czwartek, 2 lipca 2020

INTRYGA część X

Marek milczał, nie wiedział, co powiedzieć. Bo jak powiedzieć, że ktoś nie zaakceptował naszego wyboru. Jak powiedzieć swojej ukochanej, że jego rodzina nie akceptuje ani jej, ani dziecka?

- Marek? – ponagliła go Ula.

- Ula czy to ważne? – próbował jakoś wymigać się od odpowiedzi – pomyślałem, aby może spróbować skontaktować się z Violką i od niej dowiedzieć się czegoś więcej? – próbował zmienić temat.

- Proszę cię nie zmieniaj tematu, tylko powiedz mi jak zareagowali twoi rodzice – mówiła Cieplak. Dobrzański milczał, co powodowało, iż Ula miała złe przeczucia w tej sprawie. Spojrzała na narzeczonego z miną, która mówiła, że nie odpuści.

- Ula znasz moich rodziców i wiesz, że oni mają inne spojrzenie na świat – próbował jakoś delikatnie jej wytłumaczyć – ale dla mnie nie ma to znaczenia. Obie z Dominiką jesteście najważniejsze. Nikt i nic tego nie zmieni – mówił.

- Czyli jak rozumiem twoi rodzice nie zaakceptowali nas – ni to zapytała ni to stwierdziła. Marek nic więcej nie musiał mówić, jego mina mówiła wszystko, a jej oczy wypełniły się łzami.

- Ula proszę cię nie płacz. Kocham was obie i tu moi rodzice nie mają nic do tego – próbował ją przekonać.

Ula wstała z ławki i szybkim krokiem zaczęła się oddalać. Marek został nie chciał na nią naciskać, wiedział doskonale, że ona potrzebuje czasu.

- Tato czy Dominika może u was zostać przez kilka dni? Nie udało nam się z Markiem wszystkiego załatwić – prosiła ojca po tym jak dotarła do mieszkania. Chciała zostać samej i przemyśleć to wszystko. Jakąś godzinę później usłyszała dzwonek do drzwi. Wiedziała, kto to nie chciała teraz rozmawiać.

- Ula proszę otwórz te drzwi – mówił podniesionym głosem młody Dobrzański. Lecz ta zdawała się nie słyszeć tego dobijania się do drzwi i tego podniesionego głosu – Ula nie odejdę stąd dopóki nie porozmawiamy.

W końcu podeszła i przekręciła klucz w zamku otworzyła drzwi, po czym wróciła ponownie na sofę. Dobrzański wszedł, a widok, jaki ujrzał wywołały u niego złość na siebie samego, ale i na rodziców.

- Skoro twoi mnie nie akceptują, Dominiki również to powinniśmy się rozstać – mówiła łykając łzy jednocześnie ściągając z palca pierścionek – ja nie chcę abyś musiał wybierać między nami a rodzicami – szlochała.

- Na litość boską, co ty mówisz Ula? – mówił nie dowierzając w słowa Uli – wiesz dobrze, że tylko wy się liczycie. Ty i Dominika jesteście dla mnie najważniejsze. Uwierz mi nikt i nic tego nie zmieni. Moi rodzice jak sama wiesz odezwali się do mnie tylko, dlatego, że firma pada. Przez dwa lata nie obchodziło ich, co się ze mną dzieje – mówił spokojnym głosem próbując ją uspokoić jednocześnie trzymając jej dłonie w swoich, nie dając zdjąć pierścionka.

- Ale ja… - chciała coś powiedzieć, lecz narzeczony jej nie dał skończyć.

- Nie ma żadnego „ale”.  Proszę cię nie zadręczaj się tym. Kocham was obie i tak pozostanie. Myślałem, aby w najbliższym czasie iść do kościoła i zaklepać termin naszego ślubu – zaczął zmieniać temat by Ula nie zadręczała się myślami o tej całej sytuacji z jego rodzicami. Dla niego naprawdę nie miało znaczenia, co myśli jego rodzina.

- A masz na myśli jakiś konkretny termin? – zapytała Cieplak.

