piątek, 17 kwietnia 2020

NOWY ROZDZIAŁ część XII

Po tygodniu pobytu w Rysiowie Ula postanowiła wrócić do Warszawy, ale z drugiej strony nie chciała zostawiać ich wszystkich samych. Mimo, że ojciec był na nią zły i wciąż nie mogli się wspólnie porozumieć było jeszcze rodzeństwo. I to oni potrzebowali w szczególności jej pomocy. Beatka nadal miała gips, a co za tym szło potrzebowała pomocy we wszystkim. W tej sytuacji uznała, że zabierze małą ze sobą. W sobotę jak i w poprzednie dni przyjechał Marek z tą różnicą, że był już od rana. W tygodniu przyjeżdżał po piętnastej i siedział u nich przez kilka godzin.
- Postanowiłam wrócić do Warszawy i zabrać ze sobą Beatkę – powiedziała Ula do Marka, gdy siedzieli u niej w pokoju.
- Dlaczego? – zapytał nieco zaskoczony tą decyzją.
- Tam mam bliżej do lekarza, a i Ty miałbyś do mnie bliżej – próbowała tłumaczyć, ale coś było nie tak. Marek najwyraźniej to wyczuł.
- Chyba nie do końca? Ula możesz mi powiedzieć co się dzieje? – dopytywał młody Dobrzański.
- Nic się nie dzieje. Po prostu tak będzie lepiej – próbowała wymigać się od wyjaśnień.
- Ula proszę powiedz mi co się dzieje. Widzę, że coś jest nie tak – mówił patrząc jej prosto w oczy.
Ula siedziała przez chwilę w milczeniu i zastanawiała czy powiedzieć mu prawdę czy nadal kłamać. W końcu postanowiła powiedzieć mu o wszystkim.
- Chodzi o mojego ojca. Od dosyć dawna nie umiem się z nim dogadać. Najpierw miał mi za złe, że wyjechałam na Śląsk. Myślałam, że z czasem mu przejdzie. Jednak tak się nie stało. Wręcz przeciwnie coraz bardziej wypominał mi ten wyjazd, że wszystko zwaliłam na jego barki. Jednego razu zarzucił mi, że ten wypadek Beatki to poniekąd moja wina. Bo mogłam zeznawać tak jak chciał ten drań. Wówczas jego matka nie chciałaby się na nas mścić – Marek przysłuchiwał się i nie mógł zrozumieć zachowania Cieplaka, ale to, co usłyszał dalej zaszokowały go jeszcze bardziej - A gdy powiedziałam mu o tobie i to, że się spotykamy, mieszkanie z nim stało się nie do zniesienia. Wciąż powtarza mi, że nie powinnam się z tobą spotykać. Bo jesteś bogaty, a my jesteśmy biedni, że zapewne mnie skrzywdzisz. Według jego zdania powinnam związać się z którymś z Rysiowa, a najlepiej gdyby to był Dąbrowski. Próbowałam tłumaczyć, lecz on nie słucha. Zapewne zauważyłeś jego zachowanie, zawsze jak ty przychodzisz on wychodzi z domu – skończyła mówić, a jej twarz była mokra od łez. Widać było, że bardzo przeżywa to, co się dzieje. Obawiała się, że po tym wszystkim, co powiedziała Marek może chcieć ją zostawić. Natomiast ten przysiadł tuż obok dziewczyny objął ją i zaczął uspokajać.
- Już spokojnie Ula. Wszystko będzie dobrze zobaczysz. A twój tato jeszcze się do mnie przekona. Kocham cię i to się nie zmieni – Ula uspakajała się w objęciach ukochanego. Kolejny raz przekonała się, iż ramiona ukochanego dają jej ukojenie i… i coś, czego nie czuła nigdy dotychczas nawet będąc z Łukaszem. To coś to poczucie bezpieczeństwa. A i sam Marek w takich sytuacjach gdyby tylko mógł odgrodziłby ją od całego zła na tym świecie. Parę razy będąc samemu wieczorem porównywał mimo woli Ule do Pauliny. Zastanawiał się w takich razach jak mógł być tyle lat w związku z Febo. Ula była spokojna, nie podnosiła głosu w przeciwności do byłej narzeczonej.  Chwilami odnosił wrażenie, że z jednej strony jest krucha i delikatna jak porcelana, a z drugiej zaś strony potrafiąca walczyć o siebie i swoich bliskich. Potrafi powiedzieć dość, jeśli taka zachodzi potrzeba. Kiedy już Ula uspokoiła się Marek zapytał.
- Kiedy chcesz się przeprowadzić?
- Myślałam o dniu jutrzejszym – odparła.
- To przyjadę po was i pomogę Ci z Beatką – zaproponował. Mogę przyjechać już do południa i jak będziesz już gotowa to zawiozę do Warszawy.
- Myślę, że to dobry pomysł. Możesz przyjechać do południa i zostać do obiadu, a później możemy jechać do Warszawy – poparła jego pomysł.
Jak się okazało w niedzielne popołudnie nie tylko Beatka przeniosła się do mieszkania siostry, ale również Jasiek.
Po tym jak Ula rozmawiała z bratem wieczorem, że w niedziele wyjeżdża z Rysiowa i zabiera siostrę ten długo nie musząc prosić Uli zaczął pakować swoje rzeczy.

