sobota, 17 września 2022

POWROTY część V

 Wrócili do Wiednia i do szarej rzeczywistości. Ula przeglądała ogłoszenia o pracę, nie mając pojęcia, że Marek rozmawiał o jej zatrudnieniu u siebie w firmie. Po pracy postanowił pojechać do Uli i przekazać jej dobre wiadomości. Zadzwonił tylko aby umówić się z Cieplak. 
- Dzień dobry Ula - przywitał się - jak ci mija dzień? - dopytywał chociaż domyślał się co może usłyszeć. 
- Witaj - odparła, a ton głosu mówił w jakim jest nastroju - od ponad godziny przeglądam oferty pracy i rozsyłam cv gdzie tylko to możliwe. Ale już widzę, że tak łatwo nie będzie. 
- Nie zamartwiaj się skarbie. Zobaczysz wszystko się ułoży - próbował pocieszyć - chciałem dzisiaj przyjechać pod wieczór jeśli to możliwe. Pomyślałem, że moglibyśmy pójść do kina - Ula milczała - halo Ula jesteś tam? 
- Tak jestem. Przepraszam cię Marek, ale nie mam ochoty na jakiekolwiek wyjście. Ale jeśli chcesz przyjechać to zapraszam, pani Ewa na pewno się ucieszy - usłyszał w odpowiedzi. 
- A ty? - dopytywał. 
- Co ja? 
- A ty ucieszysz się? 
- Zawsze jesteś mile widziany - odparła i chociaż nie do końca na taką odpowiedź liczył to cieszył się, że nie odmówiła. 
- W porządku, przyjadę tak około siedemnastej, osiemnastej - odparł, pożegnał się i rozłączył. 

Było już południe Ula skończyła przeglądanie ofert, postanowiła pomóc Ewie w przygotowaniu posiłku. 
- Wieczorem przyjedzie Marek - rzekła dotychczas milcząca Ula - mam tylko nadzieję, że to nie będzie problem. 
- Oczywiście moje dziecko, że to żaden problem. Chyba polubiliście się - Ula nieco zarumieniła się, ale nie uszło to uwadze starszej pani - wiesz Ula myślę, że ten młodzieniec zakochał się w tobie. Byłaby z was piękna para. Ty taka śliczna i on taki przystojny - mówiła Ewa. 
- Marek kiedy byliśmy w Graz ostatniego wieczoru wyznał mi, że mnie kocha - wyznała Cieplak. 
- A ty co na to? - zapytała właścicielka mieszkania. 
- Nie odpowiedziałam mu tym samym. Ja nie jestem jeszcze gotowa na nowy związek. Wciąż mam w pamięci ten czas kiedy byłam z Piotrem. Myślałam, że mnie kocha, na początku często to powtarzał. Owszem widziałam kilka razy jak zachowywał się wobec innych. Jednak wobec mnie był w porządku. Jego zachowanie zmieniło się kiedy zamieszkaliśmy sami. Od tej chwili wszystko zaczęło się zmieniać. Wyzwiska, poniżanie oraz pobicia stawały się codziennością. Również mój najlepszy przyjaciel mnie zawiódł, stawiając się po stronie Piotra. Dlatego właśnie boję się teraz zaufać a tym bardziej pokochać innego mężczyznę - mówiła. 
- Z jednej strony rozumiem cię dziecko doskonale, ale z drugiej nie sądzę aby Marek miał takie skłonności co ten cały Piotr. Znam go nieco dłużej, mieszkał u mnie przez krótki okres czasu. Dał się poznać jako sympatycznym, uczynnym, życzliwym młodym mężczyzną. Moim skromnym zdaniem powinnaś dać mu, wam szansę. Życie w samotności nie jest niczym dobrym. Wiem co mówię, od kiedy zostałam kompletnie sama dotarło to do mnie. Mąż zmarł kiedy byliśmy jeszcze dość młodzi. 
- A dzieci? Nie mieliście państwo? - weszła w słowo starszej kobiecie Ula. Ewa pokręciła przecząco głową i po chwili odparła. 
- Dzień przed tym jak mój mąż zginął w wypadku, dowiedziałam się, że jestem w stanie odmiennym. Lecz rozpacz po stracie ukochanego była tak silna, że niespełna dwa tygodnie później poroniłam. To jeszcze bardziej mnie załamało. Rodzina, przyjaciele wciąż powtarzali, że powinnam sobie kogoś znaleźć jednak ja mówiłam iż dobrze mi tak jak jest. Lata płynęły, życie przez palce umykało. Z upływem czasu wykruszali się najbliżsi, w pewnym momencie częściej bywałam na czyimś pogrzebie niż na urodzinach czy innych uroczystościach. Aż w końcu zostałam praktycznie sama i teraz wiem, że powinnam ich wszystkich posłuchać. A tak pozostała mi samotność i te puste ściany. Dlatego nie broń się przed tym uczuciem. Nie każdy jest taki jak ten twój były chłopak - Ula słuchała tego wszystkiego i w duchu przyznawała starszej kobiecie rację. Marek od samego początku wydawał się całkiem innym człowiekiem. Do tego bardzo przystojny - obiecaj mi kochana, że chociaż się zastanowisz nad tym co powiedziałam. 
- Obiecuję - odparła. 

Kończył pracę, kiedy usłyszał dźwięk połączenia telefonicznego. Podniósł telefon, na wyświetlaczu ujrzał "Tato", nacisnął zieloną słuchawkę. 
- Dzień dobry tato - rzekł do słuchawki zaraz po odebraniu. 
- Witaj synu - usłyszał bardzo oficjalny ton w głosie ojca.
- Czy coś się stało, że taki jesteś poważny? Czy coś z mamą albo z twoim zdrowiem? - dopytywał. 
- Zdrowotnie powiedzmy, że jest w porządku. Ale mam zupełnie inny problem a raczej mamy. Wiem, że zapowiedziałeś, że nigdy nie wrócisz do firmy. Jednak Jesteś mi tu potrzebny. I jeśli to nie problem chciałbym abyś przyjechał do kraju. 
- Tato a możesz powiedzieć o co chodzi? 
- Wolałbym o tym nie mówić przez telefon. Powiem tylko, że źle się dzieje w firmie. 
- W porządku tato, postaram się przyjechać do końca tygodnia. 
- Dziękuję ci synku. Wraz z mamą czekamy na twój przyjazd. 
Ta rozmowa bardzo go zaniepokoiła. Owszem obiecywał, że nie wróci, ale nie może też pozwolić aby dorobek życia rodziców miałby przepaść. 
Powyłączał wszystko, spakował teczkę i wyszedł z biura. Niespełna trzy kwadranse później parkował pod blokiem, gdzie mieszkała Ula. 

