piątek, 5 czerwca 2020

INTRYGA część VI

Ten dzień zdawał się nie mieć końca a raczej ich rozmowy. Wyjaśnili sobie wszystko, co miało być wyjaśnione. Poleciały również łzy. Nie raz i nie dwa ta zdradliwa słona wilgoć moczyła im obojgu policzki. Wiele razy każde z nich wyznawało miłość do tej drugiej osoby. Marek przesiedział u Uli do późnego wieczora. Do siebie jechał z uśmiechem na twarzy, lecz gdzieś z tyłu głowy czuł jakiś lęk, niepokój. Martwił się o Dominikę, Ule.
- Czy uda mi się nadrobić ten stracony czas? To prawie dwa lata jak nie było mnie w ich życiu – rozmyślał siedząc na kanapie.
Mimo to wiedział, że musi wziąć się w garść i zrobić wszystko, aby móc stworzyć najprawdziwszą rodzinę z kobietą, którą kocha bardziej niż własne życie.
- Zrobię dosłownie wszystko, aby obie były szczęśliwe. Nawet, jeśli miałbym zaprzedać duszę diabłu to tak będzie – zarzekał się w duchu.
W obecnej sytuacji nie było nic ważniejszego dla niego jak Ula i Dominika.
W sobotę mieli całą trójką jechać do Rysiowa. Markowi bardzo zależało, aby odwiedzić grób syna, ale chciał również porozmawiać z ojcem Uli. Bał się tej rozmowy, nie wiedział jak przyjmie go Cieplak. Lecz nie chciał i nie mógł tej rozmowy przekładać. Na ten dzień miał również pewne plany. Następnego dnia tak jak się umawiał z Ulą przyjechał już do południa.
- Proszę to dla ciebie - zwrócił się do małej jak tylko przywitał Ule pocałunkiem i wręczył bukiet czerwonych róż.
- Ale duzi, mama pać – wysepleniła mała i chwyciwszy miśka pobiegła do swojego pokoju.
A po zjedzonym obiedzie zabrał dziewczyny na lody tak jak obiecał to córce poprzedniego dnia.

