piątek, 12 czerwca 2020

INTRYGA część VII

Pożegnał się z dziewczynami i jak każdego wieczoru wracał do siebie.
- Marek pamiętaj co mi obiecałeś – zwróciła się do niego Ula za nim wyszedł.
- Tak pamiętam. Zaraz po powrocie zadzwonię i dowiem się o co chodzi – odparł. Lecz prawdą było, iż nie miał ochoty na rozmowy z ojcem ani z matką – ale proszę abyś nie liczyła na zbyt wiele – dodał.
- Marek to są twoi rodzice – mówiła spokojnie.
- Ula, ja to wiem. Ale oni przez ostatnie dwa lata jakoś o mnie nie pamiętali. Nie pamiętali, że mają syna. A teraz co? Nagle sobie o mnie przypomnieli? Wróciły im uczucia rodzicielskie? – próbował argumentować swoje zachowanie wobec rodziców. Ula w pewnym sensie nawet rozumiała jego zachowanie – pa kochanie jutro po was przyjadę i pojedziemy wszyscy do dziadka Józefa – zwrócił się do małej podnosząc ją i mocno przytulając.
- Hula. Lubie dziadka Jóźka – wysepleniła mała.
- Wiemy o tym kochanie – odparł jej Marek.

Siedział na kanapie już dobry kwadrans bawiąc się telefonem i zastanawiał się, co mógł chcieć od niego ojciec. W końcu wybrał ostatni numer na liście połączeń nieodebranych nie czekał długo, gdy usłyszał tak dobrze znany mu głos.
- Dzień dobry tato. Dzwoniłeś – odezwał się dość oficjalnym tonem po usłyszeniu standardowego halo.
- Dzień dobry synku. Tak dzwoniłem kilka razy. Chciałem porozmawiać i spytać co u ciebie?
- Skąd ta nagła troska o mnie? Przez ostatnie dwa lata jakoś nie specjalnie oboje z mamą się przejmowaliście moim losem. A nie odbierałem, bo byłem u Uli i Dominiki to moja i jej córka.
- Ty nadal jesteś z tą kobietą? – usłyszał Marek.
- Ta kobieta ma na imię Ula. Jeśli masz zamiar tak rozmawiać to ta rozmowa nie ma najmniejszego sensu – odparł młody Dobrzański. Próbował zachować spokój i nie wybuchnąć. Miał wielką chęć w tej chwili zakończyć rozmowę.
- Nie zamierzam o tym rozmawiać. Chciałem abyś przyjechał jutro do domu abyśmy mogli spokojnie porozmawiać. Chciałem Ci kilka rzeczy wyjaśnić a to nie jest raczej rozmowa na telefon – wyjaśnił ojciec.
- Jutro oraz w niedzielę nie mogę mam inne plany… - zaczął, ale ojciec mu przerwał.
- Co może być ważniejszego od rozmowy z rodzicami?
- A co było ważniejsze od kontaktu ze mną przez ostatni czas? – odpowiedział pytaniem, po czym odpowiedział ojcu na zadane pytanie - wraz z Ulą i Dominiką jedziemy do Rysiowa, aby odwiedzić grób mojego syna oraz zostałem zaproszony przez pana Cieplaka na niedzielny obiad – skłamał z tym zaproszeniem, ale nie zamierzał rezygnować ze wszystkiego tylko, dlatego, że jego rodzice przypomnieli sobie o nim.
- To, kiedy możesz nas zaszczycić swoją obecnością? – zapytał Dobrzański senior z wyczuwalnym poirytowaniem w głosie. A Marka ta rozmowa coraz bardziej irytowała. Odnosił wrażenie jakby jego ojciec nie słuchał go. On mówi, że ma dwójkę dzieci, z czego jedno nie żyje, jest z kobietą, którą kocha a ojciec ani razu nie zapytał o żadne z nich.
- Przyjadę w poniedziałek tak na godzinę szesnastą – odpowiedział. Senior zgodził się i pożegnał z synem jak gdyby nigdy nic.