Przywitał się z właścicielką mieszkania i kiedy już miał zapytać o Ulę usłyszał.
- Ula w swoim pokoju - dziękuję pani. 
- Witaj piękna - rzekł od progu czym zawstydził Cieplak - mam dla ciebie niespodziankę. Ale i też trochę mniej radosną wiadomość. Którą chcesz usłyszeć jako pierwszą. 
- Może tę dobrą - odparła. 
- Załatwiłem ci pracę u mnie w firmie - mówił - chyba jednak się nie cieszysz - dodał widząc minę Uli. 
- Cieszę się, naprawdę - odpowiedziała. 
- Ale...- dociekał.
- On mi chyba nigdy nie da spokoju. Dzisiaj miałam od niego kilka nieodebranych połączeń oraz wiadomości sms. Spójrz - pokazała mu telefon, tych wiadomości było wiele więcej niż nieodebranych połączeń i każda zawierała wulgaryzmy oraz coś w rodzaju gróźb - Marek obawiam się, że on mi nie da spokoju. Coraz bardziej się obawiam. W jednej z tych wiadomości nawet pisze, że wie gdzie mieszkam - mówiła z obawą w głosie, a jej oczy wypełniły się słoną cieczą.  Przysunął się bliżej i objął zamykając w swoich ramionach - a co to za praca - zmieniła temat, kiedy tylko zwolnił uścisk.
- Poszedłem dzisiaj do prezesa i zapytałem o pracę dla ciebie. A mówiąc dokładniej to chodziło mi o stanowisko mojej asystentki, już od jakiegoś czasu poszukiwaliśmy osoby na to konkretne stanowisko. Prezes nie widział problemu. Powiedziałbym nawet, że ucieszyła go wiadomość, że już nie musimy szukać. 
- Marek, ale ja nie mam bladego pojęcia o twojej firmie a tym bardziej o pracy - tłumaczyła. 
- Ula to nic strasznego. Zajmuję się reklamą, kosztorysem i niczym więcej. We wszystko cię wprowadzę - mówił. 
- No dobrze, powiedzmy, że się zgodzę i co dalej? 
- To już jutro przyjadę po ciebie i pojedziemy do firmy abyś mogła wszystko sobie pozałatwiać. A co za tym idzie jeszcze w tym tygodniu mogłabyś zacząć, najdalej od następnego poniedziałku - wyjaśnił, widząc niepewną minę Uli wyciągnął argument, który z całą pewnością zadziała - Ula dzięki temu nie będziesz musiała się martwić co dalej. Dodatkowo zarobisz dużo więcej niż w tym szpitalnym sekretariacie, a co za tym idzie jeszcze mocnej wesprzesz swoją rodzinę - chyba zadziałało, bo Uli pojaśniały oczy. 
- No dobrze. Spróbuję. Powiedz mi tylko, na którą mam być jutro gotowa. 
- Przyjadę około siódmej. Pracę zaczynamy od ósmej. 
- Mówiłeś coś jeszcze o drugiej wiadomości - przypomniała mu Ula. 
- A tak. Ja najdalej w czwartek muszę polecieć na kilka dni do Polski. Dzwonił mój tato i prosił abym przyjechał. Nie wiem o co chodzi, ale coś mi mówi, że nie jest wesoło - mówił. 
- Dlaczego tak myślisz? - dopytywała Cieplak.
- Widzisz to dość długa historia, ale jeśli chcesz mogę ci opowiedzieć - Ula skinęła głową na tak. W tym momencie młody Dobrzański zaczął snuć swoją opowieść o powstaniu firmy, znajomości jego rodziców z Febo - kiedy byłem na ostatnim roku studiów moi rodzice zaczęli coś przebąkiwać o tym, że powianiem związać się z Pauliną. Całe szczęście udało mi się im ten pomysł wyperswadować. Odpuścili. Po studiach zacząłem pracę w firmie tak samo jak dwa lata wcześniej Aleks, brat Pauliny. Ona sama dołączyła do zespołu rok później. Niby wszystko było w jak najlepszym porządku, ale tak tylko wyglądało. Aleks z dniem kiedy zacząłem pracę, on zaczął knuć przeciwko mnie, zawsze negował moją pracę. Z czasem zostałem prezesem. Stanowisko to przejąłem po ojcu, dzięki wygranemu konkursowi. Dla Febo było to nie do przyjęcia. Wiecznie uważał się za lepszego ode mnie. Wówczas jego działania się spotęgowały. A ja miałem serdecznie dość tego. I podczas jednego z zebrań zarządu oznajmiłem im wszystkim, że odchodzę. Stanowisko prezesa ponownie przejął tata. Oddałem stanowisko, ale zachowałem swój pakiet udziałów. Dzisiaj przed końcem pracy zadzwonił właśnie mój tata z prośbą abym przyjechał. Poleciałbym w czwartek, dowiedział w czym rzecz i myślę, że najdalej w poniedziałek bym wrócił - mówił. Widać też było, że ta wiadomość zasmuciła Cieplak. 
- Marek, ale jak ty to widzisz. Wyjedziesz na te kilka dni, zostawiając mnie samą w nowej firmie? Przecież ja nie mam bladego pojęcia, a w ciągu dwóch czy nawet jednego dnia mnie nie jesteś w stanie wprowadzić we wszystko - mówiła zaniepokojona. 
- Spokojnie Ula dlatego powiedziałem, że pracę możesz zacząć od przyszłego tygodnia. Zdaję sobie sprawę, że tak się nie da wszystkiego w krótkim czasie ogarnąć. Jutro pojechałabyś aby pobrać niezbędne dokumenty, które trzeba wypełnić przed przyjęciem - tymi słowami najwyraźniej uspokoił kobietę. 

- Ula kochanie - mówił tak do niej mimo iż jeszcze tak do końca nie byli parą. Jednak widząc, że ta nie oponuje Marek coraz częściej nazywał pannę Cieplak kochanie alko skarbie. Owszem starał się jej nie osaczać i być tak naprawdę tylko, gdy ona sama tego chciała. Widać było, że metoda małych kroków działała. Ula częściej dawała się przytulić, objąć czy nawet pocałować na dzień dobry czy też na do widzenia. Chociaż pocałunkiem nie do końca można było to nazwać a raczej delikatnym muśnięciem w usta - nie zamartwiaj się, te kilka dni szybko zleci. Codziennie będę dzwonić obiecuję - mówił Dobrzański kiedy to żegnali się na lotnisku. 
- A co jeśli Piotr mnie znajdzie. Sam widziałeś te wszystkie wiadomości od niego - mówiła. 
- Wątpię aby tak miało się stać. On tylko tak pisze abyś czuła się wystraszona. Mieszkasz w drugim końcu miasta. Nie odpisuj i nie odbieraj od niego telefonów. Sądzę iż w krótce mu się to znudzi. 
- A jeśli nie? 
- Kiedy wrócę, to obiecuję ci rozmówić się z tym imbecylem. Pojadę do szpitala i sobie z nim pogadam. Jednak gdyby to nic nie pomogło wówczas zostanie nam zgłoszenie sprawy na policję o nękanie - uspakajał lecz w duchu wściekał się na doktorka. Jednak w obecnej sytuacji nie mógł zrobić niczego, bo sprawy rodzinne były na pierwszym miejscu. Chociaż gdyby wiedział co się może wydarzyć z całą pewnością zabrałby Ulę ze sobą. Owszem proponował aby poleciała razem z nim, ale ta twierdziła, że nie ma na tyle funduszy aby lecieć - Ula, ale zapłacę za nas oboje - mówił. 
- Nie dziękuję. Jeśli dobrze pójdzie to chciałam lecieć do domu na święta - mówiła nie mając pojęcia, że jej podróż do kraju odbędzie się znacznie wcześniej, a bilet jaki kupi będzie tylko w jedną stronę. Nawet samemu Markowi nie przyszło do głowy aby ta podróż miała być podróżą powrotną. 

Przeszedł odprawę, odebrał bagaż i już witał się ze swoim najlepszym przyjacielem. 
- Dzięki Seba, że po mnie przyjechałeś inaczej musiałbym brać taksówkę.
- Nie ma sprawy stary. Zawsze do usług - usłyszał w odpowiedzi i chciał jeszcze coś powiedzieć lecz przerwał widząc jak młody Dobrzański chwyta za telefon.
- Przepraszam cię, ale obiecałem Uli, że zadzwonię do niej zaraz po przylocie - wyjaśnił. Olszański tylko uśmiechnął się. 
- Witaj Ula, doleciałem na miejsce. Teraz wraz z Sebastianem jedziemy do domu moich rodziców - mówił kiedy tylko odebrała. 
- Cieszę się, że lot minął ci spokojnie. Ja wróciłam do domu. Masz pozdrowienia od pani Ewy - odparła. Wymienili jeszcze kilka krótkich zdań i już mieli się rozłączyć po tym jak Marek wyznał jej miłość, ale nim to nastało usłyszał. 
- Kocham cię Marek i uważaj na siebie - tymi słowami sprawiła iż młody Dobrzański niemalże lewitował nad siedzeniem w samochodzie przyjaciela. 
Nawet w najgłębszych snach nie przypuszczał, że tak szybko usłyszy wyznanie miłości z jej strony. 

Po około godzinie od przylotu już witał się ze swoim rodzicami. 
- Sebastian może wejdziesz? - zaproponowała Helena.
- Dziękuję pani Helenko, ale nie chcę wam przeszkadzać - odparł. 
- W niczym nam nie będziesz przeszkadzał - odparł za żonę Krzysztof - powiem więcej możesz być bardzo pomocny. 
- W takim razie zostanę - odparł. 
Po tym jak rozsiedli się wygodnie w fotelach w gabinecie Krzysztofa, senior zaczął. 
- Posłuchaj synku potrzebujemy twojej pomocy względem firmy. I tylko ty możesz pomóc. Nad firmą wisi widmo bankructwa - Marek zrobił wielkie oczy i nie mógł uwierzyć w to co mówi jego ojciec. Przez Febo zawsze twierdził, że jest o niebo lepszy od niego i lepiej nadaje się na stanowisko prezesa. 
CDN...

niedziela, 11 września 2022

POWROTY część IV

 Jeszcze dobrze nie zaczęła swojej pracy kiedy to została wezwana do gabinetu dyrektora. 
- Dzień dobry - przywitała się, jednak mina dyrektora mówiła, że raczej taki nie jest albo nie będzie. 
- Proszę wejść dalej. A czy będzie dobry to raczej trudno powiedzieć - odparł i podał Uli jakąś kartkę i rzekł - może mi to pani wyjaśnić? 
Cieplak przebiegła wzrokiem po tym co tam było napisane. 

"Pragnę poinformować pana o skłonnościach do okradania pacjentów przez pańską sekretarkę Urszulę Cieplak. Również te donosy o kradzieżach wśród personału to sprawka wyżej wymienionej. 
Życzliwy" 

Czytała i nie mogła uwierzyć w taką podłość z czyjejś strony. Chociaż ona domyślała się kto za tym stoi. 
- Panie dyrektorze to są wierutne kłamstwa. Nigdy nie posunęłabym do takich karygodnych czynów - mówiła ze łzami w oczach, ale mężczyzna zdawał się nie wierzyć w jej tłumaczenie. 
- Pani Urszulo w obecnej sytuacji nie pozostaje mi nic innego tylko wręczyć to oto pismo - rzekł i podał jej do podpisania wypowiedzenie. Ula jeszcze próbowała się bronić lecz przynosiło to raczej odwrotny sposób - proszę mnie posłuchać. Kiedy dostałem tę wiadomość, rozmawiałem z kilkoma osobami, które potwierdziły, że widziano panią w salach paru pacjentów. Dlatego proszę się cieszyć, że nie daję pani dyscyplinarki tylko zwykłe rozwiązanie umowy - mówił mężczyzna. 
- W takim razie nic tu po mnie. Pozbieram tylko swoje rzeczy i za mniej więcej kwadrans mnie nie będzie - odparła, opuściła gabinet a kilka minut później i szpital. 
Do domu wróciła zapłakana i natychmiast zamknęła się w swoim pokoju. Była tak załamana, że nie usłyszała nawet jak pani Ewa zajrzała do jej pokoju. 

