piątek, 22 maja 2020

INTRYGA część IV

"...Modliła się o siłę
Czekając na te jedyne dłonie
Te jedyne ramiona...
Upragnione
Potrzebowała sił
By być
Tylko on dawał powody
Chciało się żyć
Bez niego
Nic..."
Autorka  Listy od M
 
Stała tak przez chwilę nie mogąc uwierzyć, że to Marek. Ten Marek, którego kochała mimo wszystko, i za którym tęskniła. Chociaż przez dłuższy czas próbowała wmówić sobie, że tak nie jest. Podświadomie pragnęła jego silnych ramion, a z chwilą narodzin dzieci i tego co się później wydarzyło, to ta tęsknota się nasiliła. W głowie miała jego obraz jako pięknego, przystojnego mężczyznę. Mężczyznę, za którym oglądały się kobiety. Widok ten wywołał szok, z którego nie mogła się przez moment otrząsnąć.
- Marek? – w końcu wypowiedziała jego imię z niedowierzaniem.
Ten podniósł się z ławki, podszedł bliżej.
- Ula, proszę cię porozmawiajmy. Tak bardzo chciałbym się dowiedzieć co u ciebie. Wiem, że zawiniłem, ale proszę daj mi wyjaśnić ci wszystko – mówił z rozpaczą w głosie, a jego oczy zdawały się być mokre od łez. W końcu spojrzał na wózek, gdzie spała jego córka. Po czym ponownie spojrzał na Ule z niemym pytaniem. Ula w tym momencie zrozumiała, że dłużej nie może tego ukrywać i powiedzieć Markowi co się wydarzyło od ich ostatniej rozmowy. Chociaż obawiała się jego reakcji na wieść o śmierci synka.
- Dobrze porozmawiajmy, ale nie tutaj. Mieszkam tu niedaleko, zrobię kawy i spokojnie porozmawiamy – rzekła.
Marek tylko skinął głową na znak, że się zgadza. Również on nie chciał rozmawiać w parku. Szli w milczeniu, zastanawiając się nad przebiegiem rozmowy. Rozmowy, która powinna odbyć się już dawno temu. Lecz żadne nie odważyło się na ten krok. Ula dodatkowo obawiała się pretensji ze strony Marka o nie powiedzenie o dzieciach.