- Rozmawiałem Helenko z Markiem – rzekł Dobrzański do żony chwilę po tym jak skończył rozmawiać i wyszedł z gabinetu.
- Tak? I co u niego? Przyjedzie? – zasypała męża krótkimi pytaniami.
- Przyjedzie w poniedziałek, bo na weekend ma jakieś plany. Wyobraź sobie, że on jest z tą Cieplak. Wspominał również coś o jakiś dzieciach, ale nie słuchałem. Owszem rozumiem, że rozstał się z Pauliną ten związek nie miał przyszłości. Lecz nigdy nie pochwalałem tego romansu z tą jego asystentką – mówił Krzysztof.
- Też nie popierałam tego związku i nie wyobrażam sobie jej w naszej rodzinie. Ona pochodzi z całkiem innego świata. Jak dla mnie ona kompletnie nie pasuje do naszej rodziny. Z czasem również zrozumiałam, że związek Marka z Pauliną był nieudany, ale to? – poparła męża.

Marek po tej rozmowie z ojcem już wiedział, że oni a na pewno ojciec nie zaakceptuje Uli.
- No trudno. Ja nie zamierzam poświęcić związku z kobietą, którą kocham dla dobrych relacji z rodzicami – rozmyślał – no dobra Dobrzański przestań się zadręczać tą rozmową z ojcem. Jutro mam nadzieję będzie dla mnie, ale i nie tylko jednym z najszczęśliwszych dni. Oby tylko się zgodziła – wrócił myślami do dnia jutrzejszego i planów z tym związanych.
Następnego dnia tak jak obiecał przyjechał już po obie jego ukochane dziewczyny i trzy kwadranse później już jechali w stronę rodzinnego domu Uli.
- Rozmawiałeś z tatą? – zapytała go Ula, gdy byli już w samochodzie.
- Tak – odparł, ale nie chciał wdawać się w szczegół.
- I? – Ula najwyraźniej nie zamierzała odpuścić.
- Umówiłem się z ojcem, że przyjadę do nich w poniedziałek.
- Ale czy powiedział ci coś więcej? – dopytywała dalej.
- Powiedział, że to nie jest rozmowa przez telefon i chciał abym przyjechał dzisiaj. Odmówiłem i obiecałem, że przyjadę w poniedziałek na szesnastą. Wtedy też będę wiedział więcej. A teraz proszę nie rozmawiajmy już o tym. Chcę ten czas spędzić razem z wami – mówił. Było mu trochę głupio, że nie powiedział jej wszystkiego. Zobaczy co mają mu do powiedzenia oboje. A teraz tak jak mówił, chce te dwa dni spędzić wraz z Ulą, Dominiką oraz całą resztą Cieplaków. 

W pierwszej kolejności podjechali na cmentarz. Marek z bagażnika wyjął dwa duże znicze oraz wiązankę z napisem „Dla ukochanego syna oraz braciszka”. Ula doprowadziła ich mogiły, w której pochowana była jej matka i ich malutki synek. Podeszli do grobu Marek spojrzał na płytę nagrobną a jego policzki zrobiły się mokre od łez.
- Dzień dobry synku. Jestem twoim tatą i bardzo chciałem ciebie przeprosić, że mnie nie było przy was jak się urodziłeś. Ale teraz już jestem i obiecuję pozostać – szeptał.
Mała Dominika nie bardzo rozumiała co takiego się stało, że tata nagle tak posmutniał. Jednak nie pytała. Zmówili modlitwę za oboje zmarłych i opuścili cmentarz.
- Przepraszam was, ale to było silniejsze ode mnie – tłumaczył swoje zachowanie będąc już w samochodzie.
- Nic się nie stało Marek. Ja przez dłuższy czas każdą wizytę w tym miejscy kończyłam zalana łzami.