W czasie, gdy ta dwójka młodych wyjaśniała to wszystko co i jak. Kilka ulic dalej również toczyły się rozmowy. I o ile te parę przecznic wcześniej rozmawiano spokojnie, bez krzyków tak w formie F&D już tak spokojnie nie było.
Była godzina dziewiąta z minutami, gdy drzwi windy na piątym piętrze się otwarły, a z niej wysiadło starsze małżeństwo. Widać było, że ich miny nie wróżą niczego dobrego. Minęli pustą recepcję, co trochę ich zdziwiło i w pierwszej kolejności mężczyzna udał się do pokoju kadrowego, a kobieta poszła porozmawiać z niedoszłą synową. Mimo tego, co się działo w firmie Helena wciąż ubolewała nad tym, że nie doszło do zawarcia małżeństwa tej dwójki. Chociaż prawdą było iż seniorka nie znała prawdy o ich rozstaniu od syna, a jedynie to co usłyszała od Pauliny. Sam Krzysztof miał co do tego wątpliwości, lecz uważał, że dla dobra firmy ten związek powinien trwać.
- Dzień dobry Sebastian – przywitał się senior z kadrowym.
- Dzień dobry panie Krzysztofie. Mam to nagranie z ostatniej rozmowy Violetty z Aleksem. Violka mówi, że tamto nagranie zabrał jej Aleks i gdzieś schował – wyjaśnił Olszański.
- Daj mi to nagranie. Zwołałem zebranie na godzinę dziesiątą – rzekł starszy z mężczyzn.
- Violetta powiedziała, że jeśli będzie trzeba to ona może przyjechać do firmy. Lecz ona mieszka w Pomiechówku i trochę czasu jej zajmie przyjazd – dodał Olszański.
- Wiesz Sebastian to nie będzie na razie potrzebne, ale gdyby coś się zmieniło to dam znać. Najpierw chcę porozmawiać z obojgiem Febo, zwłaszcza z Aleksem – odparł Dobrzański i zabrawszy nagranie opuścił gabinet udając się do konferencyjnej. W środku czekał już Aleks. Panowie przywitali się, zajęli swoje miejsca i czekali już tylko na przyjście Pauliny oraz Heleny.
- Co takiego się stało, że zwołałeś to zebranie? – podpytywał Febo.
- Zaraz wszystkiego się dowiesz – usłyszał w odpowiedzi.
- Jesteśmy już w komplecie możemy zaczynać – odezwał się ponownie najstarszy z mężczyzn, gdy tylko obie panie zajęły swoje miejsca.
- Moi drodzy doszły mnie słuchy, że źle się dzieje w firmie – zaczął Dobrzański.
- O niczym takim mi nie wiadomo. Masz coś konkretnego na myśli? – zapytała panna Febo – A może ty Aleks coś wiesz? – zwróciła się do brata. Ten tylko pokręcił głową, że o niczym nie wie.
- Mówię, że mamy do czynienia między innymi z działaniem na niekorzyść firmy w postaci przekupienia pracownika w celu uzyskaniu korzyści oraz o złym zarządzaniu samą firmą. W ciągu ostatnich dwóch lat zostało zwolnionych kilkanaście osób, a na ich miejsce nie zatrudniono nowych. Za czasów mojej i Marka prezesury nie było tylu zwolnień. A w najbliższym czasie również sam Pshemko chce odejść – mówił Dobrzański.
- Ale Krzysztof mamy kryzys w kraju i nie tylko stąd te zwolnienia. Dodatkowo złe zarządzanie firmą przez Marka musiało się tak skończyć – mówił Febo.
- Właśnie, co do Marka. Mam dowody, że działałeś na jego nie korzyść. Wiem również o wszystkich twoich przekrętach, którymi obarczyłeś mojego syna.
- O czym ty mówisz? – pytał zaskoczony Febo.
- Mówię o twoim i panny Kubasińskiej spisku, który miał pozbawić Marka prezesury.
- To jakieś nie dorzeczne oszczerstwa. Masz jakieś dowody na to? – odezwała się milcząca dotychczas Paulina.
- A i owszem – rzekł i wyjął z teczki dyktafon. Aleks nagle zaczął się dziwnie zachowywać. Dobrzański widząc to rzekł.
- Co ci jest? Czyżbyś wiedział co się znajduje na tym urządzeniu? – wskazał palcem na urządzenie.
- To są zwykłe pomówienia – odparł Febo – to ona składała mi dziwne propozycje – mówił.
- A to ciekawe, bo tu nie ma żadnych propozycji. A wręcz przeciwnie. Proszę posłuchajcie – odparł senior i puścił nagranie, gdzie Febo mówi z całą pewnością w głosie, komu uwierzą, jeśli Kubasińska pójdzie z tym do Krzysztofa – wiem, że jesteś w posiadaniu tamtego nagrania i lepiej dla ciebie, jeśli ja to nagranie jeszcze dzisiaj usłyszę – zwrócił się do Febo. Ten wiedząc, że nie ma już nic więcej do stracenia wstał od stołu i wyszedł z konferencyjnej, wrócił pięć minut później.
Krzysztof wraz z pozostałymi odsłuchał to nagranie.
- Helenko, ale to nie jest tak – odezwała się Paulina do swoje niedoszłej teściowej – Aleks to zrobił dla dobra firmy – próbowała ratować sytuację.
- Paulina, o czym ty mówisz, ewidentnie słychać jak twój brat knuje przeciwko Markowi i wciąga w to innego pracownika. Słychać dokładnie jak oferuje korzyści płynące ze znalezienia czegokolwiek na naszego syna – odezwała się Helena.
- To zapewne da się jakoś wytłumaczyć. Przecież skoro Marek miał jakieś problemy mógł przyjść do was albo porozmawiać ze mną – mówiła panna Febo próbując jakoś ratować sytuację.
- Widzisz Paulinko i na ten temat mamy pewne informacje. Wiem, że również i ty działałaś na jego niekorzyść. Mianowicie o wszystkim co mówił ci Marek zaraz mówiłaś Aleksowi. Jestem w posiadaniu informacji, że gdyby nie panna Cieplak to przez twojego brata firma już dawno by nie istniała – grzmiał Krzysztof.
- To są pomówienia i ja w to nie wierzę. Ta pokraka go omamiła do tego stopnia, że nawet ze mną zerwał – mówiła Paulina.
- To że rozstał się z tobą nas nie dziwi, po tym jak go traktowałaś. Nie popieramy jedynie faktu, że wdał się w ten romans. Ale z tego co wiemy na całe szczęście rozstał się z tą kobietą zaraz po zarządzie – mówiła starsza z kobiet.
- Przez was oboje straciliśmy syna, nie mamy z nim żadnego kontaktu od dwóch lat. Nie wiemy co robi, jak żyje. Również nie mam pojęcia co dalej z firmą, a ta jest na skraju upadku. Ale wiem z całą pewnością, że ciebie Aleks odsuwam ze stanowiska prezesa i ponownie będę nią zarządzał ja.
Na tym kończę dzisiejsze posiedzenie – zakończył Dobrzański i wraz z Heleną opuścił pomieszczenie zostawiając rodzeństwo Febo samych.
- I co teraz Aleks? – odezwała się Paulina.
- Jeszcze nie wiem – odparł w trzech słowach, ten, który uważał się za naj pod każdym względem. Po czym wstał od stołu i również wyszedł. Czuł wściekłość na siebie, że jakaś tam sekretarka była lepsza od niego. Nie sądził, że ona będzie taka cwana. 
Dobrzańscy wrócili do domu, przez całą drogę milczeli. Każde z nich rozmyślało, co teraz.
- Krzysiu i co my teraz zrobimy? Z Markiem nie mamy kontaktu, firma chyli się ku upadkowi – mówiła zmartwionym głosem jego żona, gdy byli już w domu.
- Jeszcze nie wiem Helenko. Ale obiecuję ci, że postaram się coś zrobić – odparł i udał się do swojego gabinetu.
Potrzebował spokoju i chwili, aby wszystko przemyśleć i zastanowić co teraz. Wyciągnął z kieszeni marynarki telefon i wybrał jeden z wielu numerów, ale po drugiej stronie nikt nie odbierał. Próbował kilka razy na początku były połączenia odrzucane a później po prostu nieodbierane. Kolejnym krokiem było sprawdzenie kont i umówienie się na konsultacje ze znajomym ekonomistom oraz prawnikiem na następny dzień. Musiał działać i to szybko, jeśli nie chciał, aby cały dorobek ich życia poszedł na marne.