W końcu Ula dostała wezwanie do sądu na rozprawę w związku z potrąceniem Beatki również Jasiek dostał takie wezwanie. Rozprawa miała odbyć się tydzień po tym jak Betti mieli ściągnąć gips. Do sądu przywiózł ich Marek. Tuż przed salą rozpraw spotkali ojca, który chciał podejść, lecz wyszła z sali kobieta i wezwała wszystkich informując o rozpoczęciu się rozprawy.
Oskarżona z początku wciąż twierdziła, że jest nie winna. W końcu prokurator przedstawił pierwszy i zdawać by się mogło kluczowy dowód w tej sprawie. A było to nagranie z monitoringu na, którym widać jak oskarżona celowo kieruje swoim autem w stronę małej Cieplakówny, później było tylko coraz gorzej każdy kolejny świadek zeznawał na niekorzyść pani Szewc. W pewnym momencie, gdy sędzia zapytał jak oskarżona ustosunkuje się do tych zeznań.
- Tak zrobiłam to, ale nie chciałam jej zabić tylko nastraszyć. Wszystko to było spowodowane moim złym stanem po osądzeniu i zamknięciu mojego syna. To miało tylko nastraszyć tę całą rodzinę – odpowiedziała Szewcowa.
Tą wypowiedziom tylko zaszkodziła sobie i po półgodzinnej przerwie został ogłoszony wyrok. Sąd wymierzył karę pozbawienia wolności na 10 lat oraz pozbawił dożywotnio prawa do wykonywania pracy z dziećmi oraz młodzieżą. Swój wyrok uzasadnił brakiem jakiejkolwiek skruchy oraz brakiem empatii również ilość zeznań i dowodów nie pozwalały na inny wymiar kary. Lecz to nie było wszystko co czekało na byłą panią dyrektor, a czego kompletnie się nie spodziewała. A tę wiadomość miała usłyszeć za kilka dni i tak też się stało. Tego dnia miała wizytę swojego męża.
- Złożyłem papiery rozwodowe – usłyszała Szewcowa z ust męża chwilę po tym jak usiedli do jednego ze stolików w Sali widzeń.
- Co proszę?
- Dobrze usłyszałaś. Wniosłem o rozwód.
- Ty chyba sobie żartujesz – mówiła podniesionym głosem.
- Nie, nie żartuję. Mam dość tego wszystkiego. Mam serdecznie dość ciebie i twojego syna – rzekł.
- Przecież to również twój syn – rzekła.
- Przypominam ci, że ja go tylko przysposobiłem, gdy miał kilka lat – odparł.
- Jesteś podłym draniem – usłyszał.
- Nie większym niż ty i Łukasz. Ja nikogo nie próbowałem zabić i nie zgwałciłem żadnej kobiety oraz nie pobiłem – odpowiedział, po czym pożegnał się zwykłym do widzenia i wyszedł.
Data rozwodu była wyznaczona na za dwa miesiące. W ten właśnie sposób rozpadła się tak bardzo szanowana rodzina Szewców. Sam Szewc jeszcze w trakcie oczekiwania na rozprawę wystawił na sprzedaż dom i wyprowadził do Kielc w swoje rodzinne strony. Swoją firmę również przeniósł.