- Dzień dobry pani Heleno – przywitał się z kobietą Sebastian Olszański, gdy tylko otworzyły się drzwi od domu seniorów Dobrzańskich.
- Dzień dobry Sebastianie. Wchodź dalej, mąż czeka na ciebie w swoim gabinecie – usłyszał od kobiety – Krzysiu Sebastian przyszedł – mówiła Dobrzańska do męża otwierając drzwi od gabinetu.
Dobrzański wstał z fotela, podszedł do młodego mężczyzny i przywitał się uściskiem dłoni.
- Usiądźmy – rzekł i wskazał Olszańskiemu fotel przy niewielkim stoliczku.
- Dziękuję, że zgodził się pan na to spotkanie – zaczął Olszański.
- Co też takiego masz mi do powiedzenia? – zapytał starszy z mężczyzn.
- Chciałbym, aby pan mnie wysłuchał do końca – zaczął dyrektor. Krzysztof kiwną głową na znak zgody. Kadrowy zaczął od tego co działo się kilka miesięcy wcześniej. Pominął jedynie romans Marka z Cieplak. W końcu doszedł do tego feralnego dnia – otóż dwa lata temu miało miejsce pewny wydarzenie. Mianowicie doszło do tego, że Marek i Ula Cieplak stracili pracę. Kilka dni przed tym zarządem. Febo obiecując Violecie korzyści w postaci unieważnienia długu wobec firmy oraz stanowisko, jeśli znajdzie coś na Marka. Ta się zgodziła i znalazła teczkę z tymi dokumentami o współpracy naszej firmy z firmą Uli Cieplak. Ale w tamtym czasie ta współpraca była najlepszym rozwiązaniem. Proszę mi uwierzyć, że oboje Febo cały czas działali na niekorzyść firmy. A Aleksowi dodatkowo chodziło o fotel prezesa i był gotów zrobić wiele jak nie wszystko, aby do tego doprowadzić. Za wszelką cenę chciał się pozbyć Marka z firmy, a Paulina mu w tym również pomagała. Nie wiem na ile robiła to celowo, lecz zawsze o wszystkim co robił pana syn mówiła Aleksowi. Teraz też nie dzieje się dobrze w firmie jest nawet dużo gorzej niż za prezesury Marka. Aleks właśnie zaczął zwalniać ludzi, obniżył pensje, jest w ciągłym konflikcie z Pshemko. Mistrz tak prawdę mówiąc jest w tej firmie ze względu na pana. Proszę wierzyć, gdyby nie to już dawno by odszedł. Panie Krzysztofie jak tak będzie dalej to ta firma zostanie zamknięta – Dobrzański senior siedział jak skamieniały, nie mógł uwierzyć w to co mówi do niego Olszański.
- A skąd wiesz, że to wszystko co mówiłeś o pani Kubasińskiej jest prawdą? – zapytał.
- Violetta nagrała ich rozmowę, jak Aleks jej proponuje to wszystko. I myślę, że to by nie wyszło gdyby ten jej nie zwolnił.
- Więc może to tylko próba zemsty na Aleksie? Masz to nagranie? – mówił senior.
- Nie mam tego nagrania, ma je Aleks. Zabrał go i gdzieś schował – odpowiedział młodszy mężczyzna.
- Są również dowody na szkodliwe działanie Aleksa wobec firmy. Ale posiada je Marek - dodał po chwili milczenia kadrowy.
Dobrzański obiecał tą sprawę wyjaśnić i obaj panowie pożegnali się.
- Sebastian masz może kontakt z Markiem – zapytała go Helena, gdy już wychodził.
- Przykro mi proszę pani, ale nie. Kilka dni po tym jak odszedł z firmy i rozstał się z Pauliną pokłóciliśmy się o Cieplak – odparł. Widać było, że ta wiadomość zasmuciła Dobrzańską. Liczyła, iż może Olszański coś jej powie o Marku. To już dwa lata jak nie miała żadnego kontaktu z synem, nie wiedziała co porabia, jak żyje. Często wieczorami płakała, że tak potraktowała Marka.
- Dlaczego pokłóciliście się o panią Cieplak? – zadała kolejne pytanie, nie widziała powodu, aby ci dwaj mieli się poróżnić o tak mało atrakcyjną kobietę. Ona sama nie miała nic do Uli, nie znała jej aż tak, lecz znała gust swojego syna.
- Wyśmiewałem się z niej, a co nie podobało się Markowi – odparł. Nie powiedział do końca prawdy, bo nie wiedział jak zareaguje Helena. Po tej krótkiej wymianie zdań pożegnał się z Dobrzańską i wrócił do siebie.

Weszli do mieszkania, Ula poprosiła Marka, aby usiadł w pokoju, który służył, jako gościnny i jej sypialnia.
- Ja tylko zaniosę małą do łóżeczka, zrobię kawy i zaraz będziemy mogli porozmawiać – Marek zrobił to co mówiła Ula.
Usiadł i czekał rozglądając się po mieszkaniu.
- Marek co ci się stało? – zapytała, gdy już była w pokoju.



- Poślizgnąłem się w łazience – odparł, ale jakoś mało przekonywująco. Kilka dni wcześniej wdał się w bójkę z jakimś typem w knajpie. Lecz to jak dla niego nie miało znaczenia – Ula chciałem ci wszystko wyjaśnić i tu mój wygląd jest najmniej znaczący – mówił. Ula milczała, więc młody Dobrzański postanowił kontynuować – Ula wiem, że bardzo cię skrzywdziłem tym co zrobiłem. To nie tak miało być – mówił patrząc jej prosto w oczy – lecz nie przewidziałem, że jednak zakocham się. Ale tak właśnie się stało. Zrozumiałem to w dniu twoich urodzin. A dokładnie to, kiedy wybierałem prezent. Tego dnia dotarło do mnie, że to co brałem za przyjaźń było miłością. Przestało liczyć się wszystko co związane z firmą, Pauliną natomiast ty stałaś się najważniejsza. Każdy dzień bez ciebie, każda noc traciły sens. Coraz bardziej pragnąłem spędzać z tobą każdą możliwą chwilę. Ula proszę wybacz mi to co złe i podłe. Uwierz zmieniłem się, w tym samym dniu zaraz po zarządzie rozstałem się z Pauliną zostawiając jej dom. Odszedłem z firmy. Przez te dwa lata strasznie tęskniłem za tobą, kilka razy chciałem jechać do Rysiowa, ale nie wiedziałem czy będziesz chciała ze mną rozmawiać. Nic nie wiem, co się u ciebie działo. I czyja jest ta mała dziewczynka? Czy to moje dziecko? A jeśli tak to czemu nic mi nie powiedziałaś? – mówił, a Ula siedziała na wprost słuchając i nie przerywając – Ula proszę powiedz cokolwiek – odezwał się, gdy skończył mówić a ona wciąż milczała.