Marek niemalże nie wychodził od Uli z domu. Do siebie wracał tylko spać, lecz to miało się wkrótce zmienić. Ale na ten moment był przy Uli i pomagał w opiece nad Dominiką. Ta nad wyraz szybko przywykła do obecności Marka. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, iż była nieufny dzieckiem.
Pomagał właśnie Uli w kuchni, gdy usłyszeli dźwięk telefonu. Marek spojrzał na wyświetlacz i odrzucił połączenie później następne i tak kilka razy. W końcu wyciszył dźwięk a telefon odłożył na półkę.
- Nie odbierzesz? – zapytała Ula, gdy ten kolejny raz odrzucił połączenie.
- Nie, to ojciec. Nie mam ochoty z nim ani z matką rozmawiać – odparł, ale widząc minę swojej ukochanej dodał – Ula przez dwa lata żadne się nie odezwało, nie zadzwoniło, a teraz sobie o mnie przypomnieli.
- Ale może coś się stało? – Ula nie dawała za wygraną.
- Kochanie nie mam zamiaru psuć sobie dnia. Teraz jestem z wami. Jak wrócę do domu to oddzwonię i dowiem się o co chodzi – odparł i szybko zmienił temat pytając - o, której chcesz jutro jechać do Rysiowa. Przyjechałbym wcześniej i pomógł wszystko spakować do bagażnika. 
CDN…


