piątek, 3 kwietnia 2020

WIECZNA MIŁOŚĆ

                               PRZEPRASZAM
W związku z nawałem różnych innych prac dzisiaj wstawiam mini. Mam nadzieję, że w następnym tygodniu uda się wstawić kolejną część „Nowy rozdział”
Pozdrawiam życząc miłej lektury.

W jednym z Warszawskich mieszkań pewna blondynka weszła do pokoju swojej kilkuletniej córki, w którym od około miesiąca spała również córeczka jej przyjaciół.
- Dziewczynki pora szykować się spać – rzekła do dzieci.
- Dobrze ciociu, tylko spakujemy się na jutro do szkoły – odparła jedna z dziewczynek.
- Mamusiu, co to jest wieczna miłość? - pytała kilkuletnia blondyneczka z niebieskimi oczami i pucołowatymi policzkami jak jej tata.
- To taka miłość, która trwa zawsze – odparła kobieta.
- A znasz jakąś bajkę o takiej miłości? - dopytywała dziewczynka.
- Takich bajek jest wiele skarbie – odpowiedziała córce.
- Możesz nam opowiedzieć?
- Dziewczynki już późno. Jutro wam opowiem - usłyszały dzieci.
- Ciociu prosimy - prosiła dziewięciolatka z dołeczkami w policzkach, oczach koloru błękitu i kilkoma piegami na nosie. 
Kobieta popatrzyła na obie dziewczynki i zamyśliła się.
- No dobrze opowiem wam pewną historię. O pewnym niesamowicie pięknym mężczyźnie i niezbyt urodziwej pannie. Ten urodziwy mężczyzna mógł uchodzić za wyśnionego księcia - rzekła do dzieci siadając na brzegu łóżka i zaczęła opowiadać – I chyba takim właśnie jest. Wyśnionym i wymarzonym – powiedziała w myślach.
- On był niezmiernie przystojnym mężczyzną, w którym kochały się wszystkie kobiety. W policzkach miał dwa dołeczki, oczy koloru szarego, które zawsze były uśmiechnięte. 
- Ale ciociu to miało być o księciu - przerwała jej jedna z dziewczynek.
- Masz kochanie rację. Ów mężczyzna mógłby uchodzić za takiego.  Ale pozwól, że będę kontynuować - mała pokiwała główką na znak zgody.
- Ten mężczyzna był bardzo majętny. Jego rodzice posiadali własną firmę, w której tworzono przepiękne suknie. Miał on również przyrodnie rodzeństwo. Brata i siostrę. On był najmłodszym z dzieci, a przez to pozwalano mu na więcej i rozpieszczano do granic możliwości. Gdy on i jego rodzeństwo byli jeszcze dziećmi rodzice już wówczas zdecydowali, z kim stworzą swoje rodziny. Siostra nie miała nic, przeciwko, ale braciom było to zupełnie obojętne. Tylko, że ten młody mężczyzna, gdy dorósł zaczął się buntować. Najzwyczajniej nie kochał swej narzeczonej. Lecz nie widząc innej możliwości miał poślubić tę wybraną przez rodziców. Aż któregoś dnia wydarzyło się coś, co miało zmienić jego dotychczasowe życie. Do firmy gdzie on sam już pracował przyjęto niezbyt urodziwą pannę.  Niemodnie ubrana, w olbrzymich okularach i z aparatem na zębach była pośmiewiskiem w całej firmie. Dokuczano jej, a najbardziej dwie osoby. Narzeczona tego mężczyzny oraz sekretarka. 
- A książę?- usłyszała 
- On tylko na samym początku. Później już nie, gdy przekonał się, jakim wspaniałym jest pracownikiem. Z czasem stali się nawet przyjaciółmi. Owa panna jednego razu nawet uratowała mu życie. Wyciągając go z płonącego samochodu.
- Ciociu, ale ty opowiadasz o moim tatusiu i jakiejś pani - przerwała opowieść dziewczynka.
- Tak masz rację. To jest o twoim tacie,   ale również o twojej mamusi - odpowiedziała małej.
- Niemożliwe moja mamusia jest ładna. A ty ciociu mówisz, że była brzydka. Jak jakaś brzydula - obruszyła się mała Dobrzańska.
Kobieta wstała z łóżka i podeszła do regału wyjmując z niego album ze zdjęciami.
- Coś wam dziewczynki pokażę. Spójrzcie - mówiła pokazując kilka zdjęć.
Obie dziewczynki przyglądały się zdjęciom i nie mogły uwierzyć, że ta kobieta przy Marku Dobrzańskim to dzisiaj Urszula Dobrzańska. 