- Marku jeśli tylko możesz to proszę cię abyś przyjechał do mnie - mówiła ściszonym głosem starsza pani.
- Czy coś się stało? - dopytywał młody Dobrzański. 
- Chodzi o Ulę. 
- O Ulę? - dopytywał i dodał - przecież ona powinna być teraz w pracy. 
- Przed chwilą wróciła. Zamknęła się w pokoju i szlocha. Obawiam się, że ktoś coś jej przykrego zrobił - mówiła pani Ewa. 
- Będę u pani za około godzinę - odpowiedział, podziękował i się rozłączył. Zastanawiał się co takiego mogło się wydarzyć, że ta wróciła już do domu. 

Otworzył delikatnie drzwi od pokoju, który zajmowała Cieplak. Ula leżała skulona, odwrócona twarzą do ściany. Co chwilę można było zauważyć jak wstrząsa nią szloch. Podszedł do niej, usiadł na brzegu niewielkiego tapczaniku i delikatnie zaczął masować dłonią jej plecy. Zdawał sobie sprawę, że nie może sobie pozwolić na nic więcej. A najchętniej zamknąłby ją w swoich ramionach i tak długo tak tulił aż ukoiłby jej skołatane nerwy. 
- Ula co się stało? - jednak ta milczała - Ula proszę powiedz mi może będę mógł jakoś ci pomóc - prosił. Ula w końcu odwróciła się w stronę Marka a widok jaki ujrzał aż zmroził jego krew. Twarz opuchnięta od płaczu, oczy wręcz czerwone. 
- Tym razem już nie jesteś wstanie mi pomóc - wyszlochała.
- A może jednak? Tylko musisz powiedzieć - odparł. 
- Zwolnili mnie z pracy - wyszeptała tak jakby wstydziła się tego. 
- Ale jak to zwolnili, dlaczego? -  dopytywał Marek.
- Ktoś doniósł na mnie, że niby okradam pacjentów oraz innych pracowników szpitala. A ja nawet domyślam się, kto za tym stoi - odparła. 
- Piotr? - zapytał Dobrzański a raczej stwierdził. Ula potwierdziła skinieniem głowy. W końcu odgrażał się, że go popamięta - to podła świnia - powiedział to raczej bardziej do siebie. 
- To teraz nie ma znaczenia - odparła - ja muszę znaleźć nową pracę albo wrócić do Polski. 
- Pracą się nie przejmuj - rzekł a ona spojrzała na Dobrzańskiego nie rozumiejąc go.
- Jak mam się nie przejmować? Przecież już za miesiąc nie będzie mnie stać na opłacenie pokoju oraz na jedzenie - usłyszał. 
- Jutro postaram się porozmawiać z prezesem i może coś w mojej firmie się znajdzie - oznajmił. A tak naprawdę to w pewnym sensie jej zwolnienie ze szpitala było mu na rękę. W jego firmie właśnie poszukiwano nowej asystentki i to dodatkowo dla niego. Lecz nie chciał jeszcze o tym jej mówić - ale w obecnej sytuacji nasz wyjazd możemy przesunąć o jeden dzień wcześniej. 
- Marek ja ci mówię, że straciłam pracę a ty chcesz jechać na wycieczkę - podniosła głos po czym wstała i poszła do łazienki. 
Dobrzański nie wiedział co zrobić dalej. Zdawał sobie sprawę, że trudno będzie ją przekonać do tego wyjazdu. Jednak z pomocą kolejny raz pani Ewy udało się namówić pannę Cieplak na ten wyjazd. Wieczorem, kiedy Dobrzański opuścił gościnne mieszkanie starszej pani, ta postanowiła porozmawiać ze swoją lokatorką. 
- Ula powinnaś wyjechać - zaczęła starsza kobieta. 
- Ale w obecnej sytuacji... - chciała coś powiedzieć, lecz Ewa nie dała jej szans. 
- Ja nie widzę, żadnego ale. Taki odpoczynek jest ci dziecko bardzo potrzebne. Możemy jechać tak jak mówił Marek dzień wcześniej i zostać tam nawet przez cały weekend. Moja siostra ma duże mieszkanie, a ja jestem pewna, że nie będzie miała nam za złe jeśli pobędziemy kilka dni. Cieplak w końcu uległa i zgodziła się na wyjazd.
Napisała tylko wiadomość do Dobrzańskiego, że zgadza się na wyjazd, a pani Ewa proponuje nocleg u jej siostry. Tą wiadomością ucieszyła Dobrzańskiego. 

Dwa dni później cała trójka ruszyła w kierunku Graz. Marek przez te kilka dni szukał atrakcji. 
Pierwszego dnia zaplanował zwiedzanie kompleksu pałacowo-zamkowego Schloss Eggenberg. Gdzie mieli zwiedzić reprezentacyjne komnaty oraz okalające go ogrody.


Następnym punktem tego dnia miało być zwiedzanie zbrojowni Landeszeughaus. Mawiają, że to największa zbrojownia na świecie, a w jej zbiorach znajduje się ponad trzydzieści dwa tysiące obiektów. 

Kolejnego dnia w planach mieli zwiedzanie Bazyliki Mariatrost. Kościół został zbudowany w latach 1714 - 1724. Jest to trójnawowa barokowa bazylika z transeptem i kopułą nad przecięciem naw. Całe wnętrze pokryte jest dekoracją malarską i sztukatorską, fasadę zdobią dwie 61 metrowe wieże. 


Oprócz zwiedzania bazyliki mieli jeszcze w planach zobaczyć Mauzoleum cesarza Ferdynanda II. Budynek Mauzoleum powstawał w latach od 1614 roku do 1638 roku. Główną atrakcją jest grobowiec cesarza oraz niewielki kościółek pw. św. Katarzyny. Wystrój wnętrza został wykonany dopiero w 1687 roku. 




Wydawać by się mogło, że wiele tego zwiedzania, ale Marek celowo tak to zaplanował. Dzięki temu Ula miała chociaż na chwilę zapomnieć o tym co się działo w jej życiu w ciągu ostatnich dni aby nie powiedzieć tygodni czy nawet miesięcy. I jak się okazało udało się to osiągnąć. 
- Dziękuję pani Ewo za to, że namówiła mnie pani na ten wyjazd - mówiła Ula do starszej kobiety.
- Bardzo mi miło, ale to nie mi się należą te podziękowania, ale komuś innemu - usłyszała w odpowiedzi.
- Ma pani rację, że i Markowi należą się te podziękowania. Lecz gdyby nie pani zapewne ja nie zdecydowałabym się na ten wyjazd - wyjaśniła. 
Po kolacji Ula chciała jeszcze wybrać się na krótki spacer, a raczej miała w tym swój plan. 
- Marek wybieram się na spacer - poinformowała go tak jakby mówiła mu, że jutro ma padać, ale to było celowe. Doskonale wiedziała, że ten zaproponuje jej swoje towarzystwo i się nie pomyliła.
- To może wybierzemy się wspólnie? - Ula zgodziła się. Szli już jakiś czas każde pochłonięte w swoich myślach. Marek co i rusz ukradkiem zerkał na swoją towarzyszkę i cieszył się, że może spędzić z nią nieco czasu sam na sam. Następnego dnia wracali do Wiednia i zwykłej codzienności. Tę ciszę przerwała Ula. 
- Marek chciałam ci bardzo podziękować za ten wyjazd, ale i za całą twoją pomoc dla mnie. Przez ostatnie miesiące już myślałam, że nic dobrego mnie nie spotka. Wieczne kłótnie, pobicia, wyzwiska to było niemalże codziennie. Jednocześnie chciałam przeprosić, że przeze mnie miałeś kłopoty - mówiła ze łzami w oczach. 
- Ula nie masz za co mi dziękować ani tym bardziej mnie przepraszała. Zrobiłem to, bo zauważyłem, że potrzebujesz pomocy - odparł - Ula skoro tak szczerze rozmawiamy ja również chciałbym coś wyznać - Ula skinęła głową, że zgadza się wysłuchać tego co Dobrzański chce powiedzieć. Stanął naprzeciw niej spojrzał w te piękne oczy i rzekł - Ula od jakiegoś czasu stałaś się dla mnie bardzo ważna i nie mówię tu o takiej zwykłej znajomości. Po prostu któregoś wieczoru kiedy siedziałem sam w domu a my się nie widzieliśmy zrozumiałem, że cię kocham - Cieplak milczała, zdawała się być w kompletnym szoku, a co wykorzystał Marek i mówił dalej - ja wiem, że ty na pewno nie jesteś jeszcze gotowa na nowy związek. Dlatego jeśli trzeba będę czekał tak długo jak to tylko możliwe. 
- Marek ja nie wiem co mam powiedzieć - wydukała - jak sam zauważyłeś jestem dopiero co po zakończonym nieudanym związku. Potrzebuję czasu - dodała. Marek nie zważając na to jaka może być jej reakcja objął ją wyszeptał do ucha. 
- Kocham cię i dam ci tyle czasu ile tylko będziesz potrzebować - poczuł jak cała drży i wiedział, że to z chłodu, ale i dlatego, bo płakała - Ula proszę cię nie płacz. Wszystko się ułoży zobaczysz, a teraz wracajmy do chłodno - wracali w ciszy. Dobrzański cieszył się, że wyznał jej swoje uczucia i dziwnie był  spokojny. Cieplak rozmyślała nad wyznaniem Marka i zastanawiała co dalej. 
CDN...