Dojechali w końcu do domu rodzinnego Uli.
Weszli do środka witając się ze wszystkimi.
Józef zapraszał wszystkich do pokoju, gdy odezwał się młody Dobrzański.
- Panie Józefie chciałem z panem pozmawiać jeśli to nie problem.
- Żaden, to może chodźmy do kuchni – rzekł Cieplak i wskazał dłonią pomieszczenie.
Obaj panowie weszli do kuchni i usiedli przy stole. Marek miał już otwierać usta, gdy do kuchni wbiegła Dominika.
- Kochanie idź do Beatki i pobawcie się. Ja muszę porozmawiać z twoim dziadkiem. Jak skończymy to cię zawołamy – poprosił ją Marek. Mała popatrzyła na nich i chwilę później już jej nie było.
- To o czym chciałeś rozmawiać? – odezwał się pan Cieplak po tym jak zostali sami.
- Chciałem bardzo przeprosić pana za to co się stało. Wiem, że nie tak powinienem się zachować. Ale proszę mi wierzyć gdybym tylko wiedział, że Ula jest w ciąży nawet bym się nie zastanawiał i był przy niej cały czas. Przy niej oraz dzieciach. Strasznie żałuję, że o niczym nie wiedziałem. Gdy kilka dni temu spotkałem Ulę w parku z małą poprosiłem o rozmowę. Tego dnia wyjaśniliśmy sobie wszystko. Ula mi wybaczyła i o to samo proszę pana. Chciałbym również prosić pana o zgodę abym mógł się Uli oświadczyć i stworzyć wspólnie kochającą się rodzinę – skończył mówić i chociaż nie miał pewności, co powie Józef czuł się jakby z jego ramion spadł jakiś ogromny ciężar.
- Nie mam do ciebie synu żalu. Ja od samego początku byłem za tym, żeby Ula powiedziała ci o ciąży. Ale ona twierdziła, że nie chce abyś pomyślał, że próbuje złapać cię na dziecko. Później okazało się, że dzieci są chore. Ula bardzo ciężko to zniosła. Co do twoich oświadczyn ja nie mam nic przeciwko. Wręcz uważam, że skoro się kochacie to ja mogę być tylko szczęśliwy – odparł starszy mężczyzna.
Marek odetchnął z ulgą, ale czy sama Ula się zgodzi?
Po rozmowie Józef z Markiem weszli do pokoju, gdzie siedzieli pozostali domownicy. Kilka minut później na stole znalazło się ciasto i kawa oraz herbata a dla małej Dominiki jej ulubiony sok. Siedzieli już jakiś czas i rozmawiali o stanie zdrowia małej, o tym jak czuje się Józef, gdy nagle od stołu wstał młody Dobrzański i na krótki czas wyszedł z salonu. Wrócił, podszedł do niczego niespodziewającej się Uli i uklęknął.
- Ula wiem, że w wielu rzeczach zawiodłem. Nie było mnie przy tobie, gdy tego najbardziej potrzebowałaś. Ale jeśli mi pozwolisz od teraz będę już przy was obu do końca moich dni. Czy zostaniesz moją żoną?
Ula wyglądała jakby zapomniała języka i nie umiała wymówić żadnego słowa. W końcu dotarły do niej słowa wypowiedziane przez Marka i odezwała się.
- Tak zostanę twoją żoną – Marek miał wrażenie jakby dostał gwiazdkę z nieba.
Wszyscy zgromadzeni gratulowali im i cieszyli się szczęściem tej dwójki. Reszta soboty oraz sama niedziela minęła w bardzo dobrych nastrojach. W niedzielne popołudnie cała trójka wróciła do Warszawy. Tego dnia a raczej wieczoru Marek już nie wracał do swojego mieszkania, ale został na noc. Dominika tak samo jak i jej mama była bardzo szczęśliwa. A Marek obiecał, że od tego wieczoru to on będzie czytał małej bajki na dobranoc. Co ta przyjęła z wielką radością. 

Było kilka minut przed szesnastą jak parkował swoje auto przed domem rodziców. Prawdą było, że gdyby nie Ula to na pewno by nie spotkał się z żadnym z nich. Wysiadł, zamknął samochód i ruszył w kierunku drzwi, jeszcze nie zdążył nacisnąć na dzwonek, jak drzwi się otwarły a w nich ujrzał swoją matkę. 
- Dzień dobry mamo - przywitał się z kobietą. 
- Dzień dobry synku. Wchodź, proszę tata czeka na ciebie w salonie - rzekła.
CDN…