- Ale ciociu jak to? - dopytywała mała Dobrzańska.
- Pozwól kochanie, że skończę wam opowiadać.
Obie ponownie wlepiły wzrok w Violettę Olszańską. Violetta już miała zacząć dalej, gdy padło pytanie z ust jej córki.
- Mamusiu, a kim była ta sekretarka, co dokuczała cioci? - usłyszała pytanie.
- Przykro mi i wstyd to mówić, ale to ja nią byłam. Wtedy nie byłam taka jak dzisiaj- odpowiedziała - no dobrze, ale teraz posłuchajcie dalej.
Te już nie przerywając słuchały opowieści. 
- Z czasem ten mężczyzna zaprzyjaźnił się z brzydulą. A ona była najszczęśliwszą z dziewczyn. Zawsze lojalna, pomocna, z sercem na dłoni. Taka była. I za to Marek ją lubił i bronił przed atakami ze strony innych. Nawet jednego razu pokłócił się ze swoim najlepszym przyjacielem. I przestali się odzywać przez dłuższy czas. Bo ten kolejny raz nazwał jego przyjaciółkę Brzydulą. Po pewnym czasie ta ich przyjaźń zaczęła się przeradzać coś więcej. Ula bardziej przywiązywała uwagę do tego jak wygląda. Tłumaczyła wszystkim, że nie może przynosić wstydu firmie, a każdy w to wierzył. A prawda była inna. Ona robiła to dla niego. Nigdy nikomu nie wyjawiła swojej tajemnicy. Ta wyszła dopiero po jakimś czasie. A było to w dniu, kiedy w firmie organizowano Wigilię Bożego Narodzenia. Ula przez przypadek zostawiła na biurku swój pamiętnik, który Marek zabrał wraz i innymi dokumentami. To z niego dowiedział się o miłości swojej asystentki, przyjaciółki do niego samego. Ale zanim on sam zrozumiał, co czuje do niej musiało upłynąć jeszcze trochę czasu. To nastąpiło, gdy wujek miał przygotować raport na posiedzenie zarządu. Oboje pracowali nad tym do późnych godzin nocnych, czas ich gonił. Tego dnia trochę się posprzeczali i Ula pierwsza wyszła z biura. Wówczas twój tata zrozumiał, że kocha ją, ale nie umiał jej tego powiedzieć, a dodatkowo miał już narzeczoną. Ula już wtedy wyglądała pięknie.
- Tak jak teraz - bardziej stwierdziła mała Dobrzańska niż zapytała. 
- Dokładnie kochanie. Twoja mamusia nie była już brzydulą tylko chodzącą pięknością.
- A jak to się stało, że wujek ożenił się z ciocią - dopytywała ją córka. Widać było, że ta niby bajka przypadła dziewczynkom do gustu. 
- Wujek w końcu rozstał się z ówczesną dziewczyną, bo nie potrafili ze sobą nawet rozmawiać. A i więcej czasu spędzał z Ulą niż narzeczoną. I gdy wujek był chory, to właśnie Ula się nim opiekowała. Ale długo jeszcze nie byli ze sobą. To miało się zmienić dopiero na pokazie, nad którym wspólnie pracowali. Do tego czasu Ula wiernie przy nim trwała. Pomagając i wspierając za każdym razem, gdy tego wymagała sytuacja. Ja sama bardzo zmieniłam o niej swoje zdanie z chwilą, gdy wstawiła się za mną u prezesa. 
Wstyd się przyznać, lecz zrobiłam coś bardzo złego i mogłam z tego powodu stracić pracę. Wtedy nawet wstawiennictwo się taty w mojej sprawie nic nie pomogło. Dopiero właśnie, gdy Ula poszła porozmawiać z Markiem to pomogło. Mnie nie zwolniono z pracy, a ja zaczęłam bardziej doceniać ją i  jej pracę. To za jej sprawą wujek pogodził się ze swoim przyjacielem.
- A kim był ten przyjaciel? - usłyszała w pytaniu.
- No jak to, kto, twój tata kochanie. Oni od zawsze byli przyjaciółmi. 
- To tak jak moja mamusia i wujek Maciek - odezwała się druga dziewczynka.
- Dokładnie tak kochanie - odpowiedziała małej i dalej kontynuowała opowiadanie - Tak jak mówiłam pracowali nad nowym pokazem. Ten pokaz był chyba jednym z najważniejszych pokazów pod wieloma względami. Ale dla Uli okazał się później niezapomnianym dniem - przerwała na chwilę słysząc płacz swojego małego synka Kubusia. 