- Może w te święta? – zaproponował – mamy jeszcze prawie pół roku zdążylibyśmy ze wszystkim. Nie będziemy mieli wielu gości. Co sądzisz?

- Jak dla mnie to dobra data. Jest tak jak mówisz jeszcze sporo czasu. Jutro jak pojedziemy po małą do Rysiowa to możemy wejść na plebanię i spróbować ustalić termin – odpowiedziała Ula.

Tak jak poprzedniej nocy Marek został u Uli. Lecz ta noc była inna od tej wcześniejszej, ale za to taka sama albo i lepsza od tej w SPA. Była pełna namiętności i wyznań o wielkiej miłości. Usnęli niemalże nad ranem. Oboje szczęśliwi, że mają obok siebie tę jedyną osobę.

Zgodnie z planami, jakie poczynili dnia poprzedniego ustalili datę ślubu na dwudziesty piąty grudnia. Tą wiadomością podzielili się z rodziną Uli, która widać było, że szczerze się cieszy. Wszyscy im gratulowali, a Alicja oraz Józef zaoferowali swoją pomoc w przygotowaniach do ślubu.

 

Od wizyty u seniorów Dobrzańskich minął tydzień. Marek przez ten czas nie odzywał się do nich. Był pochłonięty wraz Ulą przygotowaniami do ślubu oraz opieką nad małą. Siedzieli na kanapie rozmawiając o przeprowadzce Uli i Dominiki do mieszkania Marka.

- Ula może przeniosłybyście się już teraz do mieszkania na Sienną. Po co mamy czekać do ślubu i opłacać oba mieszkania. To oddałabyś Ali, a w tamtym urządzilibyśmy pokoik dla małej – mówił Marek, gdy nagle ich rozmowę przerwał dźwięk telefonu. Spojrzał na wyświetlacz i już miał odrzucić połączenie.

- Odbierz może to coś ważnego – odezwała się Cieplak. Marek patrzył na narzeczoną z miną, mówiącą, iż nie ma ochoty na rozmowę – proszę – dodała.

- Słucham – odezwał się niezbyt przyjaznym tonem.

- Dzień dobry synu. Dzwonię, aby zapytać czy przemyślałeś to, o czym rozmawialiśmy ostatnio – usłyszał głos ojca.

- Nie miałem na to czasu – odpowiedział bez żadnego wcześniejszego przywitania.

- Myślałem, że tydzień to spora ilość czasu – rzekł starszy mężczyzna.

- Jak zapewne pamiętasz to oświadczyłem się niedawno i w związku z tym jesteśmy wraz z Ulą zajęci przygotowaniami do ślubu – odparł równie mało przyjemnie, co ojciec.

- Czyli mam rozumieć, że ta dziewczyna i jej dziecko są dla ciebie ważniejsi od nas? – padły kolejne słowa, które wywołały w młodym Dobrzańskim złość. Chociaż złość to mało powiedziane, raczej wściekłość na rodzica.

- Ula i Dominika, bo tak ma na imię moja córka są i pozostaną dla mnie najważniejsze. Ale jeśli wy tego nie rozumiecie i nie potraficie tego zaakceptować ani przyjąć do wiadomości to już wasz problem. Lecz nie próbujcie na mnie wywierać żadnej presji, to nic nie da. Porozmawiam jeszcze o tym z Ulą – odparł.

- A co do tego ma ta kobieta? – dopytywał senior.

- Już mówiłem i nie zamierzam się powtarzać – odpowiedział Marek.

Krzysztof Dobrzański najwyraźniej doszedł do wniosku, że nic nie wskóra taką postawą zmienił nie, co ton swoich wypowiedzi i na koniec zapytał.

- To, kiedy mogę spodziewać się jakiejkolwiek odpowiedzi?

- Myślę, że pod koniec tygodnia. Odezwę się do was w sobotę i dam odpowiedź – odparł mu syn.

Senior podziękował mu i pożegnał się. Całej tej rozmowie przysłuchiwała się Ula, bo Marek włączył tryb głośnomówiący w telefonie. Chciał, aby i ona słyszała, o czym mówi ojciec.

