piątek, 8 marca 2019

WYZNANIE część II

Było po szesnastej gdy pod jej dom podjechała taksówka wraz z Markiem. Zapłacił za kurs, podziękował i wysiadł. Przystanął jeszcze na  moment przy furtce tak jakby zastanawiał się czy dobrze robi. 
- Weź się chłopie w garść - mówił sam do siebie.
Nawet nie wiedział kiedy, a znalazł się pod jej drzwiami. Uniósł rękę na wysokość dzwonka i nacisnął kilka razy. 
- Co ty tu robisz? - usłyszał gdy tylko otworzyły się drzwi.
- Chciałem porozmawiać, wyjaśnić, a przede wszystkim przeprosić - mówił patrząc Uli prosto w oczy. Oczy, które były mokre od łez, pełne smutku i rozpaczy. Widok ten przeraził go tak mocno, że aż miał ochotę palnąć sobie w łeb.
- Lecz ja nie chcę z tobą rozmawiać i kolejny raz wysłuchiwać kłamstw, którymi byś mnie uraczył. Więc proszę cię, abyś zostawił mnie w spokoju i pojechał do siebie - usłyszał.
- Ale... - chciał coś jeszcze powiedzieć lecz mu przerwała
- Nie ma żadnego "ale". Jutro przywiozę moje wypowiedzenie - rzekła i zamknęła mu drzwi przed nosem. 
Marek stał jeszcze chwilę po czym odwrócił się i opuścił posiadłość Cieplaków. Czekając pod jej domem na zamówioną taksówkę miał czas na rozmyślania. 
- Coś ty chłopie myślał, że jak cię zobaczy to rzuci ci się w ramiona? Dobrzański jesteś ostatnim kretynem, idiotą i Bóg jeden raczy wiedzieć kim jeszcze. Miałeś przy swoim boku cudowną, wspaniałą kobietę. Ale nie, ty musiałeś to spieprzyć koncertowo - mówił do siebie. 

Gdy tylko włączył telefon aby zadzwonić po taksówkę, na wyświetlaczu ujrzał kilka nieodebranych połączeń. Trzy były od Pauliny, dwa od Sebastiana oraz kilka od matki. 
- Czego oni jeszcze chcą? - pomyślał.
Niespełna godzinę później był przed jeszcze swoim i Pauliny domem. Podchodząc do drzwi ujrzał swoje dwie już spakowane walizki. Doskonale wiedział co to oznacza. Wszedł jeszcze do środka, aby zamienić kilka słów z Pauliną, a raczej poinformować ją o planach względem domu.
- Widzę, że nie marnowałaś czasu - rzekł wskazując palcem walizki i zanim przeszedł do meritum sprawy.
- A co, miałam czekać jak wrócisz? - usłyszał wyniosły ton swojej byłej narzeczonej.
- Właśnie tylko w połowie więc jeśli chcesz tu mieszkać sama to musisz mnie spłacić - odparł równie wyniośle co ona.
- No ty chyba sobie żartujesz - mówiła z niedowierzaniem - nie dość, że zmarnowałam przy tobie kilka ładnych lat, że wiecznie mnie zdradzałeś  i to ty ze mną zerwałeś, to jeszcze oczekujesz spłaty połowy domu?
- A co mam ci dać go w prezencie? Nie bądź śmieszna. To, że jesteś wpisana jako współwłaściciel nic nie znaczy. Stało się tak za namową mojej matki i nic więcej. Opłaty, raczę ci przypomnieć ponosiłem ja  - odpowiedział.
- Nie zapłacę ci ani grosza - wykrzyczała mu prosto w twarz.
- Masz czas do końca następnego tygodnia. Jeśli tego nie zrobisz pójdę z tym do sądu - mówił spokojnie co Febo doprowadzało do jeszcze większej furii.
Nie żegnając się z Pauliną wyszedł z domu i przez moment zastanawiał się gdzie spędzi najbliższą noc, a może i najbliższe dni. Pewien był jednego, że nie pojedzie do domu rodziców. Nie miał ochoty wysłuchiwać matki i jej namawiania go do powrotu do Febo. Owszem miał poparcie ze strony ojca, ale nie chciał się kłócić z matką. Postanowił pojechać do Sebastiana. Najpierw jednak udał się po samochód, który od rana stał pod firmą. Do Uli po zarządzie pojechał taksówką, bo obawiał się, że ta jazda mogłaby skończyć się dla  niego źle. Zdawał sobie sprawę, że będąc w takim stanie emocjonalnym prędzej by się rozbił niż dojechał gdziekolwiek. 
Wciąż był zdenerwowany, ale zdążył nieco ochłonąć. Postanowił, że przez kilka dni nie będzie kontaktował się z Cieplak, chociaż wiedział jakie to będzie trudne.
- Muszę pozwolić jej ochłonąć i przemyśleć wszystko. Spróbuję skontaktować się z Ulą może po weekendzie? - rozmyślał.
Lecz jak to mówią nie zawsze nasze plany układają się po naszej myśli. I co sobie zaplanujemy ma się nijak do rzeczywistości.

- Cześć stary - usłyszał na przywitanie Dobrzański.
- Cześć, mam prośbę możesz mnie przenocować przez kilka dni? - zapytał po tym jak się przywitał.
- Pewnie, nie ma sprawy. A możesz powiedzieć co się stało? Pokłóciłeś się z Pauliną? - dopytywał dyrektor.
- Rozstałem się z Pauliną i zanim coś znajdę muszę gdzieś się przekimać... - mówił, ale przerwał mu w trakcie Olszański.
- Zaraz, zaraz jak to zerwałeś z Febo. Czyś ty na łeb upadł czy może brzydula już tak ci w głowie namieszała? - dopytywał nie zważając na minę Marka na dźwięk słowa brzydula. 
- Nie nazywaj tak Uli. Kocham ją i tak już zostanie. 
- Marek, ale spójrz jak ona wygląda. 
- No jak - krzyknął Marek, miał dość tej dyskusji. Był coraz bardziej wściekły na Sebastiana. Myślał, że przyjaciel go zrozumie, ale nie ten jeszcze z niego szydzi i wciąż nabija się z jego ukochanej kobiety. Po chwili wstał z kanapy i skierował się w stronę wyjścia.
- Marek co ty robisz, gdzie idziesz?  - odezwał się skonsternowany Olszański zachowaniem kolegi.
- Wychodzę, nie zamierzam wysłuchiwać obelg w kierunku Uli. Wolę wyjść niż przyłożyć ci w gębę - usłyszał w odpowiedzi i po chwili już Marka nie było.
Postanowił jednak pojechać do rodziców. Będąc już na miejscu w pierwszej kolejności wysłuchał co matka miała do powiedzenia.
- Synku, proszę przemyśl to jeszcze, przecież Paulinka to taka wspaniała partia na żonę.
- A i dlatego mam się  z nią ożenić? A gdzie miłość i te wszystkie inne rzeczy? - pytał 
- Na miłość przyjdzie również czas - odparła
- Ty chyba sama nie wierzysz w to co mówisz. Mam najpierw się ożenić, a później dopiero zakochać? To jakieś niedorzeczności. Powiem to ostatni raz. Nie wrócę do Pauliny, bo jej nie kocham. Kocham inną kobietę i z nią mam zamiar spędzić resztę życia. I nic mnie nie powstrzyma przed tym - odpowiedział matce. 
- Tak słyszałam od ojca, że zakochałeś się innej, lecz nie wyjawił mi jak nazywa się ta kobieta - odparła.
- To Ula Cieplak - ta informacja spowodowała, że Helena doznała szoku.
-Ta Cieplak? - wykrztusiła 
- Tak, ta sama mamo - odparł z uśmiechem na twarzy. 
- Ale...
- Nie ma żadnego "ale" mamo. Kocham Ulę i to się nie zmieni. 
- A co z Paulinką? - padło z ust Heleny.
- Nie interesuje mnie twoja pupilka. Ja wyprowadziłem się z domu, a raczej ona wyrzuciła mnie z niego. Lecz to żadna strata. Ja z przyjemnością wyprowadziłem się stamtąd, a ona ma mi spłacić połowę wartości domu - oznajmił 
- Jak możesz być taki podły. Najpierw ją zostawiasz dla jakiejś tam asystentki, a dodatkowo żądasz od niej pieniędzy - już krzyczała Helena, czym spowodowała pojawienie się w salonie Krzysztofa.
- Heleno czemu tak krzyczysz?
- Czy ty wiesz dla kogo on - wskazała palcem na Marka - zostawił Paulinkę i dodatkowo każe jej spłacić połowę domu?
- Tak wiem kogo kocha nasz syn. A że oczekuje spłaty nie widzę niczego złego. Niby byli współwłaścicielami więc skoro ona tam zostaje to połowa wartości należy się Markowi - senior poparł syna czym jeszcze bardziej rosierdził żonę. Lecz ta już nic nie odpowiedziała tylko wyszła z salonu i udała do sypialni obrażona na nich. Oboje mieli wrażenie jakby do Heleny nie docierało, że Marek i Paulina to już przeszłość. 