- Zaraz dokończymy tylko muszę nakarmić Kubusia - rzekła i wyszła z pokoju gdzie leżały obie dziewczynki. Te z niecierpliwością czekały jak Viola wróci i dokończy swoją opowieść. 
-  Wiesz Roksana nie wiedziałam, że twoja mama umie tak pięknie opowiadać.
- Ja sama o tym nie wiedziałam. Ale ta historia jest piękna. Wiki, a te zdjęcia. Tam twoja mama nawet nie przypomina siebie.
- Właśnie. Muszę kiedyś poprosić rodziców, aby oni też mi opowiedzieli historię swojego poznania i żeby pokazali mi zdjęcia za nim się poznali i gdy już mama zaczęła pracować w firmie – rozmawiały dziewczynki za nim przyszła Violetta.

Kilkanaście minut później ponownie do pokoju weszła Violetta.
- To, co dziewczynki kontynuujemy? - obie pokiwały twierdząco głowami.
- Na czym to skończyłam?
- Że mamusia z tatusiem szykowali się do pokazu - odpowiedziała jej córka Dobrzańskich.
- No tak. Marek oprócz przygotowań do pokazu przygotowywał się również do czegoś jeszcze. Sądzę, że chyba nawet ważniejsze było to niż cały ten pokaz. Otóż twój tato Wiki szykował się do oświadczyn. Gdy przyszła pora na Uli wejście na wybieg Marek zniknął na kilka minut. I później usłyszeliśmy jak mówi.
- Proszę państwa ja proszę jeszcze o odrobinę cierpliwości dobrze?  Ula czekamy tylko na ciebie. Na to właśnie czekaliśmy. Na...na tę suknię. Najważniejszą proszę państwa - mówił trzymając w jednym ręku mikrofon, a drugą trzymając Ule i oprowadzając po wybiegu prezentował suknię ślubną, którą miała na sobie - Wszystkie inne są nieważne, gdy ma się tą jedyną. To była ostatnia suknia z kolekcji FD Gusto - Wszyscy staliśmy wpatrzeni w tą jakże piękną dwójkę. Marek zaprosił na scenę mistrza oraz wszystkich modeli i wszystkie modelki. I gdy każdy stał już na swoim miejscu twój tata zapominając albo i nie o włączonym mikrofonie wyznał jej, co czuje. Po czym uklęknął, wyciągnął z wewnętrznej kieszeni marynarki przepiękny pierścionek i poprosił o rękę twoją mamę. Ta przez chwilę zaniemówiła, aby zaraz zgodzić się i przyjąć oświadczyny. Wszyscy byliśmy trochę zszokowani, ale i szczęśliwi. W końcu każdy był szczęśliwy. Ula z Markiem, ja z Sebastianem. A nawet twój dziadek Józek Wiki znalazł swoją miłość. 
Przez chwilę wszystkie milczały. 
- Piękna opowieść ciociu - usłyszała od Wiki. 
- Widzisz moja droga miłość twoich rodziców jest wieczna. Nic i nikt nie jest wstanie tego zniszczyć. Taka miłość zdarza się tylko raz – rzekła – No, ale na dzisiaj już dość pora spać moje panny – dodała.