- I co o tym myślisz kochanie? Ja osobiście nie mam zbytnio ochoty na ratowanie tej firmy. Ale z drugiej strony jeśli ona padnie i my na tym stracimy. Dzięki wpływom z udziałów możemy lepiej żyć, a przede wszystkim można pozwolić na lepsze i bardziej skuteczne leczenie Dominiki – mówił.

- Trudno mi się wypowiedzieć w tej kwestii. Owszem można by znaleźć jakieś rozwiązanie, aby uratować to, co jeszcze zostało z firmy – rzekła Ula.

- Czy ty chcesz ratować ten tonący statek? – pytał z niedowierzaniem.

- Marek ja wiem, że czujesz do swoich rodziców złość. Ale firma nie jest temu winna. Jak się dobrze nad tym zastanowisz to sam mi przyznasz rację – mówiła spokojnym głosem.

Wiedział, a nawet w duchu przyznawał Uli rację. Ale też wiedział, że aby uratować tę firmę potrzeba naprawdę potwornie dobrego biznesplanu i nie tylko. Obiecał jej, że zastanowi się nad tym.

 

Wraz z Alicją Ula właśnie miała wychodzić z galerii handlowej, gdy usłyszała znajomy głos. Odwróciła się w kierunku skąd dochodził.

- Tak jak myślałam, panna Kubasińska we własnej osobie – rzekła do swojej towarzyszki widząc Violettę siedzącą przy stoliku w jednym z lokali i rozmawiającą z jakimś mężczyzną.

- A co to Sebastian już się jej znudził? – mi to stwierdziła ni to spytała Milewska.

- Tego to ja nie wiem, ale wiem, że czas najwyższy na rozmowę z tą panią – odpowiedziała Cieplak i nie zważając na nic podeszła do rozmawiających i odezwała się.

- Widzę, że dobrze się bawisz. Ciekawe czy tak samo dobrze będziesz się bawiła siedząc w więzieniu? – mina Kubasińskiej była w tym momencie bezcenna. O mało co, a nie udławiłaby się kawą.

- Nie wiem o czym mówisz – odparła, gdy tylko odzyskała głos.

- To ciekawe co mówisz. Mamy z Markiem dowody, które jednoznacznie obciążają ciebie za przyjęcie łapówki w celu uzyskania korzyści majątkowych – Ula wiedziała, że ta uwierzy w jej słowa. I rzecz jasna nie pomyliła się.

- Ula może porozmawiamy – rzekła, gdy panna Cieplak po powiedzeniu tego co chciała zaczęła się oddalać od stolika.

- Nie mamy, o czym – usłyszała i chwilę później Ula wsiadła do zamówionej taksówki i wraz z przyjaciółką pojechały na Sienną. Tak Ula wraz z córką przeprowadziły się do mieszkania Marka. Co bardzo cieszyło młodego Dobrzańskiego.

- Wreszcie rodzina w komplecie – powtarzał.  

CDN…

 

 

piątek, 26 czerwca 2020

INTRYGA część IX

- To, jakie masz plany na dzisiaj? – pytała Cieplak.
- Chciałem coś sprawdzić w związku z wczorajszą rozmową. Muszę się spotkać z Olszańskim – odpowiedział – a ty co zamierzasz robić?
- To co robię codziennie – odpowiedziała.
Kończyli śniadanie, gdy Markowi wpadł do głowy pewien pomysł.
- Ula, a może pojechałabyś ze mną? Dominikę możemy zabrać ze sobą. A następnie pojechalibyśmy na zakupy – zaproponował – proszę zgódź się – mówił z miną małego chłopca proszącego o nową zabawkę albo lizaka. Ula popatrzyła na tę poniekąd zabawną minę, pokręciła głową i z uśmiechem na ustach odparła.
- No dobrze, pojadę z tobą. Ale małą możemy zawieść do Rysiowa.
- Dziękuję, że się zgodziłaś. Będzie mi raźniej. Zaraz zadzwonię do Sebastiana i umówię się z nim – rzekł poczym wstał od stołu i podszedł do narzeczonej objął w pasie a na jej ustach złożył delikatny niczym muśnięcie motyla pocałunek. Temu wszystkiemu przyglądała się mała Dominika. Gdy ta dwójka oderwała się od siebie Marek podszedł do córki.
- Kochanie razem z mamusią zawieziemy cię do dziadka do Rysiowa i tam spędzisz troszkę czasu – tłumaczył Dobrzański.
- Hula – usłyszeli.

