piątek, 24 kwietnia 2020

NOWY ROZDZIAŁ część XIII

- Ula to może w takim razie pójdźmy do jakiejś kawiarenki na kawę i wówczas porozmawiamy – zaproponował Marek.
- Mam lepszy pomysł – rzekła – jedźmy do mnie zrobię kawy i będziemy mogli spokojnie porozmawiać. Mam również zrobiony obiad wystarczy tylko podgrzać.
Wsiedli do Marka samochodu i ruszyli w kierunku mieszkania Uli. Jechali w kompletnej ciszy. Cała trójka dorosłych zastanawiała się jak przebiegnie ta rozmowa. A Ula i Marek dodatkowo co senior Cieplak chce im powiedzieć. Nawet Beatka, której buzia potrafiła się nie zamykać dziś siedziała cicho. Dopiero, gdy byli w domu i siedziała w swoim pokoiku wyszeptała do Jaśka.
- Jasiu, co teraz będzie? Czy my wrócimy do Rysiowa z tatą? – szeptała, ale można było wyczuć strach w jej głosie. Również Jasiek nie wiedział co teraz.
- Nie wiem Betti. Ale nie martw się wszystko na pewno będzie dobrze – próbował jakoś pocieszyć młodszą siostrę.
W tym samym czasie w drugim pokoju przez dłuższą chwilę panowała cisza, którą w końcu przerwała Ula. Marek nie chciał się wtrącać i odzywać bez konieczności.
- To o czym chciałeś rozmawiać? – zapytała ojca.
- Jednak ja bym wolał rozmawiać tylko z tobą – odparł Cieplak.
- A ja chyba wyraziłam się jasno. Marek jest moim chłopakiem i nie mamy przed sobą żadnych tajemnic. Więc albo rozmawiamy przy Marku albo nie było tematu – odpowiedziała ojcu – zdania Marek nie zmienię. To tata doprowadził do tej sytuacji. Twoi rodzice jakoś nie mieli problemu z zaakceptowaniem mnie jako twojej dziewczyny, nawet polubili Jaśka i Beatkę. A mojemu ojcu przeszkadza to, że jesteś bardziej majętny niż my – zwróciła się do Marka nie pozwalając mu się odezwać.

Rodziców Marka Ula poznała już pierwszego dnia, gdy tylko zaczęła pracę w FD. Oboje państwo Dobrzańscy tego dnia byli w firmie ze względu na zebranie zarządu. Na ten dzień również do kraju przyleciał Aleks, na widok, którego ucieszyła się. Aleksa polubiła już we Włoszech, był sympatycznym, z poczuciem humoru młodym mężczyzną i wzbudzał ogólnie dobre wrażenie. Był całkowitym przeciwieństwem swojej siostry. Z Pauliną Ula nie potrafiła znaleźć wspólnego języka. Wiecznie wyniosła, z zadartym do góry nosem uważała się za nie wiadomo kogo.
Tego też dnia Marek przedstawił Ule rodzicom jako swoją dziewczynę. Od dnia zarządu kilka razy rodzeństwo Cieplaków gościło w domu rodzinnym Marka. Mimo swojej majętności nigdy nie pozwolili, aby Ula i Jasiek z Beatką czuli się gorsi, bo są mniej zamożni.

