piątek, 13 września 2019

ROZBITKOWIE część V

Podczas wizyty na posterunku policji Marek niewiele się dowiedział.
- Przykro nam panie Dobrzański, ale nie możemy zdradzać takich informacji, dodatkowo nie jesteście państwo rodziną – tłumaczył mu policjant.
- Ale …. ale to pan mógłby pomóc nam – rzekła policjantka – oczywiście jeśli pan chce – dodała.
- Czy ja chcę? - odpowiedział pytaniem – Nawet nie ma nad czym się zastanawiać. Zrobię co w mojej mocy aby pomóc – rzekł z całą pewnością w głosie – proszę pytać – dodał.
- Czy coś mówi panu Piotr Sosnowski?
- Tak, znam faceta.
- A wie pan jakie łączyły go relacje z panią Cieplak?
- Po tym jak rozstałem się z Ulą kilka tygodni później to z nim zaczęła się spotykać. Te spotkania stawały się z czasem coraz częstsze. On wiecznie był w jej pobliżu. W jeden z weekendów wspólnie wybrali się na żagle, innym razem był wspólny wypad w góry…. - nagle przerwał mu policjant.
- Czyżby był pan zazdrosny o pana Sosnowskiego?
- Tak – odparł zgodnie z prawdą – A pan nie był by zazdrosny, gdyby kobieta którą kocha spotykała się z innym? A nawet miała w planach wyjazd do Bostonu - dodał.
- Dobrze, ale wróćmy do sprawy – przerwała im tę wymianę zdań policjantka – czy jest coś jeszcze co może pan powiedzieć o chłopaku pani Urszuli?
- Chłopak to zbyt dużo powiedziane – powiedział z pogardą w głosie – wiem, że zdarzyło się iż ona złapała go kilka razy na kłamstwie. A tego to Ula nie znosiła.
- A co takiego zrobił ten mężczyzna?
- Jednego razu twierdził, że załatwił jej miejsce na targach mody, innym razem widziałem jak spotkał się z moją byłą, a Uli próbował skłamać, że spotkali się przypadkiem – mówił.
- Nie wierzy pan w przypadek takiego spotkania?
- Nie znają państwo mojej byłej. Jeśli to zrobiła to miała w tym swój cel. A ja doskonale wiem jaki. Chodziło o podważenie kompetencji Uli jako prezesa i zapewne chciała dowiedzieć się czegoś więcej od tego dupka.
- A czy według pana jest ktoś jeszcze, kto chciałby skrzywdzić panią Cieplak?
- Raczej nie – odparł Dobrzański – ale….., nie ten facet raczej nie.
- O kim pan mówi? - pytali policjanci.
- Bartłomiej Dąbrowski, ale z tego co mi wiadomo, to nie ma go w kraju – odparł.
Na koniec rozmowy próbował dowiedzieć się adresu jej zamieszkania, ale funkcjonariusze zasłaniając się dobrem sprawy oraz ochroną danych osobowych nie udzielili mu takiej informacji.

- Maciek nie odbiera – rzekł zawiedziony Olszański – ja już nie mam pomysłu kogo jeszcze można by spytać o nią – mówił do swojej narzeczonej.
- Ja próbowałam podpytać dziewczyny, ale też nic – padło z ust Violetty – Ale chyba mam pomysł gdzie można by się czegoś dowiedzieć.
- No mów – niecierpliwił się Sebastian.
- Może powinniśmy pojechać do Rysiowa? Wiesz jak to mówią pod latarnią zawsze najjaśniej - rzekła.
- Raczej najciemniej – poprawił kobietę.
- Moglibyśmy spróbować porozmawiać z jej rodziną – mówiła dalej nie zwracając uwagi na słowa mężczyzny.
- Viola, ale sądzisz, że jej ojciec będzie chciał z nami rozmawiać?
- Jeśli nie on to może jej rodzeństwo – zastanawiała się na głos panna Kubasińska.

Był obok swojego sekretariatu, gdy usłyszał wymianę zdań swojej sekretarki oraz jej narzeczonego.
- Proszę cię nie mów nic na razie Markowi – prosił dyrektor HR swoją narzeczoną.
- Ale on powinien wiedzieć…
- Co powinienem wiedzieć? - przerwał im tę wymianę zdań.
- A…. - miała mu powiedzieć, ale spojrzała w kierunku Sebastiana by już powiedzieć – nie nic takiego – rzekła, ale jakoś mało przekonywająco jak dla Marka. Lecz uznał, że nie zamierza się tym w tej chwili zajmować. On ma dużo ważniejsze sprawy na głowie.
I gdyby tylko wiedział, że ta dwójka również chce odnaleźć jego ukochaną może we trójkę było by łatwiej. 
Zbliżała się godzina piętnasta, gdy Violetta zapukała do gabinetu prezesa.
- Marek mam prośbę, czy mógłbyś nas to znaczy mnie i Sebulka zwolnić już? Mamy coś ważnego do załatwienia – pytała, gdy tylko przekroczyła próg jego gabinetu.
- A zrobiłaś wszystko, co zleciłem na dzisiaj? – odparł tonem, który bardziej pasował do Febo.
- Został mi jeszcze jeden raport – odpowiedziała zgodnie z prawdą – ale mogę zabrać dokumenty ze sobą i zrobić go w domu, a jutro z samego rana będzie leżał za twoim biurku – dodała zanim Dobrzański zdążył otworzyć usta.
Zgodził się mimo że nie za bardzo tego chciał. Ale z drugiej strony dzięki temu mógł zostać już sam i pomyśleć. Od tej rozmowy z policją wciąż zastanawiał się kto może stać za tym nękaniem Uli i coraz bardziej był przekonany, że to Sosnowski. Lecz jeszcze bardziej martwił się, że ona jest sama. Ta myśl nie dawała mu spokoju w dzień ani w nocy. To jeszcze bardziej potęgowało w nim złość na siebie samego oraz na tego kogoś. Tak bardzo chciałby jej pomóc, być w tej chwili obok niej, móc zamknąć ją w swoich ramionach i ochronić przed całym światem, a zwłaszcza przed tym prześladowcą. Był nawet przekonany co do winy doktorka. On zawsze wydawał mu się jakiś nieszczery wobec Ulki.

