piątek, 20 września 2019

ROZBITKOWIE część VI


- O co chodzi? - odezwał się Dobrzański.
- Chciałem porozmawiać – odparł z niepewnością w głosie kadrowy.
- Proszę siadaj i mów o co chodzi – odpowiedział mu Marek wskazując na fotel stojący tuż przy drzwiach, a sam oparł się biurko.
- Chodzi mi o… Ulę – usłyszał w odpowiedzi.
Prezes natychmiast spiął się i wzrokiem mówiącym, że jest gotowy nawet zabić spojrzał na Sebastiana.
- Spokojnie – rzekł ten drugi – Zacznę od początku i chciałbym cię przeprosić, za to co mówiłem o tobie i Uli. Nie miałem prawa ani tym bardziej racji. Ale musiało upłynąć trochę czasu zanim to zrozumiałem – mówił spokojnie Olszański, a Marek stał oparty o biurko i słuchał co ma do powiedzenia jego do niedawna najlepszy przyjaciel.
- A cóż takiego się stało, że zmieniłeś zdanie? - pytał nieco ironicznie młody Dobrzański.
- Długo nie mogłem albo i nie chciałem dopuścić myśli, że ty możesz tak mocno kochać. Przecież znam się od tak dawna i nie pamiętam abyś tak kochał kiedykolwiek. Od kiedy to Ula odeszła z firmy nie można z tobą normalnie porozmawiać, bo zaraz unosisz się gniewem. A na każdą wzmiankę o Uli miałem wrażenie, że stałeś się jeszcze bardziej przewrażliwiony – mówił, a raczej silił się na wytłumaczenie własnej głupoty.
- I co tak nagle zmieniłeś zdanie? - zadrwił z niego Marek.
- No…. Nie tak nagle. Dopiero po kolejnej już kłótni z Violką i tym co zrobiła dotarło do mnie co ty czujesz nie wiedząc nic o Uli.
Dobrzański przez chwilę mierzył Olszańskiego wzrokiem pełnym zdziwienia i zastanawiał się czy oby jego słuch nie płatał mu jakiegoś figla. Po chwili przerwał tę panującą ciszę.
- A co takiego zrobiła twoja narzeczona?
- Po tym jak ostatnio nie doszliśmy do porozumienia, wróciła z pracy spakowała kilka swoich rzeczy i bez słowa wyjaśnienia wyszła z domu. Przez kilka godzin próbowałem do niej dzwonić, wysyłałem SMS-y, a ona je ignorowała. Dopiero po jakimś czasie dowiedziałem się, że jest u koleżanki, a od następnego dnia była u rodziców w Pomiechówku. Lecz o tym miałem dowiedzieć się dopiero po przyjściu do firmy i wtedy jak grom z jasnego nieba zrozumiałem twoje zachowanie.
Ja wariowałem, gdy tylko nie widziałem Violki przez kilkadziesiąt godzin, ale doskonale wiedziałem gdzie jest i mogłem do niej pojechać. A ty nie masz pojęcia, gdzie jest kobieta bliska twemu sercu i nie masz pojęcia co się z nią dzieje – powiedział Olszański.
Marek słuchał tego co mówi jego dawny przyjaciel i nie mógł uwierzyć własnym uszom.
- Chyba powinienem podziękować Violi – pomyślał sobie Dobrzański. Bo gdyby nie ta jego nieco wciąż roztrzepana sekretarka, to Olszański nadal niczego by nie zrozumiał.
- Dlatego też w ramach przeprosin mam coś, co być może pozwoli ci odnaleźć Ulę – powiedział Olszański. Marek przyglądał się jak kadrowy z wewnętrznej kieszeni marynarki wyjmuję jakąś kartkę na, której widnieje jakiś ciąg dziewięciu cyfr i podaje mu ją tłumacząc jednocześnie.
- To numer telefonu do niej – widząc zdziwienie wymalowane na twarzy prezesa szybko dodał – byliśmy w Rysiowie z Violettą i rozmawialiśmy z jej tatą i to od niego ten numer. A Beatka mówiła, że Ula mieszka gdzieś w Warszawie – Marek niby słuchał tego co mówi Sebastian, ale w duchu już myślał co jej powie gdy tylko uda mu się z nią skontaktować. Czekał tyle czasu, aby mieć możliwość skontaktowania się z nią oraz móc wszystko wyjaśnić i prosić o danie kolejnej szansy.
Znowu zapanowała kompletna cisza, którą przerwał Sebastian.
- To ja idę do siebie – wstał z fotela i skierował się w stronę drzwi, będąc już niemalże w progu zatrzymały go słowa Marka.
- Seba, chciałem cię również przeprosić za moje zachowanie.
Olszański odwrócił się w kierunku Marka, spojrzał na niego i odparł.
- W porządku nie było tematu. Ja również nie byłem w porządku.
- To co przyjaciele? - padło z ust Dobrzańskiego.
- Przyjaciele – odparł bez zastanowienia ten drugi.
Na koniec obaj panowie postanowili umówić się na partyjkę tenisa zaraz po pracy.

- Co mówi pani nazwisko Bartłomiej Dąbrowski?
- To mój sąsiad i kiedyś byliśmy parą. Ale to było kilka lat temu. A czemu państwo pytacie o niego?
- Bo mamy pewne podejrzenia, które w tej chwili są weryfikowane – usłyszała w odpowiedzi. Ta informacja nieco ją zaniepokoiła. Znała Dąbrowskiego i wiedziała, że jest nieobliczalny. Lecz z drugiej strony nie była przekonana co do tego, że to może być on.
- Lecz nie sądzę aby to Bartek stał za tym, on jedynie czego zawsze ode mnie chciał to pieniądze i o miłości nie było mowy – podzieliła się swoimi przekonaniami co do sprawcy.
Wychodząc z komendy z torebki wyjęła telefon aby włączyć dźwięk połączeń, który wyłączyła podczas rozmowy z funkcjonariuszami. Na wyświetlaczu ujrzała kilka nieodebranych połączeń z trzema nieznanymi oraz jeden od ojca i dwa od Ali. Postanowiła w pierwszej kolejności zadzwonić do ojca lecz ta rozmowa tylko wytrąciła ją z równowagi. Ojciec opowiedział jej o wizycie Marka oraz Violetty i Sebastiana, ale i że widziano pod ich domem Sosnowskiego. Z następnej rozmowy wiedziała, że dwie osoby z Febo&Dobrzański wypytuje o nią, oraz że była tam policja i rozmawiała z Markiem. Na te nieznane jak się jej wydawało numery nie miała zamiaru oddzwaniać obawiając się, że to jej prześladowca dzwonił.

