę. 
Jeszcze chwilę posiedzieli we trójkę popijając herbatę.
- Będę się już zbierał. Zostawiam panie i życzę miłego wieczoru - odezwał się Marek, pożegnał się zostawiając obie kobiety.  
CDN...

czwartek, 18 sierpnia 2022

POWROTY część I

 Było kilkanaście minut przed godziną dziewiętnastą kiedy to przechodził odprawę biletową na lotnisku w Wiedniu w Austrii. A jeszcze kilka minut wcześniej żegnał się ze swoją dziewczyną. Na ten dzień miał wykupiony bilet do kraju nad Wisłą. Nie miał w planach wracać, ale na prośbę obojga rodziców postanowił przylecieć, jednak wciąż nie zamierzał pozostać w Polsce dłużej niż to było możliwe. Sam lot miał trwać niewiele ponad godzinę. Do Austrii wyjechał prawie dwa lata temu, kiedy uznał, że nie daje już rady. Że ma serdecznie dość wiecznych przepychanek ze swoim przyrodnim rodzeństwem. Swoją decyzję ogłosił podczas posiedzenia zarządu. 
- Za tydzień wylatuję - oznajmił zebranym. 
- Jak to wylatujesz? Gdzie? - usłyszał zaniepokojony głos rodzicielki. 
- Po prostu muszę odpocząć. Jestem już zmęczony. Swoje stanowisko jako prezesa oddaję tobie tato. Nie mam ochoty ciągle udowadniać, że nie jestem wielbłądem. Dość mam wiecznego rzucania mi kłód pod nogi przez Aleksa i Paulinę - oboje Febo już zacierali swoje łabska na te słowa - skoro uważacie, że jesteście tacy wspaniali to bardzo proszę. Pora abyście się wykazali - zwrócił się do swojego przyrodniego rodzeństwa oraz na koniec dodał - jedynie czego wam nie oddam to moja część udziałów i jeśli będzie taka konieczność będę przyjeżdżał na zebrania - na krótką chwilę zapanowała cisza. 
- To kiedy dokładnie odchodzisz? - nagle odezwał się Aleks. 
- Kiedy pozałatwiam wszystkie swoje sprawy. Ale myślę, że w ciągu najbliższych kilu dni już wam zniknę z pola widzenia - odparł junior, co jak widać ucieszyło Aleksa. 
- Nie ciesz się tak mój drogi. Może i Marek odchodzi, ale jeszcze jestem ja oraz Helena i postaramy się patrzeć ci na ręce w miarę możliwości - odezwał się dotychczas milczący senior. Te słowa nieco przywołały Febo do porządku. Jednak odezwała się Paulina.
- Nas Krzysztofie nie trzeba pilnować. Dobrze wiemy co należy do naszych obowiązków. 
- Jakoś trudno mi w to uwierzyć. Doskonale wiem jak wygląda wasza praca. Bo już nie raz i nie dwa dochodziły do mnie słuchy na ten temat - mówił senior Dobrzański. 
Żadne z rodzeństwa więcej się nie odezwało, ale już ewidentnie coś knuli. I każde z nich miał coś do ukrycie i to nie tylko przed rodziną Dobrzańskich, ale i jedno przed drugim. 
Z całą pewnością gdyby Dobrzańscy posiadali taką wiedzę właśnie te dwa lata temu wszystko mogłoby potoczyć się inaczej. 
Marek w przeciągu kilku dni domknął resztę swoich spraw, pożegnał się z rodzicami i wyleciał prawie tysiąc kilometrów od stolicy swojego kraju. Jego celem była Austria i jej stolica Wiedeń. Dość długo zastanawiał się nad krajem, do którego wyjedzie. Na początek wynajął pokój w hotelu, jednak to miało być tylko tymczasowe rozwiązanie. Po około tygodniu już wynajmował niewielkie mieszkanko na obrzeżach Wiednia. Po przylocie do Austrii miał wolny weekend, ale od poniedziałku już zaczynał pracę. Tak dokładnie, młody Dobrzański nie zamierzał siedzieć bezczynnie. Do tego wyjazdu przygotował się bardzo skrupulatnie włącznie ze znalezieniem pracy. Przejrzał wiele ofert i do kilku firm wysłał swoją aplikację. Udało mu się dostać do niewielkiej rodzinnej firmy zajmującej się modą, a stawiającą dopiero pierwsze kroki na tym trudnym rynku. Przyjęto go na stanowisko dyrektora do spraw promocji. Cieszył się takim obrotem spraw. Praca w  zawodzie, miał już również spore doświadczenie w tym temacie. W końcu przed przejęciem stanowiska prezesa w F&D to był jego dział. Wstępnie rekrutację przechodził w formie online, a dopiero po przybyciu do Wiednia miał się stawić na rozmowie w firmie. 
- Muszę przyznać, że to trochę dziwne - mówił Lukas Gruber, prezes firmy - przyjmować na stanowisko dyrektora, kogoś kto pełnił funkcję prezesa. 
- Owszem byłem prezesem, ale z przyczyn prywatnych postanowiłem zrezygnować i wyjechać z kraju - wyjaśnił Marek. 
- A można wiedzieć co takiego się stało? - dopytywał mężczyzna. 
- Proszę wybaczyć, ale wolałbym o tym nie rozmawiać. Mogę tylko zapewnić pana, że nie z mojej winy ta decyzja. W dokumentach, które przedstawiłem jest podany numer gdzie można sprawdzić moje referencje - wytłumaczył młody Dobrzański. Jak widać ta odpowiedź nie uspokoiła Grubera, ale postanowił dać szansę Markowi. Ten dość szybko odnalazł się w nowej pracy. I tak jak w F&D tu również znalazł wspólny język z pracownikami, czym jeszcze bardziej wkradł się w łaski prezesa. Zawsze uśmiechnięty, życzliwy i z dobrym słowem dla każdego.  Początkowo swój wolny czas spędzał w domu albo na siłowni. Czasem w sobotni wieczór wybrał się do jakiegoś klubu, lecz najczęściej kończył na wypiciu jednego góra dwóch drinków i wracał do siebie. Za to w niedziele jeśli tylko pogoda temu sprzyjała wybierał się na różnego rodzaju wycieczki po Austrii. 
Początkowo kiedy dzwonił do rodziców Helena wylewała morze łez mówiąc jak bardzo tęskni. Jednak z czasem było dużo lepiej. 
- Mamo a może przyjedziecie tu do mnie? Pokazałbym wam kilka pięknych miejsc w Wiedniu i okolicy - zapraszał ich do siebie. 
- Pomyślimy synku - usłyszał w odpowiedzi głos ojca. Zawsze kiedy dzwonił rozmawiał z nimi obojgiem. Rozmawiali o wielu różnych rzeczach, ale bardzo sporadycznie o firmie. Jednak on doskonale wiedział co się tam dzieje, bo jego najlepszy przyjaciel Sebastian Olszański zdawał mu relacje niemalże na bieżąco, a co dość mocno go irytowało. 
- Seba ja tam już nie pracuję i nie obchodzi mnie co ta dwójka wyczynia - mówił zirytowany, kiedy kolejny raz kadrowy mu zdawał relacje. 
Lecz czy faktycznie nic go to nie obchodziło? A może po prostu chciał mieć wreszcie spokój? I chociaż przez jakiś czas odpocząć. 

Do Austrii Ula Cieplak przyjechała ze swoim przyjacielem Maćkiem Szymczykiem szukając lepszego jutra. Przed podjęciem decyzji o wyjeździe mieszkali w Rysiowie, niewielkim miasteczku pod Warszawą. Oboje byli absolwentami ekonomii na SGH. Dodatkowo ona miała ukończone kilka innych kursów oraz znała kilka języków obcych. Dość szybko udało im się znaleźć pracę. Z mieszkaniem nie mieli większego problemu. W Wiedniu mieszkał znajomy lekarz Maćka, który swojego czasu spotykał się z siostrą Szymczyka. Jednak związek na odległość nie przetrwał, ale sama znajomość obojga panów przetrwała. Ula od samego początku wpadła Piotrowi Sosnowskiemu w oko, chociaż on nie zrobił na niej dobrego wrażenia. 
- Ulka pomyśl tylko jaka partia ci się trafia - mówił Maciek, kiedy ta kolejny raz odmówiła pójścia na randkę z Piotrem.
- Maciuś ja nie mam teraz głowy do chodzenia na randki. A i jakoś nie specjalnie go lubię. Wydaje się być strasznie zarozumiałym, zadufanym w sobie facetem - tak mówiła na początku. Jednak z czasem to co myślała o Piotrze przestawało jej przeszkadzać. Spowodowane to wszystko było opowieściami Sosnowskiego o tym jak uratował życie niejednemu pacjentowi. Aż w końcu nastał dzień kiedy to panna Cieplak zgodziła się na wspólne wyjście do kina i kolację. 
Po kilku miesiącach Ula zamieszkała tylko z Piotrem a Maciek wynajął dla siebie kawalerkę w drugim końcu miasta. Po namowach Sosnowskiego Ula zmieniła pracę, zatrudniając się w tym samym szpitalu co jej chłopak. 
- Ula doszły mnie słuchy, że ma zwolnić się miejsce w szpitalu na stanowisku sekretarki dyrektora - mówił. 
- No nie wiem Piotr. Ja nie mam żadnego pojęcia o byciu sekretarką w szpitalu - usłyszał w odpowiedzi. 
- Ula, ale co to za filozofia. Przecież byłabyś tylko sekretarką, a nie przeprowadzała operacji na otwartym sercu - próbował ją przekonać, w końcu użył konkretnego argumentu - co chcesz wiecznie sporządzać faktury dla tego typa z knajpy za jakieś marne grosze? Tu z całą pewnością są większe pieniądze - tymi słowami dał jej nieco do myślenia. 
- Piotr zastanowię się i dam ci odpowiedź dzisiaj wieczorem jak wrócę z pracy - Sosnowski skinął głową, ale jego mina mówiła o niezadowoleniu. Lecz Ula tego nie zauważyła, tak samo jak zdawała się nie widzieć jeszcze wielu innych rzeczy. Jednak to miało się w krótce zmienić. 

