wtorek, 14 lipca 2020

ZA PÓŹNO

DZIĘKUJĘ WAM WSZYSTKIM
I KAŻDEMU Z OSOBNA
ZA ODWIEDZINY
POŚWIĘCONY CZAS
ORAZ
WSZYSTKIE WPISY.
Kiedy zaczynaŁam
PISAĆ NAWET NIE
MARZYŁAM O TAKIEJ
ILOŚCI





Dzień wcześniej rozstała się z Piotrem Sosnowskim. Chociaż słowo rozstała się to zbyt dużo powiedziane. Oni przecież nigdy nie byli parą. Owszem Piotr może i liczył na coś więcej niż tylko przyjaźń. Ale ona… mimo usilnych prób wyleczenia się z Markoholizmu nie potrafiła tego uczynić. Sosnowski często miał do niej pretensje o ciągły kontakt z Markiem.
- Co on tu robi. Miał przecież odejść z firmy. Ponoć planował wyjazd - mawiał do Uli Piotr, gdy tylko widział jak ta rozmawia z młodym Dobrzańskim
- Piotr przecież to nadal jest jego firma. Ma tu swoich przyjaciół, znajomych - próbowała tłumaczyć Cieplak
Przez długi czas Ula nie chciała sama przed sobą przyznać się, że nadal kocha Marka. I to przy nim jest jej miejsce. Sądziła, iż może przy Piotrze ta miłość wywieje jej z głowy. A jednak nie. Na kilka godzin przed pokazem dowiedziała się o wylocie Marka do Włoch wraz z Pauliną. 
Myślała, że może jednak przyjedzie na pokaz, a wówczas podczas bankietu uda jej się z nim porozmawiać. Wyjaśnić wszystko. Liczyła na jego obecność podczas pokazu, w końcu wspólnie nad nim pracowali.

Kiedy zrozumiała, jak bardzo go kocha mimo tej całej intrygi okazuje się, że go straci na zawsze. Dlaczego była taka głupia? Tak bardzo dumna? On przez ten cały czas jak tylko wróciła do firmy pokazywał jak mu na niej zależy. Oddał jej nawet firmę. Pomagał najpierw nie ujawniając, że to on. Ale, gdy dowiedziała się o tym od Sebastiana postanowiła go zatrudnić. On zgodził się bez wahania. Może i trochę było to egoistyczne zachowanie z jego strony, ale dzięki temu mógł ją czasami widywać. Wychodził ze skóry, aby pokazać jak mu na niej zależy. A ona wbrew własnemu sercu próbowała nie zauważać tego, co on robi i słuchała głosu rozsądku. Dodatkowo jej koleżanki z pracy dolewały oliwy do ognia. Zwłaszcza prawa ręka mistrza Iza.
- Mówię ci Ulka on nadal spotyka się z tą modelką Klaudią – mówiła.
- O czym ty mówisz? – pytała Cieplak.
- Wczoraj widziałam ich w sali konferencyjnej i Marek ją obejmował. Jak dla mnie to nie wyglądało to tak jakby nic do siebie nie czuli – trajkotała Iza nie dając dojść do głosu Milewskiej, sekretarce Sebastiana Olszańskiego.  
W takich właśnie chwilach miała ochotę wygarnąć mu wszystko. Nawet jednego razu miała taką okazję a jedynie, co powiedziała to.
- Widzę, że niczego się nie nauczyłeś i wracasz do dawnego życia.
- O czym mówisz? – pytał zdziwiony tym, co usłyszał. Jeszcze godzinę temu normalnie rozmawiali a teraz ona wygląda tak jakby chciała go zabić.
- To ty powinieneś wiedzieć najlepiej, o co mi chodzi – odparła.
- Wybacz, ale nie wiem – odpowiedział a w jego głosie można było wyczuć coś w rodzaju poirytowania tą całą sytuacją.
- To już twój problem – odparła, odwróciła się i wróciła do swojego gabinetu.
Była zła na niego, ale i na siebie, że pozwoliła dać się wciągnąć w tę rozmowę.
Marek jeszcze kilka razy próbował zbliżyć się do niej, ale za każdym razem kończyło się tym, że ona krzyczała na niego, a on tylko wysłuchiwał z pokorą i nie próbował nawet tłumaczyć.
W końcu się poddał, uznając, iż nic nie wskóra. Jedynym wyjściem był właśnie wyjazd i pozwolić jej zapomnieć. Dla niego najważniejsze było aby ona zaznała szczęścia.