- Ciociu, czy mama teraz już będzie zdrowa? - usłyszała kobieta będąc tuż przy drzwiach. Odwróciła się w stronę dziewczynki. Podeszła do niej i spojrzała w jej twarz, która ukazywała strach, obawę, smutek, ale i tęsknotę za rodzicami. A ci od dwóch miesięcy przebywali w Stanach Zjednoczonych, gdzie Ula miała przejść skomplikowaną operację serca. 
Marek, gdy tylko dowiedział się o stanie zdrowia Uli natychmiast skontaktował się z kolegą. Była to znajomość jeszcze ze szkoły podstawowej. Piotr Sosnowski był wziętym kardiochirurgiem i pracował w jednym ze szpitali w Bostonie. Opowiedział mu o wszystkim, a ten nawet się nie zastanawiał i obiecał, że pomoże. Słowa dotrzymał. Tylko jedynym warunkiem jest wyjazd do Stanów. To nie było problemem, bo on dla swojej żony gotów był na wszystko, aby tylko wyzdrowiała. Zastanawiali się tylko, co z ich córką nie chcieli, aby leciała z nimi. Jego rodzice byli na kuracji w Szwajcarii. Ojciec Uli mieszkał w Rysiowie i byłby problem, aby mała mogła dojeżdżać do szkoły. 
Wówczas z pomocą wyszli im Olszańscy. To u nich mała Dobrzańska miała przebywać. 
- Kochanie twoja mamusia już jest zdrowa. Dlatego właśnie tyle czasu tam przebywali, aby mogła do nas wrócić zdrowa. Mamusia jeszcze przez jakiś czas będzie musiała się oszczędzać, ale już będzie tylko lepiej - odpowiedziała dziewczynce i przytuliła ją - no kochana pora spać. Wiesz, co mam pomysł. Jak będziesz chcieć to możesz razem z wujkiem pojechać na lotnisko po mamę i tatę - nagle mina małej pojaśniała i tylko kiwnęła głową na znak zgody, po czym niemal natychmiast zasnęła. Violetta popatrzyła jeszcze na śpiącą dziewczynkę, a w duchu pomyślała.
- Tak ta ich miłość nie może być inna jak tylko wieczna. Nie ma takiej siły, która by rozdzieliła tę dwójkę. A ty kochanie masz wielkie szczęście mieć takich kochających się rodziców.
KONIEC

piątek, 27 marca 2020

NOWY ROZDZIAŁ część X

W pomieszczeniu służącym funkcjonariuszom, jako pokój przesłuchań siedziało dwóch policjantów oraz pani Szewc. Dotychczas cały czas najpierw twierdziła, że jej tam nie było, a później, że to nie jej wina.
- Przecież mówię, że to nie moja wina. Ta mała weszła mi wprost pod koła.
- Szanowna pani według naszych informacji wiemy, że mija się pani z prawdą.
- Zapewne ktoś wam coś na mnie nagadał, aby mi zaszkodzić.
- Wracałam z pracy, gdy to dziecko nagle wtargnęło na jezdnię.
- A niby, kto według pani chciałby to zrobić?
- Może, ktoś z jej rodziny albo, któryś z mieszkańców. Wiecie jestem dość znaną osobą w miasteczku jak i cała moja rodzina.
- Tak proszę pani wiemy, kim pani jest oraz pani rodzina.
- Więc jak panowie widzicie, to może być po prostu zwykła ludzka zawiść.
- A czy nie jest przypadkiem tak, że chciała się pani zemścić za to, że siostra tej małej zeznawała stosunkowo niedawno w sądzie przeciwko panu Łukaszowi?
- To jest totalna bzdura. Po co miałabym to robić.
- No właśnie, po co? Może, dlatego, że zeznania pani Urszuli Cieplak pogrążyły tylko pani syna? A my jesteśmy w posiadaniu dowodu, gdzie grozi pani pani Cieplak.
W tym momencie kobieta nie wytrzymała i wybuchła gniewem.
- To przez tę dziewuchę mój syn teraz odsiaduje wyrok. A ja wiem, że on jest niewinny. Ona zrobiła to, aby zemścić się na nim, bo ją zostawił – krzyczała.
- Proszę się uspokoić i nie krzyczeć. Proszę powiedzieć jak to było z tym wypadkiem – mówił jeden z policjantów.
- Nic więcej nie powiem. Żądam adwokata – kobieta uspokoiła się na tyle, że najwyraźniej zdała sobie sprawę, iż bez adwokata może jej się nie udać wybrnąć z tej sytuacji.
- Ma pani do tego prawo. Więc w takim wypadku poczekamy na pani adwokata, ale nie liczyłbym na zbyt wiele – odpowiedział jej funkcjonariusz. Kobietę odprowadzono do Policyjnej Izby Zatrzymań i oczekiwano na przyjście jej adwokata.