Od wyprowadzki Marka z Polski minął niecały rok, cały czas miał kontakt z rodzicami oraz swoim przyjacielem Sebastianem. Po takim czasie Marek odpoczął psychicznie, w pracy mu się układało. Jednak z czasem zaczął odczuwać coś w rodzaju samotności. Najgorzej było w chłodne, długie wieczory kiedy wracał do pustego domu. 
- Ja to chyba jestem jakiś wybrakowany - rozmyślał - mam już prawie trzydziestkę na karku i wciąż jestem singlem - jednego wieczoru nawet pożalił się Sebastianowi kiedy rozmawiali przez komunikator. 
- Może spróbuj bardziej się rozejrzeć. Idź do klubu - na hasło klub skrzywił się. 
- Seba, ale te, które ja spotykam w klubie to zazwyczaj takie, które raczej nie szukają nikogo na poważnie. No chyba, że taka co to poleciałaby na mój portfel. To ja ci powiem, że za taką podziękuję. 
- No ja już nie wiem. Musisz być cierpliwy a może w końcu znajdzie się taka, co zawładnie twym sercem - mówił Olszański nie zdając sobie sprawy jak prorocze będą jego słowa. 
Od tej rozmowy minęło kilka dni, był wieczór. Chociaż wieczór to może zbyt wiele raczej dość późne popołudnie. Z pracy wyszedł tego dnia nieco później niż zazwyczaj. Przygotowywał jakąś specjalną reklamę, a czasu było wyjątkowo mało. Po pracy miał jeszcze w planach zrobić zakupy w pobliskiej galerii. Wjechał na podziemny parking, zaparkował na pierwszym wolnym miejscu i nie rozglądając się po wyjściu z auta skierował swoje kroki w konkretnym kierunku. W pewnym momencie wydawało mu się, że słyszy jakieś podniesione głosy jednak nie zareagował, uznając iż to nie jego sprawa. Wsiadł do windy, która wywiozła go na odpowiednie piętro i zajął się swoimi sprawami, nie zastanawiając się nad tym co usłyszał na parkingu. 
Po skończonych zakupach postanowił jeszcze wejść do niewielkiej kawiarenki. Podszedł do bufetu zamówił kawę oraz kawałek ciasta i usiadł przy stoliku czekając na zamówienie. Nagle ponownie usłyszał ten sam głos co przed zakupami, ale i jeszcze jeden. Tym razem odwrócił się aby zobaczyć o co chodzi. Mężczyzna mówił dość podniesionym głosem. Chociaż mówił to nieadekwatne do tego jak się zachowywał. Wręcz krzyczał na kobietę z nim przebywającą.  Natomiast kobieta siedziała ze spuszczoną głową i tylko wysłuchiwała inwektyw kierowanych w jej stronę. Raz udało się tej kobiecie odezwać, prosząc aby ów mężczyzna tak nie krzyczał. Marek na całą sytuację tylko pokręcił głową i już miał podejść do pary aby upewnić się, że wszystko w porządku, jednak ci podnieśli się ze swojego miejsca i opuścili lokal.
Kiedy przechodzili obok stolika Dobrzańskiego kobieta niby to przypadkiem potrąciła jego ramię. Marek spojrzał na nią i ujrzał jak ta zaczęła składać dłoń w formie pięści i powtórzyła to kolejny raz. 



Młody Dobrzański przez chwilę zastanawiał się co to mogło oznaczać. W końcu przypomniał sobie, że kiedyś widział taki znak w jakimś programie i tam wyjaśniono co oznacza. 
CDN...

sobota, 16 lipca 2022

STRACH część VI

 


To już ostatni rozdział moi mili. Od jutra przerwa wakacyjna aż do 19 sierpnia. Wiem to trochę długo, ale mam nadzieję, że przez ten czas nie zapomnicie o mnie i wrócicie po tej przerwie. 
Pozdrawiam i zapraszam do lektury. 

Pocałunek trwał dosłownie ułamek sekundy, a po nim nastało pożegnanie i rozstanie. Marek wracał do siebie z uśmiechem na ustach. Jednym z powodów było, że wreszcie się spotkali i wyjaśnili wszystko co było do wyjaśnienia. Druga rzecz, że dała się pocałować, nie odepchnęła, nie strzeliła w twarz ani nie obraziła się z tego powodu. Dla młodego Dobrzańskiego wszystkie te rzeczy sprawiły iż miał wrażenie jakby zaczynał swoje życie od nowa. I bardzo pragnął aby ten początek rozpocząć wraz z kobietą, którą kocha ponad wszystko i za którą oddałby własne życie. Tuż przed snem wysłał wiadomość z życzeniami spokojnej nocy i  pięknych snów. 

Przez kolejne dni kilka razy dzwonili do siebie oraz spotkali się. 
- Wiesz chciałam poszukać jakieś pracy od przyszłego tygodnia. Już od ponad dwóch tygodni siedzę bezczynnie w domu - mówiła jednego razu Ula kiedy siedzieli w salonie u Marka. To była jej pierwsza wizyta w mieszkaniu młodego Dobrzańskiego. 
- Ale po co chcesz szukać? - dopytywał. 
- Jak to po co. Znasz mnie i wiesz, że nie lubię takiego siedzenia - wyjaśniła. 
- Nie to miałem kochanie na myśli. Chodziło mi, że zawsze możesz wrócić do firmy. Od kiedy Febo odeszli jest wolny etat dyrektora, ale równie dobrze możesz ponownie objąć stanowisko prezesa - mówił. 
- Czy ja wiem? 
- Ula proszę cię zastanów się. Znasz firmę i ludzi tam pracujących. Owszem jest kilka nowych osób, ale to przecież nie problem - prosił. 
- W porządku obiecuję zastanowić się. Dam ci odpowiedź pod koniec tygodnia - wyjaśniła - jutro jadę do Rysiowa i wrócę dopiero wieczorem. 
- Jeśli się zgodzisz to mogę po ciebie przyjechać. Do południa jestem umówiony z kontrahentem na podpisanie umowy na sprzedaż nowej kolekcji. Myślę, że spotkanie nie potrwa zbyt długo. Potem po pracy jeszcze podjadę na chwilę do rodziców a później mogę być tylko dla ciebie. 
- Nie chce robić ci kłopotów - zaczęła, jednak Marek jej przerwał.
- To żaden kłopot ani tym bardziej problem. Powiedz tylko, o której mam przyjechać - mówił. 
- Myślę, że jak przyjedziesz na siedemnastą to będzie dobrze - odparła wiedząc, że Marek i tak postawi na swoim. 
- Obiecuję być na czas. Zawiózłbym cię, ale nie dam rady - rzekł ze smutkiem w głosie.
- Nic się nie dzieje. Komunikacja miejska wciąż działa - wyjaśniła z uśmiechem na ustach. 