Tuż po godzinie szesnastej pod rodzinny dom Uli podjechali Sebastian wraz z Violettą. Wysiadając z samochodu na podwórzu Violetta ujrzała siostrę Uli Beatkę. Dziewczynka bawiła się skacząc na trampolinie.
- O pani Viola – usłyszeli piskliwy dziecięcy głosik.
- Witaj kochanie. Zastaliśmy może Ulę albo tatę? - pytała Viola.
- Tata śpi, a Ula już tu nie mieszka – odpowiedziała im dziewczynka z rozbrajającą szczerością.
- A wiesz może gdzie teraz mieszka? - dopytywała Kubasińska.
- Ulicy nie znam, ale wiem, że w Warszawie – mówiła mała.
- Wiesz, mamy sprawę do Uli i nie możemy się z nią skontaktować – odezwał się Olszański – a to bardzo ważne – dodał.
- Ale ja nie wiem jak nazywa się ulica gdzie mieszka Ulcia. A i jesteście kolejni, którzy o Ulę się pytają.
- Nie? - padło z ust obojga przyjezdnych.
- No nie. Był u nas pan Marek oraz ten pan Piotr – odparła dziewczynka - Ale pan Marek rozmawiał z tatą, a pana Piotra widziałam jak siedział tylko w samochodzie – mówiła.
Oboje popatrzyli na siebie ze zdziwieniem. O ile rozumieli Marka, tak zachowanie tego drugiego wydało im się dziwne.
- A wy co tu robicie? - usłyszeli za plecami.
- Witaj Maciek – odezwała się pierwsza Violetta.
- Cześć – rzekł Olszański i wyciągnął dłoń w kierunku Maćka.
- Maciuś pani Viola oraz pan Sebastian szukają Ulci – odparła za nich dziewczynka.
Ta trójka jeszcze chwilę rozmawiała, gdy z domu wyszedł Cieplak i zaprosił gości do środka.
- Panie Józefie proszę nam pomóc. Chodzi nam o Marka – odezwała się Violetta i zaczęła opowiadać o Marku. Swoje trzy grosze wtrącili również obaj panowie.
Starszy mężczyzna siedział przez kilka minut i zastanawiał się nad tym co usłyszał od tej trójki młodych ludzi. W końcu wstał od stołu i z szuflady wyjął niewielki notesik i na osobnej kartce zapisał ciąg dziewięciu cyfr i podał Violi.
- Dziękuję panie Józefie – rzekła kobieta.
Posiedzieli jeszcze jakiś kwadrans i opuścili gościnny dom Cieplaka. Ale wciąż zastanawiali się nad dziwnym zachowaniem Piotra.
- Viola czy ty wiesz co było między Ulą a tym doktorkiem? - pytał Olszański, gdy już wracali do Warszawy.
- Tego to nie wiem, ale czasami miałam wrażenie jakby ją osaczał. On w firmie potrafił być dwa trzy razy na dzień i wiecznie wydzwaniał. Kilka razy gdy Ula nie odbierała od niego telefonu to dzwonił do firmy.
- Zastanawia mnie to jego zachowanie. A dokładniej mówiąc, że nie wszedł do Cieplaka.
- A może ta mała coś pokręciła? Wiesz jak to dzieciaki coś zauważy, ale nie widzi wszystkiego, doda coś od siebie i gotowe.
Sebastian jakoś nie do końca był przekonany wyjaśnieniom swojej dziewczyny. Zastanawiał się co było przyczyną takiego zachowania doktorka. Pamiętał jak Marek opowiadał mu, że swojego czasu tamten był częstym gościem w domu Uli.
Następnego dnia, gdy zbliżała się pora lunchu Sebastian wziąwszy numer od swojej dziewczyny wszedł do gabinetu prezesa.
- Marek możesz mi poświęcić kilka minut? - padło z ust kadrowego po wzajemnym przywitaniu się obu panów.

Ula wreszcie dostała pierwsze informacje dotyczące jej sprawy. Ale te informacje nie do końca były takie jak sobie wyobrażała. Powiedziano jej, że przesłuchali już Marka Dobrzańskiego oraz Piotra Sosnowskiego.
- Pani Urszulo mamy pewność, że pierwszy z wymienionych mężczyzn nie ma nic wspólnego z tym nękaniem, ale co do drugiego mamy już jakieś podejrzenia. Lecz z powodu zbyt małej ilości dowodów nie możemy go zatrzymać – usłyszała od policjantów – Ale jest jeszcze jeden mężczyzna, o którym chcieliśmy porozmawiać.
CDN...

piątek, 6 września 2019

ROZBITKOWIE część IV

To tak bardzo boli. Kiedy
nie masz kontaktu z kimś
kogo kochasz ponad
życie. Wiesz, że się dobrze
bawi, bez Ciebie, z
kolegami, czy nawet z
dziewczynami. Zastanawiasz
się wtedy czy o Tobie
myśli. Chociaż przez chwile.
Łudzisz się, że do Ciebie
napisze, mijają godziny
i nic. Pustka. Totalna
pustka. Czujesz się źle,
bo wiesz, że tylko on Cię
uszczęśliwi. Bez niego nic
nie możesz zdziałać.