Następnego dnia Marek nie pojawił się w pracy natomiast Ula przyjechała przywożąc swoje wypowiedzenie. Z powodu nieobecności Marka z pismem udała się do Krzysztofa. O absencji Marka dowiedziała się od Violetty. 
- Dzień dobry panie prezesie, mogę zająć chwilę? - zapytała po otwarciu drzwi od jego gabinetu.
- Witam pani Urszulo, proszę wejść i wyjawić cel swojej wizyty - odpowiedział senior Dobrzański, chociaż domyślał się z jakiego powodu Ula zawitała na trzecie piętro.
- Chciałam to dać panu i prosić o podpisanie - odparła.
- A czy może mi pani poświęcić kilka minut i wysłuchać mnie? - zapytał prezes wpatrując się w kobietę, którą pokochał jego syn.
- Oczywiście - odpowiedziała nie przeczuwając co chce jej powiedzieć senior.
- Na samym początku chcę przeprosić, że ośmielam się o tym mówić, może również pani pomyśleć, że się wtrącam. Dobrze wiem co uczynił pani mój syn. On sam mi się do tego przyznał i osobiście nie popieram tego, bo przecież nie tak go wychowaliśmy lecz czasu nie cofnę ani ja, ani nikt inny. Chcę prosić panią, aby nie rezygnowała z pracy, ale i nie tylko z niej. Wiem, że kocha pani mojego syna, a on również panią pokochał. 
- Panie Krzysztofie on mnie oszukał, wykorzystał. Ja już nie wierzę w tę jego miłość, i przepraszam, ale nie chcę o tym rozmawiać - usłyszał prezes - proszę niech pan podpisze to wypowiedzenie - poprosiła Ula i spojrzała na prezesa oczami pełnymi łez. W tej chwili senior Dobrzański zrozumiał jak wielką krzywdę musiała doznać ta kobieta od jego syna. Gdy tylko ta opuściła gabinet chwycił za telefon i zadzwonił do Marka i streścił mu rozmowę z Ulą. Ta wiadomość nie nastroiła go optymistycznie. Przez kilka kolejnych godzin siedział we  własnym pokoju i zastanawiał  się co jeszcze może zrobić aby Ula mu wybaczyła. 

Przebrany w oficjalny strój wsiadł  do swojego Lexusa i pojechał w dobrze znanym mu kierunku. Postanowił jeszcze raz porozmawiać z Ulą. Po kilkudziesięciu minutach parkował pod jej domem,  z mocnym postanowieniem przeszedł przez bramkę i zadzwonił raz, drugi lecz nikt nie otworzył. Doskonale wiedział, że Ula jest w domu, widział ruch zasłony w jej pokoju. 
- Ula proszę otwórz i porozmawiaj ze mną. Wiem, że jesteś w domu - prosił mówiąc wiedząc, iż ona stoi za drzwiami - nie odejdę stąd aż nie pozwolisz mi wszystkiego wyjaśnić - dodał. 
Usiadł na jednym ze schodów i spojrzał w kierunku okna po czym wyciągnął telefon z wewnętrznej kieszeni marynarki i wystukał treść wiadomości. 

"JA TYLKO CIEBIE MAM 
 TYLKO TOBIE SERCE DAM
 TĘSKNIĘ ZA TOBĄ NOCĄ I DNIEM
 JAK WYZNAĆ CI MAM, ŻE KOCHAM CIĘ"  - i nacisnął wyślij. Gdy nie było żadnej reakcji postanowił wysłać kolejną wiadomość.

"W MOIM ŻYCIU ZJAWIŁAŚ SIĘ NAGLE, JAK OBŁOK NA NIEBIE. TERAZ CIĄGLE MYŚLĘ  O TOBIE I SMUTNO MI BEZ CIEBIE". 

Nie wiedział ile czasu minęło kilka minut, a może kilkadziesiąt lecz wciąż nie było żadnej reakcji ze strony Uli. Ale on postanowił, że nie odpuści i tak długo będzie siedział przed jej domem aż ta da mu szansę na wyjaśnienie. W końcu usłyszał jakiś szelest za sobą odwrócił się i zadarłszy głowę do góry ujrzał Ulę. Ta podeszła do niego i przysiadła tuż obok. 
- Długo zamierzasz tu siedzieć? - zapytała.
- Tak długo aż pewna kobieta, którą kocham pozwoli mi wyjaśnić kilka spraw - odparł z powagą w głosie.
- A co jeśli ona tego nie zechce? - padło kolejne pytanie.
- To nadal tu będę siedział. Raz odpuściłem, ale kolejny raz tego nie uczynię. Ula proszę tylko o kilka minut, jeśli po tym co powiem wciąż nie będziesz chciała mnie znać, to... - zamilkł, nie umiał dokończyć zdania, a raczej nie chciał tego mówić. 
- To... - powtórzyła za nim ostatnie słowo.
- Odejdę i pozwolę ci o sobie zapomnieć, chociaż ja o tobie nie zapomnę nigdy - usłyszała. 
Zapanowała między nimi cisza, którą przerwał Marek i zaczął swoją opowieść jednocześnie tłumacząc swoje postępowanie względem niej samej. Przez jakiś czas mówił patrząc gdzieś przed siebie, gdy zaczął mówić o nich i o tym kiedy zrozumiał swoje uczucia do niej odwrócił swą twarz w kierunku jej samej. Ula siedziała ze spuszczoną głową, a na schody kapały wielkie jak groch łzy. Marek podniósł się z zajmowanego miejsca i schodząc dwa schody niżej przykucnął przed nią. Delikatnie uniósł jej głowę, aby ich spojrzenia się skrzyżowały po czym rzekł.
- Ula ja zrozumiałem jak wielką krzywdę ci wyrządziłem i strasznie mi przykro. Wiem, że nie powinienem cię prosić o cokolwiek  lecz to czynię. Proszę wybacz mi, nie potrafię bez ciebie żyć. To ty nadajesz memu życiu sens. Dla ciebie rozstałem się z Pauliną, bo zrozumiałem, że szczęśliwy związek to taki gdzie jest miłość. A przy niej tego nie było, to co nas łączyło, to tylko przyzwyczajenie. Przy tobie poznałem, a przede wszystkim zrozumiałem czym jest miłość. I to właśnie czuję do ciebie. To ciebie kocham. Proszę uwierz mi - kiedy skończył, a z jej strony nie było żadnej reakcji podniósł się, ostatni raz spojrzał na nią i zamierzał odejść. Powiedział jej prawdę, wyznał swoje uczucia nic więcej nie mógł zrobić. 
- Marek - usłyszał jak wymawia jego imię i już wiedział, że jeszcze nie wszystko stracone. W mgnieniu oka był przy niej i nie zważając co zrobi zamknął ją w swych ramionach. 
W tej jednej chwili oboje już wiedzieli, że od teraz  będą razem. Każde z nich zrozumiało, iż nie potrafią żyć bez siebie. Kolejny już raz zwyciężyła miłość. A tych dwoje stało się nierozłączne. Kilka miesięcy później ta wielka miłość zaprowadziła ich przed ołtarz w Rysiowskim kościele. Z czasem i sama Helena zaczęła przekonywać się co do słuszności wyboru Marka. Lecz zanim do tego doszło wiele razy rozmawiała ze swoim mężem. 
KONIEC.

piątek, 1 marca 2019

WYZNANIE część I

Była w domu sama. Ojciec wraz z rodzeństwem wyjechał na kilka dni do rodziny w góry. W obecnej sytuacji było jej to na rękę. 
- Przynajmniej nie widzą jak wyglądam i nie martwią się, zwłaszcza tata. A ja mogę wszystko sobie przemyśleć i zdecydować co dalej - rozmyślała. 

To co wydarzyło się w ostatnich dniach było jak cios zadany bardzo ostrym sztyletem i to prosto w serce. I gdy już myślała, że gorzej być nie może okazało się, że może i to dużo gorzej.
- No i jak? Udało się, panna brzydka uratowała nas wszystkich? - pytał Olszański Marka, gdy ten wyszedł z konferencyjnej. Chociaż to nie z nim chciał w tej chwili rozmawiać prezes, ale z Ulą. 
- Udało się, nadal jestem prezesem - odparł od niechcenia Marek.
- No to teraz możesz wziąć ślub z panną Febo, a pannę brzydką posłać jak najdalej stąd, może kup jej bilet na przykład na Malediwy, aby tylko nie przeszkodziła w ceremonii ślubnej - mówił uradowany swym pomysłem kadrowy. A w Marku gotowała się krew na to co mówił Sebastian, lecz nie chcąc robić sensacji zaciskał ze złości zęby. Chociaż, gdy ten kolejny raz nazwał Ulę panna brzydka miał ochotę mu przywalić. 
Ula więcej nie chciała słyszeć pobiegła do swojego gabinetu i spakowawszy swoje rzeczy niczym strzała z łuku wybiegła wpadając wprost na Marka. 
Nie chciała z nim rozmawiać, ale on zatrzymał ją tuż przy windzie.
- Ula proszę daj sobie wyjaśnić - prosił lecz jak widać na nic zdały się jego prośby.
- Nie mamy o czym rozmawiać. Jesteś zwykłą gnidą, podłym intrygantem, kłamcą i oszustem - mówiła ze łzami w oczach, odwróciła się i wsiadła do windy on stał jakby go przymurowali do podłogi. Ocknął się, gdy usłyszał jak rusza winda. Poderwał się i ile sił w nogach zbiegł na dół tam już Ula wychodziła z budynku.
- Ula proszę - krzyknął za nią, ale ona zdawała się nie słyszeć tego wołania. Wsiadła do stojącego samochodu, w którym czekał na nią Maciek. Niemal całą drogę przepłakała. 
- Ty go naprawdę kochasz - usłyszała coś co zabrzmiało bardziej jak stwierdzenie niż pytanie. 
- Tak i to jest najgorsze w tym wszystkim. Mimo, że zakpił ze mnie, oszukał, mamił obietnicami bez pokrycia ja nie umiem przestać go kochać. 
- Wiesz, a może powinnaś wyjechać wraz z tatą i dzieciakami na te kilka dni. Oderwiesz się od tego i może nabierzesz trochę dystansu do  wszystkiego. 
- Raczej nie, wolę zostać sama - odparła 
- Zrobisz jak będziesz chciała. 
Będąc na miejscu każde poszło w swoją stronę.
W domu zastała jeszcze swoją rodzinę, z którą pożegnała się odprowadzając ich do furtki. 
Od ponad godziny była sama i wciąż zastanawiała się, co zrobiła takiego złego, że cały czas miała pod górkę. Najpierw śmierć mamy później rozstanie z Bartkiem, a teraz jeszcze to. Myślała, że dla Marka coś znaczy, że on ją kocha tak jak ona jego. I tego "że" było wiele więcej, a wyszło jak wyszło. 