- I co zdobyłeś ten jej numer? - pytał jeden drugiego.
- Jeszcze nie – odparł drugi.
- Za co ja ci płacę? Nawet tak prostej rzeczy jak numer telefonu nie potrafisz załatwić! - mówił podniesionym głosem jeden z mężczyzn.
- To nie takie proste. Matka mówi, że stary Cieplak zasłania się jej dobrem – próbował się bronić Bartek Dąbrowski.
- A ty nie możesz zagadać do kogoś z jej rodziny? W końcu byłeś jej chłopakiem – grzmiał ten pierwszy.
- Prędzej mnie przegonią niż zechcę rozmawiać – odpowiedział swojemu rozmówcy.
- Dobra. Idź już, muszę wziąć się do pracy. A jeszcze to, masz zawieź jej pod drzwi – dał Bartkowi białą kopertę.

„ Myślisz, że jak zmieniłaś numer telefonu to coś to zmieni? Wcześniej czy później go zdobędę. Tak jak i Ciebie Nie ukryjesz się przede mną ani swoim przeznaczeniem”

Wróciła do siebie i zajęła zaległą pracą, gdy usłyszała dźwięk przychodzącej wiadomości. Z samego początku zignorowała ten fakt, ale coś mówiło aby jednak przeczytać jej treść.
- Najpierw skończę to co zaczęłam, a później odczytam wiadomość – mówiła do siebie samej.
Właśnie miała chwytać za telefon, gdy ktoś zadzwonił do drzwi. Podeszła i po upewnieniu się kto wpuściła gościa do środka.
- Ula posłuchaj, była w ostatnim czasie policja w firmie i wypytywali o ciebie Marka – zaczęła Ala.
- Tak wiem – odparła niby bez emocji w głosie Ula, a bynajmniej starała się aby tak to zabrzmiało.
- Wypytywał się mnie o ciebie, ale i nie tylko on, bo i Violka z Olszańskim – mówiła starsza kobieta.
- Nic im nie mówiłaś? – dopytywała z przerażeniem w oczach młodsza z kobiet.
- Nie, nie mówiłam. Lecz z tego co zauważyłam to cała trójka się o ciebie martwi, zwłaszcza Marek – wyjaśniła jej Ala.
Po tym zapadło milczenie, które przerwała Alicja.
- Wiesz co Ula? Ja myślę, że Marek naprawdę się zmienił i chyba rzeczywiście bardzo cię kocha. Wiem, że był u twojego taty po tym jak była u niego policja, a Józef mu wszystko opowiedział, co ponoć bardzo go zaniepokoiło. A w obecnej sytuacji dobrze by było żebyś miała tu kogoś.
Kilka dni wcześniej dopytywał się też o ciebie Sebastian również Kubasińska wiem, że pytała się dziewczyn – mówiła do Uli, i korzystając z faktu, że Cieplak wciąż milczy kontynuowała dalej – może oni rzeczywiście zrozumieli swój błąd i teraz już by tak nie postąpili. Marek przecież nawet przestał odzywać się z Sebastianem, ale o tym przecież wiesz, bo ci opowiadałam. Violka również bardzo się zmieniła. A Marek najbardziej.
- Alu lecz w obecnej sytuacji to obawiam się, czy nawiązanie kontaktu z kimkolwiek a zwłaszcza z Markiem będzie rozsądnie – próbowała chociaż bardzo nieudolnie przekonać przyjaciółkę o nietrafności tego pomysłu.
W duchu jednak popierała słowa kobiety. Wiedziała, że czułaby się bezpieczniejsza, lecz z drugiej strony każdy potencjalny mężczyzna u jej boku mógłby rozzłościć prześladowcę.
Było już późno, gdy obie kobiety się żegnały.
- Ula proszę przemyśl co ci powiedziałam – mówiła jeszcze na koniec Alicja.
- Zastanowię się, obiecuję – odparła jej Ula.
W tracie otwierania drzwi na podłogę upadła koperta, którą podniosła Ula i prosząc Alicję aby jeszcze chwilę została drżącymi dłońmi otwarła ją i przeczytała na głos treść listu. Po czym zadzwoniła na policję z informacją o otrzymanej przesyłce oraz iż następnego dnia z samego rana ją przywiezie.
Alicja chciała zostać na noc u Uli, ale ta mówiła, że to nie ma sensu i da sobie radę.
Przez wizytę i ten list całkiem zapomniała o telefonie i tej nieodczytanej wiadomości. Było już późno, a ona musiała wcześniej wstać, by jeszcze przed pracą pojawić się na komendzie.

Była w pracy co pozwalało jej chociaż na chwilę zapomnieć o nękającej ją osobie, w porze lunchu udała się do pobliskiej niewielkiej knajpki i czekając na przyniesienie zamówionego obiadu przypomniała sobie o nieprzeczytanej wiadomości. Wyjęła telefon z torebki i już zagłębiała się w jej treści, a jej wyraz twarzy zmieniał się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
CDN….