piątek, 29 maja 2020

INTRYGA część V

Ula wciąż milczała, zastanawiając się jak mu to wszystko powiedzieć. Jak ma powiedzieć o śmierci syna? Jak on to przyjmie? Czy nadal będzie ją kochał? A może odejdzie i więcej nie będzie chciał jej widzieć? Miała w głowie milion takich pytań. Pytań bez odpowiedzi. Wiedziała jednak, że musi to zrobić.
- Marek przez te dwa lata wydarzyło się wiele. I nawet nie wiem, od czego zacząć. Dodatkowo boję się… - zamilkła na moment spuszczając wzrok i próbując ukradkiem wytrzeć łzy z twarzy – jak zareagujesz na to, co mam do powiedzenia.
- Może zacznij od początku – rzekł Dobrzański. Ula skinęła głową i po chwili zaczęła.
- Kilka dni po tym jak się rozstaliśmy zaczęłam czuć się źle. Poszłam do lekarza, który potwierdził ciążę. Ciążę mnogą. Z początku nic się nie działo, dzieci rozwijały się prawidłowo. Lecz w szóstym miesiącu podczas badań okazało się, że dzieci mają wadę serca – Marek siedział i zastanawiał się gdzie jest drugie dziecko, ale słuchał dalej, co mówiła – Po urodzeniu okazało się, że Dominika nie potrzebuje operacji, ale przez jakiś czas musi być pod kontrolą lekarza kardiologa. Natomiast Dominik…- słowa ugrzęzły jej w gardle, nie umiała wykrztusić z siebie tego co się stało z drugim dzieckiem. Marek wstał z kanapy i podszedł do Uli, przykucnął przy niej i chwycił jej dłonie próbując dodać otuchy – Dominik miał mieć operację, ale nie zdążyli i…  zmarł godzinę po urodzeniu – wyłkała, zanosząc się płaczem.
Dobrzański przez chwilę próbował zrozumieć sens jej wypowiedzi. To jego milczenie dało jej pretekst, aby mówić dalej – Przez jakiś czas po urodzeniu mieszkałam nadal w Rysiowie. Lecz ze względu na łatwiejszy dostęp do lekarza, ale i nie tylko postanowiłam przenieść się do Warszawy. To jest mieszkanie Alicji, dla mnie i małej wystarczające – skończyła mówić. Zapanowała cisza między nimi. Ta cisza zdawała się nie mieć końca. Każde z nich milczało. Ula z czasem wybaczyła Markowi, kochała go wciąż tak samo mocno. Wiele samotnych wieczorów pozwoliło jej na zrozumienie tego wszystkiego. Ale czy Marek, mimo, że wyznał jej miłość będzie w stanie wybaczyć to co zrobiła? Ta myśl nie dawała spokoju Uli.
Młody Dobrzański podniósł się i podszedł do okna. Zawsze tak robił, gdy tak naprawdę nie wiedział, co dalej. W głowie miał istną gonitwę myśli. Był zły na wszystkich. Zły na siebie, że odpuścił, nie próbował przez te dwa lata skontaktować się z Ulą. Na Ule, że nie powiedziała mu o ciąży, chorobie dzieci oraz śmierci jednego z nich.  Był tak pochłonięty rozmyślaniem nad tym wszystkim, że nie usłyszał płaczu małej. Wciąż stał twarzą w stronę okna.




Miał wrażenie jakby coś stracił bezpowrotnie nie umiał sobie z tym poradzić. Kilka minut później wyszedł z mieszkania bez słowa pożegnania. Czuł, że musi ochłonąć, przemyśleć sobie to wszystko. Szedł ulicami stolicy tak bez konkretnego celu, aż w końcu znalazł się przed jakimś barem wszedł, usiadł i zamówił drinka.