Było kilka minut po piętnastej kiedy podjechał pod dom rodzinny. Przyjechał na prośbę ojca. Krzysztof ostatnio czuł się słabo i nie mógł przyjechać do firmy. Wchodził do domu w dobrym nastroju i miał tylko nadzieję, że nikt tego nie zepsuje. Przywitał się z obojgiem rodziców i chwilę później wraz z ojcem zniknął w jego gabinecie. 
- Co ty taki synku rozradowany - dopytywał Krzysztof kiedy skończyli rozmawiać o sprawach firmowych. 
- Ula wróciła - odpowiedział, ale jakoś tak lakonicznie jak dla seniora Dobrzańskiego. 
- I co? Czy ciebie synu trzeba tak ciągnąć za język? Kiedy wróciła? Widzieliście się już? - zasypał go ojciec pytaniami. 
- Tak widzieliśmy się - odparł i widząc pytającą minę ojca kontynuował - spotkaliśmy się w tamtym tygodniu we wtorek. Rozmawialiśmy tego dnia bardzo długo, wyjaśniając sobie te wszystkie nieporozumienia. Nie mówiłem wcześniej, bo nie chciałem zapeszać. Od tej rozmowy widzieliśmy się już kilka razy. Wczoraj wieczorem kiedy rozmawialiśmy zaproponowałem jej powrót do firmy. Dzisiaj jadę po nią do Rysiowa - mówił kiedy wychodzili z gabinetu. 
- Po co jedziesz do Rysiowa? Przecież my nie mamy tam nikogo znajomego - mówiła Helena usłyszawszy ostatnie zdanie. 
- Jadę do Uli - odparł - niech mama nie zaczyna od nowa. Ja już swoje powiedziałem i zdania nie zmienię. 
- A ty znowu swoje - odparła. 
- To mama wiecznie swoje. Ja już powiedziałem swoje i zdania nie zamierzam zmieniać. Ale jak widać muszę bardziej postawić na swoim - odparł i zwrócił się już tylko ojca - będę się zbierał. Widzimy się następnym razem u mnie - Krzysztof pożegnał syna uściskiem dłoni i na koniec dodał. 
- Powodzenia synu - junior uśmiechnął się do ojca. To wsparcie ze strony ojca bardzo cieszyło Marka, ale upór matki był niepokojący. Miał obawy czy nie będzie próbowała w jakiś sposób zniszczyć to jego szczęście. 
Przez całą drogę zastanawiał się nad zachowaniem Heleny, będąc już na miejscu próbował poprzez uśmiech ukryć, że coś go trapi. Wydawać by się mogło, że świetnie mu to idzie jednak Ula nie dała się nabrać. Mimo tego przez czas pobytu w rodzinnym domu Cieplaków nie pytała co mogło być tego powodem. 
- Wiesz niezły z ciebie aktor, ale mnie nie udało ci się oszukać - rzekła jak tylko ruszyli w drogę. 
- Nie wiem o czym mówisz kochanie - Marek coraz częściej zwracał się do niej zwrotem kochanie i jak widać nie przeszkadzało jej to. Można było nawet pokusić się o stwierdzenie, że ten zwrot podobał się. 
- Wiem, że coś cię gnębi. Powiesz mi? - dopytywała. 
- To nic takiego. Trochę martwi mnie stan zdrowia taty - próbował tą odpowiedzią nieco zmienić temat. 
- Marek znam cię na tyle żeby wiedzieć kiedy mówisz prawdę a kiedy próbujesz coś ukryć. Pamiętasz obiecaliśmy sobie mówić prawdę. Więc? - Marek doskonale wiedział, że nie ma wyjścia i musi jej powiedzieć. 
- Porozmawiamy w domu - rzekł. Dla niej te trzy słowa wywołały jedynie niepokój. W głowie zaczęły się rodzić przeróżne czarne myśli. A jedna szczególnie nie pozwalała się uspokoić. 
- Zapewne chce się rozstać. 
- Jedziemy do ciebie czy do mnie? - wyrwał ją z zamyślenia. 
- Możemy do mnie. Mam w lodówce pierogi - odparła, a marek tylko skinął głową. 
Kiedy zjedli i usiedli w pokoju z filiżankami kawy Ula przypomniała mu o tym, że miał wyjaśnić co go trapi. 
- Kolejny już raz pokłóciłem się, chociaż to może mało powiedziane, wręcz dobitnie wyjaśniłem mojej matce jedną sprawę - widząc, że Ula chce zapytać o co chodzi pospieszył z wyjaśnieniem - moja mama przez te wszystkie lata nie przestała wierzyć, że kiedyś ponownie będę z Pauliną. Żadne moje argumenty do niej nie docierają. Nie dociera do niej, że ja kocham ciebie a nie jej pupilkę Paulinę - powiedział prawdę, która jak przypuszczał zaboli i tak właśnie było. Ula siedziała ze spuszczoną głową próbując ukryć łzy - Ula, skarbie proszę cię nie płacz. Dlatego nie chciałem mówić ci prawdy. To co mówi moja matka nie ma dla mnie znaczenia. Pokochałem cię i to się nigdy nie zmieni. Kocham tylko ciebie i tak pozostanie - próbował ją uspokoić, chociaż to nie było takie łatwe ani proste. 
- Może twoja mama ma rację - wychlipała przez łzy. 
- Ula co ty mówisz? W czym może mieć rację? 
- Że powinieneś związać się z Febo. 
- Kochanie przestań mówić takie głupoty. Nigdy nie wrócę do Febo i nie zwiążę się z żadną inną kobietą oprócz ciebie. Albo będziesz ty aby żadna inna - mówił zdenerwowany. Jego złość na matkę doprowadziła do tego, że podniósł głos na Ulę a czego nie chciał - przepraszam nie chciałem krzyczeć. 
- Proszę zostaw mnie samą - rzekła. 
- Ula.... - chciał coś powiedzieć.
- Marek proszę cię. Chcę zostać sama - wiedział, że musi posłuchać jej prośby. Wstał i skierował swoje kroki w kierunku wyjścia. Wrócił do siebie,  z barku wyjął butelkę wódki i jeden kieliszek, usiadł na wysokim stołku ustawionym przy kuchennej wyspie. Nalał jedne kieliszek, następny potem kolejny aż przyszło opamiętanie. 
- Chłopie co ty wyprawiasz? Ona właśnie usłyszała, że twoja matka jej nie akceptuje a ty zamiast ją wspierać to próbujesz się upić. Brawo panie Dobrzański - sam siebie ganił w myślach. Wziął prysznic i zadzwonił do Uli, a kiedy ta nie odebrała wysłał jej wiadomość zapewniając ją o swojej miłości i prośbą aby chociaż odpisała. Tak jak prosił odpisała tylko jednym krótkim słowem.
- Ok. 

Wszedł do firmy nie witając się z nikim. Odebrał klucze od Ani z recepcji od swojego biura i zniknął za jego drzwiami. Nie było mu dane być samemu dłużej jak około godziny, kiedy usłyszał pukanie a następnie ujrzał głowę swojego przyjaciela. 
- Coś ty taki nie w humorze? - dopytywał Olszański. 
- Wczoraj powiedziałem Uli, że moja matka jedynie kogo widzi u mego boku to Paula. 
- Zgłupiałeś? Po jaką cholerę jej to mówiłeś? - dopytywał kadrowy. Marek opowiedział Sebastianowi co było powodem takiego zachowania - to nie dobrze. Jak znam Ulkę to może chcieć odejść.
- No ty to potrafisz pomóc - odparł mu prezes. 
- Spróbuj z nią porozmawiać, wyjaśnić - mówił Sebastian. 
- Wczoraj to zrobiłem, ale ona tylko powiedziała, że chce zostać sama. Dzisiaj już dzwoniłem kilka razy, ale nie odbiera. Za godzinę jestem umówiony z Pshemko - mówił.
- Przez ten czas ja spróbuje się z nią skontaktować - zaproponował swoją pomoc, nie wiedząc, że Cieplak zamierza przyjść do firmy. 

- Dzień dobry Aniu - przywitała się po wyjściu z windy na piątym piętrze. 
- Ula? - odezwała się dziewczyna stojąca za ladą recepcyjną. 
- Tak to ja. Przyszłam do Marka, jest u siebie?
- Poszedł do pracowni mistrza - usłyszała w odpowiedzi - w takim razie może przejdźmy się do bufetu i tam przy kawie poczekasz na niego - zaproponowała Ania. 
- Wolę inne miejsce. Nie chcę spotkać Izy. Jakiś czas temu pokłóciłyśmy się - wyjaśniła Ula. Obie panie wyszły do pobliskiej kawiarenki. Tam panna Cieplak opowiedziała o rozmowie z główną krawcową. W zamian usłyszała to co samo co mówili jej Maciek oraz Alicja to chyba było jej potrzebne. Wyglądało to tak jakby słowa Ani były czymś w rodzaju kropki nad "i". Po niespełna dwóch kwadransach wróciły do firmy jednak okazało się iż Marka wciąż nie ma. 
- Wiesz co Ula zrób mu niespodziankę. Masz tu drugi klucz i poczekaj nie niego w gabinecie - Uli dwa razy nie trzeba było mówić. 
Usiadła na fotelu, odwracając się tyłem do drzwi i tak czekała na przyjście Marka. Długo nie musiała czekać, usłyszała otwieranie się drzwi i ten tak bardzo dobrze znany głos. 
- Przepraszam, co tu robisz? 
- Jak długo można czekać? - odpowiedziała pytaniem na pytanie powoli się odwracając. 
- Ula - zawołał z radością w głosie i już był tuż przy niej. Marek kolejny raz próbował wyjaśnić, wytłumaczyć lecz Ula mu przerwała. 
- Nie musisz mi tłumaczyć zachowania swojej mamy. Miałam dość czasu aby to przemyśleć i zrozumieć, że nie mogę kolejny raz cię stracić. Kocham cię - tym wyznaniem sprawiła, że w jego sercu rozlała się fala ciepła. 