- To nie tak córcia – odezwał się Cieplak.
- Nie? A to ciekawe, bo gdy byłam w Rysiowie niemal codziennie wysłuchiwałam jaki to Marek jest zły, że mnie skrzywdzi, że będę przez niego płakać. Pytając cię o powód tej niechęci wciąż powtarzałeś jak utartą mantrę, bo on jest bogaty a my biedni. Widziałeś u mego boku jedynie tych wszystkich z Rysiowa czyli Dąbrowski, Matysiak i jeszcze kilku innych, z których ojcami się znasz. Według ciebie z nimi byłabym szczęśliwa. To wiesz, co ja dziękuję za takie szczęście. Z cała gromadką dzieci i mężem nierobem oraz alkoholikiem.
- Nie chciałem abyś cierpiała tak samo jak po rozstaniu z Szewcem – wszedł jej w słowo Cieplak.
- A ty musisz wszystkich wrzucać do jednego worka? Marek to nie Łukasz i nawet nie próbuj ich ze sobą porównywać. Czy ty sądzisz, że wszyscy są tacy sami? Jeśli tak to się mylisz. Marek to wspaniały człowiek, tak samo jak jego rodzice. Oboje z Markiem się kochamy i ty tego nie zmienisz. Bardzo mnie wspiera, pomaga w opiece nad Beatką, Jaśka codziennie wozi do szkoły i z niej przywozi. Dał mi pracę w wyuczonym zawodzie. Nigdy mnie nie zawiódł – mówiła do ojca.
- Panie Józefie – odezwał się milczący do tej pory Marek – nie wiem, co musiałbym zrobić, aby pan mnie zaakceptował. Ale jedyne o co mogę pana zapewnić to, to, że nigdy Uli nie skrzywdzę, bo bardzo ja kocham – mówiąc to chwycił Uli dłoń i kontynuował dalej – nie wiem jak dla pana, ale ani dla mnie, ani mojej rodziny nie ma znaczenia to kto z jakiej rodziny pochodzi. Ula to wspaniała, cudowna kobieta o pięknym nie tylko zewnętrzu, ale i wnętrzu – mówił młody Dobrzański.
Cieplak siedział i słuchał tego co mają do powiedzenia Ula i Marek.
- Ma pan wspaniałe dzieci. Ich bogactwem nie jest pełen portfel, ale to co posiadają w swoich sercach. I to się dla mnie liczy. Ule poznałem, gdy pracowała w fabryce mojego znajomego już wtedy zwróciła moją uwagę. Gdy podczas jej pobytu wraz z koleżanką we Włoszech mogłem poznać ją bliżej i to tam zrozumiałem, że zakochałem się w niej – widząc jednak, iż to co mówi nie robi zbyt wielkiego wrażenia na Cieplaku postanowił zrobić coś co planował już od jakiegoś czasu i w bardziej romantycznej scenerii.
- Panie Józefie w tym miejscu chciałbym prosić pana o rękę pańskiej córki i obiecuję kochać ją i nigdy nie skrzywdzić – następnie odwrócił się w stronę Uli i klęcząc przed nią z podniesioną głową wpatrując się w jej oczy zaczął mówić.
- Ula w obecności twojej rodziny chce prosić cię abyś została moją żoną. Kocham cię bardziej niż własne życie. Każdy dzień bez ciebie u mego boku jest dla mnie dniem straconym. Stąd moja prośba, czy zechcesz spędzić resztę swoich dni  wraz ze mną?
- Oczywiście, zostanę twoją żoną. O niczym innym nie marzę – odpowiedziała.
Marek wstał z kolan i mocno przytulił już swoją narzeczoną.
- Przepraszam za brak pierścionka – wyszeptał jej do ucha.
Ula tylko spojrzała z miłością w oczy ukochanego.
Cieplak pogratulował im, lecz nie okazywał jakiegoś wielkiego entuzjazmu. Ale w obecnej sytuacji wiedział, że nie albo zaakceptuje wybór córki albo zostanie sam. Jasiek również wtrącił kilka swoich słów podczas tej rozmowy i zapowiedział.
- Tato albo ty się zmienisz i zaakceptujesz Marka albo żadne z nas nie wróci do domu. Nie możesz wszystkich, którzy są bardziej majętni od nas mierzyć miarą Szewców. Nie każdy jest taki jak oni.
W końcu wiedząc, że nic więcej nie są wstanie zrobić odezwała się Ula.
- Będę podawać obiad. Jasiu zawołaj siostrę.
Cieplak do Rysiowa wracał z głową pełną myśli. Ta rozmowa może i nie przebiegła tak jak sobie to zaplanował. Lecz w obecnej sytuacji nie pozostało mu nic innego jak zaakceptować młodego Dobrzańskiego. W czasie tych paru godzin bardzo obserwował zachowanie tej dwójki wobec siebie. Również to jak traktowało Marka rodzeństwo Uli.