piątek, 13 września 2019

ROZBITKOWIE część V

Podczas wizyty na posterunku policji Marek niewiele się dowiedział.
- Przykro nam panie Dobrzański, ale nie możemy zdradzać takich informacji, dodatkowo nie jesteście państwo rodziną – tłumaczył mu policjant.
- Ale …. ale to pan mógłby pomóc nam – rzekła policjantka – oczywiście jeśli pan chce – dodała.
- Czy ja chcę? - odpowiedział pytaniem – Nawet nie ma nad czym się zastanawiać. Zrobię co w mojej mocy aby pomóc – rzekł z całą pewnością w głosie – proszę pytać – dodał.
- Czy coś mówi panu Piotr Sosnowski?
- Tak, znam faceta.
- A wie pan jakie łączyły go relacje z panią Cieplak?
- Po tym jak rozstałem się z Ulą kilka tygodni później to z nim zaczęła się spotykać. Te spotkania stawały się z czasem coraz częstsze. On wiecznie był w jej pobliżu. W jeden z weekendów wspólnie wybrali się na żagle, innym razem był wspólny wypad w góry…. - nagle przerwał mu policjant.
- Czyżby był pan zazdrosny o pana Sosnowskiego?
- Tak – odparł zgodnie z prawdą – A pan nie był by zazdrosny, gdyby kobieta którą kocha spotykała się z innym? A nawet miała w planach wyjazd do Bostonu - dodał.
- Dobrze, ale wróćmy do sprawy – przerwała im tę wymianę zdań policjantka – czy jest coś jeszcze co może pan powiedzieć o chłopaku pani Urszuli?
- Chłopak to zbyt dużo powiedziane – powiedział z pogardą w głosie – wiem, że zdarzyło się iż ona złapała go kilka razy na kłamstwie. A tego to Ula nie znosiła.
- A co takiego zrobił ten mężczyzna?
- Jednego razu twierdził, że załatwił jej miejsce na targach mody, innym razem widziałem jak spotkał się z moją byłą, a Uli próbował skłamać, że spotkali się przypadkiem – mówił.
- Nie wierzy pan w przypadek takiego spotkania?
- Nie znają państwo mojej byłej. Jeśli to zrobiła to miała w tym swój cel. A ja doskonale wiem jaki. Chodziło o podważenie kompetencji Uli jako prezesa i zapewne chciała dowiedzieć się czegoś więcej od tego dupka.
- A czy według pana jest ktoś jeszcze, kto chciałby skrzywdzić panią Cieplak?
- Raczej nie – odparł Dobrzański – ale….., nie ten facet raczej nie.
- O kim pan mówi? - pytali policjanci.
- Bartłomiej Dąbrowski, ale z tego co mi wiadomo, to nie ma go w kraju – odparł.
Na koniec rozmowy próbował dowiedzieć się adresu jej zamieszkania, ale funkcjonariusze zasłaniając się dobrem sprawy oraz ochroną danych osobowych nie udzielili mu takiej informacji.

- Maciek nie odbiera – rzekł zawiedziony Olszański – ja już nie mam pomysłu kogo jeszcze można by spytać o nią – mówił do swojej narzeczonej.
- Ja próbowałam podpytać dziewczyny, ale też nic – padło z ust Violetty – Ale chyba mam pomysł gdzie można by się czegoś dowiedzieć.
- No mów – niecierpliwił się Sebastian.
- Może powinniśmy pojechać do Rysiowa? Wiesz jak to mówią pod latarnią zawsze najjaśniej - rzekła.
- Raczej najciemniej – poprawił kobietę.
- Moglibyśmy spróbować porozmawiać z jej rodziną – mówiła dalej nie zwracając uwagi na słowa mężczyzny.
- Viola, ale sądzisz, że jej ojciec będzie chciał z nami rozmawiać?
- Jeśli nie on to może jej rodzeństwo – zastanawiała się na głos panna Kubasińska.

Był obok swojego sekretariatu, gdy usłyszał wymianę zdań swojej sekretarki oraz jej narzeczonego.
- Proszę cię nie mów nic na razie Markowi – prosił dyrektor HR swoją narzeczoną.
- Ale on powinien wiedzieć…
- Co powinienem wiedzieć? - przerwał im tę wymianę zdań.
- A…. - miała mu powiedzieć, ale spojrzała w kierunku Sebastiana by już powiedzieć – nie nic takiego – rzekła, ale jakoś mało przekonywająco jak dla Marka. Lecz uznał, że nie zamierza się tym w tej chwili zajmować. On ma dużo ważniejsze sprawy na głowie.
I gdyby tylko wiedział, że ta dwójka również chce odnaleźć jego ukochaną może we trójkę było by łatwiej. 
Zbliżała się godzina piętnasta, gdy Violetta zapukała do gabinetu prezesa.
- Marek mam prośbę, czy mógłbyś nas to znaczy mnie i Sebulka zwolnić już? Mamy coś ważnego do załatwienia – pytała, gdy tylko przekroczyła próg jego gabinetu.
- A zrobiłaś wszystko, co zleciłem na dzisiaj? – odparł tonem, który bardziej pasował do Febo.
- Został mi jeszcze jeden raport – odpowiedziała zgodnie z prawdą – ale mogę zabrać dokumenty ze sobą i zrobić go w domu, a jutro z samego rana będzie leżał za twoim biurku – dodała zanim Dobrzański zdążył otworzyć usta.
Zgodził się mimo że nie za bardzo tego chciał. Ale z drugiej strony dzięki temu mógł zostać już sam i pomyśleć. Od tej rozmowy z policją wciąż zastanawiał się kto może stać za tym nękaniem Uli i coraz bardziej był przekonany, że to Sosnowski. Lecz jeszcze bardziej martwił się, że ona jest sama. Ta myśl nie dawała mu spokoju w dzień ani w nocy. To jeszcze bardziej potęgowało w nim złość na siebie samego oraz na tego kogoś. Tak bardzo chciałby jej pomóc, być w tej chwili obok niej, móc zamknąć ją w swoich ramionach i ochronić przed całym światem, a zwłaszcza przed tym prześladowcą. Był nawet przekonany co do winy doktorka. On zawsze wydawał mu się jakiś nieszczery wobec Ulki.