Od tego dnia ich życie zaczęło układać się jak najlepiej. Ula wróciła do firmy obejmując stanowisko dyrektora finansowego. Pół roku później w dniu Walentynek Marek zaprosił Ulę w pierwszej kolejności do Palmiarni, gdzie z całą pewnością w głosie poprosił swoją ukochaną o rękę. 
- Ula, jesteś dla mnie najważniejszą osobą na świecie, nie umiem żyć bez ciebie. Dlatego to klęczę tu przed tobą i proszę cię abyś zechciała zostać panią Dobrzańską - Ula w pierwszej chwili zaniemówiła lecz kiedy minął szok jakiego doznała odparła. 
- Z wielką przyjemnością zostanę twoją żoną Marku i zostanę przez resztę swoich dni u twego boku - młody Dobrzański wsunął na jej palec piękny, ale za razem skromny pierścionek. Wszystko to przypieczętowali namiętnym, długim pocałunkiem. 
Datę jaką ustalili na ten wyjątkowy dzień to ich ponowne spotkanie po latach. 
Na uroczystości zaślubin byli niemalże wszyscy zaproszeni. W kościele stawili się wszyscy, jednak już na weselu nie było Heleny. Ta wciąż nie potrafiła się pogodzić z wyborem syna. Marek już tracił nadzieję, że to się kiedykolwiek zmieni. A jednak nastał taki dzień. Stało się to jakieś dwa lata po ślubie. Młodzi Dobrzańscy doczekali się pierwszego dziecka i ten dzień kiedy Helena Dobrzańska zobaczyła wnuka stał się przełomowy. Kilka dni po tym jak Ula wraz z synkiem wrócili do domu odwiedziła ich Helena. W pierwszej kolejności przepraszając Ulę za swoje zachowanie następnie Marka. Po tej rozmowie było widać, że młody Dobrzański odetchnął z ulgą, miał wrażenie jakby ktoś zdjął z jego pleców ogromny ciężar. 
KONIEC

sobota, 9 lipca 2022

STRACH część V

 Stała wpatrując się nurt płynącej rzeki jednocześnie zastanawiając się jak to będzie. Czy uda im się dojść do porozumienia? Czy Marek ją wysłucha? Była pełna lęku. Ten strach ją przytłaczał, miała wrażenie jakby miała się zaraz rozlecieć. 
Podjechał i zaparkował wydawało się jakby w dokładnie tym samym miejscu co sześć lat temu. Wysiadł, rozejrzał się aż w  końcu ją ujrzał. Jego serce zaczynało coraz szybciej bić i tak samo jak Ula i Marek miał te same wątpliwości. Skłamałby gdyby powiedział, że się nie boi. Te jego obawy były wręcz obezwładniające. Miał wrażenie jakby nogi zrobiły się jak z waty a po plecach czuł jak płynie pot. Lecz mimo tego strachu jaki odczuwał nie zamierzał się wycofać, odpuścić tak jak uczynił to tego ostatniego dnia kiedy odeszła oraz gdy na jaw wyszły te wszystkie złe rzeczy, i ona wyjechała, uciekła od niego wtedy na Mazury a potem jeszcze dalej, bo aż do Norwegii. 
- Dzień dobry Ula - niemalże wyszeptał aby jej nie przestraszyć, gdyż ta nawet nie drgnęła kiedy Marek się zbliżał. Usłyszała i odwróciła się w jego stronę. 
- Dzień dobry - odpowiedziała tym samym zwrotem grzecznościowym. 
- Na początku chciałem ci bardzo podziękować, że się odezwałaś i chciałaś spotkać - zaczął młody Dobrzański. Ula milczała więc ten postanowił to wykorzystać i przerwał tę chwilę milczenia - Ula ja wiem jak bardzo, ale to bardzo mocno cię skrzywdziłem swoim postępowaniem. Jak podle cię potraktowałem zabawiając się twoimi uczuciami. Jednak to było tylko na początku z czasem zaczynałem coraz bardziej pragnąć tych naszych spotkań. Owszem nie od razu rozumiałem sam siebie. Dochodziło do tego, że dzień bez ciebie był dniem straconym. W pewnym momencie, nawet nie wiem dokładnie kiedy, ale takie coś jak upijanie się w klubie straciło sens, nie bawiło mnie to już tak. Modelki też przestały mnie interesować. Z biegiem czasu widziałem coraz więcej rys na związku z Pauliną. Nie żebym ich nie widział wcześniej, ale zaczynało być ich znacznie więcej. Owszem większość tego co się działo między nami było z mojej winy. Do pewnego momentu żyłem jak Piotruś Pan, lekkoduch, który myśli, że tak można. Tego dnia kiedy wyjechaliśmy wspólnie do Poznania zacząłem coś rozumieć, ale musiało minąć jeszcze trochę czasu abym doszedł do tego co ważne. To tu nad Wisłą zrozumiałem, że to co się działo ze mną było niczym innym jak wielkim, prawdziwym uczuciem miłość. W tedy jakbym doznał olśnienia - mówił cały czas patrząc jej prosto w oczy, które robiły się mokre od łez. Wiedział, że tylko prawda może pozwolić na oczyszczenie tego co było - wtedy, gdy wyszłaś z mojego gabinetu, a ja nie mogłem się dodzwonić i nie wiedziałem co się z tobą dzieje myślałem, że oszaleję. Strasznie się o ciebie Ula martwiłem - ona słuchała tego wszystkiego a jej twarz zalewała słona ciecz. Wiedział, że sprawia jej ból. Jednak nie może się wycofać, bo to jedynie pogorszy sytuację. Musi być szczery i prawdziwy, aby to wszystko wyjaśnić - Ula z chwilą kiedy zrozumiałem co czuję nic i nikt inny się nie liczył. W dniu kiedy znalazłaś tę nieszczęsną kartkę był jednym z najgorszych dni w moim życiu, tak wiem w  twoim również. Zrobiłbym wówczas, ale i dziś wszystko abyś dała mi, nam kolejną szansę. Nawet gdybyś kazała oddać sobie czy komukolwiek nawet Febo te cholerne udziały to bym tak zrobił. Jeśli to byłby jedyny warunek abyś do mnie wróciła. Przez te wszystkie lata kocham cię tak samo, a może nawet jeszcze bardziej - skończył, poczuł jakąś lekkość, że wreszcie powiedział to co powinien uczynić tak dawano temu i kolejny już raz tego popołudnia zapanowała cisza. Wyglądało tak jakby każde z osobna analizowało to co było powiedziane. 
- Długo - zaczęła tym razem Ula - nie mogłam się pozbierać po tym co zobaczyłam, co przeczytałam. To było jak kubeł zimnej wody. Ból jaki poczułam był nie do zniesienia. Oszukana, wykorzystana do niecnych celów tak właśnie się czułam. Nie umiałam i chyba wciąż nie umiem sobie tego wyobrazić jak można być tak cynicznym i podłym wobec osoby, która kocha, wspiera. Mówisz, że pokochałeś i wciąż kochasz, ale kiedy miałeś wypadek to nawet nie chciałeś mnie widzieć, nawet nie zadzwoniłeś - Marek zrobił wielkie oczy, bo nie rozumiał o czym mówi Ula. 
- Ula o czym ty mówisz, jak nie chciałem. Owszem nie zadzwoniłem ze szpitala, bo gdzieś zaginął mój telefon. A na sali leżałem sam, nie miałem kogo poprosić o pożyczenie aparatu, twój numer znam na  pamięć do dziś. Nawet pytałem Seby, kiedy przyjechał dlaczego nie przyszłaś. Odparł mi, że widział się z tobą na korytarzu, ale nic więcej - tłumaczył - kto ci powiedział, że nie chcę cię widzieć? - dopytywał.
- Przyjechałam do szpitala razem z Piotrem. W szpitalu spotkałam Paulinę i to od niej usłyszałam, że wróciliście do siebie, a mnie nie chcesz widzieć. I poprosiłeś ją aby mi to przekazała jeśli tylko mnie spotka - wyjaśniła - wyszłam ze szpitala. 
- Ula to jedno wielkie kłamstwo, które wymyśliła Paulina. Faktycznie to ona przyjechała do szpitala, bo po nią zadzwonili. Mieliśmy tak dużo spraw na głowie przez ten pokaz, że nawet nie pomyślałem aby edytować nazwę przy jej numerze. Wiesz, że właśnie teraz zrozumiałem co się mogło stać z moim starym telefonem. No bo jak szpital wiedziałby do kogo zadzwonić? Musieli mieć mój telefon i wybrali jej numer. To ona odebrała wszystkie moje rzeczy z depozytu szpitalnego, zniszczyła telefon wraz z kartą sim. Owszem zgłosiłem zaginięcie telefonu jak wyszedłem ze szpitala i otrzymałem duplikat karty, ale to chwilę potrwało - mówił spokojnie, jednak w środku aż się gotował ze złości na Febo. 
- Tak jak ty mnie ja ciebie też chciałam przeprosić - zaczęła kontynuować po tym jak wyjaśnili sobie kwestię szpitala. Marek spojrzał na nią nie rozumiejąc za co jego ukochana może chcieć go przepraszać przecież to on winien temu wszystkiemu a nie ona. Lecz postanowił nie przerywać, widocznie czuła, że musi - nie byłam wobec ciebie do końca w porządku. Owszem zraniłeś mnie zabawiając się moimi uczuciami, ale powinnam pozwolić ci wyjaśnić wszystko, a nie tak traktować. Dodatkowo wierzyłam nie tym co powinnam, kiedy mówiono mi o tobie. Widziałam jak się starasz w pracy lecz uznawałam to za twoją kolejną grę, abym tylko nie odeszła przed uratowaniem firmy. Wierzyłam plotkom a nie prawdzie - mówiła przez łzy - teraz mi wstyd, że tak postępowałam. 
- Ula nie masz za co mnie przepraszam, należało mi się. Moje zachowanie było godne takiego traktowania. 
Stali tak jeszcze dłuższą chwilę milcząc, każde z osobna analizowało co usłyszało. Panna Cieplak była zła na siebie samą, że tak łatwo dała wiarę słowom Izabeli, nie przeczytała tego cholernego listu i nie zawalczyła o swoją miłość w dniu kiedy również zrozumiała kogo kocha. To przecież powiedziała Piotrowi, że kocha tylko Marka kiedy ten czekał na nią przed szpitalem po tym wypadku. Lecz ona uwierzyła Paulinie, która mówiła o powrocie Marka do niej. Z drugiej strony była wdzięczna Maćkowi za otwarcie jej oczu i pokazanie listu. 
Marek tak jak Ula wyrzucał sobie brak uporu w walce o ukochaną. Lecz wściekłość jaka go ogarniała wobec byłej narzeczonej była nie do opisania. Obiecał sobie, że załatwi tę sprawę raz na zawsze. Ale ta sprawa teraz musi poczekać, bo dziś musi załatwić tę najważniejszą sprawę. 
- Ula, a powiesz mi dlaczego wybrałaś ten konkretny dzień i godzinę? - zapytał. 
- I widzisz to jest kolejny powód moich przeprosin - Dobrzański zrobił wielkie oczy, wciąż nie rozumiejąc o  co chodzi - ja twój list przeczytałam dopiero niedawno. W dniu kiedy go napisałeś nawet nie zwróciłam na niego uwagi. Dodatkowo dzwoniła do mnie Iza aby podać adres ośrodka, chwyciłam leżącą na stoliku złożoną kartkę i zapisałam na niej ten adres. Potem wieczorem dzwonił i powiedział o tym liście. Kazałam zniszczyć, ale Szymczyk mnie nie posłuchał i nie zrobił tego. Za to zapewne wiesz, że około miesiąca temu był u mnie - prezes skinął potwierdzająco - zaraz pierwszego dnia się pokłóciliśmy i przed wyjściem ode mnie na stole położył mi ten list. A tam podałeś konkretną datę i godzinę ot cała tajemnica. Pomyślałam, że to może być... - urwała tak jakby zastanawiała się nad doborem odpowiednich słów. 
- Przełomowa data dla nas - dokończył Marek, a Ula pokiwała jedynie głową zgadzając się - a co takiego powiedział albo zrobił Maciek, że tak cię zdenerwował? Jeśli można zapytać. 
- Sama rozmowa zaczęła się w miarę spokojnie. Jednak kiedy zaczął mi mówić o Izie i o tym co mówiła, a ciebie bronić coś we mnie pękło. Po tym jak zostałam sama w końcu przeczytałam twój list. W kolejnych dniach miała sporo czasu na przemyślenia - mówiła. 
- Ula to co napisałem w liście było najszczerszą prawdą. Nie wiem co usłyszałaś od Izy, ale zapewniam cię, że nie ma w tym grama prawdy - próbował tłumaczyć młody Dobrzański. 
- Teraz to wiem. Rozmawiałam z Alą, kiedy wróciłam do domu - znowu ta krępująca cisza. Mimo tego iż tak wiele sobie wyjaśnili, to jednak nadal odczuwali strach przed tym co dalej. Mimo tak wielu wyjaśnień nie powiedzieli co dalej z nimi. Żadne nie określiło się jak to ma być teraz. 
Przez tę rozmowę nawet nie zauważyli kiedy zaczyna się ściemniać. Ula chciała chyba się pożegnać, a bynajmniej tak to odczytał z jej zachowania Dobrzański. 
- Ula co teraz będzie? - zapytał, a jej milczenie jakby dodało mu czegoś na wzór odwagi - Ula nie musisz mi teraz odpowiadać, czekałem na ten dzień jak i na ciebie samą tyle to mogę poczekać jeszcze. Jednak chce abyś wiedziała, że bardzo mocno cię kocham. 
- Marek to nie tak. W ostatnim czasie w moim życiu znów zaczyna się jakaś rewolucja, wszystko wywróciło się do góry nogami. Kolejny raz okazało się, że można grać na moich uczuciach, nie mówię tu teraz o tobie, ale o kimś innym. Tak jak mówiłam wcześniej miała dość sporo czasu na przemyślenia. Mogę zapewnić cię, że wybaczyłam ci to cale świństwo, jednak jeszcze nie umiem zapomnieć. Kocham cię - wyznała, a jego serce szybciej zabiło - i wiem z całą pewnością, że nigdy nie przestałam. Lecz wciąż się boję, że to może się powtórzyć - mówiła. A ostatnie zdanie wyszeptała, tak jakby nie chciała zapeszyć. 
- Ula jeśli tylko pozwolisz, zrobię dosłownie wszystko aby udowodnić ci jak bardzo się zmieniłem. Już nigdy nie spowoduję abyś miała przeze mnie płakać - mówił spokojnie. 
Zdjął marynarkę i dał Uli aby ta ją założyła, kiedy tylko zauważył, że ta zaczyna marznąć. 
- Chodźmy Ula robi się dość chłodno. Odwiozę cię do Rysiowa - zaproponował rodzinny dom Uli, aby nie wydać Szymczyka, że wie o jej mieszkaniu w Warszawie. Dodatkowo pomyślał, że ta może nie chcieć być dzisiaj sama, ale tego co usłyszał nie przewidział. 
- Nie mieszkam w Rysiowie. Jeszcze zanim wróciłam do kraju kupiłam sobie mieszkanie na Krakowskiej. Jeśli więc masz czas to zapraszam do siebie. Mam ciasto - mówiła. 
- Krakowska to zaraz koło mnie - rzekł. 
- Jak to koło ciebie? Z tego co wiem to nie ma tam w pobliżu domów jednorodzinnych tylko same bloki - rzekła. 
- Po tym jak rozstałem się z Pauliną ona wyprowadziła się najpierw do Aleksa a potem do Mediolanu. Ja  sprzedałem ten dom, dzięki temu część ze sprzedaży poszła na ich spłacenie. Za resztę kupiłem mieszkanie na Okulickiego - wyjaśnił. 
- To nie wiedziałam - odparła kiedy wsiadali do auta. Marek jeszcze zanim ruszył uruchomił klimatyzację aby nagrzać w środku. 
Nie minęło więcej jak około kwadransa kiedy podjeżdżał pod wskazany przez Ulę blok. 
- To na drugim piętrze - wskazała na okna - proszę rozgość się, a ja nastawię wodę na kawę i pokroję ciasto - zwróciła się do Marka. 
Tego wieczoru jeszcze długo rozmawiali. A kiedy doszło pożegnania Marek mimo obawy postanowił uczynić coś więcej niż tylko wyznanie miłości. Stanął tak blisko, że czuła jego oddech na swojej twarzy, zbliżył swoją twarz i delikatnie niczym muśnięcie motyla ucałował jej usta. 
CDN...