- Już tylko godzina. Może dzwonił? - chwyciła telefon leżący przy lustrze z nadzieją, że może Marek dzwonił. Lecz nic takiego nie miało miejsca. Pshemko denerwował się, że nie może dokończyć przygotowań pani prezes. 
Tak strasznie pragnęła, aby był teraz przy niej. Przecież ją kocha. A bynajmniej tak twierdzi Violetta, Sebastian i jeszcze kilka innych osób. Pisał jej przecież o tym w liście.  W liście, którego treść ona znała na pamięć. Już nawet ten cały pokaz jej nie cieszył. Bo jak może nas coś cieszyć, jeśli nie ma przy nas tych, których kochamy. 
- Dlaczego byłam tak uparta. Dlaczego nie pozwoliłam mu wyjaśnić? - zastanawiała się wychodząc na zewnątrz. 
Dostrzegła budkę telefoniczną jakaś dziwna siła zaprowadziła ją w to miejsce. 
Chwyciła słuchawkę i już wybierała jego numer. Nie odbierał, więc postanowiła się nagrać. Licząc, że może odsłucha i przyjedzie. 
- Hej...Marek...Dzwonię żeby powiedzieć Ci...Nie odlatuj, błagam nie odlatuj. Dobrze? Proszę...No to tyle - mówiła próbując się nie rozpłakać. 
Pokaz już się zaczął, a ona zamiast tam wrócić wsiadła w taksówkę i kazała zawieść się do domu. Miała gdzieś czy to się uda czy też nie. Bez niego nic nie miało sensu. Będąc już na miejscu zadzwoniła do Krzysztofa z przeprosinami i wyjaśnieniem jej nie obecności. Włączyła radio i w pewnej chwili usłyszała coś, co zmroziło jej krew z żyłach. A z jej gardła wydobył się przeraźliwy krzyk.
- Wiadomość z ostatniej chwili. Tuż po starcie rozbił się samolot lecący z Warszawy Okęcie do Mediolanu we Włoszech. Nie wiadomo czy ktoś przeżył z pasażerów... - dalej nie słuchała. Miała wrażeni jakby jej cały świat właśnie runął jak domek z kart. Wiedziała, że nie będzie umiała z tym żyć. Jeszcze kilka razy próbowała się dodzwonić do Marka, ale jego telefon milczał jak zaklęty. Była u kresu wytrzymałości. 
- Dlaczego, dlaczego... - powtarzała wciąż zalewając się łzami.
Dwie godziny później do domu wrócił Józef wraz z Alą i dzieciakami. Ona nie chcąc widzieć się z kimkolwiek zamknęła się we własnym pokoju. 
Przez resztę wieczoru i całą noc nie mogła się uspokoić. Za każdym razem, gdy tylko zamykała oczy widziała uśmiechniętą twarz Marka i te wszystkie chwile spędzone razem z nim. Nawet tabletki na uspokojenie nie pomagały. Tak dużo chciała mu powiedzieć. A przede wszystkim jak bardzo go kocha. Już niedane jej będzie to uczynić. Po usłyszeniu tej wiadomości próbowała dodzwonić się do seniorów Dobrzańskich, ale bezskutecznie. Postanowiła skontaktować się z nimi następnego dnia. Nad ranem zmęczenie było takie silne, że zasnęła. Nie wiedziała jak długo spała. Obudził ją ojciec
- Ula, obudź się. Masz gościa - rzekł ściszonym  głosem Cieplak
- Tato prosiłam, że chcę zostać sama. Żadnych gości. Nie chcę się widzieć z nikim - odparła i odwróciła się twarzą w stronę okna. 
Nie chciała z nikim rozmawiać. A już zwłaszcza z Alą czy nawet z Maćkiem. 
Przez chwilę nawet miała pretensje do samego Maćka, dlaczego tak późno dał jej ten list od Marka. Gdyby tylko wcześniej go przeczytała, może nawet by się pogodzili. A tak wszystko przepadło. Już mu nie powie jak bardzo jej na nim zależy. Że wybaczyła. Już na wszystko jest za późno.
Gdy nagle poczuła zapach perfum, który tak dobrze znała. Miała wrażenie, że ma jakieś omamy, gdy po chwili usłyszała
- Nawet mnie nie chcesz widzieć? 
Powoli jakby na zwolnionych obrotach obracała twarz w kierunku skąd dochodził dźwięk. A w drzwiach ujrzała jego samego. 
- Co...Ty...Tu robisz? - odpowiedziała pytaniem - przecież słyszałam o tym wypadku samolotu - dodała wciąż nie móc uwierzyć, że on stoi w progu jej pokoju.
- Przecież dzwoniłaś. Prosiłaś abym został - odpowiedział. Doszedł do jej łóżka i przysiadł obok niej.
- To naprawdę ty? Czy ja nadal śnię? – zadawała pytania.
- Tak to ja we własnej osobie – odparł – mogę ci to udowodnić – dodał, po czym przylgnął do jej ust i zaczął najpierw delikatnie jak muśnięcia motyla całować aż do bardziej namiętnego. To jej wystarczyło oderwała się od jego ust i zanosząc się płaczem wtuliła się w jego ramiona w kółko powtarzając jak bardzo go kocha i przeprasza, za swoje zachowanie. Dobrzański nie wypuszczając jej ze swych ramion próbował uspokoić.
- Spokojnie Ula, ja wiem. Już dobrze, jestem tu i nigdzie się nie wybieram. Kocham cię Ula i tego nikt nie zmieni.
W końcu, gdy się uspokoiła spojrzała na Marka i zapytała.
- Marek, a co z Pauliną? Słyszałam wczoraj w radiu o tym wypadku.
- Żadne z nas nie poleciało. Ja, gdy tylko odsłuchałem wiadomość zawróciłem jeszcze przed lotniskiem. A będąc w drodze na pokaz zadzwoniłem do Pauliny mówiąc jej o mojej decyzji. Pod koniec pokazu pojawiła się i ona. Zrobiła mi oczywiście awanturę następnie próbowała namówić moją mamę, aby na mnie wpłynęła mówiąc.
- Helenko zrób coś, przemów mu do rozsądku.
Ale tym razem moja mama nie zamierzała nic z tym zrobić i odpowiedziała jej.
- Paulinko on jest już dorosły i sam decyduje, co chce w życiu robić i z kim chce być.
Ula słuchała tego i była w szoku. Helena Dobrzańska nie próbowała nakłonić go do powrotu do Febo? Doskonale wiedziała, że pani Dobrzańska nie przepadała za nią, ale nie zamierzała dociekać co było przyczyną zmiany zdania co do ożenku Marka. Dla niej samej najważniejsze było to, że Marek żyje i jest tuż obok. Oczywiście również odetchnęła na wieść o pannie Febo.