Dzieciaki już dobrze spały, Ula z Markiem siedzieli w salonie na kanapie, gdy ten się odezwał.
- Bardzo cię przepraszam, że nie miałem ze sobą pierścionka i kwiatów – mówił strapiony – ale obiecuję to nadrobić. Pierścionek już od kilku dni leży u mnie w domu, bo miałem na tę uroczystość inne plany.
- Nic nie szkodzi. Przecież nie o kwiaty i pierścionek tu chodzi – odparła mu szczęśliwa już niedługo pani Dobrzańska.
- Masz rację kochanie. Najważniejsze, że się kochamy. Lecz i tak zrealizuję to co zaplanowałem – rzekł pewny tego co zamierza uczynić.
- A można wiedzieć co takiego zaplanowałeś?
- To miała być niespodzianka i tak pozostanie – mówił z błyskiem w oku – nawet nie próbuj robić takiej minki, bo nie powiem – dodał widząc jak ta próbuje coś od swojego narzeczonego wyciągnąć.
Następnego dnia Marek wraz z Ulą po pracy pojechali do jego rodziców, aby również im powiedzieć o oświadczynach. Wiadomość ta jak można było przewidzieć bardzo ucieszyła seniorów Dobrzańskich. Dwa tygodnie później narzeczeni wylatywali do Mediolanu, gdzie Marek miał w planach oświadczyć się Uli. Podróż do Włoch była jedną z niespodzianek, a drugą była tam obecność Edyty. 


Wieczorem wybrali się na spacer i będąc przy Fontannie di Piazza Castello w blasku księżyca Marek ponownie oświadczył się Uli i wsunął na palec piękny pierścionek.
Na ślubnym kobiercu stanęli pół roku później przysięgając sobie w obecności gości i księdza miłość, wierność i uczciwość.
Również Aleks i Edyta kilka miesięcy później złożyli śluby małżeńskie. A sama Edyta wyprowadziła się do Włoch.
Cieplak z czasem zaczął przekonywać się do Marka.
KONIEC.