   
Zrobił łyk może dwa, gdy przyszło coś w rodzaju otrzeźwienia.
- Chłopie, co ty robisz? Ona cię potrzebuje, twoja córka cię potrzebuje! Powinieneś być przy nich. Wyjaśnić wszystko i zapewnić, że teraz już będzie tylko lepiej – ganił sam siebie w myślach – A co jak ona teraz nie będzie chciała ze mną rozmawiać? – nadeszły go wątpliwości po tym jak wyszedł z mieszkania. Po mimo wątpliwości odstawił szklaneczkę z niedopitym drinkiem, zapłacił za niego i udał ponownie do Uli.
Wszedł do mieszkania bez pukania, miał tylko nadzieję, że Ula go nie wywali za drzwi. Ta wraz z małą siedziała w pokoju. Dominika bawiła się siedząc na dywanie, a Ula przeglądała jakiś album ze zdjęciami.
- Ula – usłyszała cichy głos. Doskonale wiedziała czyj to głos. Spojrzała w jego kierunku – dlaczego? Dlaczego mi o niczym nie powiedziałaś? Gdybym tylko wiedział o ciąży nie byłabyś z tym sama – mówił spokojnie nie chciał krzyczeć ani nawet podnosić głosu. Raz, że była z nimi w pokoju Dominika a dwa zdawał sobie sprawę, że tu nie ma nikogo winnego.
- Nie chciałam, abyś czuł się zobowiązany. Nie chciałam abyś pomyślał, że chcę złapać cię na dziecko – mówiła, a jej twarz kolejny już raz tego dnia była mokra od łez.
- Ula przecież wiesz, jak bardzo cię kocham. Nigdy nie pomyślałbym w ten sposób – mówił podchodząc bliżej.
Dominika przestała się bawić, a jej uwagę przykuł gość, który rozmawiał z mamą. Podniosła się i podeszła do nich w ten sposób przerywając im rozmowę. Ula wzięła małą na kolana.
- Kto to jeśt – zapytała dziewczynka.
- To kochanie jest twój tata – mała siedziała wciąż na kolanach matki i przyglądała się mężczyźnie siedzącemu obok.
- Witaj skarbie. Mama mówi prawdę, jestem twoim tatą – odezwał się milczący Marek. Mała wciąż przyglądała się Markowi, a już po chwili spowodowała wybuch śmiech u obojga.
- A maś ćukierka? – wysepleniła mała.
- Skarbie, ale mamusia mówiła, że już dzisiaj jadłaś cukierka – odezwał się Dobrzański. Co jednak widać nie spodobało się dziewczynce, a co zauważyła Ula.
- Kochanie wiesz, że nie można jeść tak dużo słodyczy – próbowała ratować sytuację Cieplak.
- Ale dziadzia mi zawse daje. O tyle – mówiła ze skargą w głosie i pokazując na paluszkach, że dziadek Józek daje jej tak dużo.
- Wiesz co, mam pomysł – zaczął Marek, widząc, że mała nie odpuści – jeśli dzisiaj ładnie zjesz obiadek i kolację to jutro zabiorę ciebie i mamusię na pyszne lody. Chcesz?
- Ce – odpowiedziała i zsunąwszy się z kolan Uli ponownie zajęła się zabawą. A oni ponownie mogli wrócić do rozmowy.
Jeszcze długo rozmawiali, wyjaśniając sobie wszystko i opowiadając co się działo przez ten cały czas.
- A jak twoi rodzice? – zapytała Ula.
- Nie wiem co u nich. Nie mam z nimi żadnego kontaktu od dnia jak odszedłem z firmy. Od ojca standardowo usłyszałem, że się na mnie zawiódł,  a mama miała pretensje o rozstanie z Pauliną – wyjaśnił.
- To wszystko moja wina… - zaczęła, lecz Marek nie dał jej dokończyć i chwyciwszy jej dłoń rzekł.
- Ula nie ma tu żadnej twojej winy. Dla ojca zawsze byłem nieudacznikiem. I to przez duże „N”.  A mama, no cóż myślała, że tylko panna Febo jest właściwą partią dla mnie.
- A co u Sebastiana? – dalej dopytywała.
- Z Sebastianem pokłóciłem się kilka dni później. Zanim znalazłem mieszkanie, przez jakiś czas pomieszkiwałem z Olszańskim, a on uznał iż możemy iść do knajpy. Wyznałem mu co czuję do ciebie, a takim wyjściem dopuściłbym się zdrady on mnie wówczas wyśmiał. Wiem, że pracuje nadal F&D – wyjaśnił – dość rozmowy o mnie i o tym wszystkim w około. Powiedz lepiej co u twojej rodziny. Opowiedz mi coś więcej o Dominice. Przez własną głupotę straciłem dwa lata z życia własnego dziecka. Nie wiem o niej kompletnie nic. Chciałbym też jechać na grób Dominika – mówił.
- Jasiek skończył liceum i poszedł na studia i wraz z Kingą wybrali zarządzanie. Betti oprócz zwykłej szkoły chodzi jeszcze na zajęcia plastyczne w domu kultury. A tata ożenił się z Alicją. Ja ze względu na małą siedzę w domu. Do tej pory to były raz w miesiącu takie wizyty u kardiologa. Ale na szczęście z badania na badanie jest coraz lepiej. Uwielbia wszelkiego rodzaju pluszaki oraz kolorować. Bywa małym uparciuchem i potrafi mimo niespełna dwóch lat postawić na swoim. Dominik został pochowany razem z moją mamą. Ja z małą postanowiłam przenieść się do Warszawy ze względu na lekarzy jak mówiłam, ale i ze względu na ludzi. Rysiów to wciąż mieścina, gdzie panna z dzieckiem to powód do drwin, kpin i szydzenia.  Możemy jechać jutro albo pojutrze na grób oraz odwiedzić moich – mówiła, ale już znacznie spokojniej.
- A kiedy masz kolejną wizytę u lekarza Dominiki? – dopytywał Dobrzański. Widać było jego przejęcie tym wszystkim i chęć próby nadrobienia tego co stracił.
- Następna wizyta dopiero za dwa miesiące. Właśnie dzisiaj wracałyśmy z badań i wszystko jest w porządku. Najważniejsze, że uniknęła operacji – odpowiedziała.
CDN…