- Jak mała – pytał Marek nazajutrz jak tylko spotkał się z Ulą.
- Dobrze. Za kilka dni mają ją wypisać. Umówiłam się z ojcem, że odbiorę małą ze szpitala i zawiozę do domu – odpowiedziała.
- Mogę ci pomóc i zawieść was do Rysiowa. W ten sposób nie będziesz musiała tracić na taksówkę, bo przecież nie pojedziesz z nią autobusem – zaproponował Marek.
- Masz pracę i to może być kłopotliwe – mówiła.
- Ula to żaden kłopot. Jutro nie mam zaplanowanych spotkań, więc nie widzę problemu. Powiedz tylko, o której będziesz jechała do szpitala i tam się spotkamy – mówił obejmując ją.
- Wypisy dają jakoś po dziesiątej, więc ja będę już u Betti chwilę przed – odparła. Kolejny już raz młody Dobrzański pokazał, że może na niego liczyć w każdej sytuacji. Ucieszyła się, że nie będzie musiała tłuc się taksówką.

Wreszcie policja mogła powrócić do przesłuchiwania pani Szewc w związku z potrąceniem małej Cieplak. Na komisariacie zjawił się adwokat wynajęty przez męża pani Szewc. Lecz wobec dowodów, jakimi dysponowała policja w postaci zeznań kilku świadków oraz filmu z monitoringu, który był tam adwokat nie miał za wiele do powiedzenia a sama oskarżona tym bardziej.
- Proszę w końcu zacząć mówić to może uda się, że dostanie pani łagodniejszy wymiar kary – rzekł jeden ze śledczych. Lecz ta z początku nadal uparcie milczała bądź też szła w zaparte i powtarzała jak mantrę.
- To był wypadek. Ta mała sama weszła mi pod koła.
W pewnym momencie adwokat kobiety wpadł na jakby mogło się zdawać genialny pomysł.
- Proszę państwa sądzę, iż moja klientka działa pod wpływem silnych emocji i nie panowała nad sobą – mówił a funkcjonariusze prawie przecierali oczy ze zdumienia i nie wierzyli w to, co słyszą – w takiej sytuacji wnoszę o konsultację z psychiatrą.
-, Ale tu nie ma powodu ani przesłanek ku temu – odparł jeden z policjantów.
- Proszę mnie posłuchać. Syn mojej klientki niedawno został osadzony w więzieniu, co mogło spowodować zachwianie równowagi psychicznej, a dodatkowo siostra tej małej dziewczynki w jakimś sensie przyczyniła się to tego.
- Panie mecenasie, pan chyba sam siebie nie słyszy. Syn pańskiej klientki został oskarżony i skazany prawomocnym wyrokiem za swoje czyny. A pan próbuje zgonić winę na tę małą dziewczynkę i jej rodzinę? – Mówił z wyraźnym zdziwieniem i zszokowany policjant.
- Ja tylko stwierdzam fakt i dlatego wnoszę o przeprowadzenie takiego padania pod względem poczytalności mojej klientki. Funkcjonariusze widząc nieustępliwość adwokata przystali na ten wniosek. Chociaż byli przekonani, że nie ma mowy o jakimkolwiek działaniu pod wpływem silnych emocji. Byli również już zmęczeni tym wszystkim, kolejny raz muszą wszystko przesunąć i czekać na kolejny możliwy termin przesłuchania kobiety.