piątek, 2 września 2022

POWROTY część III

 Ula zadomowiła się u Ewy, wciąż pracowała w tym samym szpitalu. Wiedziała, że Piotr opuścił areszt po wpłaceniu kaucji. Owszem do pracy nie wrócił następnego dnia, a jednie skontaktował się telefonicznie ze swoim przełożonym z prośbą o kilka dni wolnego. Tak nagłą prośbę umotywował pilnymi sprawami rodzinnymi.
Zadzwonił do niej z zastrzeżonego numeru, na dzień przed powrotem do pracy. 
- Co ty sobie wyobrażasz? - usłyszała zaraz po odebraniu telefonu. 
- Nie rozumiem. 
- Myślisz, że jak zostawisz jakąś głupią karteczkę to już koniec? - pytał, aby zaraz odpowiedzieć - mnie się nie zostawia. Jeszcze mnie popamiętasz - mówił coraz bardziej podniesionym głosem, jednak Ula już nie słuchała rozłączając się. 
Usiadła na kanapie, podkuliła kolana i rozpłakała się. Szlochała już jakiś czas, w pewnym momencie usłyszała delikatne pukanie do drzwi. Podniosła zapłakaną twarz a w drzwiach ujrzała właścicielkę mieszkania. Starsza kobieta podeszła do Cieplak, usiadła na brzegu łóżka, przyjrzała się swojej lokatorce i wyszeptała. 
- Co się stało moja droga? - pytała, a jej głos zdawał się być taki kojący. 
- Dzwonił do mnie mój były chłopak - odparła po tym jak przetarła zapłakaną twarz chusteczką. 
- Może chcesz o tym porozmawiać kochana. Wiesz czasem dobrze jest wygadać się komuś z zewnątrz. To zawsze pomaga - mówiła spokojnym głosem, co spowodowało, że Cieplak uspokoiła się nieco - chodźmy może do kuchni zrobię nam pysznej herbaty i spokojnie porozmawiamy - zaproponowała. 
- Zaraz przyjdę, tylko skorzystam z toalety - odparła Ula.
Nie minęło zbyt wiele czasu, a obie kobiety siedziały przy kuchennym stole, na którym Ewa postawiła dwa kubki z aromatycznie pachnącą herbatą oraz talerzyk z ciasteczkami. Cieplak wyglądała na spokojną i chwilę potem zaczęła starszej kobiecie opowiadać o swoim dotychczasowym życiu. Przez całą tę opowieść płakała kiedy wspominała śmierć swojej rodzicielki oraz mówiła o związku z Piotrem. 
- Znałam, go jakiś czas wcześniej. Znamy się jeszcze z Polski, wówczas spotykał się z siostrą mojego do niedawna przyjaciela. Mówię do niedawna, bo okazał się takim samym podłym draniem co ten mężczyzna. Do Austrii postanowiliśmy wylecieć z Maćkiem aby poprawić byt naszych rodzin. Dzięki temu, że ci dwaj się znali nie mieliśmy problemu z zamieszkaniem. Z początku nasze relacje nie układały się dobrze lecz z upływem czasu to się zmieniło. Zaczęliśmy się spotykać, po około dwóch miesiącach Maciek postanowił się wyprowadzić i w ten oto sposób zamieszkaliśmy tylko z Piotrem. Od tego dnia wszystko zaczęło się psuć. Piotr stawał się agresywny, ubliżał mi, wyzywał. Ale nie to było najgorsze - mówiła, widząc pytające spojrzenie pani Ewy pospieszyła z dalszą wypowiedzią - najpierw namówił mnie na zmianę pracy i przyjęcie się do szpitala, gdzie on sam pracuje. Ciągle kontrolował moje wydatki, zawsze wiedział ile zarabiam. Nie mogłam samej nigdzie wychodzić, kiedy dzwoniłam do taty i dzieciaków przysłuchiwał się tym rozmowom. Kilka razy mnie pobił. W końcu nie wytrzymałam i kiedy byliśmy w takiej małej kawiarence kolejny raz na mnie wrzeszczał. Miałam już serdecznie dość, byłam kłębkiem nerwów. Kilka dni temu widziałam ten międzynarodowy znak - zaprezentowała go swojej rozmówczyni - pokazała mi ten gest koleżanka z pracy. Mijając Marka pomyślałam, że muszę zaryzykować. Przechodząc obok niby przypadkiem potrąciłam Marka, a on na całe moje szczęście zrozumiał co się dzieje i zareagował. Piotr w rezultacie trafił do aresztu. Resztę już pani zna.
- Nie miałaś lekkiego życia kochana, ale coś mi mówi, że wszystko w końcu się ułoży i jeszcze będziesz szczęśliwa. 
 - Bardzo bym chciała aby tak kiedyś się stało. Lecz na obecną chwilę obawiam się, że mój były będzie próbował się na mnie mścić za to rozstanie - mówiła, nie mając pojęcia jak prorocze będą jej słowa.
- Tutaj z całą pewnością jesteś bezpieczna - tę rozmowę przerwało pukanie do drzwi. Ulę niemalże sparaliżowało. Siedziała w kuchni nieruchomo i na wstrzymanym oddechu. Dopiero jak usłyszała znajomy głos rozluźniła się. 
- Dzień dobry Ula - usłyszała radosny głos, podniosła wzrok na gościa. Widok jaki Marek ujrzał dość mocno go zaniepokoił - co się stało? 
- Witaj - odparła i spuściła głowę tak jakby się wstydziła w jakim stanie widzi ją Dobrzański. Podszedł do niej bliżej i ponowił pytanie. 
- Wszystko w porządku? 
- Piotr dzwonił - odparła i nie musiała mówić nic więcej, bo Marek w mig zrozumiał. 
- Ula nie musisz się go już obawiać. Tu u pani Ewy - odwrócił głowę w kierunku właścicielki mieszkania i uśmiechnął się po czym ponownie zwrócił się do Cieplak - jesteś bezpieczna.
- Tu może i tak, ale przecież my oboje pracujemy w tym samym szpitalu - mówiła. 
- Niby tak. Jednak ty wykonujesz pracę w sekretariacie a on na oddziale szpitalnym - próbował uspokoić Ulę. Lecz w tej konkretnej sytuacji nie miał do końca pewności, chociaż starał się myśleć pozytywnie i nie zamartwiać na zapas.