Tuż po godzinie szesnastej pod rodzinny dom Uli podjechali Sebastian wraz z Violettą. Wysiadając z samochodu na podwórzu Violetta ujrzała siostrę Uli Beatkę. Dziewczynka bawiła się skacząc na trampolinie.
- O pani Viola – usłyszeli piskliwy dziecięcy głosik.
- Witaj kochanie. Zastaliśmy może Ulę albo tatę? - pytała Viola.
- Tata śpi, a Ula już tu nie mieszka – odpowiedziała im dziewczynka z rozbrajającą szczerością.
- A wiesz może gdzie teraz mieszka? - dopytywała Kubasińska.
- Ulicy nie znam, ale wiem, że w Warszawie – mówiła mała.
- Wiesz, mamy sprawę do Uli i nie możemy się z nią skontaktować – odezwał się Olszański – a to bardzo ważne – dodał.
- Ale ja nie wiem jak nazywa się ulica gdzie mieszka Ulcia. A i jesteście kolejni, którzy o Ulę się pytają.
- Nie? - padło z ust obojga przyjezdnych.
- No nie. Był u nas pan Marek oraz ten pan Piotr – odparła dziewczynka - Ale pan Marek rozmawiał z tatą, a pana Piotra widziałam jak siedział tylko w samochodzie – mówiła.
Oboje popatrzyli na siebie ze zdziwieniem. O ile rozumieli Marka, tak zachowanie tego drugiego wydało im się dziwne.
- A wy co tu robicie? - usłyszeli za plecami.
- Witaj Maciek – odezwała się pierwsza Violetta.
- Cześć – rzekł Olszański i wyciągnął dłoń w kierunku Maćka.
- Maciuś pani Viola oraz pan Sebastian szukają Ulci – odparła za nich dziewczynka.
Ta trójka jeszcze chwilę rozmawiała, gdy z domu wyszedł Cieplak i zaprosił gości do środka.
- Panie Józefie proszę nam pomóc. Chodzi nam o Marka – odezwała się Violetta i zaczęła opowiadać o Marku. Swoje trzy grosze wtrącili również obaj panowie.
Starszy mężczyzna siedział przez kilka minut i zastanawiał się nad tym co usłyszał od tej trójki młodych ludzi. W końcu wstał od stołu i z szuflady wyjął niewielki notesik i na osobnej kartce zapisał ciąg dziewięciu cyfr i podał Violi.
- Dziękuję panie Józefie – rzekła kobieta.
Posiedzieli jeszcze jakiś kwadrans i opuścili gościnny dom Cieplaka. Ale wciąż zastanawiali się nad dziwnym zachowaniem Piotra.
- Viola czy ty wiesz co było między Ulą a tym doktorkiem? - pytał Olszański, gdy już wracali do Warszawy.
- Tego to nie wiem, ale czasami miałam wrażenie jakby ją osaczał. On w firmie potrafił być dwa trzy razy na dzień i wiecznie wydzwaniał. Kilka razy gdy Ula nie odbierała od niego telefonu to dzwonił do firmy.
- Zastanawia mnie to jego zachowanie. A dokładniej mówiąc, że nie wszedł do Cieplaka.
- A może ta mała coś pokręciła? Wiesz jak to dzieciaki coś zauważy, ale nie widzi wszystkiego, doda coś od siebie i gotowe.
Sebastian jakoś nie do końca był przekonany wyjaśnieniom swojej dziewczyny. Zastanawiał się co było przyczyną takiego zachowania doktorka. Pamiętał jak Marek opowiadał mu, że swojego czasu tamten był częstym gościem w domu Uli.
Następnego dnia, gdy zbliżała się pora lunchu Sebastian wziąwszy numer od swojej dziewczyny wszedł do gabinetu prezesa.
- Marek możesz mi poświęcić kilka minut? - padło z ust kadrowego po wzajemnym przywitaniu się obu panów.

Ula wreszcie dostała pierwsze informacje dotyczące jej sprawy. Ale te informacje nie do końca były takie jak sobie wyobrażała. Powiedziano jej, że przesłuchali już Marka Dobrzańskiego oraz Piotra Sosnowskiego.
- Pani Urszulo mamy pewność, że pierwszy z wymienionych mężczyzn nie ma nic wspólnego z tym nękaniem, ale co do drugiego mamy już jakieś podejrzenia. Lecz z powodu zbyt małej ilości dowodów nie możemy go zatrzymać – usłyszała od policjantów – Ale jest jeszcze jeden mężczyzna, o którym chcieliśmy porozmawiać.
CDN...

piątek, 6 września 2019

ROZBITKOWIE część IV

To tak bardzo boli. Kiedy
nie masz kontaktu z kimś
kogo kochasz ponad
życie. Wiesz, że się dobrze
bawi, bez Ciebie, z
kolegami, czy nawet z
dziewczynami. Zastanawiasz
się wtedy czy o Tobie
myśli. Chociaż przez chwile.
Łudzisz się, że do Ciebie
napisze, mijają godziny
i nic. Pustka. Totalna
pustka. Czujesz się źle,
bo wiesz, że tylko on Cię
uszczęśliwi. Bez niego nic
nie możesz zdziałać.



Opuścił sekretariat prezesa i poszedł do swojego gabinetu. Tam w spokoju kolejny raz mógł sobie wszystko przemyśleć. W jego głowie wciąż przewijały się słowa jego narzeczonej.
- Jakbyś się czuł gdyby to mnie tak obrażano, gdybyś nie wiedział co się ze mną dzieje, gdzie jestem?
I nagle jak grom z jasnego nieba dotarło do niego co może czuć jego nie tak dawno najlepszy przyjaciel. On Violetty nie widzi dopiero drugi dzień, a już o mały włos nie oszalał. A przecież jest w dużo lepszej sytuacji niż Marek.
- Cholera – zaklął pod nosem – ja przynajmniej wiem gdzie jest Violka i mogę w każdej chwili tam jechać, a on nie ma takiej możliwości – rozmyślał.
Te jego rozmyślania przerwało wejście Alicji Milewskiej.
- Sebastian przyszłam po te dokumenty – rzekła kobieta.
- A tak już ci je daje – wstał od biurka aby sięgnąć po teczkę z dokumentami – proszę. Ala chciałem cię o coś jeszcze zapytać – mówił.
- Słucham – odparła kobieta.
- Czy ty może wiesz co się dzieje z Ulą?
- Z Ulą? - odpowiedziała pytaniem Alicja.
- Tak z Ulą – usłyszała w odpowiedzi, spojrzała na Olszańskiego i nie bardzo wiedziała, po co mu ta wiedza.
- Powiedzmy, że wiem. Ale po co ci ta wiedza?
- Tak tylko pytam – odpowiedział, nie chciał na razie nikomu mówić co zamierza. Lecz Alicja podejrzewała go o coś więcej.
- Sebastian daj jej spokój. Ona przez długi czas nie mogła dojść do siebie po tym co jej obaj z Markiem  zrobiliście – prosiła.
Wiedział, że od swojej sekretarki nie dowie się niczego. A do Marka nie chciał iść z przeprosinami do momentu aż nie odnajdzie kobiety, którą młody Dobrzański kocha ponad własne życie.
- Chyba będzie trudniej niż myślałem - pomyślał po wyjściu kobiety