- Aleks na jutro zwołuję zebranie zarządu – mówił do słuchawki Krzysztof Dobrzański.
- A coś się stało? Czemu tak nagle? – zasypał pytaniami go Febo.
- Wszystkiego dowiesz się jutro na zebraniu – usłyszał w odpowiedzi Aleks.
Po tym jak senior Dobrzański poinformował swojego przybranego syna o zebraniu skontaktował się raz jeszcze z Sebastianem. Widocznie ta popołudniowa rozmowa dała prezesowi do myślenia i najwyraźniej zrozumiał, że może to być prawda.
- Sebastian czy Violetta może mieć jakieś kopie tego nagrania?
- Nie wiem panie Krzysztofie. Ale mogę zadzwonić do niej i się dowiedzieć – odpowiedział młodszy mężczyzna.
- To zrób to i daj mi znać. Na jutro też zwołałem zebranie, aby to móc wyjaśnić – rzekł Dobrzański.
- Zaraz będę wszystko wiedział. Proszę dać mi kwadrans – odpowiedział i rozłączył się, po czym wybrał numer już swoje byłej dziewczyny.
- Posłuchaj Viola mam pytanie. Masz może jakąś kopię tego nagrania? Potrzebujemy jej z panem Krzysztofem.
- Tamtego nie mam. Lecz mam nagraną tę rozmowę, gdy on mnie zwalniał i zabrał mi dyktafon – odpowiedziała. Nie takiej odpowiedzi oczekiwał Olszański, ale to też mógł być dowód na winę Febo.
- Chciałbym podjechać jeszcze dzisiaj po to nagranie, jeśli się zgodzisz?
- Nie ma problemu, możesz przyjechać – usłyszał w odpowiedzi.
- Dziękuję, powinienem przyjechać do godziny czasu – rzekł i rozłączył się. Kolejny telefon do Dobrzańskiego z informacją co i jak, i już jechał do Pomiechówka.
CDN…