piątek, 5 czerwca 2020

INTRYGA część VI

Ten dzień zdawał się nie mieć końca a raczej ich rozmowy. Wyjaśnili sobie wszystko, co miało być wyjaśnione. Poleciały również łzy. Nie raz i nie dwa ta zdradliwa słona wilgoć moczyła im obojgu policzki. Wiele razy każde z nich wyznawało miłość do tej drugiej osoby. Marek przesiedział u Uli do późnego wieczora. Do siebie jechał z uśmiechem na twarzy, lecz gdzieś z tyłu głowy czuł jakiś lęk, niepokój. Martwił się o Dominikę, Ule.
- Czy uda mi się nadrobić ten stracony czas? To prawie dwa lata jak nie było mnie w ich życiu – rozmyślał siedząc na kanapie.
Mimo to wiedział, że musi wziąć się w garść i zrobić wszystko, aby móc stworzyć najprawdziwszą rodzinę z kobietą, którą kocha bardziej niż własne życie.
- Zrobię dosłownie wszystko, aby obie były szczęśliwe. Nawet, jeśli miałbym zaprzedać duszę diabłu to tak będzie – zarzekał się w duchu.
W obecnej sytuacji nie było nic ważniejszego dla niego jak Ula i Dominika.
W sobotę mieli całą trójką jechać do Rysiowa. Markowi bardzo zależało, aby odwiedzić grób syna, ale chciał również porozmawiać z ojcem Uli. Bał się tej rozmowy, nie wiedział jak przyjmie go Cieplak. Lecz nie chciał i nie mógł tej rozmowy przekładać. Na ten dzień miał również pewne plany. Następnego dnia tak jak się umawiał z Ulą przyjechał już do południa.
- Proszę to dla ciebie - zwrócił się do małej jak tylko przywitał Ule pocałunkiem i wręczył bukiet czerwonych róż.
- Ale duzi, mama pać – wysepleniła mała i chwyciwszy miśka pobiegła do swojego pokoju.
A po zjedzonym obiedzie zabrał dziewczyny na lody tak jak obiecał to córce poprzedniego dnia.