Zebranie dobiegło końca i nikt nawet nie zauważył, że coś się wydarzyło w ciągu ostatnich kilku minut. Marek wrócił do sali i usłyszał jak jego matka wraz z Pauliną rozmawiają o ślubie. Nagle poczuł, że to jest najlepszy moment, aby zakończyć ten chory związek. 
- Żadnego ślubu nie będzie - odezwał się siadając na swoim miejscu.
Paulina spojrzała na niego jak na jakiegoś obcego tak samo wyglądała Helena Dobrzańska, Aleks miał to kompletnie gdzieś. Jedynie widać było, że Krzysztof ucieszył się z takiego obrotu sprawy. Wbrew temu co sądzono senior Dobrzański nie przepadał za swoją przyszłą synową. Uważał ją za wyniosłą, zarozumiałą osobę, bo czasami zachowywała się jakby cały świat kręcił się wokół niej. Jej brat również nie był taki idealny, ale zrozumiał to stosunkowo niedawno. A mówiąc dokładniej to poprzedniego wieczoru. 

Po tym jak Ula dowiedziała się  o intrydze uknutej przez Marka oraz Sebastiana, to ten pierwszy w wieczór poprzedzający dzień posiedzenia spotkał się z ojcem. 
- Tato muszę coś ci powiedzieć jeszcze przed zarządem i proszę abyś mnie wysłuchał do końca i później powiedział co myślisz. Proszę cię też, żebyś nie potępiał Uli za to co zrobiła. 
- Obiecuję wysłuchać wszystkiego.
I tak popłynęła opowieść o tym w jak złej kondycji była firma i knuciu przez Aleksa oraz utrudnianiu mu pracy. O uknutej intrydze do spółki z Sebastianem wobec Uli wiedząc, że ta zakochała się w nim, a i on z czasem zaczął zakochiwać się w niej. Powiedział o kredytach jakie zaciągnęła Ula, aby ratować firmę i o starych kolekcjach, które miały stanowić zabezpieczenie kredytu, a także o wekslu na udziały. Na koniec powiedział, że Ula odkryła całą intrygę i zapewne będzie chciała odejść z firmy. Wyznał również prawdę o jego związku z Pauliną. Opowiedział, że nigdy nie kochał Febo i stąd brały się te wszystkie liczne romanse. Senior siedział wbity w fotel i zastanawiał się co ma powiedzieć.
- No cóż nie tak wychowaliśmy cię synu. Nie jestem wstanie pojąć twojego zachowania. Ta dziewczyna ryzykowała bardzo wiele biorąc tak duże dwa kredyty, wyznała ci uczucia, a ty nikczemnie to wykorzystałeś. Ale nie rozumiem jednego? Skoro miałeś kłopoty dlaczego nie zwróciłeś się o pomoc do nas, do rodziny.
- Zwróciłem, a i owszem, ale ty tato nie chciałeś nawet słuchać. Wówczas pomyślałem o zaciągnięciu kredytu pod zastaw domu. Lecz Paulina jako współwłaścicielka nie wyraziła zgody. I to wtedy Ula wpadła na pomysł z kredytem. Pierwszy raz zabezpieczyłem ją dając ubrania ze starych kolekcji i tak właśnie ruszyła sprzedaż przez Internet. Później sytuacja się powtórzyła i Ula znów wyszła z propozycją kredytu. Wówczas jako zabezpieczenie zaproponowałem jej udziały. Ona ich nie chciała przyjąć i zgodziła się dopiero jak powiedziałem, że będą to weksle. 
Krzysztofowi po wysłuchaniu tego co mówił syn dało  do myślenia. Przez kilka minut w gabinecie można było tylko usłyszeć tykanie zegara stojącego na kominku. W końcu senior Dobrzański odezwał się.
- Chyba powinienem cię synu przeprosić. Gdyby nie mój upór i do pewnego stopnia zaślepienie co do Aleksa wszystko potoczyłoby się inaczej - usłyszał Marek. Na jego twarzy można było ujrzeć coś w rodzaju zdziwienia, niedowierzania, przez moment miał wrażenie, że ma omamy słuchowe. 
- Nie musisz mnie tato przepraszać. To ja źle postąpiłem względem Uli. A najgorsze jest to, że ja kocham ją całym sobą i nie wiem co dalej, bo tego, że będzie chciała odejść z firmy i ode mnie jestem więcej niż pewny. Ona mi tego wszystkiego nie wybaczy i to jest najgorsze. Dając się namówić na tę intrygę nawet nie pomyślałem, że mogę zakochać się i to tak szaleńczo. 
- Może nie warto martwić się na zapas. Jutro posiedzenie i najpierw nim musimy się zająć. Później pomogę ci z panną Cieplak, ale najpierw posiedzenie i rozwiązanie sprawy z Pauliną. Sądzę, że gdy rozstaniesz się Pauliną to wówczas i Ula inaczej na ciebie spojrzy. 
- Dziękuję tato. Pożegnam się już dzisiaj, późno jest - rzekł Marek i pożegnawszy się z ojcem i matką pojechał do domu. W duchu miał nadzieję, iż  to będzie jego ostatni wieczór, ostatnia noc z Febo pod wspólnym dachem. 
Oczywiście późniejszy jego powrót do domu musiał zacząć się kłótnią i bezsensownymi pytaniami oraz podejrzeniami o spędzanie tego czasu nie wiadomo gdzie. 
- Paulina uspokój się i daj mi dojść do słowa. Byłem u rodziców. Musiałem skonsultować coś z ojcem, a w firmie go nie zastałem - mówił krótkimi zdaniami. 
- Mam nadzieję, że mówisz prawdę - odparła tym swoim wyniosłym tonem.
- Jeśli mi nie wierzysz to do nich zadzwoń - rzekł i odwróciwszy się na pięcie poszedł do łazienki. Był zmęczony dniem dzisiejszym. Ula dowiedziawszy się o intrydze nawet nie chciała z nim rozmawiać. Paulina przez ponad półgodziny nie dawała mu spokoju i będąc na wspólnym lunchu trajkotała o ich weselu.  Później spotkanie i rozmowa z ojcem. Stał w kabinie, a na jego wysportowaną sylwetkę nieprzerwanym strumieniem lała się woda. Lecz nawet to nie spowodowało, aby przestał myśleć o kobiecie, którą tak mocno pokochał, a jednocześnie tak strasznie skrzywdził. 

- Marek o czym ty mówisz? - zapytała Helena, która pierwsza otrząsnęła się.
- Mówię, że ślubu nie będzie - odparł nad wyraz spokojnie.
- Jak to nie będzie? - odezwała się Paulina.
- No po prostu nie będzie, bo ja ciebie nie kocham - odparł jej tak beznamiętnie jakby oznajmił, że zaczął padać deszcz.
- Jak to nie kochasz? I doszedłeś do tego na kilkanaście dni przed ślubem? - dopytywała Febo 
- Normalnie nie kocham. A wiem o tym od dawna. Powiedziałbym, że nigdy cię nie kochałem. Byłem z tobą, bo tak było mi wygodnie, ale w ostatnim czasie miało miejsce wiele różnych wydarzeń, które pozwoliły mi zrozumieć wiele spraw. Dodatkowo od jakiegoś czasu kocham inną - wyjaśniał spokojnie.
- Krzysiu czy ty słyszysz co on mówi? Powiedz coś - odezwała się ponownie Helena.
-  No, ale co ja mogę - odparł senior.
- Przecież tak nie może być. Oni się kochają - mówiła Helena.
- Helenko, jeśli by było tak jak mówisz, to oni już dawno byli by po ślubie. A ja nie mam zamiaru naciskać na Marka i zmuszać go do czegokolwiek. Nasz syn jest dorosłym mężczyzną i sam wie co chce robić. Skoro twierdzi, że nie kocha Pauliny to tak musi być - odparł żonie.
Paulina siedziała jak skamieniała nie wiedząc co dalej. Marek właśnie z nią zerwał, a ona myślała, iż będzie mieć poparcie w Dobrzańskich. Lecz jak się okazało tylko Helena była po jej stronie. Jej brat nie odzywał się, tylko w milczeniu przysłuchiwał się tej rozmowie. 
- A ty nic nie powiesz? - zapytała brata Paulina.
- Co ja mogę powiedzieć. To są wasze sprawy i mnie nic do tego. Róbcie jak uważacie, ja jeśli pozwolicie opuszczę już salę. No chyba, że jeszcze jest coś co dotyczy samej firmy to zostanę - odparł.
Panna Febo była coraz bardziej zła, żeby nie powiedzieć wściekła. Kolejna osoba ją zawodzi. 
Wstała od stołu i ze łzami w oczach rzekła tylko będąc już przy drzwiach.
- Nic tu również po mnie. Żegnajcie - powiedziała i wyszła. 
W sali zapanowała kompletna cisza. Każdy z pozostałych przetrawiał dzisiejsze wydarzenia i próbował poukładać to w swojej głowie. Pierwszy konferencyjną opuścił Marek. Jego rodzice jeszcze przez chwilę siedzieli, ale w końcu i oni opuścili to miejsce i firmę udając się do domu. Helena zdawała się być obrażona na męża, chociaż nie miała ku temu powodu. 
- Czy możesz mi wyjaśnić twoje dzisiejsze zachowanie? - odezwała się w końcu Dobrzańska.
- Możesz jaśniej Heleno - odparł jej mąż. 
- Nie rozumiem, dlaczego nie stanąłeś po stronie Paulinki? Przecież oni są sobie przeznaczeni i powinni pozostać razem - mówiła z pretensjami w głosie jego żona.
- Ja nie zamierzam wtrącać się w życie naszego syna, a już tym bardziej mówić mu z kim ma się związać. Skoro twierdzi, że nie kocha Pauliny to znaczy, że tak właśnie jest. Prawdę powiedziawszy to sama powinnaś coś o tym wiedzieć - mówił.
- Co masz na myśli? - zapytała męża.
- Nas również tak połączono. Wmawiano nam przeznaczenie, a później po ślubie żadne z nas nie było wierne drugiemu. I gdyby nie pojawienie się Marka na świecie sądzę, że od dawna nie bylibyśmy małżeństwem - odparł. 
Helena spojrzała na męża będąc w wielkim szoku, gdy usłyszała, że ten wie o jej zdradzie. 
- No nie patrz tak. Doskonale wiem, że miałaś romans i to z moim najlepszym przyjacielem, ale i nie tylko z nim. Ja również nie byłem ci wierny, lecz ty o tym doskonale wiesz. Wiem, że Marek również nie był nigdy wierny Paulinie. Dlatego właśnie nie zamierzam namawiać go do bycia z kobietą, której on nie tylko nie kocha, ale wręcz nienawidzi. Wiem natomiast, że jest zakochany w kimś innym. Lecz ze względu na skomplikowaną sytuację i na jego prośbę nie zdradzę kim jest owa kobieta - rzekł po czym udał się do sypialni by móc położyć się i odpocząć. 
Ten dzisiejszy dzień był pełen wrażeń i silnych emocji. Helena była w szoku nie sądziła, że jej tajemnica wcale nie jest tajemnicą. Ale ta rozmowa dała jej do myślenia. 
- Czyżby Krzysztof miał rację? Czy powinnam tak obstawać przy ślubie Marka z Pauliną? Czy oni byliby szczęśliwi ze sobą? - pytała siebie samą, a tych pytań było coraz więcej. 
Chociaż odpowiedź na każde była banalna ona jeszcze miała jakieś wątpliwości. Przecież oni z Krzysztofem kiedyś też nie darzyli się większym uczuciem, a jednak stworzyli rodzinę. Dlaczego więc Marek z Pauliną mieliby tego nie powtórzyć? 
Jednak wbrew temu co powiedział jej mąż postanowiła jednak porozmawiać z Markiem i spróbować go przekonać do powrotu do Pauliny. Wciąż nie docierało do niej, że ta dwójka kompletnie do siebie nie pasuje. Chwyciła za telefon aby móc zadzwonić do syna i umówić się z nim na spotkanie. Próbowała skontaktować się z nim wielokrotnie, ale bez rezultatu. Najpierw odrzucał połączenia aż w końcu wyłączył telefon. 
CDN...