Marek jeszcze tylko wykonał telefon do swojego byłego przyjaciela umawiając się na rozmowę w porze lunchu. Olszański niczego nie podejrzewając zgodził się. Można by rzec, że w skrytości liczył na pogodzenie się z młodym Dobrzańskim. On wciąż nie widział niczego złego w tym, co zrobili. I nie uważał, aby Marek miał powód się obrażać. Przecież nie powiedział niczego złego, a jedynie prawdę. Nie rozumiał, co takiego widział Marek w tej całej Cieplak. Ona nawet nie była ładna, a ten twierdził, że jest w niej zakochany. Miał nadzieję, że ta niby jakby się wydawało wielka miłość mu minęła i obaj znów będą szaleć po klubach wyrywając kolejne panny.

Na miejscu byli jakiś kwadrans przed czasem. Weszli do restauracji Moskwa i zajęli zarezerwowany dla nich stolik. Z zamówieniem poczekali jak będą już całą trójką. Chociaż Marek miał zamiar tylko i wyłącznie porozmawiać z Sebastianem i dowiedzieć się kilku rzeczy. A przede wszystkim chciał się upewnić, co do swoich podejrzeń względem Violetty. Podejrzewał, że kadrowy może coś o tym wiedzieć.
Siedzieli i coś między sobą szeptali uśmiechając się do siebie, gdy usłyszeli czyjś głos. Podnieśli głowy i ujrzeli przy stoliku Olszańskiego.
- Cześć – przywitali się.
- Siadaj proszę. To moja narzeczona, której nie muszę ci przedstawiać – rzekł Dobrzański.
- Twoja narzeczona? – odparł z niedowierzaniem Sebastian.
- Tak moja narzeczona – powtórzył z naciskiem na dwa ostatnie słowa – masz z tym jakiś problem? – dodał po chwili widząc minę gościa.
- Nie, nie mam – odpowiedział jednocześnie zajmując miejsce przy stole – zamawialiście już coś – rzekł, zanim Marek zdążył się odezwać.
- Nie, ale my nie przyszliśmy tu, aby jeść. Chciałem się tylko czegoś od ciebie dowiedzieć tak samo i Ula – Olszański przyglądał się tej dwójce i nie bardzo rozumiał co młody Dobrzański ma na myśli i o co chce zapytać.
- W takim, więc razie zamieniam się w słuch i słucham, co chcecie wiedzieć – rzekł. 
- Czy wiesz może coś o tym, aby Violetta miała coś wspólnego z moim i Uli odejściem z firmy? – rzucił bez żadnego wstępu Dobrzański.
- Tak wiem. Ale dowiedziałem się o tym stosunkowo niedawno. Kilka dni temu. Zaraz jak się dowiedziałem skontaktowałem się z twoim ojcem – odpowiedział niemalże bez zająknięcia.
- Co wiesz dokładnie? – padło z ust Uli.
- A po co ci to wiedzieć? – odparł mało przyjemnym tonem.
- Zważaj na słowa – wysyczał przez zęby Dobrzański – więc, mów, bo inaczej pomyślę, że masz z tym coś wspólnego.
- Violka w zamian za znalezienie czegokolwiek na ciebie miała otrzymać pewne profity – odpowiedział Olszański.
- Wiesz co mnie ciekawi? – zapytał Dobrzański i za Sebastian zdążył się odezwać Marek sam wyjaśnił o co mu chodzi – skąd ona wiedziała, że w tej właśnie teczce są takie materiały, mogące pogrążyć mnie, ale i Ulę?
- Marek ty chyba nie sądzisz, że ja miałem z tym coś wspólnego – mówił były przyjaciel.
- Właśnie tak sądzę. Dla was obojga było na rękę pozbycia się z firmy Uli. Żadne z was jej nie lubiło. A tylko ty jedyny wiedziałeś o wszystkim. Mało tego, to dzięki tobie dałem się wciągnąć w tę ohydną intrygę. Ale i w ten sposób poznałem, co to miłość. Lecz wracając do sprawy. Myślę, że Violka dużo wiedziała dzięki tobie byliście w końcu razem – mówił Dobrzański.
- Marek ja naprawdę nie miałem z tym nic wspólnego. O wszystkim dowiedziałem się dopiero teraz, gdy Febo zwolnił Violkę z roboty. Ta wówczas przyznała się do wszystkiego. Powiedziała, że nagrała całą rozmowę z Aleksem i chciała go szantażować tym nagraniem. Lecz on zabrał jej to nagranie. Rozmawiałem o tym z twoim ojcem i odbyło się w tej sprawie zebranie, podczas którego wszyscy usłyszeli całą rozmowę między Violką a Febo. W dniu kiedy rozmawiałem z twoim ojcem o tym, co zrobiła Violka również opowiedziałem jak Aleks utrudniał ci pracę – wyjaśnił Olszański.