Od tego dnia życie tej dwójki wróciło na właściwe tory. Tworzyli doskonały tandem nie tylko w życiu zawodowym, ale i prywatnym. Tydzień po pokazie Ula przyjęła oświadczyny Marka, a pół roku później składali przysięgę o miłości i wierności aż do śmierci. Rodzeństwo Febo wyjechało do Włoch odcinając się całkowicie od rodziny Dobrzańskich. Sprzedali im również udziały mówiąc podczas ostatniego posiedzenia zarządu.
- Nic nas tu już nie trzyma. Mamy tylko jedną prośbę – mówił Aleks podczas ostatniego posiedzenia zarządu.
- Słuchamy, co to za prośba – odezwał się senior Dobrzański.
- Mimo, że nie jesteśmy już właścicielami firmy chcielibyśmy ze względu na pamięć naszych rodziców prosić, aby nazwa pozostała bez zmiany - odezwała się tym razem Paulina.
- Nie ma żadnego problemu. W końcu państwa rodzice byli również jej założycielami – odezwała się Ula.
- Dokładnie. Ula ma rację i ja również nie widzę problemu – poparł ją Marek.
Tego dnia rodzeństwo Febo było ostatni raz nie tylko w Polsce, ale i w firmie.

Młodzi Dobrzańscy doczekali się dwójki wspaniałych synów. Obaj chłopcy byli istną mieszanką swoich rodziców. Jeden miał oczy Uli i dołeczki w policzkach, a drugi był kompletnym przeciwieństwem brata.
KONIEC.

piątek, 10 lipca 2020

INTRYGA część XI

- Halo Sebastian? – usłyszał Olszański w telefonie.