Podjechał pod szpital, zaparkował jak najbliżej wejścia i wysłał wiadomość do Uli z informacją, iż jest już pod szpitalem. Dostał wiadomość zwrotną, że już wychodzi. Nie minęło kilka minut, gdy ujrzał swoją ukochaną pchającą wózek z siostrą. Podszedł przywitał się z obiema i wziąwszy małą na ręce zaniósł i usadził na tylnym siedzeniu w samochodzie. Ula w tym samym czasie poszła odstawić wózek na miejsce i już mogli jechać do Rysiowa.
- Ula, jeśli potrzebujesz kilka dodatkowych dni wolnego, aby zająć się najbliższymi a zwłaszcza siostrą to ja nie widzę problemu – zaproponował jej Marek podczas drogi.
- Dziękuje ci bardzo. To dobry pomysł, nawet zastanawiałam się jak to rozwiązać. Myślałam nawet, aby na kilka dni przenieś się do Rysiowa i stamtąd jeździć do pracy – mówiła.
- To bezsensu Ula abyś kursowała między Rysiowem a Warszawą. Zostań w domu tu będziesz bardziej potrzebna niż w firmie.
Będąc na miejscu Ula mimo obaw wobec zachowania ojca postanowiła zaprosić Marka do środka i zaproponowała kawę i ciasto.
- Wejdziesz?
- Z chęcią napiję się kawy. Trochę za późno wstałem i jedyne, co zdążyłem zrobić to wziąć prysznic – odparł z rozbrajającym uśmiechem.
- W takim razie oprócz kawy proponuję obiad. Może nie będzie taki wykwintny jak w restauracji, ale równie smaczny oraz szarlotkę na deser – rzekła.
Markowi dwa razy nie trzeba było mówić. Zgodził się bez słowa. Raz, że dzięki temu mógł więcej czasu spędzić z Ulą a dwa faktycznie był głodny. Zdawał sobie sprawę, że przez najbliższe kilka dni będzie widywał swoją ukochaną krócej niż w ostatnim czasie.
Weszli do domu. Marek trzymając Betti na rękach przywitał się z Cieplakiem ogólnym „Dzień dobry”. Starszy mężczyzna coś tam odburknął, co nie spodobało się Uli. Ale ze względu na Marka postanowiła to przemilczeć, ale obiecała nie zostawiać tego tak i porozmawia z ojcem wieczorem. Marek zauważył minę Uli.
- Ula, co się stało? – pytał jak zostali sami w pokoju.
- Nic takiego. Po prostu jestem trochę tym zmęczona – próbowała brzmieć wiarygodnie.
- Wiesz, nie umiesz kłamać – odparł przysiadając się do niej i przytulając do siebie. Widząc, że ona nie chce o tym mówić postanowił nie drążyć tematu, uznając, iż jeśli będzie chciała sama mu o tym powie.
Siedzieli w kuchni przy stole, gdy usłyszeli pukanie do drzwi. Chwilę później w drzwiach kuchni ujrzeli Szewca. Ten chciał rozmawiać z Ulą.
- My nie mamy, o czym rozmawiać panie Szewc – usłyszał w odpowiedzi.
- Proszę tylko o kilka minut rozmowy – prosił mężczyzna.
- Pan nie rozumie, że Ula nie chce z panem rozmawiać? Najpierw pana syn ją skrzywdził, później żona potrąciła siostrę Uli. O czym chce pan jeszcze rozmawiać? –odezwał się za Ule milczący dotychczas Marek – i proszę być pewny, że nasz adwokat już złożył pozew do sądu – dodał Dobrzański.
Szewc zrozumiał, że nic tu po nim i jedyne, co może zrobić to czekać na rozwój wydarzeń. Widać było po tym mężczyźnie jak źle wpłynęły na niego te wszystkie wydarzenia ostatniego czasu. W bardzo krótkim czasie zdawało się jakby przybyło mu kilka lat, a na głowie pojawiły się siwe włosy.
Marek przesiedział w domu Cieplaków do wieczora, co niezbyt podobało się ojcu Uli, ale cieszyło jej rodzeństwo. Jasiek był zachwycony samochodem i w tym temacie rozmawiali przez jakiś czas. Małej Betti buzia się nie zamykała i wciąż opowiadała o swoich koleżankach i kolegach z przedszkola.
Wieczorem będąc przy aucie pożegnał się z ukochaną i wrócił do Warszawy, lecz za nim odjechał obiecał, że na następny dzień przyjedzie i będzie miał dla niej niespodziankę. Ula nie dociekała, chociaż była ciekawa, co też jej chłopak wymyślił.
CDN…