piątek, 22 lutego 2019

CZERŃ I BIEL część XIV

Było piątkowe popołudnie, gdy Józef siedząc przy kuchennym stole czytał gazetę i czekał na przybycie swojej najstarszej córki wraz z narzeczonym. W pewnym momencie jeden z artykułów przykuł jego uwagę szczególnie. 

- W jednym z Warszawskich więzień doszło do bójki między kilkoma osadzonymi. Trzech z nich trafiło do szpitala. Okazało się iż wśród tej trójki jest syn znanego adwokata Włodzimierza D. nijaki Olaf D. 
Nasza redakcja dowiedziała się, że winnym całego zajścia jest właśnie syn adwokata. Ponoć wszczął awanturę podczas przebywania na dziedzińcu więzienia. Dwóch rannych już następnego dnia opuściło więzienny szpital, a trzeci z osadzonych jest w ciężkim stanie. W najbliższych dniach Olaf D. ma zostać przewieziony do szpitala miejskiego na Banacha. Lekarze stwierdzili iż mężczyzna ma uszkodzony kręgosłup i prawdopodobnie do końca życia będzie poruszał się na wózku inwalidzkim.

Po przeczytaniu artykułu Cieplak był w szoku. Bo mimo, że ten człowiek stworzył jego córce piekło na ziemi i o mało co, a zabiłby drugiego człowieka było mu go żal, tak zwyczajnie.
- Ile w nim musiało być zła, że nawet osadzenie nie potrafiło go zmienić - rozmyślał.
- Dzień dobry tato - usłyszał, co przerwało jego rozmyślania.
- Witajcie dzieci - odparł.
- Co pan taki zamyślony - pytał Marek siadając obok przyszłego teścia. 
Józef podał mu czytaną wcześniej gazetę i wskazał konkretny artykuł. 
- Co tam piszą? - dociekała Ula. 
Marek streścił jej to co wyczytał. Żadne nie skomentowało tego głośno. Ale również byli w szoku.
Weekend spędzili w Rysiowie, natomiast powrót do Warszawy przyniósł niemiłą niespodziankę. Podjechali pod blok Uli to miał być ostatni tydzień jej mieszkania samej. Od następnej soboty miała zamieszkać wraz z Markiem. Wysiedli z samochodu i objęci powędrowali do jej mieszkania. Na korytarzu zastali matkę Olafa. 
- Cieszysz się - usłyszeli zamiast przywitania.
- Zapraszam do środka nie będziemy rozmawiać na korytarzu - odezwał się Marek zamiast Uli i otworzył drzwi od mieszkania.
Kobieta spojrzała pogardliwie na nich oboje i wyminąwszy ich weszła do środka, a tam dała upust swojej złości. 
- Pytałam czy jesteś  siebie zadowolona? Przez ciebie mój syn najpierw trafił do więzienia, a teraz zostanie kaleką - krzyczała.
- Proszę się uspokoić. To nie moja wina, że pani syn miał problemy z prawem ani tym bardziej, że teraz będzie niepełnosprawny do końca życia - odpowiedziała spokojnie Ula chociaż w środku cała była roztrzęsiona, a w jej oczach zaczęły gromadzić się łzy. Wciąż milczący Marek postanowił odezwać się. 
- Proszę nie obwiniać Uli o to, że Olaf jest takim, a nie innym człowiekiem. 
Dębska chciała jeszcze coś powiedzieć, ale Marek nie dał jej dojść do głosu i rzekł.
- Pani syn doprowadził do utraty przez Ulę pracy, mieszkania. Swoim zachowaniem sprawił iż bała się własnego cienia. Gdyby był taki idealny jak próbuje nam pani wmówić to nie miał by konfliktu z prawem. On wolał narkotyki, alkohol oraz przemoc. No, ale czemu tu się dziwić, skoro takie miał wzorce w domu. A teraz proszę zostawić nas w spokoju i opuścić to mieszkanie.  
Dębska opuściła mieszkanie wściekła, ale i zrozpaczona, że nie wskórała nic. Liczyła, że jeśli wykrzyczy Uli w twarz co czuje będzie jej lżej na sercu, a mimo to tak się nie stało. Jej dziecko, jej jedyny syn został kaleką. I mimo, że wiedziała co on robił nie upatrywała w nim winy, dla niej winni byli wszyscy wkoło począwszy od Uli, a skończywszy na jej własnym mężu.

Siedziała na kanapie rozkładając na przysłowiowe części pierwsze całe swoje dotychczasowe życie, które można podzielić na kilka etapów. Pierwszy to czas gdy żyła jej mama. Czas gdy wszystko wydawało się proste i łatwe, pozbawione trosk   później nastały dni smutku, rozpaczy oraz obawy. Najpierw śmierć matki i choroba ojca, a później chwile spędzone u boku człowieka, który zamiast być oparciem był podłym, okrutnym draniem. Ten etap w obecnej chwili wydawał się najtrudniejszy. I taki był w rzeczywistości. Będąc w związku z Olafem przeżyła istny koszmar, piekło na ziemi. Bita i poniewierana. Do dziś dnia nie potrafi sobie samej wybaczyć, że była tak głupia i naiwna aby dać się omamić temu człowiekowi. Przez niego straciła znajomych, pracę, mieszkanie i przez krótki moment własne ja. Ale na tej pełnej zawirowań drodze znalazł się ktoś kto pozwolił ponownie uwierzyć jej w samą siebie. Tym kimś jest właśnie Marek. Dzięki jego miłości, dobroci, szlachetności i wielkiemu wsparciu zaczęła być szczęśliwa. Jej skołatane serce ponownie biło radośnie, na ustach można było zobaczyć uśmiech również w jej błękitnych oczach widać było szczęście. Życie u boku Dobrzańskiego było tym etapem, który uważała za najlepszy. On był tym co mogło jej się najlepszego przydarzyć. Przy nim z czasem zapominałam co ją spotkało będąc z Dębskim. 
Wspominanie Marka mimowolnie powodowało uśmiech. Tego dnia była w swoim rodzinnym domu bez ukochanego, lecz jutro czekał na nich najważniejszy dzień w życiu. I chociaż Ula od miesiąca mieszkała wraz z Markiem, to chcieli zachować tradycję, dlatego mieli zobaczyć się w kościele przed ołtarzem. Te jej rozmyślania przerwało ciche pukanie do drzwi.
- Córcia kolacja na stole - usłyszała.
- Dobrze zaraz przyjdę - odparła i po chwili siedziała przy stole wraz z rodziną. Czas ten upłynął w bardzo wesołej atmosferze chociaż tak było zawsze. Wróciła do swojego pokoju i zaczęła wspominać, a w tle było słychać piosenkę Sylwii Grzeszczak "Czerń i biel" 
- "Może byś poznał jej twarze dwie
  Wczoraj głęboka czerń dzisiaj biel" - właśnie to tak jak u mnie i Olafa oraz Marka i Sylwii. Każde myślało, że zna tę drugą osobę, lecz wyszło inaczej. Oboje mieli dwie różne twarze. Potrafili dobrze udawać. Mam tylko nadzieję, że z nami będzie inaczej. A nawet jestem tego pewna. Wiem, że tylko z Markiem mogę i jestem szczęśliwa. 