Ula wraz z rodzeństwem i Markiem wyszli na zewnątrz, gdy usłyszeli wołanie ojca.
- Chciałem z wami porozmawiać czy możemy? – usłyszeli, gdy tylko podszedł.
- Słuchamy odpowiedziała mu najstarsza córka – my nie mamy z Markiem przed sobą tajemnic, więc albo mówisz, o co chodzi albo się żegnamy – dodała widząc, że ojciec nie ma zamiaru rozmawiać przy młodym Dobrzańskim.
- Spokojnie Ula ja mogę poczekać w samochodzie. Wy idźcie i porozmawiajcie ja w tym czasie zadzwonię tylko do mamy i powiem, że się spóźnimy – odezwał się milczący do tej pory Marek.
- Nie. Jeśli tato chce rozmawiać to albo przy tobie albo wcale – odpowiedziała mu Ula.
Widząc, że jej nie przekona do zmiany zdania został, co jednak nie bardzo podobało się Cieplakowi.
CDN…

piątek, 10 kwietnia 2020

NOWY ROZDZIAŁ część XI





Marek wracał do Warszawy, a Ula ze wściekłością do domu. Była zła i nie wiadomo, co jeszcze. Zachowanie jej ojca było nie do przyjęcia. Weszła do domu i swoje kroki skierowała do pokoju, w którym siedział ojciec oglądając coś w telewizji.
- Czy możesz mi powiedzieć, co ty wyprawiasz? – mówiła podniesionym głosem.
- O co ci chodzi? To po pierwsze, a po drugie nie musisz krzyczeć. Jestem u siebie w domu – odparł jej ojciec.
- Ale czy to zwalnia cię z przyzwoitego zachowania wobec gościa?
- Przecież nic takiego nie zrobiłem – mówił nie widząc nic złego w swym zachowaniu.
- Nie? – wydobyło się z jej gardła – A to jak potraktowałeś Marka ignorując go, jest wobec ciebie niczym? – kontynuowała.
- A to, co wobec ciebie powinienem zrobić? Może jeszcze miałem rozłożyć czerwony dywan, bo pan Marek Dobrzański raczył nas odwiedzić – mówił kpiącym tonem Cieplak. Cała ta rozmowa drażniła, go coraz bardziej.
- Nikt nie wymaga i nie oczekuje od ciebie takich rzeczy, ale mogłeś być bardziej dla niego uprzejmy.
- A to niby, dlaczego?
- To dzięki niemu mogłam wrócić i zamieszkać w Warszawie oraz zaproponował mi dobrze płatna pracę. Pomógł mi dzisiaj z Betti – wymieniała – Dodatkowo i to najważniejsze jestem z nim bardzo szczęśliwa, kocham Marka a on mnie – mówiła wściekła coraz bardziej.
- A ja ci mówiłem, że ten człowiek nie jest dla ciebie. On jest z innego świata. Świata, gdzie tacy jak my nie istnieją i wcześniej czy później i tak będziesz przez niego cierpieć – mówił pewny siebie i tego, co mówi.
- To czy będę czy też nie jest moją prywatną sprawą. Ale jestem pewna, że nic takiego się nie stanie – mówiła pewnym głosem - Ty za to wolałbyś abym była z jednym z tych Rysiowskich dżentelmenów – rzekła z lekko kpiącym tonem.
- Są zapewne dużo lepsi od tego twojego Mareczka – usłyszała.
- Tak oczywiście, że są lepsi w byciu na bezrobociu i ilości spożywanego alkoholu. Faktyczne godne podziwu. I ty uważasz, że z kimś takim byłabym szczęśliwa?