Od dnia kiedy poznali się z Ulą a ona zamieszkała u jego znajomej dość często tu przyjeżdżał. Nawet dla niego samego było to dość dziwne zachowanie. Nie pamiętał aby kiedykolwiek tak się zachowywał. Kilka dni temu zwierzył się z takiego stanu rzeczy swojemu przyjacielowi Sebastianowi. Wrócił do domu po pracy, tego dnia był dość mocno zmęczony i na około pół godziny przysnęło mu się na kanapie. Niby nic szczególnego, wielu tak robi, ale on podczas tej krótkiej drzemki śnił o pannie Cieplak. 
- Dobrzański do cholery co się z tobą dzieje? - pytał sam siebie po przebudzeniu. Łapał się również na tym, że zastanawiał się czy na pewno jest bezpieczna, a ten palant dał jej spokój - czyżby tak właśnie objawiała się miłość? - rozmyślał. Od tych jego myśli oderwał go dźwięk telefonu. Spojrzał na wyświetlacz i nacisną na ikonę z zieloną słuchawką.
- Cześć przyjacielu - rzekł z radością w głosie. Na początku rozmawiali o dość mało istotnych sprawach, bynajmniej tak uważał Marek. Tak sądził słuchając jak Olszański opowiadał mu o poczynaniach jednego z rodzeństwa. 
- Ja tu cały czas paplam o tym co w kraju nad Wisłą, a może tak dla odmiany ty byś coś powiedział - rzekł kadrowy. 
- A co takiego byś chciał wiedzieć? - zapytał, ale jego głos był jakiś dziwny. 
- Może powiesz mi co masz taki tajemniczą barwę głosu. Brzmisz jakoś tak inaczej niż dotychczas - Marek przez krótką chwilę milczał.
- Czy z ciebie wszystko trzeba wyciągać siłą? - irytował się Sebastian. Po tych słowach popłynęła skrócona opowieść o znajomości z Ulą oraz o tym co mu się śniło. A kiedy już skończył w odpowiedzi usłyszał - przyjacielu jak nic wpadłeś jak śliwka w kompot.
- Co masz na myśli? 
- Jak to co? Zakochałeś się chłopie - usłyszał. 
- Jakieś brednie opowiadasz.
- Żadne brednie, a faktyczny stan twojego umysłu. Jak inaczej można nazwać to co się z tobą dzieje. 
- Powiedzmy, że tak jest, ale nie sądzę aby ona chciała wejść w nowy związek po tym co przeszła z tym draniem. 
- Marek nie mów mi, że mam ci powiedzieć jak postępować z dziewczyną. Owszem nie mówię abyś szedł na całość. Ale może metoda małych kroków. Pokaż jej, że nie wszyscy faceci są świniami - młody Dobrzański słuchał tego wszystkiego i zastanawiał się dlaczego sam nie wpadł na taki pomysł. 
- Dzięki przyjacielu. 
- Polecam się na przyszłość. A tak poważnie, nie ma za co. Czasem tak bywa, że potrzebujemy czyjejś rady - usłyszał od Sebastiana. Porozmawiali jeszcze chwilę i rozłączyli się. 
Marek postanowił zrobić wszystko aby Ula z czasem poczuła do niego to samo co on do niej. Jednak zdawał sobie sprawę, że musi postępować ostrożnie i stosować małe kroki. Niewiele wiedział o Uli, ale i ona sama niewiele wiedziała o nim. Miał pewien pomysł, który zamierzał zrealizować w najbliższym czasie. 

Dwa dni później zawitał w mieszkaniu Ewy. 
- Dzień dobry - przywitał się ze starszą kobietą - zastałem Ulę? - zapytał kiedy przekroczył próg mieszkania. Skinęła głową potwierdzając i dodała. 
- Jest w kuchni. Tak sobie tam obie siedzimy i gaworzymy o tym i tamtym - rzekła. Dobrzański rozebrał się z okrycia wierzchniego i podążył w kierunku kuchni. Widok Uli zmroził mu krew w żyłach, najchętniej objął by  tak aby odgrodzić ją od całego zła. Jednak powstrzymał się. Usiadł obok, próbując dowiedzieć się co jest powodem po czym mówiąc spokojnym tonem uspakajał. 
- Ula mam dla ciebie propozycję - zaczął widząc, że jest spokojniejsza. Kobieta spojrzała na Marka pytającym wzrokiem - chciałem gdzieś pojechać w sobotę na wycieczkę aby naładować akumulatory po całym tygodniu. Może wybrałabyś się razem ze mną? 
- No nie wiem - odparła. 
- Nie daj się prosić. Będzie fajnie. Odpoczęlibyśmy - próbował namówić pannę Cieplak lecz zdawało się, że nie uda się to. Z pomocą pospieszyła pani Ewa. 
- Urszulo myślę, że Marek ma dobry pomysł z tą wycieczką. Taki wyjazd dobrze ci zrobi, a może chociaż na krótką chwilę oderwiesz swoje myśli od tego co złe i niedobre. Zrelaksujesz się moja droga - Ula siedziała i słuchała tego wszystkiego z uwagą. Wreszcie się odezwała.
- Gdzie byś chciał jechać? 
- Jeszcze nie wiem. Ale coś wymyślę - odparł - przejrzę przewodnik i na pewno znajdę fajne miejsce - dodał. 
- W porządku wybiorę się z tobą na tę wycieczkę. Myślę, że oboje z panią Ewą macie rację i potrzebuje odstresować się i odpocząć - usłyszeli w odpowiedzi. 
- A może i pani się z nami wybierze? - zaproponował Dobrzański. Starsza kobieta z uśmiechem na ustach odparła.
- Takie wycieczki to już nie dla mnie kochani. Ale z całego serca dziękuję, że pomyślałeś o starszej pani.
- Może jednak - odezwała się Cieplak. 
- Bardzo dziękuję, ale muszę odmówić - odparła Ewa i zamyśliła się by po chwili ponownie się odezwać - wiecie co możecie pojechać do Graz to nieco ponad dwie godziny drogi. Jeśli wybralibyście wyjazd do tego miasta to mogłabym skorzystać w pewnym sensie z waszej propozycji. W Graz mieszka moja przyrodnia siostra, z racji wieku już tak często się nie odwiedzamy, ale prawie codziennie rozmawiamy przez telefon - oboje popatrzyli na siebie i bez zastanowienia prawie jednocześnie odpowiedzieli.
- Nie ma problemu.
- Zawieziemy panią pod sam dom a pod wieczór przyjedziemy i całą trójką wrócimy do Wiednia - mówił Dobrzański. 
Wieczorem kiedy obie panie ponownie zostały same Ula kolejny raz tego dnia dziękowała właścicielce za jej dobre serce i pomoc. 
- Nie musisz mi dziękować moje dziecko. Ja doskonale wiem jak to jest być w obcym kraju, z dala od rodziny. Jako nastolatka wraz z matką przeprowadziłyśmy się do Austrii z Czechosłowacji. Tam został mój tato oraz dziadkowie od obojga rodziców. Rodzice rozwiedli się jak miałam jakieś dziesięć lat. Poznała podczas jednej z podróży Maksymiliana i tak z dnia na dzień przeprowadziłyśmy się do Austrii. Owszem nowy mąż mamy zawsze traktował mnie jak własną córkę i nawet kiedy na świat przyszła moja siostra  nic się nie zmieniło. Jednak ja bardzo tęskniłam za rodziną w Czechosłowacji - snuła tym razem swoją opowieść pani Ewa. Ula słuchała nie przerywając kobiecie - przez długie lata nie umiałam się odnaleźć. Aż w reszcie nadszedł czas kiedy miałam iść do szkoły średniej uprosiłam mamę oraz tatę podczas pobytu w okresie wakacji u taty, abym mogła u niego zamieszkać i chodzić do szkoły średniej właśnie tam. Na moje szczęście oboje się zgodzili bez większych problemów. Znów czułam się szczęśliwa a przynajmniej tak mi się wówczas wydawało. A bynajmniej przez pierwszy rok. Tato tak jak mama również założył nową rodzinę, ale jego żona mnie nie akceptowała w przeciwieństwie do Maksymiliana i dawał mi to odczuć na każdym kroku. I tak po pierwszym roku liceum wróciłam do Graz. To tu poznałam swoją wielką prawdziwą miłość. Skończyłam studia, wyszłam za mąż i przeprowadziliśmy się do Wiednia. 
Było dość późno kiedy obie postanowiły rozejść się do swoich pokoi. 

Następnego dnia kiedy Ula tylko przybyła do pracy zauważyła dość dziwne zachowanie innych osób. Początkowo nie wiedziała o co chodzi, ale dość szybko miała się przekonać na własnej skórze w czym rzecz.
CDN...

sobota, 27 sierpnia 2022

POWROTY część II

 Wstał i niezwłocznie podszedł do odchodzącej pary. 
- Przepraszam - odezwał się Dobrzański.
- Czego? - usłyszał niemiły ton głosu mężczyzny. 
- To chyba pana? - wyciągnął rękę w kierunku mężczyzny trzymając w dłoni długopis. Musiał coś wymyślić aby zatrzymać tę dwójkę.
- Raczej nie - odpowiedział z coraz większą irytacją, że ktoś raczył ich zatrzymać. 
- Czy wszystko jest w porządku? - zwrócił się Marek do stojącej obok kobiety. Ta tylko stała ze spuszczoną głową i wyglądała jakby z każdą sekundą coraz bardziej kuliła się w sobie. 
- A nie widać? - usłyszał od mężczyzny. 
- Piotr proszę uspokój się pan tylko grzecznie zapytał - nagle odezwała się Ula widząc, że zanosi się na bójkę. A nawet nie widząc, a czując to w mocniejszym uścisku jego dłoni na jej przedramieniu. 
- Nie mów mi co mam robić - wysyczał przez zaciśnięte zęby i już jego ręka leciała w jej kierunku. 
- Na mnie podnieś rękę - usłyszał jednocześnie czując, że coś a raczej ktoś go zatrzymał. I po chwili znaleźli się poza lokalem. 
- Ty co obrońca cudzych kobiet? - wykonał zamach drugą ręką i tym razem mu się nie udało. Nie minęło wiele kiedy tuż obok całej trójki pojawili się dwaj ochroniarze. 
- Co tu się dzieje? 
- Ten oto człowiek w mojej obecności zachowywał się niewłaściwie wobec tej pani - pokrótce Marek wyjaśnił całe zajście. 
- Wezwij patrol policji - usłyszeli jak jeden z ochroniarzy mówi do kogoś przez krótkofalówkę - a państwa poproszę razem z nami - zwrócił się do Uli i Marka. 
Przez kilka może kilkanaście minut czekali na przyjazd policji w jednym z dwóch pomieszczeń należących do pracowników ochrony. W drugim, które służyło do przetrzymywania podejrzanych siedział Piotr. 