- Co chcesz? – odburknął do kobiety po drugiej stronie słuchawki.

- Możesz mi powiedzieć co ty nagadałeś Dobrzańskim? – dopytywała Violetta.

- Nic takiego. A i nie muszę Ci się z niczego tłumaczyć – usłyszała w odpowiedzi od Olszańskiego.

- Spotkałam dzisiaj brzydulę i ona twierdzi, że pójdą do sądu złożyć pozew na mnie – mówiła piskliwym głosem.

- I co ja mam z tym wspólnego? – odparł jej były chłopak.

- Już ty wiesz – odparła dość lakonicznie.

- Czy ty mi coś sugerujesz? – pytał.

- Domyśl się – odpowiedziała.

- Violka nie pogrywaj sobie ze mną - wysyczał przez zęby.

- Czy ty mi grozisz?

- Nie, ja tylko ostrzegam - odparł. Olszański czuł, że grunt pod jego nogami robi się grząski. Wiedział, że panna Kubasińska może i jemu zaszkodzić. Zastanawiał się co powiedziała Violce Ulka, że tak zareagowała. Na ten moment jedynie mógł się tylko domyślać.

 

Było późne sobotnie popołudnie, gdy Ula przypomniała Markowi o obietnicy danej jego ojcu.

- Marek miałeś zadzwonić do rodziców i powiedzieć co postanowiłeś – odezwała się.

- Ula, ale ja nie wiem co mam im powiedzieć. Tak prawdę mówiąc nie bardzo wiem, czy ratowanie tego wszystkiego ma sens – odpowiedział.

- Ale oni oczekuję jakiekolwiek odpowiedzi. I myślę, że warto – mówiła Cieplak.

- Ula ja nie wyobrażam sobie abym miał nadal pracować z żadnym z Febo – odparła.

- Nie mam takich funduszy, aby ich wykupić – próbował tłumaczyć.

- A ty jak widzę szukasz tylko wymówki – mówiła niby spokojnym głosem, ale jakimś dziwnym tonem.

- Kochanie nie mów tak. Wiesz, że to zrobiłbym dla ciebie wszystko, ale praca z nimi obojgiem jest ponad moje siły. A ja naprawdę nie mam pieniędzy, aby ich wykupić. Znając to jacy są wątpię, aby oddali je za darmo – mówił.

- Uwierz, że oddadzą. Fakt może nie za darmo, ale i tak kwota będzie niewielka – mówiła, a widząc zdziwione spojrzenie narzeczonego zaczęła wyjaśniać – twój tato mówił, że firma chyli się ku upadkowi więc i ich udziały są niewiele warte. Wystarczy wyliczyć ile są warte obecnie poprzez porównanie jak wyglądała sytuacja finansowa w czasie twojej prezesury a jak teraz, gdy Febo nią zarządza – Marek przyglądał się swojej narzeczonej z niedowierzaniem. Kolejny raz udowodniła, że potrafi znaleźć rozwiązanie i wyjście z każdej sytuacji.

To co przedstawiła mu wydawało się takie oczywiste. I poprosił, aby jeśli to możliwe zrobiła takie wstępne wyliczenia. Ula zgodziła się obiecując, że postara się zrobić to w ciągu najbliższych dwóch trzech dni.

- Ja przez ten czas zajmę się Dominiką abyś mogła spokojnie to zrobić. Może zabiorę ją jutro do papugarni? – mówił



- Ty jednak jeszcze dzisiaj zadzwoń do rodziców i powiedz co postanowiłeś –rzekła.

Marek chwycił za telefon i wybrał jeden z numerów na liście kontaktów. Odczekał chwilę i usłyszał głos ojca, a po przywitaniu jak zwykle bardzo oficjalnie przeszedł do sedna sprawy.

- Podjąłem decyzję, ale mam pewne warunki – mówił do ojca.

- A jakie to warunki? – padło z ust seniora Dobrzańskiego.

- Przyjadę do was w poniedziałek popołudniu i wszystko przedstawię. Nie zamierzam dyskutować o tym przez telefon – odpowiedział.

- Dlaczego nie jutro? Mógłbyś przyjechać na obiad i wówczas mógłbyś przedstawić swój plan – usłyszał Marek.