- Ty, od kiedy wyjechałaś na ten Śląsk to już całkiem ci się w głowie poprzewracało. Najważniejsze są dla ciebie pieniądze, nic więcej się dla ciebie nie liczy – krzyczał.
- Nie są najważniejsze, ale dzięki tym pieniądzą nie żyjesz w biedzie ani ty ani dzieciaki. Masz, za co ich ubrać i co do gara włożyć – mówiła coraz bardziej wściekła na ojca.
- Nie potrzebujemy tych twoich pieniędzy – rzekł Cieplak. Wstał z kanapy podszedł do komody wysunął jedną z szuflad i wyjął z niej białą kopertę – to są te twoje zarobione pieniądze weź je sobie – mówił z oburzeniem.
Tej całej wymianie zdań, chociaż wymiana zdań to mało powiedziane. To była wręcz kłótnia. Przysłuchiwał się Jasiek. Nie chciał się wtrącać, bo to i tak by nic nie dało, a tylko zaogniłoby całą sytuację. Lecz on tak samo jak i Ula uważał zachowanie ojca dość niestosowne. Jednak ostatnie zdanie wypowiedziane spowodowały, że jednak się odezwał.
- Tato, co ty robisz?
- Nie wtrącaj się. To nie twoja sprawa – usłyszał od ojca.
- Taka samo moja jak i wszystkich w tym domu – odparł Jasiek.
- Nie pyskuj gówniarzu – usłyszeli oboje z Ulą.
Jasiek miał ochotę odpowiedzieć ojcu, ale weszła mu w słowo siostra.
- Jasiu daj spokój nic nie poradzisz. Ojciec jest niereformowalny i myśli, że pozjadał wszystkie rozumy świata – odwróciła się na pięcie i udała do swojego pokoju, chwilę później do jej pokoju wszedł Jasiek.
- Nie rozumiem go Ula – usłyszała od brata, gdy tylko ten przekroczył próg jej pokoju.
- Jasiu nic z tym nie zrobimy. On już taki jest. Ja z wami zostanę około tygodnia, a później się zobaczy. Jeśli będzie taka potrzeba to zabiorę was do siebie – odpowiedziała mu Ula.
- Ale to przecież będzie tylko problem dla ciebie siostra – mówił młody Cieplak.
- Wszystko będzie dobrze. Nie martw się na zapas – odpowiedziała, po czym życząc dobrej nocy wzięła koszulę nocną i udała pod prysznic.
Przez pół nocy nie mogła zasnąć ciągle rozpamiętując dzisiejszy dzień i rozmowę z ojcem. Zaczęła rzeczywiście zastanawiać czy nie byłoby najlepiej gdyby zabrała swoje rodzeństwo ze sobą do Warszawy.
- Co takiego musiałoby się wydarzyć, aby tato zaakceptował Marka u mego boku? – rozmyślała.
W końcu jednak zmęczenie wzięło górę i usnęła.
Tuż po siódmej obudził ją dźwięk przychodzącej wiadomości. Podniosła się z łóżka i sięgnęła po telefon leżący na małym stoliczku. Po odblokowaniu i ujrzeniu nadawcy natychmiast na jej twarzy ukazał się uśmiech

Literkę K sam postawię,
literkę O Tobie zostawię,
literki C i H też mogą być,
bez tego A nie mogę żyć,
postawię także literkę M,
a na końcu piękny wyraz CIĘ.
Twój M.

Odczytała wiadomość i ze szczęśliwym uśmiechem odpisała.

Dziękuję za piękny
Wiersz.
Również bardzo
Mocno
Cię kocham
Twoja U.

Wysłała wiadomość i poszła zrobić śniadanie dla całej rodziny.