- Nazywam się Marek Dobrzański - przepraszam, że tego nie uczyniłem wcześniej - odezwał się do kobiety kiedy to oczekiwali na przyjazd funkcjonariuszy, a byli już po złożeniu odpowiednich wyjaśnień ochroniarzom. 
- Urszula Cieplak - wyszeptała ze spuszczoną głową i po chwili dodała - bardzo panu dziękuję za pomoc. 
Marek już miał coś powiedzieć lecz pojawiła się policja i kolejny raz musieli powiedzieć co takiego było powodem takiego zajścia . 
W końcu mogli opuścić galerię, natomiast Piotr został wyprowadzony w kajdankach i przewieziony na komisariat. Marek udał się w stronę parkingu, a Ula stanęła na środku pasażu szukając telefonu w torebce. Kiedy już miała wybierać znany sobie numer jak spod ziemi przed nią wyrósł Marek. 
- Ula może gdzieś cię podwieźć? - zaproponował.
- Nie dziękuję. Nie chcę sprawiać panu dodatkowych kłopotów. Właśnie chciałam zadzwonić do przyjaciela - odparła. 
- Nie pan a po prostu Marek i nie jest to dla mnie żadnym problemem. 
- W porządku - odparła po chwili zastanowienia i jedynie poprosiła o chwilę. Zadzwoniła do Maćka z informacją, że jeszcze dziś go odwiedzi. Podała adres Dobrzańskiemu i już bez żadnych przeszkód jechali w wyznaczonym kierunku przy kompletnej ciszy. 
Nie minęło kilkanaście minut, a już Marek parkował przed jednym z bloków. 
- Dziękuję ci bardzo za podwiezienie - usłyszał kiedy chciał coś powiedzieć. 
- Żaden problem. Jeśli byś jeszcze kiedykolwiek potrzebowała pomocy możesz zadzwonić - odparł, nie mając pojęcia, że to kiedykolwiek może nastąpić szybciej niż to możliwe. Wręczył Uli niewielki kartonik ze swoim imieniem i nazwiskiem oraz numerem telefonu. Cieplak przeczytała, delikatnie się uśmiechnęła po czym pożegnała mówiąc.
- Do zobaczenia - Marek odparł tym samym. 
Ula wysiadła i swoje kroki skierowała w kierunku klatki z numerem dwanaście. Dobrzański odprowadził ją wzrokiem, ponownie odpalił silnik i ruszył do siebie. 
- Bardzo sympatyczna ta Ula. Ciekawe czy jeszcze uda nam się spotkać? - rozmyślał podczas drogi powrotnej. 

- Witaj Maciuś - rzekła Ula po tym jak weszła do mieszkania przyjaciela. 
- Witaj - usłyszała w odpowiedzi, ale brzmiało to jakoś dziwnie. 
- Wszystko w porządku? - zapytała, a w zamian usłyszała. 
- Możesz mi powiedzieć co tu robisz? - Ula spojrzała ze zdziwieniem na przyjaciela nie rozumiejąc o co mu może chodzić. Maciek pospieszył z wyjaśnieniem - ty się szlajasz po galeriach a Piotra ktoś napadł. Ale ponoć tamten miał jakieś układy z policją i wyszło na odwrót, i to Piotr trafił do aresztu - Ula słuchała tego z niedowierzaniem.  
- A skąd ty o tym wiesz? - zapytała aby się upewnić co do swoich przypuszczeń. 
- Piotr zadzwonił do mnie z aresztu. 
- To jak widać minął się z prawdą i to dość mocno. Ten ktoś nie napadł na Piotra, ale mi pomógł kiedy to właśnie Piotr kolejny raz chciał mnie pobić.
- Ulka o czym ty mówisz? Jak to Piotr chciał ciebie pobić, znam go już tyle czasu i nie uwierzę w to co mówisz. 
- To już twoja sprawa. Ja ci mówię jak jest i to w dodatku nie było to po raz pierwszy. Mało tego często wpada w złość wobec innych. Potrafi ubliżyć mi w obecności innych. Dla niego nie ma znaczenia miejsce ani czas - mówiła spokojnie, ale w środku się cała gotowała. 
- Nie wierzę i tyle. Tak samo mówiła o nim Dominika kiedy się rozstali.
- Sam widzisz, że coś musi być na rzeczy - jednak wciąż wiedząc miną Maćka postanowiła mu pokazać dowód i nastawiła policzek - spójrz to jest sprawka twojego kolegi. Takich siniaków miałam już wiele i to nie tylko na twarzy, ale i na całym ciele - kiedy ten nadal wydawał się nie być przekonany co do prawdy. Ula postanowiła opuścić mieszkanie już raczej tylko znajomego. 
Wyszła przed blok rozejrzała się dookoła i poszła przed siebie. Nie wiedziała gdzie się udać, nie chciała wracać do mieszkania, które dzieliła z Piotrem w obawie iż ten może wrócić w każdej chwili. Nie znała tutejszego prawa. Z torebki wyjęła telefon aby zadzwonić Dominiki, siostry Maćka aby dowiedzieć się czegoś więcej o Piotrze. Usiadła na ławce w niewielkim parku, do którego dotarła. Kiedy otworzyła pokrowiec telefonu, na ziemię spadł ten sam kartonik co dostała od Marka. Podniosła go i po chwili zawahania wybrała ciąg dziewięciu cyfr. 
- Marek Dobrzański słucham - usłyszała po drugiej stronie słuchawki.
- Dzień dobry, Ula Cieplak - odpowiedziała. 
- Witaj Ula coś się stało? - pytał, bo przecież widzieli się niespełna może dwie godziny temu. Nawet przez myśl mu przeszło czy kiedykolwiek ona zadzwoni, a tu proszę. 
- Czy mogę prosić cię o pomoc? Chciałam pojechać do swojego, a raczej mieszkania Piotra i zabrać kilka rzeczy, czy mógłbyś mnie tam zawieź? 
- Jasne, nie ma żadnego problemu. Nadal jesteś i swojego przyjaciela? 
- Nie. Jestem w parku, niedaleko jego mieszkania. Ale abyś nie musiał krążyć to możemy spotkać się pod jego blokiem. 
- W porządku możemy tak zrobić. Powinienem być na miejscu za jakieś trzy kwadranse - usłyszała w odpowiedzi, pożegnali się i rozłączyli. 
Po tej rozmowie zadzwoniła do Dominiki to co usłyszała aż zmroziło jej krew w żyłach. Ze słów jakie padły wyłaniał się obraz prawdziwego oblicza Sosnowskiego, ale o tym już sama Ula doskonale wiedziała. 
- Ula on tylko na początku naszego związku wydawał się być takim miłym, szarmanckim mężczyzną - mówiła kobieta - jednak kiedy już zamieszkaliśmy sami z dnia na dzień stawał się coraz bardziej nieobliczalny. Z czasem odizolował mnie od bliskich, przyjaciół i tak naprawdę to jedynie z Maćkiem miałam kontakt. A kiedy mu o wszystkim opowiedziałam, że Piotr mnie bije, znęca się to jedynie mnie wyśmiał, mówiąc iż mi nie wierzy. Następnego dnia o wszystkim dowiedział się Piotr, chyba nie muszę mówić jak to się skończyło. Odetchnęłam z ulgą kiedy powiedział o tym swoim wyjeździe. Początkowo chciał abym pojechała wraz z nim. Udało mi się przekonać go do samodzielnego wyjazdu, tłumacząc się studiami i egzaminami. Przez pierwsze dwa może trzy miesiące dochodziłam jeszcze do siebie, aż w końcu podjęłam najsłuszniejszą decyzję. Zadzwoniłam do drania i przez telefon z nim zerwałam. 
- I jak on zareagował na tę wiadomość? 
- Na początku wściekł się, poleciały różnego rodzaju epitety w moją stronę. Odgrażał się, ale ja już się go nie bałam. Rozstałam się z nim, odesłałam mu klucze od mieszkania i wyprowadziłam ponownie do rodziców. Ula jeśli mogę ci coś poradzić to trzymaj się od drania z daleka. On jest naprawdę niebezpieczny.

Pod blok, gdzie mieszkał Maciek Ula wróciła na chwilę przed przyjazdem Marka. 
- To gdzie mam jechać? - dopytywał Dobrzański kiedy tylko ta wsiadła i zamknęła za sobą drzwi. Podała mu adres - o to niespełna dwie ulice od mojej pracy - rzekł i już włączał się do ruchu. 
- Zabiorę tylko swoje rzeczy i muszę gdzieś wynająć jakiś pokój na początku gdzieś w hotelu - mówiła. Wjechał na strzeżony parking. 
- Pójść z tobą?
- Nie, poczekaj na mnie. Z tego co mi wiadomo to Piotr nadal jest w areszcie. Spakuję tylko najpotrzebniejsze rzeczy i będę z powrotem. 
Weszła do mieszkania z szafy wyjęła swoją walizkę i zaczęła pakować do niej ubrania, z komody wyjęła teczkę  z dokumentami jakie przywiozła ze sobą z Polski. Za nim opuściła mieszkanie na stole w pokoju zostawiła kartkę, na której zostawiła tylko krótką wiadomość. 