piątek, 1 lipca 2022

STRACH część IV

 Przeszła przez odprawę celną, odebrała bagaże i już witała się z Maćkiem. 
- To gdzie teraz? - zapytał przyjaciel kiedy doszli do samochodu. 
- Najpierw zawieź mnie domu, ale po drodze wstąpimy do jakiegoś sklepu - Maciek skinął głową i już jechali w stronę mieszkania Uli. Tak jak chciała weszli jeszcze do dyskontu spożywczego, który był niedaleko jej mieszkania. 
- Chodź jeszcze do tej cukierenki, którą widziałam w pobliżu - zwróciła się do przyjaciela - kupię jakieś ciasto do kawy. To napijemy się kawy, zjemy coś słodkiego i spokojnie będziemy mogli porozmawiać - mówiła Cieplak. 
Dwa kwadranse później Maciek pomógł Uli z bagażami oraz z zakupami, których było dość sporo. 
- Przytulne to mieszkanko - rzekł Szymczyk kiedy już wszystko wnieśli i Ula zajęła się robieniem kawy a przyjaciel w tym czasie rozejrzał się. Nie było to duże mieszkanie, bo raptem dwa pokoiki z kuchnią. Jeden miał służyć za sypialnie i wyposażony w zabudowaną szafę, a drugi jako gościnny. Tam stała komoda oraz narożnik, mały stoliczek kawowy i dwa fotele. Łazienka wyposażona w wannę, pralkę a cała była w kafelkach ciemnego koloru.