Opuścił sekretariat prezesa i poszedł do swojego gabinetu. Tam w spokoju kolejny raz mógł sobie wszystko przemyśleć. W jego głowie wciąż przewijały się słowa jego narzeczonej.
- Jakbyś się czuł gdyby to mnie tak obrażano, gdybyś nie wiedział co się ze mną dzieje, gdzie jestem?
I nagle jak grom z jasnego nieba dotarło do niego co może czuć jego nie tak dawno najlepszy przyjaciel. On Violetty nie widzi dopiero drugi dzień, a już o mały włos nie oszalał. A przecież jest w dużo lepszej sytuacji niż Marek.
- Cholera – zaklął pod nosem – ja przynajmniej wiem gdzie jest Violka i mogę w każdej chwili tam jechać, a on nie ma takiej możliwości – rozmyślał.
Te jego rozmyślania przerwało wejście Alicji Milewskiej.
- Sebastian przyszłam po te dokumenty – rzekła kobieta.
- A tak już ci je daje – wstał od biurka aby sięgnąć po teczkę z dokumentami – proszę. Ala chciałem cię o coś jeszcze zapytać – mówił.
- Słucham – odparła kobieta.
- Czy ty może wiesz co się dzieje z Ulą?
- Z Ulą? - odpowiedziała pytaniem Alicja.
- Tak z Ulą – usłyszała w odpowiedzi, spojrzała na Olszańskiego i nie bardzo wiedziała, po co mu ta wiedza.
- Powiedzmy, że wiem. Ale po co ci ta wiedza?
- Tak tylko pytam – odpowiedział, nie chciał na razie nikomu mówić co zamierza. Lecz Alicja podejrzewała go o coś więcej.
- Sebastian daj jej spokój. Ona przez długi czas nie mogła dojść do siebie po tym co jej obaj z Markiem  zrobiliście – prosiła.
Wiedział, że od swojej sekretarki nie dowie się niczego. A do Marka nie chciał iść z przeprosinami do momentu aż nie odnajdzie kobiety, którą młody Dobrzański kocha ponad własne życie.
- Chyba będzie trudniej niż myślałem - pomyślał po wyjściu kobiety

Tymczasem wczesnym popołudniem w Pomiechówku na werandzie wraz z przyjaciółką siedziała Violetta.
- Aniu ja już nie mam pojęcia jak mam do niego mówić – mówiła panna Kubasińska.
- Viola przestań się tym tak zadręczać. Sebastian jest dorosły i wie co robi – mówiła Ania - zresztą jeśli mu zależy na tobie to szybko zrozumie i jeszcze będzie cię przepraszał - dodała przyjaciółka.
Siedziały tak już dłuższą chwilę i rozmawiały na różne tematy, gdy usłyszały tak dobrze znajomy głos.
- Witam dziewczyny – odwróciły i z poważną miną odpowiedziały niemal jednocześnie.
- Cześć.
- Viola możemy porozmawiać? - prosił Olszański narzeczoną.
- To zależy o czym i czy coś zrozumiałeś – odparła mu.
- Zrozumiałem – odpowiedział
- To ja uciekam, nie będę wam przeszkadzać – powiedziała milcząca do tej pory Ania i pożegnawszy się zostawiła ich samych.

Myślała, że jak wyprowadzi się do ojca to prześladowca da jej spokój. Wręcz przeciwnie telefony nie milkły miała nawet wrażenie jakby nawet się nasiliły a SMS-y dostawała nawet kilkanaście razy dziennie. Ten ktoś pisał w nich co by z nią robił gdyby tylko byli razem, innym razem odgrażał się, że przed nim nie ucieknie i nawet wyjazd do Rysiowa jej nie pomoże. Na początku ignorowała te wiadomości, ale gdy po kilku dniach zaczął również grozić jej najbliższym natychmiast skontaktowała się z funkcjonariuszami prowadzącymi jej sprawę i przekazała treść tych wiadomości. W pracy nie umiała się na niczym skupić musiała coś zrobić, postanowiła wziąć kilka dni urlopu i zaszyć się w zaciszu własnego mieszkania. Powiedziała swojemu szefowi, że ma pilne sprawy rodzinne do załatwienia i potrzebuje około dwóch tygodni wolnego.
- Ja nie widzę problemu pani Urszulo – usłyszała.
Miała dość tych wszystkich głuchych telefonów oraz obrzydliwych wiadomości. Podjęła decyzję o zmianie numeru, ale wiedziała, że nie może tego zrobić drogą tradycyjną, bo jej prześladowca zaraz by się o tym dowiedział. Postanowiła skorzystać z możliwości jaką daje internet. I tak zmieniła operatora oraz numer telefonu, ale aby przechytrzyć tego człowieka adres doręczenia przesyłki jaki podała to był adres Alicji Milewskiej. Wreszcie miała spokój od wiecznie dzwoniącego telefonu. Jednak to tylko rozwścieczyło tego kogoś i zaczął pisać listy i podrzucać jej pod drzwi, a ona je wszystkie dostarczała na komendę.

- Alicja możesz przyjść do mnie? - usłyszała w telefonie głos młodego Dobrzańskiego.
- A może być za pół godziny? Mam dużo pracy i chciałabym to skończyć – prosiła.
- Dobrze, będę czekał – odpowiedział.
Te trzydzieści minut ciągły się niesamowicie długo. A w nim samym narastał coraz większy nie pokój.
- Była u mnie dzisiaj policja – zaczął jak tylko Milewska weszła do jego gabinetu.
- Policja? - zdziwiła się kobieta.
- Tak policja i wypytywali mnie o Ulę. Czy ty możesz mi powiedzieć co się dzieje? Co z Ulą? Czy coś się jej stało? - zasypał Milewską krótkimi pytaniami, a ona nie wiedziała co ma mu powiedzieć. Doskonale wiedziała co się dzieje, ale na wyraźną prośbę panny Cieplak miała nikomu z firmy nic nie mówić o niej samej – Ala proszę powiedz mi co się dzieje. Przecież bez powodu policja nie nachodzi ludzi – prosił.
- Marek, ale ja nie mogę ci nic powiedzieć.
- Nie możesz czy nie chcesz?
- Do czasu jak się wszystko nie wyjaśni nic nie mogę powiedzieć – usłyszał w odpowiedzi, a co jeszcze bardziej go zaniepokoiło lecz wiedział, że od Milewskiej niczego więcej się nie dowie. Postanowił, że jeszcze tego samego dnia zaraz po pracy pojedzie do Rysiowa i spróbuje porozmawiać Ulą.