- Powiedziałem w poniedziałek – odparł krótko, nie zamierzał wdawać się w dyskusje z ojcem przez telefon.

Ojciec postanowił dalej nie ciągnąć tego tematu i poczekać do poniedziałku.

- Rozmawiałem z Markiem. Przyjedzie do nas w poniedziałek, aby powiedzieć co postanowił – rzekł do żony Krzysztof, gdy ta weszła do salonu niosąc dwie filiżanki kawy.

- I jak myślisz zgodzi się pomóc? – zapytała pani Dobrzańska. Kolejny raz widać co jest ważniejsze dla Dobrzańskich seniorów.

- Mam nadzieję, że tak. Mnie jeszcze zastanawia jedna rzecz. Mianowicie, jeśli zgodzi się to czy będzie chciał, aby ta Cieplak wróciła do firmy – mówił senior.

- Okaże się jak przyjedzie – odpowiedziała mu żona.

 

Weekend minął błyskawicznie, a co za tym idzie przyszedł czas, aby jechać do Dobrzańskich. Marek próbował, ale z marnym skutkiem namówić Ulę, aby pojechali całą trójką.

- Kochanie jedźmy razem, przy okazji Dominika pozna dziadków – argumentował.

- Jeśli chcesz to możesz zabrać ze sobą małą, ale ja nie jadę. Nie chcę zaogniać sytuacji – mówiła. Zgadzała się z narzeczonym, że mała Dominika powinna poznać dziadków ze strony swojego ojca. Ale wiedziała jaki stosunek mają do niej seniorzy Dobrzańscy.

- Wolałbym abyś pojechała razem ze mną – mówił Ula tylko pokręciła przecząco głową.

Marek tym razem dał za wygraną i nie chciał zbyt naciskać.

Zaparkował na podjeździe wysiadł z samochodu wypiął mała z fotelika i ruszył w kierunku drzwi.

- Dzień dobry – przywitał się z obojgiem rodziców po czym dodał – to jest Dominka moja i Uli córka – podkreślając przedostatnie słowo. Helena przyglądała się małej, ale nie skomentowała. Krzysztof za to niemalże natychmiast przeszedł do tego co najbardziej go interesowało.

- I jaka jest twoja decyzja?

- Podejmę się, a raczej podejmiemy się uratowania firmy.

- My?

- Tak my. Ja wraz z Ulą – widząc niezadowolenie na twarzach obojga rzucił – albo razem z Ulą albo wcale.

- Krzysiu nie mamy wyjścia jeśli nie chcemy, aby nasz dorobek przepadł.

Starszy z mężczyzn siedział na fotelu i widać było jak intensywnie nad czymś się zastanawia. Po kilku minutach odezwał się.

- Dobrze niech tak będzie.

- Ale to nie wszystko – dodał Marek.

- Nie? A co jeszcze? – dopytywała matka wciąż przyglądając się małej. A ta grzecznie siedziała na kanapie i bawiła się swoją ulubioną maskotką.

- Oboje Febo mają odejść z firmy. Ula zrobiła stosowne wyliczenia i mamy propozycję za ile możemy odkupić ich udziały. Zaznaczam, że to nie podlega negocjacji. Dodatkowo mamy jeszcze inne plany, ale one dotyczą już tylko i wyłącznie firmy i ludzi tam pracujących. Więc jeśli ta propozycja was satysfakcjonuje możemy umówić się na zebranie zarządu na środę. Lecz zastrzegam, iż podczas tego zebrania obecna będzie również Ula. W innym wypadku nie ma mowy o jakiejkolwiek pomocy – rzekł i podał ojcu wyliczenia jakie poczyniła panna Cieplak względem udziałów rodzeństwa Febo.

Krzysztof zaczął studiować to co tam pisało i widać było, że nie za bardzo podobała mu się ta propozycja. Z tego co przeczytał wynikało, iż Marek będzie dysponował siedemdziesięcioma pięcioma procentami udziałów. Wspólnie z Ulą mieli w planach wykupić udziały Febo oraz tego zagranicznego inwestora. Wiedzieli również, że ten inwestor był gotów odsprzedać im swoją część. Wiedzieli to po rozmowie z tymże człowiekiem.