- O mama ma chyba gości - stwierdził Marek.
- Przecież miała przylecieć Paulina z rodziną - usłyszał - Ale chwila przecież to samochód Sebastiana i w dodatku słyszę Beatkę - mówiła ze zdziwieniem w głosie. 
- Masz rację kochanie jest Paulina z rodziną, ale i twoi też są. To miała być niespodzianka dla ciebie, stąd samochód Seby - odparł z radością w głosie, że pierwsza część niespodzianki się udała i miał nadzieję iż druga część również się spodoba. Objął ją i namiętnie pocałował. 
Po wspólnie zjedzonym obiedzie wszyscy wyszli do ogrodu i chroniąc się przed promieniami słońca ukryli się w specjalnie wybudowanej altanie. W pewnym momencie Marek wraz z Sebastianem gdzieś znikli by po kilku minutach pojawić się ponownie. Dobrzański doszedł do Uli i klęcząc zaczął.
- Ula od kiedy cię poznałem wiele się wydarzyło dobrego i złego. Więcej oczywiście dobrego. Chcę abyś wiedziała, że zakochałem się w tobie niemal od samego początku i już nie wyobrażam sobie życie bez ciebie. Jesteś najważniejszą osobą w moim życiu. Kocham i będę cię kochał zawsze. I klęcząc tu przed tobą proszę abyś została moją żoną - mówił wpatrując się w jej błękitne jak morze oczy, trzymając w ręku przepiękny pierścionek. 
- Tak zostanę twoją żoną. Ja również bardzo cię kocham i nie wyobrażam sobie abym mogła być z kimś innym - odparła głosem pełnym emocji. 
Marek wsunął jej to cudo na palec po czym wstał z kolan i zamykając w swych ramionach przywarł do jej ust. Po chwili wszyscy zgromadzenie gratulowali im. 

Po nieprzespanej przez Ulę nocy nastała sobota. Dzień, który miał zapisać się w ich pamięci złotymi zgłoskami. To dziś będą przysięgać przed Bogiem, rodziną i przyjaciółmi sobie dozgonną miłość, wierność i uczciwość małżeńską. W pokoju wisiała już suknia uszyta i zaprojektowana przez samego Pshemko. Z początku Ula miała plan aby kupić suknię w jakimś salonie sukien, ale na tę wieść mistrz wpadł z furię. 
- Jeśli, któreś z was moim mili kupi strój ślubny od kogoś innego ja natychmiast odejdę z firmy - krzyczał, a nawet wrzeszczał Pshemko. 
Dlatego ich stroje były autorstwa mistrza Pshemko. 
Na dwie godziny przed wyjściem do kościoła do Uli  przyjechała Paulina. Ona miała być świadkową Uli, a jej mąż świadkiem Marka. 
Wszyscy goście zajęli już miejsca w kościelnych ławach. Przy ołtarzu stał pan młody. Ubrany w świetnie skrojony czarny garnitur, śnieżnobiałą koszulę i czekał na swą wybrankę. Wreszcie wierzeje kościoła otwarły się, a w ich świetle ujrzał najpiękniejszą istotę.
Stali  powtarzając za kapłanem słowa przysięgi małżeńskiej patrząc sobie prosto w oczy. Przysięgę składali z powagą i przekonaniem co do jej dotrzymania. W końcu ksiądz ogłosił ich małżeństwem i na koniec rzekł.
- A teraz możesz pocałować pannę młodą. 
Markowi dwa razy nie trzeba było powtarzać.
- Kocham panią pani Dobrzańska - wyszeptał w jej usta i przylgnął do ust. 
- Kocham pana panie Dobrzański - powtórzyła za nim jak echo. 
Chwycił jej dłoń i poprowadził środkiem kościoła na zewnątrz, gdzie mieli przyjmować życzenia od przybyłych. 
Wesele odbyło się na sali, którą pomogła im załatwić Helena. 
Wśród weselnych gości miało nie być Aleksa ani byłej żony Marka. Od ostatniej rozmowy z matką Olafa mieli od nich spokój. Jednym z prezentem jaki otrzymali był dom Heleny, który w całości zapisała na swojego syna i synową. 

Wracali z Włoch od Pauliny. Byli szczęśliwym małżeństwem już od ponad sześciu lat.  Do Włoch lecieli na chrzciny drugiego dziecka Pauli.  Ula miała zostać chrzestną jej synka. Oni sami mieli trójkę swoich. Dwie córki i syna. Ula zaszła w ciążę pół roku po ślubie. Podczas jednego z badań okazało się, że Ula urodzi trojaczki. Ona była przerażona, a Marek od samego początku oszalał na tym punkcie. Dzieci były mieszanką ich obojga. Miały dołeczki w policzkach, błękitne oczy, dziewczynki miały kruczoczarne włosy, a chłopiec miał koloru łuskanego orzecha. Jedynie charakter miały po Uli. Chowały się zdrowo i były oczkiem w głowie rodziców, babci i dziadka. 

W ciągu tych sześciu lat wiele wydarzyło się również w życiu innych. Sebastian znalazł miłość swojego życia i też stanął na ślubnym kobiercu. 
Tylko Aleks zaszył się gdzieś we Włoszech i słuch o nim zaginął. 
Rok po ślubie Marka i Uli do firmy zawitała Sylwia z myślą o podjęciu pracy. Wyszła ponownie za mąż i urodziła jeszcze jedno dziecko, lecz i to małżeństwo nie przetrwało. Na pytanie co miała być robić Marek usłyszał.
- Cokolwiek, potrzebuję pracy aby utrzymać siebie i dzieci. Aleks nie płaci alimentów i ojciec drugiego dziecka również - usłyszał Marek w odpowiedzi.
- Przykro mi, ale nie mam żadnego wolnego wakatu - odpowiedział nawet nie zastanawiając się. 
Sylwia wyszła niepocieszona. To był ostatni raz jak Marek widział swoją byłą żonę.
KONIEC



niedziela, 17 lutego 2019

CIĄŻA

W związku z tym, że ostatnio zabrakło jednego wpisu dziś mam dla Was niespodziankę i mam nadzieję, że miłą. Ale również w ten sposób chcę Wam podziękować za słowa otuchy w tym trudnym dla mnie czasie. 
Julita



Leżała na łóżku wpatrując się beznamiętnie w biel sufitu i rozmyślając nad własnym życiem. 
- Od kiedy ostatni raz byłam w FD minęło pięć miesięcy. Pięć długich miesięcy od kiedy po raz ostatni widziałam Marka. Kiedy ja zrozumiałam, że nie potrafię być z nikim innym tylko z nim, ale on odszedł. Wrócił do Pauliny, lecz czego ja się mogłam spodziewać skoro sama go w jej ramiona popchnęłam. Nie pozwoliłam niczego wyjaśnić, gdy tylko on zaczynał ja przerywałam. Wiele razy miałam do niego pretensje o wszystko i o nic. Pokaz odbył się i odniósł sukces, ale co z tego skoro nie mam z kim cieszyć się z tego. Dzwoniłam i myślałam, że oddzwoni albo chociaż napisze wiadomość, ale nic. A ja z jednej strony bym chciała aby był teraz ze mną lecz nie chcę wchodzić w jego życie z butami. Może tam we Włoszech jest szczęśliwy z Pauliną...
Te jej rozmyślania przerwało otwarcie drzwi od sali, w której leżała.
- Dzień dobry córcia i jak się dzisiaj czujesz? - usłyszała od progu.
- Dziękuję dobrze, ale lekarze mówią, że będę musiała jeszcze leżeć i to prawdopodobnie do rozwiązania - odparła.
- Ula, a może powinnaś jednak zadzwonić do Marka...
- Nie - przerwała natychmiast ojcu.
- Ale córcia, on powinien wiedzieć o dziecku. 
- Tato on wyjechał do Włoch razem z Pauliną, a ja nie mam zamiaru wywierać na nim żadnych deklaracji i niczego wymuszać wobec niego względem dziecka. To on w dniu wypadku wybrał ją, a nie mnie. No cóż sama tego chciałam.

Józef wiedział, że Marek jest w kraju, że nie wyjechał i był na pokazie. Kilka razy próbował o tym powiedzieć Uli. Lecz nie pozwalała mu dokończyć i urywała rozmowę w trakcie. Krótko po pokazie okazało się, że pobyt w SPA jest brzemienny w skutki. Pan Cieplak wówczas namawiał jeszcze bardziej córkę do kontaktu z młodym Dobrzańskim. A jak teraz okazało się, że życie dziecka jest zagrożone naciskał na Ulę, lecz ta była nieugięta. 

Marek nie potrafił mimo wszystko wylecieć do Włoch. Wprost z lotniska pojechał na pokaz i z ukrycia podziwiał ją. Sądził, że to ostatni raz jak ją widzi. Tuż po skończonym pokazie chciał wyjść, ale natknął się najpierw na Sebastiana.
- No stary widzę, że jednak przemyślałeś wszystko i wyjaśnicie sobie z Ulą - mówił przyjaciel.
- Nic z tego Seba, przyjechałem aby ją zobaczyć i cały pokaz, a teraz wychodzę - odparł i udał w kierunku wyjścia.

- Marek? - usłyszał będąc już przy wyjściu, poznał głos. 
- Dzień dobry panie Józefie.
- Wychodzisz już?
- Tak. Chciałem tylko zobaczyć pokaz. 
- A widziałeś się z Ulą? 
- Nie sądzę aby to był dobry pomysł. Ona już wybrała - tłumaczył swój powód nie pozostania dłużej i spotkania się z kobietą, którą pokochał i kochać będzie już zawsze.
Wrócił do domu zamykając się i nawet nie rozpakowując toreb podszedł do barku, w którym znajdowały się butelki z różnego rodzaju alkoholami. Po kilku dniach przejął na powrót stanowisko prezesa bo Ula złożyła wypowiedzenie. Przez ostatnie miesiące mimo iż tęsknił za Ulą nie odważył się zadzwonić do niej, chociaż znał treść wiadomości nagranej na telefonie. Żałował swojej głupoty, że tak późno odsłuchał pocztę głosową, nie mając pewności czy panna Cieplak będzie chciała z nim się spotkać odpuścił. 