"Piotr odchodzę. Nie chcę Cię znać ani tym bardziej pamiętać. 
Klucze od mieszkania znajdziesz w skrzynce na listy"

Chwyciła za uchwyt walizki i nie oglądając się za siebie opuściła mieszkanie. Przekręciła klucz w zamku i wychodząc z bloku klucze wrzuciła do skrzynki. 
Widząc Ulę Marek wysiadł i pomógł zapakować walizkę do bagażnika. 
- Ula mam dla ciebie pewną propozycję. Jednak najpierw zapraszam cię do pobliskiej restauracji, gdzie podają wyśmienite sushi - mówił zamykając bagażnik. Lecz mina panny Cieplak go nieco zaniepokoiła - coś nie tak? 
- Jestem uczulona na ryby i wszelkiego rodzaju owoce morza - wyjaśniła. 
- W takim razie pojedziemy do innej - odparł z uśmiechem na ustach. 
- Marek, ale ja muszę znaleźć jakiś hotel i wynająć pokój. Jutro rano muszę być w pracy. Nie mam z tego powodu zbyt wiele czasu - próbowała jakoś wykręcić się, lecz junior nie dawał za wygraną. 
- Ula proszę pozwól, że zrobimy tak jak mówię. I jeśli ci się nie spodoba to co chcę zaproponować osobiście poszukam dla ciebie pokoju - ta widząc, że nie wygra z Markiem zgodziła się. 
- To co chciałeś mi zaproponować? - dopytywała go Ula kiedy skończyli jeść i czekali  na zamówioną jeszcze kawę. 
- Ula wiem, że znamy się krótko...
- Bardzo krótko - weszła mu w słowo - Marek skinął tylko głową na potwierdzenie jej słów i zaczął kontynuować.
- I nie chcę, abyś źle to odebrała. Ale mogę ci zaproponować pokój w moim mieszkaniu. Oczywiście bez żadnych podtekstów. Mam dość duże mieszkanie, ja pracuję zazwyczaj do późna, więc zapewne nawet byśmy się nie widywali zbyt często - mówił przyglądając się jej twarzy. 
- Marek bardzo jestem ci wdzięczna za pomoc jaką mi okazałe, jednak nie mogę przyjąć twojej propozycji - odparła, a widząc pytającą minę Dobrzańskiego pospieszyła z wyjaśnieniem - jak sam zauważyłeś znamy się bardzo krótko, raptem kilka godzin. To nie wypada, a druga sprawa, że nie chcę robić ci kłopotów i problemów. Co na to powie twoja żona albo dziewczyna czy też narzeczona. 
- Nie sprawisz z całą pewnością żadnego kłopotu czy też problemu. A jeśli chodzi o ostatnie zdanie to nie mam żadnej z nich,  jestem singlem z wyboru. Po prostu jeszcze nie trafiła się taka niewiasta, która zawładnęła by moim sercem - mówił. 
Lecz panna Cieplak była nieugięta w tej sprawie i stanowczo odmówiła. 
- Marek bardzo cię proszę nie nalegaj. Zdania nie zmienię. 
- W porządku, nie będę naciskał. W takim razie pozwól, że dotrzymam słowa i znajdę dla ciebie pokój. Mam tylko pytanie czy to koniecznie musi być hotel, czy może być pokój u kogoś prywatnego? 
- Nie musi to być hotel. Na początku chciałam wynająć w hotelu i w międzyczasie poszukać czegoś innego - ta odpowiedź mu wystarczyła. Chwycił za telefon i wykonał tylko jedno połączenie. A po niespełna godzinie już wchodzili do mieszkania miłej starszej pani. 
- Dobry wieczór pani Ewo - przywitał się Dobrzański i przedstawił swoją towarzyszkę - to jest Ula, o której wspominałem przez telefon. 
- Dobry wieczór. Urszula Cieplak - przywitała się i przedstawiła.
- Witajcie kochani. Marek wspominał mi, że chcesz wynająć pokój moje dziecko - odezwała się staruszka. 
- Jeśli tylko jest taka możliwość to tak - odparła Ula i pospieszyła z dalszą informacją - ja pracuję w tutejszym szpitalu jako sekretarka. 
Starsza kobieta więcej nie chciała, a nawet nie potrzebowała wiedzieć. Pokazała Cieplak wolny pokoik, dla tej był wystarczający. Ustaliły wysokość opłat i już podpisywały umowę. 
Jeszcze chwilę posiedzieli we trójkę popijając herbatę.
- Będę się już zbierał. Zostawiam panie i życzę miłego wieczoru - odezwał się Marek, pożegnał się zostawiając obie kobiety.  
CDN...

czwartek, 18 sierpnia 2022

POWROTY część I

 Było kilkanaście minut przed godziną dziewiętnastą kiedy to przechodził odprawę biletową na lotnisku w Wiedniu w Austrii. A jeszcze kilka minut wcześniej żegnał się ze swoją dziewczyną. Na ten dzień miał wykupiony bilet do kraju nad Wisłą. Nie miał w planach wracać, ale na prośbę obojga rodziców postanowił przylecieć, jednak wciąż nie zamierzał pozostać w Polsce dłużej niż to było możliwe. Sam lot miał trwać niewiele ponad godzinę. Do Austrii wyjechał prawie dwa lata temu, kiedy uznał, że nie daje już rady. Że ma serdecznie dość wiecznych przepychanek ze swoim przyrodnim rodzeństwem. Swoją decyzję ogłosił podczas posiedzenia zarządu. 
- Za tydzień wylatuję - oznajmił zebranym. 
- Jak to wylatujesz? Gdzie? - usłyszał zaniepokojony głos rodzicielki. 
- Po prostu muszę odpocząć. Jestem już zmęczony. Swoje stanowisko jako prezesa oddaję tobie tato. Nie mam ochoty ciągle udowadniać, że nie jestem wielbłądem. Dość mam wiecznego rzucania mi kłód pod nogi przez Aleksa i Paulinę - oboje Febo już zacierali swoje łabska na te słowa - skoro uważacie, że jesteście tacy wspaniali to bardzo proszę. Pora abyście się wykazali - zwrócił się do swojego przyrodniego rodzeństwa oraz na koniec dodał - jedynie czego wam nie oddam to moja część udziałów i jeśli będzie taka konieczność będę przyjeżdżał na zebrania - na krótką chwilę zapanowała cisza. 
- To kiedy dokładnie odchodzisz? - nagle odezwał się Aleks. 
- Kiedy pozałatwiam wszystkie swoje sprawy. Ale myślę, że w ciągu najbliższych kilu dni już wam zniknę z pola widzenia - odparł junior, co jak widać ucieszyło Aleksa. 
- Nie ciesz się tak mój drogi. Może i Marek odchodzi, ale jeszcze jestem ja oraz Helena i postaramy się patrzeć ci na ręce w miarę możliwości - odezwał się dotychczas milczący senior. Te słowa nieco przywołały Febo do porządku. Jednak odezwała się Paulina.
- Nas Krzysztofie nie trzeba pilnować. Dobrze wiemy co należy do naszych obowiązków. 
- Jakoś trudno mi w to uwierzyć. Doskonale wiem jak wygląda wasza praca. Bo już nie raz i nie dwa dochodziły do mnie słuchy na ten temat - mówił senior Dobrzański. 
Żadne z rodzeństwa więcej się nie odezwało, ale już ewidentnie coś knuli. I każde z nich miał coś do ukrycie i to nie tylko przed rodziną Dobrzańskich, ale i jedno przed drugim. 
Z całą pewnością gdyby Dobrzańscy posiadali taką wiedzę właśnie te dwa lata temu wszystko mogłoby potoczyć się inaczej. 
Marek w przeciągu kilku dni domknął resztę swoich spraw, pożegnał się z rodzicami i wyleciał prawie tysiąc kilometrów od stolicy swojego kraju. Jego celem była Austria i jej stolica Wiedeń. Dość długo zastanawiał się nad krajem, do którego wyjedzie. Na początek wynajął pokój w hotelu, jednak to miało być tylko tymczasowe rozwiązanie. Po około tygodniu już wynajmował niewielkie mieszkanko na obrzeżach Wiednia. Po przylocie do Austrii miał wolny weekend, ale od poniedziałku już zaczynał pracę. Tak dokładnie, młody Dobrzański nie zamierzał siedzieć bezczynnie. Do tego wyjazdu przygotował się bardzo skrupulatnie włącznie ze znalezieniem pracy. Przejrzał wiele ofert i do kilku firm wysłał swoją aplikację. Udało mu się dostać do niewielkiej rodzinnej firmy zajmującej się modą, a stawiającą dopiero pierwsze kroki na tym trudnym rynku. Przyjęto go na stanowisko dyrektora do spraw promocji. Cieszył się takim obrotem spraw. Praca w  zawodzie, miał już również spore doświadczenie w tym temacie. W końcu przed przejęciem stanowiska prezesa w F&D to był jego dział. Wstępnie rekrutację przechodził w formie online, a dopiero po przybyciu do Wiednia miał się stawić na rozmowie w firmie. 
- Muszę przyznać, że to trochę dziwne - mówił Lukas Gruber, prezes firmy - przyjmować na stanowisko dyrektora, kogoś kto pełnił funkcję prezesa. 
- Owszem byłem prezesem, ale z przyczyn prywatnych postanowiłem zrezygnować i wyjechać z kraju - wyjaśnił Marek. 
- A można wiedzieć co takiego się stało? - dopytywał mężczyzna. 
- Proszę wybaczyć, ale wolałbym o tym nie rozmawiać. Mogę tylko zapewnić pana, że nie z mojej winy ta decyzja. W dokumentach, które przedstawiłem jest podany numer gdzie można sprawdzić moje referencje - wytłumaczył młody Dobrzański. Jak widać ta odpowiedź nie uspokoiła Grubera, ale postanowił dać szansę Markowi. Ten dość szybko odnalazł się w nowej pracy. I tak jak w F&D tu również znalazł wspólny język z pracownikami, czym jeszcze bardziej wkradł się w łaski prezesa. Zawsze uśmiechnięty, życzliwy i z dobrym słowem dla każdego.  Początkowo swój wolny czas spędzał w domu albo na siłowni. Czasem w sobotni wieczór wybrał się do jakiegoś klubu, lecz najczęściej kończył na wypiciu jednego góra dwóch drinków i wracał do siebie. Za to w niedziele jeśli tylko pogoda temu sprzyjała wybierał się na różnego rodzaju wycieczki po Austrii. 
Początkowo kiedy dzwonił do rodziców Helena wylewała morze łez mówiąc jak bardzo tęskni. Jednak z czasem było dużo lepiej. 
- Mamo a może przyjedziecie tu do mnie? Pokazałbym wam kilka pięknych miejsc w Wiedniu i okolicy - zapraszał ich do siebie. 
- Pomyślimy synku - usłyszał w odpowiedzi głos ojca. Zawsze kiedy dzwonił rozmawiał z nimi obojgiem. Rozmawiali o wielu różnych rzeczach, ale bardzo sporadycznie o firmie. Jednak on doskonale wiedział co się tam dzieje, bo jego najlepszy przyjaciel Sebastian Olszański zdawał mu relacje niemalże na bieżąco, a co dość mocno go irytowało. 
- Seba ja tam już nie pracuję i nie obchodzi mnie co ta dwójka wyczynia - mówił zirytowany, kiedy kolejny raz kadrowy mu zdawał relacje. 
Lecz czy faktycznie nic go to nie obchodziło? A może po prostu chciał mieć wreszcie spokój? I chociaż przez jakiś czas odpocząć. 