- Zastanawiam się, dlaczego z tym wszystkim nie przyszedłeś do Marka tylko pognałeś z tym do pana Krzysztofa – rzekła Cieplak. Olszański nie bardzo wiedział, co ma odpowiedzieć w końcu się odezwał.
- Na kilka dni po twoim odejściu z firmy pokłóciłem się z Markiem o pewną głupotę i nie miałem pewności czy będzie chciał ze mną rozmawiać.
Dla nich to tłumaczenie było dość pokrętne i mało wiarygodne. Ula znała powód sprzeczki Marka z Sebastianem. Wiedziała, że pokłócili się o słowa, jakie padły tamtego dnia z ust Olszańskiego.
Skończyli rozmowę, pożegnali się zwykłym „cześć” i wyszli z restauracji.
Wsiedli w samochód i ruszyli w milczeniu. Przez jakiś czas nie rozmawiali a Marek jechał w tylko sobie znanym kierunku. Nie minęło więcej jak półgodziny, gdy byli na miejscu.
- Za nim pojedziemy po mała do Rysiowa chciałem pobyć tylko z tobą – mówił wyjaśniająco.
- Mogliśmy jechać do domu, też byśmy byli sami – odparła.
- Masz rację kochanie. Ale chciałem zabrać cię na zapiekanki i tak jak kiedyś pospacerować. Pamiętasz? Zawsze wtedy rozmawialiśmy na sto procent prawdy. Od dnia, kiedy się rozstaliśmy to oprócz ciebie samej brakowało mi tych właśnie naszych rozmów – odparł i poprowadził w kierunku budki z ich ulubionym przysmakiem, a następnie przeszli parkiem i usiedli na ławce. Tej samej, która była wiele razy niemym świadkiem ich rozmów.
- I co myślisz o tym wszystkim? – padło z ust Uli.
- Trudno mi powiedzieć. Dziwne jest to, że ona wiedziała czego szukać i gdzie. Przecież poza nami tylko Olszański wiedział, gdzie jest teczka z tymi wszystkimi umowami. Dodatkowo nawet gdyby znalazła cokolwiek, skąd miała wiedzieć, że to może być coś warte. Aleks musiał dostać konkrety, a ona doskonale wiedziała co to może być – mówił.
- Trochę czuję się winna temu co się stało – zaczęła, ale Marek przerwał jej pytając.
- Jak to ty winna?
- Mogłam lepiej zabezpieczyć te dokumenty – odparła, a z policzka próbowała ukradkiem zetrzeć słoną ciecz. Marek wiedział co się dzieje, mimo iż Ula próbowała ukryć swoje łzy.
- Ula nie mów tak. Nie ma w tym nawet odrobiny twojej winy – odłożył na bok swoją zapiekankę i chwycił jej twarz w swoje dłonie unosząc tak, aby na niego spojrzała. Kciukiem próbował zetrzeć jej słoną wilgoć z twarzy i mówił – proszę nie płacz. Jeszcze wszystko się ułoży. Lecz ona nie potrafiła tego uczynić. Często, gdy była sama zastanawiała się nad tym wszystkim, jednocześnie obwiniając siebie o to. Czuła się winna temu, że Marek musiał odejść z firmy. 
- Ale gdybym nie wzięła tych kredytów... - mówiła szlochając, lecz młody Dobrzański jej przerwał.
- Gdybyś ich nie wzięła też bym stracił pracę, ale znacznie wcześniej. Proszę przestań się obwiniać. Dobrze wiesz, że to dzięki tobie ta firma funkcjonowała. To właśnie twoje pomysły utrzymywały ją na powierzchni. Zawsze mnie wspierałaś, dodawałaś otuchy. A to co się wydarzyło to tylko potwierdza moje przemyślenia, że ja dla tej rodziny znaczę niewiele. Mój własny ojciec wolał uwierzyć komuś innemu niż mnie. I gdyby nie wyszło, że Febo skumał się z Kubasińską oraz jego złe zarządzanie mój ojciec ani matka nie odezwaliby się do mnie.  Jak widzisz mieli mnie głęboko gdzieś przez te dwa lata. Nawet nie zainteresowali się czy żyję i co porabiam.  
- A mogę cię o coś jeszcze spytać? 
- Pewnie, że tak. Nie mam przed tobą żadnych tajemnic.
- Twoi rodzice wiedzą, że jesteśmy razem, a ty zostałeś ojcem?
- Tak, powiedziałem im o tym.
- I jak zareagowali?
CDN…