Tymczasem wczesnym popołudniem w Pomiechówku na werandzie wraz z przyjaciółką siedziała Violetta.
- Aniu ja już nie mam pojęcia jak mam do niego mówić – mówiła panna Kubasińska.
- Viola przestań się tym tak zadręczać. Sebastian jest dorosły i wie co robi – mówiła Ania - zresztą jeśli mu zależy na tobie to szybko zrozumie i jeszcze będzie cię przepraszał - dodała przyjaciółka.
Siedziały tak już dłuższą chwilę i rozmawiały na różne tematy, gdy usłyszały tak dobrze znajomy głos.
- Witam dziewczyny – odwróciły i z poważną miną odpowiedziały niemal jednocześnie.
- Cześć.
- Viola możemy porozmawiać? - prosił Olszański narzeczoną.
- To zależy o czym i czy coś zrozumiałeś – odparła mu.
- Zrozumiałem – odpowiedział
- To ja uciekam, nie będę wam przeszkadzać – powiedziała milcząca do tej pory Ania i pożegnawszy się zostawiła ich samych.

Myślała, że jak wyprowadzi się do ojca to prześladowca da jej spokój. Wręcz przeciwnie telefony nie milkły miała nawet wrażenie jakby nawet się nasiliły a SMS-y dostawała nawet kilkanaście razy dziennie. Ten ktoś pisał w nich co by z nią robił gdyby tylko byli razem, innym razem odgrażał się, że przed nim nie ucieknie i nawet wyjazd do Rysiowa jej nie pomoże. Na początku ignorowała te wiadomości, ale gdy po kilku dniach zaczął również grozić jej najbliższym natychmiast skontaktowała się z funkcjonariuszami prowadzącymi jej sprawę i przekazała treść tych wiadomości. W pracy nie umiała się na niczym skupić musiała coś zrobić, postanowiła wziąć kilka dni urlopu i zaszyć się w zaciszu własnego mieszkania. Powiedziała swojemu szefowi, że ma pilne sprawy rodzinne do załatwienia i potrzebuje około dwóch tygodni wolnego.
- Ja nie widzę problemu pani Urszulo – usłyszała.
Miała dość tych wszystkich głuchych telefonów oraz obrzydliwych wiadomości. Podjęła decyzję o zmianie numeru, ale wiedziała, że nie może tego zrobić drogą tradycyjną, bo jej prześladowca zaraz by się o tym dowiedział. Postanowiła skorzystać z możliwości jaką daje internet. I tak zmieniła operatora oraz numer telefonu, ale aby przechytrzyć tego człowieka adres doręczenia przesyłki jaki podała to był adres Alicji Milewskiej. Wreszcie miała spokój od wiecznie dzwoniącego telefonu. Jednak to tylko rozwścieczyło tego kogoś i zaczął pisać listy i podrzucać jej pod drzwi, a ona je wszystkie dostarczała na komendę.

- Alicja możesz przyjść do mnie? - usłyszała w telefonie głos młodego Dobrzańskiego.
- A może być za pół godziny? Mam dużo pracy i chciałabym to skończyć – prosiła.
- Dobrze, będę czekał – odpowiedział.
Te trzydzieści minut ciągły się niesamowicie długo. A w nim samym narastał coraz większy nie pokój.
- Była u mnie dzisiaj policja – zaczął jak tylko Milewska weszła do jego gabinetu.
- Policja? - zdziwiła się kobieta.
- Tak policja i wypytywali mnie o Ulę. Czy ty możesz mi powiedzieć co się dzieje? Co z Ulą? Czy coś się jej stało? - zasypał Milewską krótkimi pytaniami, a ona nie wiedziała co ma mu powiedzieć. Doskonale wiedziała co się dzieje, ale na wyraźną prośbę panny Cieplak miała nikomu z firmy nic nie mówić o niej samej – Ala proszę powiedz mi co się dzieje. Przecież bez powodu policja nie nachodzi ludzi – prosił.
- Marek, ale ja nie mogę ci nic powiedzieć.
- Nie możesz czy nie chcesz?
- Do czasu jak się wszystko nie wyjaśni nic nie mogę powiedzieć – usłyszał w odpowiedzi, a co jeszcze bardziej go zaniepokoiło lecz wiedział, że od Milewskiej niczego więcej się nie dowie. Postanowił, że jeszcze tego samego dnia zaraz po pracy pojedzie do Rysiowa i spróbuje porozmawiać Ulą.