Józef wbrew woli córki postanowił jednak spróbować porozmawiać z Markiem. Po powrocie ze szpitala do domu spotkał się z Maćkiem.
- Maciek mam prośbę - mówił Józef Cieplak.
- Słucham, co to za prośba.
- Chciałbym abyś zawiózł mnie do firmy Marka Dobrzańskiego.
- Ale po co?
- Muszę porozmawiać z Markiem o Uli, a przede wszystkim o dziecku - wyjaśnił przyjacielowi córki.
- Przecież ona tego nie chce i będzie na pana zła - odparł z całą pewnością w głosie Szymczyk.
- Ja wiem, ale raz, że Marek powinien wiedzieć o dziecku, a dwa może on będzie w stanie jakoś pomóc. Ja wiem, że Ula wciąż go kocha i on myślę, że ją również. Widziałem jak patrzył na nią w dniu pokazu - tłumaczył swoje postępowanie senior Cieplak.
- Jak to w dniu pokazu? - dopytywał Maciek.
- A tak on był na tym pokazie, ale myślał, że Ula wybrała Piotra i tuż przed bankietem wyszedł - odpowiedział mu Józef.
Było widać, że słowa pana Cieplaka zaskoczyły Maćka. Lecz i on doskonale wiedział co czuje Ula do Marka. 

Marek siedział przy swoim biurku przeglądając pocztę i co jakiś czas zerkał na zdjęcie stojące na nim, które ukazuje jego wraz z Ulą nad Wisłą.

Ona była już wtedy piękna, lecz on pokochał ją zanim przeszła metamorfozę i wszyscy wokół nazywali ją brzydulą. Kochał ją za jej dobre serce, uczciwość, szlachetność. To właśnie tam nad Wisłą zrozumiał co tak ciągnie go do niej, a będąc w SPA tylko się upewnił. Ula była, jest kobietą, którą szukał przez lata. 

- Marek masz gościa - usłyszał nagle głos sekretarki.
- Viola jestem zajęty poproś, aby ten ktoś przyszedł później i umów na jakiś termin - odparł. Dziś wyjątkowo nie miał ochoty na żadne spotkania, nawet po przyjściu do pracy poprosił Violettę aby odwołała wszystkie umówione na dziś spotkania. To właśnie tego dnia przypadała rocznica, gdy poznał Ulę. Właściwie to nie miał ochoty przychodzić do pracy. 
- Ale to chyba coś ważnego i myślę, że powinieneś spotkać się teraz.
- A kto to jest tak w ogóle?
- Pan Józef Cieplak - usłyszał w odpowiedzi natychmiast zerwał się z fotela i podszedł do drzwi i gestem ręki zaprosił gościa do środka.
- Zapraszam do środka - zaprosił -  Viola zrób nam kawy - poprosił jeszcze Kubasińską. 
- Co pana do mnie sprowadza? - zapytał Dobrzański gdy tylko Józef usiadł na kanapie. 
- Ja najpierw chciałem przeprosić, że tak nachodzę. Ale uznałem iż powinien pan panie Marku o tym wiedzieć. To co robię teraz jest wbrew woli Uli, ale jaki jest tego powód już wyjaśniam. 
Marek siedział na fotelu obok kanapy i zastanawiał się co też takiego chce mu powiedzieć ojciec jego ukochanej.
- Czy coś się stało Uli? - zapytał z obawą w głosie.
- Ula nie chciała abym tu przyjeżdżał i sądzę, że będzie na mnie zła, ale ja już nie mogę patrzeć jak ona się zadręcza. Proszę tylko mi obiecać, że po tym co zaraz powiem nie będzie jej pan potępiać i zły za to jak postąpiła.
- Obiecuję.
- Ula jest w ciąży...
- W ciąży? Dlaczego mi nie powiedziała? - przerwał Marek Cieplakowi zasypując go pytaniami.
- Ona myślała, że wrócił pan do swojej narzeczonej, a ona nie chciała ponownie wkraczać w państwa życie.  Ale ostatnie wydarzenia spowodowały, że chociaż wbrew jej decyzji postanowiłem tu przyjść. Ula od tygodnia leży w szpitalu na Banacha bo ciąża jest zagrożona. Lekarze twierdzą, że nie wolno jej się denerwować i z całą pewnością do rozwiązania musi leżeć. Ja za każdym razem jak jestem u niej to widzę ciągły smutek oraz mokre policzki od łez.
Marek siedział na fotelu jak skamieniały i przetrawiał to co przed chwilą usłyszał. 
- Ale ona już wybrała Piotra, więc co ja mogę.
- Ona wybrała ciebie, z Piotrem rozstała się po tym jak miałeś wypadek. Wiem, że ona wciąż cię kocha. Bardzo przeżyła to co usłyszała wówczas od twojej narzeczonej gdy była u ciebie w szpitalu. Później przez następne kilka dni nie jadła, nie piła tylko siedziała we własnym pokoju i płakała
- Nie wiedziałem o tym. Myślałem, że ona nie przyszła do szpitala po tym wypadku bo woli Piotra. Ja również bardzo ją kocham i mimo tego co myślała Ula ja nie wróciłem do Pauliny. 
Józef uśmiechnął się usłyszawszy słowa Marka. 

Drzwi od sali numer osiem się otwarły, a ona ujrzała najpierw ojca i chwilę później ojca swojego dziecka.
- Co on tu robi - rzekła głosem pełnym zdenerwowania.
- Córcia nie denerwuj się bo ci nie wolno, to ja Marka o to prosiłem. Proszę porozmawiaj z nim  - mówił, ale ta była nie ugięta. Odwróciła się twarzą w stronę okna. Była zła na ojca, że zrobił coś przeciwko niej.
Po chwili usłyszała jak ktoś wychodzi i zamykanie drzwi, sądziła iż to Marek wyszedł, na sali zapanowała cisza. Ula wciąż leżała odwrócona do okna, a po policzkach płynęły strumienie łez. W pewnym momencie na swoich plecach poczuła dłoń, której dotyk zawsze wywoływał dreszcze oraz usłyszała.
- Ula, wiem jak bardzo cię skrzywdziłem tym co zrobiłem. Przyznaję, że na samym początku chodziło mi tylko o firmę, ale w pewnym momencie zrozumiałe, że to co brałem za przyjaźń okazało się najpiękniejszym uczuciem czyli miłością. Tam nad Wisłą to do mnie dotarło, a będąc już w SPA byłem tego pewny. Pewny, że kocham cię bardziej niż własne życie. Nie myślałem o niczym innym jak o tym aby móc być z tobą już na zawsze. Postanowiłem, że po naszym powrocie rozstanę się z Pauliną, ale jak zwykle stchórzyłem, lecz posiedzenie zarządu i zachowanie obojga Febo pozwoliło podjąć mi ostateczną decyzję - wyjaśniał, a ona wciąż leżała odwrócona do niego plecami.
- Proszę cię Ula odwróć się i spójrz na mnie - prosił błagalnym głosem. Ale gdy nie było żadnej reakcji z jej strony wstał z krzesełka usiadł przy niej na łóżku i objął. Ujrzał trzęsące się ramię - kochanie nie płacz, obiecuję, że już wszystko będzie dobrze.
- Nic nie będzie dobrze. Ty jesteś z Pauliną, a dziecko, które noszę mogę nie urodzić bo ciąża jest zagrożona - odezwała się w końcu i odwróciła w jego stronę.
- Nie jestem z Pauliną od dnia zarządu, nie wyleciałem do Włoch i byłem na pokazie. Od chwili jak zrozumiałem, że kocham tylko ciebie  nie umiałem, a raczej nie chciałem być z żadną inną tylko z tobą. Ula uwierz ja naprawdę kocham tylko ciebie i to maleństwo. Obiecuję zrobić wszystko co w mojej mocy abyś szczęśliwie urodziła. Wiem od twojego taty, że musisz leżeć i nie powinnaś się denerwować. Ja będę przyjeżdżał tu do ciebie codzienne i się wami opiekował, przywoził owoce, soki. Tylko mi na to pozwól. 