W czasie, gdy ta dwójka młodych wyjaśniała to wszystko co i jak. Kilka ulic dalej również toczyły się rozmowy. I o ile te parę przecznic wcześniej rozmawiano spokojnie, bez krzyków tak w formie F&D już tak spokojnie nie było.
Była godzina dziewiąta z minutami, gdy drzwi windy na piątym piętrze się otwarły, a z niej wysiadło starsze małżeństwo. Widać było, że ich miny nie wróżą niczego dobrego. Minęli pustą recepcję, co trochę ich zdziwiło i w pierwszej kolejności mężczyzna udał się do pokoju kadrowego, a kobieta poszła porozmawiać z niedoszłą synową. Mimo tego, co się działo w firmie Helena wciąż ubolewała nad tym, że nie doszło do zawarcia małżeństwa tej dwójki. Chociaż prawdą było iż seniorka nie znała prawdy o ich rozstaniu od syna, a jedynie to co usłyszała od Pauliny. Sam Krzysztof miał co do tego wątpliwości, lecz uważał, że dla dobra firmy ten związek powinien trwać.
- Dzień dobry Sebastian – przywitał się senior z kadrowym.
- Dzień dobry panie Krzysztofie. Mam to nagranie z ostatniej rozmowy Violetty z Aleksem. Violka mówi, że tamto nagranie zabrał jej Aleks i gdzieś schował – wyjaśnił Olszański.
- Daj mi to nagranie. Zwołałem zebranie na godzinę dziesiątą – rzekł starszy z mężczyzn.
- Violetta powiedziała, że jeśli będzie trzeba to ona może przyjechać do firmy. Lecz ona mieszka w Pomiechówku i trochę czasu jej zajmie przyjazd – dodał Olszański.
- Wiesz Sebastian to nie będzie na razie potrzebne, ale gdyby coś się zmieniło to dam znać. Najpierw chcę porozmawiać z obojgiem Febo, zwłaszcza z Aleksem – odparł Dobrzański i zabrawszy nagranie opuścił gabinet udając się do konferencyjnej. W środku czekał już Aleks. Panowie przywitali się, zajęli swoje miejsca i czekali już tylko na przyjście Pauliny oraz Heleny.
- Co takiego się stało, że zwołałeś to zebranie? – podpytywał Febo.
- Zaraz wszystkiego się dowiesz – usłyszał w odpowiedzi.
- Jesteśmy już w komplecie możemy zaczynać – odezwał się ponownie najstarszy z mężczyzn, gdy tylko obie panie zajęły swoje miejsca.
- Moi drodzy doszły mnie słuchy, że źle się dzieje w firmie – zaczął Dobrzański.
- O niczym takim mi nie wiadomo. Masz coś konkretnego na myśli? – zapytała panna Febo – A może ty Aleks coś wiesz? – zwróciła się do brata. Ten tylko pokręcił głową, że o niczym nie wie.
- Mówię, że mamy do czynienia między innymi z działaniem na niekorzyść firmy w postaci przekupienia pracownika w celu uzyskaniu korzyści oraz o złym zarządzaniu samą firmą. W ciągu ostatnich dwóch lat zostało zwolnionych kilkanaście osób, a na ich miejsce nie zatrudniono nowych. Za czasów mojej i Marka prezesury nie było tylu zwolnień. A w najbliższym czasie również sam Pshemko chce odejść – mówił Dobrzański.
- Ale Krzysztof mamy kryzys w kraju i nie tylko stąd te zwolnienia. Dodatkowo złe zarządzanie firmą przez Marka musiało się tak skończyć – mówił Febo.
- Właśnie, co do Marka. Mam dowody, że działałeś na jego nie korzyść. Wiem również o wszystkich twoich przekrętach, którymi obarczyłeś mojego syna.
- O czym ty mówisz? – pytał zaskoczony Febo.
- Mówię o twoim i panny Kubasińskiej spisku, który miał pozbawić Marka prezesury.
- To jakieś nie dorzeczne oszczerstwa. Masz jakieś dowody na to? – odezwała się milcząca dotychczas Paulina.
- A i owszem – rzekł i wyjął z teczki dyktafon. Aleks nagle zaczął się dziwnie zachowywać. Dobrzański widząc to rzekł.
- Co ci jest? Czyżbyś wiedział co się znajduje na tym urządzeniu? – wskazał palcem na urządzenie.
- To są zwykłe pomówienia – odparł Febo – to ona składała mi dziwne propozycje – mówił.
- A to ciekawe, bo tu nie ma żadnych propozycji. A wręcz przeciwnie. Proszę posłuchajcie – odparł senior i puścił nagranie, gdzie Febo mówi z całą pewnością w głosie, komu uwierzą, jeśli Kubasińska pójdzie z tym do Krzysztofa – wiem, że jesteś w posiadaniu tamtego nagrania i lepiej dla ciebie, jeśli ja to nagranie jeszcze dzisiaj usłyszę – zwrócił się do Febo. Ten wiedząc, że nie ma już nic więcej do stracenia wstał od stołu i wyszedł z konferencyjnej, wrócił pięć minut później.
Krzysztof wraz z pozostałymi odsłuchał to nagranie.
- Helenko, ale to nie jest tak – odezwała się Paulina do swoje niedoszłej teściowej – Aleks to zrobił dla dobra firmy – próbowała ratować sytuację.
- Paulina, o czym ty mówisz, ewidentnie słychać jak twój brat knuje przeciwko Markowi i wciąga w to innego pracownika. Słychać dokładnie jak oferuje korzyści płynące ze znalezienia czegokolwiek na naszego syna – odezwała się Helena.
- To zapewne da się jakoś wytłumaczyć. Przecież skoro Marek miał jakieś problemy mógł przyjść do was albo porozmawiać ze mną – mówiła panna Febo próbując jakoś ratować sytuację.
- Widzisz Paulinko i na ten temat mamy pewne informacje. Wiem, że również i ty działałaś na jego niekorzyść. Mianowicie o wszystkim co mówił ci Marek zaraz mówiłaś Aleksowi. Jestem w posiadaniu informacji, że gdyby nie panna Cieplak to przez twojego brata firma już dawno by nie istniała – grzmiał Krzysztof.
- To są pomówienia i ja w to nie wierzę. Ta pokraka go omamiła do tego stopnia, że nawet ze mną zerwał – mówiła Paulina.
- To że rozstał się z tobą nas nie dziwi, po tym jak go traktowałaś. Nie popieramy jedynie faktu, że wdał się w ten romans. Ale z tego co wiemy na całe szczęście rozstał się z tą kobietą zaraz po zarządzie – mówiła starsza z kobiet.
- Przez was oboje straciliśmy syna, nie mamy z nim żadnego kontaktu od dwóch lat. Nie wiemy co robi, jak żyje. Również nie mam pojęcia co dalej z firmą, a ta jest na skraju upadku. Ale wiem z całą pewnością, że ciebie Aleks odsuwam ze stanowiska prezesa i ponownie będę nią zarządzał ja.
Na tym kończę dzisiejsze posiedzenie – zakończył Dobrzański i wraz z Heleną opuścił pomieszczenie zostawiając rodzeństwo Febo samych.
- I co teraz Aleks? – odezwała się Paulina.
- Jeszcze nie wiem – odparł w trzech słowach, ten, który uważał się za naj pod każdym względem. Po czym wstał od stołu i również wyszedł. Czuł wściekłość na siebie, że jakaś tam sekretarka była lepsza od niego. Nie sądził, że ona będzie taka cwana. 
Dobrzańscy wrócili do domu, przez całą drogę milczeli. Każde z nich rozmyślało, co teraz.
- Krzysiu i co my teraz zrobimy? Z Markiem nie mamy kontaktu, firma chyli się ku upadkowi – mówiła zmartwionym głosem jego żona, gdy byli już w domu.
- Jeszcze nie wiem Helenko. Ale obiecuję ci, że postaram się coś zrobić – odparł i udał się do swojego gabinetu.
Potrzebował spokoju i chwili, aby wszystko przemyśleć i zastanowić co teraz. Wyciągnął z kieszeni marynarki telefon i wybrał jeden z wielu numerów, ale po drugiej stronie nikt nie odbierał. Próbował kilka razy na początku były połączenia odrzucane a później po prostu nieodbierane. Kolejnym krokiem było sprawdzenie kont i umówienie się na konsultacje ze znajomym ekonomistom oraz prawnikiem na następny dzień. Musiał działać i to szybko, jeśli nie chciał, aby cały dorobek ich życia poszedł na marne.