- Viola ja wszystko sobie przemyślałem i zrozumiałem – mówił skruszonym głosem Olszański – tylko nie odchodź. Postaram się pogodzić z Markiem i nawet pomyślałem jak mógłbym to zrobić. Ale do tego już potrzebowałbym twojej pomocy – mówił.
- A co takiego wymyśliłeś i do czego ja ci jestem potrzebna? – zaciekawiła się jego narzeczona.
- Chciałbym spróbować najpierw skontaktować z Ulą i porozmawiać, wyjaśnić wszystko oraz prosić aby wybaczyła Markowi. A później dopiero pójdę sam do niego i przeproszę – wyjaśnił swój plan narzeczonej.
- No proszę, musiałam zastosować terapię wstrząsową abyś przejrzał na oczy – odparła dumna z siebie Violetta, że wreszcie jej chłopak zrozumiał zachowanie własnego przyjaciela. Sebastian tylko skinął głową na znak, że ta ma rację.
Plan jaki wymyślił Sebastian wydawał się dobry, żeby nie powiedzieć bardzo dobry lecz istniała jedna, ale jakże poważna przeszkoda.
- No to mamy problem, bo ja kilka razy próbowałam się do niej dzwonić lecz bezskutecznie, a teraz to chyba nawet zmieniła numer telefonu – mówiła kobieta.
- Ja próbowałem podpytać dzisiaj Alę, ale ona nic nie chciała mi powiedzieć – rzekł Olszański.
- Wiesz, a może by tak spytać jeszcze Izy albo Ani może one będą coś wiedziały – zasugerowała Violetta.
- Bardzo wątpię aby pomogły. Ja pomyślałem o Maćku. Chociaż on również może nie koniecznie będzie chciał rozmawiać – mówił Sebastian.
Wieczorem wrócili już wspólnie do mieszkania Olszańskiego, co bardzo cieszyło mężczyznę.

Pod dom rodziny Cieplaków podjechało czarne sportowe auto, z wnętrza którego wysiadł przystojny brunet.
- Marek? - usłyszał za sobą głos mężczyzny za nim dotarł do furtki.
- Witaj Maciek – przywitali się obaj uściskiem ręki, co wydawać by się mogło dość dziwne. Ale w czasie, gdy Ulka pełniła obowiązki prezesa ten widział jak młody Dobrzański próbuje pokazać, że żałuje tego jak postępował. Nawet jednego razu wspólnie rozmawiali na ten temat. I chyba właśnie po tej rozmowie Szymczyk uznał, że Marek kocha Ulę. To tego samego dnia pokazał jej list, który Marek zostawił na jej biurku. Lecz ta mimo tego nie chciała uwierzyć w jego słowa.
- Co cię sprowadza w te strony? - pytał Maciek.
- Nie co, a kto. Tylko i wyłącznie Ula. Miałem dzisiaj w firmie dziwną sytuację, byli u mnie z policji i wypytywali o Ulę. Postanowiłem mimo jej niechęci do mnie przyjechać i dowiedzieć się czy wszystko jest w porządku – tłumaczył prezes.
- Ty nadal ją kochasz? - ni to stwierdził ni to spytał Szymczyk.
- Maciek nie można przestać kochać kogoś od tak. Pokochałem ją wtedy i to się nie zmieniło i nie zmieni. Jestem tu dzisiaj by dowiedzieć się co się dzieje, a w razie konieczności pomóc. Nawet jeśli ona tego nie będzie chciała, bo przecież na tym polega miłość. Wiem, że to może wyglądać tak jakbym chciał w ten sposób odkupić swoje winy, ale tak nie jest – wyjaśnił Maćkowi.
- To może być problem, bo Ula już nie mieszka w Rysiowie. Ale to dziwne, że pytali cię o Ulkę. Widziałem się z nią nie tak dawno, ale nie wyglądała jakby miała mieć jakieś problemy - wyznał Szymczyk. Zamienili jeszcze kilka zdań po czym pożegnali się i Marek już bez przeszkód dotarł do jej domu.
Stojąc przy drzwiach wziął głęboki oddech i zapukał.
- Dzień dobry panie Józefie – przywitał się z Cieplakiem, który otworzył drzwi.
- Dzień dobry – odparł starszy mężczyzna.
- Panie Józefie ja wiem, że Ula tu nie mieszka, ale przyjechałem, bo tylko ten adres znam, a dzisiaj miałem niecodziennych gości w firmie, co bardzo mnie zaniepokoiło. Czy może mi pan udzielić kilku informacji na ten temat – mówił Marek.
Widać było, że Cieplak zastanawia się nad tym czy powiedzieć byłemu partnerowi córki o ostatnich wydarzeniach w jej życiu. Ona sama nawet własnemu przyjacielowi o tym nie mówiła.
- Proszę wejść do środka, porozmawiamy na spokojnie w kuchni przy herbacie – rzekł Cieplak zapraszając Marka do środka, gdy już obaj panowie siedzieli przy stole starszy mężczyzna zaczął.
- Od jakiegoś czasu ktoś prześladuje moją córkę. Wydzwania, wysyła obraźliwe wiadomości, podrzuca kwiaty i listy pod jej drzwi – Marek siedział i nie mógł uwierzyć w to co słyszy. W tym momencie był zły sam na siebie, że nie ma go przy niej.
- A gdzie ona jest teraz?
- Przykro mi panie Marku, ale nie mogę powiedzieć ze względu na jej bezpieczeństwo – odparł Cieplak.
- Rozumiem i nie będę nalegał. Ale mam do pana prośbę, gdyby tylko potrzebował pan czy ktokolwiek z was pomocy to proszę mi dać znać – mówił Dobrzański jednocześnie wręczając starszemu mężczyźnie swoją wizytówkę z numerem telefonu.
Wracał do Warszawy i zastanawiał się co ma zrobić, czuł się bezsilny. Kobieta, którą pokochał ponad własne życie jest w niebezpieczeństwie, a on nic nie może zrobić. Sam siebie wyzywał od najgorszych i obwiniał o to co ją spotkało. Czuł kompletną bezsilność, ale wiedział też, że musi coś zrobić i to bez względu czy ona mu wybaczyła czy też nie. Będąc już w Warszawie postanowił podjechać na komisariat i spróbować się czegoś dowiedzieć, chociaż wiedział iż to nie będzie łatwe.
- Ale to nie przeszkadza mi abym spróbował – rozmyślał.
Wszedł do środka i poprosił o możliwość rozmowy z funkcjonariuszami prowadzącymi sprawę Uli. Po dotarciu pod wskazany pokój i przedstawieniu się przeszedł do sprawy, z którą przyszedł.
- Chciałem się dowiedzieć czegoś o sprawie Urszuli Cieplak, byli państwo dzisiaj rano u mnie w firmie - wyjaśnił powód swojej wizyty w tym miejscu.
CDN...