piątek, 17 kwietnia 2020

NOWY ROZDZIAŁ część XII

Po tygodniu pobytu w Rysiowie Ula postanowiła wrócić do Warszawy, ale z drugiej strony nie chciała zostawiać ich wszystkich samych. Mimo, że ojciec był na nią zły i wciąż nie mogli się wspólnie porozumieć było jeszcze rodzeństwo. I to oni potrzebowali w szczególności jej pomocy. Beatka nadal miała gips, a co za tym szło potrzebowała pomocy we wszystkim. W tej sytuacji uznała, że zabierze małą ze sobą. W sobotę jak i w poprzednie dni przyjechał Marek z tą różnicą, że był już od rana. W tygodniu przyjeżdżał po piętnastej i siedział u nich przez kilka godzin.
- Postanowiłam wrócić do Warszawy i zabrać ze sobą Beatkę – powiedziała Ula do Marka, gdy siedzieli u niej w pokoju.
- Dlaczego? – zapytał nieco zaskoczony tą decyzją.
- Tam mam bliżej do lekarza, a i Ty miałbyś do mnie bliżej – próbowała tłumaczyć, ale coś było nie tak. Marek najwyraźniej to wyczuł.
- Chyba nie do końca? Ula możesz mi powiedzieć co się dzieje? – dopytywał młody Dobrzański.
- Nic się nie dzieje. Po prostu tak będzie lepiej – próbowała wymigać się od wyjaśnień.
- Ula proszę powiedz mi co się dzieje. Widzę, że coś jest nie tak – mówił patrząc jej prosto w oczy.
Ula siedziała przez chwilę w milczeniu i zastanawiała czy powiedzieć mu prawdę czy nadal kłamać. W końcu postanowiła powiedzieć mu o wszystkim.
- Chodzi o mojego ojca. Od dosyć dawna nie umiem się z nim dogadać. Najpierw miał mi za złe, że wyjechałam na Śląsk. Myślałam, że z czasem mu przejdzie. Jednak tak się nie stało. Wręcz przeciwnie coraz bardziej wypominał mi ten wyjazd, że wszystko zwaliłam na jego barki. Jednego razu zarzucił mi, że ten wypadek Beatki to poniekąd moja wina. Bo mogłam zeznawać tak jak chciał ten drań. Wówczas jego matka nie chciałaby się na nas mścić – Marek przysłuchiwał się i nie mógł zrozumieć zachowania Cieplaka, ale to, co usłyszał dalej zaszokowały go jeszcze bardziej - A gdy powiedziałam mu o tobie i to, że się spotykamy, mieszkanie z nim stało się nie do zniesienia. Wciąż powtarza mi, że nie powinnam się z tobą spotykać. Bo jesteś bogaty, a my jesteśmy biedni, że zapewne mnie skrzywdzisz. Według jego zdania powinnam związać się z którymś z Rysiowa, a najlepiej gdyby to był Dąbrowski. Próbowałam tłumaczyć, lecz on nie słucha. Zapewne zauważyłeś jego zachowanie, zawsze jak ty przychodzisz on wychodzi z domu – skończyła mówić, a jej twarz była mokra od łez. Widać było, że bardzo przeżywa to, co się dzieje. Obawiała się, że po tym wszystkim, co powiedziała Marek może chcieć ją zostawić. Natomiast ten przysiadł tuż obok dziewczyny objął ją i zaczął uspokajać.
- Już spokojnie Ula. Wszystko będzie dobrze zobaczysz. A twój tato jeszcze się do mnie przekona. Kocham cię i to się nie zmieni – Ula uspakajała się w objęciach ukochanego. Kolejny raz przekonała się, iż ramiona ukochanego dają jej ukojenie i… i coś, czego nie czuła nigdy dotychczas nawet będąc z Łukaszem. To coś to poczucie bezpieczeństwa. A i sam Marek w takich sytuacjach gdyby tylko mógł odgrodziłby ją od całego zła na tym świecie. Parę razy będąc samemu wieczorem porównywał mimo woli Ule do Pauliny. Zastanawiał się w takich razach jak mógł być tyle lat w związku z Febo. Ula była spokojna, nie podnosiła głosu w przeciwności do byłej narzeczonej.  Chwilami odnosił wrażenie, że z jednej strony jest krucha i delikatna jak porcelana, a z drugiej zaś strony potrafiąca walczyć o siebie i swoich bliskich. Potrafi powiedzieć dość, jeśli taka zachodzi potrzeba. Kiedy już Ula uspokoiła się Marek zapytał.
- Kiedy chcesz się przeprowadzić?
- Myślałam o dniu jutrzejszym – odparła.
- To przyjadę po was i pomogę Ci z Beatką – zaproponował. Mogę przyjechać już do południa i jak będziesz już gotowa to zawiozę do Warszawy.
- Myślę, że to dobry pomysł. Możesz przyjechać do południa i zostać do obiadu, a później możemy jechać do Warszawy – poparła jego pomysł.
Jak się okazało w niedzielne popołudnie nie tylko Beatka przeniosła się do mieszkania siostry, ale również Jasiek.
Po tym jak Ula rozmawiała z bratem wieczorem, że w niedziele wyjeżdża z Rysiowa i zabiera siostrę ten długo nie musząc prosić Uli zaczął pakować swoje rzeczy.