- Viola ja wszystko sobie przemyślałem i zrozumiałem – mówił skruszonym głosem Olszański – tylko nie odchodź. Postaram się pogodzić z Markiem i nawet pomyślałem jak mógłbym to zrobić. Ale do tego już potrzebowałbym twojej pomocy – mówił.
- A co takiego wymyśliłeś i do czego ja ci jestem potrzebna? – zaciekawiła się jego narzeczona.
- Chciałbym spróbować najpierw skontaktować z Ulą i porozmawiać, wyjaśnić wszystko oraz prosić aby wybaczyła Markowi. A później dopiero pójdę sam do niego i przeproszę – wyjaśnił swój plan narzeczonej.
- No proszę, musiałam zastosować terapię wstrząsową abyś przejrzał na oczy – odparła dumna z siebie Violetta, że wreszcie jej chłopak zrozumiał zachowanie własnego przyjaciela. Sebastian tylko skinął głową na znak, że ta ma rację.
Plan jaki wymyślił Sebastian wydawał się dobry, żeby nie powiedzieć bardzo dobry lecz istniała jedna, ale jakże poważna przeszkoda.
- No to mamy problem, bo ja kilka razy próbowałam się do niej dzwonić lecz bezskutecznie, a teraz to chyba nawet zmieniła numer telefonu – mówiła kobieta.
- Ja próbowałem podpytać dzisiaj Alę, ale ona nic nie chciała mi powiedzieć – rzekł Olszański.
- Wiesz, a może by tak spytać jeszcze Izy albo Ani może one będą coś wiedziały – zasugerowała Violetta.
- Bardzo wątpię aby pomogły. Ja pomyślałem o Maćku. Chociaż on również może nie koniecznie będzie chciał rozmawiać – mówił Sebastian.
Wieczorem wrócili już wspólnie do mieszkania Olszańskiego, co bardzo cieszyło mężczyznę.

Pod dom rodziny Cieplaków podjechało czarne sportowe auto, z wnętrza którego wysiadł przystojny brunet.
- Marek? - usłyszał za sobą głos mężczyzny za nim dotarł do furtki.
- Witaj Maciek – przywitali się obaj uściskiem ręki, co wydawać by się mogło dość dziwne. Ale w czasie, gdy Ulka pełniła obowiązki prezesa ten widział jak młody Dobrzański próbuje pokazać, że żałuje tego jak postępował. Nawet jednego razu wspólnie rozmawiali na ten temat. I chyba właśnie po tej rozmowie Szymczyk uznał, że Marek kocha Ulę. To tego samego dnia pokazał jej list, który Marek zostawił na jej biurku. Lecz ta mimo tego nie chciała uwierzyć w jego słowa.
- Co cię sprowadza w te strony? - pytał Maciek.
- Nie co, a kto. Tylko i wyłącznie Ula. Miałem dzisiaj w firmie dziwną sytuację, byli u mnie z policji i wypytywali o Ulę. Postanowiłem mimo jej niechęci do mnie przyjechać i dowiedzieć się czy wszystko jest w porządku – tłumaczył prezes.
- Ty nadal ją kochasz? - ni to stwierdził ni to spytał Szymczyk.
- Maciek nie można przestać kochać kogoś od tak. Pokochałem ją wtedy i to się nie zmieniło i nie zmieni. Jestem tu dzisiaj by dowiedzieć się co się dzieje, a w razie konieczności pomóc. Nawet jeśli ona tego nie będzie chciała, bo przecież na tym polega miłość. Wiem, że to może wyglądać tak jakbym chciał w ten sposób odkupić swoje winy, ale tak nie jest – wyjaśnił Maćkowi.
- To może być problem, bo Ula już nie mieszka w Rysiowie. Ale to dziwne, że pytali cię o Ulkę. Widziałem się z nią nie tak dawno, ale nie wyglądała jakby miała mieć jakieś problemy - wyznał Szymczyk. Zamienili jeszcze kilka zdań po czym pożegnali się i Marek już bez przeszkód dotarł do jej domu.
Stojąc przy drzwiach wziął głęboki oddech i zapukał.
- Dzień dobry panie Józefie – przywitał się z Cieplakiem, który otworzył drzwi.
- Dzień dobry – odparł starszy mężczyzna.
- Panie Józefie ja wiem, że Ula tu nie mieszka, ale przyjechałem, bo tylko ten adres znam, a dzisiaj miałem niecodziennych gości w firmie, co bardzo mnie zaniepokoiło. Czy może mi pan udzielić kilku informacji na ten temat – mówił Marek.
Widać było, że Cieplak zastanawia się nad tym czy powiedzieć byłemu partnerowi córki o ostatnich wydarzeniach w jej życiu. Ona sama nawet własnemu przyjacielowi o tym nie mówiła.
- Proszę wejść do środka, porozmawiamy na spokojnie w kuchni przy herbacie – rzekł Cieplak zapraszając Marka do środka, gdy już obaj panowie siedzieli przy stole starszy mężczyzna zaczął.
- Od jakiegoś czasu ktoś prześladuje moją córkę. Wydzwania, wysyła obraźliwe wiadomości, podrzuca kwiaty i listy pod jej drzwi – Marek siedział i nie mógł uwierzyć w to co słyszy. W tym momencie był zły sam na siebie, że nie ma go przy niej.
- A gdzie ona jest teraz?
- Przykro mi panie Marku, ale nie mogę powiedzieć ze względu na jej bezpieczeństwo – odparł Cieplak.
- Rozumiem i nie będę nalegał. Ale mam do pana prośbę, gdyby tylko potrzebował pan czy ktokolwiek z was pomocy to proszę mi dać znać – mówił Dobrzański jednocześnie wręczając starszemu mężczyźnie swoją wizytówkę z numerem telefonu.
Wracał do Warszawy i zastanawiał się co ma zrobić, czuł się bezsilny. Kobieta, którą pokochał ponad własne życie jest w niebezpieczeństwie, a on nic nie może zrobić. Sam siebie wyzywał od najgorszych i obwiniał o to co ją spotkało. Czuł kompletną bezsilność, ale wiedział też, że musi coś zrobić i to bez względu czy ona mu wybaczyła czy też nie. Będąc już w Warszawie postanowił podjechać na komisariat i spróbować się czegoś dowiedzieć, chociaż wiedział iż to nie będzie łatwe.
- Ale to nie przeszkadza mi abym spróbował – rozmyślał.
Wszedł do środka i poprosił o możliwość rozmowy z funkcjonariuszami prowadzącymi sprawę Uli. Po dotarciu pod wskazany pokój i przedstawieniu się przeszedł do sprawy, z którą przyszedł.
- Chciałem się dowiedzieć czegoś o sprawie Urszuli Cieplak, byli państwo dzisiaj rano u mnie w firmie - wyjaśnił powód swojej wizyty w tym miejscu.
CDN...