Do Austrii Ula Cieplak przyjechała ze swoim przyjacielem Maćkiem Szymczykiem szukając lepszego jutra. Przed podjęciem decyzji o wyjeździe mieszkali w Rysiowie, niewielkim miasteczku pod Warszawą. Oboje byli absolwentami ekonomii na SGH. Dodatkowo ona miała ukończone kilka innych kursów oraz znała kilka języków obcych. Dość szybko udało im się znaleźć pracę. Z mieszkaniem nie mieli większego problemu. W Wiedniu mieszkał znajomy lekarz Maćka, który swojego czasu spotykał się z siostrą Szymczyka. Jednak związek na odległość nie przetrwał, ale sama znajomość obojga panów przetrwała. Ula od samego początku wpadła Piotrowi Sosnowskiemu w oko, chociaż on nie zrobił na niej dobrego wrażenia. 
- Ulka pomyśl tylko jaka partia ci się trafia - mówił Maciek, kiedy ta kolejny raz odmówiła pójścia na randkę z Piotrem.
- Maciuś ja nie mam teraz głowy do chodzenia na randki. A i jakoś nie specjalnie go lubię. Wydaje się być strasznie zarozumiałym, zadufanym w sobie facetem - tak mówiła na początku. Jednak z czasem to co myślała o Piotrze przestawało jej przeszkadzać. Spowodowane to wszystko było opowieściami Sosnowskiego o tym jak uratował życie niejednemu pacjentowi. Aż w końcu nastał dzień kiedy to panna Cieplak zgodziła się na wspólne wyjście do kina i kolację. 
Po kilku miesiącach Ula zamieszkała tylko z Piotrem a Maciek wynajął dla siebie kawalerkę w drugim końcu miasta. Po namowach Sosnowskiego Ula zmieniła pracę, zatrudniając się w tym samym szpitalu co jej chłopak. 
- Ula doszły mnie słuchy, że ma zwolnić się miejsce w szpitalu na stanowisku sekretarki dyrektora - mówił. 
- No nie wiem Piotr. Ja nie mam żadnego pojęcia o byciu sekretarką w szpitalu - usłyszał w odpowiedzi. 
- Ula, ale co to za filozofia. Przecież byłabyś tylko sekretarką, a nie przeprowadzała operacji na otwartym sercu - próbował ją przekonać, w końcu użył konkretnego argumentu - co chcesz wiecznie sporządzać faktury dla tego typa z knajpy za jakieś marne grosze? Tu z całą pewnością są większe pieniądze - tymi słowami dał jej nieco do myślenia. 
- Piotr zastanowię się i dam ci odpowiedź dzisiaj wieczorem jak wrócę z pracy - Sosnowski skinął głową, ale jego mina mówiła o niezadowoleniu. Lecz Ula tego nie zauważyła, tak samo jak zdawała się nie widzieć jeszcze wielu innych rzeczy. Jednak to miało się w krótce zmienić. 

Od wyprowadzki Marka z Polski minął niecały rok, cały czas miał kontakt z rodzicami oraz swoim przyjacielem Sebastianem. Po takim czasie Marek odpoczął psychicznie, w pracy mu się układało. Jednak z czasem zaczął odczuwać coś w rodzaju samotności. Najgorzej było w chłodne, długie wieczory kiedy wracał do pustego domu. 
- Ja to chyba jestem jakiś wybrakowany - rozmyślał - mam już prawie trzydziestkę na karku i wciąż jestem singlem - jednego wieczoru nawet pożalił się Sebastianowi kiedy rozmawiali przez komunikator. 
- Może spróbuj bardziej się rozejrzeć. Idź do klubu - na hasło klub skrzywił się. 
- Seba, ale te, które ja spotykam w klubie to zazwyczaj takie, które raczej nie szukają nikogo na poważnie. No chyba, że taka co to poleciałaby na mój portfel. To ja ci powiem, że za taką podziękuję. 
- No ja już nie wiem. Musisz być cierpliwy a może w końcu znajdzie się taka, co zawładnie twym sercem - mówił Olszański nie zdając sobie sprawy jak prorocze będą jego słowa. 
Od tej rozmowy minęło kilka dni, był wieczór. Chociaż wieczór to może zbyt wiele raczej dość późne popołudnie. Z pracy wyszedł tego dnia nieco później niż zazwyczaj. Przygotowywał jakąś specjalną reklamę, a czasu było wyjątkowo mało. Po pracy miał jeszcze w planach zrobić zakupy w pobliskiej galerii. Wjechał na podziemny parking, zaparkował na pierwszym wolnym miejscu i nie rozglądając się po wyjściu z auta skierował swoje kroki w konkretnym kierunku. W pewnym momencie wydawało mu się, że słyszy jakieś podniesione głosy jednak nie zareagował, uznając iż to nie jego sprawa. Wsiadł do windy, która wywiozła go na odpowiednie piętro i zajął się swoimi sprawami, nie zastanawiając się nad tym co usłyszał na parkingu. 
Po skończonych zakupach postanowił jeszcze wejść do niewielkiej kawiarenki. Podszedł do bufetu zamówił kawę oraz kawałek ciasta i usiadł przy stoliku czekając na zamówienie. Nagle ponownie usłyszał ten sam głos co przed zakupami, ale i jeszcze jeden. Tym razem odwrócił się aby zobaczyć o co chodzi. Mężczyzna mówił dość podniesionym głosem. Chociaż mówił to nieadekwatne do tego jak się zachowywał. Wręcz krzyczał na kobietę z nim przebywającą.  Natomiast kobieta siedziała ze spuszczoną głową i tylko wysłuchiwała inwektyw kierowanych w jej stronę. Raz udało się tej kobiecie odezwać, prosząc aby ów mężczyzna tak nie krzyczał. Marek na całą sytuację tylko pokręcił głową i już miał podejść do pary aby upewnić się, że wszystko w porządku, jednak ci podnieśli się ze swojego miejsca i opuścili lokal.
Kiedy przechodzili obok stolika Dobrzańskiego kobieta niby to przypadkiem potrąciła jego ramię. Marek spojrzał na nią i ujrzał jak ta zaczęła składać dłoń w formie pięści i powtórzyła to kolejny raz. 



Młody Dobrzański przez chwilę zastanawiał się co to mogło oznaczać. W końcu przypomniał sobie, że kiedyś widział taki znak w jakimś programie i tam wyjaśniono co oznacza. 
CDN...