W końcu Ula dostała wezwanie do sądu na rozprawę w związku z potrąceniem Beatki również Jasiek dostał takie wezwanie. Rozprawa miała odbyć się tydzień po tym jak Betti mieli ściągnąć gips. Do sądu przywiózł ich Marek. Tuż przed salą rozpraw spotkali ojca, który chciał podejść, lecz wyszła z sali kobieta i wezwała wszystkich informując o rozpoczęciu się rozprawy.
Oskarżona z początku wciąż twierdziła, że jest nie winna. W końcu prokurator przedstawił pierwszy i zdawać by się mogło kluczowy dowód w tej sprawie. A było to nagranie z monitoringu na, którym widać jak oskarżona celowo kieruje swoim autem w stronę małej Cieplakówny, później było tylko coraz gorzej każdy kolejny świadek zeznawał na niekorzyść pani Szewc. W pewnym momencie, gdy sędzia zapytał jak oskarżona ustosunkuje się do tych zeznań.
- Tak zrobiłam to, ale nie chciałam jej zabić tylko nastraszyć. Wszystko to było spowodowane moim złym stanem po osądzeniu i zamknięciu mojego syna. To miało tylko nastraszyć tę całą rodzinę – odpowiedziała Szewcowa.
Tą wypowiedziom tylko zaszkodziła sobie i po półgodzinnej przerwie został ogłoszony wyrok. Sąd wymierzył karę pozbawienia wolności na 10 lat oraz pozbawił dożywotnio prawa do wykonywania pracy z dziećmi oraz młodzieżą. Swój wyrok uzasadnił brakiem jakiejkolwiek skruchy oraz brakiem empatii również ilość zeznań i dowodów nie pozwalały na inny wymiar kary. Lecz to nie było wszystko co czekało na byłą panią dyrektor, a czego kompletnie się nie spodziewała. A tę wiadomość miała usłyszeć za kilka dni i tak też się stało. Tego dnia miała wizytę swojego męża.
- Złożyłem papiery rozwodowe – usłyszała Szewcowa z ust męża chwilę po tym jak usiedli do jednego ze stolików w Sali widzeń.
- Co proszę?
- Dobrze usłyszałaś. Wniosłem o rozwód.
- Ty chyba sobie żartujesz – mówiła podniesionym głosem.
- Nie, nie żartuję. Mam dość tego wszystkiego. Mam serdecznie dość ciebie i twojego syna – rzekł.
- Przecież to również twój syn – rzekła.
- Przypominam ci, że ja go tylko przysposobiłem, gdy miał kilka lat – odparł.
- Jesteś podłym draniem – usłyszał.
- Nie większym niż ty i Łukasz. Ja nikogo nie próbowałem zabić i nie zgwałciłem żadnej kobiety oraz nie pobiłem – odpowiedział, po czym pożegnał się zwykłym do widzenia i wyszedł.
Data rozwodu była wyznaczona na za dwa miesiące. W ten właśnie sposób rozpadła się tak bardzo szanowana rodzina Szewców. Sam Szewc jeszcze w trakcie oczekiwania na rozprawę wystawił na sprzedaż dom i wyprowadził do Kielc w swoje rodzinne strony. Swoją firmę również przeniósł.

Ula wraz z rodzeństwem i Markiem wyszli na zewnątrz, gdy usłyszeli wołanie ojca.
- Chciałem z wami porozmawiać czy możemy? – usłyszeli, gdy tylko podszedł.
- Słuchamy odpowiedziała mu najstarsza córka – my nie mamy z Markiem przed sobą tajemnic, więc albo mówisz, o co chodzi albo się żegnamy – dodała widząc, że ojciec nie ma zamiaru rozmawiać przy młodym Dobrzańskim.
- Spokojnie Ula ja mogę poczekać w samochodzie. Wy idźcie i porozmawiajcie ja w tym czasie zadzwonię tylko do mamy i powiem, że się spóźnimy – odezwał się milczący do tej pory Marek.
- Nie. Jeśli tato chce rozmawiać to albo przy tobie albo wcale – odpowiedziała mu Ula.
Widząc, że jej nie przekona do zmiany zdania został, co jednak nie bardzo podobało się Cieplakowi.
CDN…