piątek, 30 sierpnia 2019

ROZBITKOWIE część III

Siedziała w salonie i zastanawiała się co jeszcze może zrobić aby pogodzić swojego narzeczonego z Markiem. Pogodzeniem Marka z Ulą postanowiła zająć się w drugiej kolejności.
- Viola?… Viola – usłyszała głos narzeczonego, podniosła na niego nieobecny wzrok – Królestwo za twoje myśli kochanie – dodał.
- Zastanawiam się nad pewną sprawą – odpowiedziała.
- A zdradzisz co to za sprawa? Może będę mógł ci jakoś pomóc – zaoferował swoją pomoc.
- Wiesz martwię się o Marka – usłyszał w odpowiedzi.
- O Marka? - odparł ze zdziwieniem w głosie.
- Tak o Marka. Widzę jak on się zadręcza tym, że nie ma przy nim Uli, ale i nie tylko to – odparła .
- Nie? A co jeszcze – dziwił się Olszański.
- Chciałabym abyście się obaj pogodzili – padło z ust Violetty.
- Ty znowu swoje, przecież to on obraził się na mnie – odburknął Sebastian.
- Ale to ty obraziłeś kobietę, która jest dla niego najważniejsza.
- Viola nie zaczynaj.
- Ja nie zaczynam. Zastanów się jakbyś ty zareagował gdyby to o mnie tak mówiono – odparła i skończyła na tym tę rozmowę. Wiedziała, że nie ma sensu ciągnąć jej dalej.
Od tej rozmowy minęło kilka dni, ale Olszański zachowywał się tak jakby nie widział swojej winy w tym co miało miejsce jakiś czas temu. Nadal uważał, że Dobrzański przesadza. Wciąż unikali się. W końcu Violetta nie wytrzymała i gdy Marek był w swoim gabinecie zadzwoniła po Sebastiana pod pretekstem, że prezes go wzywa. Olszański nie podejrzewając niczego pojawił się w sekretariacie kilka minut później. Zapukał i po usłyszeniu zaproszenia wszedł do pokoju prezesa.
- Wzywałeś mnie – rzekł od progu Olszański.
- Ja? - zdziwił się Dobrzański.
- Nie, to ja – padło za plecami Olszańskiego, a ich oczom ukazała się panna Kubasińska – posłuchajcie mnie obaj – zaczęła za nim któryś z mężczyzn się odezwał – mam dosyć patrzenia jak chodzicie na siebie obrażeni, macie się pogodzić.
- Violuś, ale…
- Ty mi tu nie Violuś. Albo ty przeprosisz Marka, albo ja przestanę się do ciebie odzywać i wyprowadzę do rodziców – rzekła tonem nie znoszącym sprzeciwu.
Dobrzański stał przy biurku jak w murowany i nie umiał się odezwać. Violetta skończyła mówić i wyszła z gabinetu zostawiając ich samych.

Ula wróciła z pracy tego dnia znacznie później niż zwykle. Jej przełożony prosił aby została dłużej zgodziła się bez żadnego problemu. Zaraz po wyjściu z windy zauważyła na swojej wycieraczce kosz pełen czerwonych róż a w drzwi wciśniętą białą kopertę. Ze zdziwieniem w oczach podniosła ten bukiet kwiatów i po wejściu do środka najpierw szukała jakiegoś bileciku, ale nic takiego nie było.
- Dziwne ktoś przysyła mi kwiaty. Ciekawe kto to? - zastanawiała się – może chociaż ten list mi coś wyjaśni – sądziła, ale ten list był jakiś dziwny.
Bo nie został napisany odręcznie i był bardzo krótki. Składał się z jednego raptem zdania a dodatkowo jego treść ułożono z wyciętych liter. 

„BĘDZIESZ TYLKO MOJA!!!”