czwartek, 14 maja 2020

INTRYGA część III

- I co ty na to? – rzuciła Kubasińska.
- Ty chyba nie wiesz co robisz – rzucił Febo i nim Violetta się spostrzegła ten już trzymał dyktafon we własnej dłoni.
Ta przez chwilę stała milcząc, lecz gdy dotarło do niej co się stało rzekła.
- Myślisz, że to jedyne nagranie i kopia tego co trzymasz? – mówiła blefując i mając nadzieję, że Febo uwierzy jej.
- Nie wierzę abyś miała tego więcej – odparł.
- A co chcesz się przekonać? Jak myślisz co by powiedział na to pan Krzysztof? – dalej nie dawała za wygraną sądząc, że Febo się przestraszy i w ten sposób nie straci pracy.
- Ty naprawdę jesteś tak mało inteligentna czy tylko tak mi się zdaje? – pytał z szyderczym uśmiechem Aleks.
- Co masz na myśli? – rzekła Violetta nie bardzo rozumiejąc co ten ma na myśli. Ale gdzieś w podświadomości wyczuwała, że ta rozmowa zaczyna przybierać nie korzystny dla niej obrót.
- Jak myślisz, komu uwierzy senior Dobrzański? Swojemu przyrodniemu synowi, współwłaścicielowi firmy czy podrzędnej sekretarce. To jedno, a drugie, ewidentnie słychać, jak to ty składasz mi propozycję a nie ja tobie – mówił pewny swego Febo. Kubasińska w tej chwili zrozumiała, że jest na przegranej pozycji, a jej dni w firmie są już policzone. W tym momencie chyba rzeczywiście pożałowała, że nie dała tego nagrania Markowi albo Krzysztofowi w dniu jego zrobienia.
- Od jutra już tu nie pracujesz – mówił Febo – najdalej za dwa dni przyjdź po świadectwo pracy – dodał, po czym otworzył drzwi dając pannie Kubasińskiej do zrozumienia, iż rozmowa dobiegła końca. Kobieta wyszła z jego gabinetu i ze spuszczoną głową powędrowała do swojego chłopaka Sebastiana Olszańskiego.
- Nawet puściłam mu to nagranie – mówiła zła na Febo.
- Jakie nagranie, o czym ty mówisz? – pytał zdziwiony Olszański.
- No jak to jakie? Te, które zrobiłam, kilka dni przed tym jak Marek wyleciał z firmy – odparła Violetta.
- Zaraz, zaraz Viola o czym ty do mnie mówisz? Możesz jaśniej? – dopytywał Sebastian.
- To dzięki mnie Aleks dowiedział się o tym, kim jest tajemnicza inwestorka, a ja nagrałam naszą rozmowę na megafon – mówiła kobieta.
- Na dyktafon – poprawił ją.
- No mówię właśnie. A dzisiaj poszłam do niego i puściłam mu je, ale ten makaroniarz mnie wyśmiał mówiąc, że nikt mi nie uwierzy – ciągła dalej.
- Coś ty kobieto zrobiła? – wydukał kadrowy i złapał się za głowę – nie sądziłem, że jesteś taka głupia. Przez ciebie Marek stracił pracę, a firma zaczyna chylić się ku upadkowi.
- Mówisz tak, bo Marek jest twoim przyjacielem – odburknęła mu kobieta.
- Od dwóch lat nie odzywamy się ze sobą. Dobrze o tym wiesz, bo mówiłem ci o tym – odpowiedział jej.
Kubasińska zachowywała się tak jakby nie wierzyła w słowa Olszańskiego, ale i była oburzona, że ten ma do niej pretensje.

Prawdą jest, że firma Febo&Dobrzański zaczyna mieć problemy i chyli się ku upadkowi. A wszystko to dzięki obojga Febo. Lecz najgorsze w tym wszystkim było to, że część udziałów trafiła w obce ręce.  Aleks uspakajał tylko Dobrzańskich, że to przejściowe kłopoty, że jest kryzys na rynku i nie oni jedyni mają kłopoty. Mimo tego Krzysztof nie był spokojny, do tego dochodziły wyrzuty sumienia, że tak podle zachowali się wraz z Heleną wobec Marka. Ostatni raz widzieli go kilka dni po tym posiedzeniu, gdy pakował resztę swoich rzeczy w firmie.