piątek, 10 kwietnia 2020

NOWY ROZDZIAŁ część XI





Marek wracał do Warszawy, a Ula ze wściekłością do domu. Była zła i nie wiadomo, co jeszcze. Zachowanie jej ojca było nie do przyjęcia. Weszła do domu i swoje kroki skierowała do pokoju, w którym siedział ojciec oglądając coś w telewizji.
- Czy możesz mi powiedzieć, co ty wyprawiasz? – mówiła podniesionym głosem.
- O co ci chodzi? To po pierwsze, a po drugie nie musisz krzyczeć. Jestem u siebie w domu – odparł jej ojciec.
- Ale czy to zwalnia cię z przyzwoitego zachowania wobec gościa?
- Przecież nic takiego nie zrobiłem – mówił nie widząc nic złego w swym zachowaniu.
- Nie? – wydobyło się z jej gardła – A to jak potraktowałeś Marka ignorując go, jest wobec ciebie niczym? – kontynuowała.
- A to, co wobec ciebie powinienem zrobić? Może jeszcze miałem rozłożyć czerwony dywan, bo pan Marek Dobrzański raczył nas odwiedzić – mówił kpiącym tonem Cieplak. Cała ta rozmowa drażniła, go coraz bardziej.
- Nikt nie wymaga i nie oczekuje od ciebie takich rzeczy, ale mogłeś być bardziej dla niego uprzejmy.
- A to niby, dlaczego?
- To dzięki niemu mogłam wrócić i zamieszkać w Warszawie oraz zaproponował mi dobrze płatna pracę. Pomógł mi dzisiaj z Betti – wymieniała – Dodatkowo i to najważniejsze jestem z nim bardzo szczęśliwa, kocham Marka a on mnie – mówiła wściekła coraz bardziej.
- A ja ci mówiłem, że ten człowiek nie jest dla ciebie. On jest z innego świata. Świata, gdzie tacy jak my nie istnieją i wcześniej czy później i tak będziesz przez niego cierpieć – mówił pewny siebie i tego, co mówi.
- To czy będę czy też nie jest moją prywatną sprawą. Ale jestem pewna, że nic takiego się nie stanie – mówiła pewnym głosem - Ty za to wolałbyś abym była z jednym z tych Rysiowskich dżentelmenów – rzekła z lekko kpiącym tonem.
- Są zapewne dużo lepsi od tego twojego Mareczka – usłyszała.
- Tak oczywiście, że są lepsi w byciu na bezrobociu i ilości spożywanego alkoholu. Faktyczne godne podziwu. I ty uważasz, że z kimś takim byłabym szczęśliwa?
- Ty, od kiedy wyjechałaś na ten Śląsk to już całkiem ci się w głowie poprzewracało. Najważniejsze są dla ciebie pieniądze, nic więcej się dla ciebie nie liczy – krzyczał.
- Nie są najważniejsze, ale dzięki tym pieniądzą nie żyjesz w biedzie ani ty ani dzieciaki. Masz, za co ich ubrać i co do gara włożyć – mówiła coraz bardziej wściekła na ojca.
- Nie potrzebujemy tych twoich pieniędzy – rzekł Cieplak. Wstał z kanapy podszedł do komody wysunął jedną z szuflad i wyjął z niej białą kopertę – to są te twoje zarobione pieniądze weź je sobie – mówił z oburzeniem.
Tej całej wymianie zdań, chociaż wymiana zdań to mało powiedziane. To była wręcz kłótnia. Przysłuchiwał się Jasiek. Nie chciał się wtrącać, bo to i tak by nic nie dało, a tylko zaogniłoby całą sytuację. Lecz on tak samo jak i Ula uważał zachowanie ojca dość niestosowne. Jednak ostatnie zdanie wypowiedziane spowodowały, że jednak się odezwał.
- Tato, co ty robisz?
- Nie wtrącaj się. To nie twoja sprawa – usłyszał od ojca.
- Taka samo moja jak i wszystkich w tym domu – odparł Jasiek.
- Nie pyskuj gówniarzu – usłyszeli oboje z Ulą.
Jasiek miał ochotę odpowiedzieć ojcu, ale weszła mu w słowo siostra.
- Jasiu daj spokój nic nie poradzisz. Ojciec jest niereformowalny i myśli, że pozjadał wszystkie rozumy świata – odwróciła się na pięcie i udała do swojego pokoju, chwilę później do jej pokoju wszedł Jasiek.
- Nie rozumiem go Ula – usłyszała od brata, gdy tylko ten przekroczył próg jej pokoju.
- Jasiu nic z tym nie zrobimy. On już taki jest. Ja z wami zostanę około tygodnia, a później się zobaczy. Jeśli będzie taka potrzeba to zabiorę was do siebie – odpowiedziała mu Ula.
- Ale to przecież będzie tylko problem dla ciebie siostra – mówił młody Cieplak.
- Wszystko będzie dobrze. Nie martw się na zapas – odpowiedziała, po czym życząc dobrej nocy wzięła koszulę nocną i udała pod prysznic.
Przez pół nocy nie mogła zasnąć ciągle rozpamiętując dzisiejszy dzień i rozmowę z ojcem. Zaczęła rzeczywiście zastanawiać czy nie byłoby najlepiej gdyby zabrała swoje rodzeństwo ze sobą do Warszawy.
- Co takiego musiałoby się wydarzyć, aby tato zaakceptował Marka u mego boku? – rozmyślała.
W końcu jednak zmęczenie wzięło górę i usnęła.
Tuż po siódmej obudził ją dźwięk przychodzącej wiadomości. Podniosła się z łóżka i sięgnęła po telefon leżący na małym stoliczku. Po odblokowaniu i ujrzeniu nadawcy natychmiast na jej twarzy ukazał się uśmiech