Tego było jak dla niej za dużo. Chwyciła torebkę umieszczając w niej ten list i szybko opuściła mieszkanie, a swoje kroki skierowała do najbliższego komisariatu policji.
- Dzień dobry, chciałam rozmawiać z kimś, kto może mi pomóc – mówiła dość chaotycznie będąc już na komendzie.
- Dzień dobry, a o co chodzi? Pytam po to aby móc skierować panią do odpowiedniego policjanta – wyjaśnił jej funkcjonariusz stojący za ladą biura informacyjnego.
- Ktoś dzisiaj przysłał mi coś takiego – wyciągnęła kopertę wraz z listem i wręczyła policjantowi. Ten spojrzał na list i już wiedział gdzie dalej pokierować kobietę.
- Proszę wejść na pierwsze piętro i udać do pokoju numer dziewięć tam będzie funkcjonariusz, który zajmie się tą sprawą.
- Dziękuję za pomoc – podziękowała i udała pod wskazany pokój. Zapukała i po usłyszeniu zaproszenia weszła do środka.
- Dzień dobry. Nazywam się Urszula Cieplak – przywitała się z funkcjonariuszami.
- Dzień dobry pani, starsza sierżant Beata Woźniak oraz młodszy aspirant Sylwester Domagała. W czym możemy pani pomóc?
- Proszę spojrzeć – wręczyła list policjantce – dostałam to dzisiaj wraz z koszem czerwonych róż – wyjaśniła Ula.
- A czy to był pierwszy taki incydent? - pytał drugi z policjantów.
- Z listem tak. Czasami znajdowałam na wycieraczce jakieś pojedyncze róże czasem inny kwiat. Ale też od jakiegoś czasu miewam głuche telefony a te zawsze są o jednej i tej samej porze – wyjaśniła.
- Czy te telefony są z tego samego numeru czy różne? - dociekał funkcjonariusz.
- Nie wiem, nie zwróciłam na to uwagi – odpowiedziała zgodnie z prawdą.
- A może nam pani wskazać, który bądź które to są te numery – poprosiła policjantka. Ula wyjęła telefon i spisała ten numer.
- Nie domyśla się pani, kto może stać za tym wszystkim? Może jest ktoś, kogo pani odrzuciła i stąd to wszystko – padło pytanie z ust policjanta.
- Nie, nikt mi nie przychodzi do głowy – odparła.
- Jest pani pewna? Wie pani czasem urażona męska duma…
- To znaczy jest jeden taki mężczyzna, ale nie sądzę aby to był on – weszła w słowo policjantce.
- Proszę podać nam jego imię i nazwisko, a my to sprawdzimy.
- Piotr Sosnowski. Rozstałam się z nim już jakiś czas temu. To znaczy rozstałam jest nawet za dużo powiedziane. Przez chwilę spotykałam się z nim, ale to nie było nic zobowiązującego. Lecz z chwilą gdy zrozumiałam, że nic z tego nie będzie powiedziałam mu o tym i tyle. Przestałam się z nim spotykać. Później jeszcze kilka razy przyjeżdżał do mojego ojca – tłumaczyła.
- A dlaczego do pani ojca? - padło kolejne pytanie.
- W czasie jak się spotykaliśmy ja mieszkałam wraz z ojcem oraz młodszym rodzeństwem w Rysiowie. Później się wyprowadziłam wynajmując mieszkanie niedaleko rodziny, a następnie kupiłam to w Warszawie. I krótko po tym zaczęły dziać się te wszystkie dziwne rzeczy. Jeszcze, gdy mieszkałam w Rysiowie pokłóciłam się z nim, bo zaczął nachodzić coraz częściej moją rodzinę i w końcu zagroziłam, że zgłoszę to na policję i załatwię sądowy zakaz zbliżania się do nas.
- I jak on to przyjął?
- Przez pewien czas wydzwaniał do mnie, ale ja nie odbierałam, w końcu te telefony ucichły.
- Czy ten mężczyzna zna pani adres?
- Nie - odpowiedziała z całą pewnością w głosie - gdy tylko wyprowadzałam się z  rodzinnego domu, poprosiłam ojca aby nie zdradzał nikomu mojego adresu - dodała widząc pytającą minę policjanta.
- Dlaczego pani prosiła o to ojca?
- Chodziło o całkiem inną sprawę i wolałabym ją przemilczeć - odparła, lecz ci widać, że byli innego zdania, więc Ula opowiedziała pokrótce co było powodem takiego jej zachowania.
- A wie może pani gdzie możemy znaleźć tego pana Sosnowskiego również tego całego Marka Dobrzańskiego?
- Adresu nie znam, ale jest kardiochirurgiem i pracuje w szpitalu na Banacha. Natomiast jeśli chodzi o Marka to nie wierzę aby mógł się do tego posunąć. To poważny człowiek, jest prezesem dużej firmy i takim zachowaniem zaszkodził by jej wizerunkowi. Firma mieści się na ulicy Lwowskiej i nazywa się Febo-Dobrzański Fashion  – policjanci zanotowali wszystko.
- Dziękujemy pani, zajmiemy się tą sprawę niezwłocznie. List przekażemy do laboratorium w celu zdjęcia odcisków oraz sprawdzimy ten numer telefonu – usłyszała Ula, co chociaż trochę ją uspokoiło. Pożegnała się z dwójką policjantów i wróciła do domu. Postanowiła wziąć rozluźniającą kąpiel. Będąc już w wannie usłyszała dźwięk przychodzącej wiadomości, ale zignorowała ją, a później najzwyczajniej o niej zapomniała. Lecz następnego dnia po jej odczytaniu natychmiast skontaktowała się policją i przekazała jej treść.

„WIZYTA NA POLICJI NIC CI NIE POMOŻE!!!”

Ta wiadomość wywołała u niej jeszcze większy niepokój niż te kwiaty i list. Poinformowała funkcjonariuszy, że na jakiś czas zamierza zamieszać u ojca w Rysiowie. Ci uznali, że tak będzie lepiej. Oni sami nie mieli dla niej jak na razie żadnych nowych informacji. Jedynie co to zapewniali ją, że robią wszystko aby wyjaśnić tę sprawę.

Obaj panowie wciąż milczeli co było powodem dla Violetty aby tam wejść.
- A wy co nadal nic? - pytała spoglądając to na Sebastiana, to na Marka – obaj jesteście uparci jak te osły.
- Viola, ale to nie ja obraziłem… - zaczął prezes.
- Zachowujecie się jak dzieci z przedszkola – rzekła wchodząc w słowo Dobrzańskiemu. Sebastian miał coś powiedzieć, ale ta była szybsza.
- Wiecie co? Róbcie jak chcecie. Dwoje dorosłych facetów, a nie umieją się ze sobą dogadać – powiedziała i wyszła z biura.
Wieczorem Sebastian wrócił do domu i od progu rzuciło mu się w oczy, że jego narzeczonej jeszcze nie ma. Tego dnia Viola miała wyjść wcześniej z pracy i samej wrócić do domu. Olszański kilka razy próbował się do niej dodzwonić, ale bezskutecznie. Dostał tylko od niej krótką wiadomość z informacją, że dzisiaj nocuje u koleżanki. Domyślał się co jest tego powodem. Przez większą część nocy nie mógł zasnąć tylko rozmyślał nad tym co usłyszał od Violetty. Zasypiał z pewnymi postanowieniami, które miał zamiar zrealizować już następnego dnia. 
Wszedł  do sekretariatu, gdzie pracowała jego narzeczona, ale  jej nie było. Zaniepokojony tym faktem chwycił za telefon i wystukał na klawiaturze tak dobrze znany mu numer, lecz nikt po drugiej stronie nie odbierał. 
- Violetta odbierz ten cholerny telefon - mówił sam do siebie, gdy usłyszał za plecami głos prezesa.
- Violetta dzwoniła z prośbą o dzień wolnego.
- Jak to wolne? - zdziwił się Olszański - wczoraj nic mi nie mówiła, że będzie brała urlop - Marek tylko wzruszył ramionami i wszedł do gabinetu. Sebastian już był pewny, że to jest jej celowe zachowanie. I jeśli czegoś nie zrobi to straci ją.  
CDN...