Marek niemalże nie wychodził od Uli z domu. Do siebie wracał tylko spać, lecz to miało się wkrótce zmienić. Ale na ten moment był przy Uli i pomagał w opiece nad Dominiką. Ta nad wyraz szybko przywykła do obecności Marka. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, iż była nieufny dzieckiem.
Pomagał właśnie Uli w kuchni, gdy usłyszeli dźwięk telefonu. Marek spojrzał na wyświetlacz i odrzucił połączenie później następne i tak kilka razy. W końcu wyciszył dźwięk a telefon odłożył na półkę.
- Nie odbierzesz? – zapytała Ula, gdy ten kolejny raz odrzucił połączenie.
- Nie, to ojciec. Nie mam ochoty z nim ani z matką rozmawiać – odparł, ale widząc minę swojej ukochanej dodał – Ula przez dwa lata żadne się nie odezwało, nie zadzwoniło, a teraz sobie o mnie przypomnieli.
- Ale może coś się stało? – Ula nie dawała za wygraną.
- Kochanie nie mam zamiaru psuć sobie dnia. Teraz jestem z wami. Jak wrócę do domu to oddzwonię i dowiem się o co chodzi – odparł i szybko zmienił temat pytając - o, której chcesz jutro jechać do Rysiowa. Przyjechałbym wcześniej i pomógł wszystko spakować do bagażnika. 
CDN…