Nie była pewna czy powinna mu wierzyć i ponownie zaufać. Lecz w jego oczach widziała coś czego nigdy wcześniej nie widziała. One zawsze były uśmiechnięte, radosne i takie pewne swego, a teraz były pełne strachu, żalu, smutku i niepewne. Z jej oczu wciąż płynęły łzy. Gdy nagle poczuła silny ból brzucha.
Również Marek to zauważył i nie czekając pognał po lekarza. Ten zbadał ją podał leki na uspokojenie, które spowodowały że usnęła. Młody Dobrzański w tym czasie udał się do pobliskiego sklepu i wrócił z siatką wypełnioną owocami i sokami. Usiadł na krześle i czekał jak ona się obudzi. W międzyczasie jak ona spała zadzwonił jeszcze do ojca z prośbą o zastępstwo na kilka dni i obiecał, że po powrocie z urlopu wszystko wyjaśni. Ula spała kilka godzin, a on mógł przyglądać się jej tak jak wtedy gdy byli na wspólnym weekendzie. Było już dość późno gdy ona się obudziła i pierwsze co ujrzała to siedzącego na krześle i drzemiącego Marka. Przyglądała się mu przez krótką chwilę i wreszcie zrozumiała, że oni są sobie przeznaczeni. 
- Marek - odezwała się ściszonym głosem aby go nie wystraszyć, lecz gdy ten nie zareagował odezwała się nieco głośniej. 
Ten w końcu przebudził się i ręką rozmasował obolały kark po chwili spojrzał w kierunku Uli.
- I jak się czujesz? - zapytał i natychmiast przysiadł obok.
- Już dobrze.
- Całe szczęście. Bałem się, że coś może się stać. Jak spałaś poszedłem do sklepu i kupiłem trochę owoców, soków oraz kilka gazet abyś się nie nudziła gdy mnie nie będzie, ale to dopiero jutro.
- Jutro? - zapytała zdziwiona.
- Tak jutro - odparł z uśmiechem na twarzy - dzisiaj posiedzę tu sobie z tobą, mamy jeszcze dużo do wyjaśnienia - rzekł.
Siedzieli już dłuższą chwilę, ale na twarzy Marka widać było zmęczenie. 
- Marek jedź do domu, odpocznij - prosiła Cieplak.
Ten nie chciał jej zostawiać samej. 
- Wolę być przy was - odparł z pewnością w głosie.
Ula nie ustępowała, widziała jaki jest zmęczony. Ten dzień był przecież pełen wrażeń dla nich obojga. W końcu udało się go namówić na powrót do domu dopiero jak Ula powiedziała.
- Wyśpisz się i przyjdziesz do mnie. Ja się stąd nigdzie przecież nie ruszę, i  z całą pewnością będę tu też jutro.
Był już przy drzwiach gdy usłyszał te dwa magiczne słowa, o których marzył od dawna i już niemal stracił nadzieję na ich usłyszenie. Na początku myślał, że się przesłyszał albo jego wyobraźnia płata mu figla i ma omamy słuchowe.
- Kocham cię - odwrócił się,  spojrzał w kierunku skąd usłyszał te słowa po czym prawie biegiem doszedł do niej i przytulił do siebie. Wreszcie poczuł się szczęśliwy.
- Kocham cię - usłyszała.
Od tego dnia Marek był codziennie w szpitalu aż do rozwiązania. Jednego dnia pojechał do rodziców i o wszystkim im opowiedział również o ciąży Uli. Seniorzy Dobrzańscy przyjęli tę wiadomość z radością i następnego dnia odwiedzili swoją jak mniemali przyszłą synową. 

Wiedząc, że Ula nie ma szans na wcześniejsze wyjście ze szpitala niż dopiero po porodzie młody Dobrzański miał niespodziankę dla swej ukochanej. 
Jednego dnia przyszedł do niej ubrany w dopasowany ciemny garnitur z bukietem kwiatów, wszedł do sali i gdy tylko ona odwróciła się w jego stronę on natychmiast ukląkł przed nią wyciągając małe pudełeczko z wewnętrznej kieszeni marynarki.
- Ula gdy tylko cię poznałem i pokochałem wiedziałem, że nie mogę być z nikim innym tylko z tobą. Jesteś dla mnie najważniejsza, kocham cię całym sobą. Dlatego mimo, że miejsce niezbyt odpowiednie chciałem zapytać czy zechcesz zostać moją żoną i uszczęśliwisz mnie na resztę moich dni.
- Zostanę twoją żoną, bo bardzo cię kocham i widzę jak ty kochasz mnie - odparła 

Ula urodziła syna podobnego do Marka. Ślub odbył w pierwsze urodziny ich dziecka. 
Marek od dnia kiedy tylko Ula wybaczyła mu robił wszystko aby udowodnić jej, że ona i dziecko są najważniejsi dla niego. Nigdy nie zapomniał o ważnych dla nich uroczystościach, potrafił nawet uczcić kolacją ich dzień poznania się. Stworzyli szczęśliwą, kochającą się rodzinę i chociaż pragnęli mieć więcej dzieci nie dane im było, ale cieszyli się tym co mają. Z firmy odeszli oboje Febo odsprzedając swoje udziały seniorom Dobrzańskim. Ci zaś zrobili niespodziankę i udziały po Febo zapisali po połowie na Ulę oraz na wnuka. Ta opierała się temu, twierdząc iż należą się one Markowi. Teściowie i sam Marek nie dawali za wygraną i w końcu ona przyjęła dwadzieścia pięć procent udziałów FD. 

Od ślubu minęło dwadzieścia lat i właśnie Ula z Markiem obchodziła porcelanowe gody, a jednym z prezentów była wykupiona przez ich syna wycieczka.
Po przyjęciu niespodziance, jaką zorganizowali im przyjaciele i rodzina siedzieli przytuleni na tarasie i wspominali ten wspólnie spędzony czas. 
- Ula, a jest coś czego żałujesz? - usłyszała od męża.
- Chyba tylko, że nie mogliśmy mieć więcej dzieci - odparła - Ale już dawno pogodziłam się z tym - dodała po chwili. 
- A czy ty... - również chciała zapytać.
- Nie mam czego żałować. Mam wspaniałą, cudowną żonę i syna, z którego jestem bardzo dumny - odpowiedział wchodząc jej w słowo. 
Faktycznie udało im się stworzyć wspaniałą, kochającą się rodzinę. Rodzinę, gdzie najważniejszą rzeczą była i miłość i wzajemny szacunek. 
KONIEC

środa, 13 lutego 2019

CZERŃ I BIEL część XIII

     Przepraszam, że wpis nie ukazał się w piątek, ale czasem dzieje się coś na co nie mamy wpływu. A już na śmierć obojga rodziców zwłaszcza.  Dziś wstawiam zaległą część, a od następnego piątku wszystko wraca do normy. 

Od tego dnia, kiedy mieli spotkanie z ojcem Olafa minęły kolejne dwa tygodnie. W tym czasie Józef wraz Jaśkiem i małą Betti wrócił do Rysiowa również Ula ponownie wróciła do siebie. Wszystko wskazywało, że ich życie zwolniło. I tak w istocie było. Olaf siedział w areszcie do rozprawy dzięki temu mogli poświęcić się pracy, ale i spokojnie planować przyszłość. To drugie zwłaszcza zaprzątało głowę Marka. Pierścionek, który otrzymał od matki spoczywał w jednej z komód w jego mieszkaniu. Każdą wolną chwilę starali się spędzać razem. Lecz im bliżej rozprawy tym bardziej można było wyczuć ich zdenerwowanie, zwłaszcza Ula chodziła poddenerwowana i jakaś niespokojna. 
- Ula, co się dzieje? - zapytał na kilka dni przed rozprawą Marek. Siedzieli wówczas u niej w salonie i oglądali jakąś komedię, ale mimo wielu komicznych sytuacji ona jakoś nie reagowała.
- Denerwuję się przed tą rozprawą. Obawiam się czy matka Olafa nie będzie mnie oskarżać o to wszystko. A zwłaszcza po tym jak ostatnio tu była...
- Jego matka tu była? - przerwał jej i wzrokiem pełnym zdziwienia spojrzał na nią.
- Dwa dni temu tu była, ale mnie nie zastała, zostawiła tylko kartkę w drzwiach. Gdzie pisze, że to moja wina i jeszcze ją popamiętam jeśli jej syn trafi do więzienia. Obawiam się czy nie będzie chciała się w jakiś sposób zemścić na mnie za to - mówiła z obawą w głosie. 
- Obiecuję ci, że nic takiego się nie zdarzy. A jeśli będzie nadal nachodzić cię złożymy wniosek o zakaz zbliżania się - mówił zamykając ją w swych ramionach.

Ula kolejny już raz czuła się bezpiecznie w jego silnych ramionach. Przy nim miała wrażenie jakby całe niebezpieczeństwo tego świata umykało. On był taki opiekuńczy, czuły przy nim chwilami zapominała o tym jak było z Olafem. Uwielbiała siedzieć wtulona w jego ramiona i tak też było tym razem, chociaż nie do końca. W pewnym momencie poczuła jak jego dłoń wsuwa się pod bluzkę i zaczyna pieścić jej piersi, a jego gorące usta przylgnęły do jej ust. Nie potrzebowali słów jedno pragnęło drugiego. Po chwili jego dłoń powędrowała pod majteczki docierając do tego najwrażliwszego miejsca. Do jego uszu dotarły jej westchnienia co było jak pozwolenie na więcej. Po chwili oboje byli kompletnie nadzy. On wciąż nie przestawał pieścić jej kobiecości i gdy poczuł, że jest wilgotna wszedł w nią. Początkowo poruszał się powoli powodując, że odpływała w inną rzeczywistość. Gdy jego ruchy stały się intensywniejsze poczuła, że za chwilę rozpadnie się na milion drobnych kawałków. W końcu nastał moment spełnienia, leżeli przez krótką chwilę wracając do rzeczywistości. 
- Kocham cię - powiedział wciąż tuląc ją do swego boku.
- Kocham cię - odpowiedziała niczym echo. 
Ten sex był czymś wspaniałym jak dla niej. Z Olafem też na samym początku było jej dobrze, ale tylko dobrze. Za to z Markiem to był pierwszy raz, który okazał się czymś pięknym, czymś co mogła by przeżywać wielokrotnie.
Lecz te wszystkie późniejsze wydarzenia, gdy była z Olafem skutecznie spowodowały, że nawet nie chciała o tym wspominać. Czasami sama sobie się dziwiła, że mimo tego co przeszła bicia, wyzwiska, poniżanie była wstanie tak szybko ponownie zawierzyć innemu mężczyźnie, pozwoliła aby ten zbliżył się.
- Może to dlatego, że Marek jest taki inny niż Olaf. Wspiera, pomaga, pociesza, jest czuły, a w jego ramionach jest tak wspaniale, bezpiecznie - rozmyślała czasami.
Od tego wieczoru, a raczej późnego popołudnia kilkakrotnie zdarzało się jej odpływać do krainy szczęśliwości i wielkiego spełnienia w ramionach ukochanego. 