piątek, 23 sierpnia 2019

ROZBITKOWIE część II

Lecz podczas jednej z takich wizyt Piotr stracił w oczach Józefa.
- Piotr coś ty taki nie w humorze? - pytał starszy mężczyzna.
- A nic takiego panie Józefie – odparł Sosnowski.
- Chyba jednak coś jest na rzeczy. Mów może będę mógł ci jakoś pomóc – zachęcał go Cieplak.
Sosnowski siedział chwilę i wyglądał tak jakby zastanawiał się czy powiedzieć co go męczy. Chociaż słowo „męczy” jest nie adekwatne do tego co czuł. W nim kipiała złość, bo jego wyjazd do USA nie doszedł do skutku.
- A, bo wie pan razem z Ulą mieliśmy lecieć do USA… - zaczął Piotr.
- Mieliście? - wtrącił się Cieplak.
- No tak. Ula nie wspominała panu o tym? - mówił zdziwiony Piotr.
- Nie – odparł Józef.
Piotr niby z udawanym smutkiem w głosie mówił, że przez to iż wciąż czekał na decyzję Uli, ten wyjazd przeszedł mu koło nosa. A przecież to miał być ważny staż dla niego samego. Dzięki temu mógł zdobyć większe doświadczenie.
Po tej wizycie Cieplak miał mieszane uczucia co do tego, który z tych dwóch mężczyzn byłby lepszy dla jego córki. Lecz również nie wiedział co myśleć o tym, co mówił Sosnowski. W końcu postanowił porozmawiać z Ulą. Zadzwonił i umówił się z córką na następny dzień.
- Ula był u mnie wczoraj Piotr – zaczął w pewnym momencie Cieplak. Ula spojrzała na ojca z niemym pytaniem w oczach.
- Nie złość się córcia. Ale ja nie o tym chciałem rozmawiać. Tylko o twoim wyjeździe z Piotrem do USA – wyjaśnił jej ojciec.
- O...moim...wyjeździe? - mówiła.
- No tak. Wczoraj mówił o tym wyjeździe…
- Tato – weszła mu w słowo Ula – ja nigdy nie zamierzałam z nim wyjechać. Owszem proponował mi to, ale ja z nim rozstałam się w dniu wypadku Marka. Powiedziałam mu, że to nie jego kocham. Dodatkowo od samego początku wiedziałam, że nie wyjadę z nim więc nawet nie zawracałam wam tym głowy, samej sobie również. Zrozum tato, moje serce pokochało tego łotra Marka, kocha i nadal będzie go kochać – widać było, że słowa Uli dały ojcu do myślenia. Owszem może i był zły na córkę za jej zachowanie, ale po tej rozmowie zaczął dostrzegać rysy na wizerunku Piotra, a inaczej myślał o Dobrzańskim juniorze. Co by nie powiedzieć o Marku to ten nigdy nie próbował odciągać Uli od rodziny.
Ula z rodzinnego domu wychodziła wściekła na Sosnowskiego. Jeszcze tego samego dnia zadzwoniła do niego.
- Możesz mi powiedzieć co ty wyprawiasz? - krzyczała do słuchawki zdenerwowana Ula zaraz po tym jak Piotr odebrał telefon.
- Mnie również jest miło Cię słyszeć – odparł
- Co chciałeś osiągnąć mówiąc mojemu ojcu o wyjeździe do Stanów? Czy ja nie dość jasno się wyraziłam, co do twoich planów? - mówiła zdenerwowana.
- Ula proszę nie krzycz. Ja myślałem, że…
- Że co, że jak nie jestem z Markiem to będę z tobą?
- Ula, a może tak spotkajmy się i wówczas na spokojnie porozmawiamy – zaproponował Sosnowski.
- Zapomnij. Nie mam ochoty z tobą się widzieć ani rozmawiać. A i jeszcze jedno przestań nachodzić moją rodzinę, bo jak nie to załatwię ci sądowy zakaz zbliżania się do nas wszystkich – powiedziała i nie czekając na odpowiedź z drugiej strony rozłączyła się.
Piotr jeszcze przez kilka dni próbował skontaktować się z nią, ale ta uparcie odrzucała każde przychodzące połączenie. W końcu te telefony ucichły, ale i nie tylko telefony od Piotra również Marek przestał wydzwaniać, pisać SMS-y, wiedziała od ojca o wizytach Marka, a jednak nie potrafiła się przełamać i spotkać czy chociażby porozmawiać z nim przez telefon. Od Ali wiedziała, że Marek nie wrócił do Pauliny i ponownie objął stanowisko prezesa. Im dłużej trwała ta ich rozłąka tym trudniej jej było się przemóc.

Coraz bardziej stawała się odludkiem. Zawsze znalazła wymówkę od jakichkolwiek spotkań. Nigdy nie była duszą towarzystwa, nawet gdy pracowała w F&D stroniła od spotkań towarzyskich. Tam chociaż miała trzy bliskie przyjaciółki, a w nowym miejscu pracy jakoś nie bardzo miała ochotę na bliższe kontakty. Jej każdy dzień wyglądał niemalże tak samo praca, której oddała się bez reszty, dom, a czasami wizyta u rodziny.
Od dnia kiedy przeszła przemianę robiła wrażenie na wielu mężczyznach. Kilka razy miała propozycje spotkań, ale ona nie była zainteresowana żadnym z nich, bo każdego porównywała z Markiem. 