- O coś takiego mi właśnie chodziło. Dzięki temu, że nie wydawałam zbyt wiele na siebie tam w Norwegii mogłam pozwolić sobie na kupno tego mieszkanka - mówiła - w poniedziałek jestem umówiona jeszcze z notariuszem na sfinalizowanie całej reszty - dodała. 
- To co teraz Ula? Mieszkanie już masz - zaczął Maciek.
- Kolejnym krokiem jest znalezienie jakiejś pracy. Oszczędności jakie mam na długo nie wystarczą - zaczęła.
- Wiesz, że nie o to pytam - wszedł jej w słowo. Doskonale wiedział, że o pracę to Ulka nie musi się martwić. 
- Na jutro rano jestem umówiona z Izą muszę to wyjaśnić. Dowiedzieć się co nią kierowało mówiąc mi te wszystkie rzeczy. A było ich bardzo wiele. Popołudniu pojadę do Rysiowa. Wtedy też poinformuję ich o swoim powrocie i kupnie tego mieszkania. Na wtorek umówiona jestem z Markiem - widać było, że ta ostatnia informacja ucieszyła Maćka. 
- A on wie, że przylatujesz? - zapytał.
- Tak, dzwoniłam do niego dwa dni temu - odpowiedziała. Przyjaciel szybko pokojarzył fakty. To było dzień po tym jak wygadał się prezesowi, a następnego dnia kiedy rozmawiali ktoś właśnie dzwonił. 
- To dobrze Ula, że wreszcie wyjaśnicie sobie te wszystkie nieporozumienia i może nawet z czasem ponownie zaczniecie się spotykać. Będę trzymać za was kciuki. 
- Wiesz z jednej strony bardzo chcę tego spotkania i tej rozmowy. Ale z drugiej strony ogarnia mnie wielki strach, jak to będzie. 
- Jestem pewien, że wszystko się ułoży. Ja przez te sześć lat widywałem Marka niemalże każdego dnia. I mogę powiedzieć, że jego uczucie do ciebie jest tak samo duże aby nie powiedzieć wielkie jak te sześć lat temu. Ula on nawet przestał wychodzić z Sebastianem do klubów, a nawet jak już wyszli to zawsze wracał do domu trzeźwy. Nie umawiał się z żadną modelką czy jaką inną kobietą. Wiecznie powtarza, że albo ty, albo żadna inna - mówił jej przyjaciel. Niby po tym co powiedział Szymczyk Ula uspokoiła się. Ale czuła, że czegoś jej nie mówi, jednak nie chciała dopytywać. Uznała, że dowie się od Marka. 
- Dobra Ula ja będę się zbierał. Jestem umówiony z Anią i nie chcę się spóźnić - rzekł mężczyzna.
- Dziękuję ci Maciuś za twoją przyjaźń i dzisiejszą pomoc. Samej było by mi znacznie trudniej. 
- Nie masz za co mi dziękować Ula - odparł, pożegnał i już go nie było. 
Będąc w samochodzie wysłał krótką wiadomość. 

"Ula już jest w domu" 

Prawie natychmiast dostał zwrotną odpowiedź.

"Dziękuję za info" 

W pierwszej kolejności chciała się spotkać z Izą gdzieś na mieście jednak porzuciła ten pomysł. Nie miała pojęcia jak ta może się zachować, a nie chciała wzbudzać sensacji. Dlatego też zadzwoniła do krawcowej podając swój adres zaprosiła do siebie na godzinę dziesiątą. 
- Witaj kochana, pięknie wyglądasz - zaczęła Izabela niczego nie świadoma - wróciłaś na stałe? Stęskniłaś się za starymi przyjaciółkami? - dopytywała. 
- Tak wróciłam na dobre. I może się stęskniłam, ale nie to jest powodem naszego spotkania - usłyszała w odpowiedzi, kiedy Ula postawiła dwie filiżanki na stoliku, samej siadając na przeciwko gościa. 
- To o czym chciałaś rozmawiać - mówiła z dużą niepewnością w głosie kobieta. 
- Chce dowiedzieć się czegoś o Marku i jego życiu przez ten czas jak mnie tu nie było - zaczęła Ula dość podchwytliwie. W pierwszej kolejności chciała zobaczyć co powie jej główna krawcowa i skonfrontować to z tym co mówił Maciek. 
- Niewiele mi wiadomo na ten temat. Z całą pewnością wciąż chodzą razem z Olszańskim po klubach, ale nie przyprowadza żadnej do biura. 
- A co Pauliną nadal pracuje w firmie? - dopytywała Cieplak. 
- Nie ona po tym jak zostawiła Marka oraz została spłacona przez Krzysztofa wyjechała do Włoch. 
- A co z Klaudią? - ciągnęła dalej Ula.
- Czemu tak dopytujesz się o Marka, czyżbyś nadal go kochała? Myślałam, że przez te sześć lat wywiał ci z głowy. 
- Tak po prostu, jestem ciekawa. Czy wziął sobie do serca nasze rozmowy - odparła. 
- Chyba nie do końca - rzekła.
- Nie? - udała zdziwienie a po chwili przeszła do sedna sprawy i wyłożyła karty na stół - z tego co mi wiadomo to mijasz się z prawdą teraz, ale i sześć lat temu również minęłaś się z nią i to dość bardzo. 
- Czy ty chcesz powiedzieć, że to wszystko jest nie prawdą? 
- Dokładnie tak. Rozmawiałam z kimś innym na ten temat. 
- Jemu wierzysz, a nie własnej przyjaciółce? - mówiła w oburzeniem Izabela. 
- Nie przypominam sobie abym wspominała coś o Marku. Ale tak masz rację nie wierzę w twoje słowa, już nie. I nie nazywaj się moją przyjaciółką, bo nią nie jesteś. Jak pamiętam co wiecznie oczerniałaś Marka w moich oczach. Wtrącałaś się. Zastanawiam się jaki miałaś w tym cel. Nie wiem co chciałaś w ten sposób osiągnąć. A może ty tak po prostu mi zazdrościłaś, że zainteresował się mną. Jakoś dziwnie nie odradzałaś mi Piotra, za to usilnie starałaś się nas ze sobą połączyć. 
- Chciałam dla ciebie dobrze - wydukała krawcowa i po chwili dodała - nie tylko ja ci go odradzałam, ale i pozostałe dziewczyny - w ten sposób próbowała się bronić.
- Ciekawe co mówisz, bo jakoś żadna z nich nie mówiła mi kto z kim zerwał, co robiła Klaudia w jego gabinecie z wyjątkiem ciebie samej. 
- Wiem co widziałam - odburknęła.
- Nie zamierzam tego dłużej słuchać. To koniec naszej znajomości, nie potrzebuję takich doradców - rzekła - a teraz opuść moje mieszkanie. 
Izabela z obrażoną miną wyszła od Uli nawet nie mówiąc do widzenia. Niespełna godzinę po rozmowie z już byłą przyjaciółką jechała do Rysiowa. Z początku miała jechać komunikacją miejską lecz prezenty dla rodziny spowodowały, że zwróciła się o pomoc do przyjaciela. Poprzedniego dnia wieczorem zadzwoniła do Maćka z prośbą o pomoc ten nie widział powodu do odmowy. Umówili się na godzinę dwunastą. Uznała iż dwie godziny jej wystarczą aby rozmówić się z główną krawcową w firmie. A można by też nazwać największą, główną firmową plotkarą. Wierzyła słowom Maćka, ale chciała jeszcze skonfrontować swoją wiedzę z tym co może jej powiedzieć Ala. 
Pojawienie się jej w rodzinnym domu sprawiło wielką radość i mnóstwo wzruszeń. 
- Córcia czemu nic nie powiedziała, że przylecisz w odwiedziny przygotowali byśmy coś - mówił wzruszony Józef. 
- Nic nie mówiłam, bo to miała być niespodzianka, ale to nie jedyna - rzekła i widząc pytające miny najbliższych pospieszyła z wyjaśnieniami - wróciłam na stałe do Polski. Ale nie chcąc wam sprawiać kłopotu zamieszkam w Warszawie. Jeszcze przed moim przylotem kupiłam mieszkanie. 
- Żadnego problemu byś nie robiła dziecko, jednak szanuję twoją decyzję. Ale najważniejsze, że wróciłaś już nie będzie takiej wielkiej tęsknoty, bo jesteś tu na miejscu - mówił senior Cieplak. 
- Też tak myślę. Mnie samą bardzo dokuczała ta rozłąka, komunikatory nigdy nie dadzą tego co spotkanie w realny świecie - mówiła Ula, po czym zwróciła się do Alicji - chciałam z tobą porozmawiać, ale może dopiero wieczorem jak już będzie spokojnie. 
- Oczywiście. Po kolacji jeśli chcesz usiądziemy w twoim dawnym pokoiku z kawą i poplotkujemy - ostatnim czasy Ula dość mocno nie lubiła słowo plotkowanie. 
- Czy to oznacza, że zostaniesz Ula do niedzieli? - zapytała jej siostra. 
- A nawet do poniedziałku jeśli się zgodzicie - odparła.
- Nawet nie musisz pytać, to w końcu twój rodzinny dom - usłyszała od ojca. 
Nastał wieczór i obie panie usiadły w niewielkim pokoiku z filiżankami kawy. 
- To o czym chciałaś porozmawiać, bo jak się domyślam nie chodzi o rodzinę i dom - zwróciła się do Uli Alicja kiedy już usiadły. 
- Masz rację nie chodzi o nich. Chciałam porozmawiać o Marku - zaczęła Ula.
- O Marku? - dopytywała Ala a Cieplak tylko skinęła głową potwierdzając - czemu o niego pytasz? Czy coś się stało? 
- Widzisz - zaczęła Ula - wszystko zaczęło się przylotu do Norwegii Maćka. Tego dnia dość mocno się pokłóciliśmy. Przywiózł również list od Marka, gdzie ten pisze o rozstaniu z Pauliną. Ale od Izy słyszałam, że to Febo zerwała zaręczyny. Również od Izy dowiedziałam się, że gdy ja byłam na Mazurach to Marek spotykał się z Klaudią i nawet nie krył się z tym. Natomiast Maciek mówi całkiem co innego niż ona. Rozmawiałam z Izą dzisiaj przedpołudniem z początku zapierała się, że tak właśnie jest. Czy ty możesz mi powiedzieć coś więcej? 
- Ula to nie panna Febo zerwała zaręczyny tylko Marek i było to w dniu tego nieszczęsnego zarządu co wszystko wyszło na jaw. O spotkaniu z modelką wiem tylko, że to było ich zwykłe spotkanie i zwykłe pożegnanie, bo ta wylatywała do Mediolanu. Wiele razy widziałam dowody jak Marek się zmienił, zmienił na lepsze. Z dniem kiedy odeszłaś z firmy on przykłada się jak może aby nie zepsuć tego co wypracowałaś. Kilka a może i kilkanaście razy prosił między innymi mnie o twój adres albo chociażby numer telefonu. Wiem, że Krzysztof spłacił już oboje Febo i ci wyjechali do Włoch - mówiła Milewska - Ula skoro już wróciłaś to może powinnaś się spotkać z Markiem i wyjaśnić te wszystkie nieporozumienia - zasugerowała kobieta. 
- Już jesteśmy umówieni na wtorek - odpowiedziała Ula. 
Weekend Uli minął w bardzo radosnej, rodzinnej atmosferze. Było wiele wspomnień tych radosnych jak i tych nieco smutnych. Za to te kilka dni dla Marka było istną udręką. Najchętniej to pojechałby do Rysiowa aby się spotkać, ale obiecał, że spotkają się dopiero we wtorek. Nie chciał robić niczego wbrew jej. 
Przez ten czas próbował sobie przypomnieć o co chodzi z tą konkretną datą. Aż wreszcie uzmysłowił sobie o co chodzi i uśmiechnął się sam do siebie.