piątek, 29 maja 2020

INTRYGA część V

Ula wciąż milczała, zastanawiając się jak mu to wszystko powiedzieć. Jak ma powiedzieć o śmierci syna? Jak on to przyjmie? Czy nadal będzie ją kochał? A może odejdzie i więcej nie będzie chciał jej widzieć? Miała w głowie milion takich pytań. Pytań bez odpowiedzi. Wiedziała jednak, że musi to zrobić.
- Marek przez te dwa lata wydarzyło się wiele. I nawet nie wiem, od czego zacząć. Dodatkowo boję się… - zamilkła na moment spuszczając wzrok i próbując ukradkiem wytrzeć łzy z twarzy – jak zareagujesz na to, co mam do powiedzenia.
- Może zacznij od początku – rzekł Dobrzański. Ula skinęła głową i po chwili zaczęła.
- Kilka dni po tym jak się rozstaliśmy zaczęłam czuć się źle. Poszłam do lekarza, który potwierdził ciążę. Ciążę mnogą. Z początku nic się nie działo, dzieci rozwijały się prawidłowo. Lecz w szóstym miesiącu podczas badań okazało się, że dzieci mają wadę serca – Marek siedział i zastanawiał się gdzie jest drugie dziecko, ale słuchał dalej, co mówiła – Po urodzeniu okazało się, że Dominika nie potrzebuje operacji, ale przez jakiś czas musi być pod kontrolą lekarza kardiologa. Natomiast Dominik…- słowa ugrzęzły jej w gardle, nie umiała wykrztusić z siebie tego co się stało z drugim dzieckiem. Marek wstał z kanapy i podszedł do Uli, przykucnął przy niej i chwycił jej dłonie próbując dodać otuchy – Dominik miał mieć operację, ale nie zdążyli i…  zmarł godzinę po urodzeniu – wyłkała, zanosząc się płaczem.
Dobrzański przez chwilę próbował zrozumieć sens jej wypowiedzi. To jego milczenie dało jej pretekst, aby mówić dalej – Przez jakiś czas po urodzeniu mieszkałam nadal w Rysiowie. Lecz ze względu na łatwiejszy dostęp do lekarza, ale i nie tylko postanowiłam przenieść się do Warszawy. To jest mieszkanie Alicji, dla mnie i małej wystarczające – skończyła mówić. Zapanowała cisza między nimi. Ta cisza zdawała się nie mieć końca. Każde z nich milczało. Ula z czasem wybaczyła Markowi, kochała go wciąż tak samo mocno. Wiele samotnych wieczorów pozwoliło jej na zrozumienie tego wszystkiego. Ale czy Marek, mimo, że wyznał jej miłość będzie w stanie wybaczyć to co zrobiła? Ta myśl nie dawała spokoju Uli.
Młody Dobrzański podniósł się i podszedł do okna. Zawsze tak robił, gdy tak naprawdę nie wiedział, co dalej. W głowie miał istną gonitwę myśli. Był zły na wszystkich. Zły na siebie, że odpuścił, nie próbował przez te dwa lata skontaktować się z Ulą. Na Ule, że nie powiedziała mu o ciąży, chorobie dzieci oraz śmierci jednego z nich.  Był tak pochłonięty rozmyślaniem nad tym wszystkim, że nie usłyszał płaczu małej. Wciąż stał twarzą w stronę okna.




Miał wrażenie jakby coś stracił bezpowrotnie nie umiał sobie z tym poradzić. Kilka minut później wyszedł z mieszkania bez słowa pożegnania. Czuł, że musi ochłonąć, przemyśleć sobie to wszystko. Szedł ulicami stolicy tak bez konkretnego celu, aż w końcu znalazł się przed jakimś barem wszedł, usiadł i zamówił drinka.