- Powiedz mi dokładnie, co było na tym nagraniu – mówił wciąż obrażony na swoją dziewczynę Olszański.
- A po co chcesz to wiedzieć. On powiedział, że nikt mi w to nie uwierzy – odburknęła.
- Po prostu chcę wiedzieć i tyle – odpowiedział jej mało przyjemnym tonem.
- Nagrałam moją rozmowę z Febo, gdy przyniosłam mu teczkę z dokumentami przeciwko Markowi. Tego dnia Aleks obiecał mi umorzyć mój dług względem firmy oraz miałam dostać umowę na czas nieokreślony i stanowisko PR jak tylko on zostanie prezesem. A ten wczoraj powiedział, że mnie zwalnia. Najpierw rozmawiałam z Pauliną, lecz ona mi nie pomogła, więc poszłam do niego. Nawet nie chciał zbytnio ze mną rozmawiać, więc puściłam mu to nagranie, ale on tylko mnie wyśmiał i zabrał to nagranie.
Olszański był w szoku nie umiał albo nie chciał zrozumieć postępowania swojej dziewczyny. Zastanawiał się czy nie pójść do seniora Dobrzańskiego i o wszystkim mu opowiedzieć.  Po nieprzespanej nocy postanowił najpierw zadzwonić do Marka. Ten jednak nie odbierał, każde połączenie było odrzucane. Wysłał mu nawet wiadomość z prośbą o spotkanie, ale nie dostał żadnej odpowiedzi.
- Do kogo tak wydzwaniasz od samego rana? – pytała go Violetta.
- Do Marka i Krzysztofa – odparł jej od niechcenia.
- A po co? Przecież żaden z nich mi nie pomoże – odparła będąc pewną, iż Sebastian chce załatwić, aby ta nie została zwolniona.
- Muszę to wszystko odkręcić i wyjaśnić skąd Febo dowiedział się o wszystkim – odparł.
- Czy ty wiesz co to oznacza dla mnie? –zapytała piskliwym tonem.
- Nie interesuje mnie to – odparł zgodnie z tym co czuł w obecnej sytuacji. Zdawał sobie sprawę, że to, może pogrążyć kobietę, ale nie widział innego wyjścia.
- Proszę cię nie rób tego. Oni są skłonni mnie zamknąć w więzieniu – mówiła wręcz błagalnym tonem. Lecz Olszański nie miał zamiaru się wycofać ze swojego planu. W końcu udało mu się dodzwonić do Krzysztofa Dobrzańskiego i umówić na rozmowę poza firmą następnego dnia. Tłumaczył, iż ma bardzo ważną sprawę.
- Jesteś jakiś dziwny Sebastian. Czy możesz mi coś więcej powiedzieć teraz? – próbował czegoś więcej się dowiedzieć były prezes.
- Nie chcę mówić tego przez telefon panie Krzysztofie, ale proszę mi uwierzyć to bardzo ważna sprawa. Przyjadę do państwa jutro popołudniu i wszystko wyjaśnię – tłumaczył Olszański.

Wracała z małą Dominiką od lekarza, rokowania na całkowite wyzdrowienie małej były coraz lepsze. Wszystko badania wskazywały, że dziewczynka wraca do zdrowia, co bardzo cieszyło Ule. Natychmiast po wyjściu z przychodni zadzwoniła do swojej rodziny i powiedziała jak przedstawia się cała sytuacja. Ucieszyli się. Chociaż Józef wciąż uważał, że Ula powinna skontaktować się z Markiem i powiedzieć mu o dzieciach.
- Córcia on ma prawo wiedzieć. A może i był by w stanie jakoś pomóc – mówił Cieplak. Lecz ta za każdym razem odpowiadała.
- Nie potrzebuję jego pomocy. Sama sobie dam radę.
Mówiła tak do ojca i do Alicji, a tak naprawdę w duchu przyznawała im rację. Tylko, że to była walka rozumu z sercem i jak na razie to rozum wygrywał.
Jednego razu nawet zaczęła pisać do Marka wiadomość, którą po chwili skasowała. Biła się z własnymi myślami, była w kompletnej rozterce. Kochała go i nienawidziła jednocześnie. Kochała go najbardziej na świecie, ale i nienawidziła za to, co jej zrobił, jak ją potraktował.

Było pogodnie, więc wracając do domu kolejny raz postanowiła iść przez park. Dominika smacznie spała w wózku, gdy Ula ujrzała pewnego mężczyznę siedzącego na ich ławce. Pod nosem przeklęła, że ktoś zajął jej ulubione miejsce. Będąc już w pobliżu spojrzała na mężczyznę i nie mogła uwierzyć, że to on.  Zarośnięta twarz, jakieś rany na czole i policzkach. Podeszła bliżej już miała się odezwać, gdy ten podniósł głowę.
- Ula? – wyszeptał.
CDN…