- Oczywiście, że jestem gotów je odsprzedać. Ta firma nie przynosi żadnych zysków więc nie ma sensu abym trzymał jej udziały, a mam tylko piętnaście procent – mówił do Uli i Marka podczas przedpołudniowej rozmowy.  

Ta wiadomość ucieszyła ich oboje. Marek jadąc do rodziców był przygotowany, że oboje będą mieć jakieś obiekcje. Ale jak się okazało największe miał ojciec, matka niewiele się odzywała. Za to widać było jak cały czas przygląda się wnuczce. Marek miał wrażenie jakby szukała podobieństwa Dominiki do niego samego lecz nie podeszła do niej.

Krzysztof skończył czytać i odezwał się po chwili.

- No dobrze, powiedzmy, że zgodzę się na te warunki, ale co jeśli Aleks i Paulina nie wyrażą na to zgody?

- Już moja w tym głowa, aby ich przekonać – odpowiedział ojcu.

- W porządku. Czy godzina dziesiąta będzie dobra? – próbował ustalić jakąś konkretną godzinę senior.

- Myślę, że dziesiąta będzie odpowiednia – odpowiedział ojcu.

Jak tylko doszli do porozumienia Marek ubrał siebie oraz córkę i opuścił rodzinny dom. Wrócił do siebie i o wszystkim opowiedział Uli.

- W obecnej sytuacji kochanie musimy się solidnie przygotować do tego zebrania - mówił kończąc opowiadać o przebiegu wizyty. Po czym dodał - Ula może na środę przyjechałaby do nas Ala i została z małą? Chyba, że chcesz ją ciągnąć na to zebranie? – mówił Dobrzański, gdy Dominika już spała.

- Wiesz to nie jest taki zły pomysł. Można by poprosić Alę o przyjazd albo zawieść Dominikę do Rysiowa jutro popołudniu i odebrać w środę – poparła jego pomysł.

CDN…

czwartek, 2 lipca 2020

INTRYGA część X

Marek milczał, nie wiedział, co powiedzieć. Bo jak powiedzieć, że ktoś nie zaakceptował naszego wyboru. Jak powiedzieć swojej ukochanej, że jego rodzina nie akceptuje ani jej, ani dziecka?

- Marek? – ponagliła go Ula.

- Ula czy to ważne? – próbował jakoś wymigać się od odpowiedzi – pomyślałem, aby może spróbować skontaktować się z Violką i od niej dowiedzieć się czegoś więcej? – próbował zmienić temat.

- Proszę cię nie zmieniaj tematu, tylko powiedz mi jak zareagowali twoi rodzice – mówiła Cieplak. Dobrzański milczał, co powodowało, iż Ula miała złe przeczucia w tej sprawie. Spojrzała na narzeczonego z miną, która mówiła, że nie odpuści.

- Ula znasz moich rodziców i wiesz, że oni mają inne spojrzenie na świat – próbował jakoś delikatnie jej wytłumaczyć – ale dla mnie nie ma to znaczenia. Obie z Dominiką jesteście najważniejsze. Nikt i nic tego nie zmieni – mówił.

- Czyli jak rozumiem twoi rodzice nie zaakceptowali nas – ni to zapytała ni to stwierdziła. Marek nic więcej nie musiał mówić, jego mina mówiła wszystko, a jej oczy wypełniły się łzami.

- Ula proszę cię nie płacz. Kocham was obie i tu moi rodzice nie mają nic do tego – próbował ją przekonać.

Ula wstała z ławki i szybkim krokiem zaczęła się oddalać. Marek został nie chciał na nią naciskać, wiedział doskonale, że ona potrzebuje czasu.

- Tato czy Dominika może u was zostać przez kilka dni? Nie udało nam się z Markiem wszystkiego załatwić – prosiła ojca po tym jak dotarła do mieszkania. Chciała zostać samej i przemyśleć to wszystko. Jakąś godzinę później usłyszała dzwonek do drzwi. Wiedziała, kto to nie chciała teraz rozmawiać.

- Ula proszę otwórz te drzwi – mówił podniesionym głosem młody Dobrzański. Lecz ta zdawała się nie słyszeć tego dobijania się do drzwi i tego podniesionego głosu – Ula nie odejdę stąd dopóki nie porozmawiamy.

W końcu podeszła i przekręciła klucz w zamku otworzyła drzwi, po czym wróciła ponownie na sofę. Dobrzański wszedł, a widok, jaki ujrzał wywołały u niego złość na siebie samego, ale i na rodziców.