Wreszcie nastał dzień. Dzień, który miał okazać się przełomowym dniem dla nich obojga. Stała nad brzegiem Wisły czekając na przybicie Marka. 
CDN...

niedziela, 26 czerwca 2022

STRACH część III

 Było dość późno, siedziała z telefonem w ręku, a na kanapie obok leżał niewielki notesik ze spisanymi numerami telefonów. Kiedy zmieniała numer na ten norweski to spisała wszystkie numery z tego polskiego. I nawet ten, o którym twierdziła, że chce zapomnieć. Zapomnieć nie tylko ten ciąg dziewięciu cyfr, ale i o ich właścicielu. Spojrzała na stojący na komodzie zegar i uznała, że jest zbyt późno aby dzwonić. Już miała się kłaść kiedy usłyszała dźwięk przychodzącej wiadomości na Messengera. 
- Zadzwoń jutro rano - odczytała wiadomość od przyjaciela.
- W porządku - odpisała. 
Tej nocy również jak i poprzedniej niewiele miała snu. Jedynym plusem było, że była sobota i dzień wolny od pracy. Wzięła prysznic aby zmyć ślady nieprzespanej nocy, ubrana w szlafrok nastawiła wodę na kawę i uruchomiła komputer. W głowie miała ułożony plan działań. Te niespełna kilka dni sprawiły iż wiele spraw przemyślała. Chociaż prawdę powiedziawszy to przyczynił się do tego w dużej mierze sam Maciek. Z początku była zła na przyjaciela, że nie stoi za nią murem, że nie zniszczył listu. Tego, który ona zna już na pamięć i mogłaby go powiedzieć nawet wyrwana ze snu. Dzięki tej rozmowie jeszcze kilka a może nawet kilkanaście razy analizowała wszystko to co miało miejsce tam w Warszawie. I po każdym takim rozmyślaniu była coraz bardziej zła na siebie samą. 
Zaczęła działać zgodnie z planem, najpierw napisała wypowiedzenie umowy o pracę. Wiedziała, że nie będzie z tym żadnego problemu. Kolejnym krokiem było kupienie biletu na samolot. Obawiała się, że nie kupi z takim terminem jaki chciała. Ale udało się i zabukowała. Zerknęła kątem oka na zegarek i sama do siebie rzekła.
- Teraz pora zadzwonić do Maćka. Oby tylko chciał rozmawiać - pomyślała z obawą. Uruchomiła Messengera i po kilku sygnałach usłyszała głos przyjaciela. 
- No co tam? Co takiego się podziało, że jednak postanowiłaś zadzwonić? - dopytywał po przywitaniu.
- Maciuś na początku chcę bardzo cię przeprosić za swoje zachowanie. Wiem, że chciałeś dobrze. 
- Zawsze chce dla ciebie dobrze. Ale chyba nie tylko z tego powodu dzwonisz? - mówił wyczuwając, że ta coś zrozumiała. 
- Masz rację, nie tylko z tego powodu. Chciałabym abyś opowiedział mi coś więcej. 
- Ula co ja mam ci jeszcze powiedzieć? Tamtego dnia powiedziałem wszystko co uznałem, że powinnaś wiedzieć. Mogę tylko potwierdzić, że Marek wciąż bardzo cię kocha. Lecz uważam iż powinnaś sama z nim porozmawiać i wyjaśnić wszystko co jest do wyjaśnienia. Nawet przez telefon, chociaż sądzę, że powinnaś przylecieć do kraju i umówić się z nim na spotkanie. Jeśli mielibyście nie być razem to jednak taka rozmowa pozwoliłaby wam obojgu oczyścić atmosferę i zacząć żyć. Bo z tego co ja widzę to i ty, i on strasznie się męczycie. Żadne z was nie ułożyło sobie dotychczas życia - mówił Szymczyk, zapanowała cisza, którą przerwał mężczyzna - Ula powiedz sama czy warto tak żyć? Żyć z dala od swojej miłości? Przecież ja wiem, jak bardzo go kochasz. 
- Maciuś masz rację w tym co mówisz. Ale ja się boję... - zaczęła.
- Czego ty się boisz? - wszedł jej w słowo. 
- Czy po tym jak potraktowałam Marka, czy on będzie chciał ze mną rozmawiać i czy mi to wszystko wybaczy. 
- Głupia jesteś. A ja nie mam już pomysłu jak mam ci mówić i tłumaczyć, że ten facet kocha cię. Powiedziałbym nawet, że kocha cię bardziej niż własne życie. Wystarczy abyś skinęła palcem a on byłby tuż przy tobie. 
- Mam do ciebie jeszcze jedną prośbę za tydzień przylatuję do Polski, mógłbyś mnie odebrać z lotniska? Samolot ląduje na Okęciu o godzinie dziesiątej dwadzieścia. 
- Nie ma problemu. A na jak długo przylatujesz? 
- Na stałe. Ale proszę nie mów tego nikomu ani moim, ani nawet Markowi. W pierwszej kolejności chcę  spotkać się z Izą a dopiero potem z Markiem - wyjaśniła przyjacielowi. 
- Super. Naprawdę się cieszę, że wracasz na stałe - odparł Szymczyk. 

Ten tydzień minął dość szybko Ula w ciągu tych kilku dni miała sporo spraw do załatwienia. Tak jak myślała w pracy nie robiono jej problemów. W tym czasie również intensywnie za pomocą internetu szukała mieszkania na wynajem w Warszawie nie chciała ponownie zamieszkać w Rysiowie. 