Podjechał pod sąd. Pomógł Uli wysiąść i oboje weszli do środka. Już pod salą natknęli się na matkę Olafa. Wzrok kobiety był pełen złości, nienawiści. Ula pod wpływem jej spojrzenia aż skuliła się w sobie, a na plecach poczuła ciarki.
- Gdyby mogła tym wzrokiem zabijać, leżałabym tu już martwa - szepnęła Markowi.
- Obroniłbym cię - odparł chcąc w ten sposób rozładować napięcie - spokojnie kochanie jestem przy tobie - dodał już całkiem poważnie obejmując ją w pasie. 
Zostali wezwani na salę gdzie kilka minut później wszedł skład sędziowski. Po odczytaniu przez sąd w jakim celu jest to posiedzenie pierwszy głos zabrał adwokat Uli.
- Proszę Wysokiego Sądu wnoszę oskarżenie przeciwko panu Olafowi Dębskiemu na wniosek pani Urszuli Cieplak o nękanie, wielokrotne pobicia oraz groźby karalne - mówił mecenas.
Następnie swoją przemowę obronną zaczął adwokat Olafa. Po tym jak poprzedni zrezygnował na początku miał bronić go jego własny ojciec, ale ten na tydzień przed sprawą stwierdził iż to nieetycznie, a tych których znał mecenas nawet nie chciał prosić i tym samym Olaf dostał adwokata z urzędu. Mecenas Dębski takim zachowaniem tylko spowodował jeszcze większe pretensje i żal ze strony żony. Chociaż wielokrotnie tłumaczył jej swoje postępowanie, ona zdawała się tego nie rozumieć. Olaf również był zły na ojca, sądził iż ten wyciągnie go z tego bagna tak jak robił to dotychczas. Na pytanie sędziego czy ten się przyznaje do stawianych mu zarzutów odparł.
- To nie tak Wysoki Sądzie ja kocham Ulę, a te wszystkie oskarżenia są wyssane z palca. 
W końcu nadszedł czas na zeznania świadków. Pierwsza miała zeznawać Ula. Z jej zeznań wynikało, że Olaf to człowiek mający problemy z narkotykami, alkoholem, który pastwił się nad nią, gdy była z nim w związku.
- A gdy odeszłam od niego zaczęły się dziać różne dziwne rzeczy.
- Może pani powiedzieć co takiego się działo po rozstaniu z oskarżonym? - zadał pytanie jej adwokat.
- Zostałam zwolniona, bo ktoś doniósł o rzekomym braniu narkotyków przez mnie, musiałam wyprowadzić się z wynajmowanego mieszkania, gdyż Olaf wciąż mnie nachodził i wszczynał awantury oraz doniósł na policję o mających znajdować się w mieszkaniu narkotykach. 
Podczas jej zeznań matka Olafa próbowała jej przerwać, co skończyło się karą grzywny. 
Następną osobą była właśnie jego matka. 
- Co może pani powiedzieć w tej sprawie - padło pytanie od jednego z sędziów.
- Mój syn to dobry, porządny człowiek. To, że kolejny już raz siedzi na ławie oskarżonych jest z winy tej oto kobiety - wskazała dłonią w kierunku Uli - oni byli parą proszę sądu, ale tej się coś odwidziało i zerwała z moim synem. On się załamał, a później okazało się iż ona spotyka się z kimś innym. To był dla mojego syna cios prosto w serce. Ja rozmawiałam z Olafem aby dał sobie z nią spokój lecz on wciąż powtarzał jak bardzo ją kocha.
Ula słuchała tego i nie dowierzała co słyszy również Marek był w szoku.
Po zeznaniach matki miał być przesłuchiwany jego ojciec. Niby mówił, że Olaf to dobry człowiek, ale gdzieś po drodze pogubił się i stąd to jego zachowanie. I mimo, że próbował w jakimś stopniu obronić swojego syna jego słowa zdawały się być mało przekonywujące. 
Jako ostatni zeznawał Marek.
- Czy to prawda, że dostał pan przesyłkę, która miała na celu rozbicie związku z panią Urszulą? - usłyszał.
- Tak było to zdjęcie, na którym Ula stoi w objęciach jakiegoś mężczyzny, później wyszło na jaw iż jest to oskarżony - odpowiedział. 
- Czy widział pan jakieś dziwne zachowanie pana Olafa wobec pani Urszuli? 
- Tak. Ula sama pokazała mi wiadomości jakie otrzymywała od niego, w których groził jej oraz ubliżał. Pojechaliśmy zgłosić sprawę na policji i byliśmy już po spotkaniu z mecenasem Słockim, gdy Ula dostała kolejnego sms, z którego wynikało iż on ją śledzi. To podczas tego spotkania wpadł mi do głowy pomysł, aby ją ukryć przed tym typem. Ula była kłębkiem nerwów. Ona nadal jest pełna obaw co będzie, zwłaszcza iż jego matka również próbuje jej grozić. 

Po wszystkich zeznaniach nastąpiły mowy końcowe następnie piętnastominutowa przerwa, a później ogłoszono wyrok.
Olaf Dębski został skazany na dziesięć lat pozbawienia wolności oraz zakaz zbliżania się do Uli na odległość stu metrów. Ula odetchnęła z ulgą, poczuła się tak jakby zdjęto jej kilkutonowy głaz. Wreszcie przestanie nie się bać o siebie i bliskich już nie musi się oglądać za siebie. 
Dwa tygodnie później odbyła się kolejna rozprawa, która zakończyła się wyrokiem skazującym na dziesięć lat więzienia, a łączna kara to dwadzieścia lat.
Matka Olafa nie umiała się z tym pogodzić. W jej oczach on był niewinny. Tłumaczenia męża również nie trafiały do niej.
- Zrozum wreszcie on doprowadził, że ona się bała wyjść z domu, musiała ukryć siebie i rodzinę bo jej groził. Zaatakował człowieka, który nic mu złego nie zrobił. Dobrze wiesz, że to co robił było niezgodne z prawem. I jedyną osobą, która jest tu winna to on sam. Może, gdy odbędzie całą karę to zrozumie jak powinien właściwie się zachowywać. Źle postępowaliśmy kryjąc i pomagając mu, gdy zrobił coś złego - mówił, ale miał chwilami wrażenie jakby jego żona nie rozumiała albo nie chciała zrozumieć. 
- Ale przecież to nasz jedyny syn, jak miałabym mu nie pomóc - mówiła z rozczarowaniem w głosie jego żona. 

Tymczasem Olaf w więzieniu obmyślał plan ucieczki i zemsty na tych wszystkich, przez których według niego znalazł się w tym miejscu.
Już dwa dni po przewiezieniu go do więzienia trafił do izolatki, bo wdał się w bójkę z jednym ze współwięźniów. Tydzień później wrócił na salę, ale widać było, że szuka zaczepki. Od wydania wyroku raz tylko miał widzenie, odwiedzili go rodzice lecz on sam rozmawiał tylko z matką, do ojca nie odezwał się nawet pół słowem. 

Od rozprawy minęło już kilka tygodni i życie Cieplaków wróciło na dawne tory. Ula swój czas dzieliła między pracą, rodzinnym domem i rodziną, a Markiem, do swojego mieszkania często wracała tylko aby spędzić noc. Noc, którą zazwyczaj i tak spędzała z Markiem. Coraz częściej można było widzieć uśmiech na jej twarzy, ale i nie tylko, bo i jej oczy się śmiały. Przy Marku udawało się, że powoli zapominała o tym całym koszmarze jaki spowodował w jej życiu Olaf.
A Marek miał pewne plany, które chciał zrealizować w najbliższym czasie. Tymi planami podzielił się z Sebastianem.
- W najbliższy weekend chcę oświadczyć się Uli. Najpierw myślałem o wyjeździe na Mazury lecz okazało się, że na ten weekend do Polski przylatuje Paulina z rodziną.
- To świetny pomysł przyjacielu. A może zaproś na sobotę rodzinę Uli do twojej mamy i przy wszystkich poproś ją o rękę - wpadł na pomysł Olszański. 
- Wiesz, że to nie jest takie głupie. W czwartek jadę z Ulą do Rysiowa to zaproszę ich i poproszę aby nic nie mówili Uli będzie mieć niespodziankę - widać było, że Marek nie chce już dłużej czekać. 
Z takiego obrotu spraw cieszył się również Sebastian, widział jak jego przyjaciel jest szczęśliwy z Ulą u boku. 
- Seba, a czy mogę mieć do ciebie prośbę? 
- Jasne - odparł kadrowy.
- Czy mógłbyś przywieźć Uli rodzinę do mojej mamy tak na godzinę dwunastą? Ja przyjechałbym wraz z nią tak na trzynastą.
- Nie ma sprawy przywiozę ich i później jak chcesz to przyjadę i ich odwiozę.
- Jak to przyjadę, myślałem, że zostaniesz.
Olszański przez chwilę zastanawiał się czy dobrze usłyszał.
- No nie patrz tak, jesteśmy przyjaciółmi i nie wiem co w tym dziwnego, że zapraszam cię.
- Skoro tak, to oczywiście zostanę - odparł Sebastian. 
Następnego dnia po pracy Marek pojechał do swojego rodzinnego domu aby podzielić się z Heleną swoim zamiarem oświadczyn. Matka ucieszyła się z tego. Widać było, że bardzo polubiła Ulę.
- Tak się cieszę synku, że jesteś szczęśliwy. Ula to dobra dziewczyna i całkowite przeciwieństwo twojej byłej żony - mówiła Helena.
- Też to widzę mamo. Ula jest darem od losu, kocham ją całym sobą i nie wyobrażam sobie już życia bez niej. Najpierw chciałem zabrać ją na Mazury, ale skoro będzie w kraju Paulina pomyślałem, że to dobra okazja na taką uroczystość. W końcu to dzięki Pauli wyszło jaka jest Sylwia i Aleks. 
CDN...