W ciągu czasu jaki Ula spędzała w Rysiowie Marek odwiedzał ją codziennie i pomagał w opiece nad małą Beatką. Ale i pomagał Jaśkowi w nauce. Tylko Cieplak wciąż nie potrafił albo może i nie chciał zaakceptować młodego Dobrzańskiego u boku swojej córki. A Ula każdego wieczoru zastanawiała się co może jeszcze zrobić aby ojciec zmienił zdanie. Na dwa wieczory przed jej powrotem do swojego mieszkania w stolicy podjęła pewną decyzję.
Również w Warszawie działy się ważne rzeczy. Adwokat rodziny Szewców dostał odmowną odpowiedź co do przeprowadzenia badań psychiatrycznych.
- To jakiś skandal. Ja nic nie zrobiłam a ta mała sama weszła mi pod koła – szła w zaparte kobieta.
Lecz policjanci nie mieli ochoty wciąż wysłuchiwać tego samego i umieścili kobietę w Policyjnej Izbie Zatrzymań i oczekiwali na decyzję prokuratury co dalej. W końcu również rodzina Cieplaków została poinformowana o tym, że za trzy miesiące odbędzie się rozprawa sądowa przeciwko pani Szewc w związku z potrąceniem Beatki.
CDN…

piątek, 3 kwietnia 2020

WIECZNA MIŁOŚĆ

                               PRZEPRASZAM
W związku z nawałem różnych innych prac dzisiaj wstawiam mini. Mam nadzieję, że w następnym tygodniu uda się wstawić kolejną część „Nowy rozdział”
Pozdrawiam życząc miłej lektury.