Siedział w swoim gabinecie oczekując jak Sebastian przyniesie mu raporty o zatrudnionych osobach kiedy usłyszał pukanie, a po chwili ujrzał w drzwiach swoją matkę. W momencie jego dobry nastrój uległ zmianie. Doskonale wiedział po co przyszła i się nie pomylił. 
- Synku przyszłam aby jeszcze raz z tobą porozmawiać o Paulince.
- A ja kolejny raz powtarzam mamie, że nie zamierzam wiązać się z tą podłą kobietą. Kocham inną i to się nie zmieni - odpowiedział. 
- Marku, ale pani Urszula nie pasuje do nas - tymi słowami jeszcze bardziej rozzłościła młodego prezesa. 
- Nie znasz jej a osądzasz. Jakim prawem? - mówił coraz bardziej podniesionym głosem. 
- Wystarczy mi, że wiem z jakiej rodziny się wywodzi. To nie to samo co Paulinka - kobieta nie dawała za wygraną. 
- No z jakiej? 
- Z biednej - usłyszał odpowiedź na swoje pytanie.
- A i to jest powód abym miał się związać z Pauliną, bo ta niby jest bogata? To moja droga mamo pragnę ci przypomnieć, że bogactwo jakie oboje Febo posiadają na dzień dzisiejszy zawdzięczają ciężkiej pracy ojca. A dodatkowo gdyby nie wy oboje ta dwójka całe swoje życie spędziłaby w sierocińcu. W przeciwieństwie do Uli nie dorobili się niczego. Ula to co osiągnęła zawdzięcza swojej ciężkiej pracy. 
- Tak ją kochasz, a ona ciebie chyba nie. Skoro jej tu niema. Z tego co mi wiadomo to nie dzwoni, nie pisze. Za to Paulinka prawie codziennie próbuje się do ciebie dodzwonić lecz ty nie odbierasz, a ona naprawdę się o ciebie martwi, bo cię kocha - na te ostatnie słowo Marek parsknął śmiechem a potem odparł.
- Ta Włoska furiatka nigdy mnie nie kochała i z całą pewnością nie kocha. Ona kocha tylko siebie oraz Aleksa. We mnie widziała jedynie korzyści materialne i pozycję społeczną. Jestem pewien, że już się obojgu Febo skończyły pieniądze więc nasza rodzina jest bardzo dobrą partią. Jak widać, gdyby nie wasz majątek to nie posiadali by nic. A co do Uli, gdybym nie był takim sukinsynem to dzisiaj bylibyśmy razem. Powtórzę mamie jeszcze raz, bo chyba mama zapomniała. Właśnie dzięki Uli ta firma ponownie stanęła na nogi, po tym jak pupilka mamy wraz ze swoim braciszkiem o mały włos a nie doprowadziły do upadku. Ona mnie zawsze wspierała, dodawała otuchy. A ja kiedy dowiedziałem się o jej uczuciu do mnie wykorzystałem to. Okłamywałem, dawałem nadzieję, wraz z Olszańskim uknuliśmy intrygę. Krzywdziłem Ulę i teraz płacę za to może i wysoką cenę, ale widocznie tak ma być. Jednak wierzę, że kiedyś uda nam się spotkać porozmawiać i wyjaśnić wszystko co zagmatwane i poplątane. A póki co jestem sam i tak pozostanie. Dla mnie liczy się tylko Ula i żadna inna. 
- A co jak ta twoja Ula nie wróci?
- To już do końca będę sam. Koniec i kropka. A ty mamo albo w końcu uszanujesz moją decyzję, albo może się okazać, że to jest nasza ostatnia rozmowa.
- Zrobisz to własnej matce? 
- Skoro własna matka nie potrafi zrozumieć tego co do niej mówię, nie potrafi uszanować moich uczuć, to tak - odpowiedział bez chwili zastanowienia. Wiedział, że tymi słowami rani Heleną lecz musiał postawić sprawę jasno, bo inaczej ta nie dawałaby mu spokoju i próbowała połączyć go z panną Febo. 
Helena opuściła gabinet Marka nie mówiąc nic więcej. Była zła, chociaż nie bardzo wiedziała na kogo. Jednak najbardziej chyba na siebie, że ponownie nie udało się pogodzić Pauliny z synem. Lecz z drugiej strony uważała iż poznanie przez Marka Uli jest głównym powodem takiego stanu rzeczy. Na pannę Febo również była zła, za to że ta w swoje sprawy wmieszała ją. 
Po wyjściu matki chwycił za swój telefon i wybrał numer Pauliny. 
- Czego ty nie rozumiesz co? - mówił podniesionym głosem do słuchawki. 
- Może tak dzień dobry na początek - usłyszał. 
- Nie zamierzam wdawać się z tobą w formułki grzecznościowe. Powiem to po raz ostatni. Nie wrócę do ciebie nawet gdyby piekło miało zamarznąć. Przestań nękać swoimi telefonami moich rodziców, zwłaszcza mamę. Niczego tym nie wskórasz. Do mnie też przestań wiecznie wydzwaniać, bo inaczej pożałujesz. 
- Tak? Ciekawe co mi zrobisz - odpowiedziała kpiącym tonem. 
- Zgłoszę sprawę do prokuratury o nękanie - odpowiedział i rozłączył się. 

- Coś ty taki wściekły? - dopytywał Olszański kiedy przyniósł mu raporty. 
- Przed chwilą była tu moja matka - więcej nie musiał nic mówić, przyjaciel domyślił się co a raczej kto był tematem rozmowy. W takich sytuacjach dziękował Bogu za swoich rodziców, którzy kompletnie nie wtrącali się w jego prywatne życie
- A jak tam sprawa z Ulą? Nie odzywała się? - prezes pokiwał głową przecząco - może jeszcze się odezwie?  - i tym razem młody Dobrzański tylko wzruszył ramionami - trzeba być dobrej myśli. Mówiłeś, że Maciek z nią rozmawiał, dał jej twój list może potrzebuje teraz trochę czasu - mówił kadrowy.
- Maciek tak samo mówi, aby dać jej czas - odparł Marek. 
- Wiesz a może wybralibyśmy się dzisiaj do klubu. Wypili po piwku, trochę odstresowali i oderwali od roboty? - zaproponował przyjaciel.
- No nie wiem - widać było, że junior nie ma zbytnio ochoty na wyjście. Lecz Sebastian nie zamierzał odpuścić. 
- No nie daj się prosić. Może Maciek też by poszedł? - w końcu Marek zgodził się zastrzegając, że jeśli Olszański coś knuje to ten opuści klub natychmiast. 
Jak się okazało ten wspólny wypad trójki panów dobrze im zrobił. Ale żeby tego było mało wyszło na jaw iż Maciek po kilku głębszych ma bardzo rozwiązły język. I przez przypadek wygadał się jakie ma plany Ulka.  
- Tylko Mareczku kochany ty mnie nie wydaj. Bo nasza Uleńka mi tego nigdy nie wybaczy - mówił bełkotając. 
- Oczywiście mój przyjacielu - mówił Dobrzański poklepując Szymczyka po plecach. 
Ta wiadomość sprawiła poprawę nastroju prezesa a co za tym idzie reszta wieczoru minęła w dużo lepszej atmosferze. 
Marek następnego dnia  zadzwonił do Maćka z prośbą aby ten przyjechał do firmy. 
- Maciek wczoraj mówiłeś o powrocie Uli. To jest pewne, że przylatuje? - dopytywał. 
- Tak przylatuje już w ten piątek. Mam ją odebrać z lotniska. 
- Z chęcią pojechałbym razem z tobą.
- Obiecałem nikomu nie mówić. Nawet jej rodzina nie wie o tym powrocie. Ulka w pierwszej kolejności chce rozmówić się z Izą, potem pojechać do Rysiowa. Z tobą chce spotkać się w konkretny dzień, jaki nie wiem. Mówiła tylko, że bardzo zależy jej na konkretnej dacie, jeśli chodzi o spotkanie z tobą. Dlatego bardzo cię proszę uszanuj to. Już i tak jest wielki postęp. Ona wraca na stałe do kraju, dodatkowo będzie mieszkać tu w Warszawie oraz chce spotkać się z tobą. Mówiła mi adres, ale wyleciał mi z głowy. Wytrzymałeś tyle lat to i wytrzymasz te kilka może kilkanaście dni - mówił Szymczyk. A sam Dobrzański próbował sobie w głowie przypomnieć o jaką datę może chodzić. 
- W porządku.  Obiecuję nie robić niczego aż do dnia spotkania - tę ich rozmowę przerwał dźwięk telefonu. Marek spojrzał na wyświetlacz jednak nie znał numeru - przepraszam cię, ale muszę odebrać - Maciek skinął głową i wyszedł.
- Marek Dobrzański słucham - rzekł do słuchawki lecz z drugiej strony panowała cisza. Powtórzył ponownie jak się nazywa, ale wciąż cisza i nagle zakończenie połączenia. Pomyślał, że to pomyłka i nie zamierzał oddzwaniać. Nie upłynęło więcej jak około kwadransa kiedy telefon ponownie dawał znać o połączeniu o dziwo z tego samego numeru. 
- Marek Dobrzański słucham - kolejny raz cisza, jednak tym razem coś tknęło prezesa i rzekł - Ula to ty? Proszę odezwij się. 
- Dzień dobry Marku - usłyszał ten głos. Głos, który rozpoznałby wszędzie.
- Witaj Ula, bardzo się cieszę, że dzwonisz. Co u ciebie?  - mówił.
- Można powiedzieć, że w porządku. Dzwonię do ciebie z prośbą o spotkanie w ten wtorek, jeśli to możliwe - mówiła, ale z tonu jej głosu można wyczuć obawę, że ten się nie zgodzi.
- Oczywiście, że to będzie możliwe. Powiedz tylko gdzie i o której. Jeśli chcesz to przyjadę pod wskazany adres - mówił.
- We wtorek o piętnastej nad Wisłą - podała konkretnie gdzie. 
- Będę Ula. Na pewno będę - obiecał. 
- Dziękuję ci bardzo. Teraz muszę już kończyć. Do widzenia - rzekła. 
- To ja dziękuję, że się odezwałaś. Do zobaczenia - odparł. 

- Viola spróbuj przełożyć te dwa spotkania z wtorku na jakikolwiek inny termin - rzekł do swojej asystentki, po skończonej rozmowie z Ulą. Wiedział, że jeśli nie przełoży tych spotkań to nie zdąży na spotkanie z kobietą, którą tak mocno kocha. 
- Marek, wiesz jakie to będzie trudne? - padło z ust pani Olszańskiej. 
- Tak wiem, ale na wtorek wypadło mi dużo bardziej ważne spotkanie. Jeśli się nie uda to wówczas poproszę mojego ojca, ale spróbuj - mówił - spotykam się z Ulą - dodał tak jakby to miało być jakimś wytłumaczeniem. Violetta zrobiła najpierw wielkie oczy a następnie odparła.
- Zrobię co w mojej mocy.
Kilka minut później już  znał nowe daty spotkań. 
CDN...