piątek, 30 sierpnia 2019

ROZBITKOWIE część III

Siedziała w salonie i zastanawiała się co jeszcze może zrobić aby pogodzić swojego narzeczonego z Markiem. Pogodzeniem Marka z Ulą postanowiła zająć się w drugiej kolejności.
- Viola?… Viola – usłyszała głos narzeczonego, podniosła na niego nieobecny wzrok – Królestwo za twoje myśli kochanie – dodał.
- Zastanawiam się nad pewną sprawą – odpowiedziała.
- A zdradzisz co to za sprawa? Może będę mógł ci jakoś pomóc – zaoferował swoją pomoc.
- Wiesz martwię się o Marka – usłyszał w odpowiedzi.
- O Marka? - odparł ze zdziwieniem w głosie.
- Tak o Marka. Widzę jak on się zadręcza tym, że nie ma przy nim Uli, ale i nie tylko to – odparła .
- Nie? A co jeszcze – dziwił się Olszański.
- Chciałabym abyście się obaj pogodzili – padło z ust Violetty.
- Ty znowu swoje, przecież to on obraził się na mnie – odburknął Sebastian.
- Ale to ty obraziłeś kobietę, która jest dla niego najważniejsza.
- Viola nie zaczynaj.
- Ja nie zaczynam. Zastanów się jakbyś ty zareagował gdyby to o mnie tak mówiono – odparła i skończyła na tym tę rozmowę. Wiedziała, że nie ma sensu ciągnąć jej dalej.
Od tej rozmowy minęło kilka dni, ale Olszański zachowywał się tak jakby nie widział swojej winy w tym co miało miejsce jakiś czas temu. Nadal uważał, że Dobrzański przesadza. Wciąż unikali się. W końcu Violetta nie wytrzymała i gdy Marek był w swoim gabinecie zadzwoniła po Sebastiana pod pretekstem, że prezes go wzywa. Olszański nie podejrzewając niczego pojawił się w sekretariacie kilka minut później. Zapukał i po usłyszeniu zaproszenia wszedł do pokoju prezesa.
- Wzywałeś mnie – rzekł od progu Olszański.
- Ja? - zdziwił się Dobrzański.
- Nie, to ja – padło za plecami Olszańskiego, a ich oczom ukazała się panna Kubasińska – posłuchajcie mnie obaj – zaczęła za nim któryś z mężczyzn się odezwał – mam dosyć patrzenia jak chodzicie na siebie obrażeni, macie się pogodzić.
- Violuś, ale…
- Ty mi tu nie Violuś. Albo ty przeprosisz Marka, albo ja przestanę się do ciebie odzywać i wyprowadzę do rodziców – rzekła tonem nie znoszącym sprzeciwu.
Dobrzański stał przy biurku jak w murowany i nie umiał się odezwać. Violetta skończyła mówić i wyszła z gabinetu zostawiając ich samych.

Ula wróciła z pracy tego dnia znacznie później niż zwykle. Jej przełożony prosił aby została dłużej zgodziła się bez żadnego problemu. Zaraz po wyjściu z windy zauważyła na swojej wycieraczce kosz pełen czerwonych róż a w drzwi wciśniętą białą kopertę. Ze zdziwieniem w oczach podniosła ten bukiet kwiatów i po wejściu do środka najpierw szukała jakiegoś bileciku, ale nic takiego nie było.
- Dziwne ktoś przysyła mi kwiaty. Ciekawe kto to? - zastanawiała się – może chociaż ten list mi coś wyjaśni – sądziła, ale ten list był jakiś dziwny.
Bo nie został napisany odręcznie i był bardzo krótki. Składał się z jednego raptem zdania a dodatkowo jego treść ułożono z wyciętych liter. 

„BĘDZIESZ TYLKO MOJA!!!”