W jednym z Warszawskich mieszkań pewna blondynka weszła do pokoju swojej kilkuletniej córki, w którym od około miesiąca spała również córeczka jej przyjaciół.
- Dziewczynki pora szykować się spać – rzekła do dzieci.
- Dobrze ciociu, tylko spakujemy się na jutro do szkoły – odparła jedna z dziewczynek.
- Mamusiu, co to jest wieczna miłość? - pytała kilkuletnia blondyneczka z niebieskimi oczami i pucołowatymi policzkami jak jej tata.
- To taka miłość, która trwa zawsze – odparła kobieta.
- A znasz jakąś bajkę o takiej miłości? - dopytywała dziewczynka.
- Takich bajek jest wiele skarbie – odpowiedziała córce.
- Możesz nam opowiedzieć?
- Dziewczynki już późno. Jutro wam opowiem - usłyszały dzieci.
- Ciociu prosimy - prosiła dziewięciolatka z dołeczkami w policzkach, oczach koloru błękitu i kilkoma piegami na nosie. 
Kobieta popatrzyła na obie dziewczynki i zamyśliła się.
- No dobrze opowiem wam pewną historię. O pewnym niesamowicie pięknym mężczyźnie i niezbyt urodziwej pannie. Ten urodziwy mężczyzna mógł uchodzić za wyśnionego księcia - rzekła do dzieci siadając na brzegu łóżka i zaczęła opowiadać – I chyba takim właśnie jest. Wyśnionym i wymarzonym – powiedziała w myślach.
- On był niezmiernie przystojnym mężczyzną, w którym kochały się wszystkie kobiety. W policzkach miał dwa dołeczki, oczy koloru szarego, które zawsze były uśmiechnięte. 
- Ale ciociu to miało być o księciu - przerwała jej jedna z dziewczynek.
- Masz kochanie rację. Ów mężczyzna mógłby uchodzić za takiego.  Ale pozwól, że będę kontynuować - mała pokiwała główką na znak zgody.
- Ten mężczyzna był bardzo majętny. Jego rodzice posiadali własną firmę, w której tworzono przepiękne suknie. Miał on również przyrodnie rodzeństwo. Brata i siostrę. On był najmłodszym z dzieci, a przez to pozwalano mu na więcej i rozpieszczano do granic możliwości. Gdy on i jego rodzeństwo byli jeszcze dziećmi rodzice już wówczas zdecydowali, z kim stworzą swoje rodziny. Siostra nie miała nic, przeciwko, ale braciom było to zupełnie obojętne. Tylko, że ten młody mężczyzna, gdy dorósł zaczął się buntować. Najzwyczajniej nie kochał swej narzeczonej. Lecz nie widząc innej możliwości miał poślubić tę wybraną przez rodziców. Aż któregoś dnia wydarzyło się coś, co miało zmienić jego dotychczasowe życie. Do firmy gdzie on sam już pracował przyjęto niezbyt urodziwą pannę.  Niemodnie ubrana, w olbrzymich okularach i z aparatem na zębach była pośmiewiskiem w całej firmie. Dokuczano jej, a najbardziej dwie osoby. Narzeczona tego mężczyzny oraz sekretarka. 
- A książę?- usłyszała 
- On tylko na samym początku. Później już nie, gdy przekonał się, jakim wspaniałym jest pracownikiem. Z czasem stali się nawet przyjaciółmi. Owa panna jednego razu nawet uratowała mu życie. Wyciągając go z płonącego samochodu.
- Ciociu, ale ty opowiadasz o moim tatusiu i jakiejś pani - przerwała opowieść dziewczynka.
- Tak masz rację. To jest o twoim tacie,   ale również o twojej mamusi - odpowiedziała małej.
- Niemożliwe moja mamusia jest ładna. A ty ciociu mówisz, że była brzydka. Jak jakaś brzydula - obruszyła się mała Dobrzańska.
Kobieta wstała z łóżka i podeszła do regału wyjmując z niego album ze zdjęciami.
- Coś wam dziewczynki pokażę. Spójrzcie - mówiła pokazując kilka zdjęć.
Obie dziewczynki przyglądały się zdjęciom i nie mogły uwierzyć, że ta kobieta przy Marku Dobrzańskim to dzisiaj Urszula Dobrzańska. 
- Ale ciociu jak to? - dopytywała mała Dobrzańska.
- Pozwól kochanie, że skończę wam opowiadać.