czwartek, 7 maja 2020

INTRYGA część II

Od dwóch lat nie miał kontaktu z nikim z firmy. Jak przyznał się Sebastianowi co czuje do Uli ten go tylko wyśmiał.
- Marek chodź pójdziemy do klubu rozerwiemy się. Teraz jak nie ma Pauliny, a panna brzydka też odeszła w niebyt masz wolną rękę – mówił Olszański, gdy siedzieli wieczorem przed telewizorem i popijali piwo.
- Nie mam ochoty na kluby, a tym bardziej na jakiekolwiek panienki – mówił – Kocham Ule i to się nie zmieni – dokończył widząc dziwną minę przyjaciela.
- Ty nie mówisz poważnie. Jak można zakochać się w kimś takim jak ona. Przecież ona nawet nie jest ładna, a co tu mówić o piękności. Tyle pięknych modelek w firmie, tyleż samo jak nie więcej kobiet w klubach, a ty mówisz, że zakochałeś się w tym paszczaku?  – mówił z szyderczym uśmiechem na twarzy Sebastian, co tylko rozzłościło młodego Dobrzańskiego. Przez co pokłócili się i od tego dnia z nim nie utrzymywał kontaktu. W końcu wynajął niewielkie mieszkanie. Po kilku miesiącach znalazł jakąś pracę w firmie marketingowej, lecz nie utrzymał się tam zbyt długo.
Po tym jak wyjaśnił wszystko Uli, a ona powiedziała, że mimo tego nie chce go znać. Nie wiedział co u niej. I chyba tylko to było mu trudno znieść. Nie obchodziło go, co dzieje się z rodzicami, firmą i ludźmi tam pracującymi, miał to najzwyczajniej gdzieś. Strasznie za nią tęsknił. Ta tęsknota powodowała, że coraz częściej zaglądał do kieliszka, co spowodowało zwolnienie z pracy. Bywały niekiedy takie dni, że nie trzeźwiał. Bywało, że chciał do niej jechać i prosić, aby wróciła do niego. Był nawet gotów paść przed nią na kolana. Lecz zaraz rezygnował nie chciał burzyć jej spokoju. Pragnął, aby była szczęśliwa, bo on już nie będzie.  Bez niej nic nie miało dla niego znaczenia, nic go nie cieszyło. Pogrążał się coraz to bardziej w tej swej beznadziejności.

- Ciekawe jak tam dzisiejsza wizyta Uli z małą u lekarza – mówił zmartwiony starszy mężczyzna. Martwił się o swoją córkę oraz wnuczę.
- Spokojnie Józefie jak będą po badaniach to zapewne Ula zadzwoni i wszystko nam opowie – próbowała uspokoić go Alicja Milewska przyjaciółka Uli i jednocześnie od jakiegoś roku żona Józefa Cieplaka.
- Masz rację, ale ja i tak się martwię. Ona nie potrzebnie się wyprowadziła do tej Warszawy. Tu byliśmy my, a tam jest zupełnie sama. Bez niczyjej pomocy. Uważam, iż powinna poinformować Marka o ciąży i tym, co się stało – mówił strapiony Cieplak.
- To była jej decyzja i powinniśmy to uszanować – argumentowała Milewska.
- Możliwe, że masz rację, ale byłoby jej lżej – nie dawał za wygraną mężczyzna. Milewska nie chcąc ciągnąć tej rozmowy próbowała zmienić temat, gdy zadzwonił jej telefon.
- To Ula – odparła i odebrała.
Kobiety rozmawiały przez chwilę później Ula rozmawiała jeszcze z ojcem uspakajając go, że z małą Dominiką wszystko jest dobrze.
Ula do Warszawy przeprowadziła się kilka miesięcy temu, nie mogąc znieść ciągłych drwin ze strony sąsiadów, a drugim powodem była bliskość do lekarzy, a dokładniej mówiąc do lekarza o specjalizacji kardiologii dziecięcej.

Ula była w drugim miesiącu, gdy dowiedziała się o ciąży. Z początku była załamana, ale zapewnienia ojca i Alicji o pomocy dość szybko przywykła do myśli o byciu samotną matką. Zaraz po pierwszym badaniu USG stwierdzono ciążę mnogą, lecz będąc w szóstym miesiącu ciąży lekarz wykrył wadę serca u dzieci. Ula przeżyła szok.
- Ula może jednak poinformujesz Marka o ciąży i tym wszystkim – mówił Cieplak. Lecz ta była nieugięta i nie zamierzała mu o niczym mówić. Uznając, że da sobie radę sama. Lekarz zapewniał, że jest to wada, którą można będzie zoperować zaraz po urodzeniu dzieci i nie ma powodów do większej paniki.
Z powodu tego, że bliźnięta były obarczone chorobą lekarz uznał, iż najlepiej będzie, gdy poród odbędzie się przez cesarskie cięcie. Ula nie zamierzała nawet dyskutować z lekarzem, dla niej liczyło się zdrowie dzieci.