Tak upłynęły już dwa lata, a ta dwójka wciąż nie umiała znaleźć wspólnej drogi. Ula w międzyczasie zdążyła ponownie przeprowadzić się do kupionego mieszkania w Warszawie. Marek wciąż mieszkał na Siennej, ale żył jak mnich. Nadal nie odzywał się z Sebastianem. Co dziwiło wiele osób, bo przecież ta dwójka stanowiła nierozłączny duet.
- Nie uważasz, że to dziwne? Nie odzywają się do siebie już tyle czasu. Dodatkowo nasz prezes od kiedy nie ma tu tej Cieplak chodzi ponury i na wszystkich wrzeszczy. Coraz bardziej zaczyna przypominać wiecznie złego Aleksa - usłyszał kiedyś Marek rozmowę dwóch pracowników stojących przy recepcji.
- Może i tak, ale widocznie nasz prezes rzeczywiście miał powód aby się pokłócić z tym durnym Olszańskim. A Cieplak... – odparł jeden z nich lecz nie zdążył dokończyć, bo ktoś im przerwał.
- A wy co nie macie nic do roboty? - usłyszeli za plecami głos prezesa.
- Yyy… - nie wiedzieli co powiedzieć.
- Oboje panowie możecie zapomnieć o najbliższej premii – usłyszeli.
Wszedł do sekretariatu i rzucił do Violetty.
- Przejdź po działach i ogłoś, że za godzinę odbędzie się zebranie w sali konferencyjnej, a obecność jest obowiązkowa.
Violetta bez szemrania wykonała jego polecenie. Wszedł na salę, gdzie byli już wszyscy i po przywitaniu się ogólnym dzień dobry zaczął.
- Szanowni państwo pragnę wszystkich poinformować, że jeśli usłyszę jakiekolwiek plotki lub też obrażanie innych będę wyciągał odpowiednie konsekwencje. W pierwszej kolejności polecę po premii, a w dalszej kolejności będę zwalniał. Czy wszyscy zrozumieli?
- Marek czy ty nie przesadzasz? - usłyszał głos Olszańskiego.
- Nie, nie przesadzam. Jak komuś się nie podoba to może odejść z firmy – odpowiedział – nie pozwolę aby w tej firmie obrażano kogokolwiek.
- A ty wciąż o tym samym czy mi się tylko tak wydaje – to całe zebranie w tym momencie przerodziło się w wymianę zdań między prezesem a dyrektorem HR.
- Mówię o tym samym i nie tylko – odparł.
- Wiesz stajesz się monotematyczny. Jej już nie ma…
- Sebastian przestań – wtrąciła się Violetta widząc, że zaczyna być gorąco między tą dwójką.
Sebastian zamilkł i obrażony teraz już nawet na swoją narzeczoną wyszedł z konferencyjnej. Marek podziękował wszystkim po czym opuścił salę.

- Czy ty musisz być dla Marka taki nieuprzejmy? - mówiła z pretensjami w głosie panna Kubasińska wieczorem do swojego narzeczonego.
- Bo ten dupek już całkiem zwariował, ciekawe co on jeszcze wymyśli – odparł wyniośle Olszański.
- Dupek to jest z ciebie wiesz? - odparła, obróciła się na pięcie i wyszła z mieszkania trzaskając drzwiami. Ona w przeciwieństwie do swojego chłopaka doskonale rozumiała młodego Dobrzańskiego. Do domu wróciła po godzinie i już od progu usłyszała.
- Viola gdzie ty byłaś? Próbowałem się do ciebie dodzwonić.
- Musiałam się przejść i chwilę pobyć samej – usłyszał w odpowiedzi.
- Martwiłem się o ciebie kochanie – powiedział do dziewczyny.
- Widzisz ty martwiłeś się o mnie jak tylko nie wiedziałeś co się ze mną działo przez godzinę. To teraz wyobraź sobie co czuje Marek nie mając pojęcia co u Ul, aa dodatkowo jeszcze inni jej ubliżają – rzekła kobieta. Tymi słowami dała nieco do myślenia Olszańskiemu. Lecz nie sądziła aby to coś zmieniło w zachowaniu Sebastiana wobec Marka. Viola nawet pewnego dnia sama chciała spróbować skontaktować się z Ulą, ale ta najwyraźniej nie chciała rozmawiać z nikim z firmy. Ale Violetta nie miała zamiaru poprzestać. Chciała najpierw pogodzić tych dwoje przyjaciół, a później sprawić aby Ula wybaczyła Markowi. Miała już pewien plan co do tej drugiej pary, gorzej rzecz miała się w tej pierwszej kwestii. Obaj panowie byli tak samo uparci i chwilami miała wrażenie, że do nich nic nie dociera.
- Do was to jak kaszą o ścianę – mówiła kiedyś do Sebastiana.
- Kochanie nie mam zamiaru z nim rozmawiać. Ostatnio zrobił się taki sam jak Febo. Wszystko mu przeszkadza, nic nie pasuje – mówił Sebastian.
Innym razem próbowała rozmawiać z Markiem, ale to też na niewiele się to zdało.
- Marek czy nie szkoda ci takiej przyjaźni? - pytała na krótko po ich kłótni.
- Nie, nie szkoda, bo ja nie pozwolę aby ktokolwiek obrażał Ulę. A skoro on nie potrafi tego zrozumieć to już jego problem – mówił.
Violetta jeszcze kilka razy próbowała ich ze sobą pogodzić, ale w końcu się poddała.
Co do planu w związku z Ulą i Markiem potrzebowała pomocy, ale nie bardzo wiedziała do kogo się o tę pomoc zwrócić.

Po upływie kilku tygodni jak wprowadziła się do nowego mieszkania miało miejsce kilka dziwnych wydarzeń.
CDN...