Literkę K sam postawię,
literkę O Tobie zostawię,
literki C i H też mogą być,
bez tego A nie mogę żyć,
postawię także literkę M,
a na końcu piękny wyraz CIĘ.
Twój M.

Odczytała wiadomość i ze szczęśliwym uśmiechem odpisała.

Dziękuję za piękny
Wiersz.
Również bardzo
Mocno
Cię kocham
Twoja U.

Wysłała wiadomość i poszła zrobić śniadanie dla całej rodziny.

W ciągu czasu jaki Ula spędzała w Rysiowie Marek odwiedzał ją codziennie i pomagał w opiece nad małą Beatką. Ale i pomagał Jaśkowi w nauce. Tylko Cieplak wciąż nie potrafił albo może i nie chciał zaakceptować młodego Dobrzańskiego u boku swojej córki. A Ula każdego wieczoru zastanawiała się co może jeszcze zrobić aby ojciec zmienił zdanie. Na dwa wieczory przed jej powrotem do swojego mieszkania w stolicy podjęła pewną decyzję.
Również w Warszawie działy się ważne rzeczy. Adwokat rodziny Szewców dostał odmowną odpowiedź co do przeprowadzenia badań psychiatrycznych.
- To jakiś skandal. Ja nic nie zrobiłam a ta mała sama weszła mi pod koła – szła w zaparte kobieta.
Lecz policjanci nie mieli ochoty wciąż wysłuchiwać tego samego i umieścili kobietę w Policyjnej Izbie Zatrzymań i oczekiwali na decyzję prokuratury co dalej. W końcu również rodzina Cieplaków została poinformowana o tym, że za trzy miesiące odbędzie się rozprawa sądowa przeciwko pani Szewc w związku z potrąceniem Beatki.
CDN…