Obie ponownie wlepiły wzrok w Violettę Olszańską. Violetta już miała zacząć dalej, gdy padło pytanie z ust jej córki.
- Mamusiu, a kim była ta sekretarka, co dokuczała cioci? - usłyszała pytanie.
- Przykro mi i wstyd to mówić, ale to ja nią byłam. Wtedy nie byłam taka jak dzisiaj- odpowiedziała - no dobrze, ale teraz posłuchajcie dalej.
Te już nie przerywając słuchały opowieści. 
- Z czasem ten mężczyzna zaprzyjaźnił się z brzydulą. A ona była najszczęśliwszą z dziewczyn. Zawsze lojalna, pomocna, z sercem na dłoni. Taka była. I za to Marek ją lubił i bronił przed atakami ze strony innych. Nawet jednego razu pokłócił się ze swoim najlepszym przyjacielem. I przestali się odzywać przez dłuższy czas. Bo ten kolejny raz nazwał jego przyjaciółkę Brzydulą. Po pewnym czasie ta ich przyjaźń zaczęła się przeradzać coś więcej. Ula bardziej przywiązywała uwagę do tego jak wygląda. Tłumaczyła wszystkim, że nie może przynosić wstydu firmie, a każdy w to wierzył. A prawda była inna. Ona robiła to dla niego. Nigdy nikomu nie wyjawiła swojej tajemnicy. Ta wyszła dopiero po jakimś czasie. A było to w dniu, kiedy w firmie organizowano Wigilię Bożego Narodzenia. Ula przez przypadek zostawiła na biurku swój pamiętnik, który Marek zabrał wraz i innymi dokumentami. To z niego dowiedział się o miłości swojej asystentki, przyjaciółki do niego samego. Ale zanim on sam zrozumiał, co czuje do niej musiało upłynąć jeszcze trochę czasu. To nastąpiło, gdy wujek miał przygotować raport na posiedzenie zarządu. Oboje pracowali nad tym do późnych godzin nocnych, czas ich gonił. Tego dnia trochę się posprzeczali i Ula pierwsza wyszła z biura. Wówczas twój tata zrozumiał, że kocha ją, ale nie umiał jej tego powiedzieć, a dodatkowo miał już narzeczoną. Ula już wtedy wyglądała pięknie.
- Tak jak teraz - bardziej stwierdziła mała Dobrzańska niż zapytała. 
- Dokładnie kochanie. Twoja mamusia nie była już brzydulą tylko chodzącą pięknością.
- A jak to się stało, że wujek ożenił się z ciocią - dopytywała ją córka. Widać było, że ta niby bajka przypadła dziewczynkom do gustu. 
- Wujek w końcu rozstał się z ówczesną dziewczyną, bo nie potrafili ze sobą nawet rozmawiać. A i więcej czasu spędzał z Ulą niż narzeczoną. I gdy wujek był chory, to właśnie Ula się nim opiekowała. Ale długo jeszcze nie byli ze sobą. To miało się zmienić dopiero na pokazie, nad którym wspólnie pracowali. Do tego czasu Ula wiernie przy nim trwała. Pomagając i wspierając za każdym razem, gdy tego wymagała sytuacja. Ja sama bardzo zmieniłam o niej swoje zdanie z chwilą, gdy wstawiła się za mną u prezesa. 
Wstyd się przyznać, lecz zrobiłam coś bardzo złego i mogłam z tego powodu stracić pracę. Wtedy nawet wstawiennictwo się taty w mojej sprawie nic nie pomogło. Dopiero właśnie, gdy Ula poszła porozmawiać z Markiem to pomogło. Mnie nie zwolniono z pracy, a ja zaczęłam bardziej doceniać ją i  jej pracę. To za jej sprawą wujek pogodził się ze swoim przyjacielem.
- A kim był ten przyjaciel? - usłyszała w pytaniu.
- No jak to, kto, twój tata kochanie. Oni od zawsze byli przyjaciółmi. 
- To tak jak moja mamusia i wujek Maciek - odezwała się druga dziewczynka.
- Dokładnie tak kochanie - odpowiedziała małej i dalej kontynuowała opowiadanie - Tak jak mówiłam pracowali nad nowym pokazem. Ten pokaz był chyba jednym z najważniejszych pokazów pod wieloma względami. Ale dla Uli okazał się później niezapomnianym dniem - przerwała na chwilę słysząc płacz swojego małego synka Kubusia. 