piątek, 22 maja 2020

INTRYGA część IV

"...Modliła się o siłę
Czekając na te jedyne dłonie
Te jedyne ramiona...
Upragnione
Potrzebowała sił
By być
Tylko on dawał powody
Chciało się żyć
Bez niego
Nic..."
Autorka  Listy od M
 
Stała tak przez chwilę nie mogąc uwierzyć, że to Marek. Ten Marek, którego kochała mimo wszystko, i za którym tęskniła. Chociaż przez dłuższy czas próbowała wmówić sobie, że tak nie jest. Podświadomie pragnęła jego silnych ramion, a z chwilą narodzin dzieci i tego co się później wydarzyło, to ta tęsknota się nasiliła. W głowie miała jego obraz jako pięknego, przystojnego mężczyznę. Mężczyznę, za którym oglądały się kobiety. Widok ten wywołał szok, z którego nie mogła się przez moment otrząsnąć.
- Marek? – w końcu wypowiedziała jego imię z niedowierzaniem.
Ten podniósł się z ławki, podszedł bliżej.
- Ula, proszę cię porozmawiajmy. Tak bardzo chciałbym się dowiedzieć co u ciebie. Wiem, że zawiniłem, ale proszę daj mi wyjaśnić ci wszystko – mówił z rozpaczą w głosie, a jego oczy zdawały się być mokre od łez. W końcu spojrzał na wózek, gdzie spała jego córka. Po czym ponownie spojrzał na Ule z niemym pytaniem. Ula w tym momencie zrozumiała, że dłużej nie może tego ukrywać i powiedzieć Markowi co się wydarzyło od ich ostatniej rozmowy. Chociaż obawiała się jego reakcji na wieść o śmierci synka.
- Dobrze porozmawiajmy, ale nie tutaj. Mieszkam tu niedaleko, zrobię kawy i spokojnie porozmawiamy – rzekła.
Marek tylko skinął głową na znak, że się zgadza. Również on nie chciał rozmawiać w parku. Szli w milczeniu, zastanawiając się nad przebiegiem rozmowy. Rozmowy, która powinna odbyć się już dawno temu. Lecz żadne nie odważyło się na ten krok. Ula dodatkowo obawiała się pretensji ze strony Marka o nie powiedzenie o dzieciach.