piątek, 20 marca 2020

NOWY ROZDZIAŁ część IX

Siedziała na krześle w szpitalu i czekała na lekarza prowadzącego, który mógłby powiedzieć jej coś więcej o siostrze. Ojciec zachowywał się tak jakby jej tam nie było i nawet nie chciał z nią rozmawiać. Było jej przykro, ale wiedziała, że ojciec nie ma prawa ingerować w jej prywatne życie, a ona ma prawo je układać jak chce.

- Czekam na wiadomości od lekarza – mówiła do słuchawki.

- ….

- Odezwę się jak tylko będę coś więcej wiedzieć – mówiła. Cieplak tylko przysłuchiwał się tej rozmowy.

- Tak przywiózł mnie Marek. A jutro jestem z nim umówiona i słyszałam, że Aleks ma przylecieć z Włoch.

- ….

- Mają mieć jakieś zebranie zarządu – odpowiedziała, obie zamieniły jeszcze kilka zdań i rozłączyły się.

- Ciekawe, co na to rodzice Edyty, że spotyka się z obcokrajowcem? – usłyszała, gdy tylko schowała telefon do torebki.

- Są tak samo szczęśliwi jak ona sama – usłyszał w odpowiedzi. Ale widać, że nie takiej się spodziewał.

Najwyraźniej sądził, że jeśli rodzina Edyty będzie przeciwko związkowi córki z Aleksem to jemu będzie łatwiej przekonać Ule do swoich racji.

- Posłuchaj tato, powiem to po raz ostatni i nie zamierzam się powtarzać. Kocham Marka, a on kocha mnie i nic tego nie zmieni. Kocham cię, ale jeśli będę miała wybierać między miłością do Marka, a tobą to wybiorę to pierwsze. Mam prawo do bycia szczęśliwą i nie pozwolę abyś to zniszczył – Cieplak nie odezwał się więcej ani słowem.

Ula zdawała sobie sprawę, że jej słowa mogły zaboleć, lecz nie mogła postąpić inaczej. Nie umiała zrozumieć ojca i jego toku rozumowania. Lecz ten jak widać też nie chciał dać się przekonać i nie zamierzał najwyraźniej zmieniać swojego zdania.

- Co ty zrobiłaś? – słychać było podniesione głosy dwóch osób w salonie w jednym z domów w Rysiowie.

- Chciałam tylko ich nastraszyć i ukarać za to, że nasz syn trafił za kratki – padło z ust kobiety.

- Przecież ta mała mogła zginąć, a przecież niczemu nie jest winna. Dodatkowo Łukasz okazał się potworem… - mówił mężczyzna.

- Jak możesz tak mówić o własnym dziecku – krzyczała pani Szewc.

- Właśnie, że mogę. Dowiedziałem się wielu rzeczy o nim. I muszę powiedzieć, że zawiodłem się na nim. Dotarły do mnie również informacje, że nie tylko Ula i ta dziewczyna były jego ofiarami. Ma on na swoim sumieniu nie tylko gwałty i pobicia, ale i inne sprawki – mówił Szewc.

- To nieprawda. Rozumiesz nie wierzę w żadne twoje i tych wszystkich zawistnych kobiet słowo – krzyczała.

- Ale to nie tylko słowa tych dwóch kobiet… -

Tę dość ostrą wymianę zdań małżeństwa Szewców przerwało mocne pukanie do drzwi. Po ich otwarciu małżeństwo ujrzało dwóch policjantów.