Od porodu minęło prawie półtora roku, ale Ula wciąż nie pogodziła się do końca z wydarzeniami z tamtego dnia. Poród przebiegł bez żadnych dodatkowych komplikacji. Operacja jednego z dzieci jednak nie przebiegła pomyślnie i nie udało się uratować. Mały Dominik żył niespełna godzinę. Ula przeszła załamanie, przez jakiś czas nie umiała sobie z tym poradzić. Dodatkowo drwiące komentarze na jej temat i wytykanie palcami nie pomagało. Stąd ta decyzja, co do wyprowadzki. Dominika miała prawie roczek jak wyprowadziły się do mieszkania po Alicji. Mieszkanie to miało zostać sprzedane, ale w obecnej sytuacji te plany uległy zmianie. Była to niewielka kawalerka w niedalekiej okolicy od firmy FD, ale Uli to nie przeszkadzało. Ona sama potrzebowała spokoju i wiedziała, że tam go zyska.

Było wczesne popołudnie jak wracała z małą do domu ze spaceru. Dominika siedziała w wózku bawiąc się swoim ulubionym pluszowym misiem. Szła przez park, z którym wiązało się tak wiele wspomnień. Wspomnień, które mimo upływu czasu nawet nie przyblakły, a wręcz przeciwnie. Bywało tak, że Ula łapała się na tym, że coraz częściej wracała myślami do tego, co było. Wspominała ten czas spędzony z Markiem i te ostatnie urodziny.

Na początku nic nie wskazywało, aby ten dzień, a raczej popołudnie i wieczór miały się skończyć tak jak było zaplanowane. Przyjechały dziewczyny oraz Marek. Kilka minut później przyszedł jeszcze jeden gość i to jego obecność wszystko o mały włos nie popsuła. Ula wówczas zezłościła się na ojca, że zaprosił Dąbrowskiego. Kwadrans po przyjściu Bartka wyszedł od Uli Marek. Za nim wybiegła Ula i poprosiła, aby został jeszcze udało się jej go przekonać, ale to już nie było to. W końcu goście zaczęli opuszczać dom Cieplaków i również Dobrzański, który miał czekać na Ule w samochodzie.
Tego wieczoru młody prezes zabrał ją do jednego z lepszych hoteli w Warszawie. 


Ten wieczór jak i noc była dla niej czymś wyjątkowym i magicznym. Wtedy też wydawało jej się, że Marek ją kocha, a może tak było naprawdę? Zastanawiała się, gdy wracała pamięcią do tamtych chwil.

Tego popołudnia nogi same powiodły ją w kierunku ich ławki. Usiadła na niej i znów te wspomnienia. Z tych rozmyśleń wyrwały ją czyjeś podniesione głosy, odwróciła głowę w kierunku skąd dochodziły. Ujrzała idące dwie kobiety rozpoznała je obie. To była Violetta Kubasińska oraz Paulina Febo.
- Paulina byłyśmy przecież przyjaciółkami – mówiła Violetta.
- Zrozum, że nigdy nie byłyśmy i nie będziemy – mówiła panna Febo.
- No, ale jak to? – zapiszczała Kubasińska.
- Byłaś mi potrzebna, gdy byłam narzeczoną Marka – mówiła Paulina.
W tym momencie Violetta uznała, że nic nie wskóra z panną Febo i postanowiła porozmawiać jeszcze raz z Aleksem.
Ula więcej nie słyszała, bo kobiety były już za daleko a i Dominika zaczęła marudzić.

- Aleks nie możesz mnie zwolnić – mówiła piskliwym głosem Kubasińska.
- Mogę i to właśnie czynię – usłyszała w odpowiedzi.
- Ale… - zaczęła, lecz Febo nie dał jej dokończyć.
- Nie ma żadnego, ale – rzekł.
Ta wyszła z jego gabinetu tylko po to, aby wrócić tam za niespełna pięć minut. Wyciągnęła w jego kierunku rękę, w której trzymała niewielkie prostokątne urządzenie. Febo nie bardzo wiedział, o co jej chodzi, lecz szybko się wyjaśniło. Ta nacisnęła odpowiedni guzik i usłyszeli oboje nagraną rozmowę sprzed dwóch lat.
CDN…