- Dzień dobry pani Heleno – przywitał się z kobietą Sebastian Olszański, gdy tylko otworzyły się drzwi od domu seniorów Dobrzańskich.
- Dzień dobry Sebastianie. Wchodź dalej, mąż czeka na ciebie w swoim gabinecie – usłyszał od kobiety – Krzysiu Sebastian przyszedł – mówiła Dobrzańska do męża otwierając drzwi od gabinetu.
Dobrzański wstał z fotela, podszedł do młodego mężczyzny i przywitał się uściskiem dłoni.
- Usiądźmy – rzekł i wskazał Olszańskiemu fotel przy niewielkim stoliczku.
- Dziękuję, że zgodził się pan na to spotkanie – zaczął Olszański.
- Co też takiego masz mi do powiedzenia? – zapytał starszy z mężczyzn.
- Chciałbym, aby pan mnie wysłuchał do końca – zaczął dyrektor. Krzysztof kiwną głową na znak zgody. Kadrowy zaczął od tego co działo się kilka miesięcy wcześniej. Pominął jedynie romans Marka z Cieplak. W końcu doszedł do tego feralnego dnia – otóż dwa lata temu miało miejsce pewny wydarzenie. Mianowicie doszło do tego, że Marek i Ula Cieplak stracili pracę. Kilka dni przed tym zarządem. Febo obiecując Violecie korzyści w postaci unieważnienia długu wobec firmy oraz stanowisko, jeśli znajdzie coś na Marka. Ta się zgodziła i znalazła teczkę z tymi dokumentami o współpracy naszej firmy z firmą Uli Cieplak. Ale w tamtym czasie ta współpraca była najlepszym rozwiązaniem. Proszę mi uwierzyć, że oboje Febo cały czas działali na niekorzyść firmy. A Aleksowi dodatkowo chodziło o fotel prezesa i był gotów zrobić wiele jak nie wszystko, aby do tego doprowadzić. Za wszelką cenę chciał się pozbyć Marka z firmy, a Paulina mu w tym również pomagała. Nie wiem na ile robiła to celowo, lecz zawsze o wszystkim co robił pana syn mówiła Aleksowi. Teraz też nie dzieje się dobrze w firmie jest nawet dużo gorzej niż za prezesury Marka. Aleks właśnie zaczął zwalniać ludzi, obniżył pensje, jest w ciągłym konflikcie z Pshemko. Mistrz tak prawdę mówiąc jest w tej firmie ze względu na pana. Proszę wierzyć, gdyby nie to już dawno by odszedł. Panie Krzysztofie jak tak będzie dalej to ta firma zostanie zamknięta – Dobrzański senior siedział jak skamieniały, nie mógł uwierzyć w to co mówi do niego Olszański.
- A skąd wiesz, że to wszystko co mówiłeś o pani Kubasińskiej jest prawdą? – zapytał.
- Violetta nagrała ich rozmowę, jak Aleks jej proponuje to wszystko. I myślę, że to by nie wyszło gdyby ten jej nie zwolnił.
- Więc może to tylko próba zemsty na Aleksie? Masz to nagranie? – mówił senior.
- Nie mam tego nagrania, ma je Aleks. Zabrał go i gdzieś schował – odpowiedział młodszy mężczyzna.
- Są również dowody na szkodliwe działanie Aleksa wobec firmy. Ale posiada je Marek - dodał po chwili milczenia kadrowy.
Dobrzański obiecał tą sprawę wyjaśnić i obaj panowie pożegnali się.
- Sebastian masz może kontakt z Markiem – zapytała go Helena, gdy już wychodził.
- Przykro mi proszę pani, ale nie. Kilka dni po tym jak odszedł z firmy i rozstał się z Pauliną pokłóciliśmy się o Cieplak – odparł. Widać było, że ta wiadomość zasmuciła Dobrzańską. Liczyła, iż może Olszański coś jej powie o Marku. To już dwa lata jak nie miała żadnego kontaktu z synem, nie wiedziała co porabia, jak żyje. Często wieczorami płakała, że tak potraktowała Marka.
- Dlaczego pokłóciliście się o panią Cieplak? – zadała kolejne pytanie, nie widziała powodu, aby ci dwaj mieli się poróżnić o tak mało atrakcyjną kobietę. Ona sama nie miała nic do Uli, nie znała jej aż tak, lecz znała gust swojego syna.
- Wyśmiewałem się z niej, a co nie podobało się Markowi – odparł. Nie powiedział do końca prawdy, bo nie wiedział jak zareaguje Helena. Po tej krótkiej wymianie zdań pożegnał się z Dobrzańską i wrócił do siebie.