- Skoro twoi mnie nie akceptują, Dominiki również to powinniśmy się rozstać – mówiła łykając łzy jednocześnie ściągając z palca pierścionek – ja nie chcę abyś musiał wybierać między nami a rodzicami – szlochała.

- Na litość boską, co ty mówisz Ula? – mówił nie dowierzając w słowa Uli – wiesz dobrze, że tylko wy się liczycie. Ty i Dominika jesteście dla mnie najważniejsze. Uwierz mi nikt i nic tego nie zmieni. Moi rodzice jak sama wiesz odezwali się do mnie tylko, dlatego, że firma pada. Przez dwa lata nie obchodziło ich, co się ze mną dzieje – mówił spokojnym głosem próbując ją uspokoić jednocześnie trzymając jej dłonie w swoich, nie dając zdjąć pierścionka.

- Ale ja… - chciała coś powiedzieć, lecz narzeczony jej nie dał skończyć.

- Nie ma żadnego „ale”.  Proszę cię nie zadręczaj się tym. Kocham was obie i tak pozostanie. Myślałem, aby w najbliższym czasie iść do kościoła i zaklepać termin naszego ślubu – zaczął zmieniać temat by Ula nie zadręczała się myślami o tej całej sytuacji z jego rodzicami. Dla niego naprawdę nie miało znaczenia, co myśli jego rodzina.

- A masz na myśli jakiś konkretny termin? – zapytała Cieplak.

- Może w te święta? – zaproponował – mamy jeszcze prawie pół roku zdążylibyśmy ze wszystkim. Nie będziemy mieli wielu gości. Co sądzisz?

- Jak dla mnie to dobra data. Jest tak jak mówisz jeszcze sporo czasu. Jutro jak pojedziemy po małą do Rysiowa to możemy wejść na plebanię i spróbować ustalić termin – odpowiedziała Ula.

Tak jak poprzedniej nocy Marek został u Uli. Lecz ta noc była inna od tej wcześniejszej, ale za to taka sama albo i lepsza od tej w SPA. Była pełna namiętności i wyznań o wielkiej miłości. Usnęli niemalże nad ranem. Oboje szczęśliwi, że mają obok siebie tę jedyną osobę.

Zgodnie z planami, jakie poczynili dnia poprzedniego ustalili datę ślubu na dwudziesty piąty grudnia. Tą wiadomością podzielili się z rodziną Uli, która widać było, że szczerze się cieszy. Wszyscy im gratulowali, a Alicja oraz Józef zaoferowali swoją pomoc w przygotowaniach do ślubu.

 

Od wizyty u seniorów Dobrzańskich minął tydzień. Marek przez ten czas nie odzywał się do nich. Był pochłonięty wraz Ulą przygotowaniami do ślubu oraz opieką nad małą. Siedzieli na kanapie rozmawiając o przeprowadzce Uli i Dominiki do mieszkania Marka.

- Ula może przeniosłybyście się już teraz do mieszkania na Sienną. Po co mamy czekać do ślubu i opłacać oba mieszkania. To oddałabyś Ali, a w tamtym urządzilibyśmy pokoik dla małej – mówił Marek, gdy nagle ich rozmowę przerwał dźwięk telefonu. Spojrzał na wyświetlacz i już miał odrzucić połączenie.

- Odbierz może to coś ważnego – odezwała się Cieplak. Marek patrzył na narzeczoną z miną, mówiącą, iż nie ma ochoty na rozmowę – proszę – dodała.

- Słucham – odezwał się niezbyt przyjaznym tonem.

- Dzień dobry synu. Dzwonię, aby zapytać czy przemyślałeś to, o czym rozmawialiśmy ostatnio – usłyszał głos ojca.

- Nie miałem na to czasu – odpowiedział bez żadnego wcześniejszego przywitania.

- Myślałem, że tydzień to spora ilość czasu – rzekł starszy mężczyzna.

- Jak zapewne pamiętasz to oświadczyłem się niedawno i w związku z tym jesteśmy wraz z Ulą zajęci przygotowaniami do ślubu – odparł równie mało przyjemnie, co ojciec.