- Dzień dobry państwu starszy aspirant Piotr Niedzielski oraz komisarz Krystian Domagała – przedstawili się mundurowi.

- Dzień dobry, co panów sprowadza? – odezwał się Szewc.

- Mamy kilka pytań do pańskiej żony w związku z wypadkiem, jaki miał miejsce kilka dni temu – wyjaśnił jeden z policjantów.

- Ja o niczym nie wiem – próbowała zaprzeczać kobieta.

- Proszę pani mamy niepodważalne dowody, co do tego, kto prowadził samochód marki Opel Adam w tym dniu – padło z ust policjanta i podszedł do kobiety, chwycił za rękę na wysokości łokcia i zamierzał wyprowadzić z mieszkania.

- Panowie może porozmawiajmy spokojnie – próbował załagodzić sytuację Szewc po tym jak jego żona zaczęła się coraz bardziej awanturować i nic nie robiła sobie ze słów mundurowych.

- Tu nie ma, o czym dyskutować proszę pana – mówił jeden z policjantów a drugi skuwał panią Szewc, po czym zmierzał w kierunku wyjścia z domu.

W końcu Ula mogła porozmawiać z lekarzem i dowiedzieć się o zdrowie swojej siostry. Dziewczynka miała złamaną nogę, kilka siniaków oraz lekkie wstrząśnienie mózgu.

- Proszę być spokojną. Małej już nic nie zagraża. Noga została poskładana i umieszczona w gipsie za sześć tygodni zdejmiemy gips. Siniaki znikną szybciej niż się pani wydaje. Siostra doznała również wstrząśnienia mózgu, ale było na tyle niewielkie, że nie ma zagrożenia życia ani zdrowia. Dziewczynka zostanie na naszym oddziale jeszcze kilka dni i wypiszemy ją do domu – usłyszała od lekarza.

- Dziękuję panu – odpowiedziała, po czym pożegnała się i udała do sali, gdzie leżała jej mała siostra.

Widok Uli bardzo ucieszył Beatkę.

- Ulcia! Przyjechałaś – mówiła radośnie dziewczynka.

- Witaj maleńka. Jak się czujesz? – przywitała się z siostrą i usiadła na metalowym krześle obok łóżka dziewczynki.

- Dobrze – odpowiedziała mała i nagle posmutniała.

- Betti, co się stało? – zapytała ją Ula.

- Bo teraz zapewne znów wyjedziesz – odparła dziewczynka.

- Nigdzie nie wyjeżdżam kochanie. Wróciłam na stałe jedynie, co to nie będę mieszkać z wami tylko w Warszawie, lecz to lepsze niż tak daleko jak przez ostatni czas – wyjaśniła Ula, a na twarzy siostry ponownie zawitał uśmiech.

- Super – usłyszeli – a będę mogła cię odwiedzać? – dodała mała.

- Oczywiście, że tak – odpowiedziała jej Ula.

Posiedzieli jeszcze jakiś czas i opuścili szpital. Józef wrócił do Rysiowa, a młody Cieplak postanowił pojechać do mieszkania siostry.

- Tato pojadę do Uli i wrócę do domu jutro popołudniu – poinformował ojca Jasiek. Senior nie odezwał się słowem tylko skinął głową na znak aprobaty.

- Wczoraj doszły mnie słuchy, że podobno za ten wypadek odpowiedzialna jest matka Łukasza – mówił Jasiek jak byli już w mieszkaniu Uli.

- Skąd to wiesz? – zapytała brata.

- Słyszałem jak mówiła o tym Dąbrowska pod sklepem – wyjaśnił jej brat.

- Wiesz, że to największa plotkara w całym Rysiowie – mówiła Ula, chociaż gdzieś w podświadomości rodziła się myśl, że to może być prawda. Ale nawet, jeśli to była matka jej byłego chłopaka to nie sądziła, aby było to celowe działanie ze strony tej kobiety.

- Masz rację siostra, ale wiesz, że w każdej plotce tkwi ziarno prawdy – odparł jej Jasiek.

CDN…