- Zaraz dokończymy tylko muszę nakarmić Kubusia - rzekła i wyszła z pokoju gdzie leżały obie dziewczynki. Te z niecierpliwością czekały jak Viola wróci i dokończy swoją opowieść. 
-  Wiesz Roksana nie wiedziałam, że twoja mama umie tak pięknie opowiadać.
- Ja sama o tym nie wiedziałam. Ale ta historia jest piękna. Wiki, a te zdjęcia. Tam twoja mama nawet nie przypomina siebie.
- Właśnie. Muszę kiedyś poprosić rodziców, aby oni też mi opowiedzieli historię swojego poznania i żeby pokazali mi zdjęcia za nim się poznali i gdy już mama zaczęła pracować w firmie – rozmawiały dziewczynki za nim przyszła Violetta.

Kilkanaście minut później ponownie do pokoju weszła Violetta.
- To, co dziewczynki kontynuujemy? - obie pokiwały twierdząco głowami.
- Na czym to skończyłam?
- Że mamusia z tatusiem szykowali się do pokazu - odpowiedziała jej córka Dobrzańskich.
- No tak. Marek oprócz przygotowań do pokazu przygotowywał się również do czegoś jeszcze. Sądzę, że chyba nawet ważniejsze było to niż cały ten pokaz. Otóż twój tato Wiki szykował się do oświadczyn. Gdy przyszła pora na Uli wejście na wybieg Marek zniknął na kilka minut. I później usłyszeliśmy jak mówi.
- Proszę państwa ja proszę jeszcze o odrobinę cierpliwości dobrze?  Ula czekamy tylko na ciebie. Na to właśnie czekaliśmy. Na...na tę suknię. Najważniejszą proszę państwa - mówił trzymając w jednym ręku mikrofon, a drugą trzymając Ule i oprowadzając po wybiegu prezentował suknię ślubną, którą miała na sobie - Wszystkie inne są nieważne, gdy ma się tą jedyną. To była ostatnia suknia z kolekcji FD Gusto - Wszyscy staliśmy wpatrzeni w tą jakże piękną dwójkę. Marek zaprosił na scenę mistrza oraz wszystkich modeli i wszystkie modelki. I gdy każdy stał już na swoim miejscu twój tata zapominając albo i nie o włączonym mikrofonie wyznał jej, co czuje. Po czym uklęknął, wyciągnął z wewnętrznej kieszeni marynarki przepiękny pierścionek i poprosił o rękę twoją mamę. Ta przez chwilę zaniemówiła, aby zaraz zgodzić się i przyjąć oświadczyny. Wszyscy byliśmy trochę zszokowani, ale i szczęśliwi. W końcu każdy był szczęśliwy. Ula z Markiem, ja z Sebastianem. A nawet twój dziadek Józek Wiki znalazł swoją miłość. 
Przez chwilę wszystkie milczały. 
- Piękna opowieść ciociu - usłyszała od Wiki. 
- Widzisz moja droga miłość twoich rodziców jest wieczna. Nic i nikt nie jest wstanie tego zniszczyć. Taka miłość zdarza się tylko raz – rzekła – No, ale na dzisiaj już dość pora spać moje panny – dodała.

- Ciociu, czy mama teraz już będzie zdrowa? - usłyszała kobieta będąc tuż przy drzwiach. Odwróciła się w stronę dziewczynki. Podeszła do niej i spojrzała w jej twarz, która ukazywała strach, obawę, smutek, ale i tęsknotę za rodzicami. A ci od dwóch miesięcy przebywali w Stanach Zjednoczonych, gdzie Ula miała przejść skomplikowaną operację serca. 
Marek, gdy tylko dowiedział się o stanie zdrowia Uli natychmiast skontaktował się z kolegą. Była to znajomość jeszcze ze szkoły podstawowej. Piotr Sosnowski był wziętym kardiochirurgiem i pracował w jednym ze szpitali w Bostonie. Opowiedział mu o wszystkim, a ten nawet się nie zastanawiał i obiecał, że pomoże. Słowa dotrzymał. Tylko jedynym warunkiem jest wyjazd do Stanów. To nie było problemem, bo on dla swojej żony gotów był na wszystko, aby tylko wyzdrowiała. Zastanawiali się tylko, co z ich córką nie chcieli, aby leciała z nimi. Jego rodzice byli na kuracji w Szwajcarii. Ojciec Uli mieszkał w Rysiowie i byłby problem, aby mała mogła dojeżdżać do szkoły. 
Wówczas z pomocą wyszli im Olszańscy. To u nich mała Dobrzańska miała przebywać. 
- Kochanie twoja mamusia już jest zdrowa. Dlatego właśnie tyle czasu tam przebywali, aby mogła do nas wrócić zdrowa. Mamusia jeszcze przez jakiś czas będzie musiała się oszczędzać, ale już będzie tylko lepiej - odpowiedziała dziewczynce i przytuliła ją - no kochana pora spać. Wiesz, co mam pomysł. Jak będziesz chcieć to możesz razem z wujkiem pojechać na lotnisko po mamę i tatę - nagle mina małej pojaśniała i tylko kiwnęła głową na znak zgody, po czym niemal natychmiast zasnęła. Violetta popatrzyła jeszcze na śpiącą dziewczynkę, a w duchu pomyślała.
- Tak ta ich miłość nie może być inna jak tylko wieczna. Nie ma takiej siły, która by rozdzieliła tę dwójkę. A ty kochanie masz wielkie szczęście mieć takich kochających się rodziców.
KONIEC