- Czyli mam rozumieć, że ta dziewczyna i jej dziecko są dla ciebie ważniejsi od nas? – padły kolejne słowa, które wywołały w młodym Dobrzańskim złość. Chociaż złość to mało powiedziane, raczej wściekłość na rodzica.

- Ula i Dominika, bo tak ma na imię moja córka są i pozostaną dla mnie najważniejsze. Ale jeśli wy tego nie rozumiecie i nie potraficie tego zaakceptować ani przyjąć do wiadomości to już wasz problem. Lecz nie próbujcie na mnie wywierać żadnej presji, to nic nie da. Porozmawiam jeszcze o tym z Ulą – odparł.

- A co do tego ma ta kobieta? – dopytywał senior.

- Już mówiłem i nie zamierzam się powtarzać – odpowiedział Marek.

Krzysztof Dobrzański najwyraźniej doszedł do wniosku, że nic nie wskóra taką postawą zmienił nie, co ton swoich wypowiedzi i na koniec zapytał.

- To, kiedy mogę spodziewać się jakiejkolwiek odpowiedzi?

- Myślę, że pod koniec tygodnia. Odezwę się do was w sobotę i dam odpowiedź – odparł mu syn.

Senior podziękował mu i pożegnał się. Całej tej rozmowie przysłuchiwała się Ula, bo Marek włączył tryb głośnomówiący w telefonie. Chciał, aby i ona słyszała, o czym mówi ojciec.

- I co o tym myślisz kochanie? Ja osobiście nie mam zbytnio ochoty na ratowanie tej firmy. Ale z drugiej strony jeśli ona padnie i my na tym stracimy. Dzięki wpływom z udziałów możemy lepiej żyć, a przede wszystkim można pozwolić na lepsze i bardziej skuteczne leczenie Dominiki – mówił.

- Trudno mi się wypowiedzieć w tej kwestii. Owszem można by znaleźć jakieś rozwiązanie, aby uratować to, co jeszcze zostało z firmy – rzekła Ula.

- Czy ty chcesz ratować ten tonący statek? – pytał z niedowierzaniem.

- Marek ja wiem, że czujesz do swoich rodziców złość. Ale firma nie jest temu winna. Jak się dobrze nad tym zastanowisz to sam mi przyznasz rację – mówiła spokojnym głosem.

Wiedział, a nawet w duchu przyznawał Uli rację. Ale też wiedział, że aby uratować tę firmę potrzeba naprawdę potwornie dobrego biznesplanu i nie tylko. Obiecał jej, że zastanowi się nad tym.

 

Wraz z Alicją Ula właśnie miała wychodzić z galerii handlowej, gdy usłyszała znajomy głos. Odwróciła się w kierunku skąd dochodził.

- Tak jak myślałam, panna Kubasińska we własnej osobie – rzekła do swojej towarzyszki widząc Violettę siedzącą przy stoliku w jednym z lokali i rozmawiającą z jakimś mężczyzną.

- A co to Sebastian już się jej znudził? – mi to stwierdziła ni to spytała Milewska.

- Tego to ja nie wiem, ale wiem, że czas najwyższy na rozmowę z tą panią – odpowiedziała Cieplak i nie zważając na nic podeszła do rozmawiających i odezwała się.

- Widzę, że dobrze się bawisz. Ciekawe czy tak samo dobrze będziesz się bawiła siedząc w więzieniu? – mina Kubasińskiej była w tym momencie bezcenna. O mało co, a nie udławiłaby się kawą.

- Nie wiem o czym mówisz – odparła, gdy tylko odzyskała głos.

- To ciekawe co mówisz. Mamy z Markiem dowody, które jednoznacznie obciążają ciebie za przyjęcie łapówki w celu uzyskania korzyści majątkowych – Ula wiedziała, że ta uwierzy w jej słowa. I rzecz jasna nie pomyliła się.

- Ula może porozmawiamy – rzekła, gdy panna Cieplak po powiedzeniu tego co chciała zaczęła się oddalać od stolika.

- Nie mamy, o czym – usłyszała i chwilę później Ula wsiadła do zamówionej taksówki i wraz z przyjaciółką pojechały na Sienną. Tak Ula wraz z córką przeprowadziły się do mieszkania Marka. Co bardzo cieszyło młodego Dobrzańskiego.

- Wreszcie rodzina w komplecie – powtarzał.  

CDN…