Marek milczał, nie wiedział, co powiedzieć. Bo jak powiedzieć, że ktoś nie zaakceptował naszego wyboru. Jak powiedzieć swojej ukochanej, że jego rodzina nie akceptuje ani jej, ani dziecka?
- Marek? – ponagliła go Ula.
- Ula czy to ważne? – próbował jakoś wymigać się od odpowiedzi – pomyślałem, aby może spróbować skontaktować się z Violką i od niej dowiedzieć się czegoś więcej? – próbował zmienić temat.
- Proszę cię nie zmieniaj tematu, tylko powiedz mi jak zareagowali twoi rodzice – mówiła Cieplak. Dobrzański milczał, co powodowało, iż Ula miała złe przeczucia w tej sprawie. Spojrzała na narzeczonego z miną, która mówiła, że nie odpuści.
- Ula znasz moich rodziców i wiesz, że oni mają inne spojrzenie na świat – próbował jakoś delikatnie jej wytłumaczyć – ale dla mnie nie ma to znaczenia. Obie z Dominiką jesteście najważniejsze. Nikt i nic tego nie zmieni – mówił.
- Czyli jak rozumiem twoi rodzice nie zaakceptowali nas – ni to zapytała ni to stwierdziła. Marek nic więcej nie musiał mówić, jego mina mówiła wszystko, a jej oczy wypełniły się łzami.
- Ula proszę cię nie płacz. Kocham was obie i tu moi rodzice nie mają nic do tego – próbował ją przekonać.
Ula wstała z ławki i szybkim krokiem zaczęła się oddalać. Marek został nie chciał na nią naciskać, wiedział doskonale, że ona potrzebuje czasu.
- Tato czy Dominika może u was zostać przez kilka dni? Nie udało nam się z Markiem wszystkiego załatwić – prosiła ojca po tym jak dotarła do mieszkania. Chciała zostać samej i przemyśleć to wszystko. Jakąś godzinę później usłyszała dzwonek do drzwi. Wiedziała, kto to nie chciała teraz rozmawiać.
- Ula proszę otwórz te drzwi – mówił podniesionym głosem młody Dobrzański. Lecz ta zdawała się nie słyszeć tego dobijania się do drzwi i tego podniesionego głosu – Ula nie odejdę stąd dopóki nie porozmawiamy.
W końcu podeszła i przekręciła klucz w zamku otworzyła drzwi, po czym wróciła ponownie na sofę. Dobrzański wszedł, a widok, jaki ujrzał wywołały u niego złość na siebie samego, ale i na rodziców.
- Skoro twoi mnie nie akceptują, Dominiki również to powinniśmy się rozstać – mówiła łykając łzy jednocześnie ściągając z palca pierścionek – ja nie chcę abyś musiał wybierać między nami a rodzicami – szlochała.
- Na litość boską, co ty mówisz Ula? – mówił nie dowierzając w słowa Uli – wiesz dobrze, że tylko wy się liczycie. Ty i Dominika jesteście dla mnie najważniejsze. Uwierz mi nikt i nic tego nie zmieni. Moi rodzice jak sama wiesz odezwali się do mnie tylko, dlatego, że firma pada. Przez dwa lata nie obchodziło ich, co się ze mną dzieje – mówił spokojnym głosem próbując ją uspokoić jednocześnie trzymając jej dłonie w swoich, nie dając zdjąć pierścionka.
- Ale ja… - chciała coś powiedzieć, lecz narzeczony jej nie dał skończyć.
- Nie ma żadnego „ale”. Proszę cię nie zadręczaj się tym. Kocham was obie i tak pozostanie. Myślałem, aby w najbliższym czasie iść do kościoła i zaklepać termin naszego ślubu – zaczął zmieniać temat by Ula nie zadręczała się myślami o tej całej sytuacji z jego rodzicami. Dla niego naprawdę nie miało znaczenia, co myśli jego rodzina.
- A masz na myśli jakiś konkretny termin? – zapytała Cieplak.
- Może w te święta? – zaproponował – mamy jeszcze prawie pół roku zdążylibyśmy ze wszystkim. Nie będziemy mieli wielu gości. Co sądzisz?
- Jak dla mnie to dobra data. Jest tak jak mówisz jeszcze sporo czasu. Jutro jak pojedziemy po małą do Rysiowa to możemy wejść na plebanię i spróbować ustalić termin – odpowiedziała Ula.
Tak jak poprzedniej nocy Marek został u Uli. Lecz ta noc była inna od tej wcześniejszej, ale za to taka sama albo i lepsza od tej w SPA. Była pełna namiętności i wyznań o wielkiej miłości. Usnęli niemalże nad ranem. Oboje szczęśliwi, że mają obok siebie tę jedyną osobę.
Zgodnie z planami, jakie poczynili dnia poprzedniego ustalili datę ślubu na dwudziesty piąty grudnia. Tą wiadomością podzielili się z rodziną Uli, która widać było, że szczerze się cieszy. Wszyscy im gratulowali, a Alicja oraz Józef zaoferowali swoją pomoc w przygotowaniach do ślubu.
Od wizyty u seniorów Dobrzańskich minął tydzień. Marek przez ten czas nie odzywał się do nich. Był pochłonięty wraz Ulą przygotowaniami do ślubu oraz opieką nad małą. Siedzieli na kanapie rozmawiając o przeprowadzce Uli i Dominiki do mieszkania Marka.