piątek, 19 czerwca 2020

INTRYGA część VIII


Wszedł do środka, przywitał z ojcem tak samo chłodno jak z matką.
- Świetnie wyglądasz synu – odezwała się matka – co u ciebie nie wiedzieliśmy się przez tyle czasu – dodała za nim ten zdążył otworzyć usta.
- Dziękuję – odparł na pierwsze słowa matki. Reszty nie zamierzał komentować, ale matka nie miała zamiaru mu tego ułatwić.
- Gdzie teraz mieszkasz? Co porabiasz? – zadawała kolejne pytania.
- Chyba nie po to dzwonił do mnie ojciec, a i chyba przekazał ci wiadomości jakie usłyszał – odparł mało przyjemnie.
- Tak masz rację dzwoniłem do ciebie, aby porozmawiać o tym, czego się dowiedziałem oraz o firmie. Lecz również chcielibyśmy wiedzieć wraz z mamą jak ci się wiedzie – odpowiedział za żonę Krzysztof.
- Więc słucham, co takiego się dowiedziałeś, a co było powodem telefonu. Bo rozumiem, że w innym wypadku przez kolejne lata żadne z was by nie zadzwoniło. Prawda? – mówił do nich obojga.  
Żadne z Dobrzańskich seniorów nie odpowiedział na jego pytanie. To tylko utwierdziło go w przekonaniu, że ma rację. Coraz bardziej żałował, że zgodził się na to spotkanie. Tracił tylko czas. Czas, który mógł teraz spędzać ze swoją narzeczoną i córką.
- Dowiedziałem się synu, że Aleks posunął się do próby przekupstwa jednej z pracownic w naszej firmie. Jego poczynania sprawiły, że wszedł w posiadanie dokumentacji. Tej samej, która ukazywała twoją współpracę z panią Cieplak. I, że robił wiele innych rzeczy, abyś stracił stanowisko prezesa, a on je mógł przejąć. I tak też się stało po twoim odejściu on je objął. Od tego czasu w samej firmie zaczęło się źle dziać. Część udziałów przeszły w obce ręce. Zaczął zwalniać ludzi już prawie połowa załogi straciła pracę. Sam Pshemko jest gotów odejść z firmy. Mistrz jak sam wiesz nigdy nie potrafił dojść do porozumienia z Febo. I już nie chodzi tylko o jakość materiałów, lecz o wiele więcej. Paulina jak zwykle interesuje się tym wszystkim co związane z błyszczeniem na pierwszych stronach gazet. Dobrze się stało, że wasz związek nie przetrwał, teraz to wiemy. Na dzień dzisiejszy możemy jedynie cię przeprosić, że tak nalegaliśmy na ślub z nią. I rozumiemy twoje postanowienie w tej kwestii – skończył mówić senior. Marek popatrzył na nich oboje i po chwili się odezwał.
- I co ja mam do tego? Czego ode mnie oczekujesz? Stanąłeś po stronie swojego przybranego syna i masz tego efekty. Zawsze wolałeś jego niż mnie. To ja byłem tym nieudacznikiem, który nic nie potrafi. Owszem współpracowałem z Ulą, bo to dzięki jej pomocy wyprowadziłem firmę z problemów, które sprowadził na nas wszystkich Febo – mówił jeszcze spokojnie Marek. Wiedział, że nie ma sensu podnosić głosu.
- Przecież mogłeś zwrócić się o pomoc do nas albo do Pauliny – odezwała się matka.
- Prosiłem, a i oczywiście, lecz wy nie słuchaliście. Mówiłem, że nie powinniśmy wchodzić w ten ostatni kontrakt. Nie słuchaliście, Paulina nawet nie chciała rozmawiać o tym co się dzieje. A dodatkowo zaraz pobiegłaby do braciszka opowiadając mu o tym co się dzieje. Tylko Ula stała za mną murem, wspierała, pomagała, doradzała i dzięki tym jej pożyczką udało się nie puścić firmy z torbami. A wy odwdzięczyliście się jej zwolnieniem i grożeniem sprawą sądową oraz wyrzuceniem mnie z firmy. Jak dla mnie to może ta firma zbankrutować. Mam to gdzieś – mówił.
- Marek nie mów tak – odezwała się Helena
- Synu chcieliśmy cię prosić abyś wrócił do firmy i pomógł ją uratować – mówił senior.
- To jakiś żart? – zapytał. Oboje seniorzy milczeli. To milczenie przerwała Helena.
- Synku ja wiem, że masz do nas żal o to co się stało. Ale zrozum ta firma to nasz cały dorobek życia. Tato poświęcił całe swoje życie i zdrowie dla tego przedsiębiorstwa.
- Owszem może i mam do was o to żal. Lecz nie tylko o to co się działo w czasie, gdy pracowałem w firmie. Przez ostatnie dwa lata, żadne z was nie zainteresowało się czy ja żyję, co się u mnie dzieje. Dzisiaj siedzę u was – spojrzał wymownie na stojący na kominku zegar – prawie dwie godziny i nawet nie zapytaliście o Ulę oraz Dominikę i Dominka. A przecież wiecie, że jesteśmy z Ulą razem i mamy dwójkę dzieci – mówił rozgoryczony. I znów zapadła cisza.
- Marek myślałam, że ten romans już dawno się skończył. Ta kobieta nie pasuje do naszej rodziny. I skąd masz pewność, że te dzieci są twoje? – mówiła Helena.
- Nie mów tak o żadnym z nich. Nie masz do tego prawa – mówił podniesionym głosem.
- A ty nie krzycz na matkę. Mówi jak jest. Mówisz o dwójce dzieci, jaką masz pewność, że chociaż jedno jest twoje – mówił Krzysztof.
- Oboje są moje, bo to bliźniaki. I będę mówił takim tonem jakim chcę. Nie pozwolę obrażać mojej narzeczonej ani moich dzieci. Zapamiętajcie czy to się wam podoba czy nie Ula zostanie moją żoną. A teraz już się pożegnam – podniósł się z fotela i udał w kierunku wyjścia. Był zły na ojca i matkę. Nie rozumiał ich zachowania. Myślał, że po tym jak ojcu powiedział w piątek o Uli i dzieciach to dziś zasypią go gradem pytań o nich. Ale nie oni mówią mu, że Ula nie pasuje do tej rodziny, a dzieci mogą nie być jego. Obiecał Uli, że po tej rozmowie przyjedzie i opowie co chcieli jego rodzice. W obecnej sytuacji zastanawiał się czy mówić o wszystkim, a mówiąc dokładnie o tym jak odnieśli się ich związku. Nie chciał sprawić jej przykrości, a z drugiej strony obiecywał nie mieć przed nią żadnych tajemnic. Zdawał sobie sprawę, że wcześniej czy później wyjdzie na jaw niechęć seniorów Dobrzańskich wobec Uli i Dominiki. Pół godziny później siedział już w jej mieszkaniu i bawił się z małą na dywanie.
Godzinę później Ula wykąpała córkę, dała kolację i położyła spać. Marek jak poprzedniego wieczoru opowiedział jej bajkę.
- I jak rozmowa z rodzicami? – pytała go, gdy tylko mogli spokojnie usiąść i porozmawiać.
- Tak jak myślałem, chodzi o firmę. Oboje może i nie powiedzieli mi tego wprost, ale dali do zrozumienia jedną rzecz. Mianowicie, gdyby nie problemy w firmie to nie odezwaliby się do mnie – zaczął mówić, upił łyk kawy i kontynuował dalej – okazało się, że Aleks przekupił kogoś, aby znalazł coś na mnie. Ja nawet chyba się domyślam kto to. W samej firmie, od kiedy zaczął rządzić Febo zaczęły się kłopoty finansowe, wiele osób zwolnił nawet Pshemko coraz częściej mówi o odejściu. Ojciec wspomniał coś o tym, że jakiś procent udziałów jest w cudzych rękach. W związku z tym chcą abym wrócił i pomógł wyciągnąć firmę z kłopotów – mówił.
- Kogo masz na myśli? Kto mógłby być tak podłym, aby chcieć się ciebie pozbyć i ugadać z Febo? – pytała, chociaż też podejrzewała jedną z osób.
- Violka – odparł bez namysłu - ona od początku trzymała się z Pauliną. Sama wiesz, że jej zadaniem było szpiegowanie mnie i donoszenie o wszystkim tej włoskiej harpii. A ja kiedyś sam słyszałem jak umawiała się z nim na kolację. Wystarczyło, że obiecał jej coś w zamian za dostarczenie czegokolwiek na mnie i wystarczyło.
- Jak tak teraz sobie myślę, to możesz mieć rację. Sama kilka razy przyłapałam ją na szperaniu w dokumentach w moim biurku. Za każdym razem tłumaczyła się szukaniem czegoś, co było jej potrzebne.
A co zamierzasz zrobić z ich prośbą o pomoc w ratowaniu F&D?
- Nie wiem Ula. Z jednej strony stała praca była by najlepszym rozwiązaniem. Kiedyś skończą się oszczędności. Owszem wciąż mam te swoje dwadzieścia pięć procent, ale wpływy z nich są niewielkie. A jak to padnie nie będzie nawet tego – mówił. Doskonale zdawał sobie sprawę, że stałe wpływy gotówki są im niezmiernie potrzebne. Dominika wciąż potrzebuje leczenia, od kiedy pogodzili się z Ulą on myśli o czymś większym niż to małe mieszkanko. To, które on wynajmuje jest niewiele większe od tego – muszę się nad tym wszystkim dobrze zastanowić – dodał.

Następnego dnia rano siedzieli całą trójką przy stole jedząc śniadanie. Tak dokładnie Marek został na noc u swoich dziewczyn. Z propozycją zostania na noc wyszła sama panna Cieplak.
- Będę się już zbierał – rzekł kilka minut po skończonej rozmowie.
- Zostań – wyszeptała, tak jakby bała się, że może odmówi. Podszedł do niej.
- Jesteś tego pewna? – zapytał również szeptem. Ula skinęła głową na tak i dodała.
- Dominika się ucieszy, gdy cię rano tu zobaczy – dodała jakby chciała się wytłumaczyć ze swojej propozycji. Jednak Marek wiedział, że radość jego córki to tylko taka wymówka.
CDN…