Tego było jak dla niej za dużo. Chwyciła torebkę umieszczając w niej ten list i szybko opuściła mieszkanie, a swoje kroki skierowała do najbliższego komisariatu policji.
- Dzień dobry, chciałam rozmawiać z kimś, kto może mi pomóc – mówiła dość chaotycznie będąc już na komendzie.
- Dzień dobry, a o co chodzi? Pytam po to aby móc skierować panią do odpowiedniego policjanta – wyjaśnił jej funkcjonariusz stojący za ladą biura informacyjnego.
- Ktoś dzisiaj przysłał mi coś takiego – wyciągnęła kopertę wraz z listem i wręczyła policjantowi. Ten spojrzał na list i już wiedział gdzie dalej pokierować kobietę.
- Proszę wejść na pierwsze piętro i udać do pokoju numer dziewięć tam będzie funkcjonariusz, który zajmie się tą sprawą.
- Dziękuję za pomoc – podziękowała i udała pod wskazany pokój. Zapukała i po usłyszeniu zaproszenia weszła do środka.
- Dzień dobry. Nazywam się Urszula Cieplak – przywitała się z funkcjonariuszami.
- Dzień dobry pani, starsza sierżant Beata Woźniak oraz młodszy aspirant Sylwester Domagała. W czym możemy pani pomóc?
- Proszę spojrzeć – wręczyła list policjantce – dostałam to dzisiaj wraz z koszem czerwonych róż – wyjaśniła Ula.
- A czy to był pierwszy taki incydent? - pytał drugi z policjantów.
- Z listem tak. Czasami znajdowałam na wycieraczce jakieś pojedyncze róże czasem inny kwiat. Ale też od jakiegoś czasu miewam głuche telefony a te zawsze są o jednej i tej samej porze – wyjaśniła.
- Czy te telefony są z tego samego numeru czy różne? - dociekał funkcjonariusz.
- Nie wiem, nie zwróciłam na to uwagi – odpowiedziała zgodnie z prawdą.
- A może nam pani wskazać, który bądź które to są te numery – poprosiła policjantka. Ula wyjęła telefon i spisała ten numer.
- Nie domyśla się pani, kto może stać za tym wszystkim? Może jest ktoś, kogo pani odrzuciła i stąd to wszystko – padło pytanie z ust policjanta.
- Nie, nikt mi nie przychodzi do głowy – odparła.
- Jest pani pewna? Wie pani czasem urażona męska duma…
- To znaczy jest jeden taki mężczyzna, ale nie sądzę aby to był on – weszła w słowo policjantce.
- Proszę podać nam jego imię i nazwisko, a my to sprawdzimy.
- Piotr Sosnowski. Rozstałam się z nim już jakiś czas temu. To znaczy rozstałam jest nawet za dużo powiedziane. Przez chwilę spotykałam się z nim, ale to nie było nic zobowiązującego. Lecz z chwilą gdy zrozumiałam, że nic z tego nie będzie powiedziałam mu o tym i tyle. Przestałam się z nim spotykać. Później jeszcze kilka razy przyjeżdżał do mojego ojca – tłumaczyła.
- A dlaczego do pani ojca? - padło kolejne pytanie.
- W czasie jak się spotykaliśmy ja mieszkałam wraz z ojcem oraz młodszym rodzeństwem w Rysiowie. Później się wyprowadziłam wynajmując mieszkanie niedaleko rodziny, a następnie kupiłam to w Warszawie. I krótko po tym zaczęły dziać się te wszystkie dziwne rzeczy. Jeszcze, gdy mieszkałam w Rysiowie pokłóciłam się z nim, bo zaczął nachodzić coraz częściej moją rodzinę i w końcu zagroziłam, że zgłoszę to na policję i załatwię sądowy zakaz zbliżania się do nas.
- I jak on to przyjął?
- Przez pewien czas wydzwaniał do mnie, ale ja nie odbierałam, w końcu te telefony ucichły.
- Czy ten mężczyzna zna pani adres?
- Nie - odpowiedziała z całą pewnością w głosie - gdy tylko wyprowadzałam się z  rodzinnego domu, poprosiłam ojca aby nie zdradzał nikomu mojego adresu - dodała widząc pytającą minę policjanta.
- Dlaczego pani prosiła o to ojca?
- Chodziło o całkiem inną sprawę i wolałabym ją przemilczeć - odparła, lecz ci widać, że byli innego zdania, więc Ula opowiedziała pokrótce co było powodem takiego jej zachowania.
- A wie może pani gdzie możemy znaleźć tego pana Sosnowskiego również tego całego Marka Dobrzańskiego?
- Adresu nie znam, ale jest kardiochirurgiem i pracuje w szpitalu na Banacha. Natomiast jeśli chodzi o Marka to nie wierzę aby mógł się do tego posunąć. To poważny człowiek, jest prezesem dużej firmy i takim zachowaniem zaszkodził by jej wizerunkowi. Firma mieści się na ulicy Lwowskiej i nazywa się Febo-Dobrzański Fashion  – policjanci zanotowali wszystko.
- Dziękujemy pani, zajmiemy się tą sprawę niezwłocznie. List przekażemy do laboratorium w celu zdjęcia odcisków oraz sprawdzimy ten numer telefonu – usłyszała Ula, co chociaż trochę ją uspokoiło. Pożegnała się z dwójką policjantów i wróciła do domu. Postanowiła wziąć rozluźniającą kąpiel. Będąc już w wannie usłyszała dźwięk przychodzącej wiadomości, ale zignorowała ją, a później najzwyczajniej o niej zapomniała. Lecz następnego dnia po jej odczytaniu natychmiast skontaktowała się policją i przekazała jej treść.

„WIZYTA NA POLICJI NIC CI NIE POMOŻE!!!”

Ta wiadomość wywołała u niej jeszcze większy niepokój niż te kwiaty i list. Poinformowała funkcjonariuszy, że na jakiś czas zamierza zamieszać u ojca w Rysiowie. Ci uznali, że tak będzie lepiej. Oni sami nie mieli dla niej jak na razie żadnych nowych informacji. Jedynie co to zapewniali ją, że robią wszystko aby wyjaśnić tę sprawę.

Obaj panowie wciąż milczeli co było powodem dla Violetty aby tam wejść.
- A wy co nadal nic? - pytała spoglądając to na Sebastiana, to na Marka – obaj jesteście uparci jak te osły.
- Viola, ale to nie ja obraziłem… - zaczął prezes.
- Zachowujecie się jak dzieci z przedszkola – rzekła wchodząc w słowo Dobrzańskiemu. Sebastian miał coś powiedzieć, ale ta była szybsza.
- Wiecie co? Róbcie jak chcecie. Dwoje dorosłych facetów, a nie umieją się ze sobą dogadać – powiedziała i wyszła z biura.
Wieczorem Sebastian wrócił do domu i od progu rzuciło mu się w oczy, że jego narzeczonej jeszcze nie ma. Tego dnia Viola miała wyjść wcześniej z pracy i samej wrócić do domu. Olszański kilka razy próbował się do niej dodzwonić, ale bezskutecznie. Dostał tylko od niej krótką wiadomość z informacją, że dzisiaj nocuje u koleżanki. Domyślał się co jest tego powodem. Przez większą część nocy nie mógł zasnąć tylko rozmyślał nad tym co usłyszał od Violetty. Zasypiał z pewnymi postanowieniami, które miał zamiar zrealizować już następnego dnia. 
Wszedł  do sekretariatu, gdzie pracowała jego narzeczona, ale  jej nie było. Zaniepokojony tym faktem chwycił za telefon i wystukał na klawiaturze tak dobrze znany mu numer, lecz nikt po drugiej stronie nie odbierał. 
- Violetta odbierz ten cholerny telefon - mówił sam do siebie, gdy usłyszał za plecami głos prezesa.
- Violetta dzwoniła z prośbą o dzień wolnego.
- Jak to wolne? - zdziwił się Olszański - wczoraj nic mi nie mówiła, że będzie brała urlop - Marek tylko wzruszył ramionami i wszedł do gabinetu. Sebastian już był pewny, że to jest jej celowe zachowanie. I jeśli czegoś nie zrobi to straci ją.  
CDN...