Weszli do mieszkania, Ula poprosiła Marka, aby usiadł w pokoju, który służył, jako gościnny i jej sypialnia.
- Ja tylko zaniosę małą do łóżeczka, zrobię kawy i zaraz będziemy mogli porozmawiać – Marek zrobił to co mówiła Ula.
Usiadł i czekał rozglądając się po mieszkaniu.
- Marek co ci się stało? – zapytała, gdy już była w pokoju.



- Poślizgnąłem się w łazience – odparł, ale jakoś mało przekonywująco. Kilka dni wcześniej wdał się w bójkę z jakimś typem w knajpie. Lecz to jak dla niego nie miało znaczenia – Ula chciałem ci wszystko wyjaśnić i tu mój wygląd jest najmniej znaczący – mówił. Ula milczała, więc młody Dobrzański postanowił kontynuować – Ula wiem, że bardzo cię skrzywdziłem tym co zrobiłem. To nie tak miało być – mówił patrząc jej prosto w oczy – lecz nie przewidziałem, że jednak zakocham się. Ale tak właśnie się stało. Zrozumiałem to w dniu twoich urodzin. A dokładnie to, kiedy wybierałem prezent. Tego dnia dotarło do mnie, że to co brałem za przyjaźń było miłością. Przestało liczyć się wszystko co związane z firmą, Pauliną natomiast ty stałaś się najważniejsza. Każdy dzień bez ciebie, każda noc traciły sens. Coraz bardziej pragnąłem spędzać z tobą każdą możliwą chwilę. Ula proszę wybacz mi to co złe i podłe. Uwierz zmieniłem się, w tym samym dniu zaraz po zarządzie rozstałem się z Pauliną zostawiając jej dom. Odszedłem z firmy. Przez te dwa lata strasznie tęskniłem za tobą, kilka razy chciałem jechać do Rysiowa, ale nie wiedziałem czy będziesz chciała ze mną rozmawiać. Nic nie wiem, co się u ciebie działo. I czyja jest ta mała dziewczynka? Czy to moje dziecko? A jeśli tak to czemu nic mi nie powiedziałaś? – mówił, a Ula siedziała na wprost słuchając i nie przerywając – Ula proszę powiedz cokolwiek – odezwał się, gdy skończył mówić a ona wciąż milczała.

- Aleks na jutro zwołuję zebranie zarządu – mówił do słuchawki Krzysztof Dobrzański.
- A coś się stało? Czemu tak nagle? – zasypał pytaniami go Febo.
- Wszystkiego dowiesz się jutro na zebraniu – usłyszał w odpowiedzi Aleks.
Po tym jak senior Dobrzański poinformował swojego przybranego syna o zebraniu skontaktował się raz jeszcze z Sebastianem. Widocznie ta popołudniowa rozmowa dała prezesowi do myślenia i najwyraźniej zrozumiał, że może to być prawda.
- Sebastian czy Violetta może mieć jakieś kopie tego nagrania?
- Nie wiem panie Krzysztofie. Ale mogę zadzwonić do niej i się dowiedzieć – odpowiedział młodszy mężczyzna.
- To zrób to i daj mi znać. Na jutro też zwołałem zebranie, aby to móc wyjaśnić – rzekł Dobrzański.
- Zaraz będę wszystko wiedział. Proszę dać mi kwadrans – odpowiedział i rozłączył się, po czym wybrał numer już swoje byłej dziewczyny.
- Posłuchaj Viola mam pytanie. Masz może jakąś kopię tego nagrania? Potrzebujemy jej z panem Krzysztofem.
- Tamtego nie mam. Lecz mam nagraną tę rozmowę, gdy on mnie zwalniał i zabrał mi dyktafon – odpowiedziała. Nie takiej odpowiedzi oczekiwał Olszański, ale to też mógł być dowód na winę Febo.
- Chciałbym podjechać jeszcze dzisiaj po to nagranie, jeśli się zgodzisz?
- Nie ma problemu, możesz przyjechać – usłyszał w odpowiedzi.
- Dziękuję, powinienem przyjechać do godziny czasu – rzekł i rozłączył się. Kolejny telefon do Dobrzańskiego z informacją co i jak, i już jechał do Pomiechówka.
CDN…