   
Zrobił łyk może dwa, gdy przyszło coś w rodzaju otrzeźwienia.
- Chłopie, co ty robisz? Ona cię potrzebuje, twoja córka cię potrzebuje! Powinieneś być przy nich. Wyjaśnić wszystko i zapewnić, że teraz już będzie tylko lepiej – ganił sam siebie w myślach – A co jak ona teraz nie będzie chciała ze mną rozmawiać? – nadeszły go wątpliwości po tym jak wyszedł z mieszkania. Po mimo wątpliwości odstawił szklaneczkę z niedopitym drinkiem, zapłacił za niego i udał ponownie do Uli.
Wszedł do mieszkania bez pukania, miał tylko nadzieję, że Ula go nie wywali za drzwi. Ta wraz z małą siedziała w pokoju. Dominika bawiła się siedząc na dywanie, a Ula przeglądała jakiś album ze zdjęciami.
- Ula – usłyszała cichy głos. Doskonale wiedziała czyj to głos. Spojrzała w jego kierunku – dlaczego? Dlaczego mi o niczym nie powiedziałaś? Gdybym tylko wiedział o ciąży nie byłabyś z tym sama – mówił spokojnie nie chciał krzyczeć ani nawet podnosić głosu. Raz, że była z nimi w pokoju Dominika a dwa zdawał sobie sprawę, że tu nie ma nikogo winnego.
- Nie chciałam, abyś czuł się zobowiązany. Nie chciałam abyś pomyślał, że chcę złapać cię na dziecko – mówiła, a jej twarz kolejny już raz tego dnia była mokra od łez.
- Ula przecież wiesz, jak bardzo cię kocham. Nigdy nie pomyślałbym w ten sposób – mówił podchodząc bliżej.
Dominika przestała się bawić, a jej uwagę przykuł gość, który rozmawiał z mamą. Podniosła się i podeszła do nich w ten sposób przerywając im rozmowę. Ula wzięła małą na kolana.
- Kto to jeśt – zapytała dziewczynka.
- To kochanie jest twój tata – mała siedziała wciąż na kolanach matki i przyglądała się mężczyźnie siedzącemu obok.
- Witaj skarbie. Mama mówi prawdę, jestem twoim tatą – odezwał się milczący Marek. Mała wciąż przyglądała się Markowi, a już po chwili spowodowała wybuch śmiech u obojga.
- A maś ćukierka? – wysepleniła mała.
- Skarbie, ale mamusia mówiła, że już dzisiaj jadłaś cukierka – odezwał się Dobrzański. Co jednak widać nie spodobało się dziewczynce, a co zauważyła Ula.
- Kochanie wiesz, że nie można jeść tak dużo słodyczy – próbowała ratować sytuację Cieplak.
- Ale dziadzia mi zawse daje. O tyle – mówiła ze skargą w głosie i pokazując na paluszkach, że dziadek Józek daje jej tak dużo.
- Wiesz co, mam pomysł – zaczął Marek, widząc, że mała nie odpuści – jeśli dzisiaj ładnie zjesz obiadek i kolację to jutro zabiorę ciebie i mamusię na pyszne lody. Chcesz?
- Ce – odpowiedziała i zsunąwszy się z kolan Uli ponownie zajęła się zabawą. A oni ponownie mogli wrócić do rozmowy.
Jeszcze długo rozmawiali, wyjaśniając sobie wszystko i opowiadając co się działo przez ten cały czas.
- A jak twoi rodzice? – zapytała Ula.
- Nie wiem co u nich. Nie mam z nimi żadnego kontaktu od dnia jak odszedłem z firmy. Od ojca standardowo usłyszałem, że się na mnie zawiódł,  a mama miała pretensje o rozstanie z Pauliną – wyjaśnił.
- To wszystko moja wina… - zaczęła, lecz Marek nie dał jej dokończyć i chwyciwszy jej dłoń rzekł.
- Ula nie ma tu żadnej twojej winy. Dla ojca zawsze byłem nieudacznikiem. I to przez duże „N”.  A mama, no cóż myślała, że tylko panna Febo jest właściwą partią dla mnie.
- A co u Sebastiana? – dalej dopytywała.
- Z Sebastianem pokłóciłem się kilka dni później. Zanim znalazłem mieszkanie, przez jakiś czas pomieszkiwałem z Olszańskim, a on uznał iż możemy iść do knajpy. Wyznałem mu co czuję do ciebie, a takim wyjściem dopuściłbym się zdrady on mnie wówczas wyśmiał. Wiem, że pracuje nadal F&D – wyjaśnił – dość rozmowy o mnie i o tym wszystkim w około. Powiedz lepiej co u twojej rodziny. Opowiedz mi coś więcej o Dominice. Przez własną głupotę straciłem dwa lata z życia własnego dziecka. Nie wiem o niej kompletnie nic. Chciałbym też jechać na grób Dominika – mówił.
- Jasiek skończył liceum i poszedł na studia i wraz z Kingą wybrali zarządzanie. Betti oprócz zwykłej szkoły chodzi jeszcze na zajęcia plastyczne w domu kultury. A tata ożenił się z Alicją. Ja ze względu na małą siedzę w domu. Do tej pory to były raz w miesiącu takie wizyty u kardiologa. Ale na szczęście z badania na badanie jest coraz lepiej. Uwielbia wszelkiego rodzaju pluszaki oraz kolorować. Bywa małym uparciuchem i potrafi mimo niespełna dwóch lat postawić na swoim. Dominik został pochowany razem z moją mamą. Ja z małą postanowiłam przenieść się do Warszawy ze względu na lekarzy jak mówiłam, ale i ze względu na ludzi. Rysiów to wciąż mieścina, gdzie panna z dzieckiem to powód do drwin, kpin i szydzenia.  Możemy jechać jutro albo pojutrze na grób oraz odwiedzić moich – mówiła, ale już znacznie spokojniej.
- A kiedy masz kolejną wizytę u lekarza Dominiki? – dopytywał Dobrzański. Widać było jego przejęcie tym wszystkim i chęć próby nadrobienia tego co stracił.
- Następna wizyta dopiero za dwa miesiące. Właśnie dzisiaj wracałyśmy z badań i wszystko jest w porządku. Najważniejsze, że uniknęła operacji – odpowiedziała.
CDN…