- Ula może przeniosłybyście się już teraz do mieszkania na Sienną. Po co mamy czekać do ślubu i opłacać oba mieszkania. To oddałabyś Ali, a w tamtym urządzilibyśmy pokoik dla małej – mówił Marek, gdy nagle ich rozmowę przerwał dźwięk telefonu. Spojrzał na wyświetlacz i już miał odrzucić połączenie.
- Odbierz może to coś ważnego – odezwała się Cieplak. Marek patrzył na narzeczoną z miną, mówiącą, iż nie ma ochoty na rozmowę – proszę – dodała.
- Słucham – odezwał się niezbyt przyjaznym tonem.
- Dzień dobry synu. Dzwonię, aby zapytać czy przemyślałeś to, o czym rozmawialiśmy ostatnio – usłyszał głos ojca.
- Nie miałem na to czasu – odpowiedział bez żadnego wcześniejszego przywitania.
- Myślałem, że tydzień to spora ilość czasu – rzekł starszy mężczyzna.
- Jak zapewne pamiętasz to oświadczyłem się niedawno i w związku z tym jesteśmy wraz z Ulą zajęci przygotowaniami do ślubu – odparł równie mało przyjemnie, co ojciec.
- Czyli mam rozumieć, że ta dziewczyna i jej dziecko są dla ciebie ważniejsi od nas? – padły kolejne słowa, które wywołały w młodym Dobrzańskim złość. Chociaż złość to mało powiedziane, raczej wściekłość na rodzica.
- Ula i Dominika, bo tak ma na imię moja córka są i pozostaną dla mnie najważniejsze. Ale jeśli wy tego nie rozumiecie i nie potraficie tego zaakceptować ani przyjąć do wiadomości to już wasz problem. Lecz nie próbujcie na mnie wywierać żadnej presji, to nic nie da. Porozmawiam jeszcze o tym z Ulą – odparł.
- A co do tego ma ta kobieta? – dopytywał senior.
- Już mówiłem i nie zamierzam się powtarzać – odpowiedział Marek.
Krzysztof Dobrzański najwyraźniej doszedł do wniosku, że nic nie wskóra taką postawą zmienił nie, co ton swoich wypowiedzi i na koniec zapytał.
- To, kiedy mogę spodziewać się jakiejkolwiek odpowiedzi?
- Myślę, że pod koniec tygodnia. Odezwę się do was w sobotę i dam odpowiedź – odparł mu syn.
Senior podziękował mu i pożegnał się. Całej tej rozmowie przysłuchiwała się Ula, bo Marek włączył tryb głośnomówiący w telefonie. Chciał, aby i ona słyszała, o czym mówi ojciec.
- I co o tym myślisz kochanie? Ja osobiście nie mam zbytnio ochoty na ratowanie tej firmy. Ale z drugiej strony jeśli ona padnie i my na tym stracimy. Dzięki wpływom z udziałów możemy lepiej żyć, a przede wszystkim można pozwolić na lepsze i bardziej skuteczne leczenie Dominiki – mówił.
- Trudno mi się wypowiedzieć w tej kwestii. Owszem można by znaleźć jakieś rozwiązanie, aby uratować to, co jeszcze zostało z firmy – rzekła Ula.
- Czy ty chcesz ratować ten tonący statek? – pytał z niedowierzaniem.
- Marek ja wiem, że czujesz do swoich rodziców złość. Ale firma nie jest temu winna. Jak się dobrze nad tym zastanowisz to sam mi przyznasz rację – mówiła spokojnym głosem.
Wiedział, a nawet w duchu przyznawał Uli rację. Ale też wiedział, że aby uratować tę firmę potrzeba naprawdę potwornie dobrego biznesplanu i nie tylko. Obiecał jej, że zastanowi się nad tym.
Wraz z Alicją Ula właśnie miała wychodzić z galerii handlowej, gdy usłyszała znajomy głos. Odwróciła się w kierunku skąd dochodził.
- Tak jak myślałam, panna Kubasińska we własnej osobie – rzekła do swojej towarzyszki widząc Violettę siedzącą przy stoliku w jednym z lokali i rozmawiającą z jakimś mężczyzną.
- A co to Sebastian już się jej znudził? – mi to stwierdziła ni to spytała Milewska.
- Tego to ja nie wiem, ale wiem, że czas najwyższy na rozmowę z tą panią – odpowiedziała Cieplak i nie zważając na nic podeszła do rozmawiających i odezwała się.
- Widzę, że dobrze się bawisz. Ciekawe czy tak samo dobrze będziesz się bawiła siedząc w więzieniu? – mina Kubasińskiej była w tym momencie bezcenna. O mało co, a nie udławiłaby się kawą.
- Nie wiem o czym mówisz – odparła, gdy tylko odzyskała głos.
- To ciekawe co mówisz. Mamy z Markiem dowody, które jednoznacznie obciążają ciebie za przyjęcie łapówki w celu uzyskania korzyści majątkowych – Ula wiedziała, że ta uwierzy w jej słowa. I rzecz jasna nie pomyliła się.
- Ula może porozmawiamy – rzekła, gdy panna Cieplak po powiedzeniu tego co chciała zaczęła się oddalać od stolika.
- Nie mamy, o czym – usłyszała i chwilę później Ula wsiadła do zamówionej taksówki i wraz z przyjaciółką pojechały na Sienną. Tak Ula wraz z córką przeprowadziły się do mieszkania Marka. Co bardzo cieszyło młodego Dobrzańskiego.
- Wreszcie rodzina w komplecie